niedziela, 15 maja 2016

"Zakonnice odchodzą po cichu" Marta Abramowicz

Zakonnice odchodzą po cichu - Abramowicz Marta Protokół po "Zakonnice odchodzą po cichu" Marty Abramowicz


Umiłowane Siostry i Bracia w czytaniu!


W porze, kiedy większość naszych rodaków (a zwłaszcza rodaczek) wierzących i praktykujących zbierała się wokół przydrożnych kapliczek, aby odśpiewać Litanię Loretańską, stali uczestnicy Spotkań Pod Pretekstem Książki w strojach ciemnych i skromnych zgromadzili się wokół stołu, aby łamać chleb (orkiszowy, upieczony przez Błyskawicę) i dzielić się wrażeniami z lektury książki Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu”.

1. Spotkanie rozpoczęło się od oprowadzenia zebranych po nowym lokalu – wrażenia i oceny były pozytywne, mimo że wciąż kilka elementów mieszkaniowych wymaga dopracowania i dopieszczenia (ze zrozumieniem przyjęto utrudnienia łazienkowe i na podwórku). Pan Rex pęczniał z dumy – zasłużenie, albowiem on to rękami swymi i siłami własnymi stworzył ten lokal. Przybyłe uczestniczki spotkania z życzeniami bujnego wzrostu i wydawania owoców wręczyły gospodarzom zachwycającą wierzbę skupioną (łac. salix integra) „Hakuro-nishiki” – gospodarze zostali poruszeni do głębi tym pięknym, symbolicznym darem. Na cześć gości i gospodarzy wypito szampana.

2. Struna rzekła, że z „Zakonnic…” nie dowiedziała się niczego, czego by wcześniej nie wiedziała. Jak się w trakcie wieczoru okazało, wyrażone opinie wszystkich uczestniczek zebrały się na zatrważający obraz kobiet, które zdecydowały się wstąpić do zakonu. Historie opisane w książce plus nasze własne doświadczenia czy znane osobiście przypadki pozwalają stwierdzić, że zakony żeńskie przypominają sekty (zwłaszcza w kontekście werbowania młodych dziewcząt), a powołanie, podążanie za wezwaniem bożym odbiega w rzeczywistości od ideałów – trudno jest czynić dobro będąc zakonnicą, bo najpierw trzeba być bezwzględnie posłuszną wobec matki przełożonej. W ramach lektury uzupełniającej Błyskawica zapoznała się z „Drewnianym różańcem” Natalii Rolleczek. A Poldzia, przy wsparciu Koraliny, opowiedziała o filmie „Niewinne”, przedstawiającym historię pewnych zakonnic tuż po drugiej wojnie światowej.

3. W tonie, który bez dwóch zdań nie spodobałby się księżom, a zwłaszcza proboszczom, dyskutowano o mężczyznach, wypełnianiu przez nich ról ojca i syna, i… męża lub partnera. Faceci – czasami bywają przydatni, ale generalnie to same problemy są z nimi. Oni, rzecz jasna, to samo twierdzą o kobietach. Niestety, kobiety bardzo często same są winne temu, jak traktują je mężczyźni. Kobiety same doprowadzają się do stanu przemęczenia, same podnoszą sobie poprzeczkę, pozwalają na bycie poniżaną, obciążają się nadmiernie – i po co? Nie wiadomo.

4. Zaraz po tym, jak Pan Rex opuścił lokal, uczestniczki spotkania wymieniły się swoimi sprawdzonymi sposobami na osiągnięcie celu w relacjach z mężczyznami, porównano skuteczność różnych odmian fochów, dąsów i awantur. Rozmawiano o płaczach do poduszki, trwających miesiąc cichych dniach, ale i o krzykach, prawie rzucaniu talerzami i nieodpartej pokusie spakowania rzeczy małżonka do czarnych worków i wystawienia ich za drzwi. W takim to dość wrogim wobec mężczyzn nastroju wystąpiono z propozycją sformułowania życzeń dla świeżuteńkiej mężatki, Polanny, jednakże wymowa tych życzeń („Coś ty zrobiła?!?”, „Nie trzeba od razu kupować krowy, żeby się napić mleka”) prawdopodobnie nie nastawiłaby Polanny zbyt optymistycznie do przyszłego wspólnego życia z jej Spaniardem. 

5. Bardzo dużo rozmawiano o lokalnych sposobach praktykowania wiary. Zastanawiano się, dlaczego Kościół rzymsko-katolicki w Polsce, a zwłaszcza w małych miasteczkach i na wsiach, tak znacząco różni się od Kościoła rzymsko-katolickiego na zachodzie Europy. Dyskutowano o wierze, pobożności, chodzeniu do kościoła, manipulacjach kościelnych wobec nieświadomych niczego dzieci. Struna u kresu wytrzymałości i cierpliwości opowiadała o kościelnych wymaganiach, pomysłach i wymysłach związanych z przystąpieniem do pierwszej komunii. Królowa, z racji bycia wielokrotną matką chrzestną, również miała co nieco do powiedzenia na temat pierwszej komunii mejd in Poland.

6. Poldzia i Błyskawica zdały relację ze stanu przygotowania do rychłego przystąpienia do biegu na królewskim dystansie 42,195 km. Poldzia, maratonka-debiutantka, była opanowana, pozytywnie nastawiona. Pomodlimy się za siostry nasze biegające, które będą się zmagać z bólem i zmęczeniem. Będziemy je wspierać duchowo w tym biegu wieńczącym miesiące treningów, pracy nad sobą, nieulegania grzechowi lenistwa. A za Strunę pomodlimy się w intencji przetrwania maratonu pierwszokomunijnego.

7. Sporo dyskutowano o współczesnej młodzieży, pierwszych miłościach progenitury (Poldzia) czy uzależnieniu od telefonów komórkowych dziatwy szkolnej (Struna).

8. Muzycznym tłem wieczoru były fragmenty Pisma Świętego ubrane w rockowe dźwięki przez zespół 2Tm2,3. Potem wysłuchano anielskiego głosu Antoniny Krzysztoń. Następnie z płyty „Grace” zabrzmiał Jeff Buckley, a z nabożnym skupieniem wysłuchano jego utworu „Hallelujah”. Wieczór zakończyła ścieżka dźwiękowa do filmu „Dead man walking”, w którym jedną z dwóch głównych postaci jest siostra Helen, grana przez Susan Sarandon.

9. Przed jedzeniem podziękowano Panu za jego hojne dary i poproszono o błogosławieństwo dla tych, którzy te dary przygotowali. Spożyto, oprócz wspomnianego już chleba orkiszowego,  kuleczki winogrona i melona, które, misternie ułożone w misie przez Poldzię, przypominały koraliki różańca. Na cześć jednej z bohaterek „Zakonnic…”, umartwiającej się za wyimaginowane grzechy jedzeniem cebuli, przygotowano pieczone cebule faszerowane kaszą z pieczarkami. Z cebulkami bardzo współgrała musztarda Rajska. Zgodnie z przepisem gotującej siostry Anastazji przyrządzono roladki naleśnikowe. Struna przyniosła Pastylki Niebiańskie ze Spiżarni Benedyktyńskiej. Było też ciasto Pokusa: warstwa wierzchnia przypominała zakonny habit, pod nią cielesna czerwona warstwa truskawkowa, przez która trzeba było się przedrzeć, żeby dotrzeć do niebiańskiej warstwy kokosowej. Raczono się miodem pitnym z Piwnicy Klasztornej. Niestety, nie udało się zdobyć wina mszalnego.  

10. Kolejne spotkania kongregacji czytających kobiet odbędzie się w sobotę 18 czerwca, a obecność swoją zapowiedziała już mazowiecka Pejo. Czytamy „Szeptuchę” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Kuchnia ziołowa. Albo staropolska. Albo wiedźmowata (przypomina się, że jaszczurki, ropuchy i krety są pod ochroną).

11. Za oknem bosko piękny bażant przechadzał się majestatycznie, mimo ponurej aury blaskiem wielkości Stwórcy wszystkimi odcieniami zieleni jaśniała wiosna, a bracia nasi mniejsi Grudosława i Azoriusz jak zwykle cieszyli się z obecności swoich ulubionych czytających, miziających je sióstr. Stokrotne dzięki za wspólnie spędzony w jedności duchowej wieczór.

Niech book będzie z Wami!
Amen!
k.

wtorek, 10 maja 2016

Przypomniajka przed "Zakonnice odchodzą po cichu" Marty Abramowicz



W 99. rocznicę pierwszego objawienia w Fatimie spotykamy się, żeby w naszej czytelniczej kongregacji odmówić /omówić majówkę, potem na nieszporach porozmawiamy o szparagach i porach, potem będziemy już kompletnie gotowe na kompletę, a jeśli rozmowy przeciągną się, to zaśpiewamy jutrznię: Witaj, majowa jutrzenko! Będzie Godzina Czytań! A nawet wiele godzin! O czytaniu i o książkach. I o innych ważkich sprawach. Czyli po raz kolejny złączymy się w duchowej siostrzanej jedności.
Wszystkie gwiazdy na niebie mówią, że będzie angażująca emocjonalnie dyskusja.
Uwaga! Zmiana lokalu! Z celi na wysokościach przenosimy się do pomieszczenia z widokiem na łąki umajone, góry i doliny zielone.
Z bookiem!

wtorek, 19 kwietnia 2016

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote

Śniadanie u Tiffany'ego - Capote TrumanProtokół po "Śniadaniu u Tiffany'ego" Trumana Capote'a















Śniadanie niepostrzeżenie przemieniło się w kolację, wieczór w kolejny ranek, a piątek we wtorek – panta rei, ale protokół wreszcie został napisany.

 1. Kwietniowym pretekstem było „Śniadanie u Tiffany’ego” Trumana Capote’a lub Capotego – Struna sprawdziła: obie wersje są uważane za poprawne. W czasie swych poszukiwań Struna odkryła, że Capote jest nazwiskiem przybranym pisarza Trumana Streckfusa Personsa.

2. Już na samym początku okazało się, że przeczytać „Śniadanie…” można na różne sposoby. Otóż trzeba najpierw zaznaczyć, że zdecydowana większość uczestników spotkania miała do dyspozycji wydanie tej książki zawierające, oprócz opowiadania tytułowego, trzy inne: „Dom z kwiatów”, „Brylantowa gitara” i „Bożonarodzeniowe wspomnienie”. I tak: Struna i Koralina przeczytały tylko „Śniadanie…”. Poldzia przeczytała wszystkie cztery opowiadania, jednakże potraktowała je jako całość i z niemałymi trudnościami próbowała znaleźć w nich wątki wspólne – nie udało się jej to, osiem stron przed końcem książki doszła do wniosku, że to są cztery różne historie, które należy traktować oddzielnie. Królowa również przeczytała cały zestaw opowiadań, potraktowała je indywidualnie, co więcej, zaleciła Koralinie i Strunie zapoznanie się szczególnie z „Domem z kwiatów” (ze względu na obecność elementów wiedźmowatej staruchy Bonaparte) oraz z „Bożonarodzeniowym wspomnieniem” (ze względu na świąteczne menu, na które składały się między innymi smażone wiewiórki). Błyskawica była w posiadaniu egzemplarza zawierającego wyłącznie „Śniadanie…”, dzięki czemu nie wprowadziła żadnego zamieszania w dyskusję o tym, co trzeba było przeczytać, mając na myśli „Śniadanie u Tiffany’ego” Capote’a. 

3. Porozmawiano o bohaterach „Śniadania…”, jednak bez większych emocji. Holly, centralna figura opowiadania, „bajerantka”, „znana pięknotka”, „sławna postać w światku kawiarnianej cyganerii” wzbudza smutek i współczucie z powodu jej telepki (depresji), strachu przed przywiązaniem się do kogoś, ze względu na jej nieumiejętność pokochania i pozwolenia na pokochanie przez innych. Spodobało nam się sformułowanie odnoszące się brylantów, których noszenie przed czterdziestką, według Holly, „jest takie kiczowate, a nawet potem to ryzyko”. Bo „brylanty dobrze wyglądają tylko na rzeczywiście starych kobietach. (…) Zmarszczki i gnaty, białe włosy i brylanty: nie mogę się doczekać”. No cóż, uczestniczki z trochę większą wstrzemięźliwością patrzą na swoją starość (może dlatego, że nie zapowiada się, aby w czasie tej starości stać nas było na noszenie biżuterii z brylantami).

4. Bardzo ciekawą postacią była koleżanka Holly, Meg, która była tak brzydka, że aż piękna, i z tą swoją brzydotą się obnosiła, zrobiła z niej atut. Królowa postanowiła wziąć z niej przykład.

5. Struna rzekła, że chciałaby zdobyć i przeczytać inne opowiadanie Capote’a „Harfa traw” – ze względu na pięknie brzmiący tytuł, który zainspirował zespół Ścianka do nazwania tak jednego ze swoich utworów muzycznych. Okazuje się, że zainspirowanych jest więcej – właściciele pewnego gospodarstwa ekologicznego i producenci zdrowej żywności także użyli tego tytułu. Czując pismo nosem, Poldzia przyniosła ekologiczne ciasteczka ryżowe, kukurydziane i gryczane, które, zgodnie z jej wyjaśnieniem, pewne osoby jedzą na śniadanie.

6. W temacie śniadania: Pan Rex z trzęsącymi się uszami spałaszował na śniadanie jajecznicę z pięciu jaj na bekonie. Pozostałe uczestniczki spotkania wieczorem zjadły z jeszcze większym smakiem przygotowaną przez Błyskawicę jajecznicę z jaj od swoich własnych kurek z baleronem (jajecznica była z baleronem, a nie własne kurki). Pozostałe elementy menu przedstawiają się następująco: bułeczki z ciekawym wnętrzem na ciepło, sandwicze z szynką i serem opiekane w przyniesionej przez Strunę przeznaczonej do tego maszynie, kanapki wiosenne, do chrupania poduszeczki z nadzieniem nugatowym (zwykle zalewane mlekiem), selekcja serów, muffinki i wspomniane wyżej ciasteczka ryżowe. Polskim zwyczajem pito herbatę, a amerykańskim sok pomarańczowy. Struna przyniosła ozdobionego świeżymi niezapominajkami szampana, którego podobno pija się w Nowym Jorku na śniadanie, jednak w trakcie rozmowy ustalono, że za miesiąc będzie lepsza okazja do spożycia szampana – Błyskawica i Poldzia staną na linii startu w biegu na królewskim dystansie i, jeśli dotrą do mety, będzie to fantastyczny powód do celebracji.

7. O ostatnich wyczynach biegowych Poldzi i Błyskawicy mówiono sporo, dziewczyny są w niebywałej formie, robią „życiówki”, tryskają energią. Królowa im ewidentnie zazdrości i boleje nad utratą tężyzny fizycznej, zaczęła więc znów truchtać, a przy okazji wciąga nieletniego jeszcze Azoriusza na ścieżkę uzależnienia biegowego – bookdog Azoriusz zapowiada się na niezłego maratończyka.

8. A tak w ogóle to Azoriusz zmienił płeć i jest teraz, razem z Grudosławą, dżendersem. Poddanie się dzień wcześniej zabiegowi, nie przeszkodziło Azoriuszowi w łażeniu po suficie prawie, a po plecach i brzuchach uczestników spotkania na pewno. Uczestnikom spotkania zaleca się trening asertywności, gdyż obecnie zdecydowanie brakuje im stanowczości w odmawianiu przyjmowania psiej czułości i nachalności.

9. Z wielkim ożywieniem przyjęto wiadomość o zbliżającym się zamążpójściu naszej zhiszpaniałej Polanny, której już zapowiedziano, że podczas któregoś z wakacyjnych spotkań książkowych zorganizowany zostanie dla niej wieczór panieński (bez obaw, Polanno, nie będzie występu czipendejlsów, a gołymi genitaliami świecić jedynie będzie wykastrowany Azoriusz).

10. Z uwagi na obecną porę roku (wiosna) rozmawiano na temat roślinności w ogrodzie, na balkonie i w domu. Dzielono się swoimi sukcesami i porażkami na polu botanicznym oraz bardziej lub mniej skutecznymi metodami w postępowaniu z kwiatami, które odmawiają prawidłowego wzrostu i rozrostu – Poldzia posuwa się nawet do obrzucania obelgami i zastraszania roślin, które dziadzieją. Koralina natomiast poddała się już jeśli chodzi o hodowlę storczyków – współczujemy jej, że wszystkie orchidee w jej rękach padają bezpowrotnie w florystyczny niebyt.

11. Przy okazji snucia opowieści na temat rozmów z nastolatkami o seksie (może nawet deprawowaniu ich w tym zakresie) Poldzia tak bardzo rozwijała wątki poboczne, że aż się jej piękny poemat dygresyjny stworzył.

12. Struna obwieściła, że we wrześniu w Krakowie zagrają nasi ulubieńcy z grupy muzycznej męskiej – Kings of Leon. Niestety, wygląda na to, że koncert jest poza naszym zasięgiem finansowym. Kupno książek pochłania znaczną część naszych skromnych pensyjek. Chyba że rząd przyjmie wypływający coraz częściej z kręgów czytelniczych postulat, że skoro zasiłek 500+ złotych ma zachęcić Polaków do większej prokreacji, to, wobec ostatnich doniesień o nieczytających 63% społeczeństwa, obywatele powinni dostać 500 złotych na zakup książek, żeby zwiększyć poziom czytelnictwa w kraju.

13. Jednym z ostatnich tematów wieczoru była rychła zmiana lokalu -  od maja uczestnicy spotkania będą mieli dużą przestrzeń i niepowtarzalne widoki za oknem. Transport w obie strony zapewniony.

14. Przy okazji kolejnej już weryfikacji listy lektur na ten rok Poldzia odkryła, że zakupiona przez nią „Szeptucha” wcale nie jest tą „Szeptuchą”, którą postanowiono przeczytać i omówić na spotkaniu czerwcowym. Wobec tego Poldzia kupi jeszcze jedną, tę uzgodnioną „Szeptuchę”, dokona analizy porównawczej i przedstawi nam wyniki swojej pracy. Tymczasem kolejne spotkanie odbędzie się 13 maja, a jego głównym tematem literackim książka Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu”. Kuchnia zakonna lub księżowska. Nie, jednak nie księżowska – ze względu na dbałość o figurę jednak kuchnia zakonna.

Au revoir, jak powiedziałaby Holly Golightly.
Votre k.

środa, 13 kwietnia 2016

Przypominajka przez "Śniadaniem u Tiffany'ego" Trumana Capote



Przypominamy, zapraszamy, już się cieszymy na kolejne spotkanie książkowe. 
Jedząc wieczorne śniadanie lub śniadaniową kolację, porozmawiamy sobie o: Trumanie Capote, Holly Golightly, Tiffanym, Audrey Hepburn i pewnie jeszcze paru postaciach z dziejów amerykańskiej literatury, filmu i życia publicznego.
Ustalimy też (Struna, liczymy na Ciebie), jak to z odmianą nazwiska Capote w końcu jest.
Piątek, w okolicach godziny 17.00, w stałym lokalu.

poniedziałek, 21 marca 2016

"Astrid Lindgren" Margareta Strömstedt



Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości - Stromstedt Margareta Protokół po "Astrid Lindgren" Margarety Strömstedt


Halli-dajen halli-dalli-da!
Tym zawołaniem Emila ze Smalandii zaczyna się pisemne sprawozdanie z przebiegu wieczoru poświęconego wzmacnianiu relacji międzyludzkich za pomocą rozmów o literaturze, spożywania pokarmów oraz napojów wysko i niewyskokowych.

1. ”Astrid Lindgren” pióra Margarety Strömstedt była pięćdziesiątym pretekstem do spotkania – jubileusz ten uczczono pojedynczym wystrzałem korka z butelki (połączonym z niekontrolowanym a obfitym wyciekiem bąbelkowego płynu z tejże butelki) oraz wychyleniem kielichów zawierających szampan Piccolo o smaku brzoskwiniowym.

2. Książka wieczoru jest o kobiecie niezwykłej – o tej, która do końca swojego długiego życia zachowała w sobie Dziecko: z jego radością, spontanicznością, otwartością na świat. Astrid kochała dzieci, doskonale je rozumiała. I miała sprawdzoną, prostą receptę na udane dzieciństwo: wolność i bezpieczeństwo. Ho! Ho! Tak! Tak!

3.  Poldzia książki nie przeczytała. Błyskawica nie doczytała do końca. Koralina przeczytała, ale nic jej się nie podobało – ani sama Astrid (którą określiła jako zdziecinniałą babcinkę, włażącą na drzewa bez baczenia na ryzyko upadku i złamania biodra), ani żadna z postaci stworzonych przez Astrid (zwłaszcza ten rudzielec Pippi; Królowa usiłowała namówić Koralinę do lekkiego polubienia Pippi choćby za jej dewizę życiową ”Nie martw się! Zawsze dam sobie radę!”, która bliska jest przecież prezentowanej na co dzień przez uczestniczki Spotkań postawie życiowej). Błyskawica i Koralina określiły klasyczne ”Dzieci z Bullerbyn” jako nawiną, mającą niewiele wspólnego z rzeczywistością, zbyt idealistyczną historyjkę. Trudno było przekonać te dwie rozmówczynie, że Lindgren była wielką osobowością, a jej utwory genialne. Struna i Królowa na szczęście już wcześniej wymieniły opinie o życiu i twórczości bohaterki książki Strömstedt i obie były zgodne, że powieści dla dzieci i młodzieży napisane przez Astrid trzeba czytać od kołyski po grób, bo tematy w nich poruszane są uniwersalne, wiecznie aktualne i stanowią dobry kierunkowskaz dla rodziców chcących lepiej zrozumieć i bardziej kochać swoje dzieci. 
 
4. Struna i Królowa solidnie zgłębiły temat: wirtualnie pospacerowano po mieszkaniu Astrid, wysłuchano audycji radiowej poświęconej pisanym przez nią dziennikom, odświeżono sobie lub przeczytano po raz pierwszy kilkanaście tytułów z długiej listy książek napisanych przez Astrid.
Suma summarum nie poddano się negatywistyczno-pesymistycznej atmosferze roztaczanej przez Koralinę (znamy już źródło tej atmosfery i, alleluja!, to da się leczyć!) – omawiana przez nas biografia Lindgren pokazuje pisarkę, której twórczość trzeba znać.

5. Na cześć jednej ze stworzonych przez Astrid postaci, Pippi Pończoszanki, Struna założyła dwie różne skarpety: jedną szarą, jedną brązową (lub czarną – przyćmione światło w lokalu utrudniało identyfikację).

6. Książka wieczoru była przyczyną dyskusji o charakterze wspominkowo-terapeutycznym dotyczących mniej lub bardziej szczęśliwego czy mniej lub bardziej traumatycznego dzieciństwa poszczególnych uczestników spotkania oraz poszczególnych rodziców poszczególnych uczestników spotkania. Wszystkich poruszyło wyznanie Poldzi, która w dużych emocjach opisywała swoje rokroczne rozczarowania związane z prezentami otrzymywanymi od św. Mikołaja, które nigdy nie były tym, o czym Poldzia marzyła i co dokładnie opisywała w listach do świętego (czarę goryczy przelała paczka, w której wśród wielu nieatrakcyjnych dla dziecka rzeczy, były kilogramowa torebka cukru i kilogramowa torebka mąki). Dość zaskakiwał fakt, że otrzymywane przez niektórych z nas w dzieciństwie w ramach prezentu książki często były przyjmowane ze smutkiem, złością czy rozgoryczeniem – to, jak dobrze!, się radykalnie zmieniło w dorosłym życiu.   

7. Uczestnicy spotkania dzielili się swoimi troskami z obszaru zawodowego – Koralina opisywała swoje bieżące wstrząsające przygody i inne doświadczenia w pracy z klientem trudnym, a przepracowana ostatnio Błyskawica gratisowo udzielała porad fiskalnych.

8. Bardzo dużo rozmawiano o książkach – o nowościach na rynku wydawniczym, o książkach z dzieciństwa i z młodości, o antykwariatach i księgarniach internetowych. Po raz kolejny zmieniono tytuły na liście książkowych pretekstów na najbliższe miesiące. Omówiono opublikowane niedawno wyniki badań dotyczących czytelnictwa w Polsce – początkowo z przerażeniem przyjęto informację o tym, że w ubiegłym roku 63% Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Potem, gdy zgłębiono metodę przeprowadzenia tych badań, stwierdzono, że nie tylko ilości przeczytanych przez nas książek, ale i mnogość blogów i portali internetowych, księgarń, nowych nazwisk pisarzy na rynku potwierdzają, że Polacy czytają, kupują książki, korzystają z bibliotek, interesują się literaturą. Tak jak my.

9. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był bookdog Azoriusz, który swobodnie wędrował sobie po siedzących uczestnikach spotkania, wsadzał pyszczek tam, gdzie nie powinien, domagał się zabawiania i czochrania. Natomiast szczytem szczytów był moment, kiedy to Azoriusz, w pozie zwycięzcy, oparł się łapkami na plecach i ramionach Poldzi i sponad jej głowy obserwował zebranie oraz stadko dyskutantów. A wszystko to w tempie i ekspresji mającej wyraźne znamiona ADHD. Ho! Ho! Tak! Tak!

10. Kuchnia inspirowana była twórczością Astrid oraz Szwecją, ale zawierała także elementy zwykłego kinder party. Struna przygotowała znakomitą zupę wiśniową z bezami, a także, na wzór Pippi, upiekła bułeczki drożdżowe z rodzynkami (Struna z efektu swojej pracy nie była zbytnio zadowolona, co stało w opozycji do faktu, że bułeczki zniknęły ze stołu w okamgnieniu, a pozostały po nich jedynie cztery marne, przypalone rodzynki). Królowa przyrządziła torcik jabłkowy, nawiązujący do torciku, którym została obdarowana z okazji urodzin Lisa z Bullerbyn. Była także sałatka śledziowa, wielokrotnie pojawiająca się w twórczości Astrid. Były mini naleśniczki (z dżemem „śliwka w czekoladzie” i purée z jadalnych kasztanów) na cześć mistrzyni w podrzucaniu naleśników – Pippi. Był szwedzki chlebek chrupki Knäckebröd, cukierki lukrecjowe i pikantne ciasteczka z migdałami. Były czekoladki Kinder oraz popcorn. No i, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć sucharków i kawałka kiełbasy dobrze obsuszonej. 

11. Pan Rex pojawił się na godzinę, zjadł przysługujący mu przydział sałatki śledziowej i torcika i pojechał dalej pracować w pocie czoła. Ho! Ho! Tak! Tak!

12. Ustalono, że kolejne spotkanie odbędzie się 15 kwietnia (Poldzia przezornie zarezerwowała sobie w pracy wszystkie trzecie piątki miesiąca). Pochylimy się nad „Śniadaniem u Tiffany’ego” Trumana Capote’ego. Obowiązywać będzie kuchnia śniadaniowa.

13. W stanie gotowości na pełne nadejście zielonej pory roku, z piersią przygotowaną do wydania z siebie pierwszego wiosennego krzyku uczestnicy spotkania pożegnali się, życząc sobie Wesołych Świąt!

Tiddelipom i piddelidej!
k.