sobota, 18 maja 2013

"Lalki w ogniu. Opowieść z Indii" Pauliny Wilk

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Lalek w ogniu" Pauliny Wilk.

Hare Witajcie Rama!
Oto protokół ze Spotkania Pod Pretekstem Książki pt. „Lalki w ogniu. Opowieść z Indii” Pauliny Wilk.
1.    Książka ciekawa, pięknie napisana, dość obiektywnie przedstawiająca Indie, posługująca się obrazami. Indie pokazane są przez pryzmat przedmiotów i czynności, nie ma ludzi - głównych bohaterów tej opowieści. No i najważniejsze: lektura wzbudziła bardzo emocjonującą dyskusję na temat sytuacji hinduskiej kobiety czy różnic między kulturą Zachodu i Azji.
2.    Kulinarnie był wypas. Dnia następnego nie zgłoszono żadnych większych dolegliwości żołądkowych. Było kilka debiutów w dziedzinie gastronomicznej: Gazela, nadrabiając swoją blondynkowatość przy zakupie mango, zrobiła („zrobiła” do może zbyt dużo powiedziane- po prostu włączyła przycisk ON w mikserze) pyszne lassi, zatem już wiemy, kto zrobi koktajl truskawkowy na następne spotkanie. Stefa przyrządziła deser kokosowy, który został pochłonięty do ostatniego okruszka. Raita z ogórków i pomidorów była może nie debiutem, ale udanym comebackiem Natalii. Stare wygi kulinarne zaserwowały kurczak curry, rajma masalę, warzywa w tikka masala, chlebek naan i samosy. Były też ciasteczka maślane z nutą Lady Grey i pomarańczy. Była herbata Darjeeling. Był napój imbirowy. I wino, całkiem sporo wina. 
3.    Tańca brzucha nie było, ale liczenie fałdek w pasie - i owszem. Taktownie nie ujawniamy imienia zwyciężczyni w tym konkursie. Przy okazji bindi wyszło na jaw, że Hinduski mają mniej problemów i zgryzot, a dzięki temu mniej zmarszczek na czole. To z kolei wpływa na to, że te kropki trzymają się ich czoła jak na jakimś poxipolu. Za to z iście indyjskim wdziękiem potrząsałyśmy bransoletkami i biustem. A to wszystko w oparach kadzidełek i naszych rodzimych pyłków traw i drzew, które wpadały przez otwarte do późna w nocy drzwi balkonowe. 
4.    Natalia podzieliła się z uczestniczkami pewną rewelacją. Otóż podobno po trzech tygodniach biegania w organizmie biegacza następuje taki przypływ endorfin, że można go porównać jedynie z orgazmem. Są podejrzenia, że po usłyszeniu tej wiadomości te uczestniczki spotkań, które jeszcze nie biegają, wkrótce dołączą do biegającej braci.
5.    Całą sobotę i niedzielę cztery uczestniczki spotkania próbowały sobie przypomnieć, co było powodem śmiechu Gazeli, która tak się chichrała, że się aż pobeczała i aż się jej tusz do rzęs rozmazał. Śmiechu w ogóle było dużo. Śmiech to endorfiny w czystej postaci.
6.    Nie warto chyba wymieniać twórców, którzy swoją muzyką wprowadzali nas w klimat hinduski. Bo i tak, pod wpływem rozmów na tematy poza książkowe oraz na skutek spożytych w dużych ilościach przypraw i afrodyzjaków, uczestniczki zażądały, aby puścić „Sex On Fire”. 
7.    Zazdrościmy tym uczestniczkom, które po powrocie do domu miały w łóżku jakiegoś mężczyznę, z którym mogły praktykować Kamasutrę.  
8.    Na spotkanie wpadła z sąsiedzką wizytą Dominująca Ola. W czasie jej obecności stałe uczestniczki spotkania wydobyły z siebie całe pokłady wrodzonej życzliwości, serdeczności i przychylności, jednakże niewiele brakowało, aby ich nabyta zjadliwość, wredność i złośliwość wzięły górę. Pragnie się uspokoić stałe uczestniczki, że przed ewentualną kolejną wizytą Dominującej Oli zostanie ona poddana testowi pt. „Twój mąż to niezłe ciacho- mam na niego ochotę”. Jeśli Ola przejdzie test, znaczy że będą z niej ludzie. Jeśli nie, to znaczy że jest prawdziwą Matką Polką i że jest stracona bez szans na ratunek.
9.    Nie tylko Ola otrzymała pseudonim. Na użytek piątkowego spotkania pojawiły się również i inne ksywki: Natalia z Bobrem czy  Struna vel  Spięte Poślady. I niech ta ostatnia weźmie pod uwagę, że to nie protokolantka obdarzyła ją tymi określeniami, zatem skargi i zażalenia proszę kierować do kogoś innego.
10. Struna skrupulatnie obliczyła, że następne spotkanie będzie dopiero za 5 tygodni, w trzeci piątek miesiąca, czyli 21 czerwca. Dyskutować będziemy klasykę: Aleksander Dumas „Królowa Margot”, czyli powieść z nurtu płaszcza i szpady. I, do diaska!, przychodzimy ubrane na czerwono! Kulinarnie Francja będzie tylko w tle, bo zostało ustalone, że gastronomiczną bohaterką wieczoru będzie truskawka. Korzystamy z sezonu i podajemy truskawkę na wszelkie możliwe sposoby. Myślcie, kombinujcie, szukajcie przepisów, gotujcie. I prześlijcie mi Wasze propozycje do naszego menu, żeby duplikatów nie było. Już wiemy, że Gazela robi koktajl.  
Do zobaczenia w czerwcu!
Hare pa pa hare!

wtorek, 14 maja 2013

Przypominajka przed "Lalkami w ogniu"



Hare (nb. „hare” to po angielsku zając) Krishna, hare rama (to wiadomo- smarowidło do chleba), dziewczęta czytające!
Przypominam, że w najbliższy piątek tj. 17 maja o godz. 17:30 spotykamy się, żeby porozmawiać o „Lalkach w ogniu” autorstwa Pauliny Wilk.
Ma pojawić się jedna z moich kuzynek, Agnieszka. Bardzo liczymy na jej obecność, tym bardziej, że urlop na ten piątek zaplanowała już sobie miesiąc temu.
Dla miłośniczek promili informacja, że alkoholem wieczoru będzie wino, bo dobrze ugasi ogień w przełykach, spowodowany indyjskimi przyprawami dodanymi do pysznych pyszności, które będą zaserwowane w piątek.
Do zobaczenia!
Królowa

niedziela, 21 kwietnia 2013

"Uciekinierka" Alice Munro

Protokół po spotkaniu Pod Pretekstem...."Uciekinierki" Alice Munro


Hello everyone!
W ubiegłą sobotę w ramach kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki ośmioosobowe grono czytających kobiet zebrało się, aby omówić „Uciekinierkę” pióra Alice Munro. W naszych skromnych klubikowych progach witamy Stefę – nasz nowy nabytek, który, mamy gorącą nadzieję, przyjdzie na kolejne spotkanie. Welcome, Stefa! Po raz wtóry z dalekiej Wielkopolski przyjechała Beata – jesteśmy pełne podziwu dla jej determinacji i sympatii dla naszego przedsięwzięcia: chciało jej się przyjechać na zaledwie 24 godziny, aby z nami pobyć i porozmawiać. Welcome back, welcome home, Beata! I już czekamy na Ciebie w lipcu i w sierpniu.
Oto wnioski, refleksje, luźne hasła, które od późnego popołudnia do prawie północy pojawiły się w naszym gronie. Ze względu na znaczną objętość niniejszego protokołu, dozwolone jest czytanie go w ratach. Let’s start then:
1.        „Uciekinierka”, czyli osiem opowiadań, których bohaterki i ich losy bardzo do nas przemówiły. Niektóre z nas przeczytały całą książkę, niektóre tylko kilka opowiadań, a Gazela w ogóle nie zabrała się za czytanie, bo była zajęta zapuszczaniem włosów na ślub. Szczególnie dużo rozmawiałyśmy o opowiadaniu „Sztuczki”, które właściwie przez wszystkie z nas zostało podsumowane stwierdzeniem: „To jest jakby historia o mnie”, choć treści z niego wyniesione, były dla każdej z czytelniczek inne, każda dostrzegła coś odmiennego w historii głównej bohaterki, Robin. Przy tym właśnie opowiadaniu można było dostrzec potęgę naszych spotkań: wszystkie miałyśmy zupełnie inne wnioski, które, zebrane razem, nadały lekturze głębię, pokazały jej wielowarstwowość, uniwersalizm, skłoniły do refleksji nad własnym życiem. Choć pozostałe opowiadania z „Uciekinierki” też były bardzo interesujące, Gazela nie zmotywowała się naszą dyskusją do sięgnięcia po tę książkę. Generalnie, nie kierując się przykładem Gazeli, polecamy „Uciekinierkę”. 
2.        Niech Struna doceni, że z dyskutowaniem lektury poczekałyśmy na nią (przed dołączeniem do nas świetnie się bawiła na jakimś kinderparty), choć bardzo nas kusiło, aby już wcześniej wymienić się refleksjami z książki. Spóźniona Struna wpadła z okrzykiem: „Nalejcie mi wina!”. Jej pięciotygodniowe pragnienie zostało natychmiast ugaszone i zaspokojone aż w nadmiarze, czego efekty można było dostrzec zwłaszcza w przedpokoju przy wychodzeniu, podczas nakładania przez nią obuwia i odzieży wierzchniej. Well done, Struna. Dostajesz od nas kciuk podniesiony do góry „Lubię to!”.   
3.        Padło stwierdzenie, że potrawy, które pojawiają się na naszych spotkaniach, powinny być jakoś zachowane dla potomnych. Temat można poruszyć na następnym spotkaniu przy okazji powrotu do sprawy naszej działalności w formie bloga, który został już założony, jednak nie jest jeszcze upubliczniony. Prosimy Natalię o przygotowanie raportu na majowe spotkanie, cobyśmy może sprawę trochę do przodu pchnęły.
4.        Wracając do kulinariów, to kuchnia kanadyjska okazała się nie lada wyzwaniem, bo na polskim rynku mięso z bizonów nie jest dostępne. Nie ma też mięsa z łosia, ale było za to dużo łososia. Łosoś pojawił się w sałatce ziemniaczanej (receptura kanadyjska) i w pierożkach z ciasta francuskiego (palce lizać, Struna). Cuisine Kraju Klonowego Liścia reprezentowały także glazowane marchewki i brzoskwinie z musem klonowym oraz verry berry cranberry punch. Koralina przygotowała cudne naleśnikowe ślimaczki z brokułami. Uwagę wszystkich przyciągnęła pasta makrelowa na krakersach. Przyniesiono też mnóstwo butelek wina w różnych kolorach, stopniu wytrawności i z różnych krajów pochodzenia. Jeśli chodzi o spożycie wina, to wynik, jak na nas, dość słaby, ale pozostałe wino się nie zmarnuje: za miesiąc podejmujemy kolejne wyzwanie w biciu rekordu w ilości wypitego alkoholu w przeliczeniu na uczestniczkę spotkania.
5.        W nabożnym skupieniu wysłuchałyśmy płyty z utworami Celiny Dijonowej. Aczkolwiek w odpowiedzi na pytanie, czy włączyć replay, padło chóralne „Nie!!!”. W dalszej części wieczoru grał dla nas Neil Young (Kanadyjczyk!) i muzycy z nurtu grunge, wszak z Seattle do Kanady to rzut beretem.  
6.        W wielkim wdziękiem Beata zaprezentowała nam chustko-czapko-opasko-apaszko-kominiarko-i-coś-jeszcze, oficjalnie zwane Buff.  Możemy to chyba podciągnąć pod lokowanie produktu, a Beacie wróżymy świetlaną przyszłość w roli przedstawiciela handlowego. Prezentacja była na tyle skuteczna, że dnia następnego Polanna nabyła, za pośrednictwem Struny, owe Buff. Niektóre z pozostałych uczestniczek spotkania również rozważają zakup Buffa (sugerowane jest nawiązanie dodatkowego kontaktu między uczestniczkami w tej sprawie, bo może hurtowo wyjdzie taniej).
7.        W podziw wprawia ilość inicjatyw, w które uczestniczki spotkań są zaangażowane. Oprócz czytania książek i szeroko rozumianego rozwoju intelektualnego, angażujemy się w liczne projekty, akcje, organizujemy wyjazdy, wypady, wycieczki. Inwestujemy w siebie, a przy okazji swoją energią i pasją zarażamy innych. Umiemy tak dobrze wszystko zorganizować, że w 7-dniowym tygodniu mieścimy pracę, obowiązki związane z byciem matką, żoną, narzeczoną czy inną –oną. I jeszcze mamy czas tak wiele interesujących przedsięwzięć. Jesteśmy po prostu wspaniałe, girls!
8.        Może z racji wiosny, która niezaprzeczalnie wreszcie przyszła, znaczna część wieczoru była poświecona różnym formom aktywności fizycznej podejmowanej przez uczestniczki spotkania. Joga, zumba, basen, siłowania, kąpiel w dźwiękach (sesja z gongami) i biegi, biegi, biegi! Ruszamy się, żeby lepiej się czuć, wyglądać lepiej (ach, te wiotczejące na starość biusty L), zawierać nowe znajomości, dostarczyć sobie odpowiednią dawkę endorfin. 
9.        Od tematu biegania płynnie (truchtem!) można przejść do aneksu do poprzedniego Spotkania Pod Pretekstem. Bo Murakami biega. Nawet książkę na ten temat napisał. A oto w rzeczony aneks:
a)        Piłyśmy sake! Nie wszystkim przypadła/przypadło (jest „ta sake” czy „to sake”?) do gustu, ale warto było przełamać niesmak przy pierwszym łyczku, bo im bliżej dna kieliszka, tym bardziej kubki smakowe delektowały się tym japońskim trunkiem.
b)        Polanna uraczyła nas prawdziwymi, prosto z Japonii, paluszkami w czekoladzie z migdałami. Były pyszne, choć od razu zostały porównane do znanych nam czekoladek Ferrero Rocher, co jest kolejnym dowodem na nasze skażenie Zachodem.
c)        Do słownika klubikowego, oprócz wyrazu „zbrukać”, dopisujemy wyrażenie „prostytucja świadomości”.
10.    Na życzenie Koraliny odnotowujemy, że ona sama oraz Struna miały w sobotni wieczór exactly takie same skarpetki. Niesamowite!
11.    Papieżowo, pomimo administracyjnego miana miasta, mają mentalność wioskową: wszyscy się znają, a przynajmniej znają kogoś, kto zna wszystkich. To jest przerażające, choć same też mamy w tym udział. Czyli, no dobra, bez owijania w bawełnę: poplotkowałyśmy trochę. Przy okazji dyskutowania sprawy pewnego osobnika, wmieszanego w narkobiznes, zwijałyśmy się ze śmiechu na wiadomość o imionach, jakie nadał swoim trzem córkom (Nikol, Naomi, Vanessa), które to imiona w połączeniu z nazwiskiem robią piorunujące wrażenie (ze względu na ochronę danych osobowych nazwisko to nie zostanie ujawnione). 
12.    Dość poważnie brzmiały rozmowy dotyczące obecności mężczyzn na naszych spotkaniach. Jest taki jeden kandydat: młody, wysportowany (umm, te jędrne pośladki), przystojny, kawaler (!), a jeśli chodzi o szeroko rozumianą kulturę, to „dźwiga” temat. Otóż postanowiono, że zanim ów inteligentny samiec (wiem, to brzmi jak oksymoron) pojawi się w naszym gronie, najpierw zostanie w okolicznościach face-to-face, czyli 1 na 1 przetestowany przez protokolantkę, przy pomocy Stefy w zaaranżowaniu tego randez-vous. Oczywiście testowanie będzie tylko i wyłącznie na płaszczyźnie intelektualnej, ewentualnie połączonej ze sprawdzaniem umiejętności picia wina, która to czynność ma wielkie znaczenie podczas naszych książkowych spotkań.
13.    Podczas rozmów kilkakrotnie zanotowano płynące łzy towarzyszące salwom śmiechu. Bo wesoło było, bardzo wesoło. Oczywiście tematy poważniejsze też się pojawiły, dyskusje czasem toczyły się w małych podgrupach. Wino, pyszne jedzenie, blask świecy (kształtem przypominającej pień drzewa- to tak w nawiązaniu do zalesionej Kanady), a przede wszystkim doborowe towarzystwo i łączące nas porozumienie duchowo-intelektualne sprawiły, że atmosfera była niezapomniana. Aż żal było kończyć, by udać się na poszukiwanie drogi powrotnej do domu i łóżka. 
14.    Dnia następnego, czyli w niedzielę, cztery uczestniczki wypindrzyły się i pojechały do Opery Krakowskiej na „Wesele Figara” Mozarta. Teraz wyjazdy do teatru do Krakowa są z lekka passe, teraz jest opera - taki lans. Nieco niedospane, nieco na kacu, ale przyciągające wzrok mężczyzn (pamiętacie tę scenę z „Seksu w wielkim mieście”, jak główne bohaterki na wysokich obcasach idą falangą nowojorskimi ulicami?- to my!) doznałyśmy wielu wrażeń i uniesień kulturalnych. A, no dobra, przyznam się: dopiero po 35 minutach od rozpoczęcia spektaklu zorientowałam się, że u dołu sceny są napisy z tłumaczeniem tekstu śpiewanego po włosku. I od tej pory zaczęło być dla mnie jasne, o czym to wszystko jest –objawienie!
15.     No i ostatni punkt: kolejne spotkanie książkowe poświęcone będzie „Lalkom w ogniu” Pauliny Wilk. A zatem w piątek 17 maja o 17:30 spotykamy się, z licznymi bransoletkami na przegubach. Stefa skonsultuje się z wżenionym w jej rodzinę oryginalnym Hindusem, a właściwie z jego polską żoną, w temacie kulinarnym. Będzie taniec brzucha (radzę zacząć trening), będzie gra na sitarze (jeśli znajdziemy i sitar, i kogoś, kto potrafi na nim grać), będą kropki na czole (już mam!), będą mantry (zwłaszcza po trzeciej butelce wina), będą kadzidełka (też mam). Ale trawy nie będziemy jarać, o nie! Chociaż…., kto tam wie, jak będzie wyglądać nasze następne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
To hare Krishna, rama rama i tak dalej.
Many thanks.
I jak zawsze: darz book! A nawet- zacytujmy tu uczestniczki spotkań w naszej warszawskiej filii-         Niech Book będzie z Wami!
Królowa.  




