piątek, 17 lipca 2026

"W drodze" Jacka Kerouaca


Protokół po "W drodze" Jacka Kerouaca

Hi there!

Lipcowe spotkanie zaczęło się urodzinowo: Stefie odśpiewano „Sto lat!”, wręczono torcik i podarki. A drugiej jubilatce, Kici, dzień później w imieniu całego klubiku książkowego życzenia złożyła Struna. Obie Uczestniczki obchodzące urodziny w lipcu mocno ściskamy!

1. „W drodze” to świetny przykład lektury, którą warto ocenić po dwóch czytaniach. Pierwszym, w młodości, kiedy to porwać czytelnika może wybijająca się ze stron książki wolność, poszukiwanie sensu życia i odkrywanie samego siebie. Drugi raz warto przeczytać „W drodze” po latach, w wieku dojrzałym, gdy na pewne sprawy patrzy się zupełnie inaczej niż kiedy jest się młodym człowiekiem. Takie właśnie ćwiczenie czytelnicze wykonały Struna i Królowa – i w sumie obie doszły do tych samych wniosków.

2. A wnioski są takie, że bohaterowie książki, i kiedyś, i teraz, drażnią, bo są skrajnie nieodpowiedzialni, choć ich sytuacja życiowa (czworo dzieci Deana rozsianych po całych Stanach) i wiek (i Sal, i Dean są koło trzydziestki) mówią wprost, że naprawdę trzeba już dorosnąć. Ci dwaj i im podobni trampowie, widzący wyłącznie czubek własnego nosa, wieczni Piotrusie Pany, z mózgami przeżartymi alkoholem i narkotykami, żyją w czasach po drugiej wojnie, kiedy w USA brakowało męskich wzorców, kiedy na całym świecie moralność i zasady współżycia w społeczeństwie zostały mocno przewartościowane – więc szukają swojej ścieżki życia. I chyba się w tych poszukiwaniach trochę pogubili, zwłaszcza Dean, który na końcu książki nie może pozbierać myśli, bełkocze, traci rozum.

3. Od kilku pokoleń „W drodze” porywa kolejnych czytających, ma status powieści kultowej, Biblii wszelkich autsajderów. Są w niej wątki, które rzeczywiście mogą ująć nawet tych konserwatywnych, ułożonych odbiorców: radość z obcowania z przyrodą, życie chwilą, pochwała wolności, zerwanie z materializmem, konsumpcjonizmem i dobrobytem. Przecież tak niewiele trzeba, żeby być szczęśliwym. Chris McCandless z „Into the Wild / Wszystko za życie”, i wielu przed nim i po nim, również tego szukał.

4. Powieść Kerouaca sprowokowała Uczestniczki do nostalgicznej podróży w czasie do ich wczesnej młodości. Z perspektywy tych kilkudziesięciu lat zachowania ówczesnych nastoletnich Uczestniczek dziś wydają się szalone, niebezpieczne, głupie, mało odpowiedzialne, ale ostatecznie wszystkie wyszły na ludzi, mają dobre i szczęśliwe życie, choć wielu z ich rówieśników i towarzyszy tamtych imprez dziś boryka się z nałogami albo już w ogóle nie żyje. Kerouac napisał: „Uprzytomniłem sobie, że pewnego dnia nasze dzieci będą oglądać te wszystkie zdjęcia ze zdumieniem, przekonane, że ich rodzice żyli w sposób gładki, uporządkowany, ustabilizowany - tak – jak – na – zdjęciu, że wstawali rano, aby kroczyć dumnie chodnikami życia, i nigdy nie będą nawet podejrzewać łachmaniarskiego szaleństwa i burzliwości naszych faktycznych żywotów, naszej faktycznej nocy, tego piekła, bezsensownej, koszmarnej drogi”. Tak czy inaczej, Uczestniczki nie wypierają ze swej pamięci tamtych lat, nie wstydzą się siebie samych nastoletnich, bo wiedzą, że każdy przez to musi przejść – jedni głośno i na krawędzi, drudzy trochę bardziej spokojnie.

5. Rozmowy w czasie lipcowego klubiku dotyczyły, a jakże, wakacji, urlopów, wczasów, półkolonii, krótkich wypadów i dłuższych wyjazdów. Lato w tym roku jest ciekawe i intensywne. Dyskutowano o chorobach (trudny i dołujący temat, jednak to część życia, więc nie ma co udawać, że ich nie ma), żywności i aktywności fizycznej (Kicia i Królowa dzielnie kontynuują pracę nad sobą w tym zakresie, bo pierwsze pozytywne efekty są już widoczne i na ciele, i na umyśle).

6. Kuchnia na lipcowym klubiku była różnorodna (jak stany w Stanach). Był i wspomniany powyżej torcik urodzinowy. Były amerykańskie burgery w wersji wege i Coca Cola zaproponowane przez Strunę. Była sałatka grecka, która do książki wieczoru nawiązywała poprzez Grecję (jako częsta destynacja wakacyjnych podróży) i oliwki (okrągłe jako koło mknącego po szosie samochodu). Oprócz sałatki Stefa przygotowała również łatwą do wzięcia na każdą wyprawę pizzę z twarogiem. Królowa zrobiła dynię z ryżem i masłem orzechowym (i dynia, i masło orzechowe dość mocno z USA się kojarzą). Na stole pojawiły się również potrawy kolorystycznie nawiązujące do barw amerykańskiej flagi: borówki i arbuz (w planach była również biała bita śmietana z mascarpone, ale Uczestniczki uznały, że co za dużo, to niezdrowo). Również Mały Lord wniósł kulinarny wkład do spotkania - przygotował ciekawe w smaku ogórki, które najpierw wydrążył, a potem wypełnił groszkiem konserwowym.

7. „Uuuu! Chce mi się tak jechać bez końca… ta droga sama prowadzi!” powiedział Dean. Niech wakacyjne drogi prowadzą w świat, a potem bezpiecznie przywiodą Uczestniczki i Uczestników na kolejne spotkanie książkowe, które zaplanowane zostało na 21 sierpnia (jeśli pogoda pozwoli, na działce u rodziców Struny). Gastronomicznie będzie po australijsku, bo tylko taka kuchnia pasować będzie do książki Szymona Drobniaka „Czarne lato. Australia płonie”.

Do zobaczenia!

k.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz