poniedziałek, 20 marca 2017

"Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan" Dariusz Rosiak


 „Ziarno i krew” Dariusz Rosiak – recenzja  Protokół po "Ziarnie i krwi. Podróży śladami bliskowschodnich chrześcijan" Dariusza Rosiaka



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W Wielkim Poście, w czasie szczególnej zadumy nad istotą chrześcijaństwa uczestnicy Spotkań Pod Pretekstem Książki pochylili się nad książką dziennikarza, reportera, autora audycji „Raport o stanie świata” w radiowej Trójce – Dariusza Rosiaka.

1. „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan” to lektura niezmiernie ciekawa, bardzo dobrze napisana, taka, którą, pomimo wagi tematu, czyta się z dużym zainteresowaniem. To książka, która zmusza do refleksji nad tym, co się wokół nas dzieje, i nad tym, co się dzieje w obszarze wiary w naszym wnętrzu. Refleksji wywołanych książką było sporo. Pojawiły się mroczne wizje Europy zalanej w niedalekiej przyszłości falą islamu. Stwierdzono, że człowiek nie wyciąga żadnych wniosków z historii i od zarania powtarza te same grzechy – wywołuje wojny, morduje, ma za nic życie ludzkie (w książce na stronie 408 znajduje się wytłumaczenia takiego stanu rzeczy). Światem rządzą pieniądze, władza i polityka, a człowiek, dążąc do ich osiągnięcia, jest w stanie popełnić największe zło. Wydaje się, że obecnie Kościół katolicki w Polsce ma niewiele wspólnego z istotą chrześcijaństwa – jest upolityczniony i materialistyczny, a najgorsze w tym wszystkim, że dzieciom na lekcjach religii i w kościele wtłaczane do głów są informacje powierzchowne, nieistotne – dzieci rozliczane są z obecności na nabożeństwach i z bezrozumie wkutych na pamięć formułek, a nie są uczone, jak żyć z Bogiem na co dzień, jak pogłębiać swoją wiarę i na czym polega bycie chrześcijaninem. Dodatkowymi elementami dyskusji były opinie Dariusza Rosiaka, które zostały przytoczone przez Stefę, biorącą w ubiegłym roku udział w spotkaniu z autorem książki. 

2. Sporo rozmawiano o polityce. Pan Rex tłumaczył zgromadzonym pewne mechanizmy działające we współczesnej polityce, zdradził kilka tajemnic poliszynela, zwłaszcza dotyczących finasowania entuzjastycznie odbieranego przez polskie rodziny programu „500+”. Przy okazji w dyskusji pojawiło się kilka teorii spiskowych związanych m.in. z Żydami rządzącymi światem, pociągającymi za sznurki we wszystkich ważnych wydarzeniach na świecie.  

3. Wspaniałym gościem na spotkaniu była Polanna, która na kilka dni wyrwała się z objęć swego ukochanego Spaniarda i, mimo zmęczenia podróżą i przeziębienia, zdała nam relację dotyczącą jej życia w słonecznej Espanii. Przy okazji pojawiła się refleksja, że życie jednak jest pełne zwrotów, zmian i niespodzianek, czego najlepszym przykładem jest Królowa, u której w dość krótkim czasie wszystko się w życiu pozmieniało – na lepsze oczywiście!

4. Tłem muzycznym spotkania były utwory Pakistańczyka Nusrata Fateh Ali Khana, zespołu Tuatara oraz piosenki z kompilacji „No boundries” wydanej na rzecz uchodźców. Muzyka generalnie była dość mroczna i smętna, ale pasowała do tematów poruszanych w książce wieczoru.

5. Za to pod względem kulinarnym było kolorowo, wielosmakowo, różnorodnie i jak zwykle pysznie. Błyskawica upiekła przaśny chlebek chrześcijański. Stefa przyrządziła sałatkę z tureckiego złota sułtanów, czyli fasoli. Sałatka o nazwie piyaz doprawiona została cudowną, odmładzającą przyprawą – sumakiem. Z piyazem ładnie zgrała się pieczona ciecierzyca autorstwa Królowej. Struna przytachała pokaźnych rozmiarów tadżin, w którym znajdowała się wspaniała potrawa szakszuka. Na stole pojawiły się także torcik egipski i tradycyjne daktylowe ciasteczka arabskie zwane mamoul (ma’amoul, maamul), które wyszły spod ręki Królowej. Poldzia za pośrednictwem Błyskawicy przysłała na spotkanie upieczone przez siebie brownie z batatów – uczestnicy byli głęboko wzruszeni faktem, że Poldzia, mimo nieobecności spowodowanej niedomaganiem ciała, znalazła sposób, aby wziąć udział w spotkaniu: duchowo i gastronomicznie. Podano również nadziewane oliwki i chałwę. Było też hiszpańskie wino przywiezione przez Polannę.

6. Kolejne spotkanie odbędzie się już za 3 tygodnie. 7 kwietnia na warsztat idą „Trzej panowie w łódce (nie licząc psa)”, a towarzyszyć im będzie kuchnia rzeczna, czyli to, co pływa w rzece (w menu nie  należy uwzględniać pozycji typu pływający łapami do góry pies). Rolę tytułową z nawiasu będzie odgrywać Grudosława lub Azoriusz (raczej ten drugi z racji wrodzonej spontaniczności, ekspresywności i zaangażowania w odgrywane role).

Niech Book będzie z Wami!

k.



wtorek, 14 marca 2017

Przypominajka przed "Ziarnem i krwią. Podróżą śladami bliskowschodnich chrześcijan" Dariusza Rosiaka


W najbliższy piątek, jak Bóg da, spotykamy się, żeby porozmawiać o wierze, korzeniach chrześcijaństwa, współczesnych wojnach religijnych i pseudoreligijnych i pewnie o Kościele w Polsce, w Europie i na Bliskim Wschodzie. Zapowiada się ciekawa dyskusja!

Do zobaczenia!

niedziela, 19 lutego 2017

"Panie z Cranford" Elizabeth Gaskell

Panie z Cranford Protokół po "Paniach z Cranford" Elizabeth Gaskell

Ach, cóż to był za wieczór!

Uczestnicy spotkania jubileuszowego, z głowami ozdobionymi zabawnymi dekoracjami (nawiązując tym samym do noszonych przez panie z Cranford czepeczków), w nastrojach uroczystych, lecz jak zwykle radosnych, zasiedli przy zastawionym obficie stole, by rozmawiać, wspominać, cieszyć się swoim towarzystwem i wspierać na duchu.
1. To już pięć lat! 60 spotkań. 60 książkowych pretekstów. Tysiące przeczytanych stron. Cztery lokalizacje. Kilkanaście stałych, mniej stałych oraz występujących w roli gościa uczestników. Polanna z pledem na nogach, Pejo z Warki, obecnie chińska Beata z Wielkopolski, Maka, Karolina z Mazowsza, Ania z Krakowa, Pachnąca, Natalia – założycielka filii Spotkań, Spaniard Xavi, Dominująca Ola, parapetowi goście. Niniejszy blog mający kilkadziesiąt tysięcy wejść (!!!) i swoich czytelników na całym świecie (jak pokazują statystyki). Niepowtarzalna atmosfera, która uczestników spotkania zawsze odrywa od codzienności i wprowadza w świat radości, życzliwości, pysznego jadła i sztuki (z naciskiem na literaturę). Ech, w ubiegły czwartek w niejednym oku zakręciła się łezka na wspomnienie niektórych wcześniejszych spotkań.
2. „Panie z Cranford” w roli książki tego wyjątkowego wieczoru spisały się całkiem nieźle. Mimo początkowej ciszy w jej temacie (Poldzia podsumowała to słowami „Jaka książka, taka dyskusja”), okazało się, że jest w niej sporo ciekawych postaci i liczne śmieszne fragmenty. Całość napisana z pozorną powagą odpowiednią opisywanym czasom i kręgom kulturowym, jednak dało się zauważyć, że Elizabeth Gaskell puszcza oko do czytelnika, opisując społeczność składającą się głównie ze starych panien i wdów, społeczność, w której o wszystkim decydują utarte zwyczaje, przyjęte zasady i konwenanse, w której nie toleruje się inności i odstępstwa od normy. Błyskawica stwierdziła, że podczas lektury czuła się, jakby czytała książkę o swoich sąsiadach. Strunę urzekł motyw prowadzenia sklepu z herbatami przez jedną z sióstr Jenkyns. Królowej szczególnie przypadła do gustu historyjka o koronkowym kołnierzyku wybielanym w mleku, które zostało wychłeptane (wraz z kołnierzykiem) przez kota, jednak, ku wielkiej radości właścicielki kołnierzyka, zwrócone przez tegoż kota. Śmiano się z obrazu chorej krowy Betsy Barker odzianej w kaftan. Rzecz jasna Poldzia była w opozycji do większości pozytywnych opinii na temat książki – „Panie…” nie zajęły wprawdzie pierwszego miejsca w jej rankingu najnudniejszych książek omawianych na naszym klubiku (tam od dłuższego czasu znajduje się „Żar”), jednak są w czołówce. Przy okazji zauważono, że na poprzednich spotkaniach Koralina również zwykle była w kontrze do wrażeń większości uczestników, jednak jej kontra była inna niż kontra Poldzi.

3. Gazela przyniosła przepyszny torcik bezowy z owocami, który pełnił podwójną funkcję: na 5-lecie Spotkań i na urodziny Królowej. Wzruszona jubilatka otrzymała od uczestniczek serdeczne życzenia, kwiaty oraz uroczy prezent: dzbanek (wyprodukowany przez firmę sugerującą swą nazwą duże problemy z czytaniem) oraz herbaty „Imbirową” i „Przy kominku” – tę drugą od razu zaparzono i spożyto w blasku kominka (Pan Rex przez cały wieczór dyskretnie podniecał w nim ogień). Wzniesiono toast szampanem Piccolo, który Królowej, od pewnego czasu nie pijącej alkoholu, smakował jak najwyborniejszy trunek. Wszyscy obecni uczestnicy spotkania otrzymali okolicznościowe, spersonalizowane zakładki do książek. Z nostalgią dwukrotnie wysłuchano hymnu Spotkań (pieśń „Sex on Fire”) oraz innych utworów zespołu Kings of Leon. Ustalono także szczegóły wyjazdu na kameralny koncert muzyki wielkiej na scenie małej, na który dwa dni później pięć uczestniczek wybrało się w ramach obchodów rocznicowych.

4. Panie z Cranford zapewne określiłyby jako wulgarną panującą na stole obfitość i różnorodność. Kuchnia urodzinowa składała się z elementów oczywistych (paluszki, orzeszki, chipsy) oraz nadzwyczaj wymyślnych i wykwintnych. Poldzia przyniosła różyczki z szynką. Stefa podała rollsy z tortilli. Błyskawica zrobiła koreczki z klopsików z kokardką. Zestaw przegryzek (szynka z kuskusem i trzy rodzaje tapadena) przygotowany przez Królową nie cieszył się wielkim powodzeniem – uczestnicy zdecydowanie bardziej woleli upieczone przez nią rurki z kremem i babeczki z domowej roboty frużeliną wiśniową. Struna oczarowała wszystkich indykiem à la Wellington. Jednakże nawet to wybitne danie nie skusiło dawno nie widzianej Koraliny, przez cały wieczór sączącej li i jedynie herbatkę z cytryną. Przy okazji pochylono się nad kulinarną ewolucją Struny, którą przeszła w ciągu ostatnich pięciu lat - od umiejętności nalewania sobie herbaty do przygotowywania potraw z kuchni Jamiego Olivera.
5. Jak można się było spodziewać, poczyniono pierwsze zmiany w ustalonej miesiąc temu liście książek na ten rok. Jednakże w kwestii lektury na marzec nie dokonano żadnych innowacji – w marcu rozmawiać  będziemy o książce Dariusza Rosiaka „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”. Spotkanie odbędzie się w piątek 17 marca, obowiązywać będzie kuchnia bliskowschodnia.   

Życząc uczestnikom Spotkań Pod Pretekstem Książki następnych równie owocnych comiesięcznych spotkań w ciągu kolejnych co najmniej pięciu lat, przesyłamy pozdrowienia wszystkim fanom, kibicom i wielbicielom organizowanych przez nas spotkań książkowych.

Tworzymy coś niepowtarzalnego, coś wyjątkowego.

Wasza k.




wtorek, 14 lutego 2017

Przypominajka przed "Paniami z Cranford" Elizabeth Gaskell


Hello!

W najbliższy CZWARTEK uczestnicy Spotkań Pod Pretekstem Książki będą:

-świętować piątą rocznicę powstania tej wyjątkowej czytającej kongregacji

-świętować okrągłe urodziny jednej z uczestniczek

-dyskutować na temat „Pań z Cranford”

-jeść, pić, śmiać się, ale jeśli temat rozmów będzie wymagał powagi – będą poważni.

Do zo!

sobota, 21 stycznia 2017

"Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë


ebooki: Wichrowe wzgórza – ebook Protokół po "Wichrowych Wzgórzach" Emily Brontë

Hello everyone!

W blasku i cieple kominka, przy huraganowych dźwiękach wydawanych przez zakatarzonego Pana Rexa, wciąż przy choince i innych świątecznych dekoracjach uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki zasiadły wokół nowego stołu (a właściwie ławy), aby w swoim towarzystwie zainaugurować kolejny rok książkowych biesiad.

1. W czasie całego wieczoru bardzo dużo rozmawiano o książkach: ostatnio przeczytanych, polecanych, nowościach, kołaczących się gdzieś w otchłani pamięci. Stworzono listę prawie trzydziestu tytułów, którym, według poszczególnych uczestniczek, warto poświęcić jedno z nadchodzących spotkań. W efekcie tych dyskusji powstała lista 11 książek wraz z przyporządkowanym im miesiącem, pretendujących do miana pretekstu Spotkania w 2017 roku. Rzeczona lista poniżej.

2. Tymczasem powodem do spotkania styczniowego były „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. W trakcie rozmów odnoszono się również do ekranizacji książki, gdyż pewne uczestniczki miały czas tylko na to, żeby z tą wersją „Wichrowych…” się zapoznać. Zanim skonkludowano, że tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego „Wichrowe…” cieszą się w świecie aż taką popularnością i dlaczego na dźwięk imienia „Heathcliff” niektóre kobiety siusiają w majtki, rozmawiano głównie o warstwie emocjonalnej i charakterologicznej bohaterów książki. Rozebrano na czynniki pierwsze psychikę skrzywdzonego w dzieciństwie, zawsze czującego się gorszym, a jednak bezwzględnego, okrutnego „znajdy” Heathcliffa. Przy okazji Struna wygłosiła refleksję, że i współcześnie niektóre kobiety w atawistycznym odruchu jak ćmy w ogień idą za mężczyznami brutalnymi, agresywnymi, którzy jednak mają w sobie tę dzikość i nasyconą hormonami prymitywną samczość. Nie zostawiono suchej nitki na rozpuszczonej i mocno zaburzonej psychicznie ukochanej Heathcliffa, Katarzynie. W „Wichrowych…” postaci są bardzo wyraziste, niezmiernie angażujące czytelnika emocjonalnie. Morał wypływający z lektury jest taki, żeby nie iść za przykładem Heathcliffa, zniszczonego przez nienawiść, którą w sobie pielęgnował i którą pałał do wszystkich wokół siebie.

3. Głębokie rozmowy o literaturze, filmie, różnych ważnych wydarzeniach kulturalnych i mniej głębokie o łóżeczkach niemowlęcych, termometrach rtęciowych, najnowszych osiągnięciach w rozwoju progenitury uczestniczek były przerywane dźwiękami wydawanymi przez znajdującego się w innym pomieszczeniu, konającego z powodu kataru Pana Rexa. Hałasy produkowane przez jego nos przywodziły na myśl trąby jerychońskie, a w uczestniczkach wzbudzały tak wielki niepokój, że już-już miała zostać wydelegowana grupa, która odwiezie Pana Rexa na SOR, by ratować jego wiszące na włosku życie. Wszystkie uczestniczki były pełne zrozumienia i współczucia dla Pana Rexa, gdyż emocje te wypracowały w sobie w trakcie obcowania z mężczyznami w czasie dłuższego lub krótszego stażu małżeńskiego.

4. Przed spotkaniem w sklepach monopolowych i na stoiskach z alkoholem znaleziono selekcję win w kolorze przypominającym wrzos. Jednakże osoby raczące się tym specyfikiem stwierdziły po trzecim kieliszku, że różowe wino zdecydowanie źle działa na pamięć. Przykładem niech będzie choćby Struna, która zapomniała, że u siebie ma na półce książkę na luty tj. „Panie z Cranford”, i ochoczo pożyczyła egzemplarz od Królowej. Zamroczona winem zapominała również, gdzie znajduje się jej zimowe nakrycie głowy, w którym wyszła z domu, jednakże bez niego wróciła.

5. Nieśmiałe pochwały (żeby nie zapeszyć) otrzymał bookdog Azoriusz, który przez cały wieczór bardzo grzecznie się zachowywał, gryząc z zapałem sztuczną kość. Wysnuto przy okazji teorię, że wzorowy spokój Azoriusza w czasie trwania spotkania mógł być związany z nieobecnością Poldzi. O Poldzi rozmawiano również w kontekście jej skłonności do łapania w ostatnim czasie przeziębień i innych chorób -  temat ten wywołał niepokój w sercach uczestniczek. Oddano się wspomnieniom związanym z innymi uczestniczkami Spotkań i z rozrzewnieniem, nostalgią i tęsknotą mówiono o Koralinie, która ze swoimi celnymi, oryginalnymi opiniami na temat omawianych książek była mocnym filarem klubiku książkowego.

6. Po raz kolejny, i zapewne nie ostatni, jednym z tematów spotkania były dzieci. Wymieniano się doświadczeniami macierzyńskimi, przytaczano anegdotki i ważne momenty z życia latorośli, radzono się w sprawie akcesoriów niemowlęcych, opowiadano o przeżyciach związanych z byciem matką i godzeniem tej roli z pracą zawodową. Może trochę na marginesie, ale rozmawiano też o dokarmianiu ptaków zimą, wyliczano gatunki odwiedzające nasze karmiki, polecano sobie najbardziej smakujące ptakom jadło (słonecznik, słonina). Struna wprosiła się do Królowej na obserwacje ornitologiczne podczas ferii.

7. Tytuł książki wieczoru był pretekstem do przygotowania potraw wichrowych, wietrznych lub takich, po których ma się wiatry. Uczestniczki spotkania jak zwykle wspięły się na szczyty kreatywności kulinarnej i jak zwykle po zjedzeniu przygotowanych przez siebie potraw były obżarte jak mopsy. Na stole znalazły się śliwki suszone i śliwki w czekoladzie. Były gruszki, jabłka i inne owoce w postaci zasuszonej. Uznanie w oczach biesiadniczek znalazła pasta z fasoli białej (znana też jako hummus z fasoli) na krakersach. Ciekawie smakowała fasola duży jaś podana z masełkiem i bułką tartą. Błyskawica zaskoczyła wszystkich pysznym ciastem z fasoli czerwonej, bez grama mąki czy cukru (Prosimy o przepis!). Struna ugotowała znakomity bigos. Królowa upiekła smaczną pizzę, dla degustacji której nawet Pan Rex wstał ze swojego łoża boleści (pizza nawiązywała do kuchni wietrznej poprzez swoje „nadmuchane” drożdżowe ciasto oraz niektóre „wiatropędne” składniki, w tym cebulę). Stefa natomiast zaserwowała wykwintne faszerowane jajka o wrzosowej barwie, którą uzyskała poprzez wielogodzinne moczenie ugotowanych na twardo jaj w kiszonym barszczu czerwonym.

8. Po długich dyskusjach i wielokrotnym sprawdzaniu kalendarzy ustalono, że kolejne spotkanie odbędzie się 16 lutego – uwaga, to czwartek! Pretekst książkowy będzie się nieco odnosił geograficznie i czasowo do „Wichrowych Wzgórz”, jednak będzie dużo bardziej zabawny, a przez to nawiązujący do radosnego charakteru następnego, wyjątkowego spotkania. W lutym bowiem będziemy celebrować piątą rocznicę powstania naszego klubiku książkowego! Będzie co świętować! Przy okazji Królowa będzie obchodzić kolejne urodziny, o czym raczej wolałaby zapomnieć, a przynajmniej spuścić zasłonę milczenia. Gazela – po dwakroć uwaga! – dobrowolnie zadeklarowała przyniesienie okolicznościowego tortu, który, wbrew wszelkim przypuszczeniom, podobno NIE zostanie przez nią własnoręcznie zamówiony w cukierni. Pozostałych chętnych na wniesienie swojego kulinarnego wkładu informujemy, że obowiązywać będzie kuchnia urodzinowa.

9. A teraz wstępnie ustalone lektury pretendujące do miana pretekstu spotkania w 2017 roku:

-luty – Elizabeth Gaskell „Panie z Cranford”

-marzec – Dariusz Rosiak „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”

-kwiecień – George Orwell „Brak tchu”

-maj – Jerome K. Jerome „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” oraz/lub Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia” (dlaczego na maj zaplanowano dwie lektury?)

-czerwiec – Hannah Kent „Skazana”

-lipiec – Oriana Fallaci „Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie”

-sierpień – biografia Jerzego Kukuczki lub Wandy Rutkiewicz (Struna dokona przeglądu literatury górskiej na półce swojego taty i coś nam tu poleci)

-wrzesień – Edith Wharton „Wiek niewinności”

-październik – Zbigniew Nienacki „Wielki las”

-listopad – William Faulkner „Wściekłość i wrzask”

-grudzień – Natalia Fiedorczuk „Jak pokochać centra handlowe”     

10. W ramach zadania domowego uczestniczki spotkania pod pretekstem „Wichrowych Wzgórz” oraz wszyscy czytający ten protokół proszeni są o wysłuchanie w skupieniu utworu Kate Bush „Wuthering Heights” (dostępny na przykład na kanale YouTube), zainspirowanego rzeczoną lekturą. Pieśń ta miała była zabrzmieć w czasie spotkania, jednak za przyczyną roztargnienia operatorki sprzętu grającego, stało się inaczej.

Do następnego spotkania!

Good bye!

k.



wtorek, 17 stycznia 2017

Przypominajka przed "Wichrowymi Wzgórzami" Emily Brontë


Uwaga, uwaga!

Na najbliższy piątek meteorolodzy zapowiadają silne wiatry. Wichury wręcz! A ponieważ wzgórza mamy za oknem, będą więc wymarzone warunki, aby porozmawiać o książce jednej z sióstr Brontë. Może też uda nam się odpowiedzieć na pytanie, czy „Wichrowe Wzgórza” aby na pewno napisała Emily, bo są niejakie wątpliwości w tym temacie.

See you on Friday on Wuthering Heights in Poland!

niedziela, 11 grudnia 2016

"Dziewczęta z Nowolipek" Pola Gojawiczyńska

Dziewczęta z Nowolipek Protokół po "Dziewczętach z Nowolipek" Poli Gojawiczyńskiej