wtorek, 16 kwietnia 2013

Przypominajka przed "Uciekinierką"



Hello!
Przypominam, że –uwaga, uwaga- w najbliższą SOBOTĘ, nie w piątek, spotykamy się, żeby porozmawiać o książce Alice Munro pt. „Uciekinierka”. Startujemy o godzinie 17:00. Mam przeczucie, że treść książki będzie okazją do fascynującej dyskusji.
Będzie nas więcej niż zwykle, bo swoją obecność zapowiedzieli znamienici goście: Beata z Wielkopolski (naładowana energią po sesji z gongami), Ania z Dolnego Śląska (żona kuzyna, dzielna matka-Polka), Stefa z Papieżowa-Kremówkowa (z nadzieją, że dołączy do naszego klubiku na stałe). Oprócz tego może pojawią się również te kibicujące naszym Spotkaniom czytające kobiety, które do tej pory nie przyszły ze względu na to, że zwykle spotykałyśmy się w piątki. Wyjątkowo najbliższe randez-vous mamy w sobotę, zatem jest szansa na dodatkowych gości. Nawet Gazela, która ostatnio podpadła, wykręcając się przyjścia na spotkanie, ma się pojawić, choć książki nie przeczytała (wybaczamy jej to).
Ze względów organizacyjnych, logistycznych i przestrzennych, jeśli nie sprawi Wam to kłopotu, proszę o potwierdzenie do piątkowego południa swojej obecności lub nieobecności- muszę wypożyczyć odpowiednia ilość krzeseł i kieliszków na wino.
Osoby, które mają w swojej fonotece płyty lub kasety z utworami Briana Adamsa lub Celine Dion, proszone są po przyniesienie tychże, cobyśmy stosowną oprawę muzyczną mieli..
Kanada, choć dość niepozorna kulinarnie, pojawi się na naszych stołach- jest całkiem sporo fajnych rzeczy, które możemy zjeść. Oczywiście można w bardzo luźny sposób nawiązać do ojczyzny A. Munro- na przykład wyżej wspomniana Ania przygotuje „sałatkę à la kanadyjską”. I wygląda na to, że Kanada okaże się krajem winem płynącym.
To see you w Saturday.
UCIEKAM.
Królowa

piątek, 15 marca 2013

"Kronika ptaka nakręcacza" Haruki Murakami

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Kroniki ptaka nakręcacza" Haruki Murakamiego

Konicziuła!
Ależ była wspaniała dyskusja w ubiegły piątek! Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie zgłębiłyśmy tematu omawianej lektury. A sprawcą tego wszystkiego był Haruki Murakami i jego „Kronika ptaka nakręcacza”. 
1. Oto kilka haseł, które padły podczas tego pamiętnego wieczoru:
-każdemu od czasu do czasu potrzebne jest zejście do studni, czyli znalezienie sobie takiego miejsca, w którym może być tylko sam ze sobą, bez żadnych bodźców zewnętrznych;
-książka jest totalnie zakręcona, wielowątkowa, surrealistyczna i oniryczna. Wiele historii nie miało jasnego zakończenia czy wyjaśnienia, choć wszystkie w mniejszym lub większym stopniu wiązały się ze sobą;
-przeprowadziłyśmy pracę detektywistyczną nad ustaleniem tożsamości poszczególnych kobiet występujących w książce;
-myślałyśmy nad celem użycia i znaczeniem słowa „zbrukanie”, które prawdopodobnie przejdzie na stałe do naszego klubowego wokabularzyka;
-świat Zła (ale nie w sensie fizycznym) jest chyba równoległy do naszego normalnego życia, choć przenikanie, czyli przejście na stronę tego Zła jest możliwe nie tylko w snach (to chyba najtrudniejszy do streszczenia fragment naszej literackiej dyskusji);
-książka miejscami bardzo wciągała, trudno było przerwać czytanie;
- Koralina ma swojego prywatnego ptaka nakręcacza (który został zidentyfikowany: to osiedlowa sikorka bogatka w okresie wczesno godowym);
-przedstawiony w książce obraz Japonii kłóci się nieco z naszymi stereotypami o tym kraju, bo dużo tam opisów i analizy emocji (zwłaszcza jeśli chodzi o emocje wyrażane przez mężczyznę);
-w książce jest też sporo z typowej dla kultury japońskiej fascynacji przepowiedniami, magią, duchową równowagą (czy jej poszukiwaniem ), uzdrawianiem. No i tak naprawdę nie wiemy do końca, w jaki sposób zarabiał główny bohater w „willi wisielców”;
-jesteśmy nieco „zatrute” literaturą Zachodu, gdyż przez większą część lektury główni bohaterowie byli w naszej wyobraźni „białymi”, a nie Azjatami;
2. Kulinarnie: mistrzostwo świata! Niech te osoby, które nie dotarły na spotkanie, żałują. Struna przygotowała fenomenalne sushi. Koralina zrobiła, zgodnie z japońską recepturą, potrawkę z kurczaka z sezamem i makaronem ryżowym. Były ciasteczka z kleiku ryżowego i kotleciki ryżowe nadziewane szpinakiem. Symbolicznym nawiązaniem do Japonii –Kraju Kwitnącej Wiśni były alkoholizowane wiśnie na ciepło podane z lodami. Polanna zapewniła nam wyśmienitą herbatę zieloną (w tym jeden rodzaj z ryżem!) i była główną zaparzaczką wieczoru. Były też cukierki Halls, które miały zastąpić książkowe dropsy cytrynowe. A, w użyciu były pałeczki, którymi posługiwałyśmy się z iście azjatycką wprawnością.
