niedziela, 14 stycznia 2018

"Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

Okruchy dnia - Ishiguro Kazuo Protokół po "Okruchach dnia" Kazuo Ishiguro

Good day, ladies and gentlemen!
Jak będą mogli Państwo zauważyć z treści niniejszego protokołu, „Okruchy dnia” ubiegłorocznego noblisty Kazuo Ishiguro dostarczyły wielu tematów do dyskusji osobom zebranym na kolejnym Spotkaniu Pod Pretekstem Książki.

1. Choć Błyskawica i Poldzia zastrzegły, że nie przepadają za literaturą angielską, to jednak zgodziły się z pozostałymi uczestniczkami, że lektura wieczoru była zajmująca i przyjemna w czytaniu. Gazeli zdanie w tej kwestii jest jeszcze nieznane, gdyż rzeczona Gazela w ubiegły piątek była moczyła swe „dolne plecy” (jakby eufemistycznie powiedzieli Anglicy) w termach, jednak pokładamy nadzieję, że pożyczony od Struny egzemplarz książki przeczyta.

2. „Okruchy dnia” zaostrzyły apetyty Struny i Stefy na inne dzieła Ishiguro. Struna przejawiała nawet lekki zachwyt doskonałą umiejętnością pisarza wniknięcia w świat staroangielskiej arystokracji i jego dbałością o zgodność wielu elementów powieści z brytyjską historią. Ci z Państwa, którzy znają „Okruchy…” w wersji książkowej lub filmowej, zapewne pamiętają, że to opowieść o Stevensie - mężczyźnie, który bardziej był kamerdynerem niż człowiekiem i którego wyborem było służenie wyborom innych. Było nam żal Stevensa – bo, choć perfekcyjny i w pełni oddany swojej pracy, jednak nie potrafił ulec emocjom (ba, prawdopodobnie nie potrafił nawet przyznać się sam przed sobą, że w nim jakieś emocje istnieją!). Rozmowa o Stevensie, u którego brakowało emocji, stała w kontrze do dyskusji o kłótniach uczestniczek ze swoimi wybrankami serca, w których to kłótniach aż iskrzy od okazywanych i podlewanych łzami emocji.

3. Współczułyśmy Stevensowi, że nie potrafił żartować. Podziwiałyśmy jego oddanie swemu chlebodawcy – jego lordowskiej mości Darlingtonowi.  Zadziwiała nas jego niewzruszona, bez względu na okoliczności, postawa zawodowa. Umiejętność całkowitego wyparcia z siebie prywatności na rzecz zachowania zawodowego profesjonalizmu zaskakuje nas być może dlatego, że „ludzie z kontynentu nie potrafią być kamerdynerami, ponieważ są jako rasa niezdolni do takiego okiełznania uczuć, jakie wyćwiczył w sobie naród angielski”. Dla Stevensa godność kamerdynera była sprawą najwyższej wagi, a jej zachowanie polegało na tym, „by nie obnażać się publicznie” (zachcą Państwo przyjąć do wiadomości, że nie chodzi tu o obnażanie się w sensie fizycznym, a emocjonalnym).

4. Jak Państwo przeczytali w pierwszym akapicie, książka stała się zaczątkiem rozmów na wiele interesujących, choć często nieliterackich, tematów. Dywagowano między innymi o starzeniu się: o zmianach charakterologicznych, o zmianach w długo trwających małżeństwach (po latach okazuje się, że małżonek/małżonka są już zupełnie innymi osobami niż te, które poślubiliśmy), o tym, że na starość mężczyźni dziadzieją. Przy okazji obgadywania współmałżonków i partnerów Stefa zarekomendowała „Żelaznego Jana”, którego określiła jako książkę o dorastaniu facetów.

5. Temat starzenia ściśle wiązał się z tematem chorób. Do słabującej na zdrowiu Struny dołączyła Poldzia (która bardzo aktywnie pod względem czytelniczym przechodzi proces rekonwalescencji) oraz Stefa (która, na szczęście, otrzymała pomyślne wyniki badań). Siwe dłonie Błyskawicy mocno niepokoiły zebranych, jednak stan ten był jedynie wynikiem zakupu przez Błyskawicę nowych spodni, na których trzymała ona dłonie. Rozmawiano też o chorobach psów (łączymy się w smutku z Błyskawicą, która niedługo będzie musiała pożegnać na zawsze psiego domownika), a stąd był tylko kroczek do tematu psich ucieczek (tu niekwestionowanym liderem jest Azoriusz). Pozostając w kręgu zoologicznym, poruszono temat panicznego strachu przed pająkami, który dotyczy głównie Poldziowej córki i Stefy. Stefa wielokrotnie rekomendowała niezawodny na wszelkiego rodzaju robactw Muchozol.

6. Bardzo aktywnym uczestnikiem spotkania był Mały Lord, który nie dość, że pokazał zebranym swe niebywałe umiejętności w czołganiu się z poślizgiem, w nieśmiałym raczkowaniu, zwinnym wstawaniu przy wszelkich stolikach, szafkach i krzesłach czy wreszcie w rozbieraniu choinki na czas, to jeszcze czarował wszystkich swoimi nowymi górnymi siekaczami, chwalił się zabawkami otrzymanymi na Gwiazdkę i zaprezentował swojego czerwonego, błyszczącego Mercedesa w wersji kabriolet z napędem na dwie nogi (na razie auto działa „na pych” rodziciela, gdyż nóżki Małego Lorda siedzącego na aucie jeszcze nie dosięgają podłogi). Wśród poruszanych tematów wychowawczych znalazł się i ten, czy i kiedy należy wymagać od dzieci, aby zaangażowały się w przygotowywanie prezentów gwiazdkowych dla rodziców oraz jak nauczyć progeniturę, by pamiętała o ważnych rodzinnych rocznicach.

7. Małemu Lordowi udało się coś, czego do tej pory nie dokonała ani Poldzia, ani żadna inna uczestniczka spotkania. Otóż zaproponował on zebranym książkę, która rozśmieszyła wszystkich i która bez zastrzeżeń podobała się każdemu uczestnikowi spotkania. W ekspresowym tempie uczestnicy, śmiejąc się, przeczytali „Nie!” Marty Altes (w tłumaczeniu Jacka Dehnela) i podsumowali ją jako biografia Azoriusza.

8. Wspominano też bardzo udany świąteczny, tradycyjny wyjazd uczestników do ulubionego klimatycznego miasteczka. W spotkaniu wzięła udział między innymi zhiszpaniała już Polanna wraz z małżonkiem Xavim, a także przybyła z Antypodów nastoletnia bratanica Błyskawicy. Ten gość z daleka, oczarowany miasteczkiem i atmosferą spotkania, za pośrednictwem Błyskawicy podarował uczestnikom śliczne długopisy, za które serdecznie dziękujemy.

9. Tematem kulinarnym były okruchy, okruszki i kruchość. Było zatem ciasto jeżowiec Poldzi, kruche ciasteczka (ze sklepu), ciasteczka przygotowane przez Błyskawicę zgodnie z recepturą jej brata, eklerki (ze sklepu; związek z kruchością znikomy, a i okruszków w czasie konsumpcji nie było), wytrawne kruche babeczki z przygotowanym przez Stefę wkładem: pieczarkowym, tuńczykowym i jajecznym. Na ciepło Królowa podała warzywa pod kruszonką serową i tradycyjne angielskie owoce pod kruszonką. W nawiązaniu do kamerdynera Stevensa Poldzia przyniosła porto, jednak butelka przez cały wieczór pozostała nieotwarta, czekając na bardziej sprzyjające piciu okoliczności.

 10. Postanowiono nie ustalać kolejności lektur na 2018 rok, a uzgadniać je z miesiąca na miesiąc, wybierając spośród tytułów na zbiorczej liście propozycji, do której Poldzia dorzuciła dwa tytuły („Purezento” Joanny Bator i „Głosy Pamano” Jaume Cabre), a Struna jeden („Kaprysik. Damskie historie” Mariusza Szczygła). Na spotkaniu lutowym, w czasie którego będziemy jednocześnie obchodzić szóstą (!!!) rocznicę naszego klubiku książkowego, pochylimy się nad „Fridą” Barbary Mujicy. Obowiązywać będzie kuchnia meksykańska. Zbieramy się 16 lutego.

"Jak najlepiej, sir, dziękuję!"

k. 



wtorek, 9 stycznia 2018

Przypominajka przed "Okruchami dnia" Kazuo Ishiguro

Jak Państwo zapewne pamiętają, w najbliższy piątek mieć miejsce będzie kolejne spotkanie oczytanych dam i dżentelmenów najwyższej klasy. Dyskutować będzie się o godności, chlebodawcach, niewzruszonych postawach zawodowych, okiełzanych uczuciach i żartowaniu jako kluczu do ludzkiej serdeczności.
Na stole nie będzie srebrnej zastawy, ale jeśli ktoś będzie miał życzenie, to dostanie filiżankę kakao.
Spotykamy się wieczorem, czyli o najlepszej porze dnia.
Doskonale więc!


niedziela, 10 grudnia 2017

Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk

Jak pokochać centra handlowe Protokół po "Jak pokochać centra handlowe" Natalii Fiedorczuk

Siema!
„Jak pokochać centra handlowe”, która zdobyła Paszport Polityki 2016, była bohaterką grudniowego Spotkania Pod Pretekstem Książki.

1. Od razu pojawiło się pytanie: za co ten Paszport został przyznany Natalii Fiedorczuk, bo książka jest w porządku, można o niej trochę porozmawiać, skłania do refleksji nad własnym stanem psychicznym i macierzyństwem, ale żeby od razu wychwalać ją pod niebiosa i nagradzać… Struna przyniosła dwie płyty  (z dedykacją) Fiedorczuk, której ciepły głos towarzyszył  rozmowom. Struna radziła, żeby Fiedorczuk została przy śpiewaniu, bo wychodzi jej to dużo lepiej niż pisanie.

2. Precelka miała przyjechać na spotkanie, ale po przeczytaniu książki wirtualnie stwierdziła, że to „lektura lekka, łatwa i nieprzyjemna” i że „błogosławione są kobiety bezdzietne”. Potem dodała, że książka jest nudna jak flaki z olejem, choć znalazł się w niej jeden fragment, który mocno przemówił do Precelki: „Jak to się wszystko pięknie układa, kiedy dba się o zdrowie psychiczne”.

3. Osoby zebrane na spotkaniu zgodnie uznały, że „Jak pokochać…” powstała prawdopodobnie jako forma autoterapii autorki. Obecne matki zrobiły rachunek sumienia, czy emocje, których doświadczały po urodzeniu dziecka, były zwykłą burzą hormonów, spadkiem nastroju, baby blues, czy już depresją  poporodową – odpowiedzi były różne, jednak każda e wczesnym macierzyństwie przez dłuższy lub krótszy okres przeżywała coś, co nie było ani radosne, ani piękne.

4. Struna w czasie lektury zwróciła uwagę na „gdakanie”, czyli specyficzny język matek, używany przez nie głównie w miejscach publicznych. Wszystkie uczestniczki spotkania – zarówno dzietne jak i bezdzietne – sporo rozmawiały o sprzątaniu, potrzebie czystości i ładu dla zachowania dobrego samopoczucia. Porządkowanie poprawia nastrój, relaksuje psychicznie, choć z czasem, wraz ze zwiększającą się liczbą członków rodziny, wzrasta tolerancja na bałagan (jest na niego prosty sposób: przechodząc przez wymagające sprzątania pomieszczenie w domu, należy zamknąć oczy). Królowa natomiast przywołała fragment książki, w którym Fiedorczuk zauważa ważne zjawisko: od kobiet zajmujących się wychowywaniem dzieci wymaga się, aby się temu dziecku całkowicie poświęcały, ciągle je stymulowały, były z nim cały czas, a jednocześnie społeczeństwo wymaga, żeby te kobiety były zawsze zadbane, ze zrobioną fryzurą, makijażem i paznokciami, z sylwetką jak sprzed ciąży. Stefa przytoczyła historię swojej znajomej, która po powrocie z urlopu macierzyńskiego do pracy została określona przez swojego pracodawcę jako mniej wartościowa, gorsza.

