sobota, 21 stycznia 2017

"Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë


ebooki: Wichrowe wzgórza – ebook Protokół po "Wichrowych Wzgórzach" Emily Brontë

Hello everyone!

W blasku i cieple kominka, przy huraganowych dźwiękach wydawanych przez zakatarzonego Pana Rexa, wciąż przy choince i innych świątecznych dekoracjach uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki zasiadły wokół nowego stołu (a właściwie ławy), aby w swoim towarzystwie zainaugurować kolejny rok książkowych biesiad.

1. W czasie całego wieczoru bardzo dużo rozmawiano o książkach: ostatnio przeczytanych, polecanych, nowościach, kołaczących się gdzieś w otchłani pamięci. Stworzono listę prawie trzydziestu tytułów, którym, według poszczególnych uczestniczek, warto poświęcić jedno z nadchodzących spotkań. W efekcie tych dyskusji powstała lista 11 książek wraz z przyporządkowanym im miesiącem, pretendujących do miana pretekstu Spotkania w 2017 roku. Rzeczona lista poniżej.

2. Tymczasem powodem do spotkania styczniowego były „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. W trakcie rozmów odnoszono się również do ekranizacji książki, gdyż pewne uczestniczki miały czas tylko na to, żeby z tą wersją „Wichrowych…” się zapoznać. Zanim skonkludowano, że tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego „Wichrowe…” cieszą się w świecie aż taką popularnością i dlaczego na dźwięk imienia „Heathcliff” niektóre kobiety siusiają w majtki, rozmawiano głównie o warstwie emocjonalnej i charakterologicznej bohaterów książki. Rozebrano na czynniki pierwsze psychikę skrzywdzonego w dzieciństwie, zawsze czującego się gorszym, a jednak bezwzględnego, okrutnego „znajdy” Heathcliffa. Przy okazji Struna wygłosiła refleksję, że i współcześnie niektóre kobiety w atawistycznym odruchu jak ćmy w ogień idą za mężczyznami brutalnymi, agresywnymi, którzy jednak mają w sobie tę dzikość i nasyconą hormonami prymitywną samczość. Nie zostawiono suchej nitki na rozpuszczonej i mocno zaburzonej psychicznie ukochanej Heathcliffa, Katarzynie. W „Wichrowych…” postaci są bardzo wyraziste, niezmiernie angażujące czytelnika emocjonalnie. Morał wypływający z lektury jest taki, żeby nie iść za przykładem Heathcliffa, zniszczonego przez nienawiść, którą w sobie pielęgnował i którą pałał do wszystkich wokół siebie.

3. Głębokie rozmowy o literaturze, filmie, różnych ważnych wydarzeniach kulturalnych i mniej głębokie o łóżeczkach niemowlęcych, termometrach rtęciowych, najnowszych osiągnięciach w rozwoju progenitury uczestniczek były przerywane dźwiękami wydawanymi przez znajdującego się w innym pomieszczeniu, konającego z powodu kataru Pana Rexa. Hałasy produkowane przez jego nos przywodziły na myśl trąby jerychońskie, a w uczestniczkach wzbudzały tak wielki niepokój, że już-już miała zostać wydelegowana grupa, która odwiezie Pana Rexa na SOR, by ratować jego wiszące na włosku życie. Wszystkie uczestniczki były pełne zrozumienia i współczucia dla Pana Rexa, gdyż emocje te wypracowały w sobie w trakcie obcowania z mężczyznami w czasie dłuższego lub krótszego stażu małżeńskiego.

4. Przed spotkaniem w sklepach monopolowych i na stoiskach z alkoholem znaleziono selekcję win w kolorze przypominającym wrzos. Jednakże osoby raczące się tym specyfikiem stwierdziły po trzecim kieliszku, że różowe wino zdecydowanie źle działa na pamięć. Przykładem niech będzie choćby Struna, która zapomniała, że u siebie ma na półce książkę na luty tj. „Panie z Cranford”, i ochoczo pożyczyła egzemplarz od Królowej. Zamroczona winem zapominała również, gdzie znajduje się jej zimowe nakrycie głowy, w którym wyszła z domu, jednakże bez niego wróciła.

5. Nieśmiałe pochwały (żeby nie zapeszyć) otrzymał bookdog Azoriusz, który przez cały wieczór bardzo grzecznie się zachowywał, gryząc z zapałem sztuczną kość. Wysnuto przy okazji teorię, że wzorowy spokój Azoriusza w czasie trwania spotkania mógł być związany z nieobecnością Poldzi. O Poldzi rozmawiano również w kontekście jej skłonności do łapania w ostatnim czasie przeziębień i innych chorób -  temat ten wywołał niepokój w sercach uczestniczek. Oddano się wspomnieniom związanym z innymi uczestniczkami Spotkań i z rozrzewnieniem, nostalgią i tęsknotą mówiono o Koralinie, która ze swoimi celnymi, oryginalnymi opiniami na temat omawianych książek była mocnym filarem klubiku książkowego.

6. Po raz kolejny, i zapewne nie ostatni, jednym z tematów spotkania były dzieci. Wymieniano się doświadczeniami macierzyńskimi, przytaczano anegdotki i ważne momenty z życia latorośli, radzono się w sprawie akcesoriów niemowlęcych, opowiadano o przeżyciach związanych z byciem matką i godzeniem tej roli z pracą zawodową. Może trochę na marginesie, ale rozmawiano też o dokarmianiu ptaków zimą, wyliczano gatunki odwiedzające nasze karmiki, polecano sobie najbardziej smakujące ptakom jadło (słonecznik, słonina). Struna wprosiła się do Królowej na obserwacje ornitologiczne podczas ferii.

7. Tytuł książki wieczoru był pretekstem do przygotowania potraw wichrowych, wietrznych lub takich, po których ma się wiatry. Uczestniczki spotkania jak zwykle wspięły się na szczyty kreatywności kulinarnej i jak zwykle po zjedzeniu przygotowanych przez siebie potraw były obżarte jak mopsy. Na stole znalazły się śliwki suszone i śliwki w czekoladzie. Były gruszki, jabłka i inne owoce w postaci zasuszonej. Uznanie w oczach biesiadniczek znalazła pasta z fasoli białej (znana też jako hummus z fasoli) na krakersach. Ciekawie smakowała fasola duży jaś podana z masełkiem i bułką tartą. Błyskawica zaskoczyła wszystkich pysznym ciastem z fasoli czerwonej, bez grama mąki czy cukru (Prosimy o przepis!). Struna ugotowała znakomity bigos. Królowa upiekła smaczną pizzę, dla degustacji której nawet Pan Rex wstał ze swojego łoża boleści (pizza nawiązywała do kuchni wietrznej poprzez swoje „nadmuchane” drożdżowe ciasto oraz niektóre „wiatropędne” składniki, w tym cebulę). Stefa natomiast zaserwowała wykwintne faszerowane jajka o wrzosowej barwie, którą uzyskała poprzez wielogodzinne moczenie ugotowanych na twardo jaj w kiszonym barszczu czerwonym.

8. Po długich dyskusjach i wielokrotnym sprawdzaniu kalendarzy ustalono, że kolejne spotkanie odbędzie się 16 lutego – uwaga, to czwartek! Pretekst książkowy będzie się nieco odnosił geograficznie i czasowo do „Wichrowych Wzgórz”, jednak będzie dużo bardziej zabawny, a przez to nawiązujący do radosnego charakteru następnego, wyjątkowego spotkania. W lutym bowiem będziemy celebrować piątą rocznicę powstania naszego klubiku książkowego! Będzie co świętować! Przy okazji Królowa będzie obchodzić kolejne urodziny, o czym raczej wolałaby zapomnieć, a przynajmniej spuścić zasłonę milczenia. Gazela – po dwakroć uwaga! – dobrowolnie zadeklarowała przyniesienie okolicznościowego tortu, który, wbrew wszelkim przypuszczeniom, podobno NIE zostanie przez nią własnoręcznie zamówiony w cukierni. Pozostałych chętnych na wniesienie swojego kulinarnego wkładu informujemy, że obowiązywać będzie kuchnia urodzinowa.

9. A teraz wstępnie ustalone lektury pretendujące do miana pretekstu spotkania w 2017 roku:

-luty – Elizabeth Gaskell „Panie z Cranford”

-marzec – Dariusz Rosiak „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”

-kwiecień – George Orwell „Brak tchu”

-maj – Jerome K. Jerome „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” oraz/lub Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia” (dlaczego na maj zaplanowano dwie lektury?)

-czerwiec – Hannah Kent „Skazana”

-lipiec – Oriana Fallaci „Korzenie nienawiści. Moja prawda o islamie”

-sierpień – biografia Jerzego Kukuczki lub Wandy Rutkiewicz (Struna dokona przeglądu literatury górskiej na półce swojego taty i coś nam tu poleci)

-wrzesień – Edith Wharton „Wiek niewinności”

-październik – Zbigniew Nienacki „Wielki las”

-listopad – William Faulkner „Wściekłość i wrzask”

-grudzień – Natalia Fiedorczuk „Jak pokochać centra handlowe”     

10. W ramach zadania domowego uczestniczki spotkania pod pretekstem „Wichrowych Wzgórz” oraz wszyscy czytający ten protokół proszeni są o wysłuchanie w skupieniu utworu Kate Bush „Wuthering Heights” (dostępny na przykład na kanale YouTube), zainspirowanego rzeczoną lekturą. Pieśń ta miała była zabrzmieć w czasie spotkania, jednak za przyczyną roztargnienia operatorki sprzętu grającego, stało się inaczej.

Do następnego spotkania!

Good bye!

k.



wtorek, 17 stycznia 2017

Przypominajka przed "Wichrowymi Wzgórzami" Emily Brontë


Uwaga, uwaga!

Na najbliższy piątek meteorolodzy zapowiadają silne wiatry. Wichury wręcz! A ponieważ wzgórza mamy za oknem, będą więc wymarzone warunki, aby porozmawiać o książce jednej z sióstr Brontë. Może też uda nam się odpowiedzieć na pytanie, czy „Wichrowe Wzgórza” aby na pewno napisała Emily, bo są niejakie wątpliwości w tym temacie.

See you on Friday on Wuthering Heights in Poland!

niedziela, 11 grudnia 2016

"Dziewczęta z Nowolipek" Pola Gojawiczyńska

Dziewczęta z Nowolipek Protokół po "Dziewczętach z Nowolipek" Poli Gojawiczyńskiej


Dzień dobry lub dobry wieczór (w zależności od pory czytania niniejszego protokołu)!
Wydawać się mogło, że spotkanie poświęcone „Dziewczętom z Nowolipek” będzie smutne, nostalgiczne, pełne przygnębienia. Jednak tak się nie stało! A to za sprawą jak zwykle znamienitego grona, które 9 grudnia zebrało się, aby pogadać, pośmiać się i dobrze podjeść.
1. Po rocznej przerwie wróciła na łono klubikowe Gazela, a jej opowieści dotyczące ciąży, porodu, połogu oraz pierwszych miesięcy z życia Gazelątka zdominowały spotkanie. Pozostałe uczestniczki-matki  ochoczo dokładały do wypowiedzi Gazeli swoje własne doświadczenia i uwagi, a uczestniczki bezdzietne, nierzadko z przerażeniem w oczach, przysłuchiwały się i skrzętnie zapisywały w swoich głowach co cenniejsze porady. Gazelątko rośnie zdrowo i poczyniło już pierwsze kroki na drodze do samodzielności (przespało już kilka nocy w pokoju innymi, niż ten, w którym spała jego karmicielka).
2. Spostrzeżenia dotyczące „Dziewcząt…” były na ogół pochlebne – nie mogło być inaczej, to przecież kawałek dobrej literatury. Lektura, mimo stosunkowo niewielkiej objętości, wymagała skupienia. Część czytających wcześniej widziała również ekranizację powieści. „Dziewczęta…” to historia sióstr i koleżanek z jednej z kamienic na warszawskiej ulicy Nowolipki. Każda z nich (dziewczyna, nie kamienica), zmuszona dorastać w biedzie, bardzo wcześnie była stawiana w „dorosłych” sytuacjach i musiała sobie radzić z „dorosłymi” problemami. Rodzice tych młodziutkich dziewcząt wychowywali je w obłudzie – z jednej strony wpychali je w ręce mężczyzn, bo to przynosiło wymierne korzyści materialne dla całej rodziny, a z drugiej strony później pomstowali i karali swoje córki za coraz bliższe kontakty rodzące się z tych znajomości. Struna nawiązała do „Moralności pani Dulskiej”, w której tytułowa bohaterka (podobnie jak jedna z matek przedstawionych w „Dziewczętach…”) zamiatała problemy pod dywan, bo najważniejsze było, żeby skandale rodzinne nie doszły do uszu sąsiadów. Poldzia określiła bohaterki książki jako bardzo rozwiązłe mimo swego młodego wieku. Królowa stwierdziła, że winę za to ponoszą rodzice, zwłaszcza matki, tych dziewcząt, którzy swoich córek nie wychowywali, a jedynym celem rodzicielskim, który pochłaniał całe ich pokłady energii, było wykarmienie swojego potomstwa.
3. Lekturze towarzyszyła kuchnia lipna i nowolipna. Uczestniczki spotkania po raz kolejny wykazały się niebywałą kreatywnością w kulinarnym podejściu do tematu. Na stole pojawiły się pierniczki „brukowce” –nawiązanie do bruku warszawskich ulic i upadku moralnego niektórych bohaterek książki. Były owoce suszone, obecne zapewne na stołach niezamożnych rodzin sto lat temu – u nas w wersji wypaśnej, czyli morele, śliwki, a także kasztany w glazurze. Były również owoce świeże – Struna przyniosła gruszki, stanowiące marzenie Frani z Nowolipek. Nie mogło zabraknąć landrynek, nimi bowiem częstowała swoje koleżanki córka sklepikarzy, jedyna spośród nich racjonalnie i praktycznie myśląca - Kwiryna. Były pieczone ziemniaki w mundurkach –danie lipne, czyli słabe, biedne, ale podane z takimi dodatkami jak jaja z majonezem, tuńczyk czy twarożek nabrały wspaniałego smaku i charakteru. Kuchnia lipna skojarzyła się uczestniczkom spotkania także z łatwo dostępnymi i pewnie w miarę tanimi wiek temu śledziami – pojawiły się w aż dwóch odsłonach. Stefa przygotowała czerwone śledzie zielone, które znalazły uznanie w ustach wszystkich zebranych. Na portalu społecznościowym czekamy na obiecaną przez Stefę recepturę! Natomiast Królowa przyrządziła śledzie w zalewie śmietanowej, zwykle podawane w jej domu rodzinnym jako danie postne w Środę Popielcową czy w Wielki Piątek. Była również podstawa każdej, nawet najlipniejszej kuchni, czyli chleb – u nas w wersji delux, czyli upieczony przez Błyskawicę. Obok chleba były również przyniesione przez Strunę obwarzanki (w „Dziewczętach…” występujące jako żydowskie bajgełe), jedzone z powidłami śliwkowymi. W nawiązaniu do książki (protokolantka nie zanotowała jednak, do którego jej fragmentu) zaserwowano też serdelki. Poldzia przyniosła orzeszki arachidowe, a zapytana o związek z lekturą, wymyśliła na poczekaniu dość lipną historię o tym, jak to orzeszki rosną na drzewie, drzewo to lipa, kiedy się spojrzy w górę na lipę, to się widzi niebo i prześwitujące przez liście promienie słońca, a stąd już tylko krok do promieni nadziei, która przyświecała dziewczętom z Nowolipek. Jedzono też czekoladowe trufle przywiezione przez Królową z lipnego wyjazdu zagranicznego. Zaparzono napar z kwiatu lipy oraz herbatę z owoców granatu zatytułowaną „Love”, co łączyło się z różnorodnie przeżywaną przez książkowe dziewczęta miłością.

4. Rozmowom towarzyszyły utwory Kapeli ze wsi Warszawa. A rozmowy te dotyczyły między innymi głosów, które Poldzia słyszy w swoim lewym uchu. Debatowano też o tradycyjnym świątecznym wyjeździe na kawę i ciacho do pobliskiego miasteczka artystycznego. Gazela podzieliła się swoim zamiarem podjęcia aktywności fizycznej w formie zajęć z poledance, czyli z tańca na rurze – z niecierpliwością czekamy na jej pierwszą relację. Rozmawiano jak zwykle o bieganiu, o pracy, o zabieganiu w życiu po pracy. Gazela i inne matki mówiły o akcesoriach noworodkowych i niemowlęcych, więc w powietrzu gęsto było od laktatorów, kapturków, kołysek, poduszek-rożków, wanienek ze stojaczkami i bez, bucików, książeczek dla dzieci i książek o dzieciach czy piłek pomocnych w czasie porodu.
5. Ważnym elementem spotkania były czytające psy: Grudosława, nad którą się litowano, którą pieszczono i dokarmiano serdelkami, oraz Azoriusz, który przeszedł sam siebie i był w dziesięciu miejscach jednocześnie (łącznie z ramionami Poldzi i Gazeli). Azoriusz w swoich harcach przegiął jednak pałę i za karę został zamknięty na chwilę w pralni (do obrońców praw zwierząt: pralnia jest miejscem czystym, wyłożonym płytkami, z ogrzewaniem podłogowym, a Azoriusz został umieszczony w niej razem ze swoim miękkim legowiskiem). Żałosny, tęskny skowyt, wydobywający się z jego gardzieli, zmiękczył serca wszystkich zebranych, więc Azoriusz po kilkunastu minutach wrócił do klubikowego towarzystwa. Pobyt w pralni prawdopodobnie straumatyzował go nieco, gdyż dnia następnego był niesłychanie grzeczny i cichy. W kontekście Azoriusza zastanawiała postawa Poldzi, która wyparła się wszelkich poufałości i komitywy z tym psem sprzed miesiąca.
6. Styczniowe spotkanie zaplanowane zostało na 20 stycznia, a książkowym pretekstem będą „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë. Kuchnia wichrowa, czyli taka, po której się ma wiatry: groch, gruszki, śliwki, kapusta. Albo kuchnia nawiązująca do książkowych wrzosowisk, czyli fioletowa np. fioletowa fasola, fioletowa kapusta czerwona, śliwki – wychodzi na jedno: i tak będzie „wietrzna” kuchnia.

7. Uczestników styczniowego spotkania uprasza się o przyniesienie propozycji lektur na 2017 rok, ze szczególnym uwzględnieniem książki, którą będziemy omawiać w czasie wyjątkowego, rocznicowego spotkania w lutym.
Życzymy pięknych, rodzinnych Świąt, wielu wspaniałych książkowych prezentów pod choinką oraz zdrowia dla uczestniczek i uczestników Spotkań, ich współmałżonków oraz dzieci, a także dla wszystkich z kilkudziesięciotysięcznego grona Czytelniczek i Czytelników naszego bloga.
Wszelkiej pomyślności!
k.  




wtorek, 6 grudnia 2016

Przypominajka przed "Dziewczętami z Nowolipek" Poli Gojawiczyńskiej

Witajcie!
W nastrojach bardzo już świątecznych w najbliższy piątek rozmawiać będziemy o smutnej książce i o radosnych (głównie) wydarzeniach z naszego życia z ostatnich tygodni. Przy okazji „Dziewcząt z Nowolipek” pokażemy, na co stać naszą wyobraźnię w kwestii kuchni lipnej lub nowolipnej. Będzie ciepło, być może śnieżnie,  a na pewno serdecznie, smacznie i przyjemnie – jak zwykle! Do zobaczenia!
k.

sobota, 19 listopada 2016

"Dziewczyna z rewolwerem" Amy Stewart

Dziewczyna_z_rewolwerem_okladka  Protokół po "Dziewczynie z rewolwerem" Amy Stewart

Hello!
Przy dźwiękach muzyki country i countrypodobnej odbyło się kolejne spotkanie czytających kobiet, mężczyzn i psów. Choć i o innych zwierzętach sporo było mowy. Rekwizytem dominującym był różowy prawie stetson z gwiazdą szeryfa.

1. Wieczór poświęcony był „Dziewczynie z rewolwerem” Amy Stewart. Poldzia zażądała, żeby napisać w protokole, że książki zdecydowanie nie polecamy. Opinie pozostałych osób były bardziej pozytywne, pojawiły się słowa uznania dla autorki za zadanie sobie trudu w zdobyciu informacji historycznych na temat prawdziwej Constance Kopp i innych postaci, które za sprawą pióra Stewart, stały się bohaterami powieści. Powieści poprawnie napisanej (choć w książce znaleziono sporo błędów redakcyjnych i korektorskich), jednak bez większej głębi. Ta książka jest  o tym, żeby „nie tchórzyć, kiedy dzieje się coś złego – nam lub komuś innemu. Nie uciekamy i nie chowamy się”. Constance Kopp była odważna i mimo trudnej sytuacji, w jakiej znajdowały się kobiety na początku dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych, dostępnymi środkami walczyła o sprawiedliwość i zadośćuczynienie za krzywdy.

2. Książka rozczarowuje pod względem przewidywalności akcji i „bladych” charakterów. Dziwi rozgłos, który premiera „Dziewczyny…” miała na polskim rynku czytelniczym, gdzie mówiono, że to książka o pierwszej kobiecie-szeryfie. Sądzono, że czas i miejsce akcji to wczesny głęboki Dziki Zachód. Okazało się ostatecznie, że Constance na końcu książki dostaje propozycję objęcia stanowiska zastępcy szeryfa, a jej zadanie to nie uganianie się za złymi kowbojami i ściganie wyjętych spod prawa złoczyńców, ale praca detektywistyczno-policyjna. Niby podobne, ale jednak inne. Strunie brakowało w książce fotografii prawdziwej Constance Kopp. Nieco szokująco brzmiały wszystkie przytoczone w lekturze nagłówki z gazet przedstawione jako pochodzące z epoki. 

3. Pomimo że w książce w kwestii gastronomicznej (z racji rodowodu rodziców sióstr Kopp) dominuje kuchnia europejska, u nas jednak królowała kuchnia „dzika”. Pito piwo o smaku cydru pod nazwą „Dziki sad”, pito „Dzikie wino” – bezalkoholowy napój jabłkowo-winogronowy, pito kalifornijskie wino alkoholowe (w spożyciu przodowała Poldzia), pito również herbatę z dzikiej róży. W sferze jadła wykazano się dużą dozą wyobraźni i kreatywności. Stefa, która ,odziana w kowbojską koszulę w kratę, pojawiła się po raz pierwszy po długiej nieobecności, miała pomysł, żeby zaserwować tatara – surowe zmielone mięcho, którym na pewno raczyli się zdobywcy Zachodu. Jednak ostatecznie zdecydowała się na carpaccio buraczane na rukoli, mające imitować rozszarpane na trawie zwierzę prerii. W czasie pochłaniania carpaccio Struna, która jak rasowa kowbojka ubrana była w dżinsy, znalazła w rukoli koniczynkę. Choć nie była to koniczynka czterolistna, wierzymy, że przyniesie Strunie szczęście. Królowa upichciła czerwoną soczewicę z warzywami zawiniętą w kukurydziane placki. Konsumowano też kabanosy i suszone jabłka, które przypominały o wysuszonym mięsie i owocach wożonych przez jeźdźców w czasie konnych podróży przez amerykańskie pustkowia. Zgodnie z indiańską recepturą Struna przygotowała potrawkę z indyka, w skład której wchodziła także czerwona fasola, kukurydza, dynia i soczewica. Błyskawica upiekła kurczakowe skrzydełka z Dzikiego Zachodu oraz kowbojskiego indyka, do którego przyrządziła znakomitą surówkę białej kapusty. Poldzia przyniosła spory zapas „dzikich” ciasteczek „bezowych” (bez glutenu, bez jajek, bez czegoś tam jeszcze). Ich dzikość polegała na tym, że były zrobione m.in. z ryżu brązowego, czyli prawie z ryżu dzikiego.

4. Trawieniu sprzyjały przyjemne dla ucha pieśni Boba Dylana oraz wdzięczne melodie grane i śpiewane przez Neila Younga. W trakcie biesiadowania wymieniano się ciekawymi pomysłami kulinarnymi, przepisami, porównywano niedawno odkryte nowe smaki i potrawy. Przy okazji dyskusji gastronomicznych rozmawiano o żywieniu psów i kotów. Błyskawica ujawniła tajemnicę poliszynela dotyczącą tego, że dla swojego kotka-rekonwalescenta gotuje rosół z fileta z kurczaka, gdyż tylko owym rosołem żywi się jej pupilek. Na tapecie były również inne zwierzęta domowe (żaby, żółwie, rybki, króliki), o których najwięcej do powiedzenia miała Poldzia.

5. W ogóle Poldzia dużo mówiła. Im więcej wina wypiła, tym szybszą i bardziej kwiecistą mową się posługiwała. Zebrani z zapartym tchem wsłuchiwali się w jej wakacyjne opowieści o bezpalcym właścicielu żaglówki. Ze zdziwieniem przyjęto wiadomość, że w czasach szkolnych Poldzia była mistrzynią w rzucie piłką (nomen omen) lekarską. Pod koniec spotkania język Poldzi był już tak splątany, że zgromadzeni nie całkiem wiedzieli, czy jej pierworodny został poczęty z premedytacją czy z premedykacją. Właścicielka Azoriusza była totalnie zaskoczona zaobserwowaną sytuacją, w której Poldzia, początkowo niechętna i wroga wobec jej pięknego pieska (odgrywającego tego wieczora rolę dzikiego mustanga w kolorze prerii), w dalszej części wieczoru miziała się z Azoriuszem i nawet wzajemnie całowali się po pyszczkach. Ponadto, co jest karygodne z uwagi na młodociany wiek Azoriusza, Poldzia poiła go winem z własnego kieliszka.

6. W rozmowach poruszano się także w obszarach pracy zawodowej, dzielono się trudnościami i kłopotami, wspierano się w zmęczeniu. Poldzia ogłosiła, że obecnie potrzebny jest jej masażysta – najlepiej nagi i przystojny.

7. Ustalono też kolejny termin spotkania: 9 grudnia. Dyskutować będziemy o „Dziewczętach z Nowolipek” Poli Gojawiczyńskiej. Kuchnia lipna lub nowolipna.

No to do następnego zobaczenia!

k.




wtorek, 15 listopada 2016

Przypominajka przed "Dziewczyną z rewolwerem" Amy Stewart



Juuu-huuu! Iiiii-ha! Hetta-hej!
W najbliższy piątek ruszymy na dziką przejażdżkę po amerykańskiej prerii literatury. Mając za plecami dzikie zwierzęta domowe, snuć będziemy wieczorne opowieści o tym, jak to kobietom wiodło się dawniej (zwłaszcza gdy te kobiety były starymi pannami po trzydziestce). Pożremy lekko tylko przypieczony na ogniu udziec z bizona, zapijemy go wodą ognistą. Do butów przypniemy ostrogi, na głowę nałożymy kapelusze, do pasa przypniemy rewolwery, a wszystkie zaświecimy jak gwiazdy szeryfa.
k.

wtorek, 18 października 2016

"Pchli pałac" Elif Şafak



Pchli pałac - Safak Elif Protokół po "Pchlim pałacu" Elif Şafak

Salam alejkum!
Taniec derwisza w wykonaniu Azoriusza choreograficznie ubarwił wieczór poświęcony książce Elif Şafak  „Pchli pałac”. 

1. Azoriusz w amoku upodobał sobie Poldzię i w czasie okazywania jej swoich uczuć w ogóle nie przejmował się groźną miną, podniesionym głosem czy ilością gwałtownych gestów odpychających w wykonaniu Poldzi. Nie wiadomo, czy to w wyniku zbiegu okoliczności, czy też w efekcie działań Azoriusza, Podzia zwierzyła się, że rozważa zaopatrzenie się w osobistego kota. Pochwalamy, gdyż lubimy wszystkie zwierzęta, ale co na to małżonek Poldzi oraz jej własny terierek, który oddanie grzeje jej pościel, czekając na nadejście swojej pani?

2. „Pchli pałac” jest ładny, napisany jak złożony z różnokolorowych szkiełek witraż. To kalejdoskop różnych postaci, historii osób mieszkających w jednej kamienicy. Konwencja książki przypomina film czy choćby znany polski serial „Dom”, ale Struna dostrzegła też podobieństwo z opisanymi przez Prusa w „Lalce” mieszkańcami kamienicy Łęckich. Wszystkie czytające zwróciły uwagę na zawarty w książce opis pokolenia wychowanego na kaszy vs jednostki wychowane na mięsie.

3. Obowiązek kronikarski nakazuje wspomnieć o tym, że Błyskawica i Poldzia w terminie przeczytały opasły „Pchli pałac”, Strunie zostało kilkadziesiąt stron, jednak Królowa utknęła gdzieś w pierwszej połowie, ale obiecała przy najbliższej sposobności dokończyć lekturę.

4. Wieczór uświetniały piosenki najnowszego noblisty w dziedzinie literatury Boba Dylana – dwukrotnie przesłuchano dwupłytowy album ze ścieżką dźwiękową z filmu jemu poświęconemu „I’m not there”.  Potem, na życzenie zebranych, słuchano muzyki rockowej, acz w wersji spokojnej i relaksacyjnej.

5. Podczas spotkania wymieniono się różnymi, mniej lub bardziej ważnymi informacjami z życia osobistego, dyskutowano aktualny repertuar tv (tak, część z uczestniczek spotkania popełnia grzech oglądania telewizji łącznie z serialami, teleturniejami i innymi bezwartościowymi programami). Poldzia oraz Błyskawica obszernie wypowiedziały się na temat ich ostatnich doświadczeń w bieganiu długodystansowym. W dyskusji o owadach ujawniła się fascynacja Struny motylami i ćmami. Bardzo dużo rozmawiano o macierzyństwie, porodach, wychowaniu niemowląt, dzieci starszych i nastolatków, a także niekończącym się zadaniom wynikającym z faktu bycia matką – w ramach ostrzeżenia sformułowano wniosek, że kłopoty i troski związane z dziećmi nie kończą się w momencie osiągnięcia przez nich pełnoletności. 

6. Nie mogło zabraknąć wymiany zdań na temat niedawnego „czarnego protestu”, czyli kobiecego ruszenia ogólnopolskiego w obronie wolności wyboru. Dyskusja była rzeczowa, bez zbędnego emocjonowania się, pełna szacunku dla odmiennych opinii, jednak wszystkie zebrane zgodziły się, że istotą protestu była konieczność dania kobietom wyboru dotyczącego życia ich własnego, ich dzieci i ich rodzin.

7. Ponieważ w „Pchlim pałacu” dużo jedzono, i na naszym stole nie mogło nie być licznych pyszności rodem z kuchni tureckiej. Błyskawica przyniosła wspaniały rosół z kurczakiem, pomidorami i makaronem ryżowym. Upiekła też tureckie placki nadziewane szpinakiem. Struna zakupiła i podała chlebek arabski „laffa”, który smakował wszystkim, a zwłaszcza Azoriuszowi. Do chlebka znakomicie pasował hummus z suszonymi pomidorami. Struna zdobyła specjalność turecką, czyli „turkish delight” -  galaretki z pistacjami, migdałami i orzechami laskowymi otoczone wiórkami kokosowymi. Poldzia upiekła wyśmienite „sigara boregi” – paluchy nadziewane kombinacją sera i ziemniaków i osypane czarnuszką. Struna przygotowała rozpływające się w ustach młode cukinie faszerowane warzywami, w tym bakłażanem, zwane „kabak dolmasi”. Zjedzono też sezamki „na bogato”. Nie mogło zabraknąć kebabu, który w tym razem wystąpił w wersji z serem i frytkami. Ze względu na późną porę nie wypito kawy po turecku, jednak opróżniono butelkę napoju alkoholizowanego winopodobnego, lekko musującego o smaku owocowym (z dominacją melona) – z okazji Dnia Edukacji Narodowej wzniesiono toast ze uczniów i nauczycieli, którzy wszak kiedyś sami byli uczniami.

8. Następnie spotkanie odbędzie się 18 listopada i będzie poświęcone „Dziewczynie z rewolwerem” Amy Steward. Kuchnia z Dzikiego Zachodu, potrawy dzikie lub z dziczyzny też mogą być.
Do zobaczenia za miesiąc.
K.