wtorek, 17 marca 2026

"Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego

 Protokół po "Przedwiośniu" Stefana Żeromskiego

Dzień dobry!

Ptaki widziane przez okno i podczas spacerów, pierwsze motyle, rabatki ozdobione krokusami i fiołkami, słońce, wiosenna energia zachęcająca do zmierzenia się z brudnymi po zimie oknami i zakurzonymi kątami – o tym też rozmawiano podczas marcowego spotkania.

1. Biorąc pod uwagę wyznania Stefy sprzed miesiąca o tym, że nie może się przekonać do „Przedwiośnia”, że podchodzi do niego jak do jeża, można by sądzić, że celowo skumulowała sobie robotę na to piątkowe marcowe popołudnie, żeby nie przyjść na spotkanie klubiku. Ale wiemy, że Stefa naprawdę przechodzi teraz przez trudny czas w pracy, więc jej nieobecność przyjęta została ze współczuciem. A poniżej, specjalnie dla niej, kilka wrażeń po omówieniu „Przedwiośnia”.

2. Czy Żeromski wielkim pisarzem był? Był. Czy słusznie znajduje się w kanonie lektur szkolnych? I tak, i nie. Tak – bo gdyby jego książki nie były lekturami, większość nigdy z własnej woli pewnie nie sięgnęłaby po nie. Nie – bo lektury szkolne w ogóle bardzo źle się kojarzą i przez to wiele osób może z negatywnym nastawieniem zaczynać poznawać dorobek Żeromskiego. A to był naprawdę uznawany i szanowany przez jemu współczesnych wybitnych pisarzy i poetów literat, który ponoć był nawet pretendentem do Nagrody Nobla. Więc może warto dać mu szansę, wrócić do jego powieści i noweli, rozsmakować się w jego piórze. Stefa, daj mu szansę!

3. „Przedwiośnie” dobrze się czyta, czuć wrażliwość Żeromskiego na ludzką biedę i krzywdę, widać jego spostrzegawcze oko pisarskie, które tak wymownie potrafi zilustrować ludzi z najniższych warstw społecznych. Ale nużą wątki polityczne, agitatorskie.

4. Taka jednak była wtedy Polska, tuż po odzyskaniu niepodległości – zagubiona, rozgrabiona, zabiedzona, choć odurzona wolnością, z którą nie wiadomo było, co zrobić. Polska zaczęła się wtedy budować, od nowa, i miała tę możliwość tylko przez 20 lat. A potem, po wojnie znowu wszystko od początku. Nie dziwią więc różne zachowania pisarzy i artystów w latach powojennych, którzy szukali swojego sposobu na odbudowę Polski i czasem wdawali się w romans z władzami komunistycznymi – bo wtedy uważali to za najsłuszniejszą rzecz, jaką mogą zrobić. I zgodnie z apelem Struny, nie osądzajmy postaci sprzed lat, bo sami nie wiemy, jak byśmy się zachowali w tych wyjątkowych, niepowtarzalnych czasach.

5. A do dyskusji o tych postaciach, które Żeromskiego znały lub mogły znać, doszło dzięki całemu łańcuszkowi powiązań postaci związanych z literaturą. Tuwim (o nim z zapałem opowiadała Królowa, świeżo po zakończonej lekturze jego biografii), który za młodu podziwiał Żeromskiego, dalej Magdalena Samozwaniec, która naraziła się kiedyś Tuwimowi w jednym ze swoich tekstów, dalej Zygmunt Niewiadomski, mąż Samozwaniec, który opisał ich pożycie, a sam był synem założyciela Małopolskiej Fabryki Opłatków (Mafo, przekształconego później w ZPC Skawa), dalej matka sióstr Marii i Magdaleny Kossakówien, która pomogła w ucieczce ze szpitala psychiatrycznego swojego kuzyna z Wielkopolski, Stefana Rogozińskiego, znanego podróżnika i odkrywcę Kamerunu, który obchodził urodziny tego samego dnia co Mały Lord (ten klubikowy, nie ten od Frances H. Burnett). I tak dalej, i tak dalej - takie powiązania są fascynujące, inspirują do sięgania po kolejne biografie, wspomnienia i pamiętniki. To sprowadza Wielką Historię do poziomu człowieka, który żył w konkretnych czasach, to pozwala w wielkich nazwiskach sprzed lat zobaczyć zwykłych ludzi.

6. Struna nadal prowadzi swoje dociekania genealogiczne. I choć tempo prac jest teraz powolniejsze, bo coraz trudniej dotrzeć do materiałów źródłowych, to jednak czas poświęcony na „rozkminianie” rodzinnych historii zbliża członków rodziny poszukujących kolejnych elementów układanki, a czasem otwiera ich zamknięte przez lata pamięć i usta. Struniątko, które wspaniale radzi sobie na studiach, potrafi już trafnie podsumować działania swej rodzicielki w zakresie odkrywania Małej Ojczyzny i genealogii rodziny: Struna jest mikrohistoryczką, w przeciwieństwie do Struniątka, które na historię ma spojrzenie makro.

7. Kicia opowiadała trochę o pracy, o priorytetach życiowych, które w ostatnich dwóch latach mocno jej się zmieniły (teraz na pierwszym miejscu jest, wiadomo, Kiciątko), o powrocie do treningów biegowych w terenie. Królowa wytrwale realizuje swój plan większej dbałości o kręgosłup i formę fizyczną w ogóle. Stefa zostanie z tego tematu odpytana na następnym spotkaniu (ale jeśli praca wzięła górę również nad powziętym postanowieniem zwiększenia ilości energicznych spacerów, to zrozumiemy i będziemy trzymać kciuki za rychłe pozbycie się zawodowych obciążeń).

8. „Przedwiośniu” towarzyszyła kuchnia przednówkowa, przedwiosenna i wiosenna. Kicia przyniosła ciasto WW, czyli „trochę W zimie i trochę W wiośnie”, oraz zielony borek ze szpinakiem. Struna przygotowała fenomenalną zupę „zielone żywe”, w skład której wchodziły warzywa korzenne (przez lata podstawa żywieniowa na przednówku), mrożony groszek, mleczko kokosowe (nawiązanie do egzotycznego Azerbejdżanu, gdzie się urodził Cezary Baryka) i bazylia. Ponieważ w dawnych czasach na wsiach pożyczanie wiktuałów od sąsiadów było częstą praktyką pozwalającą przetrwać do wiosny, Królowa przygotowała deser „pożycz porzeczki”, który jednocześnie był formą czyszczenia zamrażarki z zeszłorocznych zapasów: czerwona i czarna porzeczka z jogurtem greckim i kruszonką stanowiły ciekawe kwaśno-słodkie połączenie. Kapustą kiszoną polskie wiejskie zimy stały i stoją, więc na stole pojawiły się drożdżowe zawijańce z kapustą i suszonymi pomidorami. Była herbata z suszonych jagód. Były białe cukiereczki drażowe – taki trochę grad podczas wiosennej burzy. Były żelkowe dżdżownice przypominające swoje żywe ogrodowe krewniaczki, mocno już o tej porze roku zapracowane.

9. Trwająca wojna w Iranie niestety będzie bardzo aktualnym kontekstem rozmów o książce „Nie ma co” Mahsy Mohebali. Mimo wszystko spróbujemy duchowo wesprzeć Iranki i Irańczyków, rozmawiając o ich dorobku kulturowym i artystycznym. Kolejne spotkanie odbędzie się 10 kwietnia, kuchnia, rzecz jasna, irańska lub perska.

Dobrej wiosny!

k.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz