wtorek, 21 marca 2023

"Dworska tancerka" Shin Kyung-Sook

 Protokół po "Dworskiej tancerce" Shin Kyung-Sook

Bon jour!

Cokolwiek przeczytane jest po Tokurczuk, wydaje się słabe i marnej jakości literackiej.

1. Tak też było i w przypadku marcowego pretekstu do spotkania, czyli „Dworskiej tancerki”. To przedstawicielka mało znanej literatury koreańskiej… i właściwie tyle, co można powiedzieć o powieści Shin Kyung-Sook. „Dworska tancerka” jest płaska, nie wciąga, nie zachwyca opisami emocji (ok, rozumiemy, że w kultura azjatycka nie powala głębią opisów uczuć), akcja jest prawie żadna, a coś, co wydawać się mogło największym atutem, czyli koreańska tradycja i historia, zostały przedstawione tak powierzchownie, że czytelnik, zamiast przeniesienia się na koreański dwór, by ujrzeć oczami wyobraźni zachwycający taniec wilgi, czyta o widzach spektaklu płaczących ze wzruszenia. „Dworska tancerka” okazuje się być koreańskim czytadłem, aspirującym do miana wizytówki literackiej Korei. Rzecz jasna porusza los dwórki Seo, uprzedmiotowionej, ubezwłasnowolnionej, wykluczonej podwójnie – najpierw będąc zbyt egzotyczną dla paryżan, potem zbyt europejską dla swoich rodaków. Jednak to za mało, żeby z nią współodczuwać czy żeby zachwycić się powieścią.

2. Największą korzyścią płynącą z ustanowienia „Dworskiej tancerki” pretekstem do spotkania było równoczesne wyznaczenie kuchni koreańskiej gastronomicznym tłem dyskusji. Struna przygotowała bibimbap wegetariański, czyli ryż z warzywami, sezamem i kotlecikami bobowymi z sałatką z rzodkwi białej. Kicia przyniosła zrobiony przez siebie makaron ramen w sosie dandan z papryką goczugaru – potrawa ta, bardzo pikantna, nawiązywała bezpośrednio do licznych fragmentów z książki wieczoru, w których opisane były pot, spocone czoła czy krople potu spływające po czyichś skroniach. Królowa zaserwowała kimchijeon z dipem na bazie sosu sojowego – placuszki z domową kapustą kiszoną zamiast kapusty kimchi musiały zostać podane na kawałkach chrześcijańskiego opłatka, gdyż inaczej nie dało się włożyć ich do jamy ustnej bez ryzyka upaprania się. Królowa i Mały Lord upiekli kokosowe mochi. Uzyskały one aprobatę pierwszego degustatora, czyli bookdoga Azoriusza, który był wpadł do lokalu klubikowego przed wszystkimi i jednym kłapnięciem paszczy zmiótł połowę kwadracików mochi znajdujących się na talerzu. Na obrzeżach stołu pojawiły się jeszcze inne nawiązania do kuchni azjatyckiej: ryż (dmuchany) i pałeczki (kukurydziane w czekoladzie oraz paluszki).

3. Trudno było dobrać muzykę do rozmów o „Dworskiej tancerce”, ponieważ w lokalu klubikowym nie znaleziono płyt z K-popem. Dlatego wykonano muzyczny ukłon w stronę kalendarza, wskazującego dzień św. Patryka – wysłuchano płyty z kompilacją irlandzkich piosenek i pieśni. Potem DJ-em został Mały Lord, który przy wyborze kolejnych albumów kierował się wyglądem okładki (szczególnie dużo czasu poświęcił na analizę płyt zespołu Tool, które wraz z Kicią podziwiali pod kątem nowatorskich rozwiązań graficznych).

4. Przy okazji planowania kolejnego spotkania wywiązała się dyskusja na temat objętości wybranych na ten rok książkowych pretekstów, tempa czytania oraz innych zajęć dodatkowych zakłócających proces czytania. Ostatecznie ustalono, że wyzwanie w postaci opasłych „Nocy i dni” zostanie podjęte i omówione 21 kwietnia. Kicia natomiast, po zdaniu relacji ze swoich tygodniowych aktywności pozazawodowych, zwolniona została z obowiązku przebrnięcia przez Dąbrowską. Za to, w związku z trwającym Rokiem Szymborskiej, delegowana została do zapoznania się z co najmniej jednym wierszem noblistki i zreferowania jego treści pozostałym. Jednocześnie przypomina się Kici i wszystkim innym uczestniczkom i uczestnikom, że przeczytanie wyznaczonego pretekstu książkowego nie jest warunkiem koniecznym do udziału w spotkaniu jemu poświęconemu. Co więcej, niezapoznanie się z książką wieczoru ma też plus: podobnie jak Kicia, można zachęcić innych do większej aktywności fizycznej. To po prostu kwestia zarządzania czasem własnym i najlepszego wykorzystywania każdej godziny życia. Doba trwa tylko 24 godziny, więc albo się poprzez czytanie dba o mięśnie mózgowe, albo się poprzez uprawianie jogi dba o kręgosłup, albo się poprzez szydełkowanie dba… właściwie to szydełkowania powinno się zaprzestać, bo na żadne partie mięśni to korzystnie nie wpływa, a zdecydowanie może pogorszyć wzrok i rzeczony kręgosłup. Każdy niech sobie decyduje, na co przeznacza pozostałe mu minuty życia. Zachęca się jednak do czynnego udziału w kolejnym spotkaniu książkowym – po przeczytaniu całych „Nocy i dni”, po przeczytaniu fragmentarycznym lub nawet po ich nietknięciu. Uczestniczki, które doświadczą wyrzutów sumienia z powodu nieprzeczytanej książki wieczoru, niech pomyślą sobie o Panu Rexie, który książki nie trzymał w ręku od czasów wczesnoszkolnych, co nie przeszkadza mu brać aktywny udział w spotkaniu, a czasami nawet zabierać głos na temat omawianej książki! Aby uczcić umiłowanie Niechciców do ziemi, aby docenić ich ciężką pracę włożoną w obrabianiem pól, a jednocześnie żeby nawiązać do Szymborskiej pochodzącej z Krakowa, gdzie wychodzi się „na pole”, na kolejnym spotkaniu zapoznamy się z kuchnią polną.

5. Po raz kolejny sporo czasu poświęcono na dyskusję o schodzącym na psy polskim systemie edukacji. Przysłuchujący się rozmowie Mały Lord, rysujący w skupieniu dzbanek z herbatą i regał z książkami, zdawał się nie widzieć tych kilkunastu lat nauki w szkole przed nim jako potencjalnego ryzyka bycia osobowościowo zmiażdżonym, zrównanym do jednego poziomu, stłamszonym i z podciętymi skrzydłami.

6. W ramach aneksu do jubileuszowego spotkania sprzed miesiąca zrobiono przegląd rodzajów wypitych dotychczas alkoholi – kolekcja jest dość pokaźna. Jednocześnie zapowiedziano już, że przy okazji omawiania „Jak się starzeć bez godności” prosecco poleje się szerokim strumieniem.

Widzimy się wiosną!

k.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz