niedziela, 24 czerwca 2018

"Opowiadania bizarne" Olga Tokarczuk

 Protokół po "Opowiadaniach bizarnych" Olgi Tokarczuk




Szanowni Państwo!

I oto po raz kolejny uczestnicy Spotkania Pod Pretekstem Książki byli świadkiem nadejścia kalendarzowego lata i wyrazu ulgi pojawiąjącej się na twarzy tych, którzy ostatkiem sił dobrnęli do końca roku szkolnego.

1. Najnowsza pozycja w literackim dorobku Olgi Tokarczuk była powodem do poruszenia kilku intersujących wątków w rozmowie. Mimo że Gazeli się „Opowiadania bizarne” nie podobały (Błyskawicy też trochę nie), to wspomniano w dyskusji chyba wszystkie krótsze i dłuższe historie z książki. Błyskawica powiedziała, że mogłaby Tokarczuk podsunąć kilka ciekawych pomysłów na kolejne opowiadania w tej konwencji – wszystkie pochodzące z jej dziwnych snów. Dla Gazeli pewne aspekty były niedopuszczalne ze względu na gazelą sztywność w myśleniu. Mimo wcześniejszych mało entuzjastycznych deklaracji co niektórych, wszyscy zgodnie stwierdzili, że „Góra Wszystkich Świętych” była najlepszym opowiadaniem w zbiorze, a „Przetwory” były najbardziej zabawne. Każda z historii opowiedzianych przez Tokarczuk jest jak ze snu (czasami jak z koszmaru), każda zostawia w czytającym niepokój, znak zapytania co do poprawności interpretacji zakończenia, po przeczytaniu każdej zostają w głowie obrazy, czy choćby obrazeczki, migawki, które trudno będzie wymazać. Język, którym „Opowiadania…” są napisane, jest ładny, wyszukany, precyzyjny, ale nie przytłaczający i nachalny. Dostrzeżono pewne podobieństwa do wcześniejszych książek tegorocznej laureatki Nagrody Bookera i nabrano ochoty na zapoznanie się z „Księgami Jakubowymi” (Stefa) czy odświeżenie sobie „Biegunów” (Królowa).

2. A tak w ogóle spotkanie zaczęło się od tego, że córka Błyskawicy, czyli Błyskawica Juniorka zaprezentowała zabranym najnowsze produkty jednej z czołowych firm kosmetycznych z górnej półki. Na pierwszy ogień poszły te wszystkie kremy, serumy i peelingi, które po zastosowaniu dały efekt satynowych dłoni. Potem były różne mazidła na twarz i na końcu perfumy. Największym wzięciem cieszyły się preparaty odejmujące lat oraz zapachy z fitoferomonami, mającymi przyciągać samców. Niestety, mimo odpowiedniej grupy docelowej, Juniorka nie zrobiła tego wieczoru transakcji życia – nie sprzedała nawet preparatów odmładzających.

3. Kuchnia bizarna – jak zwykle uczestniczki wspaniale wywiązały się z postawionego im zadania. Dania faktycznie były niecodzienne, dziwne, ale pyszne. Stefa zrobiła świetnie przyprawione chipsy z bobu i przyniosła sok tłoczony z buraków zestawionych w dziwny sposób z grejpfrutem, imbirem i jabłkiem. Błyskawica przyniosła dziwnie wyglądające kawałki parówki nanizane na makaron spaghetti. Królowa upiekła ciasto białe brownie, czyli blondie i przyrządziła okonomuyaki, czyli placuszki z białej kapusty (zadziwiająco pyszna potrawa). Zaraz po przybyciu do lokalu Struna zajęła się smażeniem hereczniaków, czyli kotlecików z kaszy gryczanej z twarogiem. A Gazela przyniosła żółtą herbatę –znakomitą. Oprócz tego zostały podane przetwory (i nie były to grzypki) – szczególnie Gazela, za nic mająca sobie konsekwencje dermatologiczne dnia następnego, zajadała się marynowanymi warzywami.

4. Biorąc pod uwagę fakt, że lato to kumulacja urodzin prawie wszystkich bywalczyń klubiku, te, które świętują swój jubileusz w czerwcu, lipcu i sierpniu, zostały obdarowane książkowymi prezentami oraz zadaniem, aby po lekturze rozważyły ewentualność zarekomendowania otrzymanej książki jako pretekstu do kolejnych spotkań.

5. W trakcie spotkania miało miejsce kilka dziwnych rzeczy:  po raz pierwszy dyskusjom nie towarzyszyła żadne muzyka (chyba że zaliczymy elektroniczne melodyjki wygrywane przez plastikowe zabawki Małego Lorda); Pan Rex był na spotkaniu, ale tak jakby go nie było –wpadał do lokalu na ułamki sekund i zaraz wracał do swoich zajęć (ich charakter nie zostanie ujawniony ze względu na strach przed pojawieniem się pod lokalem po przeczytaniu tych słów tłumu protestujących wegetarian); Struna wkłada kwiaty do książek; Mały Lord pierwszy raz nie zjadł swojej wieczornej porcji kaszki (ale biorąc pod uwagę, że wcześniej zjadł troszkę ciasta, placków gryczanych, bobu i marynowanej marchewki i zapił to wszystko sokiem z buraka, to jego brak apetytu jest wytłumaczalny); nie było Poldzi, a bookdog Azoriusz był dziwnie nieobecny duchem (ciałem w sumie też, bo beztrosko w ogrodzie obgryzał kość). A na koniec uczestnicy spotkania rozjechali się do domów o bizarnie wczesnej porze.

6. W związku z postulatem Stefy, aby planować książkowe preteksty dwa miesiące do przodu (bo gdy uzgadniamy tylko jeden tytuł, Stefa kupuje go w księgarni internetowej, ale dokłada do koszyka wiele innych książek i w efekcie niebezpiecznie zbliża się do wysokiej kwoty łącznej gwarantującej darmową przesyłkę), ustalono, że w lipcu porozmawiamy o „Białowieży szeptem” lub/i o „Simonie”, a w sierpniu będzie „Dom duchów” Allende.

7. Kolejne spotkanie odbędzie się 20 lipca. Proszę przygotować się z kuchni białowieskiej.

Kolorowych snów.
k.




czwartek, 21 czerwca 2018

Przypominajka przed "Opowiadaniami bizarnymi" Olgi Tokarczuk


Ojojoj!
To dziwne, bardzo dziwne – przypominajka, mimo że skrzętnie zapisana w kalendarzu, nie przypomniała o sobie wcześniej, tylko jakoś tak niewiarygodnie późno pojawiła się, żeby obwieścić, że już jutro spotykamy się i rozmawiamy o pierwszej polskiej pisarce, która otrzymała nagrodę Bookera, i o jej literackich dziełach.
Dziwnie długie to powyższe zdanie…. Hmmm….

niedziela, 20 maja 2018

"Historia pszczół" Maja Lunde

 Protokół po "Historii pszczół" Mai Lunde


Dzień dobry!
„Historia pszczół”, która okazała się słabawa, choć miejscami przyjemna w czytaniu, była literacką bohaterką majowego klubiku książkowego. A Struna wysunęła wniosek, żeby zbyt pochopnie nie rzucać się na książki określane mianem bestsellerów.

1. Cóż o książce? Strunie udało się znaleźć kilka fragmentów wartych zacytowania. Poldzia stwierdziła, że to bardzo, bardzo, bardzo lekka powieść. Błyskawica była tuż przed zakończeniem czytania, więc żeby nie zepsuć jej końcowych wrażeń, nie zdradzono, na czym, według niektórych, polegał najlepszy zabieg pisarski zastosowany przez Maję Lunde. Jakoś trudno było wysunąć ogólne wnioski dotyczące tego, o czym jest „Historia…”. Ale jedną z teorii było to, że to książka ku przestrodze dla ludzkości: żeby współcześni szanowali i doceniali rolę pszczół w życiu człowieka i chronili je, bo jeśli nie będą tego robić, to marny los nas czeka.

2. Stefa książki nie przeczytała, ale wygłosiła niezmiernie interesujący wykład na temat pszczół. A już przy omawianiu trutniów wywiązała się gorąca dyskusja (zauważono wiele podobieństw między pszczelimi trutniami a mężczyznami). Bez związku z pszczelim tematem Stefa wręczyła wszystkim zawieszki na drzwi w swojej treści między innymi  apelujące o zachowanie ciszy potrzebnej do czytania.

3. Natomiast Poldzia zreferowała swój kilkudniowy wyjazd do krajów bałkańskich. Słuchające obejrzały przy tym parę mrożących krew w żyłach zdjęć z podróży (przy okazji znowu okazało się, że spożywanie melisy w ilościach hurtowych jest konieczne do prawidłowego funkcjonowania). Poldzia obdarowała zebranych przywiezionymi z daleka ślicznymi podkładkami pod kubki. Po opowieściach Poldzi zebrane uczestniczki doszły do wniosku, że w tak wspaniałe podróże trzeba się wybrać w odpowiednim towarzystwie, a już najlepiej, jeśli to będzie towarzystwo w całości rodzaju żeńskiego.

4. Znakomite biegaczki Błyskawica i Poldzia barwnie opowiedziały o swoim wyjeździe do Poznania, mającym na celu udział w biegu charytatywnym, polegającym na uciekaniu przed metą. Choć z imprezy bardzo zadowolone, to jednak warunki noclegowe, które przypadły im w udziale, były tragiczne. Poldzia (na szczęście już ze śmiechem) opisywała kwaterę przez nie wynajętą. Co ciekawe, całej rozpaczy związanej owym miejscem do spania można by uniknąć, gdyby tylko dziewczęta przed dokonaniem rezerwacji zechciały przeczytać w internecie opinie na temat wybranego lokalu. Ot i nauczka na przyszłość.

5. Królowa rozpoczęła nową pracę i odpowiadała na pytania jej dotyczące. Potem zabrała gratulacje. Pozostałe uczestniczki zauważyły, że powrót do pracy dobrze zrobi Królowej, bo już teraz można było dostrzec u niej większą żywiołowość i błysk w umalowanym oku. Królowa, czująca w sobie coraz większą pasję ogrodniczą, próbowała wcisnąć komu się da wyhodowane przez siebie sadzonki pomidorów. Chętne były tylko Gazela, Błyskawica i (w imieniu swojej mamy) Struna.

6. Wszelkie rozmowy były dźwiękowo uatrakcyjniane przez Małego Lorda, który prawie przez cały wieczór włączał muzyczkę zainstalowaną w swoim mercedesie w wersji kabrio z napędem nożnym. Uczestniczki spotkania podziwiały nowy fryz Małego Lorda – dzięki nowemu uczesaniu nie wygląda on już jak dzidziuś, ale jak rezolutny przedszkolak. Jak można się domyślać, zmianę fryzury najbardziej przeżyła mama Małego Lorda, która prawie ze łzami w oczach żegnała obcinane przez fryzjerkę niemowlęce pukle swojego synka.

7. Bardzo ciekawa i niezmiernie angażująca okazała się rozmowa na temat szczepień dzieci: przymusowości, bezpośrednich efektów po, długofalowych komplikacji, strachu rodziców, cierpieniu dzieci, nieznanych powszechnie faktów dotyczących produkcji i składu szczepionek. Najbardziej zaangażowana w dyskusję okazała się Gazela, która opowiedziała o bolesnych doświadczeniach poszczepiennych swojego Gazelątka.

