Protokół po "Pożegnaniu z Narwią. Rozmawia Wojciech Tochman" Hanny Krall
Nadszedł czas,
żeby zmierzyć się (być może po raz kolejny) z Hanną Krall i tematyką jej
książek.
1. Określana jako
jedna z najbardziej uznanych reporterek (w Polsce?, w Europie?). Opisująca
świat wokół niej, ale może tak naprawdę najpierw szukająca dookoła siebie
fragmentów świata ze swojej przeszłości, wspomnień i traum, a potem
„ubierająca” bohaterki i bohaterów swoich reportaży we własne doświadczenia.
Albo mająca talent do wyszukiwania takich postaci, których przeżycia opowiedzą
również, a może przede wszystkim, o Krall.
2. Z „Pożegnania z
Narwią” wyłania się starsza pani, która swoim życiorysem mogłaby obdarzyć
dziesiątki osób. Nadal ma cięty język, a pamięć wciąż świetną. Wie, jak ważna
jest tematyka jej książek, ma misję ocalenia od zapomnienia tak wielu ludzi,
ale również istotnych gestów, aktów dobrej i złej woli. Ma się wrażenie, że
Hanna Krall czuje się niedoceniona za wykonaną dotychczas pracę, napisane
reportaże, ocalone od zapomnienia nazwiska i sytuacje. Bo przecież jest jedną z
bohaterek swoich reportaży, przeżyła to, była świadkiem, jest Żydówką, więc ma być
może większe prawo pisać o Holokauście niż ci, którzy słyszeli o nim od swoich
przodków czy przeczytali w relacjach napisanych przez kogoś innego.
3. W jej
wszystkich książkach, począwszy od szkolnej lektury „Zdążyć przed Panem
Bogiem”, pojawiają się w większym lub mniejszym natężeniu te same elementy:
szafa, wojna, ukrywanie się, Żydzi. Tak, jakby nie mogła nie pisać o tym, co w
niej siedzi, co ją ukształtowało. Zapewne niejeden czytelnik, nawet bez
zacięcia psychologicznego, stwierdzi, że te książki to jej forma autoterapii,
próba poradzenia sobie z traumą z dzieciństwa, ale i traumą całego narodu. Jest
w tych książkach tak wiele niedomówień, pojedynczych słów, niedopowiedzeń, że
czasami trudno nie stracić wątku, ciężko się podąża za narracją bohatera czy
bohaterki reportażu, która przeplata się z narracją samej autorki.
4. Rozmowom o
arcytrudnych tematach poruszanych w książkach Krall towarzyszył mały wyrzut
sumienia, no bo jak tu omawiać opisane przez nią umieranie, choroby, głód, wojnę
i śmierć przy jednoczesnym pałaszowaniu przyniesionych potraw, radosnych
pogawędkach z małym Kiciątkiem czy komentowaniu niedawnych wydarzeń codziennych
i zwykłych. No cóż, życie.
5. A propos
pałaszowania. Tematem przewodnim kulinarnym były wspomnienia. Danie, które
najpełniej wykonało swoje zadanie, były zrobione przez Stefę rzucane kluski z
jabłkami, podane z miodem z kasztanowca lub spadziowym. Kluski te, uwielbiane
przez brata Stefy na co dzień, w wersji bez jabłek podawane u nich na Wigilii,
swoim smakiem przeniosły Strunę do czasów jej dzieciństwa: ciocia-babcia Stasia
przygotowywała takie kluseczki dla małej Struny i nazywała je „myrdolonki”.
Stefa przyrządziła także pastę do chleba z grochu, która pierwotnie miała być
grochówką. Struna zrobiła nad ogniskiem pachnące dymem, jesienią i
wspomnieniami prażonki. Przyniosła również konfiturę poziomkową, bo poziomki
bardzo jej się kojarzą z przeszłością. Kicia razem z wózkiem zawierającym Kiciątko,
jego zabawki i wszelkie niezbędne do przeżycia dwóch godzin poza domem
akcesoria, przytachała kokosowe ciasto „znad Narwi” oraz interesujące chipsy z
grzybów shitake. Królowa przyniosła domowe herbatniki maślane, które nazwała „3
pokolenia”, bo robił je Mały Lord, wymyśliła Królowa, a ciasto cięte było
radełkiem, jakiego używała babcia Królowej. Snuciu opowieści z przeszłości
towarzyszył dłuuugi makaron wstążki z pomidorkami koktajlowymi.
6. Kiciątko coraz
bardziej aktywnie włączało się w prowadzone rozmowy. Jego mama dodała do wypowiedzi
swego dziecięcia relację z wakacyjnego wyjazdu i z poligonu zawodowego. Stefa
przekazała aktualne informacje rodzinne oraz związane z pracą. Struna
opowiedziała o ostatnich zdobyczach z obszaru poszukiwań informacji o losach
swoich przodków, w tym streściła historię okularów w etui z Schweidnitz, czy z przed-
lub wojennej Świdnicy, należących niegdyś do jej prababki Karoliny, a później do jej siostry- prababci Helci. Królowa ze stoicyzmem przekazała
informacje o ostatnich potknięciach, które jednak nie zaburzyły jej spokoju i
coraz większego dystansu do napotkanych trudności.
7. Praca nad sobą,
zmiana podejścia do ludzi wokół wynikająca z upływającego czasu i dojrzałości
życiowej, potrzeba tworzenia, dzikość i pierwotność w każdej kobiecie – to tematy
od dawna poruszane na klubiku książkowym. Będzie kolejna okazja, żeby ponownie
o tym podyskutować: za miesiąc, 9 października, w towarzystwie potraw dzikich
(byle nie z dzika) przeanalizowana zostanie książka Clarissy Pinkoli Estes „Biegnąca
z wilkami”.
8. Wrześniowe spotkanie
miało miejsce na działce rodziców Struny. Wieczór był bezdeszczowy, ale szybko
zapadł mrok, było chłodno, przenikliwie, komary cięły jak opętane. Dlatego
omówiono wszystkie ważne i mniej ważne sprawy, a potem, trochę wcześniej niż
zwykle, przejściem Struny górą przez ogrodzenie zakończono obrady.
To było sto
siedemdziesiąte Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
k.