wtorek, 15 września 2026

Przypominajka przed "Pożegnaniem z Narwią" Hanny Krall i Wojciecha Tochmana

Wspomnieniami jesień się zaczyna... Zapraszamy na powroty do czasów dzieciństwa, minionego lata, przeżytych przygód, doznanych wrażeń. Porozmawiamy o Hannie Krall i tym, co w jej książkach znajdziemy. 

Jeżeli pogoda pozwoli, snute opowieści będą mieszać się z zapachem opadających liści i dymem z ogniska na działce rodziców Struny.

wtorek, 1 września 2026

"Czarne lato. Australia płonie" Szymona Drobniaka


Protokół po "Czarnym lecie. Australia płonie" Szymona Drobniaka

Hello!

Końcówka wakacji to dobry moment na spotkanie i rozmowy o podróżach, urlopach i wypoczynku, takich z lekturą w dłoni też.

1. Swoją książką Szymon Drobniak sprowokował Uczestniczki do wielotematycznych dyskusji: o stanie środowiska naturalnego, które człowiek w tak krótkim czasie zrujnował, o tym, czy naprawdę możemy coś zrobić, żeby naprawić wyrządzoną naturze szkodę, czy działania w skali europejskiej przyniosą jakieś pozytywne efekty dla planety. O dostępie do rzetelnych informacji, dezinformacji, zatajaniu prawdy, teoriach spiskowych i doniesieniach naukowych, które nie zawsze są najpewniejszym źródłem wiedzy. Do tego dochodzą dylematy wychowawcze i poczucie winy wobec przyszłych pokoleń za to, że zostawia im się Ziemię w tak dramatycznej kondycji. I jeszcze poczucie bezsilności w związku z faktem, że ekologia jest powiązana z  polityką do tego stopnia, że staje się orężem w walce o władzę i pieniądze, także często z władzą jest utożsamiana.

2. Oprócz oczywistych refleksji dotyczących przyrody, zwierząt i niszczącej działalności człowieka, rozmawiano o ciekawym spostrzeżeniu zawartym w „Czarnym lecie”. Drobniak pisze: „Klimatyczna katastrofa wykiełkowała tuż obok nas właśnie dlatego, że jako ludzie jesteśmy tak beznadziejnie krótkowzroczni. Maraton dziesiątek lat przewidywania naprzód okazuje się równie abstrakcyjny dla naszego umysłu jak skala wszechświata czy fizyka kwantowa”. No właśnie, może nigdy nie uda nam się zawrócić z drogi rozpoczętej już katastrofy ekologicznej, bo po prostu intelektualnie nie jesteśmy w stanie znaleźć skutecznego rozwiązania. Na myśl przychodzą również wnioski z niedawno omawianej „Inteligencji kwiatów” Meterlincka, że może człowiek, zadufany w sobie, uważający się za pana i władcę całego uniwersum, nie jest w stanie swoim małym rozumkiem zaakceptować tego, że na Ziemi mogą żyć zwierzęta, inne istoty, które są od nas inteligentniejsze, które patrzą z pobłażaniem na poczynania homo sapiens próbującego naprawić świat.

3. Wywody na temat katastrofy klimatycznej podsumowała Kicia: jako pojedyncze jednostki nic nie możemy zrobić, bo to, czy wrzucę kolejne plastikowe opakowanie do niebieskiego worka zamiast do śmieci mieszanych, nie ma najmniejszego znaczenia. Pozostałe Uczestniczki, trochę się rozgrzeszając, mówiły o swoich podróżach wakacyjnych (samolotem czy samochodem zasilanym pochodnymi ropy naftowej), które, owszem, zwiększają emisję zanieczyszczeń do środowiska, jednak bez tych podróży nie można na własne oczy zobaczyć tych wszystkich zachwycających miejsc, cudów natury, które swoim pięknem przemawiają do człowieka i namawiają do podjęcia działań, których efektem będzie ochrona środowiska i zachowanie go w możliwie niezmienionej postaci dla przyszłych pokoleń. Urlopowe wojaże pozwalają też zobaczyć globalny kontekst działań podejmowanych przez pojedynczych ludzi czy nawet kraje – bo nasza rezygnacja z foliowych reklamówek i plastikowych rureczek do napojów ma się nijak do turystyki w krajach biedniejszych, w których jednorazowe sztućce czy butelki PET z deptaktów i promenad trafiają prosto do morza.

4. Na szczęście rozmowy nie przyniosły wyłącznie dołujących wniosków i refleksji. Wspominano wyjazdy z ostatnich tygodni w tereny mniej lub bardziej odległe. Przytaczano anegdoty, opowiadano o spotkanych ludziach, lokalnych pysznościach, o sposobach na mentalny reset, o wychodzeniu z własnej strefy komfortu w nowym środowisku i nieznanych okolicznościach. O miejscówkach luksusowych, wystarczających i tych, do których się wraca, jak do domu. O wycieczkach krótkich i umiejętności wypoczynku bez względu na miejsce. Stefa znalazła motywację do pracy nad wzmocnieniem swoich mięśni potrzebnych w kolejnych podróżach. Struna była już trochę zmęczona wizją zbliżającego się końca urlopu i powrotu do pracy. Królowa jest chętna na kolejne dalekie podróże, jednak mocno ograniczona w tym zakresie przez wiekowe już bookdogi, Grudosławę i Azoriusza. A Kicia, wyczerpana pracą, dopiero urlop planuje.

5. Rozmowom o „Czarnym lecie” towarzyszyła kuchnia australijska, ale z podtekstem międzynarodowym. Stefa przygotowała wspaniałą ciecierzycę zapiekaną z pomidorami, podaną z jogurtem. Królowa przyniosła sałatkę szopską, która udekorowana została kangurem stąpającym po popiele ze spalonych drzew (w tej roli starty ser i czubrica). Struna zrobiła kremową zupę z groszku zielonego. Stefa upiekła bezglutenowe ciasto „runo leśne” i poczęstowała zebrane osoby różanym lokum (bałkańska galaretka), herbatą na zimno oraz domowym ajwarem. Dorodne morele skojarzyły się Strunie z piekącym słońcem, dlatego i one pojawiły się na stole. Kulki nitkowatej chałwy przywiodły na myśl Królowej australijski busz. Był również humus i opiekane (opalone ogniem?) paluchy chlebowe. A o ugaszenie wszelkich gastronomicznych, tematycznych i klimatycznych pożarów zadbała Kicia, która przyniosła lody o zaskakujących smakach.  

6. Struna przyniosła cały zestaw płyt, które świetnie wpisywały się w temat przewodni spotkania: Nicka Cave’a, bo z Australii, „Into the Wild”, wiadomo dlaczego, Screaming Trees, też wiadomo, oraz Glena Hansarda (wielka strata dla świata muzyki) i Three Fish – bo tak.

7. Następne spotkanie, które odbędzie się 18 września, będzie dotyczyło postaci wybitnej pisarki, reportażystki, Hanny Krall, i jej twórczości. Ponieważ w „Pożegnaniu z Narwią” Hanna Krall sięga w swoją przeszłość, oprawę gastronomiczną spotkania będą stanowić potrawy wspominkowe, z dzieciństwa, z przeszłości. Jeśli pogoda pozwoli, spotykamy się na działce u rodziców Struny.

k.  











wtorek, 18 sierpnia 2026

Przypominajka przed "Czarnym latem. Australia płonie" Szymona Drobniaka

Letnie rekordowe upały na zmianę z gwałtownymi burzami, deszczami i wiatrami – taki mamy klimat w te wakacje. 

Czy to, co się dzieje w naszych ogródkach, ma związek z przerażającymi pożarami w Australii kilka lat temu? 

Porozmawiamy o tym i o innych arcyważnych tematach już w najbliższy piątek.

piątek, 17 lipca 2026

"W drodze" Jacka Kerouaca


Protokół po "W drodze" Jacka Kerouaca

Hi there!

Lipcowe spotkanie zaczęło się urodzinowo: Stefie odśpiewano „Sto lat!”, wręczono torcik i podarki. A drugiej jubilatce, Kici, dzień później w imieniu całego klubiku książkowego życzenia złożyła Struna. Obie Uczestniczki obchodzące urodziny w lipcu mocno ściskamy!

1. „W drodze” to świetny przykład lektury, którą warto ocenić po dwóch czytaniach. Pierwszym, w młodości, kiedy to porwać czytelnika może wybijająca się ze stron książki wolność, poszukiwanie sensu życia i odkrywanie samego siebie. Drugi raz warto przeczytać „W drodze” po latach, w wieku dojrzałym, gdy na pewne sprawy patrzy się zupełnie inaczej niż kiedy jest się młodym człowiekiem. Takie właśnie ćwiczenie czytelnicze wykonały Struna i Królowa – i w sumie obie doszły do tych samych wniosków.

2. A wnioski są takie, że bohaterowie książki, i kiedyś, i teraz, drażnią, bo są skrajnie nieodpowiedzialni, choć ich sytuacja życiowa (czworo dzieci Deana rozsianych po całych Stanach) i wiek (i Sal, i Dean są koło trzydziestki) mówią wprost, że naprawdę trzeba już dorosnąć. Ci dwaj i im podobni trampowie, widzący wyłącznie czubek własnego nosa, wieczni Piotrusie Pany, z mózgami przeżartymi alkoholem i narkotykami, żyją w czasach po drugiej wojnie, kiedy w USA brakowało męskich wzorców, kiedy na całym świecie moralność i zasady współżycia w społeczeństwie zostały mocno przewartościowane – więc szukają swojej ścieżki życia. I chyba się w tych poszukiwaniach trochę pogubili, zwłaszcza Dean, który na końcu książki nie może pozbierać myśli, bełkocze, traci rozum.

3. Od kilku pokoleń „W drodze” porywa kolejnych czytających, ma status powieści kultowej, Biblii wszelkich autsajderów. Są w niej wątki, które rzeczywiście mogą ująć nawet tych konserwatywnych, ułożonych odbiorców: radość z obcowania z przyrodą, życie chwilą, pochwała wolności, zerwanie z materializmem, konsumpcjonizmem i dobrobytem. Przecież tak niewiele trzeba, żeby być szczęśliwym. Chris McCandless z „Into the Wild / Wszystko za życie”, i wielu przed nim i po nim, również tego szukał.

4. Powieść Kerouaca sprowokowała Uczestniczki do nostalgicznej podróży w czasie do ich wczesnej młodości. Z perspektywy tych kilkudziesięciu lat zachowania ówczesnych nastoletnich Uczestniczek dziś wydają się szalone, niebezpieczne, głupie, mało odpowiedzialne, ale ostatecznie wszystkie wyszły na ludzi, mają dobre i szczęśliwe życie, choć wielu z ich rówieśników i towarzyszy tamtych imprez dziś boryka się z nałogami albo już w ogóle nie żyje. Kerouac napisał: „Uprzytomniłem sobie, że pewnego dnia nasze dzieci będą oglądać te wszystkie zdjęcia ze zdumieniem, przekonane, że ich rodzice żyli w sposób gładki, uporządkowany, ustabilizowany - tak – jak – na – zdjęciu, że wstawali rano, aby kroczyć dumnie chodnikami życia, i nigdy nie będą nawet podejrzewać łachmaniarskiego szaleństwa i burzliwości naszych faktycznych żywotów, naszej faktycznej nocy, tego piekła, bezsensownej, koszmarnej drogi”. Tak czy inaczej, Uczestniczki nie wypierają ze swej pamięci tamtych lat, nie wstydzą się siebie samych nastoletnich, bo wiedzą, że każdy przez to musi przejść – jedni głośno i na krawędzi, drudzy trochę bardziej spokojnie.

5. Rozmowy w czasie lipcowego klubiku dotyczyły, a jakże, wakacji, urlopów, wczasów, półkolonii, krótkich wypadów i dłuższych wyjazdów. Lato w tym roku jest ciekawe i intensywne. Dyskutowano o chorobach (trudny i dołujący temat, jednak to część życia, więc nie ma co udawać, że ich nie ma), żywności i aktywności fizycznej (Kicia i Królowa dzielnie kontynuują pracę nad sobą w tym zakresie, bo pierwsze pozytywne efekty są już widoczne i na ciele, i na umyśle).

6. Kuchnia na lipcowym klubiku była różnorodna (jak stany w Stanach). Był i wspomniany powyżej torcik urodzinowy. Były amerykańskie burgery w wersji wege i Coca Cola zaproponowane przez Strunę. Była sałatka grecka, która do książki wieczoru nawiązywała poprzez Grecję (jako częsta destynacja wakacyjnych podróży) i oliwki (okrągłe jako koło mknącego po szosie samochodu). Oprócz sałatki Stefa przygotowała również łatwą do wzięcia na każdą wyprawę pizzę z twarogiem. Królowa zrobiła dynię z ryżem i masłem orzechowym (i dynia, i masło orzechowe dość mocno z USA się kojarzą). Na stole pojawiły się również potrawy kolorystycznie nawiązujące do barw amerykańskiej flagi: borówki i arbuz (w planach była również biała bita śmietana z mascarpone, ale Uczestniczki uznały, że co za dużo, to niezdrowo). Również Mały Lord wniósł kulinarny wkład do spotkania - przygotował ciekawe w smaku ogórki, które najpierw wydrążył, a potem wypełnił groszkiem konserwowym.

7. „Uuuu! Chce mi się tak jechać bez końca… ta droga sama prowadzi!” powiedział Dean. Niech wakacyjne drogi prowadzą w świat, a potem bezpiecznie przywiodą Uczestniczki i Uczestników na kolejne spotkanie książkowe, które zaplanowane zostało na 21 sierpnia (jeśli pogoda pozwoli, na działce u rodziców Struny). Gastronomicznie będzie po australijsku, bo tylko taka kuchnia pasować będzie do książki Szymona Drobniaka „Czarne lato. Australia płonie”.

Do zobaczenia!

k.








wtorek, 7 lipca 2026

Przypominajka przed "W drodze" Jacka Kerouaca

 Wygląda na to, że w najbliższy piątek wszystkie drogi poprowadzą na spotkanie klubiku książkowego. Niezbędny w drodze życia przystanek poświęcony będzie omówieniu najbardziej znanej powieści Jacka Kerouaca oraz planów podróżniczych bliższych i dalszych.

Kuchnia amerykańska i w kolorach flagi USA, czyli biało-czerwono-niebieska/granatowa.

piątek, 12 czerwca 2026

"Stan zdumienia" Ann Patchett


  Protokół po "Stanie zdumienia" Ann Patchett

Olá!

Czerwcowe spotkanie było wyjątkowe pod co najmniej dwoma względami.

1. Po pierwsze, Struna: dostojna jubilatka, niczym wzorzec z Sevres, wyznaczyła standardy obchodzenia kolejnej okrągłej rocznicy urodzin z energią, optymizmem i niegasnącą radością życia. Wręczono Strunie motylowo-botaniczny prezent i okolicznościową wiązankę kwiatów, złożono życzenia w formie ustnej i pisemnej, skonsumowano torcik (a nawet trzy!).

2. Po drugie, Kiciątko: przybyło, trzymając się rączki mamusi, do lokalu klubikowego u Cioci Stefy, gdzie ze spokojem wysłuchało od zebranych zachwytów oraz ochów i achów skierowanych pod swoim adresem, pozwoliło na bycie zabawianym przez Ciocie, zrobiło małą demolkę w kwiatach doniczkowych nierozważnie ustawionych na podłodze, wytarmosiło na wszystkie strony nieskazitelną wcześniej firankę w oknie balkonowym, a także zademonstrowało swój intensywnie rozwijający się wokabularzyk (i to w dwóch wersjach językowych!).

3. Spotkanie było wyjątkowe również dlatego, że Stefa wyszła znowu na świat! Złapała oddech, strząsnęła z siebie trochę zawodowych stresów, zaczęła ćwiczyć mięśnie i nawet wybrała się na szoping, który zaowocował nowymi w jej szafie częściami garderoby w różnych odcieniach zieleni (tym samym ogłasza się, że Stefa nie prowadzi już sklepu z odzieżą żałobną) i nawet nową bielizną!

