czwartek, 25 sierpnia 2022

"Dom Holendrów" Ann Patchett

Protokół po "Domie Holendrów" Ann Patchett

Hello i goedemorgen!

Gwoździem programu sierpniowego Spotkania Pod Pretekstem Książki była wizyta Polanny! Dawno niewidziana Polanna na chwilunię przysiadła na klubikowej sofie, żeby przypomnieć sobie i pozostałym, jak to drzewiej na spotkaniach książkowych bywało, i żeby opowiedzieć, jak jej się w słonecznej Iberii wiedzie.

Pretekstem do spotkania był „Dom Holendrów” – generalnie pozytywnie oceniony. Pierwsza powieść Ann Patchett omawiana w ramach klubiku wydała się na tyle dobra i zachęcająca do sięgnięcia po inne tytuły tej autorki, że Struna i Stefa (a może i Królowa) zadeklarowały, że do Patchett jeszcze wrócą. „Dom…” dobrze się czyta, historia rezydencji VanHoebeeków i jej mieszkańców jest wciągająco zagmatwana, niektóre fragmenty mocno zapadają w pamięć. Z drugiej strony, zakończenie jest mało przekonywujące, jakby uproszczone. Królowa miała wrażenie, że „Dom…” jest napisany według schematu z zajęć creative writing. Ale Królowa była w trakcie lektury „Czułego narratora” Tokarczuk, więc jej oczekiwania względem czytanych treści były na dużo wyższym poziomie. Klubikowe grono doszło do wniosku, że „Dom Holendrów” jest przede wszystkim opowieścią o matce marnotrawnej.

Książka była pretekstem do rozmów o relacjach rodzinnych, o relacjach między rodzeństwem. Wspominano wcześniejsze regularne udziały Polanny w Spotkaniach w poprzednim lokalu klubikowym. Omówiono obecną sytuację geopolityczną w kraju i za granicą. Polanna wręczyła zebranym słoiczki z hiszpańskim miodem z dodatkami: z fiołkami, z płatkami pomarańczy, z mandarynką, z melonem i nawet z piwem.

Lekturze towarzyszyła kuchnia holenderska. Zgodnie z najoczywistszymi skojarzeniami dominował ser i kolor pomarańczowy. Ale nie zabrakło też sezonowych darów ogrodu czy innych potraw luźno związanych z Holandią. A więc: były cukiniowe kotlety oraz owinięty szynką ser camembert z pomarańczowym dżemem jarzębinowym -all made by Struna. Stefa przyniosła filigranowe kruche ciasteczka serowe do maczania w domowym ketchupie z cukinii. Cukinia pojawiła się też w formie zapiekanych holenderskich kanałów wypełnionych farszem kaszano-warzywnym, które wyszły z piekarnika Królowej. Były pomidorki koktajlowe w odcieniu głębokim pomarańczowym. Był sernik. Do przyniesionych przez siebie lodów na patyku Kicia jak zwykle dorobiła zawiłą historię o czekoladzie oblewającej loda, która jakoby była czekoladą belgijską, czyli z sąsiadującego z Holandią kraju. Były też na tyle oczywiste, że nikt oprócz Kici na to nie wpadł, herbatniki holenderskie. Poldzia przyniosła wino o wdzięcznej nazwie Busy Bee. Rzeczonym winem i sokiem jabłkowym wzniesionym toasty za Polannę oraz pozostałe Uczestniczki Spotkań. Jak zwykle najbardziej ochoczo kieliszkiem stukał się z innymi Mały Książę, który w trakcie spotkania rozegrał kilka partyjek domino z ciocią Polanną.

Uzgodniono, że kolejny klubik książkowy odbędzie się 9 września, a podczas konsumpcji potraw przygotowanych według sprawdzonych rodzinnych receptur matek i babć omawiane będą „Matki i córki” Ałbeny Grabowskiej.

Czekając na kolejny klubik książkowy we wrześniu i kolejne odwiedziny Polanny kiedyś tam, mówimy good bye i tot ziens!

k.









czwartek, 18 sierpnia 2022

Przypominajka przed "Domem Holendrów" Ann Patchett

Czy porwie nas latający Holender? Czy damy się uwieść amerykańskiej literaturze współczesnej? Czy będziemy długo rozmawiać o powieści Ann Patchett? To się okaże w najbliższy piątek lub sobotę. Ustalanie terminu trwa.

środa, 13 lipca 2022

"Awaria małżeńska" Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz / "Były sobie świnki trzy" Olgi Rudnickiej

 
 

Protokół po "Awarii małżeńskiej" Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz oraz "Były sobie świnki trzy" Olgi Rudnickiej

Cześć i czołem!

Kolejny wakacyjny klubik książkowy na działce Rodziców Struny za nami.

Książki wieczoru nie były przedstawicielkami literatury z górnej półki, raczej z tej niższej, tej na czas podróży pociągiem, tej na takie przemęczenie umysłowe, że mózg jest w stanie tylko składać litery i odczytywać treść prostą, bez rozkminek intelektualnych. „Awaria małżeńska” przypomina licznie reprezentowane filmowe komedie amerykańskie w stylu nieoczekiwania zamiana ciał, żeby wejść w rolę swojego wroga, a dzięki temu zrozumieć go i na końcu pokochać. Tutaj dodatkowo mamy wątek stereotypowego obrazu matki Polski i jej niedojrzałego męża. W wyniku wypadku heroiczne matki muszą odpuścić, a zdziecinniali tatowie wydorośleć. I wszystko kończy się happy endem. W „Były sobie świnki trzy” jest trochę więcej śmiechu, dialogi są bardziej zabawne, inteligentniejsze, postaci bardziej charakterystyczne, a cała historia aspiruje do komedii kryminalnej w stylu Chmielewskiej. „Świnki trzy” ocenione zostały lepiej niż „Awaria”. Obie książki łączy to, że sprawiają wrażenie jakby wyszły spod pióra absolwentek kursu pisania lekkich powieści dla kobiet, idealnie nadających się do przeniesienia na ekran – et voilà, mamy kolejną polską komedię romantyczną z Tomaszem Karolakiem, Małgorzatą Sochą i Piotrem Adamczykiem.

Inspiracją do zaserwowanych potraw były „Były sobie świnki trzy”. Struna przygotowała świnię w trzech odsłonach, czyli grillowane paróweczki z bekonem, szaszłyki z boczkiem i suszoną śliwką oraz swojską kiełbasę. Autorstwa Struny była też trójskładnikowa sałatko-salsa. Błyskawica przyniosła ciasto drożdżowe z trzema rodzajami owoców. Królowa zrobiła trzyczęściową zupę: gazpacho plus warzywa do chrupania plus wędzony ser biały do posypania. Poldzia poszła na łatwiznę i kupiła batoniki „3bit”. Jedzono też ser grillowany, ale sposób przygotowania był chyba nieprawidłowy, bo efekt końcowy na talerzu daleki był od zdjęcia na opakowaniu.

Wieczór był chłodny, więc ognisko, rozpalone przez Pana Struna, pełniło funkcję nie tylko dekoracyjną, ale głównie grzewczą. Wspominano przeszłe wakacyjne klubikowe spotkania na działce Rodziców Struny. Zdano relację z wydarzeń z ostatnich dwóch tygodni. Omówiono samopoczucie psychiczne zebranych (najwięcej do powiedzenia miała Poldzia). Zaplanowano kolejne spotkanie (19 sierpnia), którego główną bohaterką kobiecą będzie dawno niewidziana Polanna, a książkową „Dom Holendrów” (kuchnia, wiadomo, holenderska).

W ciszy i spokoju zrelaksowano się i miło spędzono czas.

Do zobaczenia za miesiąc z hakiem!

k.










czwartek, 7 lipca 2022

Przypominajka przed „Awarią małżeńską” Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz oraz „Były sobie świnki trzy” Olgi Rudnickiej

 W codziennym zabieganiu, między odebraniem dziecka z przedszkola a pracą, wizytą u logopedy, rehabilitanta, dentysty czy kogo tam jeszcze a zakupami, między prasowaniem, sprzątaniem, gotowaniem obiadu, staniem w kolejce po cukier (a nie, nie, to już na szczęście przeszłość) a wizytą u kosmetyczki, manikiurzystki, wizażystki, kolorystki, pedikiurzystki i fryzjerki itd., itp. będziemy łapać oddech na omówienie „Świnek trzech”/”Awarii małżeńskiej”.

Widzimy się w sobotę o 17.00 w ogródku działkowym rodziców Struny.

niedziela, 26 czerwca 2022

"Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya


Protokół po "Nowym wspaniałym świecie" Aldousa Huxleya

Niech będzie chwała naszemu Lordowi Fordowi Najwyższemu!

Dzięki ci, Fordzie, że Uczestniczkom Spotkań Pod Pretekstem Książki dane było się zebrać w ten szczególny wieczór świętojański!

1. Obrady w szczuplejszym niż zwykle gronie dotyczyły jak zwykle książkowego pretekstu oraz życia w ogóle. W dużym skrócie można je podsumować stwierdzeniem, że Huxley 90 lat temu przewidział to, co się dzieje dziś i zapewne będzie pogłębiać w niedalekiej przyszłości. Opisywane przez niego warunkowanie, kastowość, uzależnienie od somy będącej źródłem błogości i ciągłego poczucia szczęśliwości mają miejsce i współcześnie, tyle że zamiast w Ośrodku Rozrodu i Warunkowania w Republice Świata człowieka warunkuje telewizja, reklama, moda, konsumpcjonizm, religia.

2. Idąc jednak pod prąd obowiązującym obecnie i w świecie wykreowanym przez Huxleya normom rozmawiano („Rozmawiać? Ale o czym? Chodzić i rozmawiać, co za osobliwy sposób spędzania popołudnia”), zachwycano się czerwcową przyrodą oraz zachowywano się nietypowo („nie ma potworniejszego przestępstwa nad nietypowe zachowanie”). Na przykład Kicia i Struna wskoczyły za Małym Lordem na trampolinę znajdującą się w Ogrodach Królewskich i (po raz pierwszy w życiu!) skakały, wyczyniając przy tym nawet akrobacje powietrzne (Kicia).  Przytoczono wiele fragmentów z niewielkiego objętościowo dzieła Huxleya – o tym, że „nasz świat jest inny niż świat Otella”, że sztuka i nauka to dziedziny życia od zawsze wzbudzające kontrowersje i wprawiające w niepokój decydentów, że „ludzie wierzą w Boga, gdyż zostali uwarunkowani na wiarę w Boga”.

3. W czasie spotkania zadano kłam jednej z tez Huxleya zawartej w „Nowym wspaniałym świecie”, która mówi o tym, że „nie konsumuje się wiele, gdy się siedzi i czyta książki”. Otóż te, co siedzą i czytają, i w dodatku o książkach rozmawiają, skonsumowały całkiem sporo z tego, co znalazło się na stole. Gastronomicznie tematem przewodnim była kuchnia nowa, futurystyczna, uzależniająca jak soma. Za przyczyną Kici doświadczono kulinarnego déjà vu, ponieważ przyniosła ona równie wyborną (a może nawet i jeszcze pyszniejszą) nową wspaniałą kapustę przyprószoną ciecierzycową somą, oblaną sosem na bazie tahiti i octu balsamicznego z granatem. Struna wyraziła pełną nadziei wizję żywności przyszłości: przygotowała wegańską sałatkę wiosenną z kiełkami fasoli mung i wędzonym tofu – według niej nowa wspaniała kuchnia powinna odejść całkowicie od spożywania zwierząt w jakiekolwiek postaci. Struna przyniosła też wegański serek z owoców nerkowca firmy Dwie Siostry, który z apetytem został zjedzony przez więcej niż dwie siostry w czytaniu. Huxley zainspirował Królową do przygotowania czegoś równie uzależniającego jak soma: upiekła intensywnie czekoladowe ciasto brownie, które zaserwowała z bitą śmietaną z mascarpone i sosem truskawkowym. Na stole pojawiła się też soma w postaci cukierków („Jeden sześcienny centymetr i znika ponury sentyment”). Do przekąszania były też pomidory z mozarellą i bazylią, arbuz, chrupki kukurydziane.

