Wszystkie gwiazdy na niebie i ziemi wskazują, że w
najbliższy piątek spotkanie pod pretekstem „Powrotu z gwiazd” odbędzie jak zwykle
w gwiazdorskiej obsadzie.
Proszę przybywać, będziemy rozdawać gwiazdki z nieba.
Wszystkie gwiazdy na niebie i ziemi wskazują, że w
najbliższy piątek spotkanie pod pretekstem „Powrotu z gwiazd” odbędzie jak zwykle
w gwiazdorskiej obsadzie.
Proszę przybywać, będziemy rozdawać gwiazdki z nieba.
Polki i Polacy!
Pod łopoczącą biało-czerwoną, jako konkurencja dla
wystąpienia prezesa wszystkich prezesów i towarzyszących mu protestów, z
nieustającymi działaniami wojennymi w Ukrainie w tle miało miejsce spotkanie, w
czasie którego omówiono „Wiolonczelistę z Sarajewa”.
Poprzez trwającą za naszą wschodnią granicą wojnę
książka wieczoru stała się niestety znowu aktualna. Niewinni, bezbronni cywile
znów są pod ostrzałem, znowu narażają swoje życie, żeby zdobyć wodę i jedzenie,
znowu na ulicach leżą trupy. Żadna wojna, nawet ta na największą skalę, nawet
ta pochłaniająca miliony istnień ludzkich, nie sprawia, że po jej zakończeniu
człowiek wyciąga wnioski i robi wszystko, żeby do podobnych potworności nie
doszło ponownie. Wręcz przeciwnie, przelana krew szybko wsiąka w ziemię, a
konflikty, władza, polityka i pieniądze znowu dochodzą do głosu. Podczas wojny
człowiek uwstecznia się cywilizacyjnie, nie myśli o rozwoju duchowym,
kulturalnym, bo na pierwszy plan wychodzą pierwotne odruchy, zwierzęcy instynkt
przetrwania, zaspokojenie podstawowych potrzeb. Okupant czeka, aż człowiek
zapomni, jak było dawniej, że ludzie sobie pomagali bezinteresownie i bez obawy
o utratę życia, że kiedyś żyli w cywilizowanym świecie.
„Wiolonczelista z Sarajewa” to powieść także o
wojnach wewnętrznych, które człowiek toczy w sobie. O efektach codziennych
decyzji, mogących prowadzić do większego upodlenia albo do ocalenia w sobie
nadziei, „że świat wciąż jeszcze może być dobry”.
Rzecz jasna wysłuchano utwór, który wiolonczelista z
Sarajewa, będąc pod snajperskim ostrzałem, grał przez 22 dni na, aby uczcić 22
osoby zabite w czasie stania w kolejce po chleb – nawet w zaciszu domowym, w czasie pokoju
„Adagio Albimoniego” przejmuje. Uszy zwrócono też na kraje byłej Jugosławii w
szerszym znaczeniu: była Grupa Teatralno-Happenerska Próg ze swoim albumem
„Poszukiwania muzyczne. Bałkany”, była PJ Harvey z „The Hope Six Demolition
project”, była i składanka „No boundaries. A Benefit for The Kosovar Refugees”.
Kuchnia bałkańska przybrała następujące formy:
musaka z cukinią upieczona przez Królową, burek ze szpinakiem i fetą z
dodatkiem Ajvaru zrobione przez Stefę, cevapčici wegańskie z Ljutenicą
przyrządzone przez Strunę i cevapčici wegetariańskie z sosem jogurtowym
przygotowane przez Kicię oraz kromeczki z domowym ajvarem zrobionym przez
Poldzię. Podano również wybór ciast i ciasteczek. Oprócz herbat pito również
wino różowe i wino „Mołdawski smak”. Konsumowane potrawy można było sobie
doprawić oliwą ziołową w buteleczce w kształcie wiolonczeli.
Tematy pozaksiążkowe omawiane podczas spotkania były
jak zwykle bardzo różne. Poldzia opowiedziała, jak przebiegała jazda
doszkalająca samochodem w warunkach trudnych, a nawet lekko ekstremalnych.
Omówiono minione i planowane wycieczki zimowe górskie i letnie zagraniczne. Rozważano,
czym jest piękno i czy może ono wzruszać do łez (oczywiście, że może). Sięgnięto
nawet do przyszłości i zaczęto snuć wizje na temat Uczestniczek, które za 20
lat, wolne od dorosłych już wtedy dzieci (ale być może obarczone wnukami?),
będą się spotykać na kolejnych klubikach książkowych i, o ile do czego czasu
nie nabawią się alzheimera czy innej demencji, może będą pamiętały treść
przeczytanych książek, a przynajmniej imiona współtowarzyszek spotkania.
Z racji zbliżających się Świąt zaplanowano, że
kolejny klubik, poświęcony „Powrotowi z gwiazd” Stanisława Lema, odbędzie się 9
grudnia. Obowiązywać będzie kuchnia gwiezdna, gwiazdorska, z gwiazdką lub z *.
Pokoju na świecie, pokoju w sercach życzymy Wam i
sobie.
k.
W nastroju niepodległościowym, przy trzepocie flagi biało-czerwonej, w cieniu wciąż niestety trwającej za naszą wschodnią granicą wojny porozmawiamy o nie tak dawnym czasie, kiedy na Bałkanach przelewała się krew wielu, wielu bezbronnych ludzi. „Wiolonczelista z Sarajewa” będzie pretekstem, by porozmawiać o patriotyzmie, miłości do ojczyzny, o pieśniowych sloganach, o tym, czy każdy bez wahania każdy odda życie za Polskę, o byciu Polką i Polakiem dziś, pod koniec 2022 roku.
Spotykamy się wyjątkowo w sobotę, gdy zacznie zmierzchać.
Cześć!
Mimo początkowej trwogi, że nie będzie można za
wiele powiedzieć o książkowym pretekście wieczoru, mimo trwogi, że nie zabrzmi
muzyka Tomasza Organka, spotkanie klubikowe październikowe obfitowało w opinie
i dźwięki.
1. Najpierw Struna „Teorię opanowywania trwogi” skwitowała
krótkim „Słabe”. Potem jednak okazało się, że ma na temat książki najwięcej do
powiedzenia i że wynotowała sobie najwięcej przemawiających do niej fragmentów.
Bo rzeczywiście, na pierwszy rzut oka lektura sprawia wrażenie napisanej przez
Organka w ramach autoterapii, jako sposób na poradzenie sobie z męczącymi go
zmorami. Potem stwierdzono, że tak naprawdę nie wiadomo, o czym jest tak
książka, że fabuła jest nijaka, nie przemawia, nie wciąga. Zgodzono się, że debiutancka
proza Organka to trochę taki głos pokolenia, czyli przeżycia urodzonych jeszcze
w PRL-u, z pewnymi trudnościami radzących sobie we współczesnym, wielkomiejskim
wyścigu szczurów. To opowieść „słoika”, który w Warszawie - Nowym Yorku Europy Wschodniej - stara się żyć,
a może tylko przeżyć. „Teoria…” aspiruje do powieści drogi – dosłownie i w
przenośni. Główny bohater jest w podróży przez Polskę, ma różne przygody, ale
tak naprawdę chyba szuka sensu we własnym życiu. Jednomyślnie zgodzono się, że
najlepsze u Organka są pewne fragmenty zdań, pewne słowa, sformułowania, które
delikatnie ocierają się o poezję, na przykład o miłości, która jak zupa ciepło
rozlewa się po żołądku (czy jakoś tak). Przy tej okazji zrobiono szybki
plebiscyt dotyczący zupy pomidorowej: z ryżem czy z lanym ciastem. Nieznacznie
wygrał ryż. Za sprawą Poldzi rozważaniom towarzyszyła muzyka z płyty Organka.
2. Na stole pojawiły się potrawy organiczne lub w inny
sposób nawiązujące do nazwiska autora książki wieczoru. Wraz z winem w kolorach
takich jak na okładce „Teorii…” Stefa przyniosła upieczone przez siebie
nieziemskie ciasto z – a jakże! – dyni wyhodowanej w zaprzyjaźnionym
przydomowym ogródku. Struna zrobiła jesienny O-rganiczny O-mlet (bo O jak
O-rganek) z cukinią, pieczarkami, ziemniakami, pomidorami. Po przeglądzie
grządki ze składników na niej znalezionych Błyskawica zrobiła tradycyjną sałatkę
jarzynową. Poldzia przyniosła nieorganiczne, ale za to kolorystycznie przypominające
organy ciasteczka. Królowa nawiązała do swojej niedawne podróży wakacyjnej i
przywieziony z daleka makaron zaserwowała z pesto z buraków jak najbardziej
organicznych. Pojawiły się chrupaczki podobne do organicznych struktur
komórkowych. Były też inne przekąski.
3. Rozmawiano na najprzeróżniejsze tematy. Sporo było o
kryzysie wieku średniego. O rosnącym zapotrzebowaniu na okulary wszelkiej maści
(Uczestniczki wymieniły się cennymi informacjami na ten temat). Wspominano
stare, niekoniecznie dobre znajomości. Wysłuchano najnowszych relacji z
poczynań dzieci i wnucząt. Powoli zaczęto podsuwać tytuły książek, które
mogłyby się stać pretekstami do przyszłorocznych i jeszcze następnych spotkań.
No i z nutką zazdrości odczytano pozdrowienia od wypoczywającej w ciepłym kraju
Kici, która dla rozjaśnienia wieczornych mroków przesłała serię promiennych
zdjęć.
4. Ustalono, że następne spotkanie książkowe odbędzie
się po Święcie Niepodległości, czyli 12 listopada, w sobotę. Omawiana będzie
książka niełatwa w odbiorze, ale niestety bardzo aktualna. Wyzwaniem kulinarnym
będzie kuchnia bałkańska.
Niech book będzie z Wami!
k.
[tu powinien być jakiś efekt dźwiękowy w postaci
utworu muzycznego na organy, albo chociaż na gitarę]
W najbliższy piątek zastanowimy się, czy debiut
literacki popularnego obecnie muzyka jest udany, czy może nie całkiem, czy pan
Organek powinien pisać dalej, czy też może zostać przy dźwiękach. Zapraszamy na organkowy-organiczny-organistyczny-orgiastyczny
klubik książkowy.
Witajcie!
Po wrześniowym spotkaniu książkowym zostało już tylko
wspomnienie.
1. A książka Ałbeny Grabowskiej „Matki i córki” była pretekstem
do wspomnień związanych z mamami Uczestniczek spotkania oraz z mamami ich mam.
O lekturze powiedziano niewiele. Ogólnie oceniono ją średnio dobrze. Podobał
się pomysł na książkę, ciekawy, rozbudowany początek i zaskakujący koniec.
Jednak najsłabszy środek psuł pozytywne wrażenie całości, bo wydawał się pisany
jakby w pośpiechu, na siłę. Podczas czytania niekiedy denerwowały zbyt częste
przeskoki akcji, bohaterów – można było się w tym pogubić. Struna wyłapała
kilka merytorycznych błędów i nieścisłości merytorycznych. Zwrócono uwagę na
kilka (jawnych lub nieświadomych, nie wiadomo) nawiązań, a nawet żywcem
wyjętych scen z innych utworów literackich, choćby z „Pianisty” czy „Wyznaję”.
2. Rozmawiano o autorce „Matek i córek”. Ta modna i
poczytna w ostatnich paru latach lekarka i pisarka w jednej osobie została wylansowana
przez TVP, co może zniechęcać do sięgnięcia po jej książki w obawie, że będą niosły
przekaz promowany przez telewizję publiczną.
3. Siedząc przy ognisku w ogródku rodziców Struny
omówiono bieżące tematy. Najbardziej nawiązująca do treści książki wieczoru
była przysłana przez Błyskawicę wiadomość, że właśnie po raz drugi została
babcią – jej córka urodziła córkę! Im trzem gorąco gratulujemy! Stefa
podzieliła się wrażeniami z krótkiego wyjazdu wakacyjnego i zdała relacje ze
zmian w pracy. O niedawnym wyjeździe nad Bałtyk opowiadała Poldzia. Z uwagi na
obecność Małego Lorda Królowa tylko skrótowo przekazała zebranym swoje rozterki
matki przedszkolaka. Przedstawiła też urlopowe plany podróżnicze.
4. Tematem kulinarnym była kuchnia matek i córek, a
szerzej babć, matek i córek. Struna przyniosła jeszcze ciepłe ciasto drożdżowe
upieczonej przez jej mamę. Zrobiła też prażonki. Poldzia przygotowała babkę
upieczoną według przepisu jej mamy. Stefie towarzyszyła myśl, że je mama lubi
eksperymentować w kuchni, więc przyniosła nieznane nikomu wcześniej ciasteczka kakaowe
z kokosem i niestandardowe chrupki z soczewicy. Królowa przyniosła rogaliki
babuni, winogrona z własnego ogrodu, przypominające ogród jej babci. W ognisku
upieczono też ziemniaki pod garnkiem, których smak przypomniał wszystkim dawne
wakacyjne czasy, spędzane na przykład u babci. Mały Lord rozwalał upieczone
ziemniaki ciosem karate, przy czym się trochę poparzył w rękę.
5. Pod koniec spotkania pojawiła się myśl, że ostatnio
omawiane książki są jakieś takie dołujące. Dlatego wystosowuje się apel o
zaproponowanie czegoś weselszego do roli pretekstu książkowego. Niemniej jednak
pretekst do spotkania 7 października już jest: „Teoria opanowywania trwogi”
Tomasza Organka. Obowiązywać będzie kuchnia organiczna.
Do zobaczenia!
k.
W najbliższy piątek córki, matki, matki chrzestne, ciocie, siostry, a nawet jedna babcia spotkają się, żeby porozmawiać o książce polskiej, bardzo płodnej pisarki o intrygującym imieniu Ałbena.