czwartek, 16 kwietnia 2026

"Nie ma co" Mahsy Mohebali

 Protokół po "Nie ma co" Mahsy Mohebali

Salam alejkum!

Za nami nieco refleksyjne, choć bez wzniosłych czy oczywistych słów, spotkanie kwietniowe – w cieniu wojny, która znów dzieje się w Iranie.

1. Tam znowu umierają ludzie, zwykli mieszkańcy, tam krew się leje na ulicach Teheranu, na irańskie bogactwa naturalne znowu mają chrapkę oszołomy z innych krajów.

2. Iran ma wspaniałą historię. Ale ostatnie sto lat to dla jego obywateli trudny okres zmieniających się reżimów, zasad życia, wartości. W rozkroku między Wschodem i Zachodem, z aspiracjami, ze wspomnieniami czasów sprzed i po rewolucji, o której tak poruszająco w „Szahinszachu” pisał Kapuściński.

3. „Nie ma co” to kilkadziesiąt godzin w stolicy Iranu podczas trzęsienia ziemi, doświadczanego i obserwowanego przez Szadi, młodą teherankę na narkotycznym głodzie, poszukującą kogoś z kolejną działką, a potem miejsca do spokojnego odlotu. Na ulicach chaos, zamieszanie i zamieszki, niebezpieczeństwo, ucieczki z miasta, aresztowania. Czy to na pewno trzęsienie ziemi? A może ten obraz to kolejna rewolucja, Irańczycy protestujący wobec dyktatorskiej władzy radykalnych islamistów?

4. Żeby lepiej zrozumieć przesłanie „Nie ma co”, warto sięgnąć po inne książki o tym zakątku świata. Choćby po „Fashionistki zrzucają czadory” Aleksandry Chrobak (Stefa i Królowa polecają), po wspomnianego wyżej Kapuścińskiego, „Kruszenie świata” François-Henri Désérable czy „Domy na piasku” Katarzyny Rodackiej.

5. Oby sytuacja w Iranie szybko zmieniła się w bezpieczną dla mieszkańców. Oby ci, którzy rozdają karty, szybko się dogadali i przestali zabijać ludzi, którzy nie chcą mieć z tym nic wspólnego, którzy po prostu chcą żyć w wolności wiary i przekonań. Być może Iran znowu stanie się krajem przyjaznym nie tylko swoim obywatelom, ale i turystom. Może nastanie czas, gdy na własne oczy można będzie podziwiać irańskie krajobrazy i zachwycającą perską kulturę, architekturę i sztukę.

6. Na razie jednak, żeby poczuć na języku choć namiastkę Iranu, przygotowano potrawy inspirowane kuchnią perską. Struna przyniosła nargesi, czyli perski omlet ze szpinakiem jogurtem i kurkumą. Stefa zrobiła humus, poczęstowała chałwą. Zrobiła również gulasz z czerwonej soczewicy, który podała z adas polo – ryżem z szafranem, rodzynkami i soczewicą. Jakby tej soczewicy było mało, Królowa również ją przyniosła – tym razem w wersji zielonej ze szpinakiem, co kolorystycznie było okropne, ale w smaku niezłe, zwłaszcza z adas polo Stefy. Spod rak Królowej wyszły też owiane ciasteczka z rodzynkami sułtankami. Kicia przyniosła ciasto puszyste jak perski kot. W obszarze spożywczym pojawił się również ostropest plamisty (Stefa wydilowała zebranym działkę magicznego proszku), kreatyna i sól swańska.

7. Omówiono kino irańskie, wspomniano kultową już książkę-komiks „Persepolis”. Wymieniono się informacjami na temat godnych polecenia logopedek w okolicy (coraz bardziej rozgadane Kicię jest w potrzebie). Zdano relację z przebiegu świąt wielkanocnych (u wszystkich ten czas śmignął jak stadko przestraszonych zajęcy). Po raz kolejny rozważano metody wychowawcze obserwowane w otoczeniu i praktykowane we własnych domach. Zrobiono przegląd książkowych nowości wydawnicznych i prezentów do czytania, które otrzymała Stefa. A wspomniane w rozmowie sławne perskie ogrody stały się łącznikiem z pretekstem do spotkania w maju, kiedy to omawiana będzie „Inteligencja kwiatów” Maurice’a Maeterlincka – widzimy się 8 maja; kuchnia kwiatowa, wiadomo. W ramach lektury uzupełniającej można przeczytać „Ogród poza czasem” Olivii Laing.

Niech pokój będzie na świecie, w Waszych głowach i sercach.

k.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz