czwartek, 24 września 2026

"Pożegnanie z Narwią. Rozmawia Wojciech Tochman" Hanny Krall


Protokół po "Pożegnaniu z Narwią. Rozmawia Wojciech Tochman" Hanny Krall

Nadszedł czas, żeby zmierzyć się (być może po raz kolejny) z Hanną Krall i tematyką jej książek.

1. Określana jako jedna z najbardziej uznanych reporterek (w Polsce?, w Europie?). Opisująca świat wokół niej, ale może tak naprawdę najpierw szukająca dookoła siebie fragmentów świata ze swojej przeszłości, wspomnień i traum, a potem „ubierająca” bohaterki i bohaterów swoich reportaży we własne doświadczenia. Albo mająca talent do wyszukiwania takich postaci, których przeżycia opowiedzą również, a może przede wszystkim, o Krall.

2. Z „Pożegnania z Narwią” wyłania się starsza pani, która swoim życiorysem mogłaby obdarzyć dziesiątki osób. Nadal ma cięty język, a pamięć wciąż świetną. Wie, jak ważna jest tematyka jej książek, ma misję ocalenia od zapomnienia tak wielu ludzi, ale również istotnych gestów, aktów dobrej i złej woli. Ma się wrażenie, że Hanna Krall czuje się niedoceniona za wykonaną dotychczas pracę, napisane reportaże, ocalone od zapomnienia nazwiska i sytuacje. Bo przecież jest jedną z bohaterek swoich reportaży, przeżyła to, była świadkiem, jest Żydówką, więc ma być może większe prawo pisać o Holokauście niż ci, którzy słyszeli o nim od swoich przodków czy przeczytali w relacjach napisanych przez kogoś innego.

3. W jej wszystkich książkach, począwszy od szkolnej lektury „Zdążyć przed Panem Bogiem”, pojawiają się w większym lub mniejszym natężeniu te same elementy: szafa, wojna, ukrywanie się, Żydzi. Tak, jakby nie mogła nie pisać o tym, co w niej siedzi, co ją ukształtowało. Zapewne niejeden czytelnik, nawet bez zacięcia psychologicznego, stwierdzi, że te książki to jej forma autoterapii, próba poradzenia sobie z traumą z dzieciństwa, ale i traumą całego narodu. Jest w tych książkach tak wiele niedomówień, pojedynczych słów, niedopowiedzeń, że czasami trudno nie stracić wątku, ciężko się podąża za narracją bohatera czy bohaterki reportażu, która przeplata się z narracją samej autorki.

4. Rozmowom o arcytrudnych tematach poruszanych w książkach Krall towarzyszył mały wyrzut sumienia, no bo jak tu omawiać opisane przez nią umieranie, choroby, głód, wojnę i śmierć przy jednoczesnym pałaszowaniu przyniesionych potraw, radosnych pogawędkach z małym Kiciątkiem czy komentowaniu niedawnych wydarzeń codziennych i zwykłych. No cóż, życie.

5. A propos pałaszowania. Tematem przewodnim kulinarnym były wspomnienia. Danie, które najpełniej wykonało swoje zadanie, były zrobione przez Stefę rzucane kluski z jabłkami, podane z miodem z kasztanowca lub spadziowym. Kluski te, uwielbiane przez brata Stefy na co dzień, w wersji bez jabłek podawane u nich na Wigilii, swoim smakiem przeniosły Strunę do czasów jej dzieciństwa: ciocia-babcia Stasia przygotowywała takie kluseczki dla małej Struny i nazywała je „myrdolonki”. Stefa przyrządziła także pastę do chleba z grochu, która pierwotnie miała być grochówką. Struna zrobiła nad ogniskiem pachnące dymem, jesienią i wspomnieniami prażonki. Przyniosła również konfiturę poziomkową, bo poziomki bardzo jej się kojarzą z przeszłością. Kicia razem z wózkiem zawierającym Kiciątko, jego zabawki i wszelkie niezbędne do przeżycia dwóch godzin poza domem akcesoria, przytachała kokosowe ciasto „znad Narwi” oraz interesujące chipsy z grzybów shitake. Królowa przyniosła domowe herbatniki maślane, które nazwała „3 pokolenia”, bo robił je Mały Lord, wymyśliła Królowa, a ciasto cięte było radełkiem, jakiego używała babcia Królowej. Snuciu opowieści z przeszłości towarzyszył dłuuugi makaron wstążki z pomidorkami koktajlowymi.

6. Kiciątko coraz bardziej aktywnie włączało się w prowadzone rozmowy. Jego mama dodała do wypowiedzi swego dziecięcia relację z wakacyjnego wyjazdu i z poligonu zawodowego. Stefa przekazała aktualne informacje rodzinne oraz związane z pracą. Struna opowiedziała o ostatnich zdobyczach z obszaru poszukiwań informacji o losach swoich przodków, w tym streściła historię okularów w etui z Schweidnitz, czy z przed- lub wojennej Świdnicy, należących niegdyś do jej prababki Karoliny, a później do jej siostry- prababci Helci. Królowa ze stoicyzmem przekazała informacje o ostatnich potknięciach, które jednak nie zaburzyły jej spokoju i coraz większego dystansu do napotkanych trudności.

7. Praca nad sobą, zmiana podejścia do ludzi wokół wynikająca z upływającego czasu i dojrzałości życiowej, potrzeba tworzenia, dzikość i pierwotność w każdej kobiecie – to tematy od dawna poruszane na klubiku książkowym. Będzie kolejna okazja, żeby ponownie o tym podyskutować: za miesiąc, 9 października, w towarzystwie potraw dzikich (byle nie z dzika) przeanalizowana zostanie książka Clarissy Pinkoli Estes „Biegnąca z wilkami”.

8. Wrześniowe spotkanie miało miejsce na działce rodziców Struny. Wieczór był bezdeszczowy, ale szybko zapadł mrok, było chłodno, przenikliwie, komary cięły jak opętane. Dlatego omówiono wszystkie ważne i mniej ważne sprawy, a potem, trochę wcześniej niż zwykle, przejściem Struny górą przez ogrodzenie zakończono obrady.

To było sto siedemdziesiąte Spotkanie Pod Pretekstem Książki.

k.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz