wtorek, 20 czerwca 2023

"Najmłodszy" Janiny Barbary Górkiewiczowej


Protokół po "Najmłodszym" Janiny Barbary Górkiewiczowej

Witejcie!

Górkiewiczowa przeniosła Uczestniczki czerwcowego spotkania książkowego w przeszłość, w lata dzieciństwa, w czas wakacji spędzany beztrosko nad Choczenką czy u babci na wsi.

1. Omówiony został „Najmłodszy”, czyli pierwszy tom trylogii „Spłowiałe lata’. To opis życia na wsi sprzed stu lat, który, wydawać by się mogło, zniknął bezpowrotnie, bowiem dorastanie wiejskiego dziecka wygląda dzisiaj zupełnie inaczej. Jednak jest jeszcze czas „pomiędzy”, czyli dorastanie pokolenia urodzonego po wojnie czy w czasach PRL, który swymi elementami w wielu aspektach łączy się ze światem beskidzkiej wsi opisanym przez Górkiewiczową.

2. Janina Barbara Górkiewiczowa jest już pisarką zapomnianą, jej książek się nie wznawia. Nawet w okolicach, w których żyła i pisała, brakuje wiedzy na temat jej dorobku literackiego. Pewnie nie doczeka się bestsellerowej biografii, bo jej życiorys jest mało „poczytny” jak na dzisiejsze standardy: nie szokowała, nie była kontrowersyjna, za to nadzwyczajnie rozumiała dzieci, kochała je, doskonale rozumiała problemy, z jakimi borykają się ludzie mieszkający i pracujący na wsi, zachwycała się otaczającymi ją beskidzkimi pagórkami, kochała kwiaty, była społeczniczką, przez całe swoje życie zawodowe uczyła w wiejskiej szkole, wytrwale niosła „oświaty kaganek”. Tylko tyle. A może aż tyle?

3. Mateusz Doliniak, tytułowy „Najmłodszy”, to, jak go określiła Stefa, „mały wojownik”, rezolutny chłopiec, oczami którego czytelnicy obserwują codzienność mieszkańców Mucharza, wioski na pagórku na krańcach Beskidu Małego, spoglądającej na przepływającą doliną Skawę. Książka bogata jest w dialogi, co wbrew pozorom, spowalnia czytanie, ponieważ bohaterowie używają lokalnej gwary. Ciężka praca na roli, w której uczestniczyły również dzieci, dostosowanie się do warunków wyznaczanych przez przyrodę, zmaganie się z biedą, otaczanie zwierząt wiejskich szacunkiem za bycie żywicielem rodziny, zaradność kobiet obarczonych mężami pijakami w zapewnieniu bytu licznemu potomstwu – to elementy „Najmłodszego”.  

4. Ustalono, że w najbliższym czasie zostanie zorganizowana wyprawa do izby pamięci przy szkole w Jaszczurowej poświęconej Górkiewiczowej i do ławeczki nad Jeziorem Mucharskim upamiętniającej pisarkę. Przy okazji podjęte zostaną próby odnalezienia, zaniedbanego ponoć, domu Górkiewiczowej i jej grobu na cmentarzu w Mucharzu.

5. Książkowy pretekst wieczoru obudził wspomnienia, przywołał opowieści z dzieciństwa i anegdoty przekazywane w rodzinach na kolejne pokolenia. Opowiadano o ziemniakach gotowanych w garze dla świń, które się podkradało i zjadało z łupiną. O „macy” zrobionej z kawałka ciasta na niedzielny makaron, pieczonej na blasze. O „talarkach”, czyli plasterkach ziemniaka przypiekanych na piecu. O owsiance, grysiku. O ciepłych od słońca, pachnących latem porzeczkach, agreście czy pomidorach zjadanych prosto z krzaczka. O plackach ziemniaczanych posypanych cukrem lub popitych zimnym mlekiem. O grubo ciętej kromce chleba od Zgudy posmarowanej masłem z plastrem pomidora albo ze śmietaną i cukrem. O mleku prosto od krowy, które leżakowało w chłodnym miejscu na „zsiadłe”. O praniu płukanym w rwącym nurcie Skawy. O słoikach po zimie mytych w tejże Skawie przed kolejnym robieniem zapraw. O bieganiu boso przez większą część wakacji. O papierówkach prosto z drzewa. O ogniskach palonych w letnie wieczory. O zabawach wymyślanych przez dzieci, w które nie ingerowali dorośli zgodnie z zasadą „brak wiadomości, to dobre wiadomości”. O Skawie, kapryśnej, groźnej górskiej rzece, która do momentu zbudowania zapory pod Mucharzem właśnie, nie raz wylewała z koryta, podtapiała pola, zabierała dobytek wielu ludziom. O miejscach w Skawie, w których można się było kąpać i w których kąpiel była ryzykowna.

6. Muzycznym tłem były płyty zespołu Kapela Ze Wsi Warszawa. Najmłodszy w gronie, czyli Mały Lord pełnił rolę DJ-a. Mały Lord, na co dzień ciekawy przeszłości i dopytujący rodziców o to, jak było kiedyś i czy, kiedy oni byli mali, były wyścigówki, czy był Psi Patrol, czy były młotki, czy były drewniane zabawki – i tak bez końca. Najmłodszy, przysłuchując się dyskusji, bawił się licznym stadem plastelinowych jamniczków, a pod koniec spotkania zadbał o rozwój umysłowy Cioć, serwując im zestaw rysunkowych łamigłówek – Mały Lord rysował, a Ciocie miały odgadnąć, co przedstawia rysunek.

7. Rozmowom towarzyszyły dania kojarzące się ze wsią, z dzieciństwem. Na stole znalazły się przyniesione przez Strunę drożdżowe kołaczyki z serem i jabłkami. Kołaczykom towarzyszyły rogaliki z marmoladą. Był przygotowany przez Stefę małopolski przysmak „koziołki”, zwykle pieczone przez w niedzielę po powrocie z kościoła. Na cześć capka Kyckyc Kicia zrobiła zielone roladki. W nawiązaniu do niedawnej wycieczki na Roztocze Królowa upiekła piróg biłgorajski z kaszy gryczanej z ziemniakami i twarogiem w cieście krucho-drożdżowym. Niektóre z potraw okraszano sosem czosnkowym, koperkowym i jeszcze dwoma innymi. Wypito dużo kompotu rabarbarowo-jabłkowo-borówkowego.

8. Kolejne spotkanie poświęcone będzie książce „Lata” noblistki Annie Ernaux. Kuchnia francuska. Widzimy się 7 lipca.

Gorąc jest, susa, w cieniu se siednijcie (tylko zeby wos późnij sraka nie bolała), popaccie na góry, na dzewa, na trowe.

k.





wtorek, 13 czerwca 2023

Przypominajka przed "Najmłodszym" Janiny Barbary Górkiewiczowej

Cześć i czołem!

Na kolejne spotkanie książkowe zaprosimy duchowo Janinę Barbarę Górkiewiczową, prawie sąsiadkę, koleżankę po fachu, miłośniczkę kwiatów, piewczynię prostego życia w beskidzkiej wsi, a przede wszystkim osobę, która rozumiała dzieci jak mało kto.

Omówimy „Najmłodszego”, mając nadzieję, że będzie to tylko wstęp do zapoznania się z pozostałymi tomami „Spłowiałych lat” i innymi utworami literackimi pisarki.

Kuchnia lokalna, najlepiej taka, do której będzie można dodać jeden ze sławnych sosików Pana Rexa.

Do piątku!

poniedziałek, 15 maja 2023

"1984" George'a Orwella


 Protokół po "1984" George'a Orwella

Towarzysze i Towarzyszki!

Starszy Brat widzi, że czytacie niniejszy protokół!

Starszy Brat, znany też polskim czytelniczkom i czytelnikom jako Wielki Brat, zagościł na majowym spotkaniu książkowym. Niniejszym:

1. Starszy Brat i Partia, na własne życzenie członków Partii, poprzez powszechnie używane media społecznościowe, mają nieustanny wgląd najbardziej intymne sfery życia owych członków. Należy dodać, że dzieje się tak za całkowitą akceptacją członków Partii i proli, a wręcz jako rezultat ich pragnienia bycia oglądanym, podglądanym i podziwianym. Permanentna inwigilacja występuje na życzenie osób inwigilowanych. A współczesna polityka czerpie garściami ze stalinowskiej dyktatury i innych reżimów znanych z przeszłości.

2. „1984” to nie tylko opis państwa totalitarnego, wzorowanego na stalinizmie. To też odkrywanie zaszyfrowanych w tekście przez Orwella tajemnic, zagadek i niuansów, stwarzających całkiem nową przestrzeń do niestandardowej interpretacji powieści. Dzięki Dorocie Konowrockiej-Sawie, jednej z grona dotychczasowych tłumaczy na język polski „Roku 1984”, zebrani ze zdziwieniem dowiedzieli się, że omawiana powieść Orwella pełna jest paradoksów i niuansów, wymagających powtórnego przeczytania, żeby je wyłapać i zrozumieć w nowym kontekście. Zapętlony czas, remisowa „przegrana” dwuznacznego Winstona Smitha, totalitaryzm w wersji zachodnioeuropejskiej lub urojenia pijanego szaleńca, opis reżimu będącego ukłonem w stronę „Boskiej komedii” Dantego.

3. Znaleziono nawiązania do książek omawianych w ramach wcześniejszych spotkań tj.: „Opowieści podręcznej”, „Nowy wspaniały świat” czy „Powrót z gwiazd”. Brak głodu świata, brak potrzeby posiadania i rozszerzania zainteresowań, brak umiejętności samodzielnego myślenia – to cechy charakterystyczne współczesnych mas, którymi łatwo się rządzi.

4. Podczas spotkania, zamiast Ginu Zwycięstwa, pito dość mocne różowe wino oraz bezalkoholowy szampan Picollo. W klubikowej stołówce rozkoszowano się potrawami na „O” jak Orwell. Zjedzono: O-tosty aka. Oto-tosty z ciemnego żytniego pieczywa, Orzechowe mufiny Ora-z/z rabarbarem, Orange pancakes, czyli mininaleśniczki z dżemem pomarańczowym, ciasto z Okrągłymi borówkami i ciasto tiramisu z Okrągłymi biszkoptami, Oliwkowe patyczki z Orientalną przystawką zrobioną z Okrągłej soczewicy, wzorcowo wywarzone smakowo Orzechowe-love, Ogórki kiszone, Oliwki nadziewane, Obwarzanek, Oponkę, Okrągłą cukinię z grilla, Orzechową tartę z nutellą, herbatniki w kształcie zwierzątek zOO i ciasteczka Oreo.  Konsumpcji towarzyszyły dźwięki emitowane przez płytę CD z utworami muzycznymi brytyjskich zespołów rockowych.

5. Omówiono sprawy bieżące: troski rodzicielskie, choroby zakaźne, matury i konieczność brania korepetycji, kłopotliwi sąsiedzi, wyprawy bieszczadzkie, przyszłe zamierzenia edukacyjne progenitury.

6. W ramach przygotowania do kolejnego zebrania w ramach klubu książkowego, które odbędzie się 16 czerwca, omówiono pokrótce życiorys Janiny Barbary Górkiewiczowej i wyrażono pragnienie obejrzenia artefaktów z nią związanych, zebranych w nie tak odległej izbie pamięci. Dysputom o „Najmłodszym” towarzyszyć będą potrawy swojskie, lokalne, wiejskie.

Cześć pamięci Orwella.

k.



















środa, 10 maja 2023

Przypominajka przez "1984" George'a Orwella

 Baczność! Komunikat specjalny!

Wszystkie Starsze Siostry (te młodsze też) otrzymują polecenie udania się do lokalu klubikowego w piąty dzień roboczy bieżącego tygodnia, aby z zapałem w słowach wyważonych i zgodnych z zasadami nowomowy zdać kolektywowi relację z lektury "Roku 1984". Uprasza się o uprzednie przygotowanie do zebrania i dogłębną rewizję treści i opinii własnych, które będą zaprezentowane ogółowi, gdyż nie przewiduje się nagrywania, tłumaczenia symultanicznego, audiodeskrypcji czy stenotypii wygłaszanych poglądów.

 Partia (Kobiet) rządzi, Partia radzi, Partia nigdy cię nie zdradzi!

piątek, 5 maja 2023

"Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej


Protokół po "Nocach i dniach" Marii Dąbrowskiej

Dzień dobry! Dobry wieczór!

Drzewa znowu zielenieją, bociany wróciły i w pośpiechu reperują swoje gniazda przed pojawieniem się piskląt, ziemia powoli nagrzewa się od słońca, ogródki wzywają swoich właścicieli do wzięcia w dłonie szpadli i kopaczek, a spotkanie książkowe, jak co miesiąc, było pełne dyskusji na mniej i bardziej ważne tematy.

1. „Noce i dnie”, mimo blisko dwóch tysięcy (w zależności od wydania) stron, urzekły te Uczestniczki, które dobrnęły do końca. Najbardziej zaskakująca była aktualność powieści – relacje w małżeństwie, wychowywanie nieraz krnąbrnych (niczym brat Struny) dzieci, ich choroby i edukacja, zachłanni Kościół i księża, a przede wszystkim sinusoida życia, radości na zmianę z troskami, powodzenia przeplatające się z porażkami. Takie życie - i za czasów Niechciców, i dzisiaj.

2. Dąbrowska napisała książkę o zwykłych ludziach, albo o zwykłych bohaterach – bohaterach dnia codziennego, którzy nie tworzą rewolucji i wojen, ale w pocie czoła obrabiają ziemię, w zgodzie z naturą orzą, sieją, żniwują, którzy pomagają innym i wespół z nimi w pokorze przeżywają każdy kolejny dzień.

3. Struna zadała zebranym krótkie pytanie: „Czy macie swojego Toliboskiego?”. No i okazało się, że i owszem, każda miała swojego Toliboskiego, jednak po krótkiej reminiscencji młodości Uczestniczki doszły do wniosku, że Toliboski był, ale dobrze, że to nie on został wybranym na męża. Bo z Toliboskimi chyba już tak jest, że kocha się ich za to, jakimi się stają w wyobrażeniach.

4. Wymieniono co ciekawsze fragmenty książki wieczoru: Koło Kobiet, „latająca biblioteka”, zwodzenie i uwodzenie, bunt uczennic wobec przymusowej spowiedzi, chwile romansowe Barbary i Bogumiła, pies Azorek z czworaków (odpowiedniego opisu Struna szukała przez pół wieczoru, aż w końcu znalazła i uroczyście odczytała bookdogowi Azoriuszowi i pozostałm zebranym). „Noce i dnie” są tak wielowątkowe, że pewnie nie raz będą wracały na spotkania książkowe.   

5. Jedynym małym minusem książki była jej długość, choć i to mogło być zaletą, bo jeszcze bardziej odzwierciedlało prawdziwe życie – zamykając to w trzystu stronach powieści, Dąbrowska straciłaby możliwość pokazania tego dziania się, nieuchronnego następowania jednych zdarzeń po drugich, nie w okamgnieniu, lecz rozciągniętych w czasie narodzin, chorób, miłości, dorastania, dojrzewania, umierania, żałoby. Życia.

6. Podczas spotkania było trochę jak w Serbinowie: sąsiad Czesiu pomykał niespiesznie traktorkiem na swoje liczne pola i poletka, Pan Rex niczym Bogumił krzątał się po ogrodzie, przekopywał ziemię, a nawet, chcąc przypodobać się swojej małżonce, zainstalował na pergoli girlandę świetlną, która po zapadnięciu zmroku stanowiła nastrojową iluminację. Mały Lord zajęty swoimi dziecięcymi sprawami: rozwiązywał dinołamigłówki, tworzył kropkowane obrazki, rozegrał z mamą mecz piłkarzykami, przygotowywał się do imprezki z babcią i hodował już w sobie dziesiątki krostek ospowych, które tuż po spotkaniu zaczęły z niego wychodzić. A bociany śmigały tam i z powrotem nad dachem klubikowego lokalu tak nisko, że niemal można było dostrzec kolor ich oczu.

7. Na stole pojawiły się smakołyki nawiązujące do pola i pracy na roli. Kuchnię polną reprezentowały przede wszystkim ziemniaki: pieczone w mundurkach z trzema rodzajami farszu (gzik, czyli twarożek ze szczypiorkiem, tuńczyk z majonezem i kukurydzą, pasta jajeczna) oraz w postaci chipsów (truflowych i musztardowo-miodowych) przyniesionych przez Kicię, do których dorzuciła wegetariańskie „ziemniaczki” marchewkowo-groszkowo-kukurydziane i kozi ser. Struna ugotowała wiosenną zupę z zielonych warzyw. Stefa upiekła babeczki w kształcie polnych kopców kreta. Były też wyjęte ze słoików dary lasów i ogrodów: marynowane grzybki a la Barbara i pomidorki koktajlowe. Pito lekkie wino agrestowe. Wysłuchano kilku płyt Kapeli Ze Wsi Warszawa.

