Protokół po "Wellness" Jonathana Hilla
Dzień dobry!
Zamiast znaleźć podczas spotkania odpowiedzi na zadane w
przypominajce pytania, Uczestniczki skończyły obrady z głową pełną przemyśleń,
wniosków, ciekawostek i kolejnych pytań.
1. „Wellness” to książka opasła, wielowątkowa i pełna
elementów sprawiających, że trudnym jest jednoznaczne zakwalifikowanie jej do którejś
kategorii literackiej. Bo na pierwszy rzut oka to powieść. Ale momentami czyta
się to jak pracę magisterską, a przynajmniej książkę popularno-naukową. Najtrudniejszy
jednak element do interpretacji dla czytelnika polega na tym, że w pewnym momencie
czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jest przedmiotem
jakiegoś eksperymentu psychologicznego, czy kontynuacja lektury aż do jej
ostatnich stron nie sprawi, że na koniec zostanie zdiagnozowany jako osoba
podatna na wpływy i manipulacje współczesnego świata, czyli że dała się wkręcić.
Interesujące. Takiej książki na klubiku jeszcze nie było.
2. Oprócz warstwy konstrukcyjno-doświadczalno-eksperymentalnej
jest jeszcze prostsza, bardziej klarowna w odbiorze warstwa powieściowa. Historia
dwojga ludzi, którzy najpierw uciekają przed przeszłością, pokochują się (?), zmieniają,
dojrzewają. Obraz relacji kobiety i mężczyzny - rodziców wymagającego dziecka
na tle współczesnej Ameryki. Do tego wciskane wszem i wobec „dobra”
współczesnego świata, social media, oczekiwania społeczne, uwikłanie między tym,
co się chce, a tym, co się powinno.
3. W ogóle sporo rozmawiano o dzisiejszych czasach. O
wyzwaniach, przed którymi stają (i z którymi czasem sobie zupełnie nie radzą) i
rodzice, i dzieci. Przywołano historię Tomasza Beksińskiego, który ponoć zarzucił
swoim rodzicom, że zrujnowali mu życie poprzez to, że nie stawiali mu nigdy
granic. Wydaje się, że obecnie sporo jest w rodzinach zagubienia, bezradności, braku
jasnych „zasad gry”. Trudno jest się rozeznać w gąszczu informacji, co jest
prawdą, a co nie. Jednocześnie coraz więcej jest miłośników najnowszych
rozwiązań technologicznych, co czasem prowadzi do fascynacji sztuczną
inteligencją do tego stopnia, że AI zaczyna zaspokajać ludzką potrzebę relacji społecznych,
bliskości, relacji intymnych. W tym przebodźcowanym świecie ciężko jest
usłyszeć swój wewnętrzny głos, swoje „ja”, które być może dałoby nam odpowiedź
na pytanie, jak żyć dobrze i szczęśliwie.
4. Dyskusja nie była prowadzona w tonie dołującym i biadolącym.
Wręcz przeciwnie, podawano przykłady momentów przepełnionych pięknem, radością,
spokojem. Zauważono, że w ogóle z wiekiem człowiek trochę zwalnia, zaczyna się
bardziej cieszyć ze „zjeżdżania na boczny tor”, już niczego nie musi udowadniać
(ani sobie, ani światu). Choć oczywiście nie zawsze, bo na starość można się i
spaskudzić, i zgorzknieć, i zmarnieć. Pamiętać więc należy, że zgodnie z
powiedzeniem przywołanym przez Stefę: uważaj, jaki masz charakter, bo po
pięćdziesiątce ten charakter wyjdzie ci na twarz. Twarze uczestniczek, choć czasami
zmęczone i leciuteńko pomarszczone, nadal uśmiechnięte, pogodne, z wciąż
młodzieńczym chochlikiem w oku.
5. Książka wieczoru pełna była inspiracji muzycznych, które
przywołały wspomnienia z młodości Uczestniczek. Oprócz pozostawionego w domu Rage
Against The Machine, pojawiły się płyty bardziej lub mniej przywołane w „Wellness”.
Był więc album „Blackstar” Davida
Bowie, „Last Splash” The Breeders, dwie płyty The Smashing Pumpkins” i Pixies.
6. Fascynujący fragment spotkania stanowiły opowieści Struny o
jej poszukiwaniach genealogicznych. Jak na razie dokopała się do historii
rodziny siedem pokoleń wstecz! Zachęciła do podjęcia prac nad odkrywaniem
własnych korzeni, a jednocześnie zaapelowała o ostrożność podczas korzystania z
różnych stron internetowych.
7. Kulinarne wyzwanie polegało na przygotowaniu potraw
kojarzących się z dobrostanem, dobrym samopoczuciem, nic więc dziwnego, że na
stole pojawiły się przede wszystkim potrawy mające korzystny wpływ na organizm
i rozgrzewające ciało od środka. Była więc bardzo gęsta owsianka z jabłkami i
tarta dyniowo-szpinakowa, które wyszły spod rąk Królowej. Stefa przygotowała sałatkę
buraczkową i zupę dyniową, a Struna pełną witamin sałatkę „lunchbox”. Na poprawę
nastroju zjedzono zbilansowane pod względem słodkie-zdrowe ciasto, a na lepszą
pracę mózgu schrupano orzechy włoskie. Wszystko zapito herbatą o nazwie
Dobrostan z domowym sokiem porzeczkowym.
8. Kolejne spotkanie poświęcone będzie „Portretowi damy”, a
towarzyszyć jej będzie kuchnia międzynarodowa. Zbiórka w lokalu klubikowym 13
lutego.
Dbajcie o siebie w całym 2026 roku!
k.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz