poniedziałek, 23 marca 2015

"Radość życia" Emil Zola

RADOŚĆ ŻYCIA  Protokół po "Radości życia" Emila Zoli



Bonjour Mesdames et Messieurs!

1. “Radość życia” Emila Zoli była głównym pretekstem do spotkania się w marcowe piątkowe popołudnie.
Livre de la soirée to wbrew tytułowi smutna lektura. Wzruszyła nas do łez historia głównej bohaterki Pauliny, która poświęciła innym wszystko, co miała, która została wykorzystana do cna przez osoby jej najbliższe, która w działaniu, pomaganiu innym odnajdywała sens życia. Przy okazji omawiania losów Pauliny przypomniała nam się inna bohaterka naszych spotkań książkowych, Kazia z „Wrzosu”. 

2. Błyskawica uczciwie przyznała się, że „Radości życia” nie przeczytała, bo pochłonięta była dobrze nam znaną lekturą. Błyskawica zapoznała się z wszystkimi trzema tomami opowieści z liczbą 50 w tytule, a w czasie czytania pochyliła się nad osobowością i psychiką Christiana Greya. Tym samym na nasze Spotkanie powrócił Monsieur Grey.

3. Koralina zgłębiła temat występujących licznie w książce chorób –zafascynowana dną moczanową, podagrą, ciężkim porodem będącym udziałem Luizetki, ewentualną niepełnosprawnością Pawełka, dołożyła barwną historię czyjejś tam bździągwy wyrosłej na czyimś tam uchu. Stwierdzono, że Zola posiadał niespotykaną wiedzę na temat psychiki dojrzewających dziewcząt i dorosłych kobiet. Struna skwitowała to: typowy dziewiętnastowieczny naturalizm i realizm w literaturze.

4. Livres zostały w dużej ilości przyniesione i ochoczo rozdane przez Strunę, która w ilości hurtowej wygrała je w czytelniczym konkursie internetowym. Każda uczestniczka spotkania otrzymała po dwie wybrane przez siebie ze stosiku książki (znamienne, że Koralina od razu rzuciła się na „Harpię”). Merci beaucoup, Struna!

5. Sensacją wieczoru było pojawienie się na spotkaniu mężczyzny, który deklaruje udział we wszystkich kolejnych zebraniach naszego klubiku książkowego. Pan Rex to bardzo odważny facet, który, choć sam mało czyta, nie bał się stawić czoła klubikowemu gronu czytających kobiet. Czytające kobiety z radością (życia) przyjęły na swoje łono Pana Rexa, który bardzo roztropnie w ramach wkupnego przyniósł butelkę wybornego wina francuskiego oraz czerwoną różę celem wprowadzenia romantycznego paryskiego nastroju.

6. Printemps, która rozpoczęła się o godzinie 23:45, została z radością (życia) przywitana poprzez wychylenie toastu. Poziom optymizmu wzrósł zauważalnie i nie miało to nic wspólnego z ilością wypitego wina (przemilczana zostanie liczba skonsumowanych butelek wina, gdyż jest to informacja zawstydzająca i od razu stawiająca pytanie „Dlaczego tak mało?”, na które wolimy nie udzielać w tym momencie odpowiedzi). Cieszono się wizją długich słonecznych dni i mnogości kwitnących kwiatów. A w nawiązaniu do mającego miejsce 13 godzin wcześniej częściowego zaćmienia Słońca wysłuchano zbiorowo utworu „Black Hole Sun” grupy Soundgarden.  

7. Toast został również wzniesiony za obchodzącego 49. anniversaire Jerrego Cantrella- muzyka Alice In Chains (wspomina się o tym na wyraźne życzenie Struny). 

8. Discussion prowadzono także na tematy związane z KGB, torturami i psychiką oprawcy (to pod wpływem niedawno przeczytanej przez Błyskawicę książki). Omawiano współczesne trendy w chirurgii plastycznej miejsc intymnych (nie jesteśmy zainteresowane poddaniem się zabiegom w tym zakresie). Z nutką nostalgii wspominano nasze młodzieńcze fascynacje Johnnym Deppem w jego różnych wcieleniach filmowych.

9.  Powrócił temat grupowego wytatuowania sobie czegoś, co stanowić będzie znak rozpoznawczy wszystkich uczestniczek naszych spotkań książkowych. Padła propozycja, aby tatuaż nasz składał się z serca uplecionego z róż, w środku którego znajdzie się napis „Totus Tuus”. 

10. W czasie opuszczania lokalu Struna miała problem z nałożeniem butów – mamy nadzieję, że był to skutek spożycia wina, a nie objaw puchliny wodnej, na którą była zeszła z tego świata pani Chanteau.
11. Cuisine francaise w naszym wydaniu była wyśmienita! Koralina debiutowała w roli autorki rewelacyjnej tarty pieczarkowo-orzechowo-camembertowej. Struna przyrządziła przepyszny une omlette. Błyskawica przyniosła (jeszcze ciepłe) doskonałe tulipany z ciasta francuskiego z nadzieniem mięsnym. Królowa upiekła tarte tatin.  Oddając hołd panu Chanteau, Koralina przygotowała bagietkowe kanapeczki z pasztetem na cześć pasztetu, od którego ten schorowany człowiek dostał potężnego ataku poGaRDy. Oczy i podniebienia cieszył talerz pełen różnorodnych serów pleśniowych i nie tylko. Były też francuskie rogaliki z czekoladą, jednak ze względu na ograniczoną ilość miejsca w żołądkach, zapakowano je Panu Rexowi do pracy z poleceniem, aby konsumując je, ciepło o nas pomyślał.

12. Le livre prochain to „Modlitwa za Owena”. Spotykamy się 17 kwietnia. Kuchnia amerykańska.

Merci za wszystko!
Au revoir!
Votre k.



1 komentarz:

  1. Zatroskanych moimi problemami z ubieraniem obuwia informuję, że jeszcze żyję, nie mam puchliny wodnej Madame Chanteau. Mój stan był spowodowany zmęczeniem wynikającym z licznych obowiązków zawodowych, którym poświęcam się z nie mniejszym zaangażowaniem i poświęceniem jak bohaterka "Radości życia" - Paulina. W końcu "Radość jest w działaniu!"
    Struna

    OdpowiedzUsuń