Protokół po "Nie ma co" Mahsy Mohebali
Salam alejkum!
Za nami nieco refleksyjne, choć bez wzniosłych czy
oczywistych słów, spotkanie kwietniowe – w cieniu wojny, która znów dzieje się
w Iranie.
1. Tam znowu umierają ludzie, zwykli mieszkańcy, tam krew się
leje na ulicach Teheranu, na irańskie bogactwa naturalne znowu mają chrapkę
oszołomy z innych krajów.
2. Iran ma wspaniałą historię. Ale ostatnie sto lat to dla
jego obywateli trudny okres zmieniających się reżimów, zasad życia, wartości. W
rozkroku między Wschodem i Zachodem, z aspiracjami, ze wspomnieniami czasów
sprzed i po rewolucji, o której tak poruszająco w „Szahinszachu” pisał
Kapuściński.
3. „Nie ma co” to kilkadziesiąt godzin w stolicy Iranu podczas
trzęsienia ziemi, doświadczanego i obserwowanego przez Szadi, młodą teherankę
na narkotycznym głodzie, poszukującą kogoś z kolejną działką, a potem miejsca
do spokojnego odlotu. Na ulicach chaos, zamieszanie i zamieszki, niebezpieczeństwo,
ucieczki z miasta, aresztowania. Czy to na pewno trzęsienie ziemi? A może ten obraz
to kolejna rewolucja, Irańczycy protestujący wobec dyktatorskiej władzy radykalnych
islamistów?
4. Żeby lepiej zrozumieć przesłanie „Nie ma co”, warto sięgnąć
po inne książki o tym zakątku świata. Choćby po „Fashionistki zrzucają czadory”
Aleksandry Chrobak (Stefa i Królowa polecają), po wspomnianego wyżej
Kapuścińskiego, „Kruszenie świata” François-Henri Désérable czy „Domy na piasku”
Katarzyny Rodackiej.
5. Oby sytuacja w Iranie szybko zmieniła się w bezpieczną dla
mieszkańców. Oby ci, którzy rozdają karty, szybko się dogadali i przestali zabijać
ludzi, którzy nie chcą mieć z tym nic wspólnego, którzy po prostu chcą żyć w
wolności wiary i przekonań. Być może Iran znowu stanie się krajem przyjaznym
nie tylko swoim obywatelom, ale i turystom. Może nastanie czas, gdy na własne
oczy można będzie podziwiać irańskie krajobrazy i zachwycającą perską kulturę,
architekturę i sztukę.
6. Na razie jednak, żeby poczuć na języku choć namiastkę Iranu,
przygotowano potrawy inspirowane kuchnią perską. Struna przyniosła nargesi,
czyli perski omlet ze szpinakiem jogurtem i kurkumą. Stefa zrobiła humus,
poczęstowała chałwą. Zrobiła również gulasz z czerwonej soczewicy, który podała
z adas polo – ryżem z szafranem, rodzynkami i soczewicą. Jakby tej soczewicy
było mało, Królowa również ją przyniosła – tym razem w wersji zielonej ze
szpinakiem, co kolorystycznie było okropne, ale w smaku niezłe, zwłaszcza z
adas polo Stefy. Spod rak Królowej wyszły też owiane ciasteczka z rodzynkami
sułtankami. Kicia przyniosła ciasto puszyste jak perski kot. W obszarze
spożywczym pojawił się również ostropest plamisty (Stefa wydilowała zebranym działkę
magicznego proszku), kreatyna i sól swańska.
7. Omówiono kino irańskie, wspomniano kultową już książkę-komiks
„Persepolis”. Wymieniono się informacjami na temat godnych polecenia logopedek
w okolicy (coraz bardziej rozgadane Kicię jest w potrzebie). Zdano relację z
przebiegu świąt wielkanocnych (u wszystkich ten czas śmignął jak stadko
przestraszonych zajęcy). Po raz kolejny rozważano metody wychowawcze obserwowane
w otoczeniu i praktykowane we własnych domach. Zrobiono przegląd książkowych nowości
wydawnicznych i prezentów do czytania, które otrzymała Stefa. A wspomniane w
rozmowie sławne perskie ogrody stały się łącznikiem z pretekstem do spotkania w
maju, kiedy to omawiana będzie „Inteligencja kwiatów” Maurice’a Maeterlincka –
widzimy się 8 maja; kuchnia kwiatowa, wiadomo. W ramach lektury uzupełniającej
można przeczytać „Ogród poza czasem” Olivii Laing.
Niech pokój będzie na świecie, w Waszych głowach i sercach.
k.









