sobota, 22 czerwca 2013

"Królowa Margot" Aleksandra Dumas

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Królowej Margot" Aleksandra Dumasa


   Do kroćset! Wieczór z „Królową Margot” za nami! Oh! Oh! Oh!
   W Noc Kupały zebrały się czytające wiedźmy, odziane w czerwień, szkarłat i karmin, aby się wymienić poglądami na temat dzieła Aleksandra Dumasa i rzucić kilka zaklęć i przekleństw w kierunku mężczyzn.
   Ale było gorąco! Nie tylko w sensie dyskusji, ale i w kwestii temperatury za oknem i w pokoju, w którym odbywał się sabat. Obniżałyśmy temperaturę rozgrzanych ciał poprzez wkładanie twarzy do lodówki (Koralina), zimny prysznic (Polanna), omywanie odsłoniętych części ciała (Struna), założenie kusej (Stefa) lub powiewnej (Gazela) odzieży czy chłodzenie się na balkonie wśród doniczek z poziomkami i ziołami (wszystkie). 
1.     „Królowa Margot” spodobała nam się, choć niektóre z nas przyznały, że ją w części początkowej „przemęczyły”. Dumas nas mile zaskoczył, bo, jak na literaturę historyczną, dość odważnie opisał relacje między głównymi bohaterami: romanse, intrygi, liczni kochankowie i kochanki, polityczne układy małżeńskie.
2.    Z przykrością przeczytałyśmy ostatnie strony książki, kiedy to zostają skróceni o głowę najsympatyczniejsze z postaci, trup ściele się gęsto, a podłości Katarzyny Medycejskiej uchodzą bezkarnie. Do diaska! 
3.    Przypadło nam do gustu hasło kochanków „Amor, Kupido, Eros” oraz kilka innych sformułowań, które w tej wysokiej temperaturze wyparowały z naszych głów (w razie konieczności dołączymy do protokołu sporządzony przez Strunę aneks). No i sprawdziły się te onomatopeiczne wtręty, które, w zależności od interpretacji i intonacji, wzbudzały pozytywne emocje. Ach! Ach! Ach!
4.    Sporo dyskutowano o jeszcze jednej książce- zbiorze reportaży Wojciecha Tochmana pt. „Bóg zapłać”. Te uczestniczki spotkań, które z ową lekturą już się zapoznały, stwierdziły, że NIE powinna ona stać się główną bohaterką naszego spotkania książkowego, gdyż wzbudza zbyt wiele ekstremalnych emocji, poruszenia, może zbytnio zdołować, więc w rezultacie mogłoby dojść do zbiorowego samobójstwa lub zamordowania pierwszego lepszego księdza. Książka jest jednak na tyle ważna, dobrze napisana, emocjonująca, przerażająca, wciągająca, angażująca, że warto po nią sięgnąć. Dlatego też zdecydowano, że „Bóg zapłać” stanie się naszą lekturą uzupełniającą, nadobowiązkową, nadprogramową, z którą pozostałe uczestniczki spotkań powinny zapoznać się w najbliższym czasie, żeby w dyskusjach pobocznych móc wspólnie wracać do niej przy kolejnych okazjach. Czyńcie, waszmości, co każą!
5.    Cuisine. Dla potomnych notujemy:
a)    Jadło - rządziły truskawki: torcik truskawkowo-jogurtowy, tiramisu truskawkowe, sałatka z truskawkami (i serami, i awokado, i marynowanym pieprzem), koktajl truskawkowy (Gazela dochodzi do perfekcji w obsłudze smoothie makera- wróżymy jej świetlaną przyszłość w kuchni), tarta truskawkowa, truskawki w fondue czekoladowym. Z kuchni francuskiej: gougères, czyli ptysie serowe,  pâté z kurzych wątróbek, bagietki. Wszystko rozpływało się, wbrew upałowi, w ustach, nie na stole. Do diaska! tkwią w nas demoniczne pokłady kulinarnego talentu, skoro potrafimy wyczarować takie pyszności. Na szczęście wiele jeszcze będzie okazji, aby podjąć kolejne gastronomiczne wyzwanie i znowu się tym talentem z innymi podzielić. O! O!
b)   Napitki: kompot truskawkowy, woda z cytryną i melisą, wino, szampan z truskawkami (niektóre z uczestniczek okazały się sprytniejsze od Katarzyny Medycejskiej i zostawiły truskawkę w alkoholu na cały wieczór, i kiedy ją w końcu zjadły, to ta truskawka miała moc co najmniej setki czystej wódki). Upał spowodował, że wypity alkohol z większą mocą uderzał do głów, w efekcie czego szybciej i przy mniejszej niż zwykle ilości spożytych napojów wyskokowych rezultat był nader zadowalający.
6.    Z kilkunastodniowym opóźnieniem świętowałyśmy urodziny Struny (stąd tort), która obdarowała nas „biżuterią do książki”, czyli zakładkami, z wyglądu przypominającymi amulety. Rozdawnictwo zdawało się nie mieć końca - Polanna prosto z Amsterdamu, z muzeum Van Gogha przywiozła nam cudnej urody zakładki z reprodukcjami dzieł, lubianego przez chyba nas wszystkie, malarza. Dziękujemy! Merci beacoup!   
7.    Polanna zdała relację ze swojej wyprawy do stolicy Holandii. Niestety, nie przywiozła nam żadnych ciekawych ziółek, zmyślnych gadżecików czy innych pomocnych w sypialni akcesoriów. Nie dość tego: dodatkowo, ku zazdrości kilku uczestniczek, wzięła po spotkaniu upojną, relaksującą, rozkoszną kąpiel z KULKĄ. Wstydź-że się, waszmościanko! 
8.    Jak zwykle byłyśmy płodne w wielce ciekawe pomysły kulturalne. Otóż w najbliższym czasie spotkamy się u Gazeli, która ma duuuży telewizor, aby obejrzeć wspólnie „Once” (na początek, potem może będą inne warte zobaczenia filmy). Szczegóły będą ustalane w osobnej korespondencji e-mailowej.
9.    W dyskusji poza książkowej NIE dominował temat seksu, orgazmów, chuci i penisów. Być może spowodowane to było ociężałością umysłów po całym tygodniu upałów. Oczywiście, nic nie sugerujemy, jednak może wpływ na zaistniałą sytuację miała również nieobecność Natalii na spotkaniu. A! A! A! 
10.   Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki odbędzie się w sobotę (!) 20 lipca i poświęcone będzie „Sztukmistrzowi z Lublina” Isaaca Bashevisa Singera. Wprowadzamy małe novum do struktury naszych spotkań, gdyż tym razem o literaturze dyskutować będziemy w plenerze: spotykamy się o godz. 16:00 na działce rodziców Struny w Ogrodach. Szykujemy się na kuchnię ogródkową/grillową/piknikową (mięso i wędliny na grilla nie muszą pochodzić z koszernej ubojni zwierząt, produkty z Savii też zjemy). Będzie bez wygód, ale przecież my potrafimy się odnaleźć w każdej sytuacji. Bliżej terminu spotkania razem z Struną poinstruujemy uczestniczki, jak praktycznie przygotować się do tego żydowskiego wieczoru na łonie natury. Można już zacząć zapuszczać pejsy i ćwiczyć grę na cymbałach.
Au revoir!
Do zobaczenia za miesiąc. Ach! Ach! Ach!



ANEKS do PROTOKOŁU do "Królowej Margot".
1. Zapomniałam napisać, że Polanna przywiozła dla nas z Amsterdamu żółty ser. Oto fragment jej e-maila:

"O! Koniecznie proszę uczynić aneks do protokołu, gdyż ser ten był z poświęceniem godnym Burbonów przewieziony wiele mil i kilometrów z oddalonych krain, jak również przebył drogę w upalnym piekarniku zwanym autobusem, po czym wyglądał jakby go coś przypiekło .... lub roztopiło Ach ach ach!!!!
na dodatek proszę pochwalić walory jego smaku :)"

2. Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki, zaplanowane na 20 lipca, rozpocznie się, nie tak jak to zostało napisane w protokole o godz. 16:00, ale o 17:00. Bo przecież o 15:00 mamy z Koraliną trening, którego nie możemy opuścić. Chyba że zostaniemy przy godzinie 16:00, ale wtedy biegająca część uczestniczek spóźni się trochę i przyjdzie na gotowe. Ustalimy to jeszcze z gospodynią, czyli Struną.

wtorek, 18 czerwca 2013

Przypominajka przed "Królową Margot"


Przypominam, że w najbliższy piątek spotykamy się o 17:30, żeby porozmawiać o "Królowej Margot" Aleksandra Dumas. Proszę, aby:
-potwierdzić przybycie swoje oraz ewentualnych gości, czyli osób spoza stałego grona uczestników spotkań (ważne, bo muszę wiedzieć, ile krzeseł będzie potrzebnych),
-określić, co kto przyniesie do jedzenia i picia (przypominam, że przynoszenia jadła i napitku nie jest obowiązkowe, a wypływać ma z własnej nieprzymuszonej woli i że nieprzyniesienie niczego nie będzie skutkowało wydaleniem z grona książkowych dyskutantek; ale wiadomo, że to jest miłe, jak tak sobie różne pyszności przynosimy i konsumujemy),
-przyodziać się w czerwień,
- zostawić szpady i sztyleciki w domu, aby w kontekście wypitego alkoholu nie doprowadzić do jakiegoś pojedynku czy skrócenia kogoś o głowę.
Ponadto informuję w sprawie napitku, że truskawki (kulinarny motyw przewodni naszego czerwcowego spotkania) dobrze będą się komponować z białym winem, ale szampan też już się chłodzi w lodówce.
Zatem, mesdames et mesdesmoiselles, do piątku. I, do kroćset!, jak zwykle mamy zamiar się dobrze bawić!
Królowa

sobota, 18 maja 2013

"Lalki w ogniu. Opowieść z Indii" Pauliny Wilk

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Lalek w ogniu" Pauliny Wilk.

Hare Witajcie Rama!
Oto protokół ze Spotkania Pod Pretekstem Książki pt. „Lalki w ogniu. Opowieść z Indii” Pauliny Wilk.
1.    Książka ciekawa, pięknie napisana, dość obiektywnie przedstawiająca Indie, posługująca się obrazami. Indie pokazane są przez pryzmat przedmiotów i czynności, nie ma ludzi - głównych bohaterów tej opowieści. No i najważniejsze: lektura wzbudziła bardzo emocjonującą dyskusję na temat sytuacji hinduskiej kobiety czy różnic między kulturą Zachodu i Azji.
2.    Kulinarnie był wypas. Dnia następnego nie zgłoszono żadnych większych dolegliwości żołądkowych. Było kilka debiutów w dziedzinie gastronomicznej: Gazela, nadrabiając swoją blondynkowatość przy zakupie mango, zrobiła („zrobiła” do może zbyt dużo powiedziane- po prostu włączyła przycisk ON w mikserze) pyszne lassi, zatem już wiemy, kto zrobi koktajl truskawkowy na następne spotkanie. Stefa przyrządziła deser kokosowy, który został pochłonięty do ostatniego okruszka. Raita z ogórków i pomidorów była może nie debiutem, ale udanym comebackiem Natalii. Stare wygi kulinarne zaserwowały kurczak curry, rajma masalę, warzywa w tikka masala, chlebek naan i samosy. Były też ciasteczka maślane z nutą Lady Grey i pomarańczy. Była herbata Darjeeling. Był napój imbirowy. I wino, całkiem sporo wina. 
3.    Tańca brzucha nie było, ale liczenie fałdek w pasie - i owszem. Taktownie nie ujawniamy imienia zwyciężczyni w tym konkursie. Przy okazji bindi wyszło na jaw, że Hinduski mają mniej problemów i zgryzot, a dzięki temu mniej zmarszczek na czole. To z kolei wpływa na to, że te kropki trzymają się ich czoła jak na jakimś poxipolu. Za to z iście indyjskim wdziękiem potrząsałyśmy bransoletkami i biustem. A to wszystko w oparach kadzidełek i naszych rodzimych pyłków traw i drzew, które wpadały przez otwarte do późna w nocy drzwi balkonowe. 
4.    Natalia podzieliła się z uczestniczkami pewną rewelacją. Otóż podobno po trzech tygodniach biegania w organizmie biegacza następuje taki przypływ endorfin, że można go porównać jedynie z orgazmem. Są podejrzenia, że po usłyszeniu tej wiadomości te uczestniczki spotkań, które jeszcze nie biegają, wkrótce dołączą do biegającej braci.
5.    Całą sobotę i niedzielę cztery uczestniczki spotkania próbowały sobie przypomnieć, co było powodem śmiechu Gazeli, która tak się chichrała, że się aż pobeczała i aż się jej tusz do rzęs rozmazał. Śmiechu w ogóle było dużo. Śmiech to endorfiny w czystej postaci.
6.    Nie warto chyba wymieniać twórców, którzy swoją muzyką wprowadzali nas w klimat hinduski. Bo i tak, pod wpływem rozmów na tematy poza książkowe oraz na skutek spożytych w dużych ilościach przypraw i afrodyzjaków, uczestniczki zażądały, aby puścić „Sex On Fire”. 
7.    Zazdrościmy tym uczestniczkom, które po powrocie do domu miały w łóżku jakiegoś mężczyznę, z którym mogły praktykować Kamasutrę.  
8.    Na spotkanie wpadła z sąsiedzką wizytą Dominująca Ola. W czasie jej obecności stałe uczestniczki spotkania wydobyły z siebie całe pokłady wrodzonej życzliwości, serdeczności i przychylności, jednakże niewiele brakowało, aby ich nabyta zjadliwość, wredność i złośliwość wzięły górę. Pragnie się uspokoić stałe uczestniczki, że przed ewentualną kolejną wizytą Dominującej Oli zostanie ona poddana testowi pt. „Twój mąż to niezłe ciacho- mam na niego ochotę”. Jeśli Ola przejdzie test, znaczy że będą z niej ludzie. Jeśli nie, to znaczy że jest prawdziwą Matką Polką i że jest stracona bez szans na ratunek.
9.    Nie tylko Ola otrzymała pseudonim. Na użytek piątkowego spotkania pojawiły się również i inne ksywki: Natalia z Bobrem czy  Struna vel  Spięte Poślady. I niech ta ostatnia weźmie pod uwagę, że to nie protokolantka obdarzyła ją tymi określeniami, zatem skargi i zażalenia proszę kierować do kogoś innego.
10. Struna skrupulatnie obliczyła, że następne spotkanie będzie dopiero za 5 tygodni, w trzeci piątek miesiąca, czyli 21 czerwca. Dyskutować będziemy klasykę: Aleksander Dumas „Królowa Margot”, czyli powieść z nurtu płaszcza i szpady. I, do diaska!, przychodzimy ubrane na czerwono! Kulinarnie Francja będzie tylko w tle, bo zostało ustalone, że gastronomiczną bohaterką wieczoru będzie truskawka. Korzystamy z sezonu i podajemy truskawkę na wszelkie możliwe sposoby. Myślcie, kombinujcie, szukajcie przepisów, gotujcie. I prześlijcie mi Wasze propozycje do naszego menu, żeby duplikatów nie było. Już wiemy, że Gazela robi koktajl.  
Do zobaczenia w czerwcu!
Hare pa pa hare!

wtorek, 14 maja 2013

Przypominajka przed "Lalkami w ogniu"



Hare (nb. „hare” to po angielsku zając) Krishna, hare rama (to wiadomo- smarowidło do chleba), dziewczęta czytające!
Przypominam, że w najbliższy piątek tj. 17 maja o godz. 17:30 spotykamy się, żeby porozmawiać o „Lalkach w ogniu” autorstwa Pauliny Wilk.
Ma pojawić się jedna z moich kuzynek, Agnieszka. Bardzo liczymy na jej obecność, tym bardziej, że urlop na ten piątek zaplanowała już sobie miesiąc temu.
Dla miłośniczek promili informacja, że alkoholem wieczoru będzie wino, bo dobrze ugasi ogień w przełykach, spowodowany indyjskimi przyprawami dodanymi do pysznych pyszności, które będą zaserwowane w piątek.
Do zobaczenia!
Królowa

niedziela, 21 kwietnia 2013

"Uciekinierka" Alice Munro

Protokół po spotkaniu Pod Pretekstem...."Uciekinierki" Alice Munro


Hello everyone!
W ubiegłą sobotę w ramach kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki ośmioosobowe grono czytających kobiet zebrało się, aby omówić „Uciekinierkę” pióra Alice Munro. W naszych skromnych klubikowych progach witamy Stefę – nasz nowy nabytek, który, mamy gorącą nadzieję, przyjdzie na kolejne spotkanie. Welcome, Stefa! Po raz wtóry z dalekiej Wielkopolski przyjechała Beata – jesteśmy pełne podziwu dla jej determinacji i sympatii dla naszego przedsięwzięcia: chciało jej się przyjechać na zaledwie 24 godziny, aby z nami pobyć i porozmawiać. Welcome back, welcome home, Beata! I już czekamy na Ciebie w lipcu i w sierpniu.
Oto wnioski, refleksje, luźne hasła, które od późnego popołudnia do prawie północy pojawiły się w naszym gronie. Ze względu na znaczną objętość niniejszego protokołu, dozwolone jest czytanie go w ratach. Let’s start then:
1.        „Uciekinierka”, czyli osiem opowiadań, których bohaterki i ich losy bardzo do nas przemówiły. Niektóre z nas przeczytały całą książkę, niektóre tylko kilka opowiadań, a Gazela w ogóle nie zabrała się za czytanie, bo była zajęta zapuszczaniem włosów na ślub. Szczególnie dużo rozmawiałyśmy o opowiadaniu „Sztuczki”, które właściwie przez wszystkie z nas zostało podsumowane stwierdzeniem: „To jest jakby historia o mnie”, choć treści z niego wyniesione, były dla każdej z czytelniczek inne, każda dostrzegła coś odmiennego w historii głównej bohaterki, Robin. Przy tym właśnie opowiadaniu można było dostrzec potęgę naszych spotkań: wszystkie miałyśmy zupełnie inne wnioski, które, zebrane razem, nadały lekturze głębię, pokazały jej wielowarstwowość, uniwersalizm, skłoniły do refleksji nad własnym życiem. Choć pozostałe opowiadania z „Uciekinierki” też były bardzo interesujące, Gazela nie zmotywowała się naszą dyskusją do sięgnięcia po tę książkę. Generalnie, nie kierując się przykładem Gazeli, polecamy „Uciekinierkę”. 
2.        Niech Struna doceni, że z dyskutowaniem lektury poczekałyśmy na nią (przed dołączeniem do nas świetnie się bawiła na jakimś kinderparty), choć bardzo nas kusiło, aby już wcześniej wymienić się refleksjami z książki. Spóźniona Struna wpadła z okrzykiem: „Nalejcie mi wina!”. Jej pięciotygodniowe pragnienie zostało natychmiast ugaszone i zaspokojone aż w nadmiarze, czego efekty można było dostrzec zwłaszcza w przedpokoju przy wychodzeniu, podczas nakładania przez nią obuwia i odzieży wierzchniej. Well done, Struna. Dostajesz od nas kciuk podniesiony do góry „Lubię to!”.   
3.        Padło stwierdzenie, że potrawy, które pojawiają się na naszych spotkaniach, powinny być jakoś zachowane dla potomnych. Temat można poruszyć na następnym spotkaniu przy okazji powrotu do sprawy naszej działalności w formie bloga, który został już założony, jednak nie jest jeszcze upubliczniony. Prosimy Natalię o przygotowanie raportu na majowe spotkanie, cobyśmy może sprawę trochę do przodu pchnęły.
