wtorek, 1 września 2026

"Czarne lato. Australia płonie" Szymona Drobniaka


Protokół po "Czarnym lecie. Australia płonie" Szymona Drobniaka

Hello!

Końcówka wakacji to dobry moment na spotkanie i rozmowy o podróżach, urlopach i wypoczynku, takich z lekturą w dłoni też.

1. Swoją książką Szymon Drobniak sprowokował Uczestniczki do wielotematycznych dyskusji: o stanie środowiska naturalnego, które człowiek w tak krótkim czasie zrujnował, o tym, czy naprawdę możemy coś zrobić, żeby naprawić wyrządzoną naturze szkodę, czy działania w skali europejskiej przyniosą jakieś pozytywne efekty dla planety. O dostępie do rzetelnych informacji, dezinformacji, zatajaniu prawdy, teoriach spiskowych i doniesieniach naukowych, które nie zawsze są najpewniejszym źródłem wiedzy. Do tego dochodzą dylematy wychowawcze i poczucie winy wobec przyszłych pokoleń za to, że zostawia im się Ziemię w tak dramatycznej kondycji. I jeszcze poczucie bezsilności w związku z faktem, że ekologia jest powiązana z  polityką do tego stopnia, że staje się orężem w walce o władzę i pieniądze, także często z władzą jest utożsamiana.

2. Oprócz oczywistych refleksji dotyczących przyrody, zwierząt i niszczącej działalności człowieka, rozmawiano o ciekawym spostrzeżeniu zawartym w „Czarnym lecie”. Drobniak pisze: „Klimatyczna katastrofa wykiełkowała tuż obok nas właśnie dlatego, że jako ludzie jesteśmy tak beznadziejnie krótkowzroczni. Maraton dziesiątek lat przewidywania naprzód okazuje się równie abstrakcyjny dla naszego umysłu jak skala wszechświata czy fizyka kwantowa”. No właśnie, może nigdy nie uda nam się zawrócić z drogi rozpoczętej już katastrofy ekologicznej, bo po prostu intelektualnie nie jesteśmy w stanie znaleźć skutecznego rozwiązania. Na myśl przychodzą również wnioski z niedawno omawianej „Inteligencji kwiatów” Meterlincka, że może człowiek, zadufany w sobie, uważający się za pana i władcę całego uniwersum, nie jest w stanie swoim małym rozumkiem zaakceptować tego, że na Ziemi mogą żyć zwierzęta, inne istoty, które są od nas inteligentniejsze, które patrzą z pobłażaniem na poczynania homo sapiens próbującego naprawić świat.

3. Wywody na temat katastrofy klimatycznej podsumowała Kicia: jako pojedyncze jednostki nic nie możemy zrobić, bo to, czy wrzucę kolejne plastikowe opakowanie do niebieskiego worka zamiast do śmieci mieszanych, nie ma najmniejszego znaczenia. Pozostałe Uczestniczki, trochę się rozgrzeszając, mówiły o swoich podróżach wakacyjnych (samolotem czy samochodem zasilanym pochodnymi ropy naftowej), które, owszem, zwiększają emisję zanieczyszczeń do środowiska, jednak bez tych podróży nie można na własne oczy zobaczyć tych wszystkich zachwycających miejsc, cudów natury, które swoim pięknem przemawiają do człowieka i namawiają do podjęcia działań, których efektem będzie ochrona środowiska i zachowanie go w możliwie niezmienionej postaci dla przyszłych pokoleń. Urlopowe wojaże pozwalają też zobaczyć globalny kontekst działań podejmowanych przez pojedynczych ludzi czy nawet kraje – bo nasza rezygnacja z foliowych reklamówek i plastikowych rureczek do napojów ma się nijak do turystyki w krajach biedniejszych, w których jednorazowe sztućce czy butelki PET z deptaktów i promenad trafiają prosto do morza.

4. Na szczęście rozmowy nie przyniosły wyłącznie dołujących wniosków i refleksji. Wspominano wyjazdy z ostatnich tygodni w tereny mniej lub bardziej odległe. Przytaczano anegdoty, opowiadano o spotkanych ludziach, lokalnych pysznościach, o sposobach na mentalny reset, o wychodzeniu z własnej strefy komfortu w nowym środowisku i nieznanych okolicznościach. O miejscówkach luksusowych, wystarczających i tych, do których się wraca, jak do domu. O wycieczkach krótkich i umiejętności wypoczynku bez względu na miejsce. Stefa znalazła motywację do pracy nad wzmocnieniem swoich mięśni potrzebnych w kolejnych podróżach. Struna była już trochę zmęczona wizją zbliżającego się końca urlopu i powrotu do pracy. Królowa jest chętna na kolejne dalekie podróże, jednak mocno ograniczona w tym zakresie przez wiekowe już bookdogi, Grudosławę i Azoriusza. A Kicia, wyczerpana pracą, dopiero urlop planuje.

5. Rozmowom o „Czarnym lecie” towarzyszyła kuchnia australijska, ale z podtekstem międzynarodowym. Stefa przygotowała wspaniałą ciecierzycę zapiekaną z pomidorami, podaną z jogurtem. Królowa przyniosła sałatkę szopską, która udekorowana została kangurem stąpającym po popiele ze spalonych drzew (w tej roli starty ser i czubrica). Struna zrobiła kremową zupę z groszku zielonego. Stefa upiekła bezglutenowe ciasto „runo leśne” i poczęstowała zebrane osoby różanym lokum (bałkańska galaretka), herbatą na zimno oraz domowym ajwarem. Dorodne morele skojarzyły się Strunie z piekącym słońcem, dlatego i one pojawiły się na stole. Kulki nitkowatej chałwy przywiodły na myśl Królowej australijski busz. Był również humus i opiekane (opalone ogniem?) paluchy chlebowe. A o ugaszenie wszelkich gastronomicznych, tematycznych i klimatycznych pożarów zadbała Kicia, która przyniosła lody o zaskakujących smakach.  

6. Struna przyniosła cały zestaw płyt, które świetnie wpisywały się w temat przewodni spotkania: Nicka Cave’a, bo z Australii, „Into the Wild”, wiadomo dlaczego, Screaming Trees, też wiadomo, oraz Glena Hansarda (wielka strata dla świata muzyki) i Three Fish – bo tak.

7. Następne spotkanie, które odbędzie się 18 września, będzie dotyczyło postaci wybitnej pisarki, reportażystki, Hanny Krall, i jej twórczości. Ponieważ w „Pożegnaniu z Narwią” Hanna Krall sięga w swoją przeszłość, oprawę gastronomiczną spotkania będą stanowić potrawy wspominkowe, z dzieciństwa, z przeszłości. Jeśli pogoda pozwoli, spotykamy się na działce u rodziców Struny.

k.  











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz