Protokół po "W drodze" Jacka Kerouaca
Hi there!
Lipcowe
spotkanie zaczęło się urodzinowo: Stefie odśpiewano „Sto lat!”, wręczono torcik
i podarki. A drugiej jubilatce, Kici, dzień później w imieniu całego klubiku
książkowego życzenia złożyła Struna. Obie Uczestniczki obchodzące urodziny w
lipcu mocno ściskamy!
1. „W drodze” to
świetny przykład lektury, którą warto ocenić po dwóch czytaniach. Pierwszym, w
młodości, kiedy to porwać czytelnika może wybijająca się ze stron książki
wolność, poszukiwanie sensu życia i odkrywanie samego siebie. Drugi raz warto
przeczytać „W drodze” po latach, w wieku dojrzałym, gdy na pewne sprawy patrzy
się zupełnie inaczej niż kiedy jest się młodym człowiekiem. Takie właśnie
ćwiczenie czytelnicze wykonały Struna i Królowa – i w sumie obie doszły do tych
samych wniosków.
2. A wnioski są
takie, że bohaterowie książki, i kiedyś, i teraz, drażnią, bo są skrajnie
nieodpowiedzialni, choć ich sytuacja życiowa (czworo dzieci Deana rozsianych po
całych Stanach) i wiek (i Sal, i Dean są koło trzydziestki) mówią wprost, że
naprawdę trzeba już dorosnąć. Ci dwaj i im podobni trampowie, widzący wyłącznie
czubek własnego nosa, wieczni Piotrusie Pany, z mózgami przeżartymi alkoholem i
narkotykami, żyją w czasach po drugiej wojnie, kiedy w USA brakowało męskich
wzorców, kiedy na całym świecie moralność i zasady współżycia w społeczeństwie
zostały mocno przewartościowane – więc szukają swojej ścieżki życia. I chyba
się w tych poszukiwaniach trochę pogubili, zwłaszcza Dean, który na końcu
książki nie może pozbierać myśli, bełkocze, traci rozum.
3. Od kilku
pokoleń „W drodze” porywa kolejnych czytających, ma status powieści kultowej, Biblii
wszelkich autsajderów. Są w niej wątki, które rzeczywiście mogą ująć nawet tych
konserwatywnych, ułożonych odbiorców: radość z obcowania z przyrodą, życie
chwilą, pochwała wolności, zerwanie z materializmem, konsumpcjonizmem i
dobrobytem. Przecież tak niewiele trzeba, żeby być szczęśliwym. Chris McCandless
z „Into the Wild / Wszystko za życie”, i wielu przed nim i po nim, również tego
szukał.
4. Powieść
Kerouaca sprowokowała Uczestniczki do nostalgicznej podróży w czasie do ich
wczesnej młodości. Z perspektywy tych kilkudziesięciu lat zachowania ówczesnych
nastoletnich Uczestniczek dziś wydają się szalone, niebezpieczne, głupie, mało
odpowiedzialne, ale ostatecznie wszystkie wyszły na ludzi, mają dobre i
szczęśliwe życie, choć wielu z ich rówieśników i towarzyszy tamtych imprez dziś
boryka się z nałogami albo już w ogóle nie żyje. Kerouac napisał: „Uprzytomniłem
sobie, że pewnego dnia nasze dzieci będą oglądać te wszystkie zdjęcia ze
zdumieniem, przekonane, że ich rodzice żyli w sposób gładki, uporządkowany,
ustabilizowany - tak – jak – na – zdjęciu, że wstawali rano, aby kroczyć dumnie
chodnikami życia, i nigdy nie będą nawet podejrzewać łachmaniarskiego
szaleństwa i burzliwości naszych faktycznych żywotów, naszej faktycznej nocy,
tego piekła, bezsensownej, koszmarnej drogi”. Tak czy inaczej, Uczestniczki nie
wypierają ze swej pamięci tamtych lat, nie wstydzą się siebie samych nastoletnich,
bo wiedzą, że każdy przez to musi przejść – jedni głośno i na krawędzi, drudzy
trochę bardziej spokojnie.
5. Rozmowy w
czasie lipcowego klubiku dotyczyły, a jakże, wakacji, urlopów, wczasów,
półkolonii, krótkich wypadów i dłuższych wyjazdów. Lato w tym roku jest ciekawe
i intensywne. Dyskutowano o chorobach (trudny i dołujący temat, jednak to część
życia, więc nie ma co udawać, że ich nie ma), żywności i aktywności fizycznej
(Kicia i Królowa dzielnie kontynuują pracę nad sobą w tym zakresie, bo pierwsze
pozytywne efekty są już widoczne i na ciele, i na umyśle).
6. Kuchnia na
lipcowym klubiku była różnorodna (jak stany w Stanach). Był i wspomniany
powyżej torcik urodzinowy. Były amerykańskie burgery w wersji wege i Coca Cola zaproponowane
przez Strunę. Była sałatka grecka, która do książki wieczoru nawiązywała poprzez
Grecję (jako częsta destynacja wakacyjnych podróży) i oliwki (okrągłe jako koło
mknącego po szosie samochodu). Oprócz sałatki Stefa przygotowała również łatwą
do wzięcia na każdą wyprawę pizzę z twarogiem. Królowa zrobiła dynię z ryżem i
masłem orzechowym (i dynia, i masło orzechowe dość mocno z USA się kojarzą). Na
stole pojawiły się również potrawy kolorystycznie nawiązujące do barw
amerykańskiej flagi: borówki i arbuz (w planach była również biała bita
śmietana z mascarpone, ale Uczestniczki uznały, że co za dużo, to niezdrowo). Również
Mały Lord wniósł kulinarny wkład do spotkania - przygotował ciekawe w smaku ogórki,
które najpierw wydrążył, a potem wypełnił groszkiem konserwowym.
7. „Uuuu! Chce mi
się tak jechać bez końca… ta droga sama prowadzi!” powiedział Dean. Niech
wakacyjne drogi prowadzą w świat, a potem bezpiecznie przywiodą Uczestniczki i
Uczestników na kolejne spotkanie książkowe, które zaplanowane zostało na 21
sierpnia (jeśli pogoda pozwoli, na działce u rodziców Struny). Gastronomicznie
będzie po australijsku, bo tylko taka kuchnia pasować będzie do książki Szymona
Drobniaka „Czarne lato. Australia płonie”.
Do zobaczenia!
k.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz