Protokół po "Czarnym lecie. Australia płonie" Szymona Drobniaka
Hello!
Końcówka wakacji
to dobry moment na spotkanie i rozmowy o podróżach, urlopach i wypoczynku, takich z lekturą w dłoni też.
1. Swoją książką Szymon
Drobniak sprowokował Uczestniczki do wielotematycznych dyskusji: o stanie
środowiska naturalnego, które człowiek w tak krótkim czasie zrujnował, o tym,
czy naprawdę możemy coś zrobić, żeby naprawić wyrządzoną naturze szkodę, czy
działania w skali europejskiej przyniosą jakieś pozytywne efekty dla planety. O
dostępie do rzetelnych informacji, dezinformacji, zatajaniu prawdy, teoriach spiskowych
i doniesieniach naukowych, które nie zawsze są najpewniejszym źródłem wiedzy.
Do tego dochodzą dylematy wychowawcze i poczucie winy wobec przyszłych pokoleń
za to, że zostawia im się Ziemię w tak dramatycznej kondycji. I jeszcze
poczucie bezsilności w związku z faktem, że ekologia jest powiązana z polityką do tego stopnia, że staje się orężem
w walce o władzę i pieniądze, także często z władzą jest utożsamiana.
2. Oprócz
oczywistych refleksji dotyczących przyrody, zwierząt i niszczącej działalności
człowieka, rozmawiano o ciekawym spostrzeżeniu zawartym w „Czarnym lecie”.
Drobniak pisze: „Klimatyczna katastrofa wykiełkowała tuż obok nas właśnie
dlatego, że jako ludzie jesteśmy tak beznadziejnie krótkowzroczni. Maraton
dziesiątek lat przewidywania naprzód okazuje się równie abstrakcyjny dla
naszego umysłu jak skala wszechświata czy fizyka kwantowa”. No właśnie, może
nigdy nie uda nam się zawrócić z drogi rozpoczętej już katastrofy ekologicznej,
bo po prostu intelektualnie nie jesteśmy w stanie znaleźć skutecznego rozwiązania.
Na myśl przychodzą również wnioski z niedawno omawianej „Inteligencji kwiatów”
Meterlincka, że może człowiek, zadufany w sobie, uważający się za pana i władcę
całego uniwersum, nie jest w stanie swoim małym rozumkiem zaakceptować tego, że
na Ziemi mogą żyć zwierzęta, inne istoty, które są od nas inteligentniejsze,
które patrzą z pobłażaniem na poczynania homo sapiens próbującego naprawić
świat.
3. Wywody na temat
katastrofy klimatycznej podsumowała Kicia: jako pojedyncze jednostki nic nie
możemy zrobić, bo to, czy wrzucę kolejne plastikowe opakowanie do niebieskiego
worka zamiast do śmieci mieszanych, nie ma najmniejszego znaczenia. Pozostałe
Uczestniczki, trochę się rozgrzeszając, mówiły o swoich podróżach wakacyjnych
(samolotem czy samochodem zasilanym pochodnymi ropy naftowej), które, owszem, zwiększają
emisję zanieczyszczeń do środowiska, jednak bez tych podróży nie można na
własne oczy zobaczyć tych wszystkich zachwycających miejsc, cudów natury, które
swoim pięknem przemawiają do człowieka i namawiają do podjęcia działań, których
efektem będzie ochrona środowiska i zachowanie go w możliwie niezmienionej
postaci dla przyszłych pokoleń. Urlopowe wojaże pozwalają też zobaczyć globalny
kontekst działań podejmowanych przez pojedynczych ludzi czy nawet kraje – bo nasza
rezygnacja z foliowych reklamówek i plastikowych rureczek do napojów ma się
nijak do turystyki w krajach biedniejszych, w których jednorazowe sztućce czy
butelki PET z deptaktów i promenad trafiają prosto do morza.
4. Na szczęście
rozmowy nie przyniosły wyłącznie dołujących wniosków i refleksji. Wspominano wyjazdy
z ostatnich tygodni w tereny mniej lub bardziej odległe. Przytaczano anegdoty,
opowiadano o spotkanych ludziach, lokalnych pysznościach, o sposobach na
mentalny reset, o wychodzeniu z własnej strefy komfortu w nowym środowisku i nieznanych
okolicznościach. O miejscówkach luksusowych, wystarczających i tych, do których
się wraca, jak do domu. O wycieczkach krótkich i umiejętności wypoczynku bez względu
na miejsce. Stefa znalazła motywację do pracy nad wzmocnieniem swoich mięśni potrzebnych
w kolejnych podróżach. Struna była już trochę zmęczona wizją zbliżającego się końca
urlopu i powrotu do pracy. Królowa jest chętna na kolejne dalekie podróże,
jednak mocno ograniczona w tym zakresie przez wiekowe już bookdogi, Grudosławę
i Azoriusza. A Kicia, wyczerpana pracą, dopiero urlop planuje.
5. Rozmowom o „Czarnym
lecie” towarzyszyła kuchnia australijska, ale z podtekstem międzynarodowym.
Stefa przygotowała wspaniałą ciecierzycę zapiekaną z pomidorami, podaną z
jogurtem. Królowa przyniosła sałatkę szopską, która udekorowana została
kangurem stąpającym po popiele ze spalonych drzew (w tej roli starty ser i
czubrica). Struna zrobiła kremową zupę z groszku zielonego. Stefa upiekła
bezglutenowe ciasto „runo leśne” i poczęstowała zebrane osoby różanym lokum (bałkańska
galaretka), herbatą na zimno oraz domowym ajwarem. Dorodne morele skojarzyły się Strunie z
piekącym słońcem, dlatego i one pojawiły się na stole. Kulki nitkowatej chałwy przywiodły
na myśl Królowej australijski busz. Był również humus i opiekane (opalone
ogniem?) paluchy chlebowe. A o ugaszenie wszelkich gastronomicznych, tematycznych
i klimatycznych pożarów zadbała Kicia, która przyniosła lody o zaskakujących
smakach.
6. Struna
przyniosła cały zestaw płyt, które świetnie wpisywały się w temat przewodni
spotkania: Nicka Cave’a, bo z Australii, „Into the Wild”, wiadomo dlaczego,
Screaming Trees, też wiadomo, oraz Glena Hansarda (wielka strata dla świata
muzyki) i Three Fish – bo tak.
7. Następne spotkanie, które odbędzie się 18 września, będzie dotyczyło postaci wybitnej pisarki, reportażystki, Hanny Krall, i jej twórczości. Ponieważ w „Pożegnaniu z Narwią” Hanna Krall sięga w swoją przeszłość, oprawę gastronomiczną spotkania będą stanowić potrawy wspominkowe, z dzieciństwa, z przeszłości. Jeśli pogoda pozwoli, spotykamy się na działce u rodziców Struny.
k.