niedziela, 25 sierpnia 2013

"Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Bronte

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..." Dziwnych losów Jane Eyre" Chrlotte Bronte


Well, well, well… i kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki za nami.
Zacznijmy od tego, że omawiana lektura stała się doskonałym pretekstem do alkoholizowania się – wychyliłyśmy kilka kieliszków wina m.in. „za dziwne losy”. Cóż za wspaniała treść wznoszonego toastu, ile w niej prawdy i mocy! Dziękujemy Charlotte Bronte za „Dziwne losy Jane Eyre”, którym poświęciłyśmy ten sierpniowy sobotni wieczór. 

     1.   Mieliśmy gości z kraju i zagranicy – z ojczyzny sióstr Bronte przyjechała Pachnąca, siostra rodzona protokolantki oraz en’ca minne, siostra w czytaniu, szefowa naszej filii w Warszawie. Obie, jak wynika z późniejszych relacji, zadowolone były ze spędzonego z nami czasu, jednak Pachnąca przyznała, że pomimo uważnego przysłuchiwania się dyskusji, dalej nie wie, o czym są „Dziwne losy…”. Dziwne.
2.         Lektura przyniosła wiele cennych cytatów, bon-motów, spostrzeżeń, które, nieco drżącą (ze wzruszenia zapewne) ręką, zostały skrzętnie zanotowane, żeby mogły się w kształcie niezmienionym pojawić w niniejszym protokole. A zatem:
a)             przyszłość  to „bezkształtna mgławica” – tak jest i nie da się temu zaprzeczyć;
b)     „zostawiała za sobą raczej zapach perfum niż świętości” – to o Pachnącej, która musiała wyjść wcześniej, aby dopełnić obowiązków matczynych;
c)        „pod kołderką się nie liczy”- tego wprawdzie nie było w „Dziwnych losach…”, ale gdy to zostało powiedziane, tak się spodobało, że zostało zapisane, choć autorka cytaciku mgliście przypomina sobie okoliczności, w których wyrzekła te słowa;
d)        „uważaj, ona czyta książki” – tak podobno została kiedyś przedstawiona w towarzystwie Stefa; nie wiemy, czy to miał być komplement, czy obelga.
3.    Uczestniczki spotkania dość różniły się w swoich opiniach na temat Jane, Rochestera i innych bohaterów książki. Pojawiły się oceny, że Rochester to był złamas, ale St. John był jeszcze gorszy. Jane była głupia, bo miała potencjał do zwojowania świata, ale poszła za głosem serca. Uroda Rochestera i Jane uzależniona była od oczu patrzącego- dla kochającego oka brzydota była wręcz pięknem. Coś w tym jest.
4.  Z racji tego, że nie wszystkie uczestniczki spotkania przeczytały „Dziwne losy…”, a jedynie zapoznały się z ekranizacją książki (Stefa z prawie anatomiczną dokładnością opisała nam wygląd przyrodzenia Fassbendera, który z owym przyrodzeniem widoczny był w innym filmie, nie w „Jane Eyre”), dokonano analizy porównawczej wątków, które w książce się pojawiły, ale w filmie już nie.
5.   Bardzo sprawdziło się embargo na przynoszone produkty żywnościowe. Jedzenia było w sam raz skończyłyśmy spotkanie objedzone, ale nie niezdrowo obżarte. Zaserwowano następujące pyszności:
a)  zapiekaną owsiankę z jagodami (made by Koralina) –to oczywiście na cześć biednej Jane, którą notorycznie karmiono przypaloną owsianką w zakładzie wychowawczym w Lowood;
b)   savoury muffins (made by Struna) z oliwkami i kiełbaską;
c)    zupę dyniową (mabe by protokolantka) w ilości pozwalającej na wykarmienie całego zastępu wygłodniałych uczennic z Lowood;
d)   wykwintne wiktoriańskie kruche babeczki z konfiturą agrestową i bitą śmietaną (made by protokolanta dla uczczenia jej osiągnięć w sferze szczytowania w górach);
e)   selekcję ciasteczek-herbatników dostarczoną przez naszych gości z UK i W-wy;
f)   do picia był wyborny cydr jabłkowy (provided by Koralina), lemoniada (provided by en'ca minne) oraz szeroki wybór win. 
6.   Stefa zaskoczyła nas nieco enigmatycznym oświadczeniem, że kończącym się miesiącu w ogóle nie mogła nic czytać, co spowodowane było obfitującym w wydarzenia (których istoty nie chciała nam zdradzić… ciekawe, dlaczego??) wakacyjnym wyjazdem nad morze w męskim towarzystwie.
7.    Przedstawiono referat pt. „Życie z teściami- jak nie zwariować, nie dostać schizów i nie stracić męża (który może wybrać mamę w chwili krytycznej lub z wiekiem przeistoczyć się w swojego ojca). Studium przypadku”. Referat spowodował opad szczęki u uczestniczek nie posiadających teściów. 
8. Struna, bez dodatkowych zabiegów, bardzo nam Jane przypominała. Z fryzury. Brakowało jej tylko tych cienkich warkoczyków zawiniętych wokół uszu. W zawiązku z zaplanowaną na kolejne spotkanie lekturą, ustalono, że uczestniczki stawiają się w wełnianych spódnicach lub sukienkach, pończochach umocowanych na nogach za pomocą gumek oraz z wybraną ze zbiorku poniżej fryzurą:

9.    Podjęto decyzję, że na kolejnym spotkaniu książkowym nie zostanie omówiona Swietłana Aleksijewcz i jej „Ostatni świadkowie”, bo jest to lektura zbyt wyczerpująca emocjonalnie i głupio będzie raczyć się winkiem i w tym samym czasie zagłębiać treść tej książki. Swietłanę polecamy do przeczytania w zaciszu domowym. Natomiast we wrześniu pogadamy sobie o „Stowarzyszeniu Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” autorstwa Mary Ann Shaffer i Annie Barrows. Kulinarnym motywem przewodnim będzie of course ziemniak vel pyra vel kartofel vel potato vel zimiok. Ustalono, że spotykamy się –attention, attention – dopiero 20 września (piątek) o 17:30.

Darz     book!
See you in September na kolejnym Spotkaniu Pod Pretekstem Książki!
Królowa

wtorek, 20 sierpnia 2013

Przypominajka przed "Dziwnymi losami Jane Eyre"

Hi there!
Zbliża się oczekiwany przez wielu dzień - kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki!
Na prośbę pewnych oczekujących zmieniona została data spotkania: zamiast w piątek dyskutować będziemy w sobotę 24 sierpnia (mam nadzieję, że po piątkowym reggae'owym ujaraniu muzyką umysły i języki będą działały bez zarzutu). Zbiórka o 17:30 u mnie.
Przypominam o embargo żywnościowym: jedna osoba może przynieść tylko jedną potrawę /rzecz do jedzenia i jedną butelkę czegoś do picia.
A, i jeszcze mały szczegół: dyskutowaną książką (dochodzą mnie słuchy, że w niektórych przypadkach to będzie nie książka ale film) są "Dziwne losy Jane Eyre" by Charlotte Bronte.

Będą goście ze świata (dwóch co najmniej), zatem proszę o potwierdzenie swojej obecności, żebym mogła odpowiednią ilość krzeseł zorganizować.

I jeszcze taka cichutka prośba ponowna o zwrot moich książek, które zostały wypożyczone jakiś czas temu (dawno) i do tej pory do mnie nie wróciły.

