wtorek, 16 lipca 2019

Przypominajka przed "Dziewczyną z pociągu" Pauli Hawkins


Być może w ekspresowym tempie, być może bardzo pośpiesznie, być może bardzo wnikliwie i osobowo będzie omówiona „Dziewczyna z pociągu”. Prawdopodobnie w alkoholizm nie popadniemy, prawdopodobnie po spotkaniu nikt nie poczuje się jak przejechany przez Inter City „Matejko”, za to prawdopodobnie w wakacyjnej atmosferze nasycimy się swoim towarzystwem, konsumując potrawy pociągowe lub pociągające. Odjazd: najbliższy piątek!

niedziela, 23 czerwca 2019

"Nie ma" Mariusza Szczygła

OkÅ‚adka książki Nie ma Protokół po "Nie ma" Mariusza Szczygła


A ku ku!
Najdłuższy dzień w roku był i gorący, i parny, i burzowy - w tych okolicznościach pogodowych miało miejsce kolejne spotkanie książkowe.

1. Na początku złożono życzenia i wręczono prezent czerwcowej jubilatce Strunie, a potem również czerwcowej Błyskawicy, która przybyła na spotkanie nieco spóźniona, co spowodowane było koniecznością wyjazdu do weterynarza ze schorowanym kotem.

2. Mimo że Struna już w drodze na spotkanie obwieściła, że „Nie ma” jakaś wybitna nie jest, przeczytała ją z zaciekawieniem. Co więcej, książka wieczoru okazała się świetnym pretekstem do poruszenia naprawdę różnorakich tematów, a Stefa poczuła się silnie zmotywowana, żeby ją przeczytać. Cytowano wiele fragmentów (na przykład: „Nauka wyniesiona z domu, że chleba i książek nie wyrzucam”), z przyjemnością podążano za literackimi tropami zostawionymi przez Szczygła, porównywano wrażenia dotyczące poszczególnych historii. Znaleziono nawiązania do Szekspira, Szymborskiej, Miłosza, Tokarczuk, dostrzeżono silną pisarską więź autora z Hanną Krall. Tak naprawdę „Nie ma” przeczytały jedynie Struna i Królowa, ale Stefa i Błyskawica miały do powiedzenia wiele w tematach wywołanych przez lekturę wieczoru. „Nie ma” powstała jako efekt odkrycia dokonanego przez Szczygła, gdy skończył czterdzieści lat, że się starzeje i że kiedyś umrze. Zawarte w książce bardziej lub mniej ciekawe historie o ludziach, rzeczach, zwierzętach, stanach umysłu łączy filozoficzne stwierdzenie, że ich już nie ma. Albo są, jedynie gdy zostaną zapamiętani. Bo żyć po śmierci można tylko w pamięci innych, jeżeli nikt cię nie zapamięta, to tak, jakby cię nigdy nie było. Więc ta książka została chyba po to napisana, żeby pamiętać tych, co odeszli. I żeby pamiętać o Mariuszu Szczygle, gdy umrze.

3. Przy okazji omawiania cierpiących psychicznie bliźniaczek –pisarek Woźnickich ubolewano nad smutnym losem książek bibliotecznych, które, jeśli nie są wypożyczane wystarczająco często, poddane zostają eutanazji, czyli wyjęte z regału i oddane do utylizacji. Wspomniano Czechowa, omawianego na jednym z wcześniejszych spotkań klubikowych, któremu nasze zainteresowanie i wypożyczenie dały być może kilka dodatkowych lat życia w lokalnej bibliotece. Z przerażeniem pomyślano o tych wszystkich książkach z klasyki literatury wycofanych z obiegu bezpowrotnie i zniszczonych. Być może należy podjąć jakąś inicjatywę pozwalającą książkom niechcianym już przez biblioteki znaleźć nowe domy – temat do podjęcia na kolejnym spotkaniu.

4. Nieco dłuższą chwilę poświęcono tematowi wywołanemu przez Szczygła w opisanym przez niego budapesztańskim sklepie z przedmiotami po ludziach zmarłych. Natychmiast przywołano Jacka Dehnela i jego pasję kolekcjonerską związaną z bardzo starymi zdjęciami osób z nim niespokrewnionych. Trochę też ubolewano nad obecnym podejściem do robienia zdjęć i ich powszechnym przechowywaniem w formie wyłącznie elektronicznej.

5. W trosce o zachowanie jako takiej równowagi psychicznej nie omówiono zawartej w „Nie ma” historii zakatowanego na śmierć chłopca i jego oprawców – ten reportaż był zbyt wstrząsający, by móc się z nim zmierzyć i cokolwiek na jego temat powiedzieć.

6. Obecnego przez chwilę na spotkaniu Pana Rexa poproszono o potwierdzenie jednej z wypowiedzi znalezionej w „Nie ma”: „Faceci muszą raz na jakiś czas wejść razem do sauny i podotykać się siusiakami. Polecam”. Pan Rex krótko odparł, że się z tym stwierdzeniem nie zgadza.

7. „Nie ma” wywołało dyskusję o starzeniu się i starości: zaczęto się przechwalać, kto starszy i komu bliżej do 50-tki, porównywano cielesne oznaki upływającego czasu (zmarszczek i siwych włosów już nawet nie wspominano, bo już dawno się do nich przyzwyczajono, za to chwalono się „chomikami” po obu stronach brody, plamami wątrobowymi i oczywiście różnymi chorobami powodującymi konieczność stałego przyjmowania leków) i próbowano odgadnąć motywy kobiet, które decydują się na chirurgiczne odmładzanie się. Ten temat zamknięto apelem o większą akceptację swojego wieku, swojej starzejącej się fizys, a nawet podejmowanie prób cieszenia się z dojrzałości wiekowej będącej naszym udziałem.

8. U progu wakacji polecano sobie książki, filmy i płyty warte uwagi: „Kwiat wiśni i czerwona fasola” (Struna sprawdzi, czy warta jest omówienia na forum klubikowym), „Sprawa Hoffmanowej” (Stefa sprawdzi, czy rzeczywiście tak interesująca jak mówią recenzje), „Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” (Królowa postara się zaopiniować ją w najbliższym czasie), Jazz Band Młynarski-Masecki (polujemy na koncert), Tool (przebieramy nogami, czekając na pierwszą po bodajże 13 latach muzycznego milczenia płytę).

9. Mariusz Szczygieł swoim nazwiskiem wywołał temat kulinarny wieczoru: kuchnia ptasia. Najbardziej kreatywnie podeszła do niego Struna, która przygotowała maleńkie grzaneczki z pastą bakłażanową i nazwała je „Na raz do dzioba”. Przyniosła też czereśnie (uwielbiane przez szpaki) oraz melon miodowy swoim kształtem przypominający jajo jakiegoś wielkiego egzotycznego ptaka. Jajo, będące najpierwotniejszą formą ptasią, było również inspiracją dla Błyskawicy, która przyniosła sernikowate ciasto bez jaj. Ptasie mleczko pojawiło się w dwóch postaciach: jako orzeźwiająco chłodne ciasto zrobione przez Stefę i jako piankowe czekoladki. Kukułki też były w dwóch wersjach: jako klasyczne cukierki (Mały Lord specjalizował się w ich rozpakowywaniu i wpychaniu do buzi każdemu, kto mu się nawinął) i jako ciasto zawierające tryliardy kalorii (podczas spożywania tego ciasta odwołano się do zasady, że przecież ptaszki też jedzą tyle, ile same ważą). Indyk pojawił się w wersji zaskakująco smacznej: zawinięty wokół suszonej śliwki i usmażonej. Były też ciasteczka „Angry birds”.

10. Ptaki przybrały również formę muzyczną: wysłuchano podwójnej płyty Edith Piaf „Songs of Sparrow” (sparrow to po angielsku wróbel, a nie jaskółka jak podano na spotkaniu – niniejszym za wprowadzenie w błąd uprasza się o wybaczenie). Chciano wysłuchać też „Bird of Prey” zespołu The Doors, jednak na posiadanej kompilacji rzeczonej piosenki nie było, więc wysłuchano innych utworów tego zespołu.

11. W następnym miesiącu (spotykamy się 19 lipca) omówimy „Dziewczynę z pociągu”, a delektować się będziemy kuchnią pociągową lub pociągającą.

12. Wychodzące późnym wieczorem z lokalu uczestniczki mogły dostrzec na zachodzie rozjaśnione wciąż niebo.

Choć jeszcze nie umieramy (chyba), kończymy słowami, które Mariusz Szczygieł przygotował sobie jako ostatnie do wygłoszenia przed śmiercią: Dziękuję!
k.





wtorek, 18 czerwca 2019

Przypominajka przed "Nie ma" Mariusza Szczygła


Ćwir, ćwir, ćwir!
Wszystkie wróbelki ćwierkają, że już w najbliższy piątek odbędzie się klubik książkowy, na którym zostanie omówiona książka ich kolegi z karmika –Szczygła. Poldzi chyba nie będzie, Gazeli też, bo się urlopuje, ale wszyscy pozostali uczestnicy prawdopodobnie stawią się w przyjemnie klimatyzowanym lokalu o 17.00 lub coś koło tego. Kuchnia ptasia (ale może być coś więcej niż tylko proso i pszenica czy drobne owady).
Pa!

poniedziałek, 20 maja 2019

"Sto lat samotności" Gabriela Garcíi Márqueza

Okładka książki Sto lat samotności Protokół po "Stu latach samotności"Gabriela Garcíi Márqueza


¡Hola!

W okrojonym nieco składzie (nieobecność spowodowana grypą, pracą lub pieczeniem ciast) w promieniach zachodzącego, niewidzianego przez wiele dni słońca spotkano się, aby omówić najbardziej znane dzieło literackie Gabriela Garcii Marqueza.


1. Okazuje się, że ze „Sto lat samotności” prawie wszyscy mieli do czynienia dawno temu. I ciekawie było zderzyć to, co się z tego pierwszego czytania tej książki w młodości zapamiętało, z refleksjami po bieżącej lekturze. W odniesieniu do przeszłości wrażenia były w stylu: „to była moja ulubiona książka”, „prawie nic z niej nie pamiętam”, „pamiętam tylko, że książka była bardzo zawiła i zagmatwana”, „nie mogłam przez nią przebrnąć” (te opinie zostały wyrażone na poprzednich klubikach również przez nieobecne uczestniczki). A po przeczytaniu książki na potrzeby Spotkania ogólne wrażenia były trochę rozczarowujące, choć po przeanalizowaniu kilkunastu wątków okazało się, że powieść Marqueza jest rzeczywiście zakręcona jak świński ogon, ale wiele w niej interesujących czy zabawnych wątków.


2. Powieść Marqueza jest o osamotnieniu w obłędzie i obsesji, które, choć były udziałem wszystkich członków rodziny Buendia, to jednak dotyczyły każdego z nich indywidualnie. To również historia ludzi znikąd, którzy po stu latach zamieszkiwania odizolowanego od reszty świata Macondo odeszli w ruinę, zapomnienie i niebyt. To opowieść magiczna, fantastycznie realna i realnie fantastyczna z klątwą wiszącą nad tymi, którzy popełniają grzech kazirodztwa: im to urodzi się dziecko ze świńskim ogonem. Struna zadała sobie trud i zrobiła drzewo genealogiczne rodziny Josego Arcadii i Urszuli Buendiów. Przy tej okazji policzyła, że w książce występuje aż 20 mężczyzn o imieniu Aureliano, więc nic dziwnego, że czytelnik w pewnym momencie przestaje się orientować, kto jest kim. Wykazując się niemałym zboczeniem zawodowym, Struna wynotowała również zdanie 19-krotnie złożone! Królowa zaś określiła „Sto lat...” jako Twin Peaks w wersji latino – równie mroczne, poplątane, z granicy snu (a czasem koszmaru) i jawy, pełne dziwnych postaci i zaskakujących wydarzeń. Zupełnie na trzeźwo książkę podsumowano mówiąc, że Marquez na pewno wypił dużo wina w czasie jej pisania.


3. Bardzo interesująco wyglądały na stole talerze i miseczki wypełnione daniami kuchni kolumbijskiej: były wykonane przez Strunę arepas, czyli wypełnione nadzieniem plackowate kieszonki, i była barras de limon, czyli upieczone przez Królową ciasto lemonkowo-cytrynowe. Królowa popełniła też ciasto bananowo-ananasowo-kokosowe –najbardziej wyczuwalne w smaku były banany, co ładnie wiązało się z Kompanią Bananową występującą w książce Marqueza. Banany pojawiły się jeszcze w dwóch innych formach: suszone plasterki (zakupione przez Gazelę) i pianki w czekoladzie (zakupione przez Strunę). Na stole miały pojawić się także bezmięsne burgery, jednak receptura kolumbijska nie sprawdziła się w polskim klimacie, bo konsystencja burgerów okazała się zbyt luźna, w efekcie czego powstała smakowita soczewicowo-ciecierzycowa pasta do chleba. Gazela przyniosła również wino włoskie (kolumbijskiego nie było, ale to włoskie nawiązywało do stroiciela organów Pietra Crespiego) i kolumbijską kawę, której nie wypito, bo to jednak było trochę za późno na kawę. A Mały Lord brał aktywny udział w przygotowywaniu ciast degustowanych podczas biesiady –ilość dodanego przez niego do ciasta bananowego cynamonu była idealna.


4. Muzycznym tłem do spotkania miały być m.in. zakręcone dźwięki Toola czy A Perfect Circle, jednak Mały Lord zaraz na początku zażyczył sobie piosenki o tacie z repertuaru Małego VooVoo, którą, tańcząc z mamą, wysłuchał parokrotnie.


 5. Z tematów pozaksiążkowych poruszono też wątki dotyczące procesu odpieluszkowywania (Mały Lord chyba jeszcze nie zdaje sobie sprawy, co go czeka), objawów szkarlatyny (Gazelątko już prawie jest zdrowe), prawdopodobnego początku dojrzewania u Struniątka, najnowszych książek w biblioteczce Małego Lorda czy obecnie ulubionych bajek Gazelątka („Listonosz Pat”, który w Strunie obudził pytanie: „Czy Pani Coggings jeszcze żyje?”). Struna przedstawiła również listę bestsellerów przypisanych do danego roku począwszy od lat 60-tych dwudziestego wieku. Zainteresowanych stanem zdrowia usikującego bookdoga Grudosławy informujemy, że psiny nerki i pęcherz są zdrowe, jednak wiek i wykonana przed laty sterylizacja zaowocowały brakiem hormonów odpowiedzialnych za trzymanie moczu. Uczestniczki spotkania, myśląc o swojej przyszłości, były żywo zainteresowane nazwą lekarstwa, które przyjmuje Grudosława.


6. Następny klubik książkowy odbędzie się 21 czerwca. Ze względu na uroczysty charakter spotkania (urodziny, urodziny, urodziny!) nie będziemy omawiać planowanego wcześniej „Tatuażysty z Auschwitz”. Porozmawiamy za to o książce Mariusza Szczygła „Nie ma”. Idąc drogą wskazaną przez nazwisko autora, postanowiono, że obowiązywać będzie kuchnia ptasia.


Do zobaczenia w ostatni dzień roku szkolnego i w pierwszy dzień lata.

k.