poniedziałek, 10 grudnia 2012

Przypominajka przed "Cieniem wiatru"



(wykrzyknik do góry nogami- a raczej kropką- ma tu być) hola!
Za oknem zimno, ciemno, trędowato, ale nam to niestraszne, bo w najbliższy piątek rozgrzejemy ciała i dusze: za sprawą „Cienia wiatru” Zafona udajemy się do Barcelony. Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki będzie też okazją podjęcia hiszpańskiego wyzwania kulinarnego: Natalia zadeklarowała przyniesienie pomarańcz i/lub wina, Koralina przyjdzie z migdałami i oliwkami. Ja też mam kilka pomysłów. Pamiętajcie, że mimo wszystko jest adwent, więc nie powinnyśmy się obżerać przed świętami, ale jeśli pozostałe osoby mają ochotę wnieść wkład w spotkanie w postaci czegoś do jedzenia lub picia, to proszę bardzo.
Mam nadzieję, że znowu, po dłuuugiej przerwie, zaszczyci nas swoją obecnością Gazela (teraz Pani Kurator na 5!). No i wreszcie odwiedzi nas przedstawicielka czytającego Mazowsza - Karolina z Podkowy L. Do piątku: oficjalnie do 17:30, ale można się schodzić już od 16:00.
Hasta ahora (do zobaczenia wkrótce). Królowa

piątek, 16 listopada 2012

"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem... "Pożegnania z Afryką" Karen Blixen



Dżambo, Białe Kobiety!
Ostatni piątek był bardzo gorący. A to za sprawą „Pożegnania z Afryką” Karen Blixen. I trochę dzięki Christianowi Greyowi o Pięćdziesięciu Twarzach.
1.         Uczestniczki spotkania podzieliły się na dwa obozy: te, którym „Pożegnanie” się podobało i te, którym się nie podobało. Jednakże różnica zdań w zupełności nie przeszkodziła nam w prowadzeniu ożywionej dyskusji na temat samej Blixen, Afryki współczesnej i tej sprzed stu lat, afrykańskich zwierząt, kuchni i muzyki (więcej o tym poniżej). „Pożegnanie” należy do klasyki literatury pięknej, więc choćby z tego powodu warto było po nie sięgnąć. Blixen pięknie opisała swoją miłość do Afryki. Jej uważne obserwacje pomagają zrozumieć inny sposób myślenia Czarnych. No i bez wątpienia była ona bardzo, bardzo dzielną kobietą. 
2.         Jeśli chodzi o drugą z omawianych tego wieczora lektur, to, co było małym zaskoczeniem, dyskusja odbyła się bez zbędnych emocji (a przynajmniej bez takich emocji, które pojawiały się zaraz po przeczytaniu „Greya” przez każdą z nas). Wśród wniosków był i ten, że książka ta wyzwala w czytających różne emocje i odczucia: dla jednej może to być książka o miłości, dla innej szokujący opis nieznanych dotąd łóżkowych uciech, jeszcze inna po lekturze inaczej teraz patrzy na mężczyzn w krawatach. Co ciekawe, „Grey” zainspirował część uczestniczek do internetowego pogłębienia tematu, zachęcił do wyjaśnienia niektórych pojęć z zakresu BDSM. Kto przeczyta dalsze przygody Christiana, Anastazji i świętego Barnaby? Polanna ma drugą część, będzie mogła pożyczyć w grudniu. 
3.         Po kilku godzinach degustacji z muzyką m.in. Thomasa Mapfuno w tle, większość z nas czuła się objedzona jak słoń. Ale przecież same pyszności były: północnoafrykańskie kamante (autorka: Struna), kanapeczki masło orzechowe + dżem pomarańczowy (autorka: Koralina), zapiekanka dynia + ziemniaki i inne korzenne oraz tarta mleczna (spod mojej ręki wyszło) –dwie ostatnie pozycje z kuchni południowoafrykańskiej. Były owoce egzotyczne świeże, suszone i w postaci soku. No i oczywiście wino z RPA, dużo wina z RPA. Wszystkim wielkie dzięki za przyniesione dary żywnościowe. 
4.         Na uwagę zasługuje pies Grudzia, która dzielnie spełniała rolę afrykańskiego zwierza: łasiła się całą swoją rudością do uczestniczek spotkania, wchodziła pod wszelkie chętne do głaskania ręce, w udany sposób udawała małe lwiątko (co ciekawe, to małe lwiątko wlazło wieczorem do łóżka dużej lwicy-Polannie i tak w objęciu zasypiały razem- cudny widok) czy cichutko pomrukiwała. Dzięki Grudzi byłyśmy bliżej natury. Wystarczyło zamknąć oczy i już można było się znaleźć na safari. Choć lekko tylko przymknięte oczy mogły też sprawić, że Struna w swojej pasiastej bluzeczce mogła ujść za rączą zeberkę –gdyby pod ręką znalazła się jakaś dubeltówka, zeberka zostałaby ubita przez przypadek. Ciekawe, jak smakuje zebra z grilla? Dobra, kanibalistyczne fantazje mnie ponoszą. 
5.         W grudniu w dalszym ciągu zostajemy w gorących klimatach: za sprawą Carlosa Ruiza Zafona udamy się do Hiszpanii. „Cień wiatru” jest propozycją Karoliny- naszej sympatyczki z Podkowy Leśnej, która, miejmy nadzieję, pokona polskie mrozy, śniegi i zamiecie i dotrze na nasze spotkanie 14 grudnia. Jak zwykle o 17:30. Gazela będzie już po egzaminach, więc i jej obecności bardzo wyczekujemy. Acha, ekspertką w tematyce iberystycznej będzie Polanna. Gastronomicznie: wino, tapas, migdały, pomarańcze.
6.         Z radością donosimy o powstaniu filii naszego klubiku książkowego. Otóż  en’ca minne pozazdrościła nam naszych spotkań i w Warszawie zorganizowała podobne. Gratulujemy, trzymamy kciuki i uważnie będziemy obserwować poczynania tej firmy-córki. Sprawia nam dużo satysfakcji fakt, że nasze zaangażowanie w comiesięczne spotkania pod pretekstem książki są tak inspirujące dla innych.  Za pośrednictwem Struny czekamy na jakieś rekomendacje książkowe.
Do zobaczenia za miesiąc. Miłego czasu w towarzystwie Zafona.
Pa i łaka łaka.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Przypominajka przed "Pożegnaniem z Afryką"



Dżambo, dziewczęta!

W najbliższy piątek wszystkie gazele, żyrafy, zeberki, tygrysice, lwice oraz hipcie spotykają się o 17:30 u wodopoju i u żłobu, żeby porozmawiać o „Pożegnaniu z Afryką”. Będzie gorąco! Tym bardziej, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” przeczytały dwie kolejne uczestniczki naszych spotkań, więc bez wątpienia będziemy dyskutować również o tej książce.
Do zobaczenia. K.

piątek, 19 października 2012

"Miedzianka. Historia znikania" Filipa Springera

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem... "Miedzianki. Historii znikania" Filipa Springera


Witajcie!
Jesteśmy po lekturze „Miedzianki. Historii znikania” Filipa Springera, której poświęciłyśmy kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
1.      Temat książki dla wielu z nas stosunkowo nowy, bo mało wiadomo o losach Niemców, którzy mieszkali na terenach dzisiejszej Polski zachodniej. Przy okazji pojawiło się kilka adekwatnych historyjek czy zauważonych przez nas ciągle obecnych śladów niemieckości na Śląsku. Streszczeniem albo pointą całości może być opowieść o zielonej karafce- piękny symbol tego kawałka historii zawartego w „Miedziance”. Struna- jeszcze raz z serca dziękuję za prezent!
2.      Dyskusji towarzyszył pokaz slajdów z wyprawy w Bieszczady, gdzie w delegację tydzień wcześniej udały się dwie uczestniczki Spotkań. Soundtrackiem były piosenki SDM, Comy, Strachów Na Lachy, Kapeli Ze Wsi Warszawa i Mieczysława Fogga.
3.      Z bieszczadzkiej wyprawy przywiezione zostało typowo polskie, zwane przez niektórych „Zemstą PGR-u”, zakupione w Ustrzykach Górnych w sklepie „Centrum” za 7,50zł wino „Bieszczady” z niedźwiedziem na etykiecie. Z przykrością informuję, że nie znalazła się nawet jedna osoba w naszym gronie, która odważyłaby się spróbować tego jabola- jego zapach okazał się skutecznie odpychający; smród siarki nawet siedzących zwalał z nóg. Niestety, nie nadajemy się na menelki. A może po tych francuskich i włoskich wieczorkach podniebienie nam się spańszczyło?
4.       Kulinarnie też było bardzo polsko. Była kasza gryczana zapiekana w pomidorach (delicje à la Struna), był smalczyk i grzybki w occie (w których przygotowanie zaangażowana została Mama Koraliny- mówimy jej staropolskie „Bóg zapłać!”), były zapiekanki- takie jak z polskiej ulicznej budy, ale o niebo lepsze (brawa dla Natalii), były flaczki i ozory wieprzowe (tak, tak, prawdziwe ozory!)- pyszności, których nie była w stanie przełknąć tylko Natalia- wykazała się, nie da się ukryć, zwykłym gastronomicznym tchórzostwem. A, były też zapiekane gruszki z lodami.
5.      Raczono się kwasem chlebowym i nalewkami- Polanna przywiozła klasyczną „Nalewkę Babuni”, ale były i inne, choć, niestety, nie domowej roboty. U nikogo nie dostrzeżono stanu upojenia alkoholowego (czy wspominałam już kiedyś, że trening czyni mistrzem…?).
6.      Równie dużo czasu co „Miedziance” (a może i więcej?), poświęciłyśmy książce „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Ten, jak to niektórzy określają, pornogniot został przeczytany przez połowę uczestniczek spotkań, a druga połowa zabiera się za lekturę w najbliższym czasie. Ponieważ w trakcie dyskusji niektóre uczestniczki aż przygryzały dolną wargę, dzieląc się refleksjami z lektury książki czy zdradzając co poniektóre tematy przewodnie, z niecierpliwością czekamy na wrażenia po spotkaniu z Panem Christianem Greyem tych, które za książkę się dopiero zabierają. Dziewczęta, pozwólcie swoim wewnętrznym boginiom dojść do głosu, a wtedy… o, święty Barnabo, miej ich mężów i chłopaków w swojej opiece.
7.      Ustalono również szczegóły zbiorowego udania się na spotkanie z Jackiem Hugo-Baderem: w czwartek 25 października stawiamy się trochę przed 18:00 w Sali Kameralnej WCK, żeby wysłuchać, co pan Jacek ma do powiedzenia na temat swoich „Dzienników kołymskich”. Przynosimy egzemplarze „Dzienników” do podpisania, wręczamy mu protokół po majowym spotkaniu poświeconemu „Dziennikom” oraz butelkę wadowickiego wina Carlum. Prośba do Struny: czy możesz w drodze z pracy do domu zakupić to wino? Rozliczymy się na miejscu, zgoda?
8.      Narzekającym na ograniczone w naszym rodzinnym mieście okazje towarzyskie przekazano informację, że w sąsiednim mieście dzieje się dużo kulturalnie i artystycznie. Zatem jeśli uczestniczkom spotkań wpadnie w ucho wiadomość o jakimś ciekawym wydarzeniu, to możemy się wybrać na nie grupowo. Na razie bardzo muzycznie zapowiada się listopad- o koncertach Comy w Krakowie i Marka Lanegana w Katowicach uczestniczki opowiedzą na następnym naszym spotkaniu. 
 
9.      16 listopada o 17:30 spotykamy się u mnie, żeby porozmawiać o „Pożegnaniu z Afryką” Karen Blixen. Powodem sięgnięcia po akurat tę książkę nie będą, wbrew temu, co sugerowała Natalia, moje zawarte w przeszłości znajomości, ale fakt, że zbliża się zima i potrzebujemy czegoś rozgrzewającego: gorące kraje, gorąca muzyka, gorący romans.   
10.   Czekamy na Karolinę z Podkowy Leśnej, która bardzo żałowała, że nie udało jej się przybyć na spotkanie w ostatni piątek. I tęsknimy za Gazelą, która zakuwa do egzaminów (przynajmniej tak usprawiedliwia swoją nieobecność)- trzymamy kciuki, nie przynieś wstydu naszemu książkowemu klubikowi!
No, to jak zwykle żegnam się staropolskim zawołaniem czytających myśliwych: Darz Book!
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia za miesiąc!




poniedziałek, 15 października 2012

Przypominajka przed "Miedzianką. Historią znikania" Filipa Springera



Witam Was, Dziewoje, staropolskim zawołaniem myśliwych „Darz book”!

Przypominam, że spotykamy się u mnie w najbliższy piątek o godz. 17:30 (mniej więcej), żeby porozmawiać o „Miedziance” Filipa Springera.

Myślę, że książka przeczytana i zadanie domowe (zapoznanie się z również pozaliteracką twórczością Springera dzięki lince przesłanej przez Natalię) odrobione. Gastronomicznie: smaki bardzo polskie, czasami będące wyzwaniem dla przeciętnego podniebienia. Pomysłów kulinarnych pojawiło się mnóstwo, ale ze względu na ograniczone możliwości żołądkowe (no, bo ileż mnożna zjeść w ciągu tych kilku godzin), zostaną zaserwowane co ciekawsze potrawy i przekąski.

Mam propozycję: ponieważ 25 października o godz. 18:00 stawiamy się tłumnie w WCK na spotkaniu z Jackiem Hugo-Baderem, pomyślałam sobie, że może w prezencie (Struna jest doświadczona w ofiarowywaniu prezentów znanym osobistościom) damy mu wydrukowany protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem „Dzienników kołymskich”, które odbyło się w maju.   Co Wy na to?

To do piątku. Pa. Królowa

piątek, 14 września 2012

"Za dużo słońca Toskanii" Dario Castagno

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem... " Za dużo słońca Toskanii" Dario Castagno


Ciao belissimas!
Kolejny wieczór książkowy za nami. Atmosfera, jak donoszą uczestniczki, jest coraz lepsza, spotkania coraz bardziej wyczekiwane, poziom dyskusji o literaturze rośnie. W ostatni piątek spotkanie odbyło się pod pretekstem książki „Za dużo słońca Toskanii” Dario Castagno, choć bardziej na miejscu byłaby chyba lektura „Za dużo wina Toskanii” tegoż autora. Spotkanie miało coś w sobie z mitycznych bachanalii. Ale po kolei:
1.      Książka miła, łatwa i przyjemna, ale na kolana nie powala. Jak na lekturę o Toskanii, trochę za mało w niej… Toskanii. To raczej opowieść  o amerykańskich turystach w Toskanii. Autor- przewodnik chyba już się trochę skomercjalizował. Zastanawiałyśmy się, czy nie zamówić jego usług podczas naszej wyprawy do Włoch. Polanna zaskoczyła nas wiadomością, że ma Dario „Kasztana” wśród swoich znajomych na fejsie.
2.      Kulinarnie było wyśmienicie: sery (gorgonzola dolce, parrmigiano reggiano mezzano, pecorino fresco, fromaggio con rucola, mozarella con pomodoro a basilia–czyż te nazwy nie brzmią jak muzyka?), oliwki, pesto, salami, salcissio curva piccante, ciasteczka amaretti i te drugie z migdałami, pizza, tiramisu - na wspomnienie tych pyszności dostaję ślinotoku.
3.      Napojowo, bez zdradzania wszystkich tajemnic i konsekwencji odczuwalnych dnia następnego,  mogę powiedzieć, że były między innymi wina chianti z znaczkiem oryginalności oraz inne wina prawdziwie włoskie.
4.      Każdej przybywającej na spotkanie uczestniczce została odtworzona z płyty CD i zadedykowana piosenka „Felicita”.
5.      Dało się zauważyć u niektórych uczestniczek spotkania, że wino wyraźnie wpływa na ich zdolność mówienia w językach obcych- im więcej wina, tym płynniejszy angielski czy włoski.
6.      Bezdzietne uczestniczki spotkania zasługują na pochwałę za wysłuchanie bardzo szczegółowych opowieści dzietnych uczestniczek spotkania o ich porodach (naturalnym i przez cesarskie cięcie). Efekt tych historii jest chyba odwrotny do zamierzonego, bo bezdzietne, zamiast zabierać się do prokreacji, miały raczej przerażenie w oczach.
7.      Na pochwałę i uznanie klubu zasługuje też małżonek Koraliny, który wiernie, bez szemrania odholował do domów 3/5 grona książkowego po zakończeniu spotkania. Biorąc pod uwagę dzikie chichoty, miękkie ściany i podłogę w przedpokoju, problemy z zakładaniem obuwia, odholowanie było konieczne.
8.      Słowa uznania należą się też Polannie, która podejmuje dużo wysiłku, żeby dotrzeć na nasze spotkania z Krakowa (piątek po południu, korki, zatłoczone busy, znerwicowani pasażerowie -brrr)- szacun, Polanna.
9.      Najczęściej padającym w naszych rozmowach słowem, odmienianym przez wszystkie przypadki, był „orgazm”. Pozostawiam to bez komentarza.
10.   Na kolejne spotkanie, które odbędzie się 19 października o godz. 17:30, uzgodniony został Mirek Nahacz z Beskidu Niskiego. Jednak po przeprowadzonych w Internecie poszukiwaniach, autor zostaje zmieniony ze względu na prawie całkowitą nieosiągalność książek Nahacza. W związku z tym, po przeprowadzonej szybkiej konsultacji sms-owej, w październiku na warsztat bierzemy Filipa Springera „Miedzianka. Historia znikania”. Czyli literatura polska. Czyli napojowo… o nie, nie, nie wódka- spróbujemy nalewek („Babuni” na przykład). Kulinarnie- zobaczymy, do czego natchnie nas lektura. Koralina zadeklarowała gotowość zaserwowania bigosu.

No to arivederci. Do Włoch na pewno jeszcze powrócimy, bo było perfecto. Baci (z wł. buziaki).
Królowa

A oto sam Dario Castagno :)



poniedziałek, 10 września 2012

Przypominajka przed "Za dużo słońca Toskanii"



Bongiorno, signoras i signorinas!

Czy "Za dużo słońca Toskanii" już przeczytane i przemyślane? To lektura miła, łatwa, przyjemna, więc mam nadzieję, że odpowiedź jest pozytywna.

Spotykamy się o 17:30 u mnie w piątek 14.09. Będzie trochę prawdziwego włoskiego jedzenia: sery, słodycze, wędliny- na własnych plecach przytargałam je z Perugii. Struna przyniesie wino (nie byle jakie, ale Chianti!), Koralina zatroszczy się o mozzarellę z dodatkami. Niech Gazela żałuje, że nie spróbuje tych pyszności, ale skoro woli kuchnię chorwacką, to trudno.

No to do zobaczenia. Ciao!
 Królowa - Carissima