5. Z tematów innych i, co więcej, ważniejszych: z kilkumiesięcznym poślizgiem świętowano okrągłe urodziny Gazeli, która została obdarowana praktycznym prezentem oraz okolicznościową opaską z gwiazdami (parę godzin później opaskę od Gazeli zabrało Gazelątko, nałożyło sobie na głowę i złamało – znaczy to, że dla Stefy na jej okrągłe urodziny trzeba będzie nabyć nową opaskę). Gazela podczas spotkania poświęciła dużo czasu Małemu Lordowi. Mały Lord natomiast bez skrępowania wykorzystywał to, że wszystkie uczestniczki spotkania są chętne go nosić, zabawiać, spacerować z nim, mówić do niego i ogólnie się nim zachwycać.

6. Odnotowania wartym wydarzeniem był również fakt, że po raz pierwszy chyba Struna przybyła na spotkanie bez swojego notesika z wypisanymi fragmentami omawianych książek. Zamiast tego jej egzemplarz „Jak pokochać…” oblepiony był kolorowymi znacznikami. Lecz aby zachować równowagę w przyrodzie, z nowym notesem na zapiski książkowe pojawiła się na spotkaniu Poldzia.

7. Sporo rozmawiano o nauczaniu religii w szkole, podejściu do tego tematu samych dzieci i młodzieży, a także konsekwencji przymuszania dziatwy szkolnej do uczestnictwa w tych wszystkich mszach, roratach, gorzkich żalach, różańcach i innych nabożeństwach.

8. Ciekawy był fragment spotkania dotyczący pierwszego wrażenia, które wywołują w innych poszczególne uczestniczki. Jak wyniknęło z dyskusji i przytaczanych przykładów za najbardziej srogą i niedostępną odbierana jest Poldzia. Jest to jednak, jak wszyscy doskonale wiemy, bardzo mylne wrażenie, gdyż Poldzia to kobieta miła, serdeczna i troskliwa, a jej jedyną wadą jest to, że nie chce dawać buzi Azoriuszowi tak często, jak on by sobie tego życzył.

9. Prawie wszystkie uczestniczki spotkania miały coś do powiedzenia na temat zdrowia własnego: ze względu na wiejący halny Błyskawica czuła się ogólnie podle, Struna dalej słabuje na sercu, a Stefa chyba ogólnie miała spadek nastroju, co przejawiało się jej wzmożoną negatywną samokrytyką. Nawet Mały Lord miał minimalny, choć zauważalny spadek formy przez ząbkowanie i  męczące go katar i kaszel.

10. Wątek zagubionych, pozostawionych i odnalezionych naczyń kontynuuje Poldzia, która zostawiła w lokalu miseczkę koloru oliwkowego. W miseczce był przygotowany przez nią kurczak po grecku – protokolantka niestety nie zakodowała jego związku z przewodnim tematem kulinarnym wieczoru, czyli z kuchnią fastfoodową. Oprócz kurczaka na stole pojawiły się także burgery (sponsored by Gazela, odgrzane i dojedzone do końca po powrocie z pracy by Pan Rex), minipizze (zrobione by Stefa), zdrowe frytki wielowarzywne i sandwiczki z kotlecikami z ciecierzycy (przygotowane by Królowa) i chipsy (przyniesione by Błyskawica). Struna zrobiła minihotdogi (przez Gazelątko nazwane hotdogi-dzidziusie) i pierożki z ciasta francuskiego z konfiturą z dyni. Były też muffinki z jabłkami.

11. Pojawiło się kilka tytułów książek, które być może staną się pretekstem do spotkań w przyszłym roku. A zatem będzie prawdopodobnie jakaś biografia – Fridy Kahlo, Wandy Rutkiewicz lub Simony Kossak. Znowu wrócimy do Zegadłowicza – tym razem na warsztat weźmiemy „Motory”. W związku z rokiem Conradowskim chcemy przeczytać „Jądro ciemności”. Przy okazji „Listów starego diabła do nowego” może uda nam się zanurzyć w temat wiary. Czeka też na nas „Czerwone i czarne” Stendhala. Gdy tylko zdobędziemy więcej egzemplarzy „Domu duchów” („Domu dusz”) Allande, zaraz się za niego zabieramy. Z nowości Gazela i Królowa polecają „Historię pszczół”. No i może będzie coś Wilkie Collins. A tymczasem w styczniu bohaterem spotkania będzie tegoroczny noblista Kazuo Ishiguro i jego „Okruchy dnia”. Obowiązywać będzie kuchnia okruszkowa. Spotkamy się 12 stycznia.

12. W trakcie całego spotkania wiele razy powracał temat macierzyństwa i tego, jako ono łączy się ze strachem, obawami, zmorami, wyzbyciem się egoizmu przy jednoczesnym zachwycie nad swoją własną progeniturą. Uczestniczki na zakończenie wyściskały się serdecznie, życząc sobie samych dobroci na święta. Życzenia na nowy rok zostaną wymienione między uczestniczkami podczas tradycyjnej już wyprawy do ich ulubionego miasteczka na poświąteczną kawę i ciasto czekoladowe z musem malinowym.

Świąt pełnych miłości i radości życzymy Wam wszystkim!!!

k.




poniedziałek, 4 grudnia 2017

Przypominajka przed "Jak pokochać centra handlowe" Natalii Fiedorczuk

Siemka!
W najbliższy piątek, piątunio, piąteczek widzimy się znów. Tym razem gorąco dyskutować będziemy głównie o macierzyństwie, zakupach i książkach (przypominamy o przyniesieniu swoich propozycji książkowych na przyszłoroczne spotkania). Kuchnia fastfoodowa, ale może być w wersji zdrowej, domowej.

Nara!

niedziela, 26 listopada 2017

"Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang

Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin Protokół po "Dzikich łabędziach. Trzech córach Chin" Jung Chang

Było tłumnie niczym na Wielkim Murze w dniu święta narodowego. Było nas tyle, że gdyby spotkanie odbywało się  w Chinach, musielibyśmy wcześniej postarać się o pozwolenie władz na odbycie tego zgromadzenia. Było wyjątkowo, bo o Chinach usłyszeliśmy wiele, wiele historii opowiedzianych nam przez osobę, która właśnie wróciła stamtąd po ponad dwóch latach pobytu.

1. Nasza Precelka - Beata, niestrudzona podróżniczka, wielkopolski pracuś, chudzinka joginka - w swoich opowieściach przedstawiła nam Chiny współczesne, co było dopełnieniem książki wieczoru i niezwykle cenną „pocztówką” z kraju, o którym, jak się okazuje, wiemy bardzo mało. Precelka, która w Chinach żyła, pracowała, podróżowała, przyznała, że mimo wielu starań nie udało jej zrozumieć Chińczyków, ale dzięki „Dzikim łabędziom” rozumie, dlaczego są tacy inni, dziwni i trudni do zrozumienia przez ludzi Zachodu.

