piątek, 19 października 2012

"Miedzianka. Historia znikania" Filipa Springera

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem... "Miedzianki. Historii znikania" Filipa Springera


Witajcie!
Jesteśmy po lekturze „Miedzianki. Historii znikania” Filipa Springera, której poświęciłyśmy kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
1.      Temat książki dla wielu z nas stosunkowo nowy, bo mało wiadomo o losach Niemców, którzy mieszkali na terenach dzisiejszej Polski zachodniej. Przy okazji pojawiło się kilka adekwatnych historyjek czy zauważonych przez nas ciągle obecnych śladów niemieckości na Śląsku. Streszczeniem albo pointą całości może być opowieść o zielonej karafce- piękny symbol tego kawałka historii zawartego w „Miedziance”. Struna- jeszcze raz z serca dziękuję za prezent!
2.      Dyskusji towarzyszył pokaz slajdów z wyprawy w Bieszczady, gdzie w delegację tydzień wcześniej udały się dwie uczestniczki Spotkań. Soundtrackiem były piosenki SDM, Comy, Strachów Na Lachy, Kapeli Ze Wsi Warszawa i Mieczysława Fogga.
3.      Z bieszczadzkiej wyprawy przywiezione zostało typowo polskie, zwane przez niektórych „Zemstą PGR-u”, zakupione w Ustrzykach Górnych w sklepie „Centrum” za 7,50zł wino „Bieszczady” z niedźwiedziem na etykiecie. Z przykrością informuję, że nie znalazła się nawet jedna osoba w naszym gronie, która odważyłaby się spróbować tego jabola- jego zapach okazał się skutecznie odpychający; smród siarki nawet siedzących zwalał z nóg. Niestety, nie nadajemy się na menelki. A może po tych francuskich i włoskich wieczorkach podniebienie nam się spańszczyło?
4.       Kulinarnie też było bardzo polsko. Była kasza gryczana zapiekana w pomidorach (delicje à la Struna), był smalczyk i grzybki w occie (w których przygotowanie zaangażowana została Mama Koraliny- mówimy jej staropolskie „Bóg zapłać!”), były zapiekanki- takie jak z polskiej ulicznej budy, ale o niebo lepsze (brawa dla Natalii), były flaczki i ozory wieprzowe (tak, tak, prawdziwe ozory!)- pyszności, których nie była w stanie przełknąć tylko Natalia- wykazała się, nie da się ukryć, zwykłym gastronomicznym tchórzostwem. A, były też zapiekane gruszki z lodami.
5.      Raczono się kwasem chlebowym i nalewkami- Polanna przywiozła klasyczną „Nalewkę Babuni”, ale były i inne, choć, niestety, nie domowej roboty. U nikogo nie dostrzeżono stanu upojenia alkoholowego (czy wspominałam już kiedyś, że trening czyni mistrzem…?).
6.      Równie dużo czasu co „Miedziance” (a może i więcej?), poświęciłyśmy książce „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Ten, jak to niektórzy określają, pornogniot został przeczytany przez połowę uczestniczek spotkań, a druga połowa zabiera się za lekturę w najbliższym czasie. Ponieważ w trakcie dyskusji niektóre uczestniczki aż przygryzały dolną wargę, dzieląc się refleksjami z lektury książki czy zdradzając co poniektóre tematy przewodnie, z niecierpliwością czekamy na wrażenia po spotkaniu z Panem Christianem Greyem tych, które za książkę się dopiero zabierają. Dziewczęta, pozwólcie swoim wewnętrznym boginiom dojść do głosu, a wtedy… o, święty Barnabo, miej ich mężów i chłopaków w swojej opiece.
7.      Ustalono również szczegóły zbiorowego udania się na spotkanie z Jackiem Hugo-Baderem: w czwartek 25 października stawiamy się trochę przed 18:00 w Sali Kameralnej WCK, żeby wysłuchać, co pan Jacek ma do powiedzenia na temat swoich „Dzienników kołymskich”. Przynosimy egzemplarze „Dzienników” do podpisania, wręczamy mu protokół po majowym spotkaniu poświeconemu „Dziennikom” oraz butelkę wadowickiego wina Carlum. Prośba do Struny: czy możesz w drodze z pracy do domu zakupić to wino? Rozliczymy się na miejscu, zgoda?
8.      Narzekającym na ograniczone w naszym rodzinnym mieście okazje towarzyskie przekazano informację, że w sąsiednim mieście dzieje się dużo kulturalnie i artystycznie. Zatem jeśli uczestniczkom spotkań wpadnie w ucho wiadomość o jakimś ciekawym wydarzeniu, to możemy się wybrać na nie grupowo. Na razie bardzo muzycznie zapowiada się listopad- o koncertach Comy w Krakowie i Marka Lanegana w Katowicach uczestniczki opowiedzą na następnym naszym spotkaniu. 
 
9.      16 listopada o 17:30 spotykamy się u mnie, żeby porozmawiać o „Pożegnaniu z Afryką” Karen Blixen. Powodem sięgnięcia po akurat tę książkę nie będą, wbrew temu, co sugerowała Natalia, moje zawarte w przeszłości znajomości, ale fakt, że zbliża się zima i potrzebujemy czegoś rozgrzewającego: gorące kraje, gorąca muzyka, gorący romans.   
10.   Czekamy na Karolinę z Podkowy Leśnej, która bardzo żałowała, że nie udało jej się przybyć na spotkanie w ostatni piątek. I tęsknimy za Gazelą, która zakuwa do egzaminów (przynajmniej tak usprawiedliwia swoją nieobecność)- trzymamy kciuki, nie przynieś wstydu naszemu książkowemu klubikowi!
No, to jak zwykle żegnam się staropolskim zawołaniem czytających myśliwych: Darz Book!
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia za miesiąc!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz