Szalony wrzesień, szalony tydzień, szalona pogoda, szalony piątek, szalone tańce przy ognisku, szalony śmiech, szaleństwo w spojrzeniu i szalone rozmowy o „Szamańskiej chorobie” Hugo-Badera. Widzimy się na działce rodziców Struny ok. 17.00.
wtorek, 12 września 2023
poniedziałek, 21 sierpnia 2023
"Dzieci północy" Salmana Rushdie'ego
Protokół po "Dzieciach północy" Salmana Rushdie'ego
Salam alejkum!
Lektura wieczoru prawie w całości została omówiona podczas
10-minutowej przejażdżki książkobusem do lokalu. To chyba o czymś świadczy.
1. Kicia przedstawiła własne rozwinięcie tytułu powieści
magicznej Rushdie’go: dzieci pół nocy czytały jedną stronę. Bo Kici, choć miała
całkiem sporo do powiedzenia na temat „Dzieci północy”, książka się dłużyła i w
ogóle nie przypadła jej do gustu; określiła ją wręcz jako najgorszą, jaką
czytała ever. I chce jak najszybciej się jej pozbyć na Vinted, gotowa jest
nawet dopłacić komuś, kto tę książkę od niej zabierze. Kici nic się w książce
nie spodobało. Dla pozostałych Uczestniczek spotkania to również nie była łatwa
lektura, ale miały one o wiele pochlebniejsze opnie na jej temat niż Kicia.
Pojawiły się porównania do „100 lat samotności” i do „Shantaram”, z mroków
przeszłości klubikowej z trudem wydobyto też „Drogę do Missing”. Po stronie
minusów książki wskazano jej rozwlekłość, wielowątkowość, zagmatwane losy całej
armii bohaterów, polityka, swobodna interpunkcja, przeskoki narracyjne –
generalnie pomieszanie z poplątaniem. Na plus są niektóre barwne, niekiedy
zabawne obrazki, historyjki, opowiastki, które wybijają się z powieściowej
gęstwiny i które na pewno zostaną w pamięci na dłużej, oraz to, że tego typu
książki są dla czytelnika oknem na świat, lornetką, przez którą może zobaczyć,
jak się żyje gdzieś tam, gdzie czytelnik prawdopodobnie nigdy nie dotrze. Uczestniczki
zauważyły, że książki o Indiach napisane przez kogoś, kto tam się urodził i tam
żył, są zupełnie inne w odbiorze niż te pisane przez obserwatora z zewnątrz
(patrz: „Shantaram”). Debatę na temat „Dzieci północy” zakończono stwierdzeniem,
że jest to książka wymagająca od czytelnika uważności i cierpliwości.
2. Niezmiernie bogato przedstawiało się tło muzyczne
książkowego wieczoru, wysłuchano wielu utworów zainspirowanych Indiami czy Bliskim
Wschodem. Pojawiły się więc: Kula Shaker „K”, The Beatles „Revolver” i „Sgt
Pepper’s Lonely Hearts Club Band”, OST „Eat, pray, love” oraz „Dead Man
Walking. The Score” z głosem Nusrata Fateh Ali Khana.
3. Patrząc na menu towarzyszące „Dzieciom północy” można
było odnieść wrażenie, że spotkanie sponsorowała firma drobiarska, ponieważ na
stole pojawiły się aż cztery curry. Złość Kici na Rushdie’go i jego „Dzieci” na
szczęście nie zatruła przygotowanego przez nią curry „jak mu tam” z ciecierzycą,
papryką, cukinią, liśćmi kafiru, prażonymi orzeszkami, mleczkiem kokosowym oraz
z chlebkami pita udającymi chleb naan. Stefa zrobiła kalafior w cieście z curry
podany z jogurtowym sosem z miętą rajita. Struna przyniosła curry a la indyjskie
leczo – podane z ryżem basmati i pieczywem rzymskim w roli chlebka naan.
Królowa ugotowała curry z soczewicą, kalafiorem i mleczkiem kokosowym, do które
zamierzała podać chlebki parathas, jednak, choć dobre w smaku, przybrały postać
prawie w ogóle nie nadającą się do zaserwowania w miarę przyzwoity sposób. Dla
osłody podniebienia raczono się chałwą i skórkami pomarańczowymi w czekoladzie.
Pito orzeźwiającą wodę z miętą i cytryną oraz zieloną herbatę.
4. Oprócz zmysłu słuchu i smaku zadbano także o węch – przyniesione
przez Strunę trociczki roztaczały intensywny aromat w całym lokalu klubikowym (przybyły
Pan Rex przez chwilę zaniepokoił się ewentualną nielegalnością palonych
artefaktów, lecz grono Uczestniczek naprędce uspokoiło go w tym względzie).
5. Rozmawiano o podróżach bliskich i dalekich i w związku
z tym lansowaniu się w mediach społecznościowych. O dzisiejszej młodzieży – o braku
akceptacji samych siebie, co przekłada się na mocno ingerujące w organizm poprawianie
urody od momentu wczesnej dorosłości. Zdano relację z atrakcji minionych dni i
tygodni. Podzielono się planami wyjazdów urlopowych (dotyczy tych osób, które
jeszcze na wakacyjnym wypoczynku jeszcze nie były). Mały Lord coraz śmielej
brał udział w rozmowie oraz zaprezentował bogate w szczegóły rysunki z serii „co
sobie życzysz, żebym ci narysował?”. Przestraszony burzą bookdog Azoriusz
ogrzewał stopy Kici, a posunięta w latach bookdog Grudosława koło fotela usikiwała
sobie przez sen.
6. Kolejne spotkanie zaplanowane zostało na 15 września.
Jeśli pogoda pozwoli, odbędzie się na działce rodziców Struny. Kuchnia
szamańsko-znachorsko-zielarska, a Kicia być może będzie mieć okazję, żeby po
raz pierwszy zjeść ziemniaki spod garnka. Omówiona zostanie „Szamańska choroba”
Jacka Hugo-Badera.
Do zobaczenia za miesiąc! Alejkum salam!
k.
środa, 16 sierpnia 2023
Przypominajka przed "Dziećmi północy" Salmana Rushdie'go
„Dzieci północy”. Czy Rushdie napisał arcydzieło? Czy jego książka słusznie została okrzyknięta „the best of the best” Bookera? Jak dużo czasu trzeba poświęcić na przeczytanie „Dzieci” od deski do deski? Czy to lektura do zasypiania, czy może do emocjonalnego pobudzenia?
Odpowiedzi na te i inne pytania pojawią się w najbliższy piątek w ogródkowych okolicznościach przyrody. Kuchnia indyjsko-ogniskowaśroda, 12 lipca 2023
"Lata" Annie Ernaux
Protokół po "Latach" Annie Ernaux
Bon jour!
„Lata” - biografia (a może autobiografia) zwykłej
francuskiej nauczycielki. A może Francja po drugiej wojnie światowej? A może,
szerzej, obraz Europy od powojnia do współczesności? Annie Ernaux, noblistka z
„chirurgiczną precyzją” w oszczędnych słowach wywołuje z mroków pamięci
osobistej pamięć rodziny, pokolenia, narodu. Pisze o pamięci świata. Pisze o
życiu po prostu.
„Lata” bardzo się podobały. Wbrew oczekiwaniom tej
dość krótkiej (zwłaszcza w porównaniu z „Nocami i dniami”, „Czarodziejską górą”
czy „Dziećmi północy”) lektury nie czytało się szybko, łatwo i przyjemnie.
Kicia przez większą część książki czekała, aż skończy się ten „prolog” i
zacznie właściwa opowieść. Tematy poruszone przez Ernaux są dużego kalibru:
dojrzewanie, dorastanie, wymiana pokoleń i przejmowanie od dziadków i rodziców
powinności w relacjach rodzinno-społecznych, pułapki konsumpcjonizmu na drodze
w poszukiwaniu szczęścia, postęp technologiczny, starzenie się, samotność. W
nawiązaniu do „Lat” Królowa poleciła „Dorosłość. Wyznania” Linn Skaber z
magicznymi ilustracjami Lisy Aisato.
Rozważania klubikowe, już w książkobusie w drodze
powrotnej, zakończyły się mało optymistyczną refleksją, że dni stają się już
coraz krótsze, że następne spotkanie będzie pod koniec wakacji, że do Bożego
Narodzenia coraz bliżej i że znowu kolejny rok minie. No cóż, jak napisała
Ernaux: „Każdy dźwiga swoje gówno”. Z pewnością jednak w tym dźwiganiu pomogą
czterolistne koniczynki własnoręcznie nazbierane przez Kicię w podejrzanie
dużej ilości – wszyscy Uczestniczki i Uczestnicy spotkania dostali tyle
koniczynek, ile sobie życzyli.
Muzycznie zagłębiono się w utwory francuskiej kapeli
Daft Punk, wysłuchano najbardziej znanych piosenek francuskich i oczywiście
wsłuchano się w magiczny głos Edith Piaf.
Kulinarnie było tak: les petite-choux à la crème de
groseille rouge, czyli ptysie z doskonale wyważonym kremem porzeczkowym - przygotowane
przez Strunę, Macron z le bob, le tofu et avec chili et czosnek d’ours, z
papryką wędzoną - upichcone przez Kicię, sałatka wieloskładnikowa inspirowana
nicejską – zrobiona przez Królową. Był talerz z serami pleśniowymi,
winogronami, orzechami i oliwkami. Był i półmisek z croissantami z nadzieniem
czekoladowym i szampańskim – przyniesionymi przez Poldzię. Były też
galaretkowate cukierki „Smaki lata”. Do tego wszystkiego pasowało wakacyjne w
smaku wino agrestowe i szampan gruszkowy.
Rozmowy dotyczyły wakacyjnych krótkich wypadów Stefy w
góry, jej spraw remontowo-balkonowych i fugowo-płytkowo-mieszkaniowych Poldzi.
Struna zdradziła swoje wakacyjne plany (nie, nikt nie był zdziwiony, że znowu
jedzie do Sopotu). Nakręcona ewentualnym udziałem w maratonie w NYC Kicia zrelacjonowała
pracę nad spełnieniem swojego marzenia. Królowa nauczyła Małego Lorda grać w „truskawki”,
grę na kropki i kreski z jej dawnych szkolnych lat. Opowiadano o dorastających
dzieciach i ich zamierzeniach edukacyjnych oraz zarobkowych.
Zrewidowano listę książkowych pretekstów do omówienia
na kolejnych spotkaniach, w wyniku czego dzielnie postanowiono zmierzyć się jednak
z Rushdie’m. 18 sierpnia okadzimy się dymem z ogniska na działce, spożyjemy
mocno doprawione potrawy indyjskie, zamantrujemy, wprawimy się w trans i
nakręcimy na transcendentne postrzeganie otoczenia – tak przygotowani na ciele
i duchu wejdziemy w świat „Dzieci północy”.
Niniejszy protokół jest potwierdzeniem tego, co
stwierdziła Ernaux: „Dlatego już teraz, pisząc, musi nadać kształt swojej
przyszłej nieobecności”. Spotkania Pod Pretekstem Książki też kiedyś przestaną
istnieć, ale uczucia, emocje, przemyślenia, pytania, zaciekawienia, wnioski
„urodzone” na kolejnych klubikach będą nadal żyć w Uczestniczkach, ich
dzieciach, najbliższych, znajomych – to będzie trwać.
…”Uratować coś z czasu, w którym się już nigdy nie
będzie”…
k.
wtorek, 4 lipca 2023
Przypominajka przed "Latami" Annie Ernaux
Kto ma ochotę na wspominek ciąg dalszy, ten niech się zjawi w najbliższy piątek do lokalu klubowego. Bo przy okazji książki „Lata” porozmawiamy o dzieciństwie w czasach PRL, o przemianach w Polsce i w Europie od czasu drugiej wojny światowej, o tym, co, starzejąc się, zostawiamy za sobą.
Cuisine française.
À bientôt!
wtorek, 20 czerwca 2023
"Najmłodszy" Janiny Barbary Górkiewiczowej
Protokół po "Najmłodszym" Janiny Barbary Górkiewiczowej
Witejcie!
Górkiewiczowa przeniosła Uczestniczki czerwcowego
spotkania książkowego w przeszłość, w lata dzieciństwa, w czas wakacji spędzany
beztrosko nad Choczenką czy u babci na wsi.
1. Omówiony został „Najmłodszy”, czyli pierwszy tom
trylogii „Spłowiałe lata’. To opis życia na wsi sprzed stu lat, który, wydawać
by się mogło, zniknął bezpowrotnie, bowiem dorastanie wiejskiego dziecka wygląda
dzisiaj zupełnie inaczej. Jednak jest jeszcze czas „pomiędzy”, czyli dorastanie
pokolenia urodzonego po wojnie czy w czasach PRL, który swymi elementami w
wielu aspektach łączy się ze światem beskidzkiej wsi opisanym przez
Górkiewiczową.
2. Janina Barbara Górkiewiczowa jest już pisarką
zapomnianą, jej książek się nie wznawia. Nawet w okolicach, w których żyła i
pisała, brakuje wiedzy na temat jej dorobku literackiego. Pewnie nie doczeka
się bestsellerowej biografii, bo jej życiorys jest mało „poczytny” jak na
dzisiejsze standardy: nie szokowała, nie była kontrowersyjna, za to nadzwyczajnie
rozumiała dzieci, kochała je, doskonale rozumiała problemy, z jakimi borykają
się ludzie mieszkający i pracujący na wsi, zachwycała się otaczającymi ją beskidzkimi
pagórkami, kochała kwiaty, była społeczniczką, przez całe swoje życie zawodowe
uczyła w wiejskiej szkole, wytrwale niosła „oświaty kaganek”. Tylko tyle. A
może aż tyle?
3. Mateusz Doliniak, tytułowy „Najmłodszy”, to, jak go
określiła Stefa, „mały wojownik”, rezolutny chłopiec, oczami którego czytelnicy
obserwują codzienność mieszkańców Mucharza, wioski na pagórku na krańcach
Beskidu Małego, spoglądającej na przepływającą doliną Skawę. Książka bogata
jest w dialogi, co wbrew pozorom, spowalnia czytanie, ponieważ bohaterowie
używają lokalnej gwary. Ciężka praca na roli, w której uczestniczyły również
dzieci, dostosowanie się do warunków wyznaczanych przez przyrodę, zmaganie się
z biedą, otaczanie zwierząt wiejskich szacunkiem za bycie żywicielem rodziny,
zaradność kobiet obarczonych mężami pijakami w zapewnieniu bytu licznemu
potomstwu – to elementy „Najmłodszego”.
4. Ustalono, że w najbliższym czasie zostanie
zorganizowana wyprawa do izby pamięci przy szkole w Jaszczurowej poświęconej
Górkiewiczowej i do ławeczki nad Jeziorem Mucharskim upamiętniającej pisarkę. Przy
okazji podjęte zostaną próby odnalezienia, zaniedbanego ponoć, domu Górkiewiczowej
i jej grobu na cmentarzu w Mucharzu.
