niedziela, 22 października 2017

"Wszystko za życie" Jon Krakauer

 Protokół po "Wszystko za życie" Jona Krakauera

Ahoj!
A więc było tak:
1. Spotkanie pod pretekstem „Wszystko za życie” w ostatniej chwili zostało przeniesione z piątku na sobotę. A z uwagi na zaplanowany na niedzielę finał potyczek Poldzi i Błyskawicy w zdobywaniu biegowych klejnotów, towarzystwo rozeszło się dość szybko, choć to, co miało być powiedziane na temat książki, zostało powiedziane, a to, co miało być zjedzone, zostało zjedzone. Jedynie to, co miało być wypite, nie zostało wypite – zamiast picia A jak alkohol, uczestniczki wcieliły się w role A jak abstynentki.
  
2. Jeśli chodzi o lekturę wieczoru, to Struna i Królowa nieustannie od kilku już lat są pod ogromnym wrażeniem losów Chrisa Mccandlessa vel Alexa Supertrampa. Poldzia, zwyczajowo w opozycji, aż tak bardzo nie była zachwycona książką – stwierdziła, że jest dość zagmatwana, trudno się odnaleźć w gąszczu wątków z życia Chrisa poprzeplatanych z fragmentami dotyczącymi samego autora. Poldzi najbardziej podobały się wprowadzenia do poszczególnych rozdziałów, będące cytatami z książek Londona, Thoreau, Tołstoja. Błyskawicy książka się podobała, choć bardziej skłonna była podzielić zastrzeżenia Poldzi niż zachwyty Struny i Królowej. W dużym uproszczeniu „Wszystko za życie” to książka o młodym człowieku, w którym odkrycie, że jego ojciec przez lata prowadził podwójne życie, wyzwala potrzebę znalezienia prawdy przez duże P.

3. Struna porównała Mccandlessa do średniowiecznego ascety świętego Aleksego, który, podobnie jak bohater „Wszystko za życie”, był ekscentrycznym, ambitnym, radykalnym w poglądach i działaniu młodym poszukiwaczem sensu życia. Struna miała w swoim kajeciku wynotowanych sporo interesujących fragmentów, jak na przykład ten o Alasce – miejscu łudzącym, że swoją dzikością wypełni pustkę w człowieku. W dalszej wymianie opinii o książce, która miała miejsce na portalu społecznościowym, Struna napisała, że to książka „o wyznaczaniu nowych horyzontów zewnętrznych i wewnętrznych. I jeszcze taka współczesna wersja historii Ikara”- piękne porównianie. Królowa dla porządku przytoczyła cytat z Tołstoja, którego znaczenie Chris odkrył tuż przed swą tragiczną śmiercią: "Szczęście prawdziwe, tylko gdy dzielone".

4. Królowa i Struna gorąco polecały również wyreżyserowany przez Seana Penna na podstawie książki Krakauera film oraz ścieżkę dźwiękową do tego filmu skomponowaną przed Eddiego Veddera, którą, rzecz jasna, dwukrotnie w skupieniu wysłuchano.

5. Mały Lord rozświetlał październikowy mrok bielą swych dwóch nowiuteńkich ząbków, a na okoliczność lektury wieczoru przywdział bluzę z wizerunkiem niedźwiedzia grizzly i napisem „Let’s go down to the woods today”.

6. Niestety, podczas spotkania nie było dzikiego bookdoga Azoriusza, który w dalszym ciągu przebywa na wakacjach (zapewne wybrał się na nie w celu poszukiwania swojego sensu życia), aczkolwiek powrót jego oraz bookdoga Grudosławy planowany jest na nieodległą przyszłość.

7. Strunie najwyraźniej podobały się odniesienia w protokołach z poprzednich spotkań do jej poszukiwań zagubionego, a potem notorycznie zapominanego przykrycia do naczynia żaroodpornego, gdyż w lokalu klubowym pozostawiła miesiąc temu kobaltową miseczkę, której póki co nie zamierza odebrać. O dalszych losach miseczki szukającej swej drogi powrotnej do domu będziemy szanownych państwa informować.

8. Bardzo ciekawe były dyskusje dotyczące powrotu do pracy po urodzeniu dziecka. Szukano też odpowiedzi na pytanie, kiedy można zacząć podawać dziecku zupę z buraczkami czerwonymi. Poldzia zachęcała do zakupów bielizny z wykorzystaniem jej karty rabatowej.

9. Świetnie wypadło kulinarne tło wieczoru. Zajadano się potrawami na A jak Alaska. Były zatem arachidowe orzeszki. Był ananas świeży i kandyzowany. Było awokado w formie pasty z jajkiem na upieczonym w domu chlebie. Był deser agrestowy fool. Był tort ajerkoniakowo-czekoladowy. Były kukurydziane rureczki „Alaska”. Były także bakłażany (po angielsku aubergines) w formie roladek z nadzieniem serowym.

10. Kolejne spotkanie odbędzie się 24 października, a jego tematem przewodnim będą rekomendowane przez naszą ulubioną podróżniczkę Beatę z Wielkopolski „Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin”. Obowiązywać będzie kuchnia ryżowa.

A zatem do zobaczenia za miesiąc! I uważajcie na siebie!
Arrivederci! Auf wiedersehen! A bientôt!
k.




wtorek, 17 października 2017

Przypominajka przed "Wszystko za życie" Jona Krakauera

Być czy mieć? Żyć w mieście czy w dzikiej głuszy? Samotnie czy wśród ludzi? Bać się przyrody czy być częścią niej? Zostawić przeszłość za sobą czy utrzymywać kontakty i relacje? Jeść apetyczne ananasy czy awangardowe antrykoty? Pić alkohol czy nie pić? Jak daleko trzeba zajść, żeby znaleźć samego siebie? Na te i inne pytanie spróbujemy znaleźć odpowiedź w najbliższy piątek. Obecność obowiązkowa!

sobota, 23 września 2017

"Moje córki krowy" Kinga Dębska

Moje córki krowy Protokół po "Moich córkach krowach" Kingi Dębskiej

Witamy Czytających ten protokół!
„Moje córki krowy” – to nie była śmieszna książka. Nawet lekko zabawna nie była. I gdyby nie to, że na poprzednim spotkaniu nastąpiła nadinterpretacja słów wypowiedzianych na temat tej książki przez Poldzię, byłaby ona (Poldzia, nie książka) oskarżona o wprowadzenie w błąd, wypaczone spojrzenie na rzeczywistość, brak empatii i wisielczy humor.  Bo to było tak:

1. Poldzia 3 tygodnie temuuu podobno nie gwarantowała, że będziemy się śmiać do rozpuku, czytając „Moje córki krowy”, ale powiedziała, że ją śmieszyła ta książka, a przynajmniej śmieszyły ją w niej tragikomiczne dialogi. Gdy została wyjaśniona kwestia tego, co powiedziała Poldzia, czego nie powiedziała i co zrozumiały pozostałe uczestniczki spotkania, zaczęto rozmawiać na temat książki pióra Kingi Dębskiej. I cóż: to smuuutna książka. O chorobach, umieraniu, zakręconych relacjach rodzinnych. O przemijaniu, o tym, że trzeba carpe diem, bo życie jest tylko chwilką, czyli o oczywistych oczywistościach. Ta książka to również skarga i zażalenie na polską służbę zdrowia i pean na cześć niezbadanych jeszcze, niesamowitych możliwości ludzkiego móóózgu. Autorka tak przekonywująco opisała ułomności NFZu, a frustracja bohaterek książki na panujące w szpitalach procedury jest tak autentyczna, że wydaje się wielce prawdopodobne, że Kinga Dębska w dużej mierze sama przechodziła przez to, co przypisała tytułowym córkom –Marcie i Kasi. Książka nie jest zbytnio głęboka, ale za to jakby napisana obrazami gotowymi do przeniesienia ich na ekran filmowy (i tak też się stało- książka została zekranizowana).

2. Czekając na Poldzię, Struna, Błyskawica oraz Królowa rozpoczęły spotkanie od dyskusji na temat literatury dziecięcej. Zrobiono przegląd najnowszych nabytków książkowych Małego Lorda, który tak żywo zainteresowany był tym tematem, że aż mu ślinka pociekła na widok książeczek o pieskach. W dalszej części wieczoru Mały Lord brał udział w rozmowach na tematy różniaste, odpowiednio do sytuacji komentując wszystko zwięzłym, ale jakże na miejscu pełnym emocji „muuu” (względnie „maaa” lub „yyy”).

3. Gdy Poldzia dołączyła do wcześniej zebranych, od razu razem ze Struną zaczęła doić wino. Jak zwykle wraz ze wzrostem ilości wypijanego wina rosła również jej gadatliwość, ale malał sens i gubił się wątek przewodni poruszanych zagadnień. W ostatnim etapie spotkania Poldzia wychlała również resztkę wina, nie wiadomo kiedy otwartego, ale nawet zapach stęchlizny wydobywający się z butelki oraz wizja konania w męczarniach z powodu skrętu kiszek dnia następnego nie przeszkodziły Poldzi opróżnić butelki do dna.

4. W związku z tym, że „Moje córki krowy” nie były tą zapowiadaną przez Poldzię bardzo śmieszną książką, w dalszym ciągu czekamy na jej propozycję naprawdę zabawnej lektury. 

5. Bardzo dużo rozmawiano o progeniturze własnej. Najpierw o owockach, warzywkach, zupkach w słoiczku i kaszkach (Mały Lord). Potem rozmawiano o dzieciach w przededniu dojrzewania (Struniątko przejawiające typowe dla uczniów w jego wieku zabarwione dekadentyzmem znudzenie szkołą). Potem o młodszej młodzieży (Poldziątka) i o starszej młodzieży (dzieci Błyskawicy). Żeby nie być w tyle za potomkami swymi zebrani wymieniali się aktualnymi, zasłyszanymi od swoich dzieci wyrażeniami slangowymi. Uaktualniono również wiedzę na temat najmodniejszych fryzur preferowanych przez progeniturę: na jutubera Dealera, na Lewandowskiego, na samuuuraja czy na Piasta Kołodzieja (na szczęście Mały Lord jest jeszcze zbyt mały, aby protestować wobec zrobionego mu przez mamuuusię uczesania).

6. Ciekawym tematem okazała się sprawa bród, a dokładniej zarostu na brodach – tu wypowiedziała się specjalistka Poldzia, która obszernie opisała brodę Pana Polda oraz swój skromny jeszcze, ale jednak obiecujący zarost na brodzie. Gdyby Poldzia chciała zmienić pracę, wróżymy jej karierę we freak show. Choć wygląda na to, że Poldzia nie będzie mogła zarabiać na swojej rosnącej brodzie, gdyż zamierza zaszyć się w pustelni w pobliskich górach, by tam stanowić ciekawostkę dla zbłąkanych turystów.

7. Błyskawica poruszyła bardzo ważny temat – widoczny w „Moich córkach…”, ale nie wybijający się na pierwszy plan. Otóż rozmawiano o roli kobiety jako piastunki ogniska domowego. Dom, w którym brakuje kobiety, matki, jest często domem zimnym, pustym, smuuutnym. To zwykle matki robią gołąbki, pieką smakowite, pachnące ciasta, sprawiają, że dzieci, mimo wyfruwania z gniazdka, chcą wracać do domuuu, by poczuć stabilność i bezpieczeństwo. To ważne zadanie wykonywane przez obecne na spotkaniu Matki Polki nie przeszkadza im realizować się, podejmować indywidualne wyzwania – przykładem niech będą znakomite biegaczki Błyskawica i Poldzia, które znoszą do domu kolejne elementy „złomuuu”, czyli medale (Królowa obecnie jedynie może powspominać, jak to kiedyś szybko i daleko biegała).

8. Jedynym muuuzycznym nawiązaniem do książki wieczoru był Neil Young & Crazy Horse (bo od konia w miarę blisko do krowy). Za to Królowa opowiedziała stary, ale jakże pasujący do lektury dowcip:
-Dlaczego „zespół napięcia przedmiesiączkowego” nazywa się „zespołem napięcia przedmiesiączkowego”?
-Bo nazwa „choroba wściekłych krów” jest już zajęta.

9. Ku zaskoczeniu wszystkich w krowim menu towarzyszącym lekturze nie było ani jednej potrawy zawierającej wołowinę czy cielęcinę. Były natomiast: cukierki-krówki, ciasto „Krówka”, ciasteczka z Milki w kształcie krów, babka z ajerkoniakiem i krówkami. Nabiał reprezentowany był przez serowe kulki opiekane oraz zupę serową z roladą biszkoptową, a także pomidorki koktajlowe nadziewane wędzonym serem białym. Najbardziej wymyślne danie przygotowała jednak Struna: tortilla (bo krowie placki) ze szpinakiem (bo trawa, którą jedzą krowy), z serem korycińskim (bo z pełnego mleka) i z kukurydzą (bo pasza), której towarzyszył dip na bazie śmietany i muuusztardy. Wszystko było jak zwykle wyśmienite.

10. W październiku spotykamy się w trzeci piątek miesiąca, czyli dwudziestego. Omawiać będziemy książkę mającą ogromne znaczenie dla powstania naszego klubiku książkowego (patrz komentarz Struny do wpisu w zakładce „Jak to się wszystko zaczęło”) – „Wszystko za życie” Jona Krakauera. Obowiązywać będzie kuchnia na A jak Alaska, czyli mogą być andruty, arbuzy, arachidowe orzeszki, alkohol, a wołowina też przejdzie.

No to komuuu w drogę, temuuu czas.

k. 



wtorek, 19 września 2017

Przypominajka przed "Moimi córkami krowami" Kingi Dębskiej

I Ty muuusisz być na najbliższym spotkaniu książkowym! Bo będziemy słuchać muuuzyki, jeść krówki oraz rozmawiać o swoich siostrach, mamuuusiach i tatusiach. Zresztą, jak zwykle będzie mnóóóstwo ciekawych tematów do omóóówienia. Widzimy się w piątek, piątuuunio. Można się schodzić od 17.00. 

sobota, 2 września 2017

"Wielki las" Zbigniew Nienacki

Wielki las - Nienacki Zbigniew Protokół po "Wielkim lesie" Zbigniewa Nienackiego

Darz bór!
Sierpniowa lektura była omawiana w pierwszym dniu września, który w tym roku nie był jednak rozpoczęciem nowego roku szkolnego, dzięki czemu na spotkaniu książkowym dał się wciąż czuć wakacyjny duch. W dodatku zebrano się na działce rodziców Struny. Tylko zmrok zapadł wcześniej, niżby tego oczekiwano.

1. Zbigniew Nienacki – tak, tak, ten sam, który napisał uwielbianą przez tłumy serię o przygodach Pana Samochodzika. W „Wielkim lesie” zaskoczył, pokazał swoją drugą, nieznaną, przeznaczoną raczej dla dorosłego czytelnika twarz. Błyskawica była po lekturze jego dwóch „pełnoletnich” książek i na podstawie jej recenzji stwierdzono, że u Nienackiego występuje motyw kobiety zgwałconej, którą opiekuje się stary mężczyzna.

2. Książka się podobała prawie wszystkim, Stefa sprawiała wrażenie wręcz zachwyconej nią. Długo rozmawiano o instynktach, które rządzą człowiekiem, o strachu, popędzie seksualnym. O seksie w ogóle sporo dyskutowano: że seks rządzi światem, że przygodne kontakty seksualne wśród znajomych zdarzają się może nawet częściej niż w książkach, że Nienacki opisał kobiety jakby były przedmiotem w rękach mężczyzn (ciekawe, czy gdyby „Wielki las” ukazał się dzisiaj, feministki podniosłyby larum, a stróże obyczajności zakazaliby wydania książki z szokującą okładką z 1990 roku?). Tę część rozmowy podsumowano stwierdzeniem: po co nam Grey, skoro mamy Nienackiego?

3. Niektóre fragmenty książki, zwłaszcza te dotyczące Horsta Soboty i jego walki z lasem, który zabrał mu najbliższych, przypominały Strunie serial „Twin Peaks”. Swoje skojarzenia Struna zilustrowała biorąc czule w objęcia drewniany pieniek i chodząc z nim dookoła ogniska ze słowami „Ogniu, krocz za mną”.  

4. W książce niepotrzebny nieco, zagmatwany i jakiś taki dziwny wydał nam się element szpiegowski i zagraniczna działalność agenturalna Józwy Maryna – nie wiadomo co, kto i jak. Ale za to dość wnikliwie rozpatrzono temat poszukiwania miłości doskonałej i czy to, co połączyło Józwę i Weronikę, to była właśnie ta miłość czy wspólne im obojgu pragnienie znalezienia takiej miłości – odpowiedzi na to pytanie w czasie spotkania nie znaleziono.

5. Również Mały Lord w swoisty dla siebie sposób (dużo śliny oraz wyrażeń w stylu „aaaa” oraz „eeee” i „guuu”) zabrał głos w sprawie obrazu opisanego przez Nienackiego, który zapadł w pamięć wszystkim czytającym. W „Wielkim lesie” jest mianowicie wypowiedź jednej z kobiet karmiących piersią swoje liczne potomstwo – karmi ona swe maleńkie dzieci tylko jedną piersią, drugą zachowując dla męża. Mały Lord oświadczył, że on z nikim się nie dzieli i sam z zapałem ssie obie piersi swojej mamusi. W czasie spotkania Mały Lord był bardzo grzeczny (za co został pochwalony przez Poldzię), z zainteresowaniem patrzył na drzewa, kwiaty oraz ognisko (widział je po raz pierwszy). Nadchodzącą powoli burza ułatwiła mu także ucięcie sobie krótkiej drzemki w wózku pod jabłonką.

6. Opowiadano o minionych wakacjach, o nadrobionych zaległościach w czytaniu, o wyjazdach i wyprawach tu i tam. Stefa (z nowym fryzem) zdała szczegółową relację ze swojego pierwszego w życiu wypadu w Bieszczady, skąd przywiozła piwo „Bies-czadzkie – piekielnie czarne” (degustacja została przełożona na następne spotkanie). Poldzia podjęła nowe wyzwania w sferze aktywności fizycznej – udoskonalenie pływania i joga. Błyskawica przeczytała „Wszystko za Everest” i jest pod wrażeniem. Wakacje Struny zaczęły się i zakończyły muzycznie. A Królowa (z zapalonymi oskrzelami) zastanawia się, jak szybko i skutecznie pozbyć się 10 kg nadwagi (gdyby od tego zastanawiania się spalało się kalorie, Królowa już dziś byłaby jak szczypiorek).

7. Kulinarnie było po mazursku („Wielki las” rozgrywa się w Mordęgach na Mazurach). Błyskawica przygotowała cepeliny, czyli kartacze. Królowa upiekła farszynki, czyli coś jakby ziemniaczane krokiety. Stefa zrobiła kakol, czyli babkę ziemniaczaną. Struna zrobiła w kociołku nad ogniskiem nasze swojskie prażonki oraz podała tartinki z poziomkami. Do lasu nawiązywały przyniesione przez Poldzię ciastka z kremem –orzeszki. Naprędce wymyślono historię o tym, że delicje były z wiśniami z sadu Horsta Soboty, a borówki zapewne zostały nazbierane w mazurskich lasach.

8. Wrześniowa lektura omówiona zostanie we wrześniu (22-go), a będą nią „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej -  Poldzia gwarantuje, że, czytając, będziemy się śmiać do rozpuku. Obowiązywać będzie kuchnia krowia, czyli wołowina i produkty mleczne. Z uwagi na to, że w listopadzie porozmawiamy o „Dzikich łabędziach. Trzech córkach Chin” Jung Chang (zarekomendowana po raz drugi przez naszą ulubioną podróżniczkę Beatę z Wielkopolski), które są opasłym tomiskiem, zaleca się rychłe zdobycie i rozpoczęcie lektury.

9. Z serca gratulujemy szefowej naszej warszawskiej filii – en’ca minnita została mamą! Życzymy zdrowia oraz rychłej radości ze wspólnego odkrywania fascynującej literatury dziecięcej.


Niech bór będzie w Wami!
k.





wtorek, 29 sierpnia 2017

Przypominajka przed "Wielkim lasem" Zbigniewa Nienackiego

Darz book!
„Wielki las” Nienackiego - w najbliższy piątek na działce u rodziców Struny lub w tym lokalu co zawsze (proszę czekać na sygnał w tej sprawie). Będzie rozmowa o protestach w Puszczy Białowieskiej, o miłości „wielkiej, czystej i prawdziwej”, o agentach, informatorach, szpiegach i szujach, o erotycznym aspekcie karmienia piersią i o oswajaniu dzikich psów. Jeśli spotkanie odbędzie się w lokalu, to posłuchamy również Boba Dylana. Kuchnia mazurska.

A zatem do zobaczenia!

sobota, 15 lipca 2017

"Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski


Kukuczka Dariusz Kortko - ebook epub, mobi Protokół po "Kukuczce. Opowieści o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego


Cześć!
Niemal do ostatniej chwili trwały konsultacje dotycząca miejsca kolejnego spotkania (na działce rodziców Struny czy tradycyjnie w lokalu klubikowym). Poranne deszcze, ciemne chmury przed południem i spory spadek temperatury zdecydowały, że spotkanie związane z książką o Jerzym Kukuczce odbyło się pod dachem, ale nastroje uczestników były turystyczne i wakacyjne. Mały Lord z przyjemnością przyjął ochłodzenie w pogodzie i zachwycał zebranych swoim wzorowym zachowaniem, głośnym gaworzeniem i niemal perlistym śmiechem. Szczególnymi uczestniczkami spotkania były lipcowa jubilatka Stefa oraz dawno niewidziana Gazela. Pan Rex siedział cichutko w pokoju obok, smutny, że musi pójść do pracy na nocną zmianę, wobec czego ominą go wszelkie przyjemności spotkania książkowego. Poldzia zaś rozpoczęła spotkanie mówiąc, że tego wieczora wszyscy uczestnicy będą szczytować.

1. O książce Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego dyskutowano sporo, ale tylko w początkowej fazie spotkania. Zgodnie stwierdzono, że jest ona dość suchym przedstawieniem historii himalaisty, który jako pierwszy Polak zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Brakowało nam opisów emocji, które towarzyszyły lub mogły towarzyszyć Kukuczce w zdobywaniu kolejnych szczytów. Pewnie dlatego, że autorzy książki nie znaleźli w materiałach źródłowych zbyt wiele na ten temat – wygląda na to, że nawet dzienniki z wypraw prowadzone przez Kukuczkę były dość suche, rzeczowe. Bo też dla Kukuczki wspinanie się na góry było jak uprawianie dyscypliny sportowej, było formą rywalizacji, było kolejnym męskim zadaniem do wykonania. Rozmawiano też o żonie Kukuczki i innych żonach ludzi, którzy góry ukochali najbardziej na świecie.

2. Biografia Jerzego Kukuczki była pretekstem do rozmów o innych książkach o górach i ludziach, którzy po nich chodzą. Stefa i Struna rekomendowały biografię Wandy Rutkiewicz. W ogóle Stefa jest obecnie lokalną specjalistką w temacie książek o górach – w ostatnim czasie przeczytała ich aż sześć, zatem nie dziwi, że biegle wymienia nazwy szczytów czy nazwiska mniej znanych himalaistów i alpinistów.  

3. Zarówno Strunie jak i Królowej zapadł w pamięć fragment historii o Kukuczce mówiący o tym, że po zdobyciu ostatniego ośmiotysięcznika czekający na niego w bazie towarzysze uczcili to przygotowując 14 klusek śląskich (Kukuczka pochodził z Katowic), w które wbite były chorągiewki z nazwami wszystkich 14 szczytów. Struna zrobione przez siebie papierowe proporczyki wbiła w minikanapki z pomidorami koktajlowymi i mozzarellą. Królowa natomiast nazwami najwyższych szczytów udekorowała mufinki z wypieczonymi większymi i mniejszymi wzniesieniami. Zjadając poszczególne kanapeczki i babeczki wczuwano się w role zdobywców kolejnych szczytów.

4. Kuchnia turystyczna reprezentowana była także przez przygotowany przez Stefę bób prażony (bo zdrowy i dający moc do pokonywania trudów wędrówki) i przyrządzona przez Królową sałatka z kuskusa (bo kuskus to świetny wynalazek dla turystów: można go zalać kupionym w schronisku czy ugotowanym na ognisku wrzątkiem, dodać do niego pesto z suszonych pomidorów i kawałki żółtego sera - et voila – szybkie i pożywne danie gotowe). Błyskawica przyniosła niezbędną podczas każdej wyprawy czekoladę oraz przywiezione z Tajlandii przez jej wiecznie podróżującą koleżankę Izę pyszne ciasteczka z nadzieniem ananasowym. Gazela przytachała torbę pełną świeżych owoców, a Poldzia kilogramowe pudło Wesołych Grzybków  (to w nawiązaniu do tak zwanej turystyki grzybiarskiej lub do przypadkowego zbierania grzybów podczas przemierzania leśnych ścieżek). Grzybki Poldzi miały właściwości uzależniające (kto je skosztował, nie mógł się powstrzymać od ich dalszego chrupania) oraz halucynogenne (Błyskawica na swoim płaskim jak deska brzuchu zaczęła widzieć fałdy tłuszczu). Struna zaserwowała lody o nazwie kojarzącej się z drapaczami chmur w NY. Do spożycia planowany był również liofilizowany posiłek żołnierski (pikantne pierożki Rigatoni), jednak uczestniczki spotkania, z obawy przed świeceniem w ciemnościach spowodowanym znaczną ilością „E” w składzie, odmówiły podjęcia próby organoleptycznej tegoż posiłku. Kulinarnym hitem wieczoru okazał się gulasz angielski w puszce, zawierający aż 71% mięsa, który swym zapachem skusił wszystkich obecnych na spotkaniu.

5. Konsumpcja konserwowego gulaszu przywołała u niektórych wspomnienia z dzieciństwa. To z kolei spowodowało rozmowy o fetyszach wieku dziecięcego – ujawniono między innymi zamiłowanie do wąchania krzeseł, stóp czy też spijania z kieliszków po wyjściu gości. W kontekście dzieci rozmawiano także o najmodniejszych kolorach fryzur nastoletnich latorośli, podobieństwach do rodziców i pleśniawkach niemowlęcych.

6. Dla wszystkich śledzących losy przykrywki do naczynia żaroodpornego Struny mamy dobrą wiadomość: po wielu miesiącach przedmiot ów nareszcie odnalazł swoją drogę do domu. A z innych tematów powracających: znowu pojawiła się „pustka” Poldzi. Tym razem w kontekście opowieści o pustelniku Janie, który w Beskidzie Małym z puszek zbudował sobie arkę.   

7. Z uwagi na to, że Jerzy Kukuczka czytał wiersze Edwarda Stachury, tłem muzycznym wieczoru były piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Słuchano też grupy Byle Do Góry (Królowa jest w posiadaniu płyty podpisanej przez dwóch głównych muzyków formacji) oraz zespołu Ścianka (album „Białe wakacje”). Jako łącznik muzyczny między spotkaniem bieżącym oraz spotkaniem islandzkim czerwcowym pojawił się zespół Sigur Rós z utworem „Isjaki”, to znaczy „góra lodowa”.

8. Sporym trudem było ustalenie pasującego wszystkim terminu kolejnego spotkania. Najprawdopodobniej odbędzie się ono 25 sierpnia. Gdyby jednak okazało się, że tego dnia Struna nie może się stawić, spotkamy się 4 sierpnia. Lekturą-pretekstem będzie „Wielki las” Zbigniewa Nienackiego. Kuchnia mazurska.

Życzymy wszystkim udanego wakacyjnego wypoczynku nad morzem, nad jeziorem czy w górach. Zwłaszcza w górach! I nie zapominajcie uśmiechnąć się do turystów mijanych na szlakach.
k.