Dzień dobry lub dobry wieczór (w zależności od pory czytania niniejszego protokołu)!
Wydawać się mogło, że spotkanie poświęcone „Dziewczętom z Nowolipek” będzie smutne, nostalgiczne, pełne przygnębienia. Jednak tak się nie stało! A to za sprawą jak zwykle znamienitego grona, które 9 grudnia zebrało się, aby pogadać, pośmiać się i dobrze podjeść.
1. Po rocznej przerwie wróciła na łono klubikowe Gazela, a jej opowieści dotyczące ciąży, porodu, połogu oraz pierwszych miesięcy z życia Gazelątka zdominowały spotkanie. Pozostałe uczestniczki-matki  ochoczo dokładały do wypowiedzi Gazeli swoje własne doświadczenia i uwagi, a uczestniczki bezdzietne, nierzadko z przerażeniem w oczach, przysłuchiwały się i skrzętnie zapisywały w swoich głowach co cenniejsze porady. Gazelątko rośnie zdrowo i poczyniło już pierwsze kroki na drodze do samodzielności (przespało już kilka nocy w pokoju innymi, niż ten, w którym spała jego karmicielka).
2. Spostrzeżenia dotyczące „Dziewcząt…” były na ogół pochlebne – nie mogło być inaczej, to przecież kawałek dobrej literatury. Lektura, mimo stosunkowo niewielkiej objętości, wymagała skupienia. Część czytających wcześniej widziała również ekranizację powieści. „Dziewczęta…” to historia sióstr i koleżanek z jednej z kamienic na warszawskiej ulicy Nowolipki. Każda z nich (dziewczyna, nie kamienica), zmuszona dorastać w biedzie, bardzo wcześnie była stawiana w „dorosłych” sytuacjach i musiała sobie radzić z „dorosłymi” problemami. Rodzice tych młodziutkich dziewcząt wychowywali je w obłudzie – z jednej strony wpychali je w ręce mężczyzn, bo to przynosiło wymierne korzyści materialne dla całej rodziny, a z drugiej strony później pomstowali i karali swoje córki za coraz bliższe kontakty rodzące się z tych znajomości. Struna nawiązała do „Moralności pani Dulskiej”, w której tytułowa bohaterka (podobnie jak jedna z matek przedstawionych w „Dziewczętach…”) zamiatała problemy pod dywan, bo najważniejsze było, żeby skandale rodzinne nie doszły do uszu sąsiadów. Poldzia określiła bohaterki książki jako bardzo rozwiązłe mimo swego młodego wieku. Królowa stwierdziła, że winę za to ponoszą rodzice, zwłaszcza matki, tych dziewcząt, którzy swoich córek nie wychowywali, a jedynym celem rodzicielskim, który pochłaniał całe ich pokłady energii, było wykarmienie swojego potomstwa.
3. Lekturze towarzyszyła kuchnia lipna i nowolipna. Uczestniczki spotkania po raz kolejny wykazały się niebywałą kreatywnością w kulinarnym podejściu do tematu. Na stole pojawiły się pierniczki „brukowce” –nawiązanie do bruku warszawskich ulic i upadku moralnego niektórych bohaterek książki. Były owoce suszone, obecne zapewne na stołach niezamożnych rodzin sto lat temu – u nas w wersji wypaśnej, czyli morele, śliwki, a także kasztany w glazurze. Były również owoce świeże – Struna przyniosła gruszki, stanowiące marzenie Frani z Nowolipek. Nie mogło zabraknąć landrynek, nimi bowiem częstowała swoje koleżanki córka sklepikarzy, jedyna spośród nich racjonalnie i praktycznie myśląca - Kwiryna. Były pieczone ziemniaki w mundurkach –danie lipne, czyli słabe, biedne, ale podane z takimi dodatkami jak jaja z majonezem, tuńczyk czy twarożek nabrały wspaniałego smaku i charakteru. Kuchnia lipna skojarzyła się uczestniczkom spotkania także z łatwo dostępnymi i pewnie w miarę tanimi wiek temu śledziami – pojawiły się w aż dwóch odsłonach. Stefa przygotowała czerwone śledzie zielone, które znalazły uznanie w ustach wszystkich zebranych. Na portalu społecznościowym czekamy na obiecaną przez Stefę recepturę! Natomiast Królowa przyrządziła śledzie w zalewie śmietanowej, zwykle podawane w jej domu rodzinnym jako danie postne w Środę Popielcową czy w Wielki Piątek. Była również podstawa każdej, nawet najlipniejszej kuchni, czyli chleb – u nas w wersji delux, czyli upieczony przez Błyskawicę. Obok chleba były również przyniesione przez Strunę obwarzanki (w „Dziewczętach…” występujące jako żydowskie bajgełe), jedzone z powidłami śliwkowymi. W nawiązaniu do książki (protokolantka nie zanotowała jednak, do którego jej fragmentu) zaserwowano też serdelki. Poldzia przyniosła orzeszki arachidowe, a zapytana o związek z lekturą, wymyśliła na poczekaniu dość lipną historię o tym, jak to orzeszki rosną na drzewie, drzewo to lipa, kiedy się spojrzy w górę na lipę, to się widzi niebo i prześwitujące przez liście promienie słońca, a stąd już tylko krok do promieni nadziei, która przyświecała dziewczętom z Nowolipek. Jedzono też czekoladowe trufle przywiezione przez Królową z lipnego wyjazdu zagranicznego. Zaparzono napar z kwiatu lipy oraz herbatę z owoców granatu zatytułowaną „Love”, co łączyło się z różnorodnie przeżywaną przez książkowe dziewczęta miłością.

4. Rozmowom towarzyszyły utwory Kapeli ze wsi Warszawa. A rozmowy te dotyczyły między innymi głosów, które Poldzia słyszy w swoim lewym uchu. Debatowano też o tradycyjnym świątecznym wyjeździe na kawę i ciacho do pobliskiego miasteczka artystycznego. Gazela podzieliła się swoim zamiarem podjęcia aktywności fizycznej w formie zajęć z poledance, czyli z tańca na rurze – z niecierpliwością czekamy na jej pierwszą relację. Rozmawiano jak zwykle o bieganiu, o pracy, o zabieganiu w życiu po pracy. Gazela i inne matki mówiły o akcesoriach noworodkowych i niemowlęcych, więc w powietrzu gęsto było od laktatorów, kapturków, kołysek, poduszek-rożków, wanienek ze stojaczkami i bez, bucików, książeczek dla dzieci i książek o dzieciach czy piłek pomocnych w czasie porodu.
5. Ważnym elementem spotkania były czytające psy: Grudosława, nad którą się litowano, którą pieszczono i dokarmiano serdelkami, oraz Azoriusz, który przeszedł sam siebie i był w dziesięciu miejscach jednocześnie (łącznie z ramionami Poldzi i Gazeli). Azoriusz w swoich harcach przegiął jednak pałę i za karę został zamknięty na chwilę w pralni (do obrońców praw zwierząt: pralnia jest miejscem czystym, wyłożonym płytkami, z ogrzewaniem podłogowym, a Azoriusz został umieszczony w niej razem ze swoim miękkim legowiskiem). Żałosny, tęskny skowyt, wydobywający się z jego gardzieli, zmiękczył serca wszystkich zebranych, więc Azoriusz po kilkunastu minutach wrócił do klubikowego towarzystwa. Pobyt w pralni prawdopodobnie straumatyzował go nieco, gdyż dnia następnego był niesłychanie grzeczny i cichy. W kontekście Azoriusza zastanawiała postawa Poldzi, która wyparła się wszelkich poufałości i komitywy z tym psem sprzed miesiąca.
6. Styczniowe spotkanie zaplanowane zostało na 20 stycznia, a książkowym pretekstem będą „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. Kuchnia wichrowa, czyli taka, po której się ma wiatry: groch, gruszki, śliwki, kapusta. Albo kuchnia nawiązująca do książkowych wrzosowisk, czyli fioletowa np. fioletowa fasola, fioletowa kapusta czerwona, śliwki – wychodzi na jedno: i tak będzie „wietrzna” kuchnia.

7. Uczestników styczniowego spotkania uprasza się o przyniesienie propozycji lektur na 2017 rok, ze szczególnym uwzględnieniem książki, którą będziemy omawiać w czasie wyjątkowego, rocznicowego spotkania w lutym.
Życzymy pięknych, rodzinnych Świąt, wielu wspaniałych książkowych prezentów pod choinką oraz zdrowia dla uczestniczek i uczestników Spotkań, ich współmałżonków oraz dzieci, a także dla wszystkich z kilkudziesięciotysięcznego grona Czytelniczek i Czytelników naszego bloga.
Wszelkiej pomyślności!
k.