poniedziałek, 21 marca 2016

"Astrid Lindgren" Margareta Strömstedt



Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości - Stromstedt Margareta Protokół po "Astrid Lindgren" Margarety Strömstedt


Halli-dajen halli-dalli-da!
Tym zawołaniem Emila ze Smalandii zaczyna się pisemne sprawozdanie z przebiegu wieczoru poświęconego wzmacnianiu relacji międzyludzkich za pomocą rozmów o literaturze, spożywania pokarmów oraz napojów wysko i niewyskokowych.

1. ”Astrid Lindgren” pióra Margarety Strömstedt była pięćdziesiątym pretekstem do spotkania – jubileusz ten uczczono pojedynczym wystrzałem korka z butelki (połączonym z niekontrolowanym a obfitym wyciekiem bąbelkowego płynu z tejże butelki) oraz wychyleniem kielichów zawierających szampan Piccolo o smaku brzoskwiniowym.

2. Książka wieczoru jest o kobiecie niezwykłej – o tej, która do końca swojego długiego życia zachowała w sobie Dziecko: z jego radością, spontanicznością, otwartością na świat. Astrid kochała dzieci, doskonale je rozumiała. I miała sprawdzoną, prostą receptę na udane dzieciństwo: wolność i bezpieczeństwo. Ho! Ho! Tak! Tak!

3.  Poldzia książki nie przeczytała. Błyskawica nie doczytała do końca. Koralina przeczytała, ale nic jej się nie podobało – ani sama Astrid (którą określiła jako zdziecinniałą babcinkę, włażącą na drzewa bez baczenia na ryzyko upadku i złamania biodra), ani żadna z postaci stworzonych przez Astrid (zwłaszcza ten rudzielec Pippi; Królowa usiłowała namówić Koralinę do lekkiego polubienia Pippi choćby za jej dewizę życiową ”Nie martw się! Zawsze dam sobie radę!”, która bliska jest przecież prezentowanej na co dzień przez uczestniczki Spotkań postawie życiowej). Błyskawica i Koralina określiły klasyczne ”Dzieci z Bullerbyn” jako nawiną, mającą niewiele wspólnego z rzeczywistością, zbyt idealistyczną historyjkę. Trudno było przekonać te dwie rozmówczynie, że Lindgren była wielką osobowością, a jej utwory genialne. Struna i Królowa na szczęście już wcześniej wymieniły opinie o życiu i twórczości bohaterki książki Strömstedt i obie były zgodne, że powieści dla dzieci i młodzieży napisane przez Astrid trzeba czytać od kołyski po grób, bo tematy w nich poruszane są uniwersalne, wiecznie aktualne i stanowią dobry kierunkowskaz dla rodziców chcących lepiej zrozumieć i bardziej kochać swoje dzieci. 
 
4. Struna i Królowa solidnie zgłębiły temat: wirtualnie pospacerowano po mieszkaniu Astrid, wysłuchano audycji radiowej poświęconej pisanym przez nią dziennikom, odświeżono sobie lub przeczytano po raz pierwszy kilkanaście tytułów z długiej listy książek napisanych przez Astrid.
Suma summarum nie poddano się negatywistyczno-pesymistycznej atmosferze roztaczanej przez Koralinę (znamy już źródło tej atmosfery i, alleluja!, to da się leczyć!) – omawiana przez nas biografia Lindgren pokazuje pisarkę, której twórczość trzeba znać.

5. Na cześć jednej ze stworzonych przez Astrid postaci, Pippi Pończoszanki, Struna założyła dwie różne skarpety: jedną szarą, jedną brązową (lub czarną – przyćmione światło w lokalu utrudniało identyfikację).

6. Książka wieczoru była przyczyną dyskusji o charakterze wspominkowo-terapeutycznym dotyczących mniej lub bardziej szczęśliwego czy mniej lub bardziej traumatycznego dzieciństwa poszczególnych uczestników spotkania oraz poszczególnych rodziców poszczególnych uczestników spotkania. Wszystkich poruszyło wyznanie Poldzi, która w dużych emocjach opisywała swoje rokroczne rozczarowania związane z prezentami otrzymywanymi od św. Mikołaja, które nigdy nie były tym, o czym Poldzia marzyła i co dokładnie opisywała w listach do świętego (czarę goryczy przelała paczka, w której wśród wielu nieatrakcyjnych dla dziecka rzeczy, były kilogramowa torebka cukru i kilogramowa torebka mąki). Dość zaskakiwał fakt, że otrzymywane przez niektórych z nas w dzieciństwie w ramach prezentu książki często były przyjmowane ze smutkiem, złością czy rozgoryczeniem – to, jak dobrze!, się radykalnie zmieniło w dorosłym życiu.   

7. Uczestnicy spotkania dzielili się swoimi troskami z obszaru zawodowego – Koralina opisywała swoje bieżące wstrząsające przygody i inne doświadczenia w pracy z klientem trudnym, a przepracowana ostatnio Błyskawica gratisowo udzielała porad fiskalnych.

8. Bardzo dużo rozmawiano o książkach – o nowościach na rynku wydawniczym, o książkach z dzieciństwa i z młodości, o antykwariatach i księgarniach internetowych. Po raz kolejny zmieniono tytuły na liście książkowych pretekstów na najbliższe miesiące. Omówiono opublikowane niedawno wyniki badań dotyczących czytelnictwa w Polsce – początkowo z przerażeniem przyjęto informację o tym, że w ubiegłym roku 63% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Potem, gdy zgłębiono metodę przeprowadzenia tych badań, stwierdzono, że nie tylko ilości przeczytanych przez nas książek, ale i mnogość blogów i portali internetowych, księgarń, nowych nazwisk pisarzy na rynku potwierdzają, że Polacy czytają, kupują książki, korzystają z bibliotek, interesują się literaturą. Tak jak my.

9. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był bookdog Azoriusz, który swobodnie wędrował sobie po siedzących uczestnikach spotkania, wsadzał pyszczek tam, gdzie nie powinien, domagał się zabawiania i czochrania. Natomiast szczytem szczytów był moment, kiedy to Azoriusz, w pozie zwycięzcy, oparł się łapkami na plecach i ramionach Poldzi i sponad jej głowy obserwował zebranie oraz stadko dyskutantów. A wszystko to w tempie i ekspresji mającej wyraźne znamiona ADHD. Ho! Ho! Tak! Tak!

10. Kuchnia inspirowana była twórczością Astrid oraz Szwecją, ale zawierała także elementy zwykłego kinder party. Struna przygotowała znakomitą zupę wiśniową z bezami, a także, na wzór Pippi, upiekła bułeczki drożdżowe z rodzynkami (Struna z efektu swojej pracy nie była zbytnio zadowolona, co stało w opozycji do faktu, że bułeczki zniknęły ze stołu w okamgnieniu, a pozostały po nich jedynie cztery marne, przypalone rodzynki). Królowa przyrządziła torcik jabłkowy, nawiązujący do torciku, którym została obdarowana z okazji urodzin Lisa z Bullerbyn. Była także sałatka śledziowa, wielokrotnie pojawiająca się w twórczości Astrid. Były mini naleśniczki (z dżemem „śliwka w czekoladzie” i purée z jadalnych kasztanów) na cześć mistrzyni w podrzucaniu naleśników – Pippi. Był szwedzki chlebek chrupki Knäckebröd, cukierki lukrecjowe i pikantne ciasteczka z migdałami. Były czekoladki Kinder oraz popcorn. No i, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć sucharków i kawałka kiełbasy dobrze obsuszonej. 

11. Pan Rex pojawił się na godzinę, zjadł przysługujący mu przydział sałatki śledziowej i torcika i pojechał dalej pracować w pocie czoła. Ho! Ho! Tak! Tak!

12. Ustalono, że kolejne spotkanie odbędzie się 15 kwietnia (Poldzia przezornie zarezerwowała sobie w pracy wszystkie trzecie piątki miesiąca). Pochylimy się nad „Śniadaniem u Tiffany’ego” Trumana Capote’ego. Obowiązywać będzie kuchnia śniadaniowa.

13. W stanie gotowości na pełne nadejście zielonej pory roku, z piersią przygotowaną do wydania z siebie pierwszego wiosennego krzyku uczestnicy spotkania pożegnali się, życząc sobie Wesołych Świąt!

Tiddelipom i piddelidej!
k.

wtorek, 15 marca 2016

Przypominajka przed "Astrid Lindgren" Margarety Strömstedt



Będziemy cieszyć się wiosną - jak Ronja.
Będziemy jeść naleśniki – jak Mio.
Będziemy podnosić psy wysoko nad głowy (i udawać, że to są konie) – prawie jak Pippi.
I będziemy mówić o dzieciństwie, odwadze, potrzebie bliskości, bezpieczeństwa i wolności.
A Astrid Lindgren, przebywając gdzieś tam, w Nangijali, będzie się z pewnością tym rozmowom przysłuchiwać.
Piątek, 17.00 lub coś koło tego. Do zobaczenia!

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Ja nie jestem Miriam" Majgull Axelsson

Protokół po "Ja nie jestem Miriam" Majgull Axelsson

Spotkania Pod Pretekstem Książki mają już cztery lata! To blisko 50 omówionych książek, tysiące przeczytanych stron, setki słów wypowiedzianych w temacie i nie na temat literatury, hektolitry spożytego wina i innych napojów wyskokowych, tony zjedzonych pyszności. I najważniejsze: kilkanaście osób, które mniej lub bardziej regularnie współtworzyły i nadal tworzą to wyjątkowe coś – wspólnotę myśli, emocji, wzajemnego zaspakajania intelektualnych i społecznych potrzeb.

4. Cztery lata Spotkań! Ale również cztery pory roku, cztery kierunki świata, cztery żywioły, cztery kwadry Księżyca, cztery wiatry, czterej jeźdźcy Apokalipsy, czterej ewangeliści, cztery figury karciane – Struna poczyniła wielce interesujące studia nad symboliką liczby 4. No i założyła na nadgarstek swój srebrną bransoletkę, czym wprowadziła zebranych w lekturę wieczoru.

4. Książkową bohaterką spotkania była „Ja nie jestem Miriam” Majgull Axelsson. Lektura smutna i przejmująca, lektura ważna. To książka o Malice –Romce, która, będąc w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, a potem w Ravensbruck, przejmuje tożsamość Żydówki Miriam, bo w hierarchii obozowej Żydzi byli lepiej traktowani niż Cyganie. Ze strachu o życie również po wojnie Malika pozostaje Miriam. I tak przez długie lata żyje w kłamstwie, w obawie, że jej prawdziwa tożsamość będzie odkryta. Malika cały czas tęskni za swoim braciszkiem Didim, który zmarł w Auschwitz w wyniku eksperymentów pseudo doktora Mengele. Opisy dotyczące Didiego, jego powolnego umierania wstrząsają. Struna otwarcie przyznała, że, czytając te fragmenty, płakała. W kontekście dzisiejszych wydarzeń na świecie książka zmusza do refleksji nad innością, nad tym, jak odbieramy kogoś, kto ma nieco inny kolor skóry, nad stereotypowym postrzeganiem mniejszości narodowych i etnicznych. Struna podjęła dogłębne studia faktograficzne związane z losami Cyganów podczas drugiej wojny światowej i przyznała, że Axelsson rzetelnie potraktowała temat – w książce nie ma błędów czy nieścisłości, czego można by się spodziewać po urodzonej już po wojnie Szwedce. Wszystkim, oprócz Koraliny, książka się podobała (ale Koralinie z zasady nic, co się wiąże z Romami, się nie podoba, więc nie ma się co dziwić).

4. Żeby się trochę podbudować po tej smutnej lekturze, z radością, ale i pewną nostalgią oddano się wspominkom rocznicowym, przywołano imiona byłych bywalców Spotkań. Królowa przekazała uczestnikom spotkania zakładki do książek przywiezione z Pekinu przez naszą chińską korespondentkę Beatę. Struna powiedziała kilka zdań na temat naszej kolejnej, tym razem hiszpańskiej korespondentki Polanny. Z tego miejsca przesyłamy ukłony wszystkim stałym oraz okazjonalnym czytelnikom naszego bloga, w szczególności przesyłamy pozdrowienia małżonkowi Maki oraz małżonkowi Poldzi.

4. Scenografią do prowadzonych rozmów był intensywnie padający za oknem śnieg, który spowodował opóźnienie w przybyciu Błyskawicy. Opad śnieżny przyczynił się do podjęcia dyskusji na temat zależności między ubiorem a pogodą, a to z kolei zapoczątkowało rozmowę o „zimnym chowie” uprawianym przez rodziców z Zachodu wobec swoich maleńkich dzieci, a to z kolei wywołało dyskusję na temat chorób dziecięcych i hartowaniu progenitury własnej, a to z kolei sprowokowało Poldzię do ujawnienia, że spacerowała ona ze swoimi poldziątkami nawet w temperaturze -15 stopni, a jedynie wkładała termometr do wózka, w którym jechało niemowlę, i jeśli słupek wskazywał -5 stopni, nie było powodów do zmartwień. Rozmowy o dzieciach przeistoczyły się w rozmowy o książkach dla dzieci – uczestnicy spotkania z rozrzewnieniem wspominali wierszyki z dzieciństwa oraz książeczki z serii „Poczytaj mi, mamo”.

4. Elementem refleksyjnym spotkania była bookdog Gruda, której niezmiernie smutna minka przez cały wieczór mocno wszystkich niepokoiła. Właścicielka Grudy została zobowiązana do podjęcia starań, aby przywrócić Grudzie optymizm i radość życia. Natomiast bookdog Azoriusz tryskał energią i spontanicznością, w najmniej oczekiwanych momentach właził na uczestników spotkania i z wielką dumą oraz zaangażowaniem machał swym nieproporcjonalnie dużym w stosunku do pyszczka ogonkiem. Właścicielka Azoriusza poczuła się żywo dotknięta faktem, że nikt (oprócz Struny) nie wyraził chęci obejrzenia jej unikatowej kolekcji trzech ząbków mlecznych należących niedawno do Azoriusza.

4. Kulinaria nawiązywały do tradycji romskiej. Trzy potrawy, przygotowane przez Błyskawicę, Strunę i Królową, miały tę samą bazę tj. pieczarki, papryka, cebula, przecier pomidorowy, a różniły się składnikami uzupełniającymi i formą wkładki mięsnej. Był zatem bigos po cygańsku (dodatkowo ogórek kiszony i klopsiki z mięsa wołowego – Królowa), były kiełbaski po cygańsku (z mini kiełbaskami – Struna), był kociołek po cygańsku (z kawałkami mięsa wieprzowego – Błyskawica). Ciasto „Cycki Cyganki” przybrało kształt cyfry 4 i pełniło funkcję rocznicowego torciku. Ciasto „Cygańskie ścieżki”, różnobarwne jak cygański tabor, cieszyło oko i podniebienie. Trudne w zdefiniowaniu żelki przywodziły na myśl cekiny na cygańskiej sukience. Poldzia przyrządziła roladki z ciasta szpinakowego z łososiem, które nawiązywały do ojczyzny Majgull Axelsson. Pojono się winem, cydrem i herbatą.

4. Aby podkreślić rocznicowy charakter spotkania, wysłuchano hymnu klubikowego, czyli utworu „Sex on fire” zespołu muzycznego męskiego pod nazwą Kings Of Leon.

4. Kolejna lektura będzie zdecydowanie radośniejsza - 18 marca porozmawiamy o Astrid Lindgren, jej szczęśliwym dzieciństwie i genialnej twórczości. W sferze gastronomicznej spróbujemy się zmierzyć z kuchnią Astrid, czyli postaramy się przygotować potrawy, które zjadłyby dzieci z Bullerbyn (Królowa zakupi kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej), Emil ze Smalandii czy Ronja, córka zbójnika. Będą też sucharki – na cześć Sucharka Lwie Serce.

Dziękujemy za ostatnie cztery lata!
I życzymy sobie więcej – spotkań i dobrych książek!

wtorek, 16 lutego 2016

Przypominajka przed "Ja nie jestem Miriam" Majgull Axelsson

Jeśli nie Miriam, to kto?
W najbliższy piątek na to i wiele innych pytań spróbują znaleźć odpowiedź uczestnicy Spotkania Pod Pretekstem „Ja nie jestem Miriam”.
Miejsce zbiórki – tam gdzie zawsze.
Pora –jak zwykle odpowiednia.
Nastroje – odświętnie, rocznicowe!

niedziela, 17 stycznia 2016

"Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd



Sekretne życie pszczół - Monk Kidd Sue Protokół po "Sekretnym życiu pszczół" Sue Monk Kidd


Witajcie Siostry (i Bracia) w czytaniu!

Mimo padającego za oknem śniegu, uczestnicy Spotkania Pod Pretekstem „Sekretnego życia pszczół” Sue Monk Kidd przenieśli się do gorącej Karoliny Południowej. Książka spowodowała gorącą dyskusję. Gorąco też zrobiło się uczestnikom spotkania po wypiciu miodu i australijskiego wina. Ale po kolei.

1. Po pierwsze wzniesiono toast za małe Gazelątko, które się było urodziło zaledwie kilka dni temu i które na pewno bardzo zajmuje swoją maleńką osobą swych kochających, opiekuńczych, krążących wokół niego jak pracowite pszczółki rodziców. Gazelątku życzymy Dobra, Miłości i opieki Marii (na przykład takiej jak Nasza Pani w Łańcuchach opisanej przez Sue Monk Kidd), a jego rodzicom z serca gratulujemy. I, rzecz jasna, czekamy na powrót Gazeli do naszego książkowego grona.

2. Po drugie Struna zaproponowała, aby, w nawiązaniu do imion bohaterek książki wieczoru, na cel niniejszego protokołu poszczególni uczestnicy spotkania przybrali pseudonimy będące zarazem ich miesiącem urodzin. Kiedy jednakże okazało się, że w lokalu są aż trzy czerwce, zaniechano tego pomysłu. Przy okazji jednak po raz kolejny stwierdzono, że Bliźnięta dobrze się dogadują z Wodnikami, a czerwcowe spotkanie książkowe będzie bardzo huczne z okazji potrójnych urodzin uczestniczek plus imieniny Błyskawicy.

3. Po trzecie Struna oraz Królowa przywdziały na wieczór bluzeczki w paseczki (niestety, nie żółto-czarne).

4. „Sekretne życie pszczół” warto przeczytać. Książka momentami przypomina „Smażone zielone pomidory” i „Służące”. Można ją potraktować powierzchownie, jako prostą opowieść o dorastaniu. Jednak, po przyłożeniu ucha do ula, jakim jest ta książka, odkrywamy wiele interesujących aspektów. Choćby temat wiary chrześcijańskiej: opisany z dystansem, czasem z przymrużeniem oka, ale zawierający mądrość o sztuce poszukiwania Boga we własnym wnętrzu i określający piękno relacji z Marią – opiekunką potrzebujących i sierot.

5. W „Sekretnym życiu…” odnaleziono liczne nawiązania do bliskiego naszemu klubikowemu mottu Carpe Diem -  autorka, ustami jednej z bohaterek, May, mówi, że „kiedy nadchodzi pora śmierci, trzeba umrzeć, a kiedy nadchodzi pora życia, trzeba żyć. Nie udawać, że się żyje, ale żyć pełną piersią i nie bać się życia”. Bierzemy sobie to do serca - to oraz rozważania na temat przebaczania – sobie i innym, wyrozumiałości dla niedoskonałości – swoich i innych ludzi. 

6. Sue Monk Kidd poczyniła wspaniałe analogie między pszczołami a ludźmi. Tytułowe bohaterki stały się powodem do głębokich rozmów na temat owadów i ich obecności w naszym życiu. Każdy z uczestników spotkania miał do powiedzenia jakąś ciekawostkę dotyczącą jej/jego kontaktu z owadami (lub innymi zwierzętami). Temat owadzi został spuentowany przygnębiającą i zatrważającą informacją, że, podobno, zgodnie z teorią Alberta Einsteina, jeśli znikną pszczoły, cztery lata później nie będzie już życia na Ziemi. A zatem: dbajmy o pszczoły, wspierajmy pszczoły, nie bójmy się pszczół i traktujmy je z należytym szacunkiem. I jedzmy miód!

7. A propos miodu – tego wieczoru zdominował on naszą kuchnię. A serwowane dania, wbrew pozorom, nie były ani zbyt słodkie, ani mdłe czy lepkie. Struna przygotowała rozpływającą się w ustach karkówkę marynowaną w miodzie i musztardzie. Miała też zamiar przyrządzić grillowanie brzoskwinie (w nawiązaniu do brzoskwiniowej farmy, na której początkowo mieszkała bohaterka „Sekretnego życia…”, Lily) z hiszpańskim miodem z kwiatów pomarańczy (przemycone przez granicę przez naszą odległą ciałem, ale bliską myślami Polannę – muchas gracias!) – niestety, na skutek obżarstwa spowodowanego wspomnianą karkówka i poniższymi daniami, przełożono degustację tego smakowicie zapowiadającego się deseru na kolejne spotkanie. Błyskawica przyniosła upieczony przez jej mamę (dziękujemy!) miodownik, zwany też królewiczem czy królewcem – doskonałe ciasto! W ramach aneksu do grudniowego spotkania książkowego na stole pojawiły się, wyjęte prosto z paczki adresowanej do Błyskawicy, wyborne australijskie wino oraz orzeszki makadamia. Poldzia zakupiła na cele spotkania pierniczki miodowe. A Królowa podała wytrawną zapiekankę ryżową z miodem i banany zapiekane z miodem i masłem. Były też solone orzeszki i coca cola, przyniesione, eksperymentalnie połączone i spożyte przez Strunę (z uwagi na fakt, że w USA orzeszki na pewno są bardziej słone a cola bardziej gazowana, Lily mogła osiągać bardziej spektakularne efekty tego połączenia - u nas było bez szału). Do chrupania była też pszenica w miodzie. Uwagę wszystkich przykuł jednak Tort Pszczelarza, z lekkim kremem miodowym i marcepanowymi pszczółkami (skrzydła wycięte z opłatków) zdobiącymi szczyt tortu w kształcie ula. W kwestii napitków raczono się miodem pitnym dwójniakiem oraz miodowymi w barwie herbatą z cytryną i piwem.

8. Ilustracją dźwiękową do spotkania były utwory zmarłego niedawno Davida Bowie oraz piosenki Alice In Chains z płyty „Jar of Flies” (w nawiązaniu do Lily, która swoją przygodę z owadami zaczęła od łapania i zamykania much w słoiku). Chciano także wysłuchać kawałka zespołu Blind Melon pt. „No Rain” (ze względu na teledysk z dziewczynka-pszczółką), jednak nikt z obecnych nie miał go w swoim posiadaniu.

9. W związku z trwającą wizytą duszpasterską zwaną kolędą rozmawiano o księżach czytających (Królowa przytoczyła wypowiedź jednego z nich: „Wie pani, przeczytałem tę biografię Tove Jansson. Nie wiedziałem, że ona była lesbijką. To zmienia moją opinię o jej twórczości.”) oraz o tym, jak to bookdog Azoriusz (który od ostatniego spotkania nabrał odrobinę, ale tylko odrobinę, ogłady) w nieświadomości swej wychłeptał wodę święconą z przygotowanego do księżej wizyty talerzyka. 

10. Rozmowy o księżach i Kościele ściśle wiązały się z zadziwiającymi niekiedy postanowieniami poczynionymi przez obecnie nam panujący nowy rząd. Koralina zdała obszerną relację z oczekiwań ludu wobec nadchodzącego „pincet” złotych na dziecko. A przy okazji dyskusji nad chorym systemem bezpłatnej opieki medycznej, w ramach czarnego humoru przytoczono kilka anegdot i żarcików o amputacjach i amputantach.

11. Czyniąc przygotowania do następnego, wyjątkowego, bo rocznicowego spotkania książkowego, radzono nad tytułami na luty i kolejne miesiące. Pan Rex nalegał, żeby przeczytać „Łyska z pokładu Idy” (pojawiły się już nawet propozycje kuchni końskiej: kabanos i kopytka). Pomysł Pana Rexa odrzucono. Wstępnie podjęto decyzję, że:
- w marcu zapoznamy się z biografią Astrid Lindgren pióra Margarity Stromstedt,
- w kwietniu porozmawiamy o „Wszystko za Everest” Jona Krakauera,
- w maju rządzić będą „Emancypantki” Prusa,
- w czerwcu będą „Skrawki życia” Whitney Otto (o ile do tego czasu Koralina i Poldzia zdobędą jakieś nieobślinione, funkiel nówki egzemplarze),
- w lipcu „Śniadanie u Tiffany’ego” Trumana Capote,
- w sierpniu nawiedzimy „Dom dusz” / „Dom duchów” Isabel Allende,
- we wrześniu, dzięki rekomendacji naszej wielkopolskiej podróżniczki Beaty, przeczytamy „Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin” Jung Chang.
W dalszym ciągu czekamy na wznowienie „Pani Dalloway” Virginii Woolf.

12. A książkowym pretekstem do lutowego spotkania będzie „Ja nie jestem Miriam” Majgull Axelsson, polecona przez niejaką meduziastą Izę z Trójmiasta. Z racji narodowości autorki zaproponowano podać jadło w formie szwedzkiego stołu. Jednak uczestników spotkania lubiących nowe wyzwania kulinarne zapraszamy do podjęcia tematu kuchni cygańskiej / romskiej – takiej jeszcze u nas nie było.
19 lutego świętować będziemy czwarte urodziny Spotkań Pod Pretekstem Książki. Już się cieszymy!

Z nowym rokiem życzymy wielu porywających, ważnych, interesujących, pięknych, książek.
No to bzzzzz…..
k.

środa, 13 stycznia 2016

Przypominajka przed "Sekretnym życiem pszczół" Sue Monk Kidd



Mmmm… Bzzzz… ULala!
W najbliższy piątek będziemy sobie słodzić – miód poleje się strumieniami. Okazją do tego będzie „Sekretne życie pszczół” Sue Monk Kidd, które bierzemy na warsztat. Zlot czytających pszczółek planowany jest jak zwykle od godziny 17.00. Mniej więcej.
Pa!

niedziela, 20 grudnia 2015

"Złodziejka książek" Markus Zusak



Protokół po "Złodziejce książek" Markusa Zusaka

W nastrojach wyraźnie przedświątecznych, z muzyką z dzwoneczkami w tle uczestnicy Spotkania Pod Pretekstem Książki zasiedli przy stole po raz ostatni w tym roku, aby porozmawiać o literaturze i innych ważnych tematach.

1. Tak naprawdę ważny temat był tylko jeden i to wokół niego toczyła się większość rozmów. Otóż spotkanie zdominował swoją psią osobą czteromiesięczny Azor. Moment na pojawienie się w życiu czytającego grona wybrał idealny: sylwetką przypominający psa dingo, a w kolorze i pyszczkiem małego kangurka Azor był znakomitą ilustracją do powieści australijskiego pisarza Markusa Zusaka „Złodziejka książek”.

2. O „Złodziejce…” padło kilka opinii: że narracja dziwna, że czyta się bardzo łatwo i szybko (co może być zaletą, ale i wadą), a prostota języka świadczy o tym, że adresatem tej lektury jest przede wszystkim czytelnik młody. Pojawiło się stwierdzenie, że tak naprawdę bohaterem tej książki jest Hans Humermann, który nauczył swoją przybraną córkę, Liesel wszystkiego: powrotu do życia po utracie brata i matki, czytać i pisać, nie bać się, pomagać, kochać, czynić powinności wobec słabszych. Liesel odkrywa, że słowo ma moc budowania i moc niszczenia, że słowo to życie. Ciekawym jest przedstawienie dramatu II wojny światowej z perspektywy Śmierci – to on jest narratorem powieści. Śmierć próbuje pokazać, że duży udział w masowym zabijaniu podczas wojny mieli sami ludzie, jego działania były tylko ostatnim elementem tego procesu.

3. Uczestnicy spotkania powoli zaczynają przygotowywać się do lutowych obchodów czwartej rocznicy powstania naszego klubiku książkowego. Przypominano sobie co zabawniejsze momenty czy co śmieszniejsze lektury. Przygotowano listę kilku pierwszych tytułów, które zostaną omówione w 2016 roku. Na luty szukamy czegoś wyjątkowego, czegoś godnego uczczenia tych czterech lat spotkań. A tymczasem, po burzliwych dyskusjach i kilkakrotnych zmianach, na styczeń wybrano Sue Monk Kidd „Sekretne życie pszczół”. Kolejny tytuł na liście to „Małe kobietki” Alcott, jednak zachodzi obawa, że ta, charakteryzowana jako powieść młodzieżowa, będzie dla nas nie dość dużym pretekstem do dyskusji. Na marzec zaplanowano „Skrawki życia” Whitney Otto. Na liście na przyszły rok jest też „Pani Dalloway”, „Dom dusz”, „Wszystko za Everest” i Śniadanie u Tiffany’ego”.

4. W związku z narodowością autora „Złodziejki książek” przygotowano potrawy i przekąski mające australijskie pochodzenie lub nawiązujące do Australii. Struna przyniosła tartę z kozim serem i figami (takie danie wyskoczyło jej po wpisaniu w wyszukiwarkę „kuchnia australijska”) oraz lemingtony, czyli biszkoptowe kawałki oblewane czekoladą i obtoczone wiórkami kokosowymi. Poldzia przyniosła australijskie wino, a także wykupiła w pobliskim spożywczaku wszystkie pudełeczka ciasteczek z nadzieniem czekoladowym „Koala land” (z wizerunkiem misiów koala w różnych sytuacjach życiowych na każdym ciasteczku). Błyskawica upiekła murzynka, którego za pomocą kropeczek białych i brązowych przyozdobiła w aborygeńskie wzory. Na okoliczność naszego spotkania Błyskawica zamówiła w Australii pewne tamtejsze produkty żywnościowe, jednak ze względu na przedświąteczny tłok na poczcie, paczka z darami nie dotarła na czas – zatem będzie aneks kulinarny w styczniu. Gazela, mocno pękata, powolna i ociężała, przyniosła wino w postaci stałej, czyli winogrona, oraz czekoladki w szerokim asortymencie. Koralina zakupiła wino półsłodkie. Królowa natomiast upiekła chlebek damper (bez rewelacji, ale cóż, taki był przepis), a także ciasteczka ANZAC (Australia and New Zealand Army Corps), czyli ciasteczka, które matki i żony piekły dla swoich mężczyzn walczących na frontach I wojny światowej. Były też orzeszki włoskie i arachidowe (w zastępstwie popularnych w Australii orzechów makadamia) i żelkowe robaki.

5. Rozmowy przy powyżej opisanym jedzeniu dotyczyły: zagadnień budowlanych (Pan Rex), dolegliwości gastrycznych potomstwa (Błyskawica), przygotowań do Świąt (wszyscy), obowiązkach kościelnych roratnich (Struna), wycieńczeniu psychicznemu w końcówce roku (Koralina), psach i innych zwierzętach domowych (wszyscy), przepracowaniu i w konsekwencji przemęczeniu (Poldzia, która jako jedyna nie przeczytała „Złodziejki…”), zdanego egzaminu zawodowego (Królowa) i wyczekiwania niecierpliwego, żeby małe Gazelątko urodziło się szybko, ale dopiero na początku roku – trzymamy kciuki! A w ogóle to trzeba podkreślić, że Gazela, poprzez swoją ociężałość, dużo teraz przesiaduje w domu i czyta, by w ten sposób pożytecznie wypełnić czas oczekiwania na rozwiązanie i aby już teraz wpływać na intelektualny rozwój swojego dziecięcia – pochwalamy, jesteśmy za!

6. Wstępnie omówiono termin spotkania z Polanną, która wielce stęskniona za nami, przyjedzie na Święta do domu – wybierzemy się w okolicach Nowego Roku do naszej ulubionej, wyjątkowej, klimatycznej kawiarenki. A kolejne, regularne już spotkanie książkowe odbędzie się w piątek 15 stycznia. Tytuł podano w punkcie 3. Kuchnia miodowa.

Miłości w najczystszej postaci, radości niezmąconej i wielu wartych zarwania nocy książek pod choinką – życzmy sobie wszyscy!
Wspaniałych Świąt!
k.