wtorek, 14 lipca 2015

"Ciemno, prawie noc" Joanna Bator

Ciemno, prawie noc - Bator Joanna Protokół po "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator


1. Było wciąż jasno, prawie dzień, kiedy trzon grupy dyskusyjno-konsumpcyjnej debatującej w ramach Spotkań Pod Pretekstem Książki stawił się w ustalonym w ostatniej chwili miejscu, aby pochylić się nad książką Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”.

2. To książka o pamięci, o mroku jaźni, o ciemnościach historii, o demonach drzemiących w niektórych z ludzi, o nienawiści we współczesnym społeczeństwie. To książka poruszająca, miejscami przerażająca, niekiedy wzbudzająca strach. Ujęły nas kociary - wiedźmy, które rozdawały perły Księżnej Daisy dzieciom uratowanym przez siebie. Zapadła nam w pamięć synocórka pewnej bibliotekarki, która powiedziała, że jej matka jest już na emeryturze i postanowiła zaczytać się na śmierć. Z rytmu czytania wyprowadzały nas wstawki hejterskie i bluzgi, dołowała nas duża ilość wątków związanych z molestowaniem. A główna bohaterka biega. I to bieganie odegrało ważną rolę w zakończeniu całej tajemniczej, mrocznej historii. Bator wspaniale bawi się słowami, tworzy je, zestawia w zaskakujące twory-stwory. Stwierdziłyśmy, że książki Joanny Bator przypominają nieco te napisane przez Olgę Tokarczuk (być może na podobieństwo wpływa fakt, że obie autorki umiejscawiają swoich bohaterów na Dolnym Śląsku – w Kotlinie Kłodzkiej czy nieopodal leżącym Wałbrzychu. Tak czy inaczej „Ciemno, prawie noc” to kawał świetnej literatury.

3. Struna po raz pierwszy w dziejach Spotkań nie przeczytała do końca zadanej lektury, bo nie zdążyła (ale jest usprawiedliwiona, bo czas miała wypełniony po brzegi poprzez udział w wykładach i warsztatach w pełni poświęconych judaizmowi, nietolerancji, przeszłości i jeszcze bardziej skuteczniejszemu nauczaniu dzieci i młodzieży). Królowa nie zabierała zbytnio głosu, gdyż na skutek skomasowania w ostatnim czasie licznych obowiązków zawodowo-towarzysko-społecznikowskich, nie zdołała odświeżyć sobie przeczytanej kilka miesięcy wcześniej lektury. Generalnie trzeba przyznać, że w tym roku Królowa wyraźnie zaopuściła się w czytaniu – wstyd, hańba, kompromitacja! Li i jedynie! Natomiast Koralina owszem, lekturę sobie znakomicie odświeżyła i jak z rękawa sypała wszelkimi szczegółami, objaśnieniami i wątkami z książki. A Pan Rex tylko siedział, popijał piwko i w milczeniu uważnie, skoncentrowany przysłuchiwał się prowadzonym rozmowom, jedynie od czasu do czasu wydając pojedyncze dźwięki lub wypowiadając równoważniki zdania.

4. Jeśli chodzi o pozostałych mniej lub bardziej stałych a tym razem nieobecnych uczestników Spotkań, to Polanna szykuje się do wielkiego exodusu- postanowiła pójść za głosem serca i zamieszkać u kraju ojczystym swojego osobistego Spaniarda. Stefy nie było, bo hulała na parkiecie pewnej sali weselnej (bynajmniej nie był to jej ślub). Gazela chuchała na siebie i dmuchała, próbując wrócić do dobrego samopoczucia – niniejszym życzymy jej szybkiego powrotu do zdrowia i formy towarzyskiej. Błyskawica biega. Poldzia… no właśnie, co u Poldzi?  Pelo z Mazowsza, która po udziale w czerwcowym w naszym Spotkaniu zapłonęła ochotą na stworzenie filii naszego klubiku w jej rodzinnym mieście W, zadzwoniła do Królowej w sobotę z rana (przy okazji obudziła Królową, jednakże Królowa absolutnie nie ma jej tego za złe), aby usprawiedliwić swoją nieobecność podczas spotkania. Pelo bardzo żałowała, że nie udało jej się dotrzeć na spotkanie, gdyż „Ciemno…” przeczytała i przepełniona była wrażeniami z lektury, którymi chciała się z pozostałymi uczestniczkami podzielić. Pelo, zakonotuj sobie owe spostrzeżenia – przekażesz je nam przy następnej okazji.

5. Tematami poruszanymi w wieczornej i nocnej dyskusji były wakacje, wyjazdy i przedziwne imiona zakonnic (Koralina rozważa zmianę swojego pseudo na Delfina). Dywagowano także nad upodobaniami alkoholowymi owadów z gatunku drosophila melanogaster, które, jak zaobserwowano, zdecydowanie bardziej niż cydr wolą wino. Rzecz jasno troszeczkę poplotkowano. Zrobiono także wspominkową wycieczkę do miasta będącego siedzibą naszego klubiku książkowego – próbowano odtworzyć topografię miejscowości sprzed 30 i więcej lat, przypominano sobie położenie jedynych wtedy w mieściePewexu, składnicy harcerskiej, sklepu elektrycznego, zegarmistrza, księgarni czy sklepu sportowego.

6. Muzycznie na początku, na życzenie Struny, było dość mrocznie: Tool (Pan Rex siłą woli powstrzymywał się, żeby nie przewracać oczami i nie zatkać sobie uszu). Potem już było bardziej wakacyjnie                        i optymistycznie. Przy okazji poczyniono spostrzeżenie, że muzyki przechowywanej w komputerze słucha się dużo rzadziej i trudniej. Bez wątpienia uczestniczki Spotkań w osobach Struny i Królowej zdecydowanie preferują odtwarzanie ulubionych dźwięków z płyt CD.

7. Inspirując się jednym z wałbrzyskich bloków na osiedlu Piaskowa Góra zwanym Babel, przygotowano dania i przekąski różne i różniaste: Struna przygotowała leczo-bograczo-ratatouille. Koralina obdarowała zebranych naszym ulubionym serkiem norweskim Brunost. Na stole były też muffinki z czekoladą i wiśniami własnoręcznie zebranymi przez Pana Rexa. Był też arbuz, chipsy, orzeszki, krakersy i sałatka z rukolą. Po raz pierwszy w historii Spotkań pito kompot truskawkowo-wiśniowy. Był też cydr i KaDARKa (nawiązanie do atmosfery książki wieczoru nieprzypadkowe).

8. Po długich obradach uzgodniono, że podczas kolejnego spotkania, które odbędzie się 8 sierpnia w Ogrodach Daniela, rozmawiać będziemy o książce „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya (nareszcie!).

Udanej kanikuły.
Dziękujemy za uwagę.
Do zobaczenia.
Wasza protokolantka
k.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz