wtorek, 19 września 2023

"Szamańska choroba" Jacka Hugo-Badera


Protokół po "Szamańskiej chorobie" Jacka Hugo-Badera

Zdrastwujtie!

Od aneksu się zacznie i na zapowiedzi aneksu się skończy.

1. Pierwszy aneks dotyczy wyjazdu Uczestniczek Spotkań do miejsc związanych z pisarką omawianą na klubiku czerwcowym, Janiną Barbarą Górkiewiczową. Uczestniczki udały się do izby pamięci poświęconej Górkiewiczowej, w której zgromadzone został pamiątki po pisarce oraz inne artefakty pochodzące z czasów i miejsc, w których żyła. Izba malutka, skromna, pachnąca kurzem i myszami, ale mająca gospodarzy z pasją: dyrektor szkoły i polonistka, skromni społecznicy, ludzie, którym się chce. Po wizycie w izbie pamięci Uczestniczki strzeliły sobie focię z odlaną z metalu Górkiewiczową, przytwierdzoną na stałe do ławeczki stojącej na brzegu Jeziora Mucharskiego. Potem, nie bez wysiłku, odszukały dom, w którym Górkiewiczowa mieszkała i tworzyła. A na końcu, też z pewnymi trudnościami, na cmentarzu w Mucharzu znalazły grób, w którym spoczywają Janina Barbara i Tadeusz Górkiewiczowie. Podróż śladami pisarki była ekscytująca, inspirująca, pouczająca, a czasami przyprawiająca o dreszcze (duch Górkiewiczowej najmocniej dmuchnął w kark Stefy). Co jeszcze można zrobić, żeby Górkiewiczowa nie została całkiem zapomniana? Struna znalazła prostą odpowiedź: czytać jej książki. Czytajmy więc.

2. A teraz bohaterka spotkania książkowego wrześniowego: „Szamańska choroba”, czyli reportaż z wyprawy Jacka Hugo-Badera, faceta w czerwonych portkach i z jednym okiem, do dalekich krain w byłym Związku Radzieckim w poszukiwaniu znachorów, uzdrowicieli, odmieńców, wróżbitów, hochsztaplerów, szaleńców i szamanów oczywiście. To już druga książka Hugo-Badera omawiana na klubiku (wcześniej były „Dzienniki kołymskie”, którą wzięto na tapet jako jeden z pierwszych pretekstów książkowych w historii Spotkań). Wrażenia ogólne bardzo dobre. Hugo-Bader skutecznie wprowadził Uczestniczki w mistyczny stan, w czasie którego dywagowano o „przypadkowych przypadkach”, o niewytłumaczalnych doznaniach duchowych, o tajemniczym kontakcie z duszami bliskich zmarłych, o snach, o cudach, o zmysłach, o więzi siostrzanej nie z krwi, a z ducha, o coraz powszechniejszych zaburzeniach psychicznych, o rozumie ludzkim, który, wydaje się, tak mało jeszcze pojmuje. Z uwagi na to, że spotkanie miało miejsce na działce rodziców Struny, gdzie palono ognisko, Uczestniczki obmyły się dymem, okadziły, oczadziły, w efekcie czego śmierdziały spalenizną jeszcze długo po zakończeniu spotkania. Dym, ogień, ciemność i szamańska atmosfera najbardziej udzieliły się Strunie („Ogniu, krocz za mną!”), która przeskakiwała rączo przez płonące ognisko, a wszystkie oddane skoki złożone były w ofierze duchom i bogom w różnych, bliskich sercom Struny i pozostałych Uczestniczek intencjach. Kilka razy przez ogień przeskoczyła również Kicia. W skocznym nastroju Struna zakończyła spotkanie, przechodząc, jak nakazuje klubikowa tradycja, ponad bramą do ogródków działkowych, mimo otwartej furtki bocznej.

3. Jacek Hugo-Bader ma lekkie reporterskie pióro, dobrze się czyta jego książki. Z łatwością można sobie wyobrazić, jak siedzi przy ognisku i opowiada o swoich niesamowitych przygodach, a wszyscy wokół słuchają go z otwartymi buziami. Ale z „Szamańskiej choroby” wyłania się też Hugo-Bader prowokator, chojrak, kozaczący Polaczek o dużym ego, taki, który nie boi się podważać wiarygodności swoich rozmówców. On chyba już tak ma, że jest mu bliżej do gawędziarza Sabały niż do reportera obiektywnie relacjonującego zaobserwowane zdarzenia.

4. W związku z tym, że „nie ma przypadkowych przypadków”, Uczestniczki z gęsią skórką przeczytały ostatnie strony „Szamańskiej choroby”, gdzie mowa była o zaginionej 4-letniej Karince Czikitowej ze wsi Kjacziczi, która ze swoim pieskiem przeżyła w tajdze 12 dni. A kiedy odnaleziono w książce wyjaśnienie, że „czuma” to szamańska chata, już nikogo nie dziwiło, że wrześniowe spotkanie miało miejsce tam, gdzie miało.

5. „Szamańska choroba” wywołała rozmowy na tematy różne i różniaste. Mówiono o sąsiadach zaburzonych psychicznie (Stefa i Kicia), o mijającym lecie i bezkrwawym polowaniu na motyle (dla Struny sezon był średnio udany – znalazła jedynie 35 rodzajów motyli), o dzieciach własnych i znajomych, o planowanym jesiennym wypoczynku urlopowym (Królowa).  A w tle rozmów pobrzmiewała przytłumiona muzyka lokalnej imprezy: Oktoberfestu zorganizowanego w septembrze (takie rzeczy tylko u nas).

6. W czasie spotkania ciała nakarmiono potrawami związanymi z zielarstwem i znachorstwem -wszamano: ziemniaki spod garnka upieczone w ogniu, okraszone masłem ze szczypiorkiem, zupę jarzynową z kociołka z chlebem drwala, paszteciki z grzybami, grillowane roladki ziołowe z bakłażana według przepisu rosyjskiej jutuberki z Gruzji, bajgle z ziołami prowansalskimi, ciasteczka „anielskie oczy”, kształtem przypominające szamańskie bębny krążki sera z ziołami i pieprzem, które przypiekane były nad ogniem i podane z brusznicą, chrupki z soczewicy, rogaliki, maliny, borówki, arbuza. Za pośrednictwem Kici rosyjscy oligarchowie przysłali paczkę z wycieczki do Francji, zawierającą pękatą butlę szampana 0%, (trunek ochoczo wypito do ostatniej kropelki). Raczono się również miętowym napojem wspomagającym trawienie i orzeźwiającym umysł. Na deser Struna sprezentowała każdej Uczestniczce bukiecik, w skład którego weszły nagietek, nawłoć i inne będące pod ręką ziela.

7. Kicia, tuż przed wylotem na urlop, była już lekko w nastroju „siga-siga”. Pozostałe Uczestniczki, mimo natłoku obowiązków domowych i zawodowych, powoli nabierają odpowiedniego dla swojego wieku dystansu do problemów i kłopotów, a przede wszystkim do ludzi wokół, których języki są kąśliwe, a słowa przepełnione żółcią i zazdrością. Ludziom o złej energii mówimy stanowcze „paszoł won!”. Uczestniczki niech zaś zachowają (w miarę możliwości) stoicki spokój wobec niepokojów codziennych, niech okadzają się dymem, niech wąchają i palą zioła, niech się cieszą życiem – cokolwiek, co pomoże im zachować pogodę ducha, optymizm i sprawny umysł (zaleca się czytanie książek w dużej ilości, ewentualnie rozwiązywanie krzyżówek) na starość. Hugo-Bader pisze: „Bo choroby biorą się od złych myśli, stresu, zgryzoty, a trzeba próbować być szczęśliwym, lekarstwo jest w twojej głowie i sercu. Na wszystko”.

8. Drugi aneks będzie miał miejsce podczas październikowego spotkania książkowego, w czasie którego, w nawiązaniu do „Szamańskiej choroby”, dokonana zostanie degustacja różnych nalewek domowej produkcji, mających działanie lecznicze, uzdrawiające, rozweselające, poprawiające trawienie oraz wprowadzające w inny wymiar. Sprawdzone zostanie, jak działa nalewka wypita z nibyabsyntem. Rzeczonym napojom towarzyszyć będzie jadło artystyczne.

9. Wszystko w życiu jest po coś. Spotkania książkowe też są po coś. I to październikowe, w czasie którego będziemy mówić o Witkiewiczu i Witkacym, też będzie po coś. „Z tego wyniknie jakieś dobro, tylko, na Boga, nie pękaj, nie załamuj się, wyjdź na drogę i machaj – ktoś na pewno się zatrzyma”. Na przykład książkobus się zatrzyma.

Z wdzięcznością z kolejne spotkanie,

k.














wtorek, 12 września 2023

Przypominajka przed "Szamańską chorobą" Jacka Hugo-Badera

Szalony wrzesień, szalony tydzień, szalona pogoda, szalony piątek, szalone tańce przy ognisku, szalony śmiech, szaleństwo w spojrzeniu i szalone rozmowy o „Szamańskiej chorobie” Hugo-Badera. Widzimy się na działce rodziców Struny ok. 17.00.

poniedziałek, 21 sierpnia 2023

"Dzieci północy" Salmana Rushdie'ego


Protokół po "Dzieciach północy" Salmana Rushdie'ego

Salam alejkum!

Lektura wieczoru prawie w całości została omówiona podczas 10-minutowej przejażdżki książkobusem do lokalu. To chyba o czymś świadczy.

1. Kicia przedstawiła własne rozwinięcie tytułu powieści magicznej Rushdie’go: dzieci pół nocy czytały jedną stronę. Bo Kici, choć miała całkiem sporo do powiedzenia na temat „Dzieci północy”, książka się dłużyła i w ogóle nie przypadła jej do gustu; określiła ją wręcz jako najgorszą, jaką czytała ever. I chce jak najszybciej się jej pozbyć na Vinted, gotowa jest nawet dopłacić komuś, kto tę książkę od niej zabierze. Kici nic się w książce nie spodobało. Dla pozostałych Uczestniczek spotkania to również nie była łatwa lektura, ale miały one o wiele pochlebniejsze opnie na jej temat niż Kicia. Pojawiły się porównania do „100 lat samotności” i do „Shantaram”, z mroków przeszłości klubikowej z trudem wydobyto też „Drogę do Missing”. Po stronie minusów książki wskazano jej rozwlekłość, wielowątkowość, zagmatwane losy całej armii bohaterów, polityka, swobodna interpunkcja, przeskoki narracyjne – generalnie pomieszanie z poplątaniem. Na plus są niektóre barwne, niekiedy zabawne obrazki, historyjki, opowiastki, które wybijają się z powieściowej gęstwiny i które na pewno zostaną w pamięci na dłużej, oraz to, że tego typu książki są dla czytelnika oknem na świat, lornetką, przez którą może zobaczyć, jak się żyje gdzieś tam, gdzie czytelnik prawdopodobnie nigdy nie dotrze. Uczestniczki zauważyły, że książki o Indiach napisane przez kogoś, kto tam się urodził i tam żył, są zupełnie inne w odbiorze niż te pisane przez obserwatora z zewnątrz (patrz: „Shantaram”). Debatę na temat „Dzieci północy” zakończono stwierdzeniem, że jest to książka wymagająca od czytelnika uważności i cierpliwości.

2. Niezmiernie bogato przedstawiało się tło muzyczne książkowego wieczoru, wysłuchano wielu utworów zainspirowanych Indiami czy Bliskim Wschodem. Pojawiły się więc: Kula Shaker „K”, The Beatles „Revolver” i „Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band”, OST „Eat, pray, love” oraz „Dead Man Walking. The Score” z głosem Nusrata Fateh Ali Khana.

3. Patrząc na menu towarzyszące „Dzieciom północy” można było odnieść wrażenie, że spotkanie sponsorowała firma drobiarska, ponieważ na stole pojawiły się aż cztery curry. Złość Kici na Rushdie’go i jego „Dzieci” na szczęście nie zatruła przygotowanego przez nią curry „jak mu tam” z ciecierzycą, papryką, cukinią, liśćmi kafiru, prażonymi orzeszkami, mleczkiem kokosowym oraz z chlebkami pita udającymi chleb naan. Stefa zrobiła kalafior w cieście z curry podany z jogurtowym sosem z miętą rajita. Struna przyniosła curry a la indyjskie leczo – podane z ryżem basmati i pieczywem rzymskim w roli chlebka naan. Królowa ugotowała curry z soczewicą, kalafiorem i mleczkiem kokosowym, do które zamierzała podać chlebki parathas, jednak, choć dobre w smaku, przybrały postać prawie w ogóle nie nadającą się do zaserwowania w miarę przyzwoity sposób. Dla osłody podniebienia raczono się chałwą i skórkami pomarańczowymi w czekoladzie. Pito orzeźwiającą wodę z miętą i cytryną oraz zieloną herbatę.  

4. Oprócz zmysłu słuchu i smaku zadbano także o węch – przyniesione przez Strunę trociczki roztaczały intensywny aromat w całym lokalu klubikowym (przybyły Pan Rex przez chwilę zaniepokoił się ewentualną nielegalnością palonych artefaktów, lecz grono Uczestniczek naprędce uspokoiło go w tym względzie).

5. Rozmawiano o podróżach bliskich i dalekich i w związku z tym lansowaniu się w mediach społecznościowych. O dzisiejszej młodzieży – o braku akceptacji samych siebie, co przekłada się na mocno ingerujące w organizm poprawianie urody od momentu wczesnej dorosłości. Zdano relację z atrakcji minionych dni i tygodni. Podzielono się planami wyjazdów urlopowych (dotyczy tych osób, które jeszcze na wakacyjnym wypoczynku jeszcze nie były). Mały Lord coraz śmielej brał udział w rozmowie oraz zaprezentował bogate w szczegóły rysunki z serii „co sobie życzysz, żebym ci narysował?”. Przestraszony burzą bookdog Azoriusz ogrzewał stopy Kici, a posunięta w latach bookdog Grudosława koło fotela usikiwała sobie przez sen.

6. Kolejne spotkanie zaplanowane zostało na 15 września. Jeśli pogoda pozwoli, odbędzie się na działce rodziców Struny. Kuchnia szamańsko-znachorsko-zielarska, a Kicia być może będzie mieć okazję, żeby po raz pierwszy zjeść ziemniaki spod garnka. Omówiona zostanie „Szamańska choroba” Jacka Hugo-Badera.

Do zobaczenia za miesiąc! Alejkum salam!

k.










środa, 16 sierpnia 2023

Przypominajka przed "Dziećmi północy" Salmana Rushdie'go

„Dzieci północy”. Czy Rushdie napisał arcydzieło? Czy jego książka słusznie została okrzyknięta „the best of the best” Bookera? Jak dużo czasu trzeba poświęcić na przeczytanie „Dzieci” od deski do deski? Czy to lektura do zasypiania, czy może do emocjonalnego pobudzenia?

Odpowiedzi na te i inne pytania pojawią się w najbliższy piątek w ogródkowych okolicznościach przyrody. Kuchnia indyjsko-ogniskowa

środa, 12 lipca 2023

"Lata" Annie Ernaux


 Protokół po "Latach" Annie Ernaux

Bon jour!

„Lata” - biografia (a może autobiografia) zwykłej francuskiej nauczycielki. A może Francja po drugiej wojnie światowej? A może, szerzej, obraz Europy od powojnia do współczesności? Annie Ernaux, noblistka z „chirurgiczną precyzją” w oszczędnych słowach wywołuje z mroków pamięci osobistej pamięć rodziny, pokolenia, narodu. Pisze o pamięci świata. Pisze o życiu po prostu.

„Lata” bardzo się podobały. Wbrew oczekiwaniom tej dość krótkiej (zwłaszcza w porównaniu z „Nocami i dniami”, „Czarodziejską górą” czy „Dziećmi północy”) lektury nie czytało się szybko, łatwo i przyjemnie. Kicia przez większą część książki czekała, aż skończy się ten „prolog” i zacznie właściwa opowieść. Tematy poruszone przez Ernaux są dużego kalibru: dojrzewanie, dorastanie, wymiana pokoleń i przejmowanie od dziadków i rodziców powinności w relacjach rodzinno-społecznych, pułapki konsumpcjonizmu na drodze w poszukiwaniu szczęścia, postęp technologiczny, starzenie się, samotność. W nawiązaniu do „Lat” Królowa poleciła „Dorosłość. Wyznania” Linn Skaber z magicznymi ilustracjami Lisy Aisato.

Rozważania klubikowe, już w książkobusie w drodze powrotnej, zakończyły się mało optymistyczną refleksją, że dni stają się już coraz krótsze, że następne spotkanie będzie pod koniec wakacji, że do Bożego Narodzenia coraz bliżej i że znowu kolejny rok minie. No cóż, jak napisała Ernaux: „Każdy dźwiga swoje gówno”. Z pewnością jednak w tym dźwiganiu pomogą czterolistne koniczynki własnoręcznie nazbierane przez Kicię w podejrzanie dużej ilości – wszyscy Uczestniczki i Uczestnicy spotkania dostali tyle koniczynek, ile sobie życzyli.

Muzycznie zagłębiono się w utwory francuskiej kapeli Daft Punk, wysłuchano najbardziej znanych piosenek francuskich i oczywiście wsłuchano się w magiczny głos Edith Piaf.

Kulinarnie było tak: les petite-choux à la crème de groseille rouge, czyli ptysie z doskonale wyważonym kremem porzeczkowym - przygotowane przez Strunę, Macron z le bob, le tofu et avec chili et czosnek d’ours, z papryką wędzoną - upichcone przez Kicię, sałatka wieloskładnikowa inspirowana nicejską – zrobiona przez Królową. Był talerz z serami pleśniowymi, winogronami, orzechami i oliwkami. Był i półmisek z croissantami z nadzieniem czekoladowym i szampańskim – przyniesionymi przez Poldzię. Były też galaretkowate cukierki „Smaki lata”. Do tego wszystkiego pasowało wakacyjne w smaku wino agrestowe i szampan gruszkowy.

Rozmowy dotyczyły wakacyjnych krótkich wypadów Stefy w góry, jej spraw remontowo-balkonowych i fugowo-płytkowo-mieszkaniowych Poldzi. Struna zdradziła swoje wakacyjne plany (nie, nikt nie był zdziwiony, że znowu jedzie do Sopotu). Nakręcona ewentualnym udziałem w maratonie w NYC Kicia zrelacjonowała pracę nad spełnieniem swojego marzenia. Królowa nauczyła Małego Lorda grać w „truskawki”, grę na kropki i kreski z jej dawnych szkolnych lat. Opowiadano o dorastających dzieciach i ich zamierzeniach edukacyjnych oraz zarobkowych.

Zrewidowano listę książkowych pretekstów do omówienia na kolejnych spotkaniach, w wyniku czego dzielnie postanowiono zmierzyć się jednak z Rushdie’m. 18 sierpnia okadzimy się dymem z ogniska na działce, spożyjemy mocno doprawione potrawy indyjskie, zamantrujemy, wprawimy się w trans i nakręcimy na transcendentne postrzeganie otoczenia – tak przygotowani na ciele i duchu wejdziemy w świat „Dzieci północy”.

Niniejszy protokół jest potwierdzeniem tego, co stwierdziła Ernaux: „Dlatego już teraz, pisząc, musi nadać kształt swojej przyszłej nieobecności”. Spotkania Pod Pretekstem Książki też kiedyś przestaną istnieć, ale uczucia, emocje, przemyślenia, pytania, zaciekawienia, wnioski „urodzone” na kolejnych klubikach będą nadal żyć w Uczestniczkach, ich dzieciach, najbliższych, znajomych – to będzie trwać.

…”Uratować coś z czasu, w którym się już nigdy nie będzie”…

k.







wtorek, 4 lipca 2023

Przypominajka przed "Latami" Annie Ernaux

 Kto ma ochotę na wspominek ciąg dalszy, ten niech się zjawi w najbliższy piątek do lokalu klubowego. Bo przy okazji książki „Lata” porozmawiamy o dzieciństwie w czasach PRL, o przemianach w Polsce i w Europie od czasu drugiej wojny światowej, o tym, co, starzejąc się, zostawiamy za sobą.

Cuisine française.

À bientôt!

wtorek, 20 czerwca 2023

"Najmłodszy" Janiny Barbary Górkiewiczowej


Protokół po "Najmłodszym" Janiny Barbary Górkiewiczowej

Witejcie!

Górkiewiczowa przeniosła Uczestniczki czerwcowego spotkania książkowego w przeszłość, w lata dzieciństwa, w czas wakacji spędzany beztrosko nad Choczenką czy u babci na wsi.

1. Omówiony został „Najmłodszy”, czyli pierwszy tom trylogii „Spłowiałe lata’. To opis życia na wsi sprzed stu lat, który, wydawać by się mogło, zniknął bezpowrotnie, bowiem dorastanie wiejskiego dziecka wygląda dzisiaj zupełnie inaczej. Jednak jest jeszcze czas „pomiędzy”, czyli dorastanie pokolenia urodzonego po wojnie czy w czasach PRL, który swymi elementami w wielu aspektach łączy się ze światem beskidzkiej wsi opisanym przez Górkiewiczową.

2. Janina Barbara Górkiewiczowa jest już pisarką zapomnianą, jej książek się nie wznawia. Nawet w okolicach, w których żyła i pisała, brakuje wiedzy na temat jej dorobku literackiego. Pewnie nie doczeka się bestsellerowej biografii, bo jej życiorys jest mało „poczytny” jak na dzisiejsze standardy: nie szokowała, nie była kontrowersyjna, za to nadzwyczajnie rozumiała dzieci, kochała je, doskonale rozumiała problemy, z jakimi borykają się ludzie mieszkający i pracujący na wsi, zachwycała się otaczającymi ją beskidzkimi pagórkami, kochała kwiaty, była społeczniczką, przez całe swoje życie zawodowe uczyła w wiejskiej szkole, wytrwale niosła „oświaty kaganek”. Tylko tyle. A może aż tyle?

3. Mateusz Doliniak, tytułowy „Najmłodszy”, to, jak go określiła Stefa, „mały wojownik”, rezolutny chłopiec, oczami którego czytelnicy obserwują codzienność mieszkańców Mucharza, wioski na pagórku na krańcach Beskidu Małego, spoglądającej na przepływającą doliną Skawę. Książka bogata jest w dialogi, co wbrew pozorom, spowalnia czytanie, ponieważ bohaterowie używają lokalnej gwary. Ciężka praca na roli, w której uczestniczyły również dzieci, dostosowanie się do warunków wyznaczanych przez przyrodę, zmaganie się z biedą, otaczanie zwierząt wiejskich szacunkiem za bycie żywicielem rodziny, zaradność kobiet obarczonych mężami pijakami w zapewnieniu bytu licznemu potomstwu – to elementy „Najmłodszego”.  

4. Ustalono, że w najbliższym czasie zostanie zorganizowana wyprawa do izby pamięci przy szkole w Jaszczurowej poświęconej Górkiewiczowej i do ławeczki nad Jeziorem Mucharskim upamiętniającej pisarkę. Przy okazji podjęte zostaną próby odnalezienia, zaniedbanego ponoć, domu Górkiewiczowej i jej grobu na cmentarzu w Mucharzu.

5. Książkowy pretekst wieczoru obudził wspomnienia, przywołał opowieści z dzieciństwa i anegdoty przekazywane w rodzinach na kolejne pokolenia. Opowiadano o ziemniakach gotowanych w garze dla świń, które się podkradało i zjadało z łupiną. O „macy” zrobionej z kawałka ciasta na niedzielny makaron, pieczonej na blasze. O „talarkach”, czyli plasterkach ziemniaka przypiekanych na piecu. O owsiance, grysiku. O ciepłych od słońca, pachnących latem porzeczkach, agreście czy pomidorach zjadanych prosto z krzaczka. O plackach ziemniaczanych posypanych cukrem lub popitych zimnym mlekiem. O grubo ciętej kromce chleba od Zgudy posmarowanej masłem z plastrem pomidora albo ze śmietaną i cukrem. O mleku prosto od krowy, które leżakowało w chłodnym miejscu na „zsiadłe”. O praniu płukanym w rwącym nurcie Skawy. O słoikach po zimie mytych w tejże Skawie przed kolejnym robieniem zapraw. O bieganiu boso przez większą część wakacji. O papierówkach prosto z drzewa. O ogniskach palonych w letnie wieczory. O zabawach wymyślanych przez dzieci, w które nie ingerowali dorośli zgodnie z zasadą „brak wiadomości, to dobre wiadomości”. O Skawie, kapryśnej, groźnej górskiej rzece, która do momentu zbudowania zapory pod Mucharzem właśnie, nie raz wylewała z koryta, podtapiała pola, zabierała dobytek wielu ludziom. O miejscach w Skawie, w których można się było kąpać i w których kąpiel była ryzykowna.

6. Muzycznym tłem były płyty zespołu Kapela Ze Wsi Warszawa. Najmłodszy w gronie, czyli Mały Lord pełnił rolę DJ-a. Mały Lord, na co dzień ciekawy przeszłości i dopytujący rodziców o to, jak było kiedyś i czy, kiedy oni byli mali, były wyścigówki, czy był Psi Patrol, czy były młotki, czy były drewniane zabawki – i tak bez końca. Najmłodszy, przysłuchując się dyskusji, bawił się licznym stadem plastelinowych jamniczków, a pod koniec spotkania zadbał o rozwój umysłowy Cioć, serwując im zestaw rysunkowych łamigłówek – Mały Lord rysował, a Ciocie miały odgadnąć, co przedstawia rysunek.

7. Rozmowom towarzyszyły dania kojarzące się ze wsią, z dzieciństwem. Na stole znalazły się przyniesione przez Strunę drożdżowe kołaczyki z serem i jabłkami. Kołaczykom towarzyszyły rogaliki z marmoladą. Był przygotowany przez Stefę małopolski przysmak „koziołki”, zwykle pieczone przez w niedzielę po powrocie z kościoła. Na cześć capka Kyckyc Kicia zrobiła zielone roladki. W nawiązaniu do niedawnej wycieczki na Roztocze Królowa upiekła piróg biłgorajski z kaszy gryczanej z ziemniakami i twarogiem w cieście krucho-drożdżowym. Niektóre z potraw okraszano sosem czosnkowym, koperkowym i jeszcze dwoma innymi. Wypito dużo kompotu rabarbarowo-jabłkowo-borówkowego.

8. Kolejne spotkanie poświęcone będzie książce „Lata” noblistki Annie Ernaux. Kuchnia francuska. Widzimy się 7 lipca.

Gorąc jest, susa, w cieniu se siednijcie (tylko zeby wos późnij sraka nie bolała), popaccie na góry, na dzewa, na trowe.

k.