8. Na poprzednim spotkaniu uzgodniono, że w obszarze kulinarnym obowiązywać będzie kuchnia z USA, z Anglii lub z Chin – do wyboru, do koloru. Temat potraktowano bardzo interesująco. Błyskawica przygotowała kurczak (USA) z ryżem (Chiny) i z warzywami (UK). Struna podała zapiekankę z makaronem w kształcie tulipanów, co nawiązywać miało do kwietnej łąki, nad którą latają pszczoły. W zapiekance, oprócz makaronu, był szpinak, czosnek niedźwiedzi, pomidory, ser feta – całość była pyszna. Stefa przyniosła między innymi melona miodowego. Poldzia zakupiła wyglądające jak domowe ciastka w trzech kolorach, co symbolizować miało trzy kraje i trzy epoki, w których rozgrywa się akcja „Historii pszczół”. A Królowa zrobiła przekąski z chleba tostowego i szaszłyczki z pierożkami tortellini (przepis na wykonanie obu tych potraw pochodził z angielskiej książki kucharskiej i takie właśnie było nawiązanie do ustalonej kuchni). Gazela zaś przytachała wielki kubełek lodów Manhattan, jednak nawet ich nie skosztowano z powodu przepełnienia żołądków wcześniej wymienionymi potrawami. Gastronomicznym ukoronowaniem spotkania był Tort Pszczelarza, który pojawił się już na spotkaniu poświęconym „Sekretnemu życiu pszczół” – tym razem dekorację, zamiast roju marcepanowych pszczółek, stanowiła jedna duża pszczoła – królowa matka (też z marcepanu). W związku z miodem pitnym, który przyniosła Stefa, a który to miód był spożywany w ilościach śladowych jedynie przez Stefę i Strunę, proponuje się, żeby na następne spotkanie przynieść alkohol w buteleczkach o pojemności 100 ml. Tylko tym sposobem kolekcja niewypitych alkoholi nie będzie nadal rosła, a zatrzyma się na liczbie 5 butelek.

9. Kolejne spotkanie odbędzie się w ostatni dzień roku szkolnego 2017/2018. Omawiać będziemy najnowszą książkę nominowanej do Nagrody Bookera Olgi Tokarczuk – „Opowieści bizarne”. Obowiązywać zatem będzie kuchnia bizarna (najbardziej ułatwione zadanie w tym obszarze będzie miała Gazela, w przypadku której już sam fakt, że cokolwiek ugotuje, będzie bizarny). Przypomina się, że w trakcie następnego spotkania córka Błyskawicy wygłosi referat o tym, jak, mimo posunięcia w latach, wciąż wyglądać młodo i pięknie.

Dbajmy o pszczoły!
Kochajmy pszczoły!

k.




wtorek, 15 maja 2018

Przypominajka przed "Historią pszczół" Mai Lunde


Będzie poważnie!
Widzimy się w najbliższy piątek.
Porozmawiamy o pszczołach – o ich znaczeniu w życiu człowieka, o ich niezbędnej obecności dla ludzkości, o ich inteligencji i pracowitości, o cudzie stworzenia i genialności natury, w które pszczoły idealnie się wpisują.
Bzzzz.

niedziela, 15 kwietnia 2018

"Wyspa Węży" Małgorzata Szejnert

Wyspa Węży - okÅ‚adka Raport dzienny po "Wyspie Węży" Małgorzaty Szejnert


No i proszę! Kwietniowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki za nami!

1. Wyjątkowy charakter spotkaniu nadały obchody pierwszej rocznicy urodzin Małego Lorda, która jest jednocześnie pierwszą rocznicą jego uczestnictwa w dyskusjach klubiku książkowego. Mały Lord nie nabył jeszcze umiejętności dmuchania na zawołanie, więc w jego imieniu płonącą świeczuszkę, wsadzoną w torcik sernikowy, zdmuchnęła mama. Za zdrowie jubilata i jego dalsze postępy rozwojowe wychylono kielichy wypełnione szampanem Picollo. Mały Lord przez cały wieczór sprawdzał, czy na stole wszystko stoi w należytym porządku i we właściwym miejscu oraz czy znajdujące się na talerzykach i w miseczkach potrawy na pewno są smaczne, świeże i mają odpowiednią konsystencję do tego, żeby je bez problemu kruszyć w malutkich rączkach. Pozwolił też, aby Pan Rex pobawił się przez chwilę jego pierwszym zestawem klocków Lego-Duplo, który otrzymał od Struny.

2. Widok rocznego Małego Lorda przywołał wspomnienia u Poldzi, która przypomniała sobie pewne chwile intymne (mające kilkunastoletnie już konsekwencje) towarzyszące momentowi, kiedy to jej starsze Poldziątko kończyło roczek. Rozmawiano także o laktacji, lęku separacyjnym u niemowląt, karmieniu piersią, egzaminach gimnazjalistów, sprawdzianach z matematyki oraz nocnym i porannym przychodzeniu dzieci do łóżka rodziców.

3. Książka wieczoru, czyli najnowsza powieść reportażowa Małgorzaty Szejnert „Wyspa Węży”, początkowo została omówiona „po łebkach”, ale w drugim podejściu wywołała żywą dyskusję, w którą włączył się nawet Pan Rex. Wszyscy stwierdzili, że „Wyspa Węży” jest nie tylko ujawnieniem nieznanej karty z dziejów polskiej historii z czasów drugiej wojny światowej, ale także opowieścią o ludziach zwykłych-niezwykłych, a takie opowieści są zawsze najciekawsze. Królowa jest wielbicielką Szejnert, więc wypowiadała się o książce dość entuzjastycznie (choć i tak jej ulubioną nadal pozostaje „Wyspa klucz”). Błyskawicy książka bardzo się podobała, bo ona lubi książki historyczne, i z chęcią pożyczyła od Królowej dwa inne tytuły tej autorki. Struna była tuż przed zakończeniem czytania, ale już mogła wypowiedzieć swoje pozytywne zdanie o „Wyspie Węży”. Co więcej, książka i klubikowa dyskusja nasunęły Strunie myśl, czy by nie podjąć się poszukiwania swojego nigdy nie widzianego dziadka-wojskowego. Poldzia natomiast dość skromnie wyrażała się o książce, bo przeczytała jedynie pierwszych 50 stron. Jednak jej mina i skąpe słownictwo w temacie mówiły wszystko: książka jej się nie podobała i obstawiamy, że nie doczyta jej do końca.

4. W czasie spotkania miała miejsce esemesowa korespondencja ze Stefą. Otóż dieta oczyszczająca, którą sobie Stefa zaaplikowała miesiąc temu, przyniosła skutki nadzwyczaj niespodziewane: podczas stosowania tej diety Stefa oczyściła sobie również pamięć, w efekcie czego zapomniała o klubiku książkowym. Radzimy Stefie zaprzestania stosowania jakichkolwiek diet, a szczególnie takich, po których nie będzie jej na spotkaniu. Poldzia zaś była jakaś taka rozmemłana i słaniająca się w fotelu. Prawdopodobnie spowodowane to było zmęczeniem wywołanym koniecznością ciągłego głaskania nowego, małego, kociego członka rodziny. Bookdog Azoriusz poczuł się żywo dotknięty tą zdradą, ale, gdy tylko został wpuszczony do lokalu klubikowego, spędził prawie cały wieczór grzejąc swym własnym ciałkiem stopy Poldzi. Błyskawica zachwyciła obecnych swoją nową, wiosenną fryzurką.

5. Staje się już zwyczajem, że istotnym elementem dyskusji na klubiku są sprawy związane ze zdrowiem, a właściwe z jego brakiem. Nie było inaczej i tym razem. Poldzia, Struna i Błyskawica już teraz grupowo cierpią sercowo, a Królowej zapaliły się korzonki, wobec czego cały wieczór człapała po lokalu zgięta wpół niczym stuletnia babuleńka. Najzdrowiej wyglądał Pan Rex, choć nie powinien, bo przecież nadal przebywa na L4.

6. Wiosenna aura sprzyjała rozmowom o ogrodach, działkach i uprawach, a towarzyszyło temu pyrkanie traktora u sąsiadów, który obciążony kierowcą i dwiema sadzarkami ziemniaków, przemykał za oknem w te i wewte. Struna skrzętnie notowała w pamięci porady dotyczące skutecznego, humanitarnego zwalczania ślimaków i kretów, aby móc je potem przekazać (porady, nie ślimaki i krety) swojej mamie.

7. Z racji tego, że główni bohaterowie „Wyspy Węży” znajdowali się na szkockiej wyspie Bute, spożywano potrawy nawiązujące do Szkocji i szkockiej kraty. Poldzia przyniosła dwa rodzaje ciast ułożone w dwukolorową kostkę. Błyskawica upiekła owsiane ciasteczka (podobno w Szkocji jedzą dużo owsianki), które pomysłowo zawinęła w kraciastą ściereczkę. Struna przygotowała pyszne tosty z wkładem ze śniadania brytyjskiego: bekonem, jajkiem sadzonym, serem kozim (bo owczego szkockiego nie było, więc dodała też oscypek) i z ketchupem. Małemu Lordowi najbardziej smakowały cieniutkie imbirowe ciasteczka owsiane i nadzwyczajnie kruche ciastka „scottish shortbread”.  Na ciepło, oprócz tostów Struny, była też przygotowana przez Królową zapiekanka pasterska, będąca jej swobodną interpretacją „shepherd’s pie”. Na tym spotkaniu nie mogło zabraknąć whisky – jednak zamiast prawdziwej szkockiej, pojawiła się „Whisky in the Jar” w wersji muzycznej.

8. Następne spotkanie odbędzie się 18 maja, a porozmawiamy o „Historii pszczół” Mai Lunde. Obowiązywać będzie kuchnia – do wyboru – angielska, amerykańska lub chińska.  

Niniejszy protokół został zapisany w komputerze oraz na blogu. Wszystko po to, by zadość uczynić słowom Jędrka Modelskiego: „Jak się nie zapisze, to nie ma człowieka”. No to zapisujemy. Na pamiątkę dla potomnych.  

k.





wtorek, 10 kwietnia 2018

Przypominajka przed "Wyspą Węży" Małgorzaty Szejnert


Jeszcze Polska nie zginęła…
… póki odbywać się będą kolejne spotkania Polek i Polaków, poświęcone dobrej książce i w ogóle rozmowom na tematy różne, ale zawsze w atmosferze serdecznej, przyjaznej i  relaksacyjnej.
W najbliższy piątek: Małgorzata Szejnert i jej najnowsza książka o Polakach na wyspie Bute.
Zjemy coś rodem z kuchni szkockiej.

niedziela, 25 marca 2018

"Jądro ciemności" Joseph Conrad

Znalezione obrazy dla zapytania jÄ…dro ciemnoÅ›ci ksiażka Protokół po "Jądrze ciemności" Josepha Conrada


„Ciemność! Ciemność widzę!”
Ten cytat pochodzi z zupełnie innej bajki, ale pasuje do tego, co uzgodniono na temat lektury wieczoru, czyli „Jądra ciemności” Josepha Conrada.

1. Stwierdzono mianowicie, że trudno dostrzec głębię książki, znaleźć powody do zachwytu, odnaleźć klucz, który otworzył „Jądru…” drzwi do światowego sukcesu . To podobno najlepsza książka Conrada. Podobno. Nas rozczarowała, nudziła, przytłaczała. Ciężko było skupić na niej uwagę podczas czytania. W czasie lektury czekano na to „coś”, co sprawi, że i my dołączymy do piewców twórczości Conrada. Ponadto proces czytania zakłócany był przez palpitujące serce (Poldzia), co zupełnie nie było związane z treścią książki. Po przeczytaniu i omówieniu książki dalej nie wiemy, na czym polegał fenomen Kurtza, co w „Jądrze…” zafascynowało Francisa Forda Coppolę, że aż postanowił zaadaptować je na duży ekran. Po raz pierwszy od dawna uczestniczy spotkania mieli jedno zdanie na temat książki: ładnie napisana, ale nie spodobała nam się. Rozważania na temat lektury podsumowano stwierdzeniem, że uczestnicy Spotkań są prawdopodobnie zbyt mało oczytani lub zbyt prowincjonalni, żeby zrozumieć sens książki. Z „Jądra…” zacytowano dwa fragmenty: pierwszy, wybrany przez Strunę, to „Żyjemy, jak śnimy – samotnie”, drugi, będący ostatnimi słowami umierającego Kurtza, wynotowany przez Królową, „Zgroza, zgroza”.

2. Tyle na temat książki wieczoru. Choć poniżej będzie jeszcze o jądrze. Jeśli zaś chodzi o dyskusję, to wśród uczestników dała się odczuć atmosfera starzenia się, co można było poznać po licznych tematach związanych z chorobami i chorowaniem, lekarzami, szpitalami, kolejkami do poradni, lekami, strzykaniem i łamaniem w kościach oraz z pogorszonym samopoczuciem w ogóle. Polecano sobie sprawdzone specyfiki i medykamenty – i tak na ten przykład Poldzia rekomenduje picie mocnej melisy (aby osiągnąć zamierzony efekt zaleca się zaparzenie od razu całej paczki, zamiast bawić się w moczenie we wrzątku mizernej torebeczki) i oliwy, a także codzienne zjadanie oliwek. Do rangi prawie ordynatora urósł Pan Rex, który barwnie i ze szczegółami sprawozdał swój pobyt w szpitalu oraz następujące po nim proces rekonwalescencji i pielgrzymki po lekarzach specjalistach, które będą trwać co najmniej do stycznia 2019 roku. Struna na przednówku jakaś taka zmizerniała i smutnawa. Błyskawica przepracowana i zdołowana pogarszającą się sytuacją w pracy. Królowa z osłabionymi mięśniami, ale za to ze zwiększającą się wagą. Ponadto nieobecna Stefa też podobno goniąca w pracy resztkami sił i niedospana Gazela z chorującym Gazelątkiem. Zgroza! Zgroza!!

3. Żeby jednak nie popaść w zupełną beznadzieję, ciemność, depresję i nihilizm, trzeba powiedzieć o tryskającym energią, zdrowiem i radością Małym Lordzie, który w czasie spotkania demonstrował wszystkim swe nowo nabytą umiejętność chodzenia, a czasem nawet podbiegania. Poza tym Mały Lord, zafascynowany orzeszkami arachidowymi (w łupinach), próbował je położyć, przesunąć i wetknąć wszędzie, a zwłaszcza do swojej buzi (co mu się w końcu udało). Mały Lord, siedząc na biodrze swojej mamy, pląsał z nią do taktów niezwykle gorącej, rytmicznej i autentycznej muzyki z Konga w wykonaniu Koffiego Olomide.

4. Przy ustalaniu menu towarzyszącego książce wieczoru luźno interpretowano temat rdzennych mieszkańców Afryki, a szczególnie Konga, a także tytuł i treść dzieła Conrada. Zaserwowano mianowicie: jądra ciemności, czyli figowe kuleczki otoczone w maku (sprytnie wypatrzone w sklepie i przyniesione przez Strunę), spontaniczne ciasto „Murzyn w dżungli”, czyli połączenie tradycyjnego murzynka i zielonkawej nowości zabarwionej herbatą matcha (upieczone przez Poldzię w temperaturze tylko trochę wyższej niż w Afryce), herbatniki z białą i czarną czekoladą z wytłoczonym motywem żaglowca (zakupione przez Królową), znakomite kanapeczki zwieńczone czarnymi półjądrami, czyli maleńkie sucharki (Błyskawica wyczytała u Conrada, że Kongijczycy jedli dużo sucharów) z serową pastą z tuńczykiem (tuńczyk, czyli ryba, a ryba, bo znaczna część książki wieczoru rozgrywa się na wodzie), z połówkami oliwek na górze. Królowa upiekła sernik Kongo (KOkos+maNGO) według przepisu znalezionego w internecie. Był też pilaw po zanzibarsku i maharagwe, czyli potrawka z czerwonej fasoli. Miały być jeszcze pieczone banany z lodami czekoladowymi, ale objedzeni jak bąki uczestnicy wyperswadowali Strunie przygotowanie tego dobrze zapowiadającego się deseru. Pito porto, przyniesione dawno temu przez Poldzię.

5. W związku ze zbliżającymi się świętami wielkanocnymi prowadzono dość typową rozmowę o wyprawach na zakupy, poziomie czystości okien w domach i robieniu porządków mniej lub bardziej gruntownych.

6. Kolejną książką, której poświęcimy spotkanie, będzie „Wyspa Węży” Małgorzaty Szejnert – to najnowszy tytuł mistrzyni reportażu, którą zamierzano przeczytać już dawno, dawno temu, ale jakoś zeszło. A zatem 13 kwietnia spędzimy z historią opowiedzianą przez panią Szejnert, a na zagryzkę przygotujemy coś z kuchni szkockiej.

Życzymy smacznego jajeczka! I rychłej wiosny!
k.