2.Uczestnicy spotkania ze zdumieniem słuchali o chińskim systemie edukacji, o rodzicielstwie i macierzyństwie (mali Chińczycy do ukończenia pierwszego roku życia nie wychodzą z domu i przez pierwsze trzy lata obowiązkowo śpią z rodzicami w łóżku, a kobiety w czasie ciąży i przez kilka lat po urodzeniu dziecka mają zakaz podróżowania), o pracy, relacjach małżeńskich i rodzinnych, o braku wakacji i urlopów, o ogromnym znaczeniu koneksji i bogactwa materialnego w codziennym życiu, o infantylizmie w biżuterii dla dorosłych i majętnych, o chińskim kanonie piękna. Zaskakujące były obserwacje Precelki na temat Chińczyków, którzy nie potrafią spędzać czasu w samotności, wszystko robią gromadnie. Jedyną rzeczą, którą uczestniczki spotkania chętnie zaadoptowałyby z Chin, jest tamtejszy zwyczaj, że mężczyźni prawie wszędzie i zawsze płacą za kobiety (nie że je kupują, ale że płacą za robione przez kobiety zakupy, za ich podróże i rozrywki). W czasie pobytu w Chinach Precelka uczestniczyła także w indywidualnych spotkaniach z mężczyznami chińskimi, którzy, mimo posiadania żony, dzieci, byłej żony i jej dzieci, zainteresowani byli Precelką jako żywo - pewnie chcieli ją zaprosić do gry w (rozbieranego) ping-ponga. Jednak jeśli chodzi o Precelkę, to (parafrazując znaną pisarkę dziecięcą) granie w ping-ponga jej nie pociąga.

3. Oprócz chińskich tematów rozmawiano także o sprawach sercowych Struny (nie, nie zakochała się, …chyba że w swoim kardiologu), depresji wieku średniego (bez wskazywania palcem, ale zjawisko jest dość powszechne), o wymuszonych remontami wędrówkach ludów (dzięki czemu Mama Królowej po raz pierwszy czynnie brała udział w spotkaniu), o powrocie bookdogów marnotrawnych Grudosławy i Azoriusza na klubikowe łono (Poldzia podejrzewa podmiankę Azoriusza – ten aktualny jest uprzejmy wobec niej, spokojny, przymilny, śpiący z łebkiem na jej stopach; natomiast Struna niczym całun wyniosła ze spotkania odciśnięty na swoim bucie ślad łapki Grudosławy). Dyskutowano też o podróżowaniu po Indiach (Precelka rzecz jasna) oraz dalekich i bliskich miejscach praktykowania jogi.

4. A książka wieczoru? Zrobiła wrażenie. Mimo że poruszała tematy trudne, bolesne, zawierała przerażające opisy tragedii rodzinnych, tortur, okrucieństwa, oskarżania, obłędu w kulcie Mao. Długo rozmawiano o nieludzkim zwyczaju łamania i wiązania stóp małym Chinkom. Książka jest naszpikowana polityką w najgorszym wydaniu, jednak historia autorki oraz jej matki i babci były na pierwszym planie, co nie pozwala czytelnikowi zapomnieć, że za wszystkimi dramatycznymi faktami historycznymi i politycznymi kryje się człowiek – ze swoimi emocjami i naturalnymi potrzebami. Ale jeśli tym człowiekiem jest Chińczyk i w dodatku kobieta, to robi się naprawdę nieciekawie. Niektórych uczestników spotkania męczyła w książce narracja, która nie pozwalała szybko zorientować się, czy w danym opisie chodzi o babkę, matkę czy córkę. „Dzikie łabędzie” to gruba, trudna książka, ale na pewno warta przeczytania. Choćby po to, by docenić, w jak luksusowych warunkach żyjemy.

5. Wszyscy uczestnicy spotkania zostali obdarowani przez naszą chińską reporterkę pięknymi zakładkami do książek. Zadziwia fakt, że tak wymyślne, tak różnorodne i w tak wielkiej ilości zakładki są produkowane w kraju, w którym podobno prawie w ogóle nie czyta się książek. Czytelników naszego bloga zainteresowanych otrzymaniem jednej z tych pięknych zakładek prosimy o danie jakiegoś sygnału tutaj lub za pośrednictwem profili na portalu społecznościowym poszczególnych uczestników Spotkań.