8. Długi czas rozmawiano o polityce lokalnej, o zaprzepaszczanym tu i teraz wybitnym dorobku Emila Zegadłowicza – jego twórczości, jego zbiorach sztuki, jego pracy literackiej propagującej ludową kulturę beskidzką. Barbarzyństwo dzieje się na naszych oczach.

9. Stefa zdała relację z wyprawy w Bieszczady – jej opowieści były na tyle sugestywne, że wszystkim zebranym aż się zachciało uciec w dzicz i pobiegać nago po lesie, przytulając się do drzew od czasu do czasu. Nie wiadomo, czy Kicia będzie po bieszczadzkich lasach hasać, ale rychło wybiera się tam ze swoim Bogumiłem, czyli Panem Kiciem.

10. Kolejne spotkanie książkowe odbędzie się 12 maja 1984. To znaczy 12 maja 2023, a omawiamy będzie „1984” Orwella. Kuchnia na „O” jak Orwell.

Cieszmy się wiosną! Cieszmy się życiem!

k.










środa, 26 kwietnia 2023

Przypominajka przed "Dniami i nocami" Marii Dąbrowskiej

 Jeszcze tylko dwa dni i dwie noce dzielą nas od kwietniowego spotkania książkowego.

Na klubik w piątek zapraszamy tych, którzy z dziełem Marii Dąbrowskiej zapoznali się w całości, tych, którzy przeczytali tylko część, tych, którzy książki nie przeczytali, i tych, którzy nawet nie mają zamiaru jej przeczytać

wtorek, 21 marca 2023

"Dworska tancerka" Shin Kyung-Sook

 Protokół po "Dworskiej tancerce" Shin Kyung-Sook

Bon jour!

Cokolwiek przeczytane jest po Tokurczuk, wydaje się słabe i marnej jakości literackiej.

1. Tak też było i w przypadku marcowego pretekstu do spotkania, czyli „Dworskiej tancerki”. To przedstawicielka mało znanej literatury koreańskiej… i właściwie tyle, co można powiedzieć o powieści Shin Kyung-Sook. „Dworska tancerka” jest płaska, nie wciąga, nie zachwyca opisami emocji (ok, rozumiemy, że w kultura azjatycka nie powala głębią opisów uczuć), akcja jest prawie żadna, a coś, co wydawać się mogło największym atutem, czyli koreańska tradycja i historia, zostały przedstawione tak powierzchownie, że czytelnik, zamiast przeniesienia się na koreański dwór, by ujrzeć oczami wyobraźni zachwycający taniec wilgi, czyta o widzach spektaklu płaczących ze wzruszenia. „Dworska tancerka” okazuje się być koreańskim czytadłem, aspirującym do miana wizytówki literackiej Korei. Rzecz jasna porusza los dwórki Seo, uprzedmiotowionej, ubezwłasnowolnionej, wykluczonej podwójnie – najpierw będąc zbyt egzotyczną dla paryżan, potem zbyt europejską dla swoich rodaków. Jednak to za mało, żeby z nią współodczuwać czy żeby zachwycić się powieścią.

2. Największą korzyścią płynącą z ustanowienia „Dworskiej tancerki” pretekstem do spotkania było równoczesne wyznaczenie kuchni koreańskiej gastronomicznym tłem dyskusji. Struna przygotowała bibimbap wegetariański, czyli ryż z warzywami, sezamem i kotlecikami bobowymi z sałatką z rzodkwi białej. Kicia przyniosła zrobiony przez siebie makaron ramen w sosie dandan z papryką goczugaru – potrawa ta, bardzo pikantna, nawiązywała bezpośrednio do licznych fragmentów z książki wieczoru, w których opisane były pot, spocone czoła czy krople potu spływające po czyichś skroniach. Królowa zaserwowała kimchijeon z dipem na bazie sosu sojowego – placuszki z domową kapustą kiszoną zamiast kapusty kimchi musiały zostać podane na kawałkach chrześcijańskiego opłatka, gdyż inaczej nie dało się włożyć ich do jamy ustnej bez ryzyka upaprania się. Królowa i Mały Lord upiekli kokosowe mochi. Uzyskały one aprobatę pierwszego degustatora, czyli bookdoga Azoriusza, który był wpadł do lokalu klubikowego przed wszystkimi i jednym kłapnięciem paszczy zmiótł połowę kwadracików mochi znajdujących się na talerzu. Na obrzeżach stołu pojawiły się jeszcze inne nawiązania do kuchni azjatyckiej: ryż (dmuchany) i pałeczki (kukurydziane w czekoladzie oraz paluszki).

3. Trudno było dobrać muzykę do rozmów o „Dworskiej tancerce”, ponieważ w lokalu klubikowym nie znaleziono płyt z K-popem. Dlatego wykonano muzyczny ukłon w stronę kalendarza, wskazującego dzień św. Patryka – wysłuchano płyty z kompilacją irlandzkich piosenek i pieśni. Potem DJ-em został Mały Lord, który przy wyborze kolejnych albumów kierował się wyglądem okładki (szczególnie dużo czasu poświęcił na analizę płyt zespołu Tool, które wraz z Kicią podziwiali pod kątem nowatorskich rozwiązań graficznych).

4. Przy okazji planowania kolejnego spotkania wywiązała się dyskusja na temat objętości wybranych na ten rok książkowych pretekstów, tempa czytania oraz innych zajęć dodatkowych zakłócających proces czytania. Ostatecznie ustalono, że wyzwanie w postaci opasłych „Nocy i dni” zostanie podjęte i omówione 21 kwietnia. Kicia natomiast, po zdaniu relacji ze swoich tygodniowych aktywności pozazawodowych, zwolniona została z obowiązku przebrnięcia przez Dąbrowską. Za to, w związku z trwającym Rokiem Szymborskiej, delegowana została do zapoznania się z co najmniej jednym wierszem noblistki i zreferowania jego treści pozostałym. Jednocześnie przypomina się Kici i wszystkim innym uczestniczkom i uczestnikom, że przeczytanie wyznaczonego pretekstu książkowego nie jest warunkiem koniecznym do udziału w spotkaniu jemu poświęconemu. Co więcej, niezapoznanie się z książką wieczoru ma też plus: podobnie jak Kicia, można zachęcić innych do większej aktywności fizycznej. To po prostu kwestia zarządzania czasem własnym i najlepszego wykorzystywania każdej godziny życia. Doba trwa tylko 24 godziny, więc albo się poprzez czytanie dba o mięśnie mózgowe, albo się poprzez uprawianie jogi dba o kręgosłup, albo się poprzez szydełkowanie dba… właściwie to szydełkowania powinno się zaprzestać, bo na żadne partie mięśni to korzystnie nie wpływa, a zdecydowanie może pogorszyć wzrok i rzeczony kręgosłup. Każdy niech sobie decyduje, na co przeznacza pozostałe mu minuty życia. Zachęca się jednak do czynnego udziału w kolejnym spotkaniu książkowym – po przeczytaniu całych „Nocy i dni”, po przeczytaniu fragmentarycznym lub nawet po ich nietknięciu. Uczestniczki, które doświadczą wyrzutów sumienia z powodu nieprzeczytanej książki wieczoru, niech pomyślą sobie o Panu Rexie, który książki nie trzymał w ręku od czasów wczesnoszkolnych, co nie przeszkadza mu brać aktywny udział w spotkaniu, a czasami nawet zabierać głos na temat omawianej książki! Aby uczcić umiłowanie Niechciców do ziemi, aby docenić ich ciężką pracę włożoną w obrabianiem pól, a jednocześnie żeby nawiązać do Szymborskiej pochodzącej z Krakowa, gdzie wychodzi się „na pole”, na kolejnym spotkaniu zapoznamy się z kuchnią polną.

5. Po raz kolejny sporo czasu poświęcono na dyskusję o schodzącym na psy polskim systemie edukacji. Przysłuchujący się rozmowie Mały Lord, rysujący w skupieniu dzbanek z herbatą i regał z książkami, zdawał się nie widzieć tych kilkunastu lat nauki w szkole przed nim jako potencjalnego ryzyka bycia osobowościowo zmiażdżonym, zrównanym do jednego poziomu, stłamszonym i z podciętymi skrzydłami.

6. W ramach aneksu do jubileuszowego spotkania sprzed miesiąca zrobiono przegląd rodzajów wypitych dotychczas alkoholi – kolekcja jest dość pokaźna. Jednocześnie zapowiedziano już, że przy okazji omawiania „Jak się starzeć bez godności” prosecco poleje się szerokim strumieniem.

Widzimy się wiosną!

k.