wtorek, 4 sierpnia 2015

Przypominajka przed "Komu bije dzwon" Ernesta Hemingwaya



Uwaga chicas!
W warunkach polowych, w skwarze przypominającym hiszpańską aurę, na wzgórzu prawie takim jak Pireneje, w towarzystwie bynajmniej nie plugawym w sobotę spotkają się najbardziej oczytane chickas w okolicy, aby pożegnać wyjeżdżającą do Espania jedną z naszych chicas i aby nasłuchiwać, komu bije dzwonu (biorąc pod uwagę naszą sobotnią lokalizację należy się spodziewać mnogości donośnie bijących dzwonów).
Seeeee youuuu! 
k.

wtorek, 14 lipca 2015

"Ciemno, prawie noc" Joanna Bator

Ciemno, prawie noc - Bator Joanna Protokół po "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator


1. Było wciąż jasno, prawie dzień, kiedy trzon grupy dyskusyjno-konsumpcyjnej debatującej w ramach Spotkań Pod Pretekstem Książki stawił się w ustalonym w ostatniej chwili miejscu, aby pochylić się nad książką Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”.

2. To książka o pamięci, o mroku jaźni, o ciemnościach historii, o demonach drzemiących w niektórych z ludzi, o nienawiści we współczesnym społeczeństwie. To książka poruszająca, miejscami przerażająca, niekiedy wzbudzająca strach. Ujęły nas kociary - wiedźmy, które rozdawały perły Księżnej Daisy dzieciom uratowanym przez siebie. Zapadła nam w pamięć synocórka pewnej bibliotekarki, która powiedziała, że jej matka jest już na emeryturze i postanowiła zaczytać się na śmierć. Z rytmu czytania wyprowadzały nas wstawki hejterskie i bluzgi, dołowała nas duża ilość wątków związanych z molestowaniem. A główna bohaterka biega. I to bieganie odegrało ważną rolę w zakończeniu całej tajemniczej, mrocznej historii. Bator wspaniale bawi się słowami, tworzy je, zestawia w zaskakujące twory-stwory. Stwierdziłyśmy, że książki Joanny Bator przypominają nieco te napisane przez Olgę Tokarczuk (być może na podobieństwo wpływa fakt, że obie autorki umiejscawiają swoich bohaterów na Dolnym Śląsku – w Kotlinie Kłodzkiej czy nieopodal leżącym Wałbrzychu. Tak czy inaczej „Ciemno, prawie noc” to kawał świetnej literatury.

3. Struna po raz pierwszy w dziejach Spotkań nie przeczytała do końca zadanej lektury, bo nie zdążyła (ale jest usprawiedliwiona, bo czas miała wypełniony po brzegi poprzez udział w wykładach i warsztatach w pełni poświęconych judaizmowi, nietolerancji, przeszłości i jeszcze bardziej skuteczniejszemu nauczaniu dzieci i młodzieży). Królowa nie zabierała zbytnio głosu, gdyż na skutek skomasowania w ostatnim czasie licznych obowiązków zawodowo-towarzysko-społecznikowskich, nie zdołała odświeżyć sobie przeczytanej kilka miesięcy wcześniej lektury. Generalnie trzeba przyznać, że w tym roku Królowa wyraźnie zaopuściła się w czytaniu – wstyd, hańba, kompromitacja! Li i jedynie! Natomiast Koralina owszem, lekturę sobie znakomicie odświeżyła i jak z rękawa sypała wszelkimi szczegółami, objaśnieniami i wątkami z książki. A Pan Rex tylko siedział, popijał piwko i w milczeniu uważnie, skoncentrowany przysłuchiwał się prowadzonym rozmowom, jedynie od czasu do czasu wydając pojedyncze dźwięki lub wypowiadając równoważniki zdania.

4. Jeśli chodzi o pozostałych mniej lub bardziej stałych a tym razem nieobecnych uczestników Spotkań, to Polanna szykuje się do wielkiego exodusu- postanowiła pójść za głosem serca i zamieszkać u kraju ojczystym swojego osobistego Spaniarda. Stefy nie było, bo hulała na parkiecie pewnej sali weselnej (bynajmniej nie był to jej ślub). Gazela chuchała na siebie i dmuchała, próbując wrócić do dobrego samopoczucia – niniejszym życzymy jej szybkiego powrotu do zdrowia i formy towarzyskiej. Błyskawica biega. Poldzia… no właśnie, co u Poldzi?  Pelo z Mazowsza, która po udziale w czerwcowym w naszym Spotkaniu zapłonęła ochotą na stworzenie filii naszego klubiku w jej rodzinnym mieście W, zadzwoniła do Królowej w sobotę z rana (przy okazji obudziła Królową, jednakże Królowa absolutnie nie ma jej tego za złe), aby usprawiedliwić swoją nieobecność podczas spotkania. Pelo bardzo żałowała, że nie udało jej się dotrzeć na spotkanie, gdyż „Ciemno…” przeczytała i przepełniona była wrażeniami z lektury, którymi chciała się z pozostałymi uczestniczkami podzielić. Pelo, zakonotuj sobie owe spostrzeżenia – przekażesz je nam przy następnej okazji.

5. Tematami poruszanymi w wieczornej i nocnej dyskusji były wakacje, wyjazdy i przedziwne imiona zakonnic (Koralina rozważa zmianę swojego pseudo na Delfina). Dywagowano także nad upodobaniami alkoholowymi owadów z gatunku drosophila melanogaster, które, jak zaobserwowano, zdecydowanie bardziej niż cydr wolą wino. Rzecz jasno troszeczkę poplotkowano. Zrobiono także wspominkową wycieczkę do miasta będącego siedzibą naszego klubiku książkowego – próbowano odtworzyć topografię miejscowości sprzed 30 i więcej lat, przypominano sobie położenie jedynych wtedy w mieściePewexu, składnicy harcerskiej, sklepu elektrycznego, zegarmistrza, księgarni czy sklepu sportowego.

6. Muzycznie na początku, na życzenie Struny, było dość mrocznie: Tool (Pan Rex siłą woli powstrzymywał się, żeby nie przewracać oczami i nie zatkać sobie uszu). Potem już było bardziej wakacyjnie                        i optymistycznie. Przy okazji poczyniono spostrzeżenie, że muzyki przechowywanej w komputerze słucha się dużo rzadziej i trudniej. Bez wątpienia uczestniczki Spotkań w osobach Struny i Królowej zdecydowanie preferują odtwarzanie ulubionych dźwięków z płyt CD.

7. Inspirując się jednym z wałbrzyskich bloków na osiedlu Piaskowa Góra zwanym Babel, przygotowano dania i przekąski różne i różniaste: Struna przygotowała leczo-bograczo-ratatouille. Koralina obdarowała zebranych naszym ulubionym serkiem norweskim Brunost. Na stole były też muffinki z czekoladą i wiśniami własnoręcznie zebranymi przez Pana Rexa. Był też arbuz, chipsy, orzeszki, krakersy i sałatka z rukolą. Po raz pierwszy w historii Spotkań pito kompot truskawkowo-wiśniowy. Był też cydr i KaDARKa (nawiązanie do atmosfery książki wieczoru nieprzypadkowe).

8. Po długich obradach uzgodniono, że podczas kolejnego spotkania, które odbędzie się 8 sierpnia w Ogrodach Daniela, rozmawiać będziemy o książce „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya (nareszcie!).

Udanej kanikuły.
Dziękujemy za uwagę.
Do zobaczenia.
Wasza protokolantka
k.    

środa, 8 lipca 2015

Przypominajka przed "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator



Protokolantka przypomina, że w najbliższą sobotę, trochę wcześniej niż w porze kiedy robi się ciemno, prawie noc, spotykamy się w pain-air u Struny, aby rozmawiać o książce Joanny Bator.
Z racji kanikuły kuchnia grillowa, ogródkowa i w ogóle spontaniczna, wymieszana jak w wieży Babel.
Do zo!
k.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska



Protokół po "Beksińskich. Portrecie podwójnym" Magdaleny Grzebałkowskiej
Zapowiadało się na smutny, a co najmniej refleksyjny wieczór. Bo książkowymi bohaterami wieczoru byli Beksińscy – ojciec Zdzisław, malarz mrocznych, cmentarnych pejzaży, i syn Tomasz, tłumacz i wielbiciel muzyki z krypty.
Jednak nasza energia, witalność, radość i optymizm wzięły górę nad nastrojem książki. Mimo wielokrotnego przywoływania grona do porządku i poddawania do dyskusji tematów z dziejów rodziny Beksińskich, rozradowani uczestnicy spotkania co rusz ocierali łzy śmiechu i mocno zaciskali uda, żeby w śmiechowych konwulsjach nie posiusiać się.

Ale ad rem.
1. Na Spotkaniu Pod Pretekstem Książki gościem honorowym była Pelo z Mazowsza, która wprawdzie gustuje w kryminałach, jednak przygotowała się do uczestnictwa w dyskusji poprzez uważne wysłuchanie skrótu biografii Beksińskich wygłoszonego przez swoją koleżankę z pracy. Pelo została przez stałych uczestników spotkania powitana i przyjęta z serdeczną otwartością, co zaowocowało jej deklarację ponownego przyjazdu na nasz klubik książkowy za miesiąc. Mimo naszej wrodzonej życzliwości przypominamy jednak Pelo, że bez skrzynki lokalnego cydru, którego próbką nas poczęstowała, ma się nie pokazywać.

2. Oprócz Pelo w czerwcowym spotkaniu wzięło uczestniczyło siedem osób plus pies. Po długiej nieobecności na naszym klubiku pojawiła się Stefa – z włosem zapuszczonym do połowy pleców, z radością i miłością wymalowaną na twarzy.  Początkowo zwiędła Polanna, wycieńczona ponadgodzinną podróżą w busie-piekarniku, szybko wróciła do sił, pojąc się kolejnymi kieliszkami z napojami reanimacyjnymi. Gazela za to nic nie piła i nic nie jadła, gdyż jest w trakcie długotrwałych nieżytów żołądka- współczujemy szczerze biedaczce. Królowa dzieliła się swoimi przeżyciami związanymi z nadchodzącymi zmianami (przy okazji grupowo zaplanowano dostatnią przyszłość każdego z uczestników spotkania). Struna nie trafiała kieliszkiem do ust, w efekcie czego wino pociekło jej po nogach (z racji wieku trzeba się cieszyć, że pociekło wino, a nie mocz). Koralina z typowym dla siebie spokojem opowiadała o swoich niedalekich zawodowych planach (zazdrościmy Koralinie czasu, który będzie mieć na czytanie). A Pan Rex siedział sobie w fotelu, z uśmiechem na ustach baczenie obserwował wszystkie wprawiające się w coraz lepszy humor kobietki i głaskał dyszącego w upale bookdoga. Natomiast obecna jedynie duchem, bo chora tchawicznie Poldzia przesłała esemesowo swe pozdrowienia obecnym.

3. Magdalena Grzebałkowska napisała bardzo dobrą książkę o Beksińskich. Jeśli tylko czytelnik znajdzie w sobie odpowiednie pokłady dystansu i pozytywnego nastroju, jest w stanie bez zbytniego dołowania się przeczytać o szczegółach smutnego, nieszczęśliwego życia Beksińskich. Podczas spotkania dywagowano na temat możliwości wystąpienia zespołu Aspergera u Tomasza, o roli Zofii, żony Zdzisława w całej tej historii, o tragicznej śmierci Zdzisława.

4. Książka nie została w całości omówiona, gdyż  (w ramach samoobrony przed emocjami nostalgicznymi i smutkiem) większość jej wątków zostawała w trakcie dyskusji poddawana próbie nastroju – np. przy wzmiance o tym, że „Beksińscy” mają być wkrótce zekranizowani dworowano sobie, że rolę Zdzisława ma zagrać Chuck Norris, a w Tomasza wcieli się Arnold Schwarzenegger (ponieważ Struna bezbłędnie przeliterowała to nazwisko, pojawia się podejrzenie, czy nie ogląda ona w ukryciu filmy z Arnoldem, do czego nie chce się przyznać).

5. Przy omawianiu planu czytelniczego na najbliższe miesiące po raz kolejny wrócono do twórczości Ernesta Hemingwaya, którego już od ponad dwóch lat „Stary człowiek i …” nie może stać się bohaterem wieczoru. Za to inny książkowy mężczyzna, Christian Grey przez chwilę znowu stał się tematem radosnych rozmów – tym razem pojawił się w kontekście imion. Otóż okazało się, że wśród zebranych były aż cztery Anny: dwie z pierwszego imienia, dwie z drugiego imienia. (Są podejrzenia, że bookdog Gruda ma na drugie Anna). Natomiast Struna – i tu nawiązujemy do „Pięćdziesięciu twarzy Greya” – wyjawiła, że ona na trzecie ma Anastazja (czyżby Christian był jej świadkiem bierzmowania?).

6. Rozmawiano o nadchodzących licznych imprezach kulturalnych m.in. o Big Book Festival w Warszawie, który jednak jest zdecydowanie mniej atrakcyjny niż odbywający się w naszym little kręgu little book festiwal.  Przy okazji dyskutowania aranżacji noclegowych Struna powiedziała, że ludowe porzekadło mówi, że „gość w dom, book w dom” i że ona prowadzi „free-dom”, więc wszelkie konfiguracje sypialniane są dozwolone.

7. Z racji zamiłowania Beksińskich do kuchni chińskiej, postanowiono zaserwować chińszczyznę właśnie. Pelo ugotowała fenomenalny rosół chiński. Stefa przyniosła sałatkę z zupek chińskich. Królowa zaskoczyła zebranych i samą siebie nowatorską sałatką z kapusty pekińskiej, roboczo nazwaną „Szalony Pekińczyk”. Struna przygotowała kurczaka po seczuańsku z ryżem Uncle Ben’s (sosy-gotowce tej firmy były nagminnie spożywane przez Beksińskich). Na stole pojawiły się owoce egzotyczne i włoskie przekąski, wśród których dominowały oliwki oraz wypalające podniebienie papryczki (dla Koraliny, rzecz jasna, żadna papryczka nie była zbyt ostra). Nie mogło również braknąć mandarynek. Świętując niedawne urodziny Struna podała truskawki „pod pierzynką” – w sklepie nie było biszkoptowego spodu pod torcik, więc szybko zmieniła plany deserowe: z werwą i niewielkim brakiem koordynacji ruchowej przy posługiwaniu się mikserem ubiła śmietanę, którą z jeszcze większą werwą i już dość wyraźnie zauważalnym brakiem panowania nad sprzętem kuchennym zmieszała z serkiem mascarpone, po czym całą tą miksturą zamaszyście ozdobiła owocowy symbol czerwca. Przez przypadek na stole pojawiła się także tarta ze szparagami.

8. Na osobny akapit zasługują ciasteczka z wróżbą (fortune cookies dodawane na Zachodzie do każdej porcji chinese take away). Zadziwiające, w prawie stu procentach przepowiednie z ciasteczek były trafione i kto wie, kto wie, może sprowokują odmianę losu. Pan Rex zjadł tylko jedno ciasteczko- ale za to jakże wymowne („Nawet jastrząb może być orłem wśród wron”). W zachłanności na szepty przeznaczenia zjedzono wszystkie przygotowane (ok. 60 sztuk) ciasteczka.

9. W dyscyplinie spożywania napojów wyskokowych pobity został rekord. Statystyki: dwie osoby plus bookdog pili tylko wodę z cytryną (bookdog bez cytryny), dwie osoby piły tylko piwo (łącznie spożyli 5 półlitrowych puszek), natomiast cztery pozostałe osoby wypiły 5 butelek wina i jedną butelkę cydru czereśniowego. No cóż, wieczór był upalny, trzeba było czymś ugasić pragnienie. Zabrakło,  niestety,  pitej nagminnie przez Beksińskich pepsi.

10. Muzycznie towarzyszył nam David Bowie z piosenką „China girl”, organowe kawałki Faith No More (Struna była ostatnio na ich koncercie), Kings Of Leon (wiadomo) oraz słuchani przez Beksińskich Led Zeppelin i Dead Can Dance.

11. Po spontanicznej zmianie planów czytelniczych ustalono, że w lipcu porozmawiamy o twórczości Joanny Bator – czytamy „Ciemno, prawie noc”. Spotykamy się w sobotę 11 lipca. Kuchnia grillowo-ogniskowo-piknikowo-działkowa.

12. Lato trwa, nie poddajemy się przygnębieniu i smutkowi. Cieszymy się życiem. Carpe diem!- to hasło także znalazło się w ciasteczku – i kto je wyjął? Struna oczywiście!

Wasza protokolanta,
k.

wtorek, 9 czerwca 2015

Przypominajka przez "Beksińskimi. Portretem podwójnym" Magdaleny Grzebałkowskiej



Dobrze, że nastały długie czerwcowe wieczory. 
Bo jest ryzyko, że książkowi bohaterowie naszego najbliższego spotkania wprowadzą mrok, grozę, smutek i nostalgię. Oczywiście grono, z natury radosne i optymistycznie patrzące na życie, będzie się starało nie poddać żadnym uczuciom negatywnym czy destrukcyjnym i, zajadając przysmaki kuchni chińskiej, przezwycięży ciemności związane z losami rodziny Beksińskich.
Widzimy się w piątek 12 czerwca.
Zakładamy na siebie artystycznie szalone ciuszki, czarne peleryny podszyte szkarłatem lub charakterystyczne dla dalekowschodniego ludu pracującego mundurki proste w kroju i ciemne w kolorystyce.  
Pa!

niedziela, 3 maja 2015

"Pachnidło" Patrick Süskind

  Protokół (nie pośmiertny) po "Pachnidle" Patricka Süskinda


Witajcie!

Majowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki miało charakter dość niecodzienny – szanowne grono spotkało się w Święto Pracy! O pracy też była mowa, a jakże! A zwłaszcza o jej poszukiwaniu.


1.Zapachy wiosny w rozkwicie, przygotowanych potraw, wina, nas, psa i wszystkiego innego, co się wokół znajduje, towarzyszyły gronu zebranemu, aby dzielić się wrażeniami po przeczytaniu książki lub/i obejrzeniu filmu pt. „Pachnidło”.

2. Królowa, po raz pierwszy w wieloletniej historii Spotkań, nie skończyła czytać zadanej lektury – bez bicia przyznała się do tego karygodnego zaniedbania i uroczyście obiecała jak najszybciej dokończyć rozpoczętą książkę. Polanna natomiast z przyjemnością przeczytała całość i z chęcią rozwodziła się nad poszczególnymi fragmentami „Pachnidła”. Strunie zapadł w pamięć fragment, w którym mowa o formule na perfumy: cztery piąte alkoholu i jedna piąta tajemnicy. Zacytowawszy tę recepturę, utopiła biały fiołek w kieliszku rudej przepalanki przyniesionej przez Błyskawicę i z brawurą wypiła powstałą miksturę. Grono chóralnie zachwycało się misternością, finezją, obrazowością, szczegółowością i wyrafinowaniem Suskinda, który opisywał wonie Paryża, wyposażenie pracowni perfumiarza Baldiniego, zapachy wytwarzane przez rośliny, zwierzęta i ludzi. Próbowano zdiagnozować Jana Baptystę Grenouille – zastanawiano się, czy był psychopatą, czy socjopatą, czy jeszcze kimś innym. Skonstatowano również, że dziwnym trafem większość bohaterów ostatnio czytanych przez nas książek, to ludzie chorzy, zaburzeni czy po prostu ześwirowani. Czy to coś mówi o naszym gronie? Czy nasze grono powinno się już zacząć tym martwić?

3. Podczas rozmów o perfumach współczesnych Koralina olfaktorycznie zapoznawała się z zapachami noszonymi przez siedzącą obok niej Polannę.

4. W czasie całego spotkania wielokrotnie poruszano tematy makabryczne, straszne, tajemnicze, mrożące krew w żyłach. Głównym dyskutantem był Pan Rex, który z upodobaniem patrzył na nasze przerażone twarze, gdy mowa była o jadzie trupim (ten aspekt rozmowy szczególnie poruszył Polannę), larwach, przełamaniu pośmiertnym (Królowa do tej pory nie może załapać, po co się je wykonuje), rodzajach pochówków (większość z nas chce być poddana kremacji), rozwoju technologicznym w inwigilowaniu obywateli czy teoriach spiskowych w kontekście sytuacji politycznej w Polsce i na świecie.

5. Koralina podzieliła się nami swoimi najskrytszymi marzeniami: myśli o podjęciu pracy jako preparator (gdy jednak zaczęto snuć wizje dotyczące prób preparacji psa książkowego Grudy w laboratoryjnie sterylnej kuchni Koraliny, pojawił się uzasadniony protest i oburzenie właścicielki Grudy i innych biesiadników). Ale tak naprawdę największą radość i spełnienie zawodowe przyniosłoby jej prowadzenie kiosku Ruchu – mogłaby sobie wtedy siedzieć i cały dzień czytać różne ciekawe czasopisma i książki. Życzymy Koralinie powodzenie w realizacji swoich planów zawodowych.

6. Pierwszy toast wieczoru wzniesiono za Błyskawicę, która niedawno przebiegła swój pierwszy maraton- niezmiernie cieszymy się jej osiągnięciem i jesteśmy z niej dumni. Przy okazji wszystkim niebiegającym uczestnikom spotkania przypomniano, że każdy maraton liczy zawsze 42 kilometry i 195 metrów.

7. Polanna, którą nazywamy już Hiszpanną, barwnie opowiedziała (oraz zilustrowała odpowiednim filmikiem) o swojej wielkanocnej wizycie u jej osobistego Spaniarda. Polanna-Hiszpanna wzięła udział w tradycyjnej hiszpańskiej procesji z okazji Semana Santa, w której maszerowała w stroju przywodzącym na myśl Klu-Klux-Klan. Grono sporo dowiedziało się również na temat obrzędów weselnych w Hiszpanii – wielce interesujące.

8. Grono zostało poinformowane, że być może powstanie kolejna nasza filia – tym razem w Gorlicach. Trzymamy kciuki za Morcina - lidera tamtejszej tworzącej się grupki czytelniczej oraz zapewniamy o naszym wsparciu merytorycznym i duchowym dla rodzącego się w Beskidzie Niskim klubiku książkowego.

9. W czasie spożywania przygotowanych i przyniesionych potraw zamykano oczy, aby rozkoszować się nimi (potrawami, nie oczami) jeszcze pełniej – wyłączając wzrok, a skupiając się na doznaniach węchowych. Na stole było pachnąco, smacznie i rudo. Były precelki i krakersy. Były mandarynki. Były hiszpańskie omułki po śródziemnomorsku. Było spaghetti z czerwonym pesto z rozmachem przygotowane przez Strunę (kawałki makaronu znajdowane były w różnych fragmentach kuchni przez następną dobę). Było ciasto marchewkowe – debiut Błyskawicy w tym zakresie. Były chipsy i nachos z pomidorowo-paprykową salsą (przyrządzoną przez mamę Królowej). Był mazurek pomarańczowy, który swą strukturą powierzchniową przypominał burzę rudych włosów. Była marchewkowa zupa-krem (z mleczkiem kokosowym). Pito wspomnianą wcześniej przepalankę, ciemnorudą herbatę Lipton oraz napój pomarańczowy Mirinda. Trzy pierwsze wina również miały barwę rudawą.

10. Na przeczytanie kolejnej książki na Spotkanie mamy aż półtora miesiąca – widzimy się 12 czerwca, żeby porozmawiać o „Beksińskich. Portrecie podwójnym” Magdaleny Grzebałkowskiej. Kulinarnie oddamy hołd Zdzisławowi i Tomaszowi Beksińskim i przygotujemy potrawy, które by im na pewno smakowały – zapowiadamy kuchnię chińską.

Do zobaczenia w czerwcu!
Wasze
Ruda Gruda i k.





czwartek, 30 kwietnia 2015

Przypominajka przed "Pachnidłem" Patricka Süskinda



Wiosna przynosi upajające zapachy.
Przypominam, że w tej, jakże wonnej, atmosferze spotykamy się w piątek, w Święto Pracy, aby porozmawiać o „Pachnidle” Particka Süskinda.
Uwaga! Będziemy wąchać książki!
Kuchnia ruda.
Pa!