4.        Wracając do kulinariów, to kuchnia kanadyjska okazała się nie lada wyzwaniem, bo na polskim rynku mięso z bizonów nie jest dostępne. Nie ma też mięsa z łosia, ale było za to dużo łososia. Łosoś pojawił się w sałatce ziemniaczanej (receptura kanadyjska) i w pierożkach z ciasta francuskiego (palce lizać, Struna). Cuisine Kraju Klonowego Liścia reprezentowały także glazowane marchewki i brzoskwinie z musem klonowym oraz verry berry cranberry punch. Koralina przygotowała cudne naleśnikowe ślimaczki z brokułami. Uwagę wszystkich przyciągnęła pasta makrelowa na krakersach. Przyniesiono też mnóstwo butelek wina w różnych kolorach, stopniu wytrawności i z różnych krajów pochodzenia. Jeśli chodzi o spożycie wina, to wynik, jak na nas, dość słaby, ale pozostałe wino się nie zmarnuje: za miesiąc podejmujemy kolejne wyzwanie w biciu rekordu w ilości wypitego alkoholu w przeliczeniu na uczestniczkę spotkania.
5.        W nabożnym skupieniu wysłuchałyśmy płyty z utworami Celiny Dijonowej. Aczkolwiek w odpowiedzi na pytanie, czy włączyć replay, padło chóralne „Nie!!!”. W dalszej części wieczoru grał dla nas Neil Young (Kanadyjczyk!) i muzycy z nurtu grunge, wszak z Seattle do Kanady to rzut beretem.  
6.        W wielkim wdziękiem Beata zaprezentowała nam chustko-czapko-opasko-apaszko-kominiarko-i-coś-jeszcze, oficjalnie zwane Buff.  Możemy to chyba podciągnąć pod lokowanie produktu, a Beacie wróżymy świetlaną przyszłość w roli przedstawiciela handlowego. Prezentacja była na tyle skuteczna, że dnia następnego Polanna nabyła, za pośrednictwem Struny, owe Buff. Niektóre z pozostałych uczestniczek spotkania również rozważają zakup Buffa (sugerowane jest nawiązanie dodatkowego kontaktu między uczestniczkami w tej sprawie, bo może hurtowo wyjdzie taniej).
7.        W podziw wprawia ilość inicjatyw, w które uczestniczki spotkań są zaangażowane. Oprócz czytania książek i szeroko rozumianego rozwoju intelektualnego, angażujemy się w liczne projekty, akcje, organizujemy wyjazdy, wypady, wycieczki. Inwestujemy w siebie, a przy okazji swoją energią i pasją zarażamy innych. Umiemy tak dobrze wszystko zorganizować, że w 7-dniowym tygodniu mieścimy pracę, obowiązki związane z byciem matką, żoną, narzeczoną czy inną –oną. I jeszcze mamy czas tak wiele interesujących przedsięwzięć. Jesteśmy po prostu wspaniałe, girls!
8.        Może z racji wiosny, która niezaprzeczalnie wreszcie przyszła, znaczna część wieczoru była poświecona różnym formom aktywności fizycznej podejmowanej przez uczestniczki spotkania. Joga, zumba, basen, siłowania, kąpiel w dźwiękach (sesja z gongami) i biegi, biegi, biegi! Ruszamy się, żeby lepiej się czuć, wyglądać lepiej (ach, te wiotczejące na starość biusty L), zawierać nowe znajomości, dostarczyć sobie odpowiednią dawkę endorfin. 
9.        Od tematu biegania płynnie (truchtem!) można przejść do aneksu do poprzedniego Spotkania Pod Pretekstem. Bo Murakami biega. Nawet książkę na ten temat napisał. A oto w rzeczony aneks:
a)        Piłyśmy sake! Nie wszystkim przypadła/przypadło (jest „ta sake” czy „to sake”?) do gustu, ale warto było przełamać niesmak przy pierwszym łyczku, bo im bliżej dna kieliszka, tym bardziej kubki smakowe delektowały się tym japońskim trunkiem.
b)        Polanna uraczyła nas prawdziwymi, prosto z Japonii, paluszkami w czekoladzie z migdałami. Były pyszne, choć od razu zostały porównane do znanych nam czekoladek Ferrero Rocher, co jest kolejnym dowodem na nasze skażenie Zachodem.
c)        Do słownika klubikowego, oprócz wyrazu „zbrukać”, dopisujemy wyrażenie „prostytucja świadomości”.
10.    Na życzenie Koraliny odnotowujemy, że ona sama oraz Struna miały w sobotni wieczór exactly takie same skarpetki. Niesamowite!
11.    Papieżowo, pomimo administracyjnego miana miasta, mają mentalność wioskową: wszyscy się znają, a przynajmniej znają kogoś, kto zna wszystkich. To jest przerażające, choć same też mamy w tym udział. Czyli, no dobra, bez owijania w bawełnę: poplotkowałyśmy trochę. Przy okazji dyskutowania sprawy pewnego osobnika, wmieszanego w narkobiznes, zwijałyśmy się ze śmiechu na wiadomość o imionach, jakie nadał swoim trzem córkom (Nikol, Naomi, Vanessa), które to imiona w połączeniu z nazwiskiem robią piorunujące wrażenie (ze względu na ochronę danych osobowych nazwisko to nie zostanie ujawnione). 
12.    Dość poważnie brzmiały rozmowy dotyczące obecności mężczyzn na naszych spotkaniach. Jest taki jeden kandydat: młody, wysportowany (umm, te jędrne pośladki), przystojny, kawaler (!), a jeśli chodzi o szeroko rozumianą kulturę, to „dźwiga” temat. Otóż postanowiono, że zanim ów inteligentny samiec (wiem, to brzmi jak oksymoron) pojawi się w naszym gronie, najpierw zostanie w okolicznościach face-to-face, czyli 1 na 1 przetestowany przez protokolantkę, przy pomocy Stefy w zaaranżowaniu tego randez-vous. Oczywiście testowanie będzie tylko i wyłącznie na płaszczyźnie intelektualnej, ewentualnie połączonej ze sprawdzaniem umiejętności picia wina, która to czynność ma wielkie znaczenie podczas naszych książkowych spotkań.
13.    Podczas rozmów kilkakrotnie zanotowano płynące łzy towarzyszące salwom śmiechu. Bo wesoło było, bardzo wesoło. Oczywiście tematy poważniejsze też się pojawiły, dyskusje czasem toczyły się w małych podgrupach. Wino, pyszne jedzenie, blask świecy (kształtem przypominającej pień drzewa- to tak w nawiązaniu do zalesionej Kanady), a przede wszystkim doborowe towarzystwo i łączące nas porozumienie duchowo-intelektualne sprawiły, że atmosfera była niezapomniana. Aż żal było kończyć, by udać się na poszukiwanie drogi powrotnej do domu i łóżka. 
14.    Dnia następnego, czyli w niedzielę, cztery uczestniczki wypindrzyły się i pojechały do Opery Krakowskiej na „Wesele Figara” Mozarta. Teraz wyjazdy do teatru do Krakowa są z lekka passe, teraz jest opera - taki lans. Nieco niedospane, nieco na kacu, ale przyciągające wzrok mężczyzn (pamiętacie tę scenę z „Seksu w wielkim mieście”, jak główne bohaterki na wysokich obcasach idą falangą nowojorskimi ulicami?- to my!) doznałyśmy wielu wrażeń i uniesień kulturalnych. A, no dobra, przyznam się: dopiero po 35 minutach od rozpoczęcia spektaklu zorientowałam się, że u dołu sceny są napisy z tłumaczeniem tekstu śpiewanego po włosku. I od tej pory zaczęło być dla mnie jasne, o czym to wszystko jest –objawienie!
15.     No i ostatni punkt: kolejne spotkanie książkowe poświęcone będzie „Lalkom w ogniu” Pauliny Wilk. A zatem w piątek 17 maja o 17:30 spotykamy się, z licznymi bransoletkami na przegubach. Stefa skonsultuje się z wżenionym w jej rodzinę oryginalnym Hindusem, a właściwie z jego polską żoną, w temacie kulinarnym. Będzie taniec brzucha (radzę zacząć trening), będzie gra na sitarze (jeśli znajdziemy i sitar, i kogoś, kto potrafi na nim grać), będą kropki na czole (już mam!), będą mantry (zwłaszcza po trzeciej butelce wina), będą kadzidełka (też mam). Ale trawy nie będziemy jarać, o nie! Chociaż…., kto tam wie, jak będzie wyglądać nasze następne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
To hare Krishna, rama rama i tak dalej.
Many thanks.
I jak zawsze: darz book! A nawet- zacytujmy tu uczestniczki spotkań w naszej warszawskiej filii-         Niech Book będzie z Wami!
Królowa.  




wtorek, 16 kwietnia 2013

Przypominajka przed "Uciekinierką"



Hello!
Przypominam, że –uwaga, uwaga- w najbliższą SOBOTĘ, nie w piątek, spotykamy się, żeby porozmawiać o książce Alice Munro pt. „Uciekinierka”. Startujemy o godzinie 17:00. Mam przeczucie, że treść książki będzie okazją do fascynującej dyskusji.
Będzie nas więcej niż zwykle, bo swoją obecność zapowiedzieli znamienici goście: Beata z Wielkopolski (naładowana energią po sesji z gongami), Ania z Dolnego Śląska (żona kuzyna, dzielna matka-Polka), Stefa z Papieżowa-Kremówkowa (z nadzieją, że dołączy do naszego klubiku na stałe). Oprócz tego może pojawią się również te kibicujące naszym Spotkaniom czytające kobiety, które do tej pory nie przyszły ze względu na to, że zwykle spotykałyśmy się w piątki. Wyjątkowo najbliższe randez-vous mamy w sobotę, zatem jest szansa na dodatkowych gości. Nawet Gazela, która ostatnio podpadła, wykręcając się przyjścia na spotkanie, ma się pojawić, choć książki nie przeczytała (wybaczamy jej to).
Ze względów organizacyjnych, logistycznych i przestrzennych, jeśli nie sprawi Wam to kłopotu, proszę o potwierdzenie do piątkowego południa swojej obecności lub nieobecności- muszę wypożyczyć odpowiednia ilość krzeseł i kieliszków na wino.
Osoby, które mają w swojej fonotece płyty lub kasety z utworami Briana Adamsa lub Celine Dion, proszone są po przyniesienie tychże, cobyśmy stosowną oprawę muzyczną mieli..
Kanada, choć dość niepozorna kulinarnie, pojawi się na naszych stołach- jest całkiem sporo fajnych rzeczy, które możemy zjeść. Oczywiście można w bardzo luźny sposób nawiązać do ojczyzny A. Munro- na przykład wyżej wspomniana Ania przygotuje „sałatkę à la kanadyjską”. I wygląda na to, że Kanada okaże się krajem winem płynącym.
To see you w Saturday.
UCIEKAM.
Królowa