3. Ciekawym wątkiem wieczoru był temat orgazmu u kobiety (choć, gwoli ścisłości, wywiązał się on w trakcie dyskutowania „Kroniki ptaka nakręcacza”, w której orgazmów i erekcji jest całkiem sporo)- omawiane były rodzaje, częstotliwość, wkład (!) mężczyzny w osiągnięcie orgazmu (o udziale facetów w kobiecych orgazmach szkoda gadać – porażka totalna) . Dość serio mówiłyśmy też o potrzebie zakupienia wiadomych kulek: dla mężatek same kulki, dla singielek kulki w zestawie z sztucznym penisem lub wibratorem. Polanna została wydelegowana do przeczesania krakowskich sexshopów w celu porównania asortymentu i cen. 
4. Dźwiękowo towarzyszyła nam bardzo popularna w Japonii Anna Maria Jopek. Ale w dalszych etapach wieczoru (zwłaszcza pod wpływem tematu z punktu powyżej) zapodałyśmy sobie „Sex on fire” Kings of Leon.
5. Zabawną historią z naszego papieżowickiego podwórka była opowieść Struny o „lisbijkach”. 
6. Ustaliłyśmy już listę naszych kolejnych lektur aż do grudnia! Jednak zaznaczyć trzeba, że jest to lista elastyczna, otwarta, podlegająca negocjacjom czy zmianom- to jedynie wstępny plan czytelniczy na potrzeby naszych spotkań. A zatem zdobywamy i czytamy następujące książki:
-w kwietniu będzie Alice Munro „Uciekinierka”
-w maju będzie Paulina Wilk „Lalki w ogniu”
-w czerwcu będzie Aleksander Dumas „Królowa Margot”
-w lipcu będzie Isaac Bashevis Singer „Sztukmistrz z Lublina”
-w sierpniu będzie Charoltte Bronte „Dziwne losy Jane Eyre”
-we wrześniu będzie Swietłana Aleksijewicz „Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy”
-w październiku będzie Annie Barrows „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”
-w listopadzie będzie Ewa Stachniak „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”
-w grudniu będzie Ernest Hemingway „Pożegnanie z bronią”
7. Następne Spotkanie Pod Pretekstem Książki odbędzie się 20 kwietnia o godz. 17:00. Swoją obecność zapowiedziała Beata z Wielkopolski, a podejrzewamy, że może jeszcze ktoś nowy się pojawi z racji tego, że spotkanie będzie wyjątkowo w sobotę.
Składam ręce jak do modlitwy, pochylam górną część ciała pod kątem 90 stopni i w tym głębokim ukłonie mówię serdeczne Arigato!
Uściski!

prawie jak w studni Murakamiego