No to see you on Saturday.
Bye!
k.

niedziela, 21 lipca 2013

"Sztukmistrz z Lublina" Isaaca Bashevisa Singera

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Sztukmistrza z Lublina" Isaaca Bashevisa 

Shalom!
Po raz pierwszy uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki zebrały się w plenerze (bo wcześniejsze chwilowe obrady na balkonie się nie liczą). Rodzice Struny użyczyli nam swojej działki w Ogrodach, gdzie odbyła się dogłębna dyskusja na temat „Sztukmistrza z Lublina” Isaaca Bashevisa Singera. Świeże powietrze, komary, prowizoryczny wychodek za folią obok kompostownika, spadające z drzewa papierówki, huśtawka, zapach lilii, kłęby dymu z ogniska i z grilla oraz leżaki, które pamiętają czasy głębokiej komuny -  wszystko to tworzyło wspaniały klimat do jedzenia, picia i rozmawiania. Oto kilka refleksji.
1.    Omawianiu „Sztukmistrza…” towarzyszyło słowo „opozycja”. Bo najpierw wszystkie stwierdziłyśmy, że nam się ogólnie książka podobała – tylko Koralina powiedziała, że jej nie. Potem Stefa bardzo dzielnie broniła swoich racji i przekonań, ale została zakrzyczana, zagadana, prawie zmiażdżona, co zniosła nad wyraz mężnie, a rozmowa nie przerodziła się w walkę na noże tudzież szpikulce do szaszłyków.  I nie wypłynęło to na  ogólną opinię Stefy o uczestniczkach spotkań- nadal ma zamiar czytać i dyskutować z nami kolejne lektury.
2.    Jasza, tytułowy bohater „Sztukmistrza…” wyzwalał w nas dużo emocji. Wkurzałyśmy się na niego m.in. za to, że zamiast stawić czoło problemom (jak zrobiłaby na jego miejscu każda kobieta), uciekł, stchórzył, poszedł na łatwiznę (co robi większość facetów). Wiele wymian zdań spowodowały również losy licznych kobiet Jaszy. Bardzo nam było żal Magdy (to największa ofiara Sztukmistrza). Zaciekawienie i uśmiech na twarzy wywoływała Zewtel (z czekającej wiernie żony przemieniła się w bajzelmamę w Buenos Aires). Litość, ale i wściekłość powodowała w nas postawa Estery- naiwnej i w jakiś sposób bezradnej żony Jaszy. Emilia, wdowa po profesorze, która interesownie podchodziła do swojego związku z Jaszą – ona tez została przez nas omówiona. 
3.    Dyskusjom nie towarzyszyła kuchnia żydowska koszerna, ale jak najbardziej nasza polska: grillowa, działkowa, piknikowa. Takiego obżarstwa jeszcze na naszym spotkaniu nie było, aj waj! W drodze powrotnej toczyłyśmy się jak piłki (lekarskie), spodnie pękały w szwach, guziki w pasie strzelały, a trawienie tego, co spożyłyśmy w sobotę, trwało co najmniej 48 godzin. Zatem na wniosek większości wprowadzamy limity żywnościowe na kolejne spotkania: każda osoba może przynieść tylko jedną potrawę w ilości symbolicznej. Koralina uważa, że wszystkie uczestniczki spotkań chcą się wykazać, jakimi wspaniałymi kucharkami są, ale przy takim podejściu wkrótce zostaniemy pasibrzuchami i żadne bieganie nam nie pomoże. Na alkohol nie wprowadzamy póki co żadnych limitów. Dla potomnych notujemy frykasy, którymi się raczyłyśmy: prażonki, ziemniaczki w folii (to nic, że nieco zwęglone), tzatziki, chleb z masłem czosnkowo-bazyliowym, kiełbaski, boczuś, sałatka z ogórków z rzodkiewką, sałatka z warzyw grillowanych z rukolą, szaszłyki warzywne oraz mięsne (ślinotok wystąpił podczas spożywania zwłaszcza tych ze śliwką suszoną), a na dobitkę dla największych obżarciuchów grillowane kolby kukurydzy. Na deser: banany zapiekane z czekoladą, ciasto ze śliwkami, owoce grillowane z bitą śmietaną. Arbuz zalany wódką może być zaliczony do kategorii deserów lub napojów – tak czy inaczej smakował wybornie i doskonale wzmacniał pite wino. 
4.    Oprócz jedzenia, picia, rozmawiania i poddawania się błogostanowi, niektóre z nas wykonywały czynności dodatkowe. Polanna była Strażniczką Ognia, która prawie poświęciła swoje włosy, aby podniecić ogień. Była też Newtonem lub Ewą (tą od Adama), co dało się rozpoznać po spadających na nią prosto z drzewa jabłkach. Struna była Panią Klozetową, bo dzielnie zaprowadzała wszystkie pełne pęcherze do kącika za foliowym tunelem. A Beata i Koralina utworzyły dwuosobowy Klub Posiadaczek Szyderczo Dyndających Brzuchów. 
5.     Pomimo ciążących ku ziemi wypełnionych brzuchów, zmuszone zaistniałą sytuacją zakończyłyśmy spotkanie zbiorowym przejściem przez płot (podobno niektóre uczestniczki będąc na górze płotu szczytowały, a inne poczuły się jak Wałęsa i zrobiły z palców jego znak solidarności). Struna wykazała się ogromnym doświadczeniem i zręcznością w tej dziedzinie i odtąd jest dla nas autorytetem w przechodzeniu przez płot. Cała operacja logistycznie utrudniona była dodatkowo przez puste butelki w reklamówce, które trzeba było w miarę cicho przerzucić na drugą stronę. A już bezpieczne przeniesienie psa książkowego Grudzi ponad płotem było nie lada wyzwaniem – Koralina i Polanna zapewniły, że Grudzia cała i zdrowa wylądowała na ziemi.
6.    Postanowienia na przyszłość: 9 sierpnia (piątek) o 19:00 mieć będzie miejsce kolejny wieczorek filmowy. Obejrzymy „Moje wielkie greckie wakacje”. Lokal zapewni Koralina, która na ten czas eksmituje z domu swego małżonka (ale jeszcze nie wystawi mu czarnych worków za drzwi). 
7.    W sierpniu Spotkanie Pod Pretekstem Książki odbędzie się w piątek 23-go o 17:30 u mnie. Czytamy „Dziwne losy Jane Eyre” Charlotte Bronte. Książka jest dość opasła (czytane przez nas książki objętościowo coraz bardziej upodabniają się do nas), zatem radzimy już teraz zacząć czytać. Te, co zapuszczają włosy do ślubu i przez to nie mają czasu na czytanie, wyjątkowo mogą obejrzeć ekranizację filmową twej książki.
8.    Te które nie były w ubiegłą sobotę na spotkaniu, bo imprezowały w innym towarzystwie lub pracowały (łącząc to pewnie z imprezowaniem), niech żałują, bo spotkanie książkowe ze „Sztukmistrzem…” było magiczne.
Do zobaczenia już niedługo.
Miłych wakacji, aj waj!
k.

wtorek, 16 lipca 2013

Przypominajka przed "Sztukmistrzem z Lublina"



Uprzejmie przypominam, że w najbliższą SOBOTĘ 20 lipca miejsce mieć będzie kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki- tym razem w wersji open air.
Start o godz. 17:00 na działce Rodziców Struny w Ogrodach.
Książką przewodnią będzie „Sztukmistrz z Lublina”, myślą przewodnią w dziale gastronomia będzie kuchnia grillowa/piknikowa/ogródkowa, alkoholem przewodnim będzie… wino albo piwo, nie wiem dokładnie.
Proszę się określić, kto przyjdzie (już wiemy, że nie będzie Gazeli, za to będzie Beata) i kto co przyniesie (żeby nie było duplikatów kulinarnych). Informacje te przesyłać należy na adres e-mail Struny lub do mnie sms-owo (przez następne 6 dni nie będę mieć dostępu do Internetu).
Do zobaczenia w sobotę, aj waj!
Królowa

sobota, 22 czerwca 2013

"Królowa Margot" Aleksandra Dumas

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Królowej Margot" Aleksandra Dumasa


   Do kroćset! Wieczór z „Królową Margot” za nami! Oh! Oh! Oh!
   W Noc Kupały zebrały się czytające wiedźmy, odziane w czerwień, szkarłat i karmin, aby się wymienić poglądami na temat dzieła Aleksandra Dumasa i rzucić kilka zaklęć i przekleństw w kierunku mężczyzn.
   Ale było gorąco! Nie tylko w sensie dyskusji, ale i w kwestii temperatury za oknem i w pokoju, w którym odbywał się sabat. Obniżałyśmy temperaturę rozgrzanych ciał poprzez wkładanie twarzy do lodówki (Koralina), zimny prysznic (Polanna), omywanie odsłoniętych części ciała (Struna), założenie kusej (Stefa) lub powiewnej (Gazela) odzieży czy chłodzenie się na balkonie wśród doniczek z poziomkami i ziołami (wszystkie). 
1.     „Królowa Margot” spodobała nam się, choć niektóre z nas przyznały, że ją w części początkowej „przemęczyły”. Dumas nas mile zaskoczył, bo, jak na literaturę historyczną, dość odważnie opisał relacje między głównymi bohaterami: romanse, intrygi, liczni kochankowie i kochanki, polityczne układy małżeńskie.
2.    Z przykrością przeczytałyśmy ostatnie strony książki, kiedy to zostają skróceni o głowę najsympatyczniejsze z postaci, trup ściele się gęsto, a podłości Katarzyny Medycejskiej uchodzą bezkarnie. Do diaska! 
3.    Przypadło nam do gustu hasło kochanków „Amor, Kupido, Eros” oraz kilka innych sformułowań, które w tej wysokiej temperaturze wyparowały z naszych głów (w razie konieczności dołączymy do protokołu sporządzony przez Strunę aneks). No i sprawdziły się te onomatopeiczne wtręty, które, w zależności od interpretacji i intonacji, wzbudzały pozytywne emocje. Ach! Ach! Ach!
4.    Sporo dyskutowano o jeszcze jednej książce- zbiorze reportaży Wojciecha Tochmana pt. „Bóg zapłać”. Te uczestniczki spotkań, które z ową lekturą już się zapoznały, stwierdziły, że NIE powinna ona stać się główną bohaterką naszego spotkania książkowego, gdyż wzbudza zbyt wiele ekstremalnych emocji, poruszenia, może zbytnio zdołować, więc w rezultacie mogłoby dojść do zbiorowego samobójstwa lub zamordowania pierwszego lepszego księdza. Książka jest jednak na tyle ważna, dobrze napisana, emocjonująca, przerażająca, wciągająca, angażująca, że warto po nią sięgnąć. Dlatego też zdecydowano, że „Bóg zapłać” stanie się naszą lekturą uzupełniającą, nadobowiązkową, nadprogramową, z którą pozostałe uczestniczki spotkań powinny zapoznać się w najbliższym czasie, żeby w dyskusjach pobocznych móc wspólnie wracać do niej przy kolejnych okazjach. Czyńcie, waszmości, co każą!
5.    Cuisine. Dla potomnych notujemy:
a)    Jadło - rządziły truskawki: torcik truskawkowo-jogurtowy, tiramisu truskawkowe, sałatka z truskawkami (i serami, i awokado, i marynowanym pieprzem), koktajl truskawkowy (Gazela dochodzi do perfekcji w obsłudze smoothie makera- wróżymy jej świetlaną przyszłość w kuchni), tarta truskawkowa, truskawki w fondue czekoladowym. Z kuchni francuskiej: gougères, czyli ptysie serowe,  pâté z kurzych wątróbek, bagietki. Wszystko rozpływało się, wbrew upałowi, w ustach, nie na stole. Do diaska! tkwią w nas demoniczne pokłady kulinarnego talentu, skoro potrafimy wyczarować takie pyszności. Na szczęście wiele jeszcze będzie okazji, aby podjąć kolejne gastronomiczne wyzwanie i znowu się tym talentem z innymi podzielić. O! O!
b)   Napitki: kompot truskawkowy, woda z cytryną i melisą, wino, szampan z truskawkami (niektóre z uczestniczek okazały się sprytniejsze od Katarzyny Medycejskiej i zostawiły truskawkę w alkoholu na cały wieczór, i kiedy ją w końcu zjadły, to ta truskawka miała moc co najmniej setki czystej wódki). Upał spowodował, że wypity alkohol z większą mocą uderzał do głów, w efekcie czego szybciej i przy mniejszej niż zwykle ilości spożytych napojów wyskokowych rezultat był nader zadowalający.
6.    Z kilkunastodniowym opóźnieniem świętowałyśmy urodziny Struny (stąd tort), która obdarowała nas „biżuterią do książki”, czyli zakładkami, z wyglądu przypominającymi amulety. Rozdawnictwo zdawało się nie mieć końca - Polanna prosto z Amsterdamu, z muzeum Van Gogha przywiozła nam cudnej urody zakładki z reprodukcjami dzieł, lubianego przez chyba nas wszystkie, malarza. Dziękujemy! Merci beacoup!   
7.    Polanna zdała relację ze swojej wyprawy do stolicy Holandii. Niestety, nie przywiozła nam żadnych ciekawych ziółek, zmyślnych gadżecików czy innych pomocnych w sypialni akcesoriów. Nie dość tego: dodatkowo, ku zazdrości kilku uczestniczek, wzięła po spotkaniu upojną, relaksującą, rozkoszną kąpiel z KULKĄ. Wstydź-że się, waszmościanko! 
8.    Jak zwykle byłyśmy płodne w wielce ciekawe pomysły kulturalne. Otóż w najbliższym czasie spotkamy się u Gazeli, która ma duuuży telewizor, aby obejrzeć wspólnie „Once” (na początek, potem może będą inne warte zobaczenia filmy). Szczegóły będą ustalane w osobnej korespondencji e-mailowej.
9.    W dyskusji poza książkowej NIE dominował temat seksu, orgazmów, chuci i penisów. Być może spowodowane to było ociężałością umysłów po całym tygodniu upałów. Oczywiście, nic nie sugerujemy, jednak może wpływ na zaistniałą sytuację miała również nieobecność Natalii na spotkaniu. A! A! A! 
10.   Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki odbędzie się w sobotę (!) 20 lipca i poświęcone będzie „Sztukmistrzowi z Lublina” Isaaca Bashevisa Singera. Wprowadzamy małe novum do struktury naszych spotkań, gdyż tym razem o literaturze dyskutować będziemy w plenerze: spotykamy się o godz. 16:00 na działce rodziców Struny w Ogrodach. Szykujemy się na kuchnię ogródkową/grillową/piknikową (mięso i wędliny na grilla nie muszą pochodzić z koszernej ubojni zwierząt, produkty z Savii też zjemy). Będzie bez wygód, ale przecież my potrafimy się odnaleźć w każdej sytuacji. Bliżej terminu spotkania razem z Struną poinstruujemy uczestniczki, jak praktycznie przygotować się do tego żydowskiego wieczoru na łonie natury. Można już zacząć zapuszczać pejsy i ćwiczyć grę na cymbałach.
Au revoir!
Do zobaczenia za miesiąc. Ach! Ach! Ach!



ANEKS do PROTOKOŁU do "Królowej Margot".
1. Zapomniałam napisać, że Polanna przywiozła dla nas z Amsterdamu żółty ser. Oto fragment jej e-maila:

"O! Koniecznie proszę uczynić aneks do protokołu, gdyż ser ten był z poświęceniem godnym Burbonów przewieziony wiele mil i kilometrów z oddalonych krain, jak również przebył drogę w upalnym piekarniku zwanym autobusem, po czym wyglądał jakby go coś przypiekło .... lub roztopiło Ach ach ach!!!!
na dodatek proszę pochwalić walory jego smaku :)"

2. Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki, zaplanowane na 20 lipca, rozpocznie się, nie tak jak to zostało napisane w protokole o godz. 16:00, ale o 17:00. Bo przecież o 15:00 mamy z Koraliną trening, którego nie możemy opuścić. Chyba że zostaniemy przy godzinie 16:00, ale wtedy biegająca część uczestniczek spóźni się trochę i przyjdzie na gotowe. Ustalimy to jeszcze z gospodynią, czyli Struną.

wtorek, 18 czerwca 2013

Przypominajka przed "Królową Margot"


Przypominam, że w najbliższy piątek spotykamy się o 17:30, żeby porozmawiać o "Królowej Margot" Aleksandra Dumas. Proszę, aby:
-potwierdzić przybycie swoje oraz ewentualnych gości, czyli osób spoza stałego grona uczestników spotkań (ważne, bo muszę wiedzieć, ile krzeseł będzie potrzebnych),
-określić, co kto przyniesie do jedzenia i picia (przypominam, że przynoszenia jadła i napitku nie jest obowiązkowe, a wypływać ma z własnej nieprzymuszonej woli i że nieprzyniesienie niczego nie będzie skutkowało wydaleniem z grona książkowych dyskutantek; ale wiadomo, że to jest miłe, jak tak sobie różne pyszności przynosimy i konsumujemy),
-przyodziać się w czerwień,
- zostawić szpady i sztyleciki w domu, aby w kontekście wypitego alkoholu nie doprowadzić do jakiegoś pojedynku czy skrócenia kogoś o głowę.
Ponadto informuję w sprawie napitku, że truskawki (kulinarny motyw przewodni naszego czerwcowego spotkania) dobrze będą się komponować z białym winem, ale szampan też już się chłodzi w lodówce.
Zatem, mesdames et mesdesmoiselles, do piątku. I, do kroćset!, jak zwykle mamy zamiar się dobrze bawić!
Królowa

sobota, 18 maja 2013

"Lalki w ogniu. Opowieść z Indii" Pauliny Wilk

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..."Lalek w ogniu" Pauliny Wilk.

Hare Witajcie Rama!
Oto protokół ze Spotkania Pod Pretekstem Książki pt. „Lalki w ogniu. Opowieść z Indii” Pauliny Wilk.
1.    Książka ciekawa, pięknie napisana, dość obiektywnie przedstawiająca Indie, posługująca się obrazami. Indie pokazane są przez pryzmat przedmiotów i czynności, nie ma ludzi - głównych bohaterów tej opowieści. No i najważniejsze: lektura wzbudziła bardzo emocjonującą dyskusję na temat sytuacji hinduskiej kobiety czy różnic między kulturą Zachodu i Azji.
2.    Kulinarnie był wypas. Dnia następnego nie zgłoszono żadnych większych dolegliwości żołądkowych. Było kilka debiutów w dziedzinie gastronomicznej: Gazela, nadrabiając swoją blondynkowatość przy zakupie mango, zrobiła („zrobiła” do może zbyt dużo powiedziane- po prostu włączyła przycisk ON w mikserze) pyszne lassi, zatem już wiemy, kto zrobi koktajl truskawkowy na następne spotkanie. Stefa przyrządziła deser kokosowy, który został pochłonięty do ostatniego okruszka. Raita z ogórków i pomidorów była może nie debiutem, ale udanym comebackiem Natalii. Stare wygi kulinarne zaserwowały kurczak curry, rajma masalę, warzywa w tikka masala, chlebek naan i samosy. Były też ciasteczka maślane z nutą Lady Grey i pomarańczy. Była herbata Darjeeling. Był napój imbirowy. I wino, całkiem sporo wina. 
3.    Tańca brzucha nie było, ale liczenie fałdek w pasie - i owszem. Taktownie nie ujawniamy imienia zwyciężczyni w tym konkursie. Przy okazji bindi wyszło na jaw, że Hinduski mają mniej problemów i zgryzot, a dzięki temu mniej zmarszczek na czole. To z kolei wpływa na to, że te kropki trzymają się ich czoła jak na jakimś poxipolu. Za to z iście indyjskim wdziękiem potrząsałyśmy bransoletkami i biustem. A to wszystko w oparach kadzidełek i naszych rodzimych pyłków traw i drzew, które wpadały przez otwarte do późna w nocy drzwi balkonowe. 
4.    Natalia podzieliła się z uczestniczkami pewną rewelacją. Otóż podobno po trzech tygodniach biegania w organizmie biegacza następuje taki przypływ endorfin, że można go porównać jedynie z orgazmem. Są podejrzenia, że po usłyszeniu tej wiadomości te uczestniczki spotkań, które jeszcze nie biegają, wkrótce dołączą do biegającej braci.
5.    Całą sobotę i niedzielę cztery uczestniczki spotkania próbowały sobie przypomnieć, co było powodem śmiechu Gazeli, która tak się chichrała, że się aż pobeczała i aż się jej tusz do rzęs rozmazał. Śmiechu w ogóle było dużo. Śmiech to endorfiny w czystej postaci.
6.    Nie warto chyba wymieniać twórców, którzy swoją muzyką wprowadzali nas w klimat hinduski. Bo i tak, pod wpływem rozmów na tematy poza książkowe oraz na skutek spożytych w dużych ilościach przypraw i afrodyzjaków, uczestniczki zażądały, aby puścić „Sex On Fire”. 
7.    Zazdrościmy tym uczestniczkom, które po powrocie do domu miały w łóżku jakiegoś mężczyznę, z którym mogły praktykować Kamasutrę.  
8.    Na spotkanie wpadła z sąsiedzką wizytą Dominująca Ola. W czasie jej obecności stałe uczestniczki spotkania wydobyły z siebie całe pokłady wrodzonej życzliwości, serdeczności i przychylności, jednakże niewiele brakowało, aby ich nabyta zjadliwość, wredność i złośliwość wzięły górę. Pragnie się uspokoić stałe uczestniczki, że przed ewentualną kolejną wizytą Dominującej Oli zostanie ona poddana testowi pt. „Twój mąż to niezłe ciacho- mam na niego ochotę”. Jeśli Ola przejdzie test, znaczy że będą z niej ludzie. Jeśli nie, to znaczy że jest prawdziwą Matką Polką i że jest stracona bez szans na ratunek.
9.    Nie tylko Ola otrzymała pseudonim. Na użytek piątkowego spotkania pojawiły się również i inne ksywki: Natalia z Bobrem czy  Struna vel  Spięte Poślady. I niech ta ostatnia weźmie pod uwagę, że to nie protokolantka obdarzyła ją tymi określeniami, zatem skargi i zażalenia proszę kierować do kogoś innego.
10. Struna skrupulatnie obliczyła, że następne spotkanie będzie dopiero za 5 tygodni, w trzeci piątek miesiąca, czyli 21 czerwca. Dyskutować będziemy klasykę: Aleksander Dumas „Królowa Margot”, czyli powieść z nurtu płaszcza i szpady. I, do diaska!, przychodzimy ubrane na czerwono! Kulinarnie Francja będzie tylko w tle, bo zostało ustalone, że gastronomiczną bohaterką wieczoru będzie truskawka. Korzystamy z sezonu i podajemy truskawkę na wszelkie możliwe sposoby. Myślcie, kombinujcie, szukajcie przepisów, gotujcie. I prześlijcie mi Wasze propozycje do naszego menu, żeby duplikatów nie było. Już wiemy, że Gazela robi koktajl.  
Do zobaczenia w czerwcu!
Hare pa pa hare!