wtorek, 20 sierpnia 2019

"Kwiat wiśni i czerwona fasola" Duriana Sukegawy


Okładka książki Kwiat wiśni i czerwona fasola Protokół po "Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli" Duriana Sukegawy


Cześć!
Na początku uprasza się o wybaczenie zwłoki w dostarczeniu spostrzeżeń pisemnych po sierpniowym Spotkaniu Pod Pretekstem Książki. Opóźnienie to spowodowane było stanem szoku, w jakim od ubiegłego piątku trwała protokolantka. Przyczynę szoku wyjaśniają poniższe zapiski.

1. Po raz pierwszy Spotkanie nie miało miejsca ani w lokalu mieszkalnym którejś z Uczestniczek, ani na działce rodziców Struny. Tym razem Uczestniczy spotkały się w lokalu gastronomicznym, a nawet dwóch lokalach gastronomicznych, czym wpisały się w miejscowy klabing. W planowanie spotkania wtajemniczone były wszystkie Uczestniczki oprócz Królowej, która tego wieczora była nie dość że zaskoczona, to i rozpieszczana emocjonalnie, prezentowo i kwiatowo przez pozostałe panie. Swój urodzinowy podarunek odebrała też Gazela. Niewielkie rozmiary zajmowanych stolików zmusiły Uczestniczki do głębszego niż zwykle spojrzenia w oczy czy skomentowania wcześniej niezauważonych elementów fizis – na przykład Królowa, wcale nie zamroczona alkoholem, pewną wypowiedź Poldzi zrozumiała najpierw jako „cieciurki”, potem „ziemiórki”, ale w końcu ustalono, że chodzi o trzy dziurki w uchu Królowej. Spożyto pizzę w trzech odsłonach i ciasta tortowe, wypito herbatę, kawę, wodę, wino, sok, a żadna z tych rzeczy nie stała nawet obok wiśni czy czerwonej fasoli. Z tego też powodu postanowiono, że na spotkanie za miesiąc (27 września) Poldzia upiecze fasolowe brownie, Królowa podejmie próbę zrobienia dorayaki, a pozostałe Uczestniczki również postarają się przynieść coś wiśniowego, coś fasolowego lub coś wiśniowo-fasolowego. Książką towarzyszącą temu menu będzie „Purezento” Joanny Bator.

2. Mimo tego, że nie było zbyt sprzyjającej atmosfery do analitycznego zagłębienia się w „Kwiat wiśni i czerwoną fasolę” Sukegawy, wymieniono się kilkoma spostrzeżeniami. Próbowano wytłumaczyć tym, które twierdziły, że książka jest po prostu nudna (jak można było przewidzieć, tą, która określiła „Kwiat...” jako nudny, była Poldzia), na czym może polegać jej urok. Doceniono poruszenie przez autora mało znanego tematu dyskryminacji i piętnowania w Japonii trędowatych aż do lat 90-tych XX wieku. Próbowano doszukać się elementów Zen w opisach przygotowywania an, czyli pasty do deseru dorayaki. Rozmawiano o opisywanym przez Sukegawę uwięzieniu człowieka na samym początku jego dorosłego życia i o znalezieniu wolności mimo otaczających murów, zakazów i piętnowania. Stwierdzono, że przedstawioną przez autora receptą na uzyskanie wolności jest miłość i odnalezienie w sobie i oddanie się pasji, zainteresowaniom czy choćby wykonywanie pożytecznej pracy, której efekty są potrzebne innym (jedna z bohaterek książki, Tokue, mówi: „Przyrządzanie słodkości dla przepełnionych smutkiem ludzi trzymało mnie przy życiu”). To książka o powstawaniu z trudnej przeszłości i o drodze, jeśli nie od razu do szczęścia, to przynajmniej do życia w akceptacji swoich błędów i porażek.

3. Zastanawiano się, czy „rozwleczenie” książki nie wynika przypadkiem z tłumaczenia na nasz język. Bo skoro tytuł oryginału to „An”, a na rynku polskim książka ukazała się ona jako „Kwiat wiśni i czerwona fasola” (czyli literowa proporcja oryginalny tytuł–polski tytuł wynosi 2:25), to być może lektura, którą czytałyśmy, licząca u nas 174 strony, oryginalnie ma ich 15? Stwierdzono, że „Kwiat wiśni...” dałoby się streścić do kilkunastu stron i wtedy czytałoby się to z dużo większym zaciekawieniem.

4. Utyskiwania niektórych na treść książki wieczoru nie przeszkodziły w przytoczeniu kilku bardziej interesujących i wartych przemyślenia wątków i fragmentów. Większość złotych myśli autora wypowiada 76-letnia, mocno doświadczona przez życie Tokue, która twierdzi na przykład, że „Wszystko trzeba robić porządnie od początku do końca, inaczej zmarnujemy tylko czas, który już włożyliśmy w pracę”. Zamknięta w ośrodku dla trędowatych Tokue w przeszłości myślała o samobójstwie, lecz „Wierzyłam, że przychodzimy na ten świat po to, aby pracować na rzecz ludzi i świata”. Tokue mówi, że „Urodziliśmy się, aby oglądać świat, aby go słuchać. On tylko tego pragnie. Skoro tak, może życie miało sens, nawet jeśli nie zostałam nauczycielką i nie pracowałam jak wszyscy”.

5. Przy okazji dyskusji o „Kwiecie wiśni...” Struna zdementowała podaną w przypominajce informację, jakoby zarekomendowanie tej książki do przeczytania i omówienia na klubiku było spowodowane jej (Struny) utożsamieniem się z jednym z bohaterów lektury. Niniejszym prostujemy: Struna poleciła tę książkę, bo widziała film nakręcony na jej podstawie, film się jej spodobał, więc postanowiła zakupić i przeczytać książkę, która też jej się spodobała.

6. Omawiano urlopowe wyjazdy – te już z przeszłości i te planowane na najbliższe kilka tygodni. Bardzo dużo czasu zajęły rozmowy na temat wychowywania dzieci i problemów z progeniturą w różnym wieku. Najbardziej ujęła wszystkich deklaracja jednego z Poldziątek, że w przyszłości chce być „dobrym człowiekiem”. Uczestniczki stosowały presję otoczenia na Królową, żeby zmobilizować ją do zaprzestania pewnych szkodliwych, ich zdaniem, praktyk matczynych celem rychłego powrotu do spożywania napojów wyskokowych, aby pewna z Uczestniczek (nie podaje się jej pseudonimu artystycznego, gdyż rzeczona Uczestniczka oburza się, że w protokołach jest piętnowana i że niesłusznie przypisuje jej się miano głównej alkoholiczki klubikowej) wreszcie miała towarzystwo do picia wina.

7. Tematem poruszonym na spotkaniu były niecne praktyki stosowane przez telemarketerów i przez manipulatorów – specjalistów od sprzedaży bezpośredniej na różnych pokazach i prezentacjach skierowanych głównie do osób starszych. Podzielono się również swoimi refleksjami i doświadczeniami związanymi z posiadaniem mającego już swoje własne rodziny rodzeństwa.

8. Wiele śmiechu wzbudziła zażarta dyskusja między Stefą a Gazelą na temat czytanej przez nie obie równolegle książki „Shantaram-tam-tam”. Obie interlokutorki od dłuższego już czasu nie mogą dojść do porozumienia, czy lektura ta jest nudna, rozwlekła i pozbawiona akcji, czy wręcz przeciwnie: fascynująca, głęboka i wciągająca. Być może spór rozstrzygnie Poldzia, mająca zamiar zapoznać się z tą książką podczas zbliżającego się wyjazdu wakacyjnego nad morze.

Taki oto mniej więcej przebieg miało sierpniowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki.
Widzimy się za miesiąc.
k.



wtorek, 13 sierpnia 2019

Przypominajka przed "Kwiatem wiśni i czerwoną fasolą" Duriana Sukegawy


Jeszcze nie kończymy wakacji, jeszcze udajemy się w podróż do Japonii, jeszcze będziemy się zastanawiać, co by było, gdyby nie znaleziono lekarstwa na trąd i co to znaczy spędzić całe życie za murami, w odosobnieniu.
Wypytamy również Strunę, co miała na myśli, mówiąc, że ta książka jest jakby o niej.
Wprawdzie sezon na wiśnie się już skończył, ale może wiśnia mrożona, w postaci dżemu, konfitury lub z kompotu też będzie dobra, żeby przygotować jakieś danie inspirowane książką Sukegawy. Fasoli czerwonej też na pewno nie zabraknie.
No to do piątku!

poniedziałek, 22 lipca 2019

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins


Protokół po "Dziewczynie z pociągu" Pauli Hawkins

Tuut-tuut!
KOLEJne Spotkanie Pod Pretekstem Książki odjechało w przeszłość. Spotkanie miało się odbyć w piątek, jednak Królowa niespodziewanie udała się w ten dzień w służbową podróż Pendolino. Pozostali uczestnicy z niezwykłą wyrozumiałością i elastycznością zareagowali na propozycję przesunięcia terminu spotkania na sobotę.

1. Gdy klubikowe grono było już w komplecie, jubilatce lipcowej -Stefie i zaległej jubilatce czerwcowej –Poldzi wręczono prezenty, wyściskano je, wycałowano i winszowano im wszystkiego co najlepsze.

2. Mimo tego, że na spotkanie nikt nie przybył koleją, nawiązujący do tytułu książki wieczoru temat pociągów był różnorodnie reprezentowany. Przede wszystkim lokal klubikowy był adekwatną ilustracją do powieści Pauli Hawkins: co i rusz za oknami przejeżdżały z głośnym trąbieniem osobowy, pospieszny i nawet Inter City, co wzbudziło w uczestnikach spotkania podejrzenia, że być może w którymś z tych jadących nieopodal pociągów regularnie podróżuje ktoś, kto stałych mieszkańców lokalu klubikowego obserwuje i wyobraża sobie ich codzienne życie. 

3. Książka wieczoru nas nie zachwyciła. To lekkie czytadło na czas przejazdu pociągiem właśnie. Poldzia, jako jedyna, czytała zarówno „Dziewczynę z pociągu”, jak i obejrzała nakręcony na jej podstawie film, i oceniła, że ekranizacja wypada dużo korzystniej, jest bardziej thrillerowata. Być może książka okazałaby się ciekawsza, gdyby autorka rozwinęła wątek psychologiczny związany z manipulowaniem głównej bohaterki, Rachel, przez jej byłego męża, Toma – Tom przez wiele lat wmawiał Rachel, że pod wpływem alkoholu była agresywna i nieobliczalna, i robił to na tyle sugestywnie, że Rachel wierzyła w to co mówił Tom i ufała mu bardziej niż sobie samej. Historia Rachel Watson wywołała zwierzenia, że lubimy zaglądać wieczorami ludziom przez okna do ich domów i w ten sposób niejako żyjemy przez chwilkę ich życiem, że podróżując koleją lubimy robić zdjęcia nieświadomym tego mieszkańcom domów położonych przy torach, którzy wykonują właśnie jakieś prace w ogródkach. Mimo niezbyt pochlebnych recenzji uczestników spotkania dla „Dziewczyny...”, Strunie udało się znaleźć w książce jeden zasługujący na uwagę fragment: „Lubiłam mieszkać przy torach”. 

4. Ciekawym aspektem spotkania okazała się jego oprawa muzyczna. Słuchano płyty Sade „Lovers rock” – muzyki nostalgicznej, kołyszącej się w metrum kół uderzających o tory, w sam raz na długie przejazdy osobowym. Był też Stone Gossard ze swoją płytą „Bayleaf”, który w dzień spotkania klubikowego obchodził swoje KOLEJne urodziny. Natomiast tak naprawdę ścieżką dźwiękową spotkania zapewnił sąsiad, Pan Czesiu, który na swoje imieniny zaprosił kolegów z miejscowej orkiestry dętej. Orkiestranci nie tylko jedli i pili na przyjęciu, ale przede wszystkim grali na swoich instrumentach, skutecznie zagłuszając sączącą się z głośników muzykę z płyt. Niestety, nie odśpiewano zbiorowo pieśni „Jedzie pociąg z daleka”.

5. Dodać trzeba, że wspomniany wyżej Stone Gossard został przywołany przez Strunę, która ujawniła, że jest on jej niedoszłym mężem. Wyznanie Struny wywołało lawinę wspomnień dotyczących gorących uczuć kierowanych do ówczesnych idoli i form, jakie ta niespełniona miłość przybierała. Najbardziej barwnie o swoim uwielbieniu dla Limahla opowiadała Poldzia. Poldzia zresztą, z ogromnym dystansem do siebie, rozbawiła towarzystwo do łez kilkoma historiami ze swojej przeszłości.

6. Ciekawie prezentowała się pociągowa kuchnia wieczoru. Stefa upiekła chlebek w kształcie wagonu, którego poszczególne fragmenty zjadało się poprzez wcześniejsze POCIĄGnięcie ich i oderwanie od całości. Przyniosła też POCIĄGającą herbatę „Hiszpańska mandarynka”. Królowa skorzystała z przepisów znajdujących się na stronie internetowej „Pociąg do kuchni” – przygotowała sałatkę z zieloną soczewicą, kalafiorem i łososiem oraz bezowe ciasteczka kokosowe. Poldzia zrobiła sałatkę „Wars”, której inspiracją było menu wagonów restauracyjnych Wars. Na stole była też domowa herbata „ice tea”, „wagonik” z kawałkami arbuza, „wagon” lodów (przyniosła Gazela) i śliwki suszone (przyniosła Struna), których nawiązanie do kolei było mocno NACIĄGane (trochę przypominały węgiel przewożony składem towarowym).

7. Po wymianie opinii między Gazelą i Stefą na temat lektury zaplanowanej na sierpień („Białe zęby” Zadie Smith) ustalono, że na następnym spotkaniu porozmawiamy o niedawno przeczytanej przez Strunę książce „Kwiat wiśni i czerwona fasola” Duriana Sukegawy. Kuchnia, co oczywiste, wiśniowo-fasolowa. Widzimy się 16 sierpnia.

Pa, pa, pa! Tuuuuut!
k.