wtorek, 17 marca 2026

"Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego

 Protokół po "Przedwiośniu" Stefana Żeromskiego

Dzień dobry!

Ptaki widziane przez okno i podczas spacerów, pierwsze motyle, rabatki ozdobione krokusami i fiołkami, słońce, wiosenna energia zachęcająca do zmierzenia się z brudnymi po zimie oknami i zakurzonymi kątami – o tym też rozmawiano podczas marcowego spotkania.

1. Biorąc pod uwagę wyznania Stefy sprzed miesiąca o tym, że nie może się przekonać do „Przedwiośnia”, że podchodzi do niego jak do jeża, można by sądzić, że celowo skumulowała sobie robotę na to piątkowe marcowe popołudnie, żeby nie przyjść na spotkanie klubiku. Ale wiemy, że Stefa naprawdę przechodzi teraz przez trudny czas w pracy, więc jej nieobecność przyjęta została ze współczuciem. A poniżej, specjalnie dla niej, kilka wrażeń po omówieniu „Przedwiośnia”.

2. Czy Żeromski wielkim pisarzem był? Był. Czy słusznie znajduje się w kanonie lektur szkolnych? I tak, i nie. Tak – bo gdyby jego książki nie były lekturami, większość nigdy z własnej woli pewnie nie sięgnęłaby po nie. Nie – bo lektury szkolne w ogóle bardzo źle się kojarzą i przez to wiele osób może z negatywnym nastawieniem zaczynać poznawać dorobek Żeromskiego. A to był naprawdę uznawany i szanowany przez jemu współczesnych wybitnych pisarzy i poetów literat, który ponoć był nawet pretendentem do Nagrody Nobla. Więc może warto dać mu szansę, wrócić do jego powieści i noweli, rozsmakować się w jego piórze. Stefa, daj mu szansę!

3. „Przedwiośnie” dobrze się czyta, czuć wrażliwość Żeromskiego na ludzką biedę i krzywdę, widać jego spostrzegawcze oko pisarskie, które tak wymownie potrafi zilustrować ludzi z najniższych warstw społecznych. Ale nużą wątki polityczne, agitatorskie.

4. Taka jednak była wtedy Polska, tuż po odzyskaniu niepodległości – zagubiona, rozgrabiona, zabiedzona, choć odurzona wolnością, z którą nie wiadomo było, co zrobić. Polska zaczęła się wtedy budować, od nowa, i miała tę możliwość tylko przez 20 lat. A potem, po wojnie znowu wszystko od początku. Nie dziwią więc różne zachowania pisarzy i artystów w latach powojennych, którzy szukali swojego sposobu na odbudowę Polski i czasem wdawali się w romans z władzami komunistycznymi – bo wtedy uważali to za najsłuszniejszą rzecz, jaką mogą zrobić. I zgodnie z apelem Struny, nie osądzajmy postaci sprzed lat, bo sami nie wiemy, jak byśmy się zachowali w tych wyjątkowych, niepowtarzalnych czasach.

5. A do dyskusji o tych postaciach, które Żeromskiego znały lub mogły znać, doszło dzięki całemu łańcuszkowi powiązań postaci związanych z literaturą. Tuwim (o nim z zapałem opowiadała Królowa, świeżo po zakończonej lekturze jego biografii), który za młodu podziwiał Żeromskiego, dalej Magdalena Samozwaniec, która naraziła się kiedyś Tuwimowi w jednym ze swoich tekstów, dalej Zygmunt Niewiadomski, mąż Samozwaniec, który opisał ich pożycie, a sam był synem założyciela Małopolskiej Fabryki Opłatków (Mafo, przekształconego później w ZPC Skawa), dalej matka sióstr Marii i Magdaleny Kossakówien, która pomogła w ucieczce ze szpitala psychiatrycznego swojego kuzyna z Wielkopolski, Stefana Rogozińskiego, znanego podróżnika i odkrywcę Kamerunu, który obchodził urodziny tego samego dnia co Mały Lord (ten klubikowy, nie ten od Frances H. Burnett). I tak dalej, i tak dalej - takie powiązania są fascynujące, inspirują do sięgania po kolejne biografie, wspomnienia i pamiętniki. To sprowadza Wielką Historię do poziomu człowieka, który żył w konkretnych czasach, to pozwala w wielkich nazwiskach sprzed lat zobaczyć zwykłych ludzi.

6. Struna nadal prowadzi swoje dociekania genealogiczne. I choć tempo prac jest teraz powolniejsze, bo coraz trudniej dotrzeć do materiałów źródłowych, to jednak czas poświęcony na „rozkminianie” rodzinnych historii zbliża członków rodziny poszukujących kolejnych elementów układanki, a czasem otwiera ich zamknięte przez lata pamięć i usta. Struniątko, które wspaniale radzi sobie na studiach, potrafi już trafnie podsumować działania swej rodzicielki w zakresie odkrywania Małej Ojczyzny i genealogii rodziny: Struna jest mikrohistoryczką, w przeciwieństwie do Struniątka, które na historię ma spojrzenie makro.

7. Kicia opowiadała trochę o pracy, o priorytetach życiowych, które w ostatnich dwóch latach mocno jej się zmieniły (teraz na pierwszym miejscu jest, wiadomo, Kiciątko), o powrocie do treningów biegowych w terenie. Królowa wytrwale realizuje swój plan większej dbałości o kręgosłup i formę fizyczną w ogóle. Stefa zostanie z tego tematu odpytana na następnym spotkaniu (ale jeśli praca wzięła górę również nad powziętym postanowieniem zwiększenia ilości energicznych spacerów, to zrozumiemy i będziemy trzymać kciuki za rychłe pozbycie się zawodowych obciążeń).

8. „Przedwiośniu” towarzyszyła kuchnia przednówkowa, przedwiosenna i wiosenna. Kicia przyniosła ciasto WW, czyli „trochę W zimie i trochę W wiośnie”, oraz zielony borek ze szpinakiem. Struna przygotowała fenomenalną zupę „zielone żywe”, w skład której wchodziły warzywa korzenne (przez lata podstawa żywieniowa na przednówku), mrożony groszek, mleczko kokosowe (nawiązanie do egzotycznego Azerbejdżanu, gdzie się urodził Cezary Baryka) i bazylia. Ponieważ w dawnych czasach na wsiach pożyczanie wiktuałów od sąsiadów było częstą praktyką pozwalającą przetrwać do wiosny, Królowa przygotowała deser „pożycz porzeczki”, który jednocześnie był formą czyszczenia zamrażarki z zeszłorocznych zapasów: czerwona i czarna porzeczka z jogurtem greckim i kruszonką stanowiły ciekawe kwaśno-słodkie połączenie. Kapustą kiszoną polskie wiejskie zimy stały i stoją, więc na stole pojawiły się drożdżowe zawijańce z kapustą i suszonymi pomidorami. Była herbata z suszonych jagód. Były białe cukiereczki drażowe – taki trochę grad podczas wiosennej burzy. Były żelkowe dżdżownice przypominające swoje żywe ogrodowe krewniaczki, mocno już o tej porze roku zapracowane.

9. Trwająca wojna w Iranie niestety będzie bardzo aktualnym kontekstem rozmów o książce „Nie ma co” Mahsy Mohebali. Mimo wszystko spróbujemy duchowo wesprzeć Iranki i Irańczyków, rozmawiając o ich dorobku kulturowym i artystycznym. Kolejne spotkanie odbędzie się 10 kwietnia, kuchnia, rzecz jasna, irańska lub perska.

Dobrej wiosny!

k.







wtorek, 10 marca 2026

Przypominajka przed "Przedwiośniem" Stefana Żeromskiego

Przedwiośnie w ogrodach. Wiosna w pragnieniach, pragnienie wiosny. Wymiatanie kątów, czyszczenie piwniczek i garów z kiszonkami. Szkolna lektura, powieść dojrzałego pisarza. Żeromski – nazwisko znane, klasyczne, czasem anegdotyczne. Wojna na Bliskim Wschodzie. Szklane domy.

Piątek, trzynastego marca, będziemy rozmawiać. Widzimy się.

piątek, 20 lutego 2026

"Portret damy" Henry'ego Jamesa


 Protokół po "Portrecie damy" Henry'ego James
a

Sto lat! Sto lat!

Ponad 160 książkowych powodów do dyskusji, hektolitry wypitej herbaty, tony spałaszownych frykasów, dziesiątki płyt z najwyborniejszą muzyką, no i pokłady emocji, morza słów, setki czułych i przyjaznych gestów – to wszystko składa się na 14 lat nieprzerwanego funkcjonowania Spotkań Pod Pretekstem Książki!