6. Precelka podczas swojej bytności w Chinach pojechała zobaczyć słynne tarasowe pola ryżowe. Zilustrowane filmikiem Precelki opowieści o plastikowej, oszukanej żywności chińskiej stały w wielkiej kontrze do autentycznych, pachnących, smakowitych potraw zaserwowanych w czasie spotkania. Co dziwne, nikomu ten ryż się nie znudził, choć znajdował się na każdym – oprócz jednego - talerzu, w każdej miseczce, półmisku, a nawet w filiżance  (pito bowiem zieloną herbatę z ryżem). Niczym chińska rewolucjonistka Struna wyłamała się z ryżowego kanonu i przygotowała kurczaka po syczuańsku w cieście naleśnikowym. Ciasteczka z kleiku ryżowego podano aż w trzech wariantach: z dżemem, z wiórkami kokosowymi i z rodzynkami. Jedzono także czekoladę z dmuchanym ryżem. Stefa zrobiła świetne batoniki czekoladowe z ryżem preparowanym oraz sałatkę ryżową. Inną sałatkę, po syczuańsku, przygotowała Błyskawica. Na stole znalazły się także nadziewane smażone kulki ryżowe, wytrawny ryż kokosowy ze smażoną cebulą, pieczone risotto oraz sprezentowane przez kolegę Pana Rexa szyszki z ryżu dmuchanego. Mały Lord po raz pierwszy aktywnie uczestniczył w kulinarnej części spotkania – z dużym apetytem spałaszował wafelek ryżowy. Po tym jak Precelka przywiozła zestaw pałeczek, ze stołu zniknęły widelce  - uczestnicy radzili sobie z pałeczkami całkiem dobrze, a tych, którzy mniej sprawnie nimi władali, można było rozpoznać po kręcących się w pobliżu bookdogach.

7. Muzycznie towarzyszył nam David Bowie ze swoją piosenką „China girl”.

8. Następne spotkanie odbędzie się 8 grudnia. Omawiać będziemy „Jak pokochać centra handlowe”. Obowiązywać będzie kuchnia obecna w centrach handlowych, czyli taka jakby fastfoodowa. Uczestnicy spotkania proszeni są o przygotowanie swoich propozycji książkowych na przyszły rok.

Składając głęboki pokłon, żegnamy się do następnego spotkania.

k.







wtorek, 21 listopada 2017

Przypominajka przed "Dzikimi łabędziami. Trzema córami Chin" Jung Chang

Już w najbliższy piątek: Chiny, jakich nie znacie. Historie przerażające, o których świat nie wie (lub udaje, że nie wie). Geniusz Mao, który zawładnął umysłami miliardów ludzi. Pokolenia, które uważają, że żyją w najlepszym, demokratycznym kraju.

Kuchnia ryżowa. Czerwone książeczki z myślami Mao obowiązkowe.

niedziela, 22 października 2017

"Wszystko za życie" Jon Krakauer

 Protokół po "Wszystko za życie" Jona Krakauera

Ahoj!
A więc było tak:
1. Spotkanie pod pretekstem „Wszystko za życie” w ostatniej chwili zostało przeniesione z piątku na sobotę. A z uwagi na zaplanowany na niedzielę finał potyczek Poldzi i Błyskawicy w zdobywaniu biegowych klejnotów, towarzystwo rozeszło się dość szybko, choć to, co miało być powiedziane na temat książki, zostało powiedziane, a to, co miało być zjedzone, zostało zjedzone. Jedynie to, co miało być wypite, nie zostało wypite – zamiast picia A jak alkohol, uczestniczki wcieliły się w role A jak abstynentki.
  
2. Jeśli chodzi o lekturę wieczoru, to Struna i Królowa nieustannie od kilku już lat są pod ogromnym wrażeniem losów Chrisa Mccandlessa vel Alexa Supertrampa. Poldzia, zwyczajowo w opozycji, aż tak bardzo nie była zachwycona książką – stwierdziła, że jest dość zagmatwana, trudno się odnaleźć w gąszczu wątków z życia Chrisa poprzeplatanych z fragmentami dotyczącymi samego autora. Poldzi najbardziej podobały się wprowadzenia do poszczególnych rozdziałów, będące cytatami z książek Londona, Thoreau, Tołstoja. Błyskawicy książka się podobała, choć bardziej skłonna była podzielić zastrzeżenia Poldzi niż zachwyty Struny i Królowej. W dużym uproszczeniu „Wszystko za życie” to książka o młodym człowieku, w którym odkrycie, że jego ojciec przez lata prowadził podwójne życie, wyzwala potrzebę znalezienia prawdy przez duże P.

3. Struna porównała Mccandlessa do średniowiecznego ascety świętego Aleksego, który, podobnie jak bohater „Wszystko za życie”, był ekscentrycznym, ambitnym, radykalnym w poglądach i działaniu młodym poszukiwaczem sensu życia. Struna miała w swoim kajeciku wynotowanych sporo interesujących fragmentów, jak na przykład ten o Alasce – miejscu łudzącym, że swoją dzikością wypełni pustkę w człowieku. W dalszej wymianie opinii o książce, która miała miejsce na portalu społecznościowym, Struna napisała, że to książka „o wyznaczaniu nowych horyzontów zewnętrznych i wewnętrznych. I jeszcze taka współczesna wersja historii Ikara”- piękne porównianie. Królowa dla porządku przytoczyła cytat z Tołstoja, którego znaczenie Chris odkrył tuż przed swą tragiczną śmiercią: "Szczęście prawdziwe, tylko gdy dzielone".

4. Królowa i Struna gorąco polecały również wyreżyserowany przez Seana Penna na podstawie książki Krakauera film oraz ścieżkę dźwiękową do tego filmu skomponowaną przed Eddiego Veddera, którą, rzecz jasna, dwukrotnie w skupieniu wysłuchano.

5. Mały Lord rozświetlał październikowy mrok bielą swych dwóch nowiuteńkich ząbków, a na okoliczność lektury wieczoru przywdział bluzę z wizerunkiem niedźwiedzia grizzly i napisem „Let’s go down to the woods today”.

6. Niestety, podczas spotkania nie było dzikiego bookdoga Azoriusza, który w dalszym ciągu przebywa na wakacjach (zapewne wybrał się na nie w celu poszukiwania swojego sensu życia), aczkolwiek powrót jego oraz bookdoga Grudosławy planowany jest na nieodległą przyszłość.

7. Strunie najwyraźniej podobały się odniesienia w protokołach z poprzednich spotkań do jej poszukiwań zagubionego, a potem notorycznie zapominanego przykrycia do naczynia żaroodpornego, gdyż w lokalu klubowym pozostawiła miesiąc temu kobaltową miseczkę, której póki co nie zamierza odebrać. O dalszych losach miseczki szukającej swej drogi powrotnej do domu będziemy szanownych państwa informować.

8. Bardzo ciekawe były dyskusje dotyczące powrotu do pracy po urodzeniu dziecka. Szukano też odpowiedzi na pytanie, kiedy można zacząć podawać dziecku zupę z buraczkami czerwonymi. Poldzia zachęcała do zakupów bielizny z wykorzystaniem jej karty rabatowej.

9. Świetnie wypadło kulinarne tło wieczoru. Zajadano się potrawami na A jak Alaska. Były zatem arachidowe orzeszki. Był ananas świeży i kandyzowany. Było awokado w formie pasty z jajkiem na upieczonym w domu chlebie. Był deser agrestowy fool. Był tort ajerkoniakowo-czekoladowy. Były kukurydziane rureczki „Alaska”. Były także bakłażany (po angielsku aubergines) w formie roladek z nadzieniem serowym.

10. Kolejne spotkanie odbędzie się 24 listopada, a jego tematem przewodnim będą rekomendowane przez naszą ulubioną podróżniczkę Beatę z Wielkopolski „Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin”. Obowiązywać będzie kuchnia ryżowa.

A zatem do zobaczenia za miesiąc! I uważajcie na siebie!
Arrivederci! Auf wiedersehen! A bientôt!
k.