5. Książkowy pretekst wieczoru obudził wspomnienia,
przywołał opowieści z dzieciństwa i anegdoty przekazywane w rodzinach na
kolejne pokolenia. Opowiadano o ziemniakach gotowanych w garze dla świń, które
się podkradało i zjadało z łupiną. O „macy” zrobionej z kawałka ciasta na
niedzielny makaron, pieczonej na blasze. O „talarkach”, czyli plasterkach
ziemniaka przypiekanych na piecu. O owsiance, grysiku. O ciepłych od słońca,
pachnących latem porzeczkach, agreście czy pomidorach zjadanych prosto z
krzaczka. O plackach ziemniaczanych posypanych cukrem lub popitych zimnym
mlekiem. O grubo ciętej kromce chleba od Zgudy posmarowanej masłem z plastrem
pomidora albo ze śmietaną i cukrem. O mleku prosto od krowy, które leżakowało w
chłodnym miejscu na „zsiadłe”. O praniu płukanym w rwącym nurcie Skawy. O
słoikach po zimie mytych w tejże Skawie przed kolejnym robieniem zapraw. O
bieganiu boso przez większą część wakacji. O papierówkach prosto z drzewa. O
ogniskach palonych w letnie wieczory. O zabawach wymyślanych przez dzieci, w które
nie ingerowali dorośli zgodnie z zasadą „brak wiadomości, to dobre wiadomości”.
O Skawie, kapryśnej, groźnej górskiej rzece, która do momentu zbudowania zapory
pod Mucharzem właśnie, nie raz wylewała z koryta, podtapiała pola, zabierała
dobytek wielu ludziom. O miejscach w Skawie, w których można się było kąpać i w
których kąpiel była ryzykowna.
6. Muzycznym tłem były płyty zespołu Kapela Ze Wsi
Warszawa. Najmłodszy w gronie, czyli Mały Lord pełnił rolę DJ-a. Mały Lord, na
co dzień ciekawy przeszłości i dopytujący rodziców o to, jak było kiedyś i czy,
kiedy oni byli mali, były wyścigówki, czy był Psi Patrol, czy były młotki, czy
były drewniane zabawki – i tak bez końca. Najmłodszy, przysłuchując się dyskusji,
bawił się licznym stadem plastelinowych jamniczków, a pod koniec spotkania
zadbał o rozwój umysłowy Cioć, serwując im zestaw rysunkowych łamigłówek – Mały
Lord rysował, a Ciocie miały odgadnąć, co przedstawia rysunek.
7. Rozmowom towarzyszyły dania kojarzące się ze wsią, z dzieciństwem.
Na stole znalazły się przyniesione przez Strunę drożdżowe kołaczyki z serem i jabłkami.
Kołaczykom towarzyszyły rogaliki z marmoladą. Był przygotowany przez Stefę
małopolski przysmak „koziołki”, zwykle pieczone przez w niedzielę po powrocie z
kościoła. Na cześć capka Kyckyc Kicia zrobiła zielone roladki. W nawiązaniu do
niedawnej wycieczki na Roztocze Królowa upiekła piróg biłgorajski z kaszy gryczanej
z ziemniakami i twarogiem w cieście krucho-drożdżowym. Niektóre z potraw
okraszano sosem czosnkowym, koperkowym i jeszcze dwoma innymi. Wypito dużo kompotu
rabarbarowo-jabłkowo-borówkowego.
8. Kolejne spotkanie poświęcone będzie książce „Lata”
noblistki Annie Ernaux. Kuchnia francuska. Widzimy się 7 lipca.
Gorąc jest, susa, w cieniu se siednijcie (tylko zeby wos
późnij sraka nie bolała), popaccie na góry, na dzewa, na trowe.
k.
wtorek, 13 czerwca 2023
Przypominajka przed "Najmłodszym" Janiny Barbary Górkiewiczowej
Cześć i czołem!
Na kolejne spotkanie książkowe zaprosimy duchowo
Janinę Barbarę Górkiewiczową, prawie sąsiadkę, koleżankę po fachu, miłośniczkę
kwiatów, piewczynię prostego życia w beskidzkiej wsi, a przede wszystkim osobę,
która rozumiała dzieci jak mało kto.
Omówimy „Najmłodszego”, mając nadzieję, że będzie to
tylko wstęp do zapoznania się z pozostałymi tomami „Spłowiałych lat” i innymi
utworami literackimi pisarki.
Kuchnia lokalna, najlepiej taka, do której będzie
można dodać jeden ze sławnych sosików Pana Rexa.
Do piątku!