1. Było uroczyście: tort z płonącą „14”, kwiaty, prezenty, okolicznościowe przemowy, wzruszenie, radość i życzenia kolejnych dziesięciu i piętnastu lat wypełnionych comiesięcznymi spotkaniami. Szampanem Piccolo wzniesiono toast. Zrobiono okolicznościowe zdjęcie, do czego wykorzystano różne zabawne oraz wytworne akcesoria, między innymi koronkowe rękawiczki i rzekome perły Struny. Wręczono prezenty: książki (tytuły były dobierane wg indywidualnego klucza), wiersze o książkach, herbatki „Na miły book!”, a nawet praska do ziemniaków, której właścicielką jest odtąd Królowa. Oczywiście w spotkaniu jubileuszowym udział wziął również Mały Lord, dla którego świat bez klubików książkowych nie istnieje, oraz Pan Rex, który pojawił się tylko na chwilę, bo jednak oglądanie zmagań sportowców na igrzyskach olimpijskich było dla niego bardziej atrakcyjne.

2. „Portret damy” wspaniale wpisał się atmosferę wieczoru. Uczestniczki były pod wrażeniem wnikliwości Henry’ego Jamesa w psychikę zarówno mężczyzny jak i kobiety. Autor doskonale opisał charaktery swoich bohaterów, wspaniale zilustrował proces oplatania, niczym trujący bluszcz, Isabel przez jej męża, Osmonda. Pod koniec lektury czytelnik/czytelniczka zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że ta młoda, odważna, głodna świata, samodzielnie myśląca Isabel dała się wciągnąć w układ, w którym zmarniała i straciła radość życia. Osmond – perfidny typ, niestety dość często spotykany, swoim pesymizmem i poczuciem wyższości nad innymi wysysa z Isabel energię, ciągnie ją ku sobie na dno psychiczne i emocjonalne. Interesujące jest również otwarte zakończenie książki, które daje wiele możliwości dla domysłów co do dalszych losów Isabel.

3. Uczestniczki, mimo podziwu dla pisarskiego talentu Henrye’go Jamesa, nie zamierzają powielać błędów Isabel. Wręcz przeciwnie! Pewnie trzymają życie w swoich rękach, same o sobie decydują, same pracują nad swoim szczęściem. Mają nadzieję, że z kończącym się chińskim Rokiem Węża, zostawią za sobą, jak niepotrzebną wylinkę, trudności i ograniczenia, a zaczynający się Rok Konia doda im sił i wytrwałości w podejmowaniu nowych wyzwań, które przyniosą im wyłącznie pozytywne efekty.

4. „Portret damy” i inne sprawy omawiano przy dźwiękach płynących z płyt „It’s a woman” zespołu Lambchop i „Grace” Jeffa Buckley’a. W ramach aneksu do omawianej w styczniu „Wellness” wysłuchano albumu Rage Against The Machine. A w związku z 14-leciem spotkań klubikowych zabrzmiała, i to dwukrotnie!, płyta formacji Kings Of Leon z utworem „Sex on fire”.

5. Jubileuszowy stół uginał się pod ciężarem potraw z międzynarodowym rodowodem. Było pysznie, kolorowo, różnorodnie. Kicia przygotowała sałatkę, w skład której wschodziły: włoski makaron, polskie buraczki, bułgarski ser kozi, czilijskie czereśnie suszone, kalifornijskie migdały, austriackie pestki dyni, brazylijskie orzechy – a to wszystko okraszone dressingiem z greckiej oliwy i octu balsamicznego z Modeny. Struna zrobiła wytrawne babeczki, które zaserwowała z melonem z prosciutto crudo (a dla wegetarian z borówkami). Stefa zrobiła trójkątne sandwicze z trzema różnymi pastami (pieczarkową, tuńczykowa i jajeczną), co nawiązywało do 3 najistotniejszych w „Portrecie damy” krajów: Ameryki, Anglii i Włoch. Pasta jajeczna pojawiła się również w kanapkach przygotowanych przez Królową, odwołujących się do klasycznych angielskich egg sandwich. Sernik nowojorski z musem z mango korespondował z amerykańskimi korzeniami Isabel, a tiramisu dyniowe z miejscem jej duchowej klęski u boku Osmonda we Włoszech. W roli finger food wystąpiły ciekawe w smaku plastry batata z masłem orzechowym i czarnuszką oraz fasola jaś z masłem i bułką tartą. Akcentem wspominkowym była szarlotka upieczona przez mamę Królowej, która wszakże w pierwszym roku działalności klubiku książkowego użyczała swojego lokalu na potrzeby spotkań Uczestniczek. Do picia podano herbaty owocową Włoskie cytryny i Lady Grey.

6. Opowieści Struny sprzed miesiąca związane z jej genealogicznymi poszukiwaniami mają ciąg dalszy, historia nabiera rumieńców, a na gałęziach drzewa rodzinnego pojawiają się kolejne imiona i nazwiska.

7. Kicia i Królowa wymieniły się spostrzeżeniami z obszaru zawodowego, dodatkowo Kicia w kilku słowach zdała relację z jej obecnej pracy w Cyrku, w którym Królowa również kiedyś pracowała. Spragnione wiedzy o najnowszych osiągnięciach rozwojowych Kiciątka uczestniczki odebrały raport od jego mamusi.

8. U Stefy zapowiadają się znaczące zmiany w życiu zawodowym – trzymamy kciuki i prosimy, by pamiętała o zobowiązaniach, które powzięła względem swojej aktywności fizycznej. Królowa również podjęła wyzwanie większej dbałości o kręgosłup. Kicia także dołączyła z postanowieniem częstszych treningów. Utworzyła się więc Trójca, która zamierza w najbliższych miesiącach znaleźć w codziennej rutynie i zabieganiu czas na ruch dla zdrowia. Zobowiązuje się niniejszym każdą damę z tej Trójcy do przygotowania na marcowe spotkanie sprawozdania z realizacji zadeklarowanych zadań. Klubik odbędzie się 13 marca, omawiana będzie klasyka – „Przedwiośnie”, a towarzyszyć mu będzie kuchnia wiosenna, przedwiosenna lub przednówkowa.

A wszystko powyższe miało miejsce w Dniu Kochania Siebie!

Kochajcie siebie!

k.










wtorek, 10 lutego 2026

Przypominajka przed "Portretem damy" Henry'ego Jamesa

Damy, kobiety, dziewczyny, babki – Uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki, które od 14 lat gromadzą się, żeby rozmawiać nie tylko o literaturze.

W najbliższy piątek podjęta zostanie próba sportretowania tych dam. A przy okazji omówiona zostanie powieść Henry’ego Jamesa.


czwartek, 15 stycznia 2026

"Wellness" Jonathana Hilla


 Protokół po "Wellness" Jonathana Hilla

Dzień dobry!

Zamiast znaleźć podczas spotkania odpowiedzi na zadane w przypominajce pytania, Uczestniczki skończyły obrady z głową pełną przemyśleń, wniosków, ciekawostek i kolejnych pytań.

1. „Wellness” to książka opasła, wielowątkowa i pełna elementów sprawiających, że trudnym jest jednoznaczne zakwalifikowanie jej do którejś kategorii literackiej. Bo na pierwszy rzut oka to powieść. Ale momentami czyta się to jak pracę magisterską, a przynajmniej książkę popularno-naukową. Najtrudniejszy jednak element do interpretacji dla czytelnika polega na tym, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jest przedmiotem jakiegoś eksperymentu psychologicznego, czy kontynuacja lektury aż do jej ostatnich stron nie sprawi, że na koniec zostanie zdiagnozowany jako osoba podatna na wpływy i manipulacje współczesnego świata, czyli że dała się wkręcić. Interesujące. Takiej książki na klubiku jeszcze nie było.

2. Oprócz warstwy konstrukcyjno-doświadczalno-eksperymentalnej jest jeszcze prostsza, bardziej klarowna w odbiorze warstwa powieściowa. Historia dwojga ludzi, którzy najpierw uciekają przed przeszłością, pokochują się (?), zmieniają, dojrzewają. Obraz relacji kobiety i mężczyzny - rodziców wymagającego dziecka na tle współczesnej Ameryki. Do tego wciskane wszem i wobec „dobra” współczesnego świata, social media, oczekiwania społeczne, uwikłanie między tym, co się chce, a tym, co się powinno.

3. W ogóle sporo rozmawiano o dzisiejszych czasach. O wyzwaniach, przed którymi stają (i z którymi czasem sobie zupełnie nie radzą) i rodzice, i dzieci. Przywołano historię Tomasza Beksińskiego, który ponoć zarzucił swoim rodzicom, że zrujnowali mu życie poprzez to, że nie stawiali mu nigdy granic. Wydaje się, że obecnie sporo jest w rodzinach zagubienia, bezradności, braku jasnych „zasad gry”. Trudno jest się rozeznać w gąszczu informacji, co jest prawdą, a co nie. Jednocześnie coraz więcej jest miłośników najnowszych rozwiązań technologicznych, co czasem prowadzi do fascynacji sztuczną inteligencją do tego stopnia, że AI zaczyna zaspokajać ludzką potrzebę relacji społecznych, bliskości, relacji intymnych. W tym przebodźcowanym świecie ciężko jest usłyszeć swój wewnętrzny głos, swoje „ja”, które być może dałoby nam odpowiedź na pytanie, jak żyć dobrze i szczęśliwie.

4. Dyskusja nie była prowadzona w tonie dołującym i biadolącym. Wręcz przeciwnie, podawano przykłady momentów przepełnionych pięknem, radością, spokojem. Zauważono, że w ogóle z wiekiem człowiek trochę zwalnia, zaczyna się bardziej cieszyć ze „zjeżdżania na boczny tor”, już niczego nie musi udowadniać (ani sobie, ani światu). Choć oczywiście nie zawsze, bo na starość można się i spaskudzić, i zgorzknieć, i zmarnieć. Pamiętać więc należy, że zgodnie z powiedzeniem przywołanym przez Stefę: uważaj, jaki masz charakter, bo po pięćdziesiątce ten charakter wyjdzie ci na twarz. Twarze uczestniczek, choć czasami zmęczone i leciuteńko pomarszczone, nadal uśmiechnięte, pogodne, z wciąż młodzieńczym chochlikiem w oku.

5. Książka wieczoru pełna była inspiracji muzycznych, które przywołały wspomnienia z młodości Uczestniczek. Oprócz pozostawionego w domu Rage Against The Machine, pojawiły się płyty bardziej lub mniej przywołane w „Wellness”. Był więc album „Blackstar” Davida Bowie, „Last Splash” The Breeders, dwie płyty The Smashing Pumpkins” i Pixies.

6. Fascynujący fragment spotkania stanowiły opowieści Struny o jej poszukiwaniach genealogicznych. Jak na razie dokopała się do historii rodziny siedem pokoleń wstecz! Zachęciła do podjęcia prac nad odkrywaniem własnych korzeni, a jednocześnie zaapelowała o ostrożność podczas korzystania z różnych stron internetowych.

7. Kulinarne wyzwanie polegało na przygotowaniu potraw kojarzących się z dobrostanem, dobrym samopoczuciem, nic więc dziwnego, że na stole pojawiły się przede wszystkim potrawy mające korzystny wpływ na organizm i rozgrzewające ciało od środka. Była więc bardzo gęsta owsianka z jabłkami i tarta dyniowo-szpinakowa, które wyszły spod rąk Królowej. Stefa przygotowała sałatkę buraczkową i zupę dyniową, a Struna pełną witamin sałatkę „lunchbox”. Na poprawę nastroju zjedzono zbilansowane pod względem słodkie-zdrowe ciasto, a na lepszą pracę mózgu schrupano orzechy włoskie. Wszystko zapito herbatą o nazwie Dobrostan z domowym sokiem porzeczkowym.

8. Kolejne spotkanie poświęcone będzie „Portretowi damy”, a towarzyszyć jej będzie kuchnia międzynarodowa. Zbiórka w lokalu klubikowym 13 lutego.

Dbajcie o siebie w całym 2026 roku!

k.








środa, 7 stycznia 2026

Przypominajka przed "Wellness" Jonathana Hilla

Czy w dobrym stanie ciała i ducha rozpoczął się 2026 rok? Czy Jonathan Hill napisał dobrą książkę? Jak często jesteśmy wkręcani? Kto, kiedy i dlaczego nami manipuluje? Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia i miłość prawdziwa na całe życie?

Być może choć na niektóre z powyższych pytań Uczestniczki znajdą odpowiedź podczas styczniowego spotkania książkowego.

Tym razem widzimy się u Stefy.

środa, 17 grudnia 2025

"Święto nieistotności" Milana Kundery

 

Protokół po "Święcie nieistotności" Milana Kundery

Ahoj!

Poprzedni protokół rozpoczął się „ahoj” morskim, a „ahoj” czeskim zaczyna bieżący.

1. Spotkanie z Milanem Kunderą po raz drugi (poprzednie było prawie na samym początku funkcjonowania klubiku). Tym razem w okolicznościach grudniowych przedświątecznych. „Święto nieistotności” to lektura krótka i, choć przesycona paryskością, na wskroś kunderowo-czeska. Starzejący się mężczyźni, brzuchy młodych dziewcząt uwodzące odsłoniętymi pępkami, refleksje filozoficzno-egzystencjalne, choroby, Chruszczow, Kalinin, Stalin i jego 24 kuropatwy, toksyczne relacje z matką – wątków bez liku.

2. Kundera rzuca czytelnikowi wyzwanie, zmusza do autorefleksji, do zrobienia rachunku sumienia: czy biorę udział we współczesnej walce polegającej na wzajemnym obwinianiu się?, czy nadmiernie przepraszam za postępowanie innych?, czy nie biorę świata zbyt poważnie?, czy potrafię dostrzec ludzką głupotę przez pryzmat dobrego humoru, żeby się z tej głupoty śmiać?

3. Tytułowa nieistotność to „bezużyteczność bycia błyskotliwym”. Nieistotność „oswobadza, wyzwala z uważności, nie wymaga refleksu, czyni ją [kobietę] beztroską, więc również bardziej dostępną”. Nieistotność to również sedno egzystencji i klucz do mądrości. To tak gwoli wyjaśnienia, gdyby się ktoś zastanawiał, o co chodzi, o czym ten Kundera na starość bredzi.

4. Na klubikowym stole pojawiły się potrawy czeskie, francuskie, świąteczne – jednym słowem Uczestniczki jak zwykle kreatywnie podeszły do tematu gastronomicznego, w efekcie czego zajadano się sałatką tuńczykową i piernikowymi bajaderkami śnieżnymi, które wyszły spod pracowitych rąk Stefy, vol-au-vent avec foie gras et fromage du ail sauvage przygotowane przez madame Strunę oraz zrobione przez Królową bramborový salat i kruche ciasteczka, które podobno obowiązkowo pojawiają się na wigilijnym stole Czechów. Raczono się również śmietankowym likierem korzennym i herbacianym grzańcem oraz podjadano słodycze ze świątecznej paczki pracowniczej.

5. Muzycznie zabrakło ścieżki dźwiękowej do „Once” z Markétą Irglovą i płyty Pearl Jam „Binaural” z utworem „Insignificance” (bo „Święto nieistotności” w oryginale to „La fête de l’insignificance”). Za to uszy zebranych uroczo pieścił głos Joe Dassin i inne francuskie melodie, a także świąteczne pastorałki i dżingołbelsy.

6. Jakby wątków czeskich było mało, podczas spotkania do Pana Rexa niespodziewanie zadzwonił Gužik Martin, zainteresowany kupnem pewnego elementu pieca centralnego ogrzewania.

7. Rozmawiano o lokalnych wydarzeniach w szkolnictwie, a potem szerzej o edukacji w kraju – niestety, nie wygląda to optymistycznie. Poruszono temat sytuacji w polskim kościele katolickim. Dyskutowano o oczekiwaniach młodych względem wynagrodzenia za wykonywaną pracę. O deficycie osób z tak zwanym fachem w ręku. O bezradności osób w obliczu awarii sprzętu AGD. O odwiedzonych wystawach. O otrzymanych w ostatnim czasie wyróżnieniach konkursowych (Mały Lord osobiście odebrał gratulacje). O przygotowaniach do świąt, a zwłaszcza o szale sprzątania, w który wpadły niektóre Uczestniczki (tak, Stefa, to o Tobie). Potwierdzono termin tradycyjnego wyjazdu do miasteczka na wzgórzu – 29 grudnia, godzina popołudniowa.

8. Spotkania książkowe w 2026 roku rozpoczną się od „Wellness” Johnatana Hilla. Można przynieść jedzenie kojarzące się z dobrostanem ducha i/lub ciała. Mile widziane będą potrawy o właściwościach uzdrawiających. Woda z Lourdes też może być. Widzimy się 9 stycznia.

Radosnych Świąt! Niech dobry humor Was nie opuszcza!

Bądźcie zdrowi!

k.