niedziela, 21 kwietnia 2013

"Uciekinierka" Alice Munro

Protokół po spotkaniu Pod Pretekstem...."Uciekinierki" Alice Munro


Hello everyone!
W ubiegłą sobotę w ramach kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki ośmioosobowe grono czytających kobiet zebrało się, aby omówić „Uciekinierkę” pióra Alice Munro. W naszych skromnych klubikowych progach witamy Stefę – nasz nowy nabytek, który, mamy gorącą nadzieję, przyjdzie na kolejne spotkanie. Welcome, Stefa! Po raz wtóry z dalekiej Wielkopolski przyjechała Beata – jesteśmy pełne podziwu dla jej determinacji i sympatii dla naszego przedsięwzięcia: chciało jej się przyjechać na zaledwie 24 godziny, aby z nami pobyć i porozmawiać. Welcome back, welcome home, Beata! I już czekamy na Ciebie w lipcu i w sierpniu.
Oto wnioski, refleksje, luźne hasła, które od późnego popołudnia do prawie północy pojawiły się w naszym gronie. Ze względu na znaczną objętość niniejszego protokołu, dozwolone jest czytanie go w ratach. Let’s start then:
1.        „Uciekinierka”, czyli osiem opowiadań, których bohaterki i ich losy bardzo do nas przemówiły. Niektóre z nas przeczytały całą książkę, niektóre tylko kilka opowiadań, a Gazela w ogóle nie zabrała się za czytanie, bo była zajęta zapuszczaniem włosów na ślub. Szczególnie dużo rozmawiałyśmy o opowiadaniu „Sztuczki”, które właściwie przez wszystkie z nas zostało podsumowane stwierdzeniem: „To jest jakby historia o mnie”, choć treści z niego wyniesione, były dla każdej z czytelniczek inne, każda dostrzegła coś odmiennego w historii głównej bohaterki, Robin. Przy tym właśnie opowiadaniu można było dostrzec potęgę naszych spotkań: wszystkie miałyśmy zupełnie inne wnioski, które, zebrane razem, nadały lekturze głębię, pokazały jej wielowarstwowość, uniwersalizm, skłoniły do refleksji nad własnym życiem. Choć pozostałe opowiadania z „Uciekinierki” też były bardzo interesujące, Gazela nie zmotywowała się naszą dyskusją do sięgnięcia po tę książkę. Generalnie, nie kierując się przykładem Gazeli, polecamy „Uciekinierkę”. 
2.        Niech Struna doceni, że z dyskutowaniem lektury poczekałyśmy na nią (przed dołączeniem do nas świetnie się bawiła na jakimś kinderparty), choć bardzo nas kusiło, aby już wcześniej wymienić się refleksjami z książki. Spóźniona Struna wpadła z okrzykiem: „Nalejcie mi wina!”. Jej pięciotygodniowe pragnienie zostało natychmiast ugaszone i zaspokojone aż w nadmiarze, czego efekty można było dostrzec zwłaszcza w przedpokoju przy wychodzeniu, podczas nakładania przez nią obuwia i odzieży wierzchniej. Well done, Struna. Dostajesz od nas kciuk podniesiony do góry „Lubię to!”.   
3.        Padło stwierdzenie, że potrawy, które pojawiają się na naszych spotkaniach, powinny być jakoś zachowane dla potomnych. Temat można poruszyć na następnym spotkaniu przy okazji powrotu do sprawy naszej działalności w formie bloga, który został już założony, jednak nie jest jeszcze upubliczniony. Prosimy Natalię o przygotowanie raportu na majowe spotkanie, cobyśmy może sprawę trochę do przodu pchnęły.
4.        Wracając do kulinariów, to kuchnia kanadyjska okazała się nie lada wyzwaniem, bo na polskim rynku mięso z bizonów nie jest dostępne. Nie ma też mięsa z łosia, ale było za to dużo łososia. Łosoś pojawił się w sałatce ziemniaczanej (receptura kanadyjska) i w pierożkach z ciasta francuskiego (palce lizać, Struna). Cuisine Kraju Klonowego Liścia reprezentowały także glazowane marchewki i brzoskwinie z musem klonowym oraz verry berry cranberry punch. Koralina przygotowała cudne naleśnikowe ślimaczki z brokułami. Uwagę wszystkich przyciągnęła pasta makrelowa na krakersach. Przyniesiono też mnóstwo butelek wina w różnych kolorach, stopniu wytrawności i z różnych krajów pochodzenia. Jeśli chodzi o spożycie wina, to wynik, jak na nas, dość słaby, ale pozostałe wino się nie zmarnuje: za miesiąc podejmujemy kolejne wyzwanie w biciu rekordu w ilości wypitego alkoholu w przeliczeniu na uczestniczkę spotkania.
5.        W nabożnym skupieniu wysłuchałyśmy płyty z utworami Celiny Dijonowej. Aczkolwiek w odpowiedzi na pytanie, czy włączyć replay, padło chóralne „Nie!!!”. W dalszej części wieczoru grał dla nas Neil Young (Kanadyjczyk!) i muzycy z nurtu grunge, wszak z Seattle do Kanady to rzut beretem.  
6.        W wielkim wdziękiem Beata zaprezentowała nam chustko-czapko-opasko-apaszko-kominiarko-i-coś-jeszcze, oficjalnie zwane Buff.  Możemy to chyba podciągnąć pod lokowanie produktu, a Beacie wróżymy świetlaną przyszłość w roli przedstawiciela handlowego. Prezentacja była na tyle skuteczna, że dnia następnego Polanna nabyła, za pośrednictwem Struny, owe Buff. Niektóre z pozostałych uczestniczek spotkania również rozważają zakup Buffa (sugerowane jest nawiązanie dodatkowego kontaktu między uczestniczkami w tej sprawie, bo może hurtowo wyjdzie taniej).
7.        W podziw wprawia ilość inicjatyw, w które uczestniczki spotkań są zaangażowane. Oprócz czytania książek i szeroko rozumianego rozwoju intelektualnego, angażujemy się w liczne projekty, akcje, organizujemy wyjazdy, wypady, wycieczki. Inwestujemy w siebie, a przy okazji swoją energią i pasją zarażamy innych. Umiemy tak dobrze wszystko zorganizować, że w 7-dniowym tygodniu mieścimy pracę, obowiązki związane z byciem matką, żoną, narzeczoną czy inną –oną. I jeszcze mamy czas tak wiele interesujących przedsięwzięć. Jesteśmy po prostu wspaniałe, girls!
8.        Może z racji wiosny, która niezaprzeczalnie wreszcie przyszła, znaczna część wieczoru była poświecona różnym formom aktywności fizycznej podejmowanej przez uczestniczki spotkania. Joga, zumba, basen, siłowania, kąpiel w dźwiękach (sesja z gongami) i biegi, biegi, biegi! Ruszamy się, żeby lepiej się czuć, wyglądać lepiej (ach, te wiotczejące na starość biusty L), zawierać nowe znajomości, dostarczyć sobie odpowiednią dawkę endorfin. 
9.        Od tematu biegania płynnie (truchtem!) można przejść do aneksu do poprzedniego Spotkania Pod Pretekstem. Bo Murakami biega. Nawet książkę na ten temat napisał. A oto w rzeczony aneks:
a)        Piłyśmy sake! Nie wszystkim przypadła/przypadło (jest „ta sake” czy „to sake”?) do gustu, ale warto było przełamać niesmak przy pierwszym łyczku, bo im bliżej dna kieliszka, tym bardziej kubki smakowe delektowały się tym japońskim trunkiem.
b)        Polanna uraczyła nas prawdziwymi, prosto z Japonii, paluszkami w czekoladzie z migdałami. Były pyszne, choć od razu zostały porównane do znanych nam czekoladek Ferrero Rocher, co jest kolejnym dowodem na nasze skażenie Zachodem.
c)        Do słownika klubikowego, oprócz wyrazu „zbrukać”, dopisujemy wyrażenie „prostytucja świadomości”.
10.    Na życzenie Koraliny odnotowujemy, że ona sama oraz Struna miały w sobotni wieczór exactly takie same skarpetki. Niesamowite!
11.    Papieżowo, pomimo administracyjnego miana miasta, mają mentalność wioskową: wszyscy się znają, a przynajmniej znają kogoś, kto zna wszystkich. To jest przerażające, choć same też mamy w tym udział. Czyli, no dobra, bez owijania w bawełnę: poplotkowałyśmy trochę. Przy okazji dyskutowania sprawy pewnego osobnika, wmieszanego w narkobiznes, zwijałyśmy się ze śmiechu na wiadomość o imionach, jakie nadał swoim trzem córkom (Nikol, Naomi, Vanessa), które to imiona w połączeniu z nazwiskiem robią piorunujące wrażenie (ze względu na ochronę danych osobowych nazwisko to nie zostanie ujawnione). 
12.    Dość poważnie brzmiały rozmowy dotyczące obecności mężczyzn na naszych spotkaniach. Jest taki jeden kandydat: młody, wysportowany (umm, te jędrne pośladki), przystojny, kawaler (!), a jeśli chodzi o szeroko rozumianą kulturę, to „dźwiga” temat. Otóż postanowiono, że zanim ów inteligentny samiec (wiem, to brzmi jak oksymoron) pojawi się w naszym gronie, najpierw zostanie w okolicznościach face-to-face, czyli 1 na 1 przetestowany przez protokolantkę, przy pomocy Stefy w zaaranżowaniu tego randez-vous. Oczywiście testowanie będzie tylko i wyłącznie na płaszczyźnie intelektualnej, ewentualnie połączonej ze sprawdzaniem umiejętności picia wina, która to czynność ma wielkie znaczenie podczas naszych książkowych spotkań.
13.    Podczas rozmów kilkakrotnie zanotowano płynące łzy towarzyszące salwom śmiechu. Bo wesoło było, bardzo wesoło. Oczywiście tematy poważniejsze też się pojawiły, dyskusje czasem toczyły się w małych podgrupach. Wino, pyszne jedzenie, blask świecy (kształtem przypominającej pień drzewa- to tak w nawiązaniu do zalesionej Kanady), a przede wszystkim doborowe towarzystwo i łączące nas porozumienie duchowo-intelektualne sprawiły, że atmosfera była niezapomniana. Aż żal było kończyć, by udać się na poszukiwanie drogi powrotnej do domu i łóżka. 
14.    Dnia następnego, czyli w niedzielę, cztery uczestniczki wypindrzyły się i pojechały do Opery Krakowskiej na „Wesele Figara” Mozarta. Teraz wyjazdy do teatru do Krakowa są z lekka passe, teraz jest opera - taki lans. Nieco niedospane, nieco na kacu, ale przyciągające wzrok mężczyzn (pamiętacie tę scenę z „Seksu w wielkim mieście”, jak główne bohaterki na wysokich obcasach idą falangą nowojorskimi ulicami?- to my!) doznałyśmy wielu wrażeń i uniesień kulturalnych. A, no dobra, przyznam się: dopiero po 35 minutach od rozpoczęcia spektaklu zorientowałam się, że u dołu sceny są napisy z tłumaczeniem tekstu śpiewanego po włosku. I od tej pory zaczęło być dla mnie jasne, o czym to wszystko jest –objawienie!
15.     No i ostatni punkt: kolejne spotkanie książkowe poświęcone będzie „Lalkom w ogniu” Pauliny Wilk. A zatem w piątek 17 maja o 17:30 spotykamy się, z licznymi bransoletkami na przegubach. Stefa skonsultuje się z wżenionym w jej rodzinę oryginalnym Hindusem, a właściwie z jego polską żoną, w temacie kulinarnym. Będzie taniec brzucha (radzę zacząć trening), będzie gra na sitarze (jeśli znajdziemy i sitar, i kogoś, kto potrafi na nim grać), będą kropki na czole (już mam!), będą mantry (zwłaszcza po trzeciej butelce wina), będą kadzidełka (też mam). Ale trawy nie będziemy jarać, o nie! Chociaż…., kto tam wie, jak będzie wyglądać nasze następne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
To hare Krishna, rama rama i tak dalej.
Many thanks.
I jak zawsze: darz book! A nawet- zacytujmy tu uczestniczki spotkań w naszej warszawskiej filii-         Niech Book będzie z Wami!
Królowa.  




wtorek, 16 kwietnia 2013

Przypominajka przed "Uciekinierką"



Hello!
Przypominam, że –uwaga, uwaga- w najbliższą SOBOTĘ, nie w piątek, spotykamy się, żeby porozmawiać o książce Alice Munro pt. „Uciekinierka”. Startujemy o godzinie 17:00. Mam przeczucie, że treść książki będzie okazją do fascynującej dyskusji.
Będzie nas więcej niż zwykle, bo swoją obecność zapowiedzieli znamienici goście: Beata z Wielkopolski (naładowana energią po sesji z gongami), Ania z Dolnego Śląska (żona kuzyna, dzielna matka-Polka), Stefa z Papieżowa-Kremówkowa (z nadzieją, że dołączy do naszego klubiku na stałe). Oprócz tego może pojawią się również te kibicujące naszym Spotkaniom czytające kobiety, które do tej pory nie przyszły ze względu na to, że zwykle spotykałyśmy się w piątki. Wyjątkowo najbliższe randez-vous mamy w sobotę, zatem jest szansa na dodatkowych gości. Nawet Gazela, która ostatnio podpadła, wykręcając się przyjścia na spotkanie, ma się pojawić, choć książki nie przeczytała (wybaczamy jej to).
Ze względów organizacyjnych, logistycznych i przestrzennych, jeśli nie sprawi Wam to kłopotu, proszę o potwierdzenie do piątkowego południa swojej obecności lub nieobecności- muszę wypożyczyć odpowiednia ilość krzeseł i kieliszków na wino.
Osoby, które mają w swojej fonotece płyty lub kasety z utworami Briana Adamsa lub Celine Dion, proszone są po przyniesienie tychże, cobyśmy stosowną oprawę muzyczną mieli..
Kanada, choć dość niepozorna kulinarnie, pojawi się na naszych stołach- jest całkiem sporo fajnych rzeczy, które możemy zjeść. Oczywiście można w bardzo luźny sposób nawiązać do ojczyzny A. Munro- na przykład wyżej wspomniana Ania przygotuje „sałatkę à la kanadyjską”. I wygląda na to, że Kanada okaże się krajem winem płynącym.
To see you w Saturday.
UCIEKAM.
Królowa

piątek, 15 marca 2013

"Kronika ptaka nakręcacza" Haruki Murakami

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Kroniki ptaka nakręcacza" Haruki Murakamiego

Konicziuła!
Ależ była wspaniała dyskusja w ubiegły piątek! Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie zgłębiłyśmy tematu omawianej lektury. A sprawcą tego wszystkiego był Haruki Murakami i jego „Kronika ptaka nakręcacza”. 
1. Oto kilka haseł, które padły podczas tego pamiętnego wieczoru:
-każdemu od czasu do czasu potrzebne jest zejście do studni, czyli znalezienie sobie takiego miejsca, w którym może być tylko sam ze sobą, bez żadnych bodźców zewnętrznych;
-książka jest totalnie zakręcona, wielowątkowa, surrealistyczna i oniryczna. Wiele historii nie miało jasnego zakończenia czy wyjaśnienia, choć wszystkie w mniejszym lub większym stopniu wiązały się ze sobą;
-przeprowadziłyśmy pracę detektywistyczną nad ustaleniem tożsamości poszczególnych kobiet występujących w książce;
-myślałyśmy nad celem użycia i znaczeniem słowa „zbrukanie”, które prawdopodobnie przejdzie na stałe do naszego klubowego wokabularzyka;
-świat Zła (ale nie w sensie fizycznym) jest chyba równoległy do naszego normalnego życia, choć przenikanie, czyli przejście na stronę tego Zła jest możliwe nie tylko w snach (to chyba najtrudniejszy do streszczenia fragment naszej literackiej dyskusji);
-książka miejscami bardzo wciągała, trudno było przerwać czytanie;
- Koralina ma swojego prywatnego ptaka nakręcacza (który został zidentyfikowany: to osiedlowa sikorka bogatka w okresie wczesno godowym);
-przedstawiony w książce obraz Japonii kłóci się nieco z naszymi stereotypami o tym kraju, bo dużo tam opisów i analizy emocji (zwłaszcza jeśli chodzi o emocje wyrażane przez mężczyznę);
-w książce jest też sporo z typowej dla kultury japońskiej fascynacji przepowiedniami, magią, duchową równowagą (czy jej poszukiwaniem ), uzdrawianiem. No i tak naprawdę nie wiemy do końca, w jaki sposób zarabiał główny bohater w „willi wisielców”;
-jesteśmy nieco „zatrute” literaturą Zachodu, gdyż przez większą część lektury główni bohaterowie byli w naszej wyobraźni „białymi”, a nie Azjatami;
2. Kulinarnie: mistrzostwo świata! Niech te osoby, które nie dotarły na spotkanie, żałują. Struna przygotowała fenomenalne sushi. Koralina zrobiła, zgodnie z japońską recepturą, potrawkę z kurczaka z sezamem i makaronem ryżowym. Były ciasteczka z kleiku ryżowego i kotleciki ryżowe nadziewane szpinakiem. Symbolicznym nawiązaniem do Japonii –Kraju Kwitnącej Wiśni były alkoholizowane wiśnie na ciepło podane z lodami. Polanna zapewniła nam wyśmienitą herbatę zieloną (w tym jeden rodzaj z ryżem!) i była główną zaparzaczką wieczoru. Były też cukierki Halls, które miały zastąpić książkowe dropsy cytrynowe. A, w użyciu były pałeczki, którymi posługiwałyśmy się z iście azjatycką wprawnością.
3. Ciekawym wątkiem wieczoru był temat orgazmu u kobiety (choć, gwoli ścisłości, wywiązał się on w trakcie dyskutowania „Kroniki ptaka nakręcacza”, w której orgazmów i erekcji jest całkiem sporo)- omawiane były rodzaje, częstotliwość, wkład (!) mężczyzny w osiągnięcie orgazmu (o udziale facetów w kobiecych orgazmach szkoda gadać – porażka totalna) . Dość serio mówiłyśmy też o potrzebie zakupienia wiadomych kulek: dla mężatek same kulki, dla singielek kulki w zestawie z sztucznym penisem lub wibratorem. Polanna została wydelegowana do przeczesania krakowskich sexshopów w celu porównania asortymentu i cen. 
4. Dźwiękowo towarzyszyła nam bardzo popularna w Japonii Anna Maria Jopek. Ale w dalszych etapach wieczoru (zwłaszcza pod wpływem tematu z punktu powyżej) zapodałyśmy sobie „Sex on fire” Kings of Leon.
5. Zabawną historią z naszego papieżowickiego podwórka była opowieść Struny o „lisbijkach”. 
6. Ustaliłyśmy już listę naszych kolejnych lektur aż do grudnia! Jednak zaznaczyć trzeba, że jest to lista elastyczna, otwarta, podlegająca negocjacjom czy zmianom- to jedynie wstępny plan czytelniczy na potrzeby naszych spotkań. A zatem zdobywamy i czytamy następujące książki:
-w kwietniu będzie Alice Munro „Uciekinierka”
-w maju będzie Paulina Wilk „Lalki w ogniu”
-w czerwcu będzie Aleksander Dumas „Królowa Margot”
-w lipcu będzie Isaac Bashevis Singer „Sztukmistrz z Lublina”
-w sierpniu będzie Charoltte Bronte „Dziwne losy Jane Eyre”
-we wrześniu będzie Swietłana Aleksijewicz „Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy”
-w październiku będzie Annie Barrows „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”
-w listopadzie będzie Ewa Stachniak „Katarzyna Wielka. Gra o władzę”
-w grudniu będzie Ernest Hemingway „Pożegnanie z bronią”
7. Następne Spotkanie Pod Pretekstem Książki odbędzie się 20 kwietnia o godz. 17:00. Swoją obecność zapowiedziała Beata z Wielkopolski, a podejrzewamy, że może jeszcze ktoś nowy się pojawi z racji tego, że spotkanie będzie wyjątkowo w sobotę.
Składam ręce jak do modlitwy, pochylam górną część ciała pod kątem 90 stopni i w tym głębokim ukłonie mówię serdeczne Arigato!
Uściski!

prawie jak w studni Murakamiego

poniedziałek, 11 marca 2013

Przypominajka przed "Kroniką ptaka nakręcacza"



Konicziuła!
Przypominam, że w najbliższy piątek spotykamy się o 17:30, żeby podzielić się wrażeniami z lektury „Kroniki ptaka nakręcacza” Haruki Murakamiego. Obowiązujący strój to szlafrok (będzie robił za kimono) i klapki-japonki. Włosy upięte w wymyślny koczek z wetkniętymi weń drutami dziewiarskimi. Twarz upudrowana na biało, oko zrobione eyelinerem, usta namalowane „w ciup”.
Na stole będzie dominował ryż pod różnymi postaciami oraz zielona herbata i wino (głównie białe, które ma zastąpić sake). Będą i inne pyszności związane z Japonią.
Zginam się w pas w pokłonie. Do piątku.
Królowa

sobota, 16 lutego 2013

"I nie było już nikogo" Agathy Christie

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."I nie było już nikogo" Agaty Christie

Hi everyone!
Będzie krótko, bo i część przeznaczona na omawianie zaplanowanej lektury była niewielkim fragmentem całego dłuuugiego wieczoru. Pozostałe godziny wieczorne, dzielone z osobami postronnymi, aczkolwiek żywo zainteresowanymi naszym czytelniczym poczynaniami, poświęcone były parapetowaniu i urodzinowaniu.
15 lutego za sprawą Agathy Christie wróciłyśmy do Great Britain. Lektura o czworakim tytule „I nie było już nikogo” aka „10 małych Murzynków” aka „10 małych Indian” aka „10 żołnierzyków” przyniosła następujące wnioski:
1.    Książkę czytało się szybko i przyjemnie. Lady Agatha jest faktycznie mistrzynią w tworzeniu zamkniętej grupy bohaterów, z których każdy jest podejrzany i z których każdy może być potencjalnym mordercą. Zastanawiałyśmy się nad kluczem, według którego autorka uśmiercała bohaterów, a tym samym wykluczała kolejnych podejrzanych – doszłyśmy do wniosku, że najpierw zamordowane jej piórem zostały te osoby, które były najmniej świadome popełnionego przez siebie trudnego lub niemożliwego do udowodnienia przestępstwa. Ostatnim trupem na Wyspie Żołnierzyków była osoba najbardziej odczuwająca wyrzuty sumienia z powodu czynu, którego dopuściła się w przeszłości. Uwaga wszystkich zwrócona została na fragment dotyczący starych panien, którym, według Christie, brakuje niektórych klepek.
2.    Nad okolicznościowym tortem w kształcie „1” oddałyśmy się wspominkom dotyczącym początkom naszych Spotkań Pod Pretekstem Książki. Przy krojeniu toru została wygłoszona stosowna mowa rocznicowa, w której zawarta była radość z kierunku, jaki w ciągu ostatnich 12 miesięcy przybrały nasze spotkania książkowe: z niezobowiązujących pogaduszek przy herbatce o książkach wyewoluowały Spotkania, na które się czeka, które inspirują do rozwoju na wielu płaszczyznach w sferze intelektualnej, które są okazją do wymiany poglądów, które umożliwiają prowadzenie, jakże potrzebnych, rozmów z drugim człowiekiem. 
3.    Brytyjskie pochodzenie lektury zostało zaznaczone szkocką whiskey oraz delicious cottage pie, deserem triffle oraz apple, blueberries and strawberries crumble. Twórczynie dwóch pierwszych potraw miały tremę, gdyż ich dzieła zostały zaserwowane pozostałym, nieksiążkowym uczestnikom wieczoru. Dnia następnego otrzymywałam smsy z pochwałami dotyczącymi podanych specjałów, więc trema ich autorek okazała się nieuzasadniona.
4.    Co prawda dopiero w części parapetówkowo-urodzinowej, jednak po raz pierwszy na naszym spotkaniu książkowym, pojawili się mężczyźni, którzy byli gorąco zapraszani do stawienia się na naszych kolejnych dyskusjach literackich. Są jednak wątpliwości, czy panowie owi przyjmą zaproszenie, gdyż, mimo że deklarują zapoznanie się z dziełami Ernesta Hemingwaya w przeszłości, to jednak ostatnią z przeczytanych przez jednego z tych mężczyzn lektur jest „Czaruś, mały uciekinier” – lektura zapewne fascynująca, to chyba nie dostarczy tematów do dyskusji aż na cały wieczór książkowy.
5.    Na chwilkę powrócił (a jakże!) Pan Szary. Uczestnicy parapetowi pytali, czy „Pięćdziesiąt Twarzy Grey’a” zostało wydane w formie audiobook. Chyba tak – czyta… Krystyna Czubówna. 
6.    Strunie BARDZO dziękujemy za sprawienie nam klubowo-książkowych uniformów. Koszulki z Włóczykijem będą naszym znakiem rozpoznawczym, gdy tylko nastaną ciepłe dni i krótkie rękawki będzie można przywdziewać. 
7.    Mamy już zaplanowane dwie kolejne lektury: w marcu (spotykamy się 15.03 o 17:30) na warsztat idzie Haruki Murakami z „Kroniką ptaka nakręcacza”, a 20 kwietnia przenosimy się do Kanady za sprawą Alice Munro i jej „Uciekinierki”. Za miesiąc na stole będzie rządził ryż pod wszelkimi postaciami.
Niech podsumowaniem będzie zdanie wygłoszone na pożegnanie przez jedną z uczestniczek: „Do zobaczenia za miesiąc. DOPIERO za miesiąc”.
No to: see you in March, my dear booklovers.

wtorek, 12 lutego 2013

Przypominajka przed "I nie było już nikogo"


Good afternoon, my dear Ladies!
Nasze kolejne, jedyne w swoim rodzaju, skumulowane 3-w-1 spotkanie książkowe już w najbliższy piątek. Oto harmonogram wydarzeń:
17:30-19:00 Spotkanie Pod Pretekstem Książki – pierwsza rocznica! Cieszymy się naszym rozwojem intelektualnym, naszą determinacją w systematycznym stawianiu się w wyznaczonych terminach i całą paletą dyskutowanych przez nas tematów. Cieszymy się z pierwszych urodzin naszej literackiej inicjatywy. Robimy małe resume. Pretekstem książkowym jest Agatha Christie i jej „I nie było już nikogo” aka (also known as) „10 małych Murzynków” aka „”10 żołnierzyków” aka „10 małych Indian”. Pewne pomysły kulinarne rodem z Wysp Brytyjskich już się pojawiają. Grzybki marynowane (chyba bez muchomorów… he, he, he…) już się chłodzą.
19:00-20:50 Parapetówka – oprowadzanie z przewodnikiem po wszelkich zakamarkach moich 33 metrów kwadratowych. Zwiedzającym udostępnione do zwiedzania zostaną wszelkie sekretne przejścia i tajemne schowki lokalu. Pamiętajcie o naczelnej zasadzie wszelkich parapetówek: nie rzygać po ścianach!  
20:50-23:00 Druga Osiemnastka. Tak, zdaję sobie sprawę, że jestem posunięta w latach, ale jakoś nie smuci mnie zbytnio mój wiek (pamiętna nauka po przeczytaniu Balzaka pozostała: kobiety po trzydziestce są LEPSZE).
A w sobotę, w moje właściwe urodziny, będę dochodzić do siebie i doprowadzać mieszkanie do stanu używalności po piątkowym wieczorze…
Nasze czytelnicze grono przy okazji drugiego i trzeciego punktu programu może się powiększyć o niektórych członków mojej rodziny, wszak wiele kuzynek mam, z którymi (co zostało wcześniej skonsultowane ze stałymi uczestniczkami naszych spotkań książkowych) podzielimy się atmosferą tego wieczoru i które bardzo mi kibicują w nabyciu nowego lokalu mieszkalnego.
No i mamy nadzieję, że Kamila wraz z czytającym małżonkiem wreszcie dotrą, żeby podyskutować z nami o książkach i nie tylko. Kamila OBIECAŁA, że tym razem będzie.
No to see you w piątek o 17:30 (kto chce pomóc w przygotowaniach, może stawić się wcześniej).
Bye! Królowa