niedziela, 15 kwietnia 2018

"Wyspa Węży" Małgorzata Szejnert

Wyspa Węży - okÅ‚adka Raport dzienny po "Wyspie Węży" Małgorzaty Szejnert


No i proszę! Kwietniowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki za nami!

1. Wyjątkowy charakter spotkaniu nadały obchody pierwszej rocznicy urodzin Małego Lorda, która jest jednocześnie pierwszą rocznicą jego uczestnictwa w dyskusjach klubiku książkowego. Mały Lord nie nabył jeszcze umiejętności dmuchania na zawołanie, więc w jego imieniu płonącą świeczuszkę, wsadzoną w torcik sernikowy, zdmuchnęła mama. Za zdrowie jubilata i jego dalsze postępy rozwojowe wychylono kielichy wypełnione szampanem Picollo. Mały Lord przez cały wieczór sprawdzał, czy na stole wszystko stoi w należytym porządku i we właściwym miejscu oraz czy znajdujące się na talerzykach i w miseczkach potrawy na pewno są smaczne, świeże i mają odpowiednią konsystencję do tego, żeby je bez problemu kruszyć w malutkich rączkach. Pozwolił też, aby Pan Rex pobawił się przez chwilę jego pierwszym zestawem klocków Lego-Duplo, który otrzymał od Struny.

2. Widok rocznego Małego Lorda przywołał wspomnienia u Poldzi, która przypomniała sobie pewne chwile intymne (mające kilkunastoletnie już konsekwencje) towarzyszące momentowi, kiedy to jej starsze Poldziątko kończyło roczek. Rozmawiano także o laktacji, lęku separacyjnym u niemowląt, karmieniu piersią, egzaminach gimnazjalistów, sprawdzianach z matematyki oraz nocnym i porannym przychodzeniu dzieci do łóżka rodziców.

3. Książka wieczoru, czyli najnowsza powieść reportażowa Małgorzaty Szejnert „Wyspa Węży”, początkowo została omówiona „po łebkach”, ale w drugim podejściu wywołała żywą dyskusję, w którą włączył się nawet Pan Rex. Wszyscy stwierdzili, że „Wyspa Węży” jest nie tylko ujawnieniem nieznanej karty z dziejów polskiej historii z czasów drugiej wojny światowej, ale także opowieścią o ludziach zwykłych-niezwykłych, a takie opowieści są zawsze najciekawsze. Królowa jest wielbicielką Szejnert, więc wypowiadała się o książce dość entuzjastycznie (choć i tak jej ulubioną nadal pozostaje „Wyspa klucz”). Błyskawicy książka bardzo się podobała, bo ona lubi książki historyczne, i z chęcią pożyczyła od Królowej dwa inne tytuły tej autorki. Struna była tuż przed zakończeniem czytania, ale już mogła wypowiedzieć swoje pozytywne zdanie o „Wyspie Węży”. Co więcej, książka i klubikowa dyskusja nasunęły Strunie myśl, czy by nie podjąć się poszukiwania swojego nigdy nie widzianego dziadka-wojskowego. Poldzia natomiast dość skromnie wyrażała się o książce, bo przeczytała jedynie pierwszych 50 stron. Jednak jej mina i skąpe słownictwo w temacie mówiły wszystko: książka jej się nie podobała i obstawiamy, że nie doczyta jej do końca.

4. W czasie spotkania miała miejsce esemesowa korespondencja ze Stefą. Otóż dieta oczyszczająca, którą sobie Stefa zaaplikowała miesiąc temu, przyniosła skutki nadzwyczaj niespodziewane: podczas stosowania tej diety Stefa oczyściła sobie również pamięć, w efekcie czego zapomniała o klubiku książkowym. Radzimy Stefie zaprzestania stosowania jakichkolwiek diet, a szczególnie takich, po których nie będzie jej na spotkaniu. Poldzia zaś była jakaś taka rozmemłana i słaniająca się w fotelu. Prawdopodobnie spowodowane to było zmęczeniem wywołanym koniecznością ciągłego głaskania nowego, małego, kociego członka rodziny. Bookdog Azoriusz poczuł się żywo dotknięty tą zdradą, ale, gdy tylko został wpuszczony do lokalu klubikowego, spędził prawie cały wieczór grzejąc swym własnym ciałkiem stopy Poldzi. Błyskawica zachwyciła obecnych swoją nową, wiosenną fryzurką.

5. Staje się już zwyczajem, że istotnym elementem dyskusji na klubiku są sprawy związane ze zdrowiem, a właściwe z jego brakiem. Nie było inaczej i tym razem. Poldzia, Struna i Błyskawica już teraz grupowo cierpią sercowo, a Królowej zapaliły się korzonki, wobec czego cały wieczór człapała po lokalu zgięta wpół niczym stuletnia babuleńka. Najzdrowiej wyglądał Pan Rex, choć nie powinien, bo przecież nadal przebywa na L4.

6. Wiosenna aura sprzyjała rozmowom o ogrodach, działkach i uprawach, a towarzyszyło temu pyrkanie traktora u sąsiadów, który obciążony kierowcą i dwiema sadzarkami ziemniaków, przemykał za oknem w te i wewte. Struna skrzętnie notowała w pamięci porady dotyczące skutecznego, humanitarnego zwalczania ślimaków i kretów, aby móc je potem przekazać (porady, nie ślimaki i krety) swojej mamie.

7. Z racji tego, że główni bohaterowie „Wyspy Węży” znajdowali się na szkockiej wyspie Bute, spożywano potrawy nawiązujące do Szkocji i szkockiej kraty. Poldzia przyniosła dwa rodzaje ciast ułożone w dwukolorową kostkę. Błyskawica upiekła owsiane ciasteczka (podobno w Szkocji jedzą dużo owsianki), które pomysłowo zawinęła w kraciastą ściereczkę. Struna przygotowała pyszne tosty z wkładem ze śniadania brytyjskiego: bekonem, jajkiem sadzonym, serem kozim (bo owczego szkockiego nie było, więc dodała też oscypek) i z ketchupem. Małemu Lordowi najbardziej smakowały cieniutkie imbirowe ciasteczka owsiane i nadzwyczajnie kruche ciastka „scottish shortbread”.  Na ciepło, oprócz tostów Struny, była też przygotowana przez Królową zapiekanka pasterska, będąca jej swobodną interpretacją „shepherd’s pie”. Na tym spotkaniu nie mogło zabraknąć whisky – jednak zamiast prawdziwej szkockiej, pojawiła się „Whisky in the Jar” w wersji muzycznej.

8. Następne spotkanie odbędzie się 18 maja, a porozmawiamy o „Historii pszczół” Mai Lunde. Obowiązywać będzie kuchnia – do wyboru – angielska, amerykańska lub chińska.  

Niniejszy protokół został zapisany w komputerze oraz na blogu. Wszystko po to, by zadość uczynić słowom Jędrka Modelskiego: „Jak się nie zapisze, to nie ma człowieka”. No to zapisujemy. Na pamiątkę dla potomnych.  

k.





wtorek, 10 kwietnia 2018

Przypominajka przed "Wyspą Węży" Małgorzaty Szejnert


Jeszcze Polska nie zginęła…
… póki odbywać się będą kolejne spotkania Polek i Polaków, poświęcone dobrej książce i w ogóle rozmowom na tematy różne, ale zawsze w atmosferze serdecznej, przyjaznej i  relaksacyjnej.
W najbliższy piątek: Małgorzata Szejnert i jej najnowsza książka o Polakach na wyspie Bute.
Zjemy coś rodem z kuchni szkockiej.

niedziela, 25 marca 2018

"Jądro ciemności" Joseph Conrad

Znalezione obrazy dla zapytania jÄ…dro ciemnoÅ›ci ksiażka Protokół po "Jądrze ciemności" Josepha Conrada


„Ciemność! Ciemność widzę!”
Ten cytat pochodzi z zupełnie innej bajki, ale pasuje do tego, co uzgodniono na temat lektury wieczoru, czyli „Jądra ciemności” Josepha Conrada.

1. Stwierdzono mianowicie, że trudno dostrzec głębię książki, znaleźć powody do zachwytu, odnaleźć klucz, który otworzył „Jądru…” drzwi do światowego sukcesu . To podobno najlepsza książka Conrada. Podobno. Nas rozczarowała, nudziła, przytłaczała. Ciężko było skupić na niej uwagę podczas czytania. W czasie lektury czekano na to „coś”, co sprawi, że i my dołączymy do piewców twórczości Conrada. Ponadto proces czytania zakłócany był przez palpitujące serce (Poldzia), co zupełnie nie było związane z treścią książki. Po przeczytaniu i omówieniu książki dalej nie wiemy, na czym polegał fenomen Kurtza, co w „Jądrze…” zafascynowało Francisa Forda Coppolę, że aż postanowił zaadaptować je na duży ekran. Po raz pierwszy od dawna uczestniczy spotkania mieli jedno zdanie na temat książki: ładnie napisana, ale nie spodobała nam się. Rozważania na temat lektury podsumowano stwierdzeniem, że uczestnicy Spotkań są prawdopodobnie zbyt mało oczytani lub zbyt prowincjonalni, żeby zrozumieć sens książki. Z „Jądra…” zacytowano dwa fragmenty: pierwszy, wybrany przez Strunę, to „Żyjemy, jak śnimy – samotnie”, drugi, będący ostatnimi słowami umierającego Kurtza, wynotowany przez Królową, „Zgroza, zgroza”.

2. Tyle na temat książki wieczoru. Choć poniżej będzie jeszcze o jądrze. Jeśli zaś chodzi o dyskusję, to wśród uczestników dała się odczuć atmosfera starzenia się, co można było poznać po licznych tematach związanych z chorobami i chorowaniem, lekarzami, szpitalami, kolejkami do poradni, lekami, strzykaniem i łamaniem w kościach oraz z pogorszonym samopoczuciem w ogóle. Polecano sobie sprawdzone specyfiki i medykamenty – i tak na ten przykład Poldzia rekomenduje picie mocnej melisy (aby osiągnąć zamierzony efekt zaleca się zaparzenie od razu całej paczki, zamiast bawić się w moczenie we wrzątku mizernej torebeczki) i oliwy, a także codzienne zjadanie oliwek. Do rangi prawie ordynatora urósł Pan Rex, który barwnie i ze szczegółami sprawozdał swój pobyt w szpitalu oraz następujące po nim proces rekonwalescencji i pielgrzymki po lekarzach specjalistach, które będą trwać co najmniej do stycznia 2019 roku. Struna na przednówku jakaś taka zmizerniała i smutnawa. Błyskawica przepracowana i zdołowana pogarszającą się sytuacją w pracy. Królowa z osłabionymi mięśniami, ale za to ze zwiększającą się wagą. Ponadto nieobecna Stefa też podobno goniąca w pracy resztkami sił i niedospana Gazela z chorującym Gazelątkiem. Zgroza! Zgroza!!

3. Żeby jednak nie popaść w zupełną beznadzieję, ciemność, depresję i nihilizm, trzeba powiedzieć o tryskającym energią, zdrowiem i radością Małym Lordzie, który w czasie spotkania demonstrował wszystkim swe nowo nabytą umiejętność chodzenia, a czasem nawet podbiegania. Poza tym Mały Lord, zafascynowany orzeszkami arachidowymi (w łupinach), próbował je położyć, przesunąć i wetknąć wszędzie, a zwłaszcza do swojej buzi (co mu się w końcu udało). Mały Lord, siedząc na biodrze swojej mamy, pląsał z nią do taktów niezwykle gorącej, rytmicznej i autentycznej muzyki z Konga w wykonaniu Koffiego Olomide.

4. Przy ustalaniu menu towarzyszącego książce wieczoru luźno interpretowano temat rdzennych mieszkańców Afryki, a szczególnie Konga, a także tytuł i treść dzieła Conrada. Zaserwowano mianowicie: jądra ciemności, czyli figowe kuleczki otoczone w maku (sprytnie wypatrzone w sklepie i przyniesione przez Strunę), spontaniczne ciasto „Murzyn w dżungli”, czyli połączenie tradycyjnego murzynka i zielonkawej nowości zabarwionej herbatą matcha (upieczone przez Poldzię w temperaturze tylko trochę wyższej niż w Afryce), herbatniki z białą i czarną czekoladą z wytłoczonym motywem żaglowca (zakupione przez Królową), znakomite kanapeczki zwieńczone czarnymi półjądrami, czyli maleńkie sucharki (Błyskawica wyczytała u Conrada, że Kongijczycy jedli dużo sucharów) z serową pastą z tuńczykiem (tuńczyk, czyli ryba, a ryba, bo znaczna część książki wieczoru rozgrywa się na wodzie), z połówkami oliwek na górze. Królowa upiekła sernik Kongo (KOkos+maNGO) według przepisu znalezionego w internecie. Był też pilaw po zanzibarsku i maharagwe, czyli potrawka z czerwonej fasoli. Miały być jeszcze pieczone banany z lodami czekoladowymi, ale objedzeni jak bąki uczestnicy wyperswadowali Strunie przygotowanie tego dobrze zapowiadającego się deseru. Pito porto, przyniesione dawno temu przez Poldzię.

5. W związku ze zbliżającymi się świętami wielkanocnymi prowadzono dość typową rozmowę o wyprawach na zakupy, poziomie czystości okien w domach i robieniu porządków mniej lub bardziej gruntownych.

6. Kolejną książką, której poświęcimy spotkanie, będzie „Wyspa Węży” Małgorzaty Szejnert – to najnowszy tytuł mistrzyni reportażu, którą zamierzano przeczytać już dawno, dawno temu, ale jakoś zeszło. A zatem 13 kwietnia spędzimy z historią opowiedzianą przez panią Szejnert, a na zagryzkę przygotujemy coś z kuchni szkockiej.

Życzymy smacznego jajeczka! I rychłej wiosny!
k.    






wtorek, 20 marca 2018

Przypominajka przed "Jądrem ciemności" Josepha Conrada


Ahoj!
Piątek już na horyzoncie. Załoga proszona jest o stawienie się na pokładzie w stałym składzie. W dyskusji popłyniemy, w winie utopimy smutki, zjemy potrawy z kuchni kongijskiej, które zapobiegną szkorbutowi, i posłuchamy afrykańskiej muzyki. Obieramy kurs na „Jądro ciemności”.
k.

poniedziałek, 26 lutego 2018

"Frida" Barbara Mujica

okładka Frida. Ebook | EPUB, MOBI | Barbara Mujica Protokół po "Fridzie" Barbary Mujicy


Ach, to już sześć lat!
Tak, tak, Spotkania Pod Pretekstem Książki istnieją już 6 lat! Choć Pan Rex wieścił trzy lata temu, że klubik długo nie pociągnie, że się czytelnicze grono rychło rozejdzie, że cała ta inicjatywa się rozpadnie. I co? I spotykamy się nadal! Co więcej, Pan Rex od trzech lat sam jest bardziej lub mniej stałym uczestnikiem spotkań! Na tym rocznicowym był nieobecny, gdyż był hospitalizowany (fanów męskiego pierwiastka na klubiku uspokajamy: Pan Rex szybko wraca do zdrowia).

1. Jubileusz uczczono swobodnymi wspomnieniami osób, książek, smakołyków. Wspólnie zdmuchnięto 6 świeczek wetkniętych w meksykański tort tres leches. Szampanem Picollo wzniesiono toast („Za następne 6 lub 60 lat”). Zebranym wręczono okolicznościowe prezenty. Struna przygotowała „Wyzwanie czytelnicze”, czyli zestaw 267 tytułów z klasyki literatury światowej. Sporo z tej listy możemy odfajkować, jednak jeszcze wiele, wiele książek przed nami („Na następne 6 lub 60 lat”). Uczestniczki dostały też filcowe, własnoręcznie uszyte ptaszki (uczestnikom ptaszków nie wręczono, gdyż mają własne). Wysłuchano też hymnu klubikowego, czyli pieśni „Sex on Fire” zespołu Kings Of Leon. A Poldzia w wieczór jubileuszowy zaprezentowała swą nową, gustownie przyciętą fryzurę.

2. Przy okazji jubileuszu klubikowego świętowano również kolejną rocznicę urodzin Królowej, która otrzymała piękne życzenia, wspaniałe, pomysłowe prezenty, uściski i buziaki, oraz coś, co sprawiło, że w jej oczach pojawiły się łzy… ze śmiechu. Otóż Królowa otrzymała, oprawione w ramy, trzy swoje wizerunki. Ale takie prawdziwie królewskie! Przedstawiona jest na nich w królewskich szatach, z koroną na głowie i w pozie charakterystycznej dla najznamienitszych przywódców.
„Frida” – powieść biograficzna o najsławniejszej meksykańskiej artystce, jej siostrze, jej mężu (malarzu Diego Riverze) i całej reszcie. Życie Fridy Kahlo na pewno łatwe nie było – schorowana, cierpiąca, egoistycznie i narcystycznie potrzebująca ciągłej atencji i oddania. I w dodatku ten obleśny Diego, którego kochała. Na pewno była osobą, którą trudno choćby lubić: kontrowersyjna, prowokująca, szokująca, buntowniczka, rozwydrzona. Zbeletryzowana historia Fridy opowiedziana jest przez jej siostrę Cristinę, która też była bardzo interesującą postacią (ale to wrażenie może być wywołane jedynie umiejętną kreacją autorską Barbary Mujicy, bo dowodów historycznych na to brak).

3. W czasie spotkania bardzo dużo rozmawiano o gotowaniu i jedzeniu. Wszystko zaczęło się od Stefy, która nie tknęła nic z przygotowanych smakołyków kuchni meksykańskiej, za to cały wieczór zajadała się przyniesionymi przez siebie surowymi warzywami. Bo Stefa jest na diecie owocowo-warzywnej oczyszczającej. Stefa w ogóle jest bardzo kreatywna jeśli chodzi o eksperymentowania w kuchni – najbardziej spodobała nam się przedstawiona przez nią kalafiornica, czyli jajecznica z gotowanego kalafiora.

4. Kuchnia meksykańska w naszym wydaniu chyba nie do końca spełniała główne kryterium prawdziwej kuchni meksykańskiej, która powinna piec dwa razy: raz w przełyku, a raz w… jakiś czas potem w WC. Nas nic nie piekło, ale przygotowane potrawy były znakomite. Stefa, choć sama ich nie jadła, upiekła nachos z tortilli, które posmarowała serem, czosnkiem, posypała chili i innymi przyprawami. Rewelacyjne nachos Stefy smakowały wybornie ze świeżutkim, choć nieco przyciemniałym guacamole. Z guacamole jedzono też kupne chipsy nachos/tortilla/chili/barbecue (tak było napisane na opakowaniach). W ogóle to były dwa rodzaje guacamole – zrobione przez Królową i przez Poldzię, która przyszła na spotkanie bardzo późno, bo trudnością okazało się stworzenie papki z dość twardego awokado. Jednak Mały Lord rozsmakowywał się w guacamole jak stary Meksykanin. Bardzo smaczne były też tacos przygotowane przez Królową. Struna przyniosła quesadillę i tortille z buritto. Na słodko, oprócz wspomnianego w punkcie pierwszym mocno nasączonego mlekiem skondensowanym słodzonym i niesłodzonym oraz śmietanką i rumem tortu, były też pomarańczowe flany. Flany powinny być podane karmelem do góry na talerzykach, ale karmel za bardzo przywarł do pojemniczków, w których flany się piekły, więc jedzono je prosto z pojemniczków. Pito Sangrię hiszpańską (przy okazji ciepło wspominano Polannę), bo meksykańskiej chyba u nas w kraju nie sprzedają, różne herbaty i sok z czerwonych buraków (Stefa piła).

5. Muzyka obecna była w rozmowach o zbliżających się koncertach wielkich, ulubionych gwiazd estrady oraz płynęła z głośników - w nawiązaniu do hiszpańskojęzycznego Meksyku dwukrotnie odsłuchano płyty Manu Chao.

6. Mały Lord swój udział w spotkaniu zaznaczył żądaniem wzięcia na kolana i czytania mu książeczek wysuniętym w kierunku Stefy (Stefa bez szmerania spełniała wszelkie zachcianki Małego Lorda). Struna giglała go, wzbudzając w nim dużo śmiechu. Mały Lord prezentował wszystkim swoje najnowsze osiągnięcia rozwojowe. W trakcie posiedzenia, zmęczony całym kolejnym dniem odkrywania świata, pokazał swoje lekkie rozdrażnienie i kapryśność, po czym poszedł spać.

7. Smutnym elementem wieczoru była nieobecność Błyskawicy, która, gdy pozostali raczyli się Sangrią, jeździła od weterynarza do weterynarza, szukając tego najlepszego, który pomoże jej poszkodowanemu w wypadku drogowym kotkowi (niestety, z tego co wiadomo, kotu trzeba było amputować przednią łapkę).

8. Spotkanie marcowe odbędzie się za równy miesiąc, czyli 23. Po długich dyskusjach uzgodniono, że obowiązującą lekturą będzie „Jądro ciemności” Josepha Conrada. Przygotowujemy dania kuchni kongijskiej.

Na zakończenie: Spotkania Pod Pretekstem Książki od 6 lat! Wspaniałą rzecz tworzymy!
Oby tak dalej!
Niech book będzie z Wami!
k.





wtorek, 20 lutego 2018

Przypominajka przed "Fridą" Barbary Mujicy


Ola!
Najbliższe Spotkanie Pod Pretekstem Książki będzie sześciokroć wyjątkowe i niepowtarzalne – hucznie, wspominkowo, optymistycznie i radośnie świętować będziemy jubileuszowe zgromadzenie uczestniczek i uczestników naszego klubiku książkowego. Nie będziemy przeklinać (choć może się komuś coś wymsknie), nie będziemy malować murali (choć pewnie porozmawiamy o sztuce), nie będziemy narzekać na zdrowie (choć w naszym wieku to raczej niemożliwe), nie będziemy uprawiać komunizmu (choć o polityce może coś pojawi). Będziemy za to jeść przysmaki kuchni meksykańskiej, hektolitrami pić sangrię i słownie namalujemy autoportrety w kontekście, jak spotkania książkowe wpływają na nasze jestestwo. Falbaniasta odzież oraz kwiaty we włosach pożądane. Piątek, od siedemnastej z minutami.
Adios amigos!

niedziela, 14 stycznia 2018

"Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

Okruchy dnia - Ishiguro Kazuo Protokół po "Okruchach dnia" Kazuo Ishiguro

Good day, ladies and gentlemen!
Jak będą mogli Państwo zauważyć z treści niniejszego protokołu, „Okruchy dnia” ubiegłorocznego noblisty Kazuo Ishiguro dostarczyły wielu tematów do dyskusji osobom zebranym na kolejnym Spotkaniu Pod Pretekstem Książki.

1. Choć Błyskawica i Poldzia zastrzegły, że nie przepadają za literaturą angielską, to jednak zgodziły się z pozostałymi uczestniczkami, że lektura wieczoru była zajmująca i przyjemna w czytaniu. Gazeli zdanie w tej kwestii jest jeszcze nieznane, gdyż rzeczona Gazela w ubiegły piątek była moczyła swe „dolne plecy” (jakby eufemistycznie powiedzieli Anglicy) w termach, jednak pokładamy nadzieję, że pożyczony od Struny egzemplarz książki przeczyta.

2. „Okruchy dnia” zaostrzyły apetyty Struny i Stefy na inne dzieła Ishiguro. Struna przejawiała nawet lekki zachwyt doskonałą umiejętnością pisarza wniknięcia w świat staroangielskiej arystokracji i jego dbałością o zgodność wielu elementów powieści z brytyjską historią. Ci z Państwa, którzy znają „Okruchy…” w wersji książkowej lub filmowej, zapewne pamiętają, że to opowieść o Stevensie - mężczyźnie, który bardziej był kamerdynerem niż człowiekiem i którego wyborem było służenie wyborom innych. Było nam żal Stevensa – bo, choć perfekcyjny i w pełni oddany swojej pracy, jednak nie potrafił ulec emocjom (ba, prawdopodobnie nie potrafił nawet przyznać się sam przed sobą, że w nim jakieś emocje istnieją!). Rozmowa o Stevensie, u którego brakowało emocji, stała w kontrze do dyskusji o kłótniach uczestniczek ze swoimi wybrankami serca, w których to kłótniach aż iskrzy od okazywanych i podlewanych łzami emocji.

3. Współczułyśmy Stevensowi, że nie potrafił żartować. Podziwiałyśmy jego oddanie swemu chlebodawcy – jego lordowskiej mości Darlingtonowi.  Zadziwiała nas jego niewzruszona, bez względu na okoliczności, postawa zawodowa. Umiejętność całkowitego wyparcia z siebie prywatności na rzecz zachowania zawodowego profesjonalizmu zaskakuje nas być może dlatego, że „ludzie z kontynentu nie potrafią być kamerdynerami, ponieważ są jako rasa niezdolni do takiego okiełznania uczuć, jakie wyćwiczył w sobie naród angielski”. Dla Stevensa godność kamerdynera była sprawą najwyższej wagi, a jej zachowanie polegało na tym, „by nie obnażać się publicznie” (zachcą Państwo przyjąć do wiadomości, że nie chodzi tu o obnażanie się w sensie fizycznym, a emocjonalnym).

4. Jak Państwo przeczytali w pierwszym akapicie, książka stała się zaczątkiem rozmów na wiele interesujących, choć często nieliterackich, tematów. Dywagowano między innymi o starzeniu się: o zmianach charakterologicznych, o zmianach w długo trwających małżeństwach (po latach okazuje się, że małżonek/małżonka są już zupełnie innymi osobami niż te, które poślubiliśmy), o tym, że na starość mężczyźni dziadzieją. Przy okazji obgadywania współmałżonków i partnerów Stefa zarekomendowała „Żelaznego Jana”, którego określiła jako książkę o dorastaniu facetów.

5. Temat starzenia ściśle wiązał się z tematem chorób. Do słabującej na zdrowiu Struny dołączyła Poldzia (która bardzo aktywnie pod względem czytelniczym przechodzi proces rekonwalescencji) oraz Stefa (która, na szczęście, otrzymała pomyślne wyniki badań). Siwe dłonie Błyskawicy mocno niepokoiły zebranych, jednak stan ten był jedynie wynikiem zakupu przez Błyskawicę nowych spodni, na których trzymała ona dłonie. Rozmawiano też o chorobach psów (łączymy się w smutku z Błyskawicą, która niedługo będzie musiała pożegnać na zawsze psiego domownika), a stąd był tylko kroczek do tematu psich ucieczek (tu niekwestionowanym liderem jest Azoriusz). Pozostając w kręgu zoologicznym, poruszono temat panicznego strachu przed pająkami, który dotyczy głównie Poldziowej córki i Stefy. Stefa wielokrotnie rekomendowała niezawodny na wszelkiego rodzaju robactw Muchozol.

6. Bardzo aktywnym uczestnikiem spotkania był Mały Lord, który nie dość, że pokazał zebranym swe niebywałe umiejętności w czołganiu się z poślizgiem, w nieśmiałym raczkowaniu, zwinnym wstawaniu przy wszelkich stolikach, szafkach i krzesłach czy wreszcie w rozbieraniu choinki na czas, to jeszcze czarował wszystkich swoimi nowymi górnymi siekaczami, chwalił się zabawkami otrzymanymi na Gwiazdkę i zaprezentował swojego czerwonego, błyszczącego Mercedesa w wersji kabriolet z napędem na dwie nogi (na razie auto działa „na pych” rodziciela, gdyż nóżki Małego Lorda siedzącego na aucie jeszcze nie dosięgają podłogi). Wśród poruszanych tematów wychowawczych znalazł się i ten, czy i kiedy należy wymagać od dzieci, aby zaangażowały się w przygotowywanie prezentów gwiazdkowych dla rodziców oraz jak nauczyć progeniturę, by pamiętała o ważnych rodzinnych rocznicach.

7. Małemu Lordowi udało się coś, czego do tej pory nie dokonała ani Poldzia, ani żadna inna uczestniczka spotkania. Otóż zaproponował on zebranym książkę, która rozśmieszyła wszystkich i która bez zastrzeżeń podobała się każdemu uczestnikowi spotkania. W ekspresowym tempie uczestnicy, śmiejąc się, przeczytali „Nie!” Marty Altes (w tłumaczeniu Jacka Dehnela) i podsumowali ją jako biografia Azoriusza.

8. Wspominano też bardzo udany świąteczny, tradycyjny wyjazd uczestników do ulubionego klimatycznego miasteczka. W spotkaniu wzięła udział między innymi zhiszpaniała już Polanna wraz z małżonkiem Xavim, a także przybyła z Antypodów nastoletnia bratanica Błyskawicy. Ten gość z daleka, oczarowany miasteczkiem i atmosferą spotkania, za pośrednictwem Błyskawicy podarował uczestnikom śliczne długopisy, za które serdecznie dziękujemy.

9. Tematem kulinarnym były okruchy, okruszki i kruchość. Było zatem ciasto jeżowiec Poldzi, kruche ciasteczka (ze sklepu), ciasteczka przygotowane przez Błyskawicę zgodnie z recepturą jej brata, eklerki (ze sklepu; związek z kruchością znikomy, a i okruszków w czasie konsumpcji nie było), wytrawne kruche babeczki z przygotowanym przez Stefę wkładem: pieczarkowym, tuńczykowym i jajecznym. Na ciepło Królowa podała warzywa pod kruszonką serową i tradycyjne angielskie owoce pod kruszonką. W nawiązaniu do kamerdynera Stevensa Poldzia przyniosła porto, jednak butelka przez cały wieczór pozostała nieotwarta, czekając na bardziej sprzyjające piciu okoliczności.

 10. Postanowiono nie ustalać kolejności lektur na 2018 rok, a uzgadniać je z miesiąca na miesiąc, wybierając spośród tytułów na zbiorczej liście propozycji, do której Poldzia dorzuciła dwa tytuły („Purezento” Joanny Bator i „Głosy Pamano” Jaume Cabre), a Struna jeden („Kaprysik. Damskie historie” Mariusza Szczygła). Na spotkaniu lutowym, w czasie którego będziemy jednocześnie obchodzić szóstą (!!!) rocznicę naszego klubiku książkowego, pochylimy się nad „Fridą” Barbary Mujicy. Obowiązywać będzie kuchnia meksykańska. Zbieramy się 16 lutego.

"Jak najlepiej, sir, dziękuję!"

k.