4. Struna przyniosła zdjęcia ze swojego wczesnego dzieciństwa i zabrała Uczestniczki w podróż w czasie: do zabaw i dorastania w czasach PRL-u, do domowych zwyczajów, do relacji z rodzeństwem, do standardów wychowawczych tamtych lat. Zdjęcia Struny zachęciły Stefę do pokazania zebranym swojej pokaźnej kolekcji bardzo starych książek dla dzieci, które wywołały serię okrzyków „Też to miałam!”, „Pamiętam to!”, „O, kultowe wydanie ‘Baśni’ Andersena z ilustracjami Szancera!”. Potem w dyskusji porównano przejawy czułości i więzi emocjonalnej do zaobserwowania kiedyś i dzisiaj. Rozmawiano o różnicach w formach edukacji i wychowania w okolicznych placówkach oświatowych (rodzice Kiciątka niedługo zdecydują, komu zaufają i w czyje ręce powierzą swojego malucha). Temat jubileuszowy był prowadzony nie tylko w obszarze urodzin Struny, ale i rocznic zdania matury, które w tym roku wspominane były przez Kicię i Królową.

5. A książka wieczoru? Była i o niej mowa. Ogólnie uznano, że jest lepsza od „Domu Holendrów”. Nie wchodzono w szczegóły, bo Kicia nie skończyła czytania, więc zbrodnią byłoby wymieniać się w jej obecności opinią na temat finale grande lektury, który naprawdę może wprawić w stan zdumienia. Rozmawiano o współczesnych korporacjach farmaceutycznych, o macierzyństwie i przesuwającym się coraz wyraźniej wieku, w którym kobiety po raz pierwszy zostają matkami; o tym, co jest zgodne z naturą, a co jest przejawem zmian w medycynie czy normach społecznych. W każdym razie „Stan zdumienia” jest naprawdę warty lektury.

6. Rozmowom towarzyszyła kuchnia brazylijska, amazońska i/lub z Ameryki Południowej. Na cześć Struny Stefa upiekła niebywały, wybitny tort „runo leśne”, w który nawtykane były grzybki halucynogenne (po spożyciu w nadmiarze potraw zawierających duże ilości węglowodanów zwidy, zawroty głowy i ogólna ospałość są bardzo prawdopodobne). Stefa zrobiła też pastę z czerwonej fasoli, a popularną w Brazylii fasolę czarną dodała do potrawy z ryżem i mięsem. Zjedzono sałatkę owocową i świeże mango. Struna przyniosła ostatni fragment swojego tortu urodzinowego, a także torcik zawierający kakao, udekorowany iście amazońskim motylem i posypany wiórami czekolady przypominającymi korę drzewa. Królowa zrobiła sałatkę „płodność” na bazie kaszy z fasolą i granatem, która do stworzenia wymagała pewnej dozy płodności umysłowej. Przyniosła również potrawę „Amazonka”, w której rolę największej rzeki Ameryki Południowej odgrywały pasy cukinii, a jako dopływy Amazonki wystąpiły makaronowe wstążki. Wszystkim przygrywała kapela Gotan Project – nie z Brazylii wprawdzie, ale też z Ameryki, „tej niższej” (jak mawia Mały Lord).

7. Następne spotkanie będzie w trasie – między jednym wyjazdem wakacyjnym a drugim, w drodze między pracą a urlopem. Kulinarnym tłem do jednej z najbardziej kultowych amerykańskich książek będą potrawy w barwach flagi USA: czerwone, białe, granatowe/niebieskie. Z Kerouakiem w drogę ruszamy 10 lipca.

PS. Uprzejmie wyjaśnia się, że opóźnienie w złożeniu niniejszego protokołu do wglądu nie wynika z zagubienia się Uczestniczek w amazońskiej dżungli czy z leczenia negatywnych skutków upojenia alkoholowego związanego z pięknym jubileuszem Struny, a z odmętów nurtów zawodowych, w których chwilowo utonęła protokolantka.

Spod czerwcowej tęczy: do zobaczenia!

k.











środa, 3 czerwca 2026

Przypominajka przed "Stanem zdumienia" Ann Patchett

W najbliższy piątek zapowiada się podróż do głębi amazońskiej dżungli. Zaopatrzyć się należy zatem w wygodne buty, przewiewną odzież, maczetę oraz apteczkę pierwszej pomocy. Żywność i napoje związane z Ameryką Południową i Brazylią mile widziane. Należy również ćwiczyć pojemność płuc – na wypadek konieczności sprinterskiej ucieczki przed jaguarem i w celu zdmuchnięcia świeczek… na torcie urodzinowym.