poniedziałek, 15 stycznia 2024

"Jak się starzeć bez godności" Magdaleny Grzebałkowskiej i Ewy Winnickiej


Protokół po "Jak się starzeć bez godności" Magdaleny Grzebałkowskiej i Ewy Winnickiej

Uszanowanie!

No i nadszedł moment, w którym Uczestniczki i Uczestnicy Spotkań Pod Pretekstem Książki omawiają (kolejną już) książkę o starzeniu się i mają na ten temat tak dużo do powiedzenia, że na podstawie ich obserwacji i doświadczeń własnych mógłby powstać całkiem grubiutki tom. Tak, grono klubikowe starzeje się, na szczęście nie martwi się tym zbytnio, a wręcz ze śmiechem, powodującym pojawianie się kolejnych zmarszczek na twarzy, drwi ze swojego posuwania się w latach.

1. Panie Grzebałkowska i Winnicka, świetne reportażystki, wprawne pisarki, postanowiły zrobić sobie odskocznię od ciężkich, trudnych zagadnień, którymi się zajmują na co dzień. Z tej kooperatywy wyniknęła książka zabawna, przepełniona autoironią, obfita w śmieszne określenia i porównania, jednak, mimo tych wszystkich „heheszków”, dotykająca szalenie ważne tematy, jak choćby społeczna przeźroczystość osób w podeszłym wieku.

2. Niestety, Uczestniczki miały również kilka zastrzeżeń do „Jak się starzeć…”. Przede wszystkim względy ekologiczne - niepotrzebne są te wszystkie kolorowe kartki bez druku, bez nich, z korzyścią dla lasów, książka byłaby połowę chudsza. Poza tym zauważono, że książka jest marketingowo, wizualnie świetnie opracowana, ale nie po to, żeby się ją lepiej czytało, ale żeby się lepiej sprzedawała: ta okładka, te stylizowane zdjęcia z sesji fotograficznej, te krzyczące kolory. Na spotkaniu pojawiło się porównanie książki do teledysku czy określenie jej mianem ambitniejszego czytadła dla kobiet. Zauważono również pewną niekonsekwencję w podejściu autorek do starości i starzenia się. Bo z jednej strony afirmują je, mówią, jak fajnie jest być w wieku „przedstarczym”, a z drugiej strony chyba nie do końca tę starość akceptują, czego dowodzą „odmłodzone” zdjęcia autorek. Panie pewnie śmiertelnie by się obraziły, gdyby ktoś je określił mianem „stare pudernice”. Niby starzenie się jest naturalne, ale u Uczestniczek pojawiły się podejrzenia na temat autentycznej akceptacji tego stanu przez autorki. To trochę jak wołanie „Hej, starzejemy się i świetnie sobie z tym radzimy”, choć bardziej brzmi to jak próba przekonania głównie samych siebie, że tak właśnie jest. Zalatuje tu pozowaniem, pozorowaniem lub zakładaniem masek. I książka, i podkasty Grzebałkowskiej i Winnickiej to trochę takie dwuosobowe towarzystwo wzajemnej adoracji.

3. „Jak się starzeć…” natchnęła Uczestniczki spotkania do dopisania dodatkowych punktów do postulatów stworzonej przed duet przedstarczy Grzebałkowska-Winnicka Partii Ludzi Starzejących się Bez Godności. Wnioskuje się zatem o dodatnie dla członkiń i członków PLSBG:

- prawa do posiadania szydełkowanych poduszek na krzesła – na wypadek popuszczania moczu,

- prawa do przyznania z budżetu pańśtwa kwoty 500+ miesięcznie na zakup książek w wersji papierowej,

- prawa do zniżki na zakup biletów na koncerty takich dziadków jak na przykład Pearl Jam w wysokości proporcjonalnej do wieku (zniżka = cena biletu – x%, gdzie x oznacza wiek uczestnika/czki koncertu),

- prawa do posiadania chomików (w okolicach brody), pelikanów (na ramionach), kurzych łapek (przy oczach), skórki pomarańczowej i anielskich włosów,

- prawa do chomikowania przydasiów,

- prawa do pieczenia eklerów w kształcie penisów (peniptysiów) na niedzielne popołudnia dla wnuków,

- prawa do beży i plecionkowych sandałków,

- prawa do zniżki na konsumpcję kultury tj. zakup wina na klubik książkowy,

- prawa do wykonywania zawodów alternatywnych np. zarobkowego czytania książek (dla przyjemności, bez konieczności ich recenzowania).

4. Książkowemu pretekstowi do styczniowego spotkania się towarzyszyła kuchnia geriatryczna. Jako jedna z nielicznych w gronie klubikowym jeszcze w wieku przed-przedstarczym Kicia przygotowała starczą sałatkę z czosnkiem niedźwiedzim („stary niedźwiedź mocno śpi…”), z pomarszczonymi suszonymi pomidorami i zmarszczonymi orzechami włoskimi. Struna przyrządziła arabską sałatkę tabule, która po wnikliwym przeanalizowaniu składników uznana została za smakowity suplement diety, gdyż zawierała cały zestaw witamin, mikroelementów (np. estrogeny w tofu czy potas w pomidorach) i innego badziewia wymaganego dla zachowania zdrowia na odpowiednim poziomie. Stefa upiekła wytrawne mufinki, czyli pomarszczone babeczki. Królowa zamierzała podać kojarzące się jej ze starością trufle, ale coś poszło nie tak i zamiast cytrynowych kuleczek pojawił się mocno kaloryczny krem przeciwzmarszczkowy doustny. Na szczęście zapiekanka ziemniaczano-cukiniowa w konsystencji przypieczonej papki (żeby nie trzeba było gryźć) uratowała honor kulinarny Królowej. Były również inne słodkości: ciasta, pralinki, orzechy w czekoladzie (od razu wszystkim przypomniał się dowcip na temat pochodzenia tychże orzeszków).

5. Zadbano również o odpowiednie nawodnienie: była się herbata zimowa (z kawałkami goździków, które trzeba było podczas picia cedzić przez zęby), herbata owocowa, selekcja domowych nalewek oraz CinCin 0%, którym wzniesiono toast za godną starość w dobrym towarzystwie. Poldzia przyniosła również Prosecco, jednak zostanie ono prawdopodobnie wypite dopiero za miesiąc.

6. Starzejące się uszy Uczestniczek nakarmione zostały dźwiękami rockowych dziadków z Pearl Jam i jeszcze większego dziadka rockowego Neila - ha, ha, ha – Younga! Zaleca się zanotowanie w pamięci, że na następnym spotkaniu odtworzony z płyty CD musi zostać hymn Spotkań, czyli utwór „Sex on fire” zespołu Kings of Leon.

7. Towarzyskim gwoździem programu było pojawienie się na klubiku dawno niewidzianej Poldzi – została gromko przywitana, a bookdog Azoriusz o mało nie posiusiał się z radości na jej widok. Uczestniczki na spotkanie przyodziały się w elegancką szarość w różnych odcieniach. Po wypiciu całej butelki CinCina grupa zauważalnie poweselała i, korzystając ze świątecznych akcesoriów z wyprzedaży, zainspirowana sesją fotograficzną Grzebałkowskiej i Winnickiej, strzeliła sobie kilkanaście fotek przebierankowych.   

8. Znaczną część obrad wieczornych zajął temat poprawiania urody w gabinetach chirurgów plastycznych i/lub kosmetyczek - omówiono najnowsze trendy i orientacyjne ceny. Poruszono również zagadnienia dotyczące implantologii dentystycznej, paradontozy, menopauzy (Struna odpytała zebrane, czy to już). Przy okazji sprawdzania zapisków w kajecikach czy wiadomości oferowanych przez Wujka Gógle zaprezentowano sporą już w gronie klubikowym kolekcję okularów do czytania, do chodzenia, do robótek ręcznych, do pracy przy komputerze, do jazdy samochodem i do oglądania seriali na Netflixie. Do czytania treści na telefonie okulary nie są potrzebne, ponieważ można włączyć na nim dużą czcionkę dla seniorów. Ciekawym wątkiem w dyskusji było farbowanie włosów – owszem, stosuje się, jednak w sposób dyskretny. Szalone róże czy wrzosowe płukanki zostawiamy jednak na późniejszą starość. Ciekawym przypadkiem jest Struna, która jak do tej pory nie skalała swoich włosów żadną farbą, a fryzurę w kolorze i stylu nadal ma jak za młodu. Największe obawy ze starością Uczestniczki wiążą z ryzykiem pojawienia się demencji czy choroby Alzheimera. Oznaki niepamięci pojawiły się już u Królowej, która chciała opowiedzieć o niedawno widzianej w filmie bardzo pomarszczonej na twarzy angielskiej aktorce – niestety, ani Królowa, ani próbująca jej pomóc Struna, nie były w stanie przypomnieć sobie jej nazwiska (chodziło o Maggie Smith). Zapomniano również wspomnieć o niedawnych 79. urodzinach Małgorzaty Musierowicz. Być może już niedługo przy wejściu do lokalu klubikowego Uczestniczki otrzymają plakietki ze swoimi imionami, żeby odpowiednio reagowały na zawołanie i żeby wiedziały, jak się zwracać do innych. Oby w przypadku Uczestniczek nie spełniło się porzekadło, że właściciel upodabnia się do swojego psa (czy na odwrót?), bo jeśli tak, to nie nastraja optymizmem obraz leciwego już, 14-letniego bookdoga Grudosławy, która drapie w drzwi w środku nocy, bo chce wyjść, ale zaraz potem szczeka pod drzwiami, żeby ją wpuścić, bo zapomniała, po co chciała wyjść, żeby po chwili znowu drapać w drzwi, bo sobie przypomniała, że wcześniej chciała wyjść, bo chciała sikać, więc wychodzi i znowu szczeka, bo chce wrócić do domu, bo już się wysikała, ale znowu drapie w drzwi, bo chce wyjść, bo poprzednim razem wysikała się tylko trochę – i tak do rana.  

9. Protokół kończy się mottem wygłoszonym przez Stefę, że każda kobieta w pewnym momencie musi ustalić, ile ma lat, a potem trzymać się tej wersji. Uprasza się wobec tego o ustalenie sobie najwłaściwszego wieku i zażycie preparatu na poprawę pamięci, ażeby ten ustalony wiek pamiętać.

10. Kolejne spotkanie klubowe będzie, jak zwykle w lutym, wyjątkowe, bo rocznicowe – w tym roku świętować będziemy 12-lecie istnienia Spotkań Pod Pretekstem Książki!  

Do zobaczenia!

k.






wtorek, 9 stycznia 2024

Przypominajka przez "Jak się starzeć bez godności" Magdaleny Grzebałkowskiej i Ewy Winnickiej

Czy w najbliższy piątek Uczestniczkom i Uczestnikom Spotkania Pod Pretekstem Książki uda się odpowiedzieć na pytanie: czy można się starzeć z godnością? A jeśli tak, to jak to zrobić?

Czy Uczestniczki i Uczestniczy spotkania będą potrafili określić, jak odczuwają starzenie się i jak sobie z tym radzą? Czy starości trzeba się bać i trzeba przed nią uciekać, a jeśli tak, to w jaki sposób to zrobić – bez utraty godności własnej?

Zapraszamy do dyskusji 12 stycznia. Proszę pamiętać o przyniesieniu ze sobą okularów do czytania oraz sztucznych szczęk i innych sprzętów ortopedycznych (jeśli ktoś z nich korzysta).

wtorek, 12 grudnia 2023

"Osobliwy dom pani Peregrine" Ransoma Riggsa


Protokół po "Osobliwym domu pani Peregrine" Ransoma Riggsa

Booooo… (takie jak na amerykańskim Halloween, nie jak na przedłużonym początku polskiego zdania)

Wydawało się, że „Osobliwy dom pani Peregrine” to lektura bardziej dla nastolatków, w dodatku tych, którzy lubią Harry’ego Pottera czy sagę „Zmierzch”. A tu miła niespodzianka: dorosłym „Pani Pedigri” też może się podobać.

Może dlatego, że sporo ma wspólnego z piszącym dla całkiem dużych i dojrzałych czytelników Jackiem Dehnelem. Dehnel kolekcjonuje stare zdjęcia, niekiedy nietuzinkowe, niekiedy niosące ze sobą dziwne historie sfotografowanych osób. Ransoma Riggsa do napisania książki również zainspirowały zdjęcia sprzed wielu lat, przedstawiające zagadkowe, przerażające nieraz postaci. W „Osobliwym domu…” pełno jest więc bizarnych (jakby powiedziała Noblistka) dzieci, mających niespotykane umiejętności: niewidzialny Millard, Hugh z pszczołami w brzuchu, tylnousta Claire, siłaczka Bronwyn, dzikuska Jill czy potrafiący dostrzec potwory Yacob, główny bohater książki.

„Osobliwy dom…” na samym końcu wyraźnie zapowiada kontynuację w kolejnych tomach przygód opisanych dzieci. I choć książkę bardzo przyjemnie się czyta, jednak jest mało prawdopodobne, by Uczestniczki spotkania zechciały sięgnąć po następne części. Za to nabrały ochoty na obejrzenie ekranizacji „Osobliwego domu pani Peregrine” w reżyserii Tima Burtona  - film powstał w 2016 roku.

Muzycznie rozpoczęto od wysłuchania płyty składankowej, na której znalazł się między innymi utwór formacji Pearl Jam „Crazy Mary”. Potem w odtwarzaczu wylądował Tool, jeden z najbardziej zakręconych zespołów rockowych ze swoją dziwną, niekiedy przerażającą muzyką oprawioną w nie mniej dziwne i przerażające okładki płyt.

Kulinarnie Uczestniczki stanęły przed dużym wyzwaniem – trudno było znaleźć potrawy osobliwe, które byłyby jednocześnie smaczne i zdrowe. Ale ostatecznie jak zwykle wzorowo poradzono sobie z tematem gastronomicznym. I tak: za pomocą pętli czasu Struna udała się do swoich czasów studenckich, z których przyniosła babeczki z wytrawnymi pastami, zwane „korpusy z farszem”. Królowa również nawiązała do pętli czasowych – taką nazwę miały wykonane przez nią roladkowe przekąski z szynką lub z łososiem. Stefa zrobiła osobliwy dom pani Peregrine według przepisu z przeszłości na chatkę Baby Jagi z serem. Były też różne inne przegryzki, w tym paluszki w czekoladzie czy wyglądające jak kocia karma orzeszki w karmelu.

Patronem spotkania, oprócz pani Peregrine, był Jan Marcin Szancer, wybitny polski ilustrator książek dla dzieci. Struna przyniosła wspaniale wydany album jemu poświęcony. Wróciły ciepłe wspomnienia z dzieciństwa.

Mały Lord odebrał dostarczone mu za pośrednictwem Uczestniczek kolejne prezenty od świętego Mikołaja. Zdał również relację z wcześniej otrzymanych podarków. Poza tym bawił się nieświadomy tego, że jest częściowo przedmiotem rozmów Uczestniczek na temat współczesnych sposobów wychowywania dzieci, sprawdzonych metod wypełniania roli matki nastolatka płci męskiej czy zagrożeń wynikających z nieprzeciętej pępowiny łączącej matkę z prawie dorosłym synem. Struna, jako rodzicielka wyższego już od niej Struniątka, chętnie dzieliła się swoimi spostrzeżeniami. A Stefa poleciła lekturę „Żelaznego Jana”.

Dzieci dorastają, idą w świat, podejmują (jeśli potrafią) ważne dla siebie decyzje, a matki zostają w pustym gnieździe. Chyba że to gniazdo jest po brzegi wypełnione książkami, a karta biblioteczna aktywna, wtedy starzenie się wydaje się dużo bardziej znośne. Zapowiada się, że nie tylko znośnie, ale także śmiesznie będzie na styczniowym spotkaniu klubikowym, kiedy to omówiona zostanie książka podstarzałego lekko tandemu Grzebałkowska-Winnicka, czyli „Jak się starzeć bez godności”. Przypuszcza się, że podczas spotkania prosecco będzie się lać strumieniami. Na zagrychę podane zostanie coś z kuchni geriatrycznej. Uczestniczki w wieku przedstarczym zbiorą się w lokalu klubowym 12 stycznia.

Na zakończenie trzeba powiedzieć, że najbardziej osobliwą w całym towarzystwie wydawała się być Struna, która emituje przedziwne pole i samą swoją obecnością powoduje zakłócenia w działaniu sprzętu elektronicznego, znajdującego się w promieniu do kilkunastu metrów od niej. Ponadto jest to osoba, która w środku śnieżnej zimy otrzymuje telefonicznie od swojego małżonka zdjęcia obudzonego motyla (rusałka pawik) z pytaniem, co on ma z nim zrobić. Zresztą, gdyby sięgnąć pamięcią do wszystkich grubo ponad stu zebrań klubikowych, okazałoby się, że Spotkania Pod Pretekstem Książki obrodziły w postaci osobliwe, bo każda z Uczestniczek czymś się wyróżnia i jest w jakiś sposób dziwna. I tak też jest dobrze.

Życząc spokojnych przygotowań do świąt Bożego Narodzenia, zamykamy obfitujące w bardzo grube lektury spotkania książkowe w 2023 roku.

Do zobaczenia za miesiąc!

k.








wtorek, 5 grudnia 2023

Przypominajka przed "Osobliwym domem pani Peregrine" Ransoma Riggsa

Czy „Osobliwy dom pani Peregrine” to książka tylko dla młodzieży? Kto widział jej ekranizację w reżyserii Tima Burtona? Co wspólnego ma Ransom Riggs z Jackiem Dehnelem? Jakie oblicza może mieć osobliwa kuchnia? A przede wszystkim czy Uczestniczkom uda się dotrzeć na grudniowe spotkanie mimo metrowych zasp śnieżnych i siarczystego mrozu?

Odpowiedzi szukać będziemy w najbliższy piątek.

sobota, 25 listopada 2023

"Skarby świata całego" Bohumila Hrabala


 Protokół po "Skarbach świata całego" Bohumila Hrabala

Ahoj!

Na samym początku spotkania Mały Lord zadał pytanie, co się nie starzeje. Sformułowanie paru w miarę sensownych propozycji odpowiedzi zajęło Uczestniczkom trochę czasu, przy czym nie ma pewności, czy zadowoliły one pytającego, gdyż analizował je bezgłośnie we wnętrzu swoim.

W ramach aneksu do spotkania witkiewiczowskiego Struna podzieliła się wrażeniami z lektury „Haremu metafizycznego”, a Stefa półgłosem opowiedziała o teorii spiskowej, według której Witkacy wcale nie popełnił samobójstwa, a w grobie z jego matką pochowana jest anonimowa Ukrainka.

„Skarby świata całego” bardzo się podobały. To głęboka książka, ostatnia z trylogii Hrabala. Struna zamierza sięgnąć po wcześniejsze dwie części. Lektura niewielka objętościowo, ale bardzo intensywna – językowo, treściowo, obrazowo.

O książce wieczoru jako takiej nie rozmawiano zbyt dużo. Za to o aspektach życia w niej zawartych już owszem, co niemiara. Najwięcej dyskusji było o zdrowiu, a właściwie o problemach zdrowotnych, o dolegliwościach fizycznych i psychicznych wynikających ze starzenia się, ze zmęczenia pracą i życiem w ogóle. Podano przykłady losów osób starszych z najbliższego otoczenia – aktywnych seniorów i schorowanych pensjonariuszy DPS-ów. Zastanawiano się, w jakim stopniu możliwe jest zaplanowanie sobie starości w takiej czy innej wersji.

Czekając na Kicię, Stefa ze szczegółami zdała relację z tego, jak po raz pierwszy w życiu z wielkim sukcesem przygotowała pasztet z królika. Na cześć Hrabala wzniesiono kielichy z winem morawskim (przywiezionym jakiś czas temu przez Kicię) oraz szklanice z Kofolą (przywiezione jeszcze wcześniej niż jakiś czas temu przez Królową). Kuchnię czeską reprezentowały pyszne knedlki z wegegulaszem przygotowane przez Strunę oraz urocza deserowa zemlovka z jabłkami upichcona przez Stefę. Królowa miała zamiar zrobić knedliki z czeskiego półgotowca w proszku i podać je z sałatką, ale stanęło tylko na sałatce bardzo czeskiej w brzmieniu: z buraczkami, z ogóreczkami, z papryczką i z feteczką. Kicia zakupiła oryginalny czeski siir uzeny, czyli takie jakby nasze korbacze wędzone, oraz wyborne pikantne chrupaczki. Przyniosła też czeskie ciasto. Na stole pojawił się również wafelkowy torcik nazwą i barwą nawiązujący do popularnego wśród osób starszych badania (Kolonada), a także selekcja czekolad Studenskich – była biała, mleczna i mleczno-biała.

Pod koniec spotkania Struna zaproponowała, by wysłuchać piosenki formacji Pearl Jam pt. „Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town”, jednak Uczestniczki spotkania nie były wystarczająco zmotywowane do podjęcia wysiłku znalezienia odpowiedniej płyty. Zadowolono się więc wysłuchaniem dwuczęściowego albumu z utworami francuskiej starszej pani, czyli Edith Piaf.

Mimo upływającego czasu i zbliżającej się coraz bardziej jesieni życia zadeklarowano w kolejnym roku gotowość do dalszego czytania lektur uzgodnionych jako preteksty do spotkań. Niniejszym ustalono, że lista książek na 2024 rok będzie wyglądać tak:

Styczeń – Magdalena Grzebałkowska i Ewa Winnicka „Jak się starzeć bez godności”

Luty – Ken Follett „Filary Ziemi”

Marzec – Swietłana Aleksijewicz „Cynkowi chłopcy”

Kwiecień – Marieke Lukas Rijneveld „Mój mały zwierzaku”

Maj – Władysław Reymont „Chłopi”

Czerwiec – Zyta Rudzka „Ten się śmieje, kto ma zęby”

Lipiec – Sabina Jakubowska „Akuszerki”

Sierpień – Viktoria Hislop „Wyspa”

Wrzesień – Joanna Kuciel-Frydryszak „Chłopki”

Październik – Niviaq Korneliussen „Dolina Kwiatów” i/lub Ilona Wiśniewska „Migot”

Listopad – Jacek Dehnel „Łabędzie”

Grudzień – Magdalena Samozwaniec „Krystyna i chłopy” lub „Na ustach grzechu”

A początek 2025 roku czytelniczo zapowiada się równie dobrze, bo omawiany będzie „Zły” Leopolda Tyrmanda.

Tymczasem 2023 rok zakończymy spotkaniem z osobliwą książką osobliwego Ransoma Riggsa „Osobliwy dom pani Peregrine”. Widzimy się 8 grudnia. Obradom towarzyszyć będzie osobliwa kuchnia i osobliwa muzyka.

Pa!

k.














wtorek, 14 listopada 2023

Przypominajka przed "Skarbami świata całego" Bohumila Hrabala

W listopadowy piątek rozmawiać będziemy o jesieni życia. O tym, czym jest starość, starzenie się ciała i ducha, o klimakterium, o siwych włosach zapewne też. O odchodzeniu, umieraniu, wspomnieniach i pamięci. Dyskusji patronować będzie Hrabal.

Do zobaczenia!

piątek, 27 października 2023

"Witkiewicz, ojciec Witkacego" Natalii Budzyńskiej i "Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny" Małgorzaty Czyńskiej



 Protokół po "Witkiewiczu, ojcu Witkacego" Natalii Budzyńskiej i "Witkacym i kobietach. Haremie metafizycznym" Małgorzaty Czyńskie



W imię ojca i syna, i ducha śniętego…

Duch zaśniętych snem wiecznym Stanisława Witkiewicza (ojca) i Stanisława Ignacego Witkiewicza vel Witkacego (syna) towarzyszył Uczestniczkom październikowego spotkania książkowego.

1. Preteksty literackie były dwa: biografia Stanisława Witkiewicza pióra Natalii Budzyńskiej i biografia Witkacego, a właściwie analiza jego relacji z paniami, czyli „Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny” Małgorzaty Czyńskiej. Obie książki zostały wydane w ubiegłym roku, niekiedy w obu znajdują się te same anegdoty czy odwołania do tych samych materiałów źródłowych. Wprawdzie bohaterowie główni są inni, ale już postaci w tle te same, bo jakże by mogło być inaczej w opisywaniu dziejów Witkiewiczów. Tym samym powstała ciekawa dwuksiążka, która z różnych perspektyw opisuje arcyciekawą relację między ojcem a synem. To dobry pomysł, żeby czytać je łącznie, najpierw o ojcu, potem o synu. Ciekawe, czy panie Budzyńska i Czyńska wiedziały o tym, że pracują równolegle nad Witkiewiczami. Czy rywalizowały ze sobą w zdobyciu materiałów, czy też omawiały ze sobą nurtujące je podczas pisania kwestie.

2. Obie książki napisane są bardzo dobrze. Widać, że autorki poświęciły sporo czasu na zebranie historii, faktów, na zestawienie ich w interesującą opowieść o nietuzinkowych mężczyznach Witkiewiczach i kobietach ich otaczających. Budzyńska bliższa była standardowemu pojęciu biografii: chronologicznie przedstawia losy rodziny Stanisława Witkiewicza aż do momentu śmierci artysty. Czasem autorka ujawnia własne opinie i poglądy, co może w ocenie czytelnika zaważyć na jej obiektywności. Czyńska natomiast pokazuje Witkacego przez pryzmat rodzajów relacji, jakie miał z kobietami, przy czym porządek wydarzeń w czasie niekiedy został nieco zachwiany.

3. Chwilę porozmawiano o intuicji pedagogicznej i zachwycie nad dzieckiem jako takim, które prezentował Stanisław Witkiewicz - to rzadko spotykane u jemu współczesnych. Miał „głowę pełną dziecka”, lecz z czasem stworzone przez niego środowisko wychowawcze sprzyjające rozwojowi Kalunia przeistoczyło się z stan wzajemnego uzależnienia emocjonalnego, destrukcyjnego zarówno dla syna, jak i ojca.

4. Żeby nie spojlerować Strunie „Haremu metafizycznego”, którego jeszcze nie przeczytała, skrótowo poruszono temat interesującego związku Witkacego i jego żony, Jadwigi z TYCH Kossaków.

5. Witkacy był jedynakiem, Tomasz Beksiński również – omówiono analogie biograficzne obu panów, dorastających w rodzinach artystycznych, mających toksyczne relacje z ojcami, z matkami, trudne relacje z ludźmi w ogóle. Z uwagi na fakt, że w najbliższym otoczeniu Uczestniczek jest kilku „jednoraczków” (jak to określił Mały Lord), przeprowadzono analizę wpływu pewnych okoliczności na postawę życiowa w przyszłości jedynaka.

6. Muzyczne plany były takie, żeby posłuchać Armii, w której liderem jest Tomasz Budzyński (mąż TEJ Budzyńskiej), ale ostatecznie w odtwarzaczu wylądowała płyta z piosenkami, których autorami byli Starsi Panowie Dwaj. A nowsze dźwięki reprezentował Zakopower.

7. Kuchnia artystyczna przejawiła się w następujących potrawach: warzywna sałatka z grzybkami prawie halucynogennymi i rwany chlebek ziołowy zawirowany jak życie - zrobione przez Stefę, zapiekane figi z kozim serem i płatkami róży zaserwowane przez Strunę oraz przypominające malarskie pędzle warzywne pałeczki z dipami („farbami”) o zaskakujących kolorach zrobione przez Królową. Na cześć Sabały pojawił się oscypek z żurawiną, kobiety Witkiewiczów upamiętnione zostały przez babki - serową i ze śliwkami. Był też artystycznie wyglądający deser podany w fantazyjnych naczynkach: jogurt grecki ze śliwkowym musem. Spożycie bezalkoholowego nibyabsyntu oraz herbat zielonej i kreteńskiej ziołowej nie wywołało u Uczestniczek „glątwy”, ale wypite w ramach aneksu do „Szamańskiej choroby” nalewki i likiery na bazie raki – owszem, mogły się do niej przyczynić.

8. Stefa odziana w koszulkę ze zdjęciem Witkacego (były zachwycony, wiedząc, że jego głowa spoczywa na jej ponętnych piersiach) opowiadała o swoich fryzjerskich przygodach. To wywołało dyskusję na temat koloryzowania (bądź nie) włosów i noszenia z duma (bądź nie) włosów naturalnie siwych. Stefa zarekomendowała kuchenne urządzenie wielofunkcyjne do pieczenia, gotowania, szatkowania i Bóg wie, do czego jeszcze.

9. Jak zwykle omówiono nowości wydawnicze. Królowa szczerze poleciła powieść „Akuszerki”. Kilka tytułów wpisano na listę, z której w okolicach grudnia lub stycznia wybrane zostaną książkowe preteksty do spotkań w przyszłym roku. Kolejne zebranie Uczestniczek odbędzie się 10 listopada, a dyskusja podjęta zostanie w temacie „Skarbów świata całego” Hrabala. Kuchnia czeska, ma się rozumieć.

No to Fi! Dą!, Szlus i

… amen.

k.