4. W rozmowie poruszono również tematy związane z dzisiejszą młodzieżą i różnicami międzypokoleniowymi. Przywołano postać znakomitej, niestety zapomnianej już pisarki i nauczycielki Janiny Barbary Górkiewiczowej. Dyskutowano kondycję edukacji publicznej. Omówiono z grubsza plany urlopowe. Z inicjatywy Małego Lorda zagrano w planszówkę „Grzybobranie” (Kicia nazbierała same muchomory). A we wspomnianych już Ogrodach leżakowano z nogami uniesionymi do góry, bujano się w hamaku ze wzrokiem utkwionym w dojrzewających jabłkach i gruszkach, podjadano maliny, wiśnie i świdośliwy. Napawano się długim wieczorem i wyborną pogodą. Gromadzono energię psychiczną przed mającymi nadejść za kilka miesięcy szarością, chłodem i beznadzieją.  

5. Iberyjskie jaskółki przyleciały z radosną wieścią o rychłym przyjeździe Polanny. W związku z tym rezerwujemy wstępnie trzeci weekend sierpnia na zorganizowanie klubiku książkowego (omawiany będzie „Dom Holendrów”), aby Polanna mogła w nim uczestniczyć. W lipcu natomiast Uczestniczki zbiorą się w drugi piątek miesiąca, żeby ocenić „Awarię małżeńską” Nataszy Sochy i Magdaleny Witkiewicz, ewentualnie „Były sobie świnki trzy” Olgi Rudnickiej – obowiązywać będzie kuchnia potrójna (bo świnki trzy) lub po-trujna (bo o truciu też tam była mowa). Miejsce spotkania zostanie potwierdzone bliżej terminu, w grę wchodzi działka u Rodziców Struny.

Niech Ford będzie z Wami!

k.










środa, 22 czerwca 2022

Przypominajka przed "Nowym wspaniałym światem" Aldousa Huxleya

W dzień zakończenia roku szkolnego 2021/2022 odbędzie kolejne spotkanie dyskusyjnego klubiku. Przedmiotem obrad będzie futurystyczna, wizjonerska, przyszłościowa książka „Nowy wspaniały świat”.

Do zo!

środa, 25 maja 2022

"Chrobot" Tomasza Michniewicza


 Protokół po "Chrobocie" Tomasza Michniewicza

Saluton!*

W ogóle to Kicia myślała, że omawiany będzie „Nowy wspaniały świat” (tak to jest, kiedy się czyta co drugie zdanie i słucha brzuchem zamiast uchem) i w związku z tym przyniosła potrawę futurystyczną, ale prędko dorobiła do niej nową bajkę i ciecierzyca  la soma sprytnie wpisała się w gastronomiczną cześć wieczoru poświęconemu „Chrobotowi” Tomasza Michniewicza.

1. Prawie cały czas słuchano muzyki z Zimbabwe. Według Juanity z Kolumbii „słuchanie muzyki jest jak czytanie książki. Wpływa na ciebie, oddaje nastrój, kształtuje myśli, przynosi obrazy. Muzyk zasiewa w tobie ziarno swoich emocji, które może potem kiełkować”. Emocje - książka wieczoru wzbudziła ich sporo, więcej, niż można by się spodziewać. Najbardziej rozemocjonowana była Królowa, która przez 2 tygodnie „trawiła” zapiski Michniewicza z rozmów przeprowadzonych z przedstawicielami siedmiu, bardzo różnych od siebie, krajów. Pierwsze wrażenia Królowej to bezsilność, bezradność, wstyd z powodu bycia mieszkanką bogatego kraju, bycia częścią Świata Zachodniego, z powodu posiadania więcej, niż milionom ludzi potrzeba do życia. Po jakimś czasie nieoczekiwanie pojawiła się złość na autora „Chrobotu”, że napisał książkę, która wpędza czytelnika w poczucie winy, że celowo pokazał mieszkańców Europy i USA jako uprzywilejowanych, w lepszej pozycji. Michniewicz wprost pisze, że każdy z nas, czytelników w węższym ujęciu, ludzi Zachodu w szerszym, przyczynia się do katastrofalnej sytuacji w krajach Trzeciego Świata. Ale są tu jeszcze dwie kwestie. Pierwsza, Michniewicz nie pisze o wysokiej cenie, którą Europejczycy czy Amerykanie płacą za bycie mieszkańcem kraju bogatego. A to są choroby cywilizacyjne, stres, zawały wywołane pogonią za pieniądzem (pogonią niejako mu narzuconą), samotność, choroby psychiczne z depresją na czele, zatracenie umiejętności przeżycia w zetknięciu z prawdziwą naturą – obowiązkowy udział w peletonie, w którym być może wielu nie chciało startować. Druga, „Chrobot”, z pozoru reportaż obiektywnie pokazujący różne oblicza współczesnego życia na świecie, jest jednak nacechowany perspektywą europejską – opis sytuacji w Ugandzie, Zimbabwe, Kolumbii czy Indiach narzuca ocenę zachodnią, wzbudza współczucie wobec osób żyjących za kilka dolarów miesięcznie, nie mających dostępu do edukacji czy śpiących na glinianej podłodze w namiocie z kartonów czy szmat. A jak tę książkę odebraliby mieszkańcy tych krajów? Czy oni również myśleliby o życiu w swoim kraju ze współczuciem? A może z poczuciem winy, że, choć biednie, i tak mają lepiej niż ludzie z Japonii, Finlandii czy USA?

2. W czasie rozmowy pojawiły się pytania o to, co można zrobić, czy ma się wpływ na los dziecka w Indiach czy Ugandzie? Padło pytanie, czy w jakiś sposób „Chrobot” zmienił życie jego autora? Stefę najbardziej zainteresował wątek modeli wychowania  - w każdym zakątku świata perspektywa na dziecko, na zapewnienie mu warunków rozwoju i przygotowanie do życia, jest inna. Stefa nie oceniała, gdzie dzieciom jest lepiej, ale spostrzegła, że coś, co w Polsce byłoby uznane za niewydolność wychowawczą czy zbytnie narażanie dziecka na niebezpieczeństwo, gdzie indziej jest normą i najwłaściwszym przygotowaniem do życia. Strunę najbardziej ujęła historia japońskiej nauczycielki. Początkowo niektórym przeszkadzała formuła książki: historie o kolejnych bohaterach wymieszane, poprzeplatane, utrudniające szybkie zorientowanie się w akcji. Ale z biegiem czytania wszystko zaczęło się składać w jeden obraz.

3. Dużo rozmawiano o naszych czasach, czyli współczesności, o konsumpcjonizmie, o materializmie, o dominacji pieniądza, o polityce opartej na wyzysku najbiedniejszych, o współczesnym nieustannym zaspakajaniu przerośniętych, wmówionych potrzeb. Zastanawiano się, co robimy lub co możemy zrobić, żeby wyjść ze spirali kupowania, używania (nie zużywania), wyrzucania, i znowu kupowania w ilości większej, niż naprawdę potrzeba. Wysnuto wnioski, że świata nie zmienimy, ale takie książki jak „Chrobot” pomagają w budowaniu świadomości, w autorefleksji na temat tego, że, być może w sposób niezależny od nas, jednak uczestniczymy w procesie bogacenia się bogatych i biednienia biednych. I nie o zrównanie tych nierówności tu chodzi, ale o świadomość ich istnienia. W „Chrobocie” jest napisane: „Jedni potrzebują, inni chcą pomóc, ale ktoś po prostu zarabia na tym pieniądze”.

4. Z dalekich krajów przeniesiono się na rodzime podwórko. Mówiono małych i dużych troskach domowych, o tym, że młodsze Poldziątko właśnie wkracza w dorosłość, o pociesznym wnuczęciu Błyskawicy. Stefa zaczęła interesujący temat: obserwując jedną ze scenek rodzajowych z udziałem swoich rodziców, zadała sobie pytanie, co ma po mamie. Odpowiedź na to pytanie znalazła, ale może warto na kolejnym klubiku poprosić pozostałe Uczestniczki o udzielenie informacji, co mają po swoich mamach.

5. Nie zabrakło tematów mniej poważnych. Poldzia opowiedziała o tym, w jak niedoskonałym stanie dostarczyła Poldziątku urodzinowy tort. Ważną rolę w jej zabawnych opowieściach udział wzięły również parówki. Błyskawica i Poldzia zdały relację z pewnego wyjazdu do SPA, w którym skorzystały z pakietu relaksacyjnego dla par.

6. Na osobny akapit zasługuje informacja o likwidacji sklepu, w którym wszystkie Uczestniczki zaopatrywały się w rewelacyjne majtki (jedne z nich, czerwone, były w przeszłości prezentem ofiarowanym przez Poldzię pozostałym Uczestniczkom). Zazdrośnie patrzono na te, które wcześniej zapobiegawczo zdążyły się w owym sklepie zaopatrzyć w odpowiednią ilość bielizny.

7. Jedzono potrawy z krajów opisanych w „Chrobocie”. Kicia naprędce przypisała huxleyowską somę z młodą kapustą do Indii, wszak ciecierzyca w kuchni hinduskiej jest powszechna. Zaserwowane przez nią danie wyróżniało się olbrzymią oryginalnością i po degustacji stwierdzono, że może zostać podane powtórnie na kolejnym spotkaniu książkowym. Struna oddała kulinarny hołd Kanae Takasaki z Tokio – przygotowała pyszne okonomi yaki. Stefa przyrządziła rybę po japońsku, aka po holendersku, aka po portugalsku (pomieszanie krajów jak w „Chrobocie”). Królowa zrobiła afrykańską pożywną zupę fistaszkową i amerykańskie strasznie słodkie i strasznie tłuste (2,5 kostki masła!) nanaimo bars, czyli czekoladowe batoniki domowe. Błyskawica przyniosła lody. A Poldzia, z racji tego, że książki nie przeczytała, przyniosła zupę „nic”, która wniosła wakacyjną świeżość i owocową lekkość. O dziwno na stole nie pojawił się rolex, czyli znany w Afryce płaski omlet z warzywami zwijany w rulonik – rolled eggs.

8. Wstępnie rozmawiano o konieczności ustalenia formuły wspólnego klubikowego świętowania urodzin. Dyskusję postanowiono kontynuować w mediach społecznościowych z udziałem wszystkich jubilatek czerwcowo-lipcowo-sierpniowych. Padło również hasło miejsca kolejnych spotkań. Przypomina się, że w tej kwestii nikt monopolu nie ma, więc spotkać można się u tego, kto wyrazi chęć goszczenia u siebie rozgadanej i często rozchichotanej, a bywa, że i pod wpływem alkoholu, grupki pań w średnim wieku.

9. W dzień zakończenia roku szkolnego Uczestniczki znowu się zbiorą, żeby omówić „Nowy wspaniały świat” Huxleya. Obowiązywać będzie kuchnia nowa, poprawiająca nastrój.

10. Podczas rozmów Uczestniczek Mały Lord siedział sobie na podłodze, bawił się klockami, układał puzzle, od czasu do czasu spróbował czegoś z klubikowego stołu. Dziecko – spokojne, bezpieczne, radosne. Otoczone kochającymi Rodzicami, Ciociami, bookdogami i bookkotem. Dziecko mające więcej niż jedną parę butów i więcej niż jedną książkę. Być może nie będzie nadużyciem porównanie Spotkań Pod Pretekstem Książki do ugandyjskiej wioski Marggie, w której „wszyscy sobie zawsze pomagali. Razem mają akurat tyle, żeby sobie jakoś poradzić (…). W takich wioskach dorastasz wiedząc, że nie żyjesz sam, a wśród innych. Trzeba być razem, bo warunki ciężkie, nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Bez innych może sobie w ogóle nie poradzisz. Gdy się dzieje źle, ta świadomość przynosi dużą ulgę. Nie musisz być przez cały czas samowystarczalny, zawsze masz na kogoś liczyć”.

Życząc sobie znalezienia fińskiego poczucia stanu sielunrauha, żegnamy się do następnego spotkania za miesiąc.

k.

*Saluton! (esperanto) – Cześć!