wtorek, 19 sierpnia 2014

Przypominajka przed "Niebezpiecznymi związkami" Choderlosa de Laclosa



Bon jour, mes dames!

Włosy na głowie ułożone w piętrowe konstrukcje?
Gorsety, fiszbiny, tiule, koronki i aksamity gotowe?
Perły przywdziane?
Ruchome pieprzyki-muszki do policzków przyklejone?
Zapasy różowego wina poczynione?
Usteczka do strojenia dąsów wyćwiczone?
Książka Choderlosa de Laclosa „Niebezpieczne związki” przeczytana?

Jeśli tak, to au revoir w najbliższy piątek ok. 16.30.
k.

niedziela, 20 lipca 2014

"Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargas Llosa

photo.titleProtokół po "Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki" Maria Vargasa Llosy


      To był bajeczny wieczór!
     A przepis na to, żeby taki wieczór uzyskać, jest prosty: kilka inteligentnych, oczytanych kobiet z dużym poczuciem humoru, pyszne jedzenie, jeszcze pyszniejsze wino, dobra książka i niebo pełne gwiazd.
     Omawiałyśmy „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”, którą napisał peruwiański noblista Maria Vargas Llosa (właściwie Jorge Mario Pedro Vargas Llosa Marqués de Vargas Llosa – z powodu długości nazwiska współczujemy mu podczas wypełniania formularzy urzędowych).
 
1.   Na początku Królowita przekazała obecnym chicas wrażenia z lektury przekazanej jej telefonicznie przez nieobecną Beatitę. Beatita zwróciła uwagę (a jej doświadczenie życiowe to potwierdza), że w książce występuje ogromna ilość zdrobnień: imion, części ciała i innych. To ciekawe, jednak na dłuższą metę denerwujące. Bo ileż razy można podczas czytania natykać się na cycuszki, piersiątka, dziewczynki, chłopczyków, Chilijeczki i Peruwianeczki! 

2.   Beatita zrobiła również poszukiwania internetowe dotyczące zadziwiających fascynacji Japończyków, na których kobiety puszczające bąki działają bardziej niż niemieckie gwiazdy porno. Podczas spotkania doszłyśmy do wniosku, że gdyby sfilmować nasze posiedzenia, to filmiki te na YT cieszyłyby się zawrotną popularnością wśród Azjatów. I nie, nie mówimy tu o puszczaniu bąków przez nas - jako kobiety nieziemsko piękne i eteryczne, my oczywiście bąków nigdy nie puszczamy, w życiu! O czymś takim jak puszczanie bąków wiemy tylko z literatury. Mówimy tutaj o filmikach z naszym bookclub dog w roli głównej, który na poprzednim spotkaniu osiągnął wyżyny w puszczaniu gazów drugą stroną - ten rodzaj nagrania zadowoliłby nie tylko Japończyka w rodzaju opisywanego w „Szelmostwach…” Fukudy, ale i wszystkich azjatyckich zoofili.

3.     Gość wieczoru, czyli szefowa naszej mazowieckiej filii en’ca minnita wspaniale zaprezentowała zebranym liczne cytaty i fragmenty książki. Trzeba dodać, że była jedyną osobą, która tego wieczora miała sporządzone notatki z lektury.

4. Odczucia podczas czytania „Szelmostw…” były podobne: na początku nudził nas peruwiański wątek historyczny. Potem książka wciągała, ale opinie końcowe były już różne - większości podobała się historia życiowego fajtłapy, dupy wołowej Ricardita i jego famme fatale, kobiety o wielu twarzach i wcieleniach, która go wykorzystywała, porzucała i wracała, aby znów go wykorzystać i porzucić. Książka noblisty nie powaliła jednak Królowity na kolana (kogo jak kogo, ale królową trudno na kolana powalić). Jednak różnice w opiniach pozwoliły nam rozmawiać długo i wielowątkowo na temat takiej relacji, w jakiej byli Ricardito i jego Chilijeczka-Peruwianeczka.

5.   Wszystkie czytające zwróciły na to uwagę, ale Strunita najlepiej to podsumowała, że w książce bardzo ciekawa jest sama jej struktura - to, jak każdej nowej odsłonie Chilijeczki towarzyszyła historia mężczyzny, z którym na krótko (bo ten mężczyzna zwykle umierał lub w inny sposób znikał) zaprzyjaźniał się Ricardito.

6. Z racji tego, że spotkanie miało miejsce w ogródku działkowym, istotne tego wieczoru były sprawy związane z florą i fauną:
     -flora: upajałyśmy się zapachem kwitnących róż, a przybycie Polannity spowodowało gwałtowny opad papierówek z drzewa (pamiętając jej perypetie podczas lipcowego spotkania w ubiegłym roku, właściwie nie powinno nas to w ogóle dziwić);
     -fauna: bookclub dog został wypieszczony i wygłaskany przez wszystkich (oprócz Koralinity, wiadomo). En’ca minnita wygłosiła prelekcję na temat różnicy między świerszczem, cykadą i konikiem polnym (prelekcji towarzyszył dźwięk wydawany przez któregoś z tych trzech owadów). Podjęto też temat regionalizmów określających to coś, co nas atakowało i żarło na potęgę - latające potwory zwane ślepkami, gzami, bąkami lub końskimi muchami. Jak zwał, tak zwał - ślady po ugryzieniach wszystkie miałyśmy takie same.

7. Podjęłyśmy temat hipsterów obecnych w społeczeństwie oraz wśród naszych znajomych. Hipstera-samca można rozpoznać w ciągu sekundy. Rozpoznanie hipsterki-samiczki zajmuje trochę więcej czasu, gdyż odbywa się to w trakcie rozmowy m.in. o jej aktualnym hobby i fascynacjach kulturowych.

8. Bardzo ciekawym wątkiem były plany noclegowe podczas spotkania za miesiąc. Spodziewamy się gości, ale Królowita dysponuje teraz dodatkowymi możliwościami przenocowania uczestników spotkania, więc brano pod uwagę różne konfiguracje odnośnie tego kto z kim i na czym będzie spał. Uspokajamy jednocześnie Polannitę, że nikt nie zamierza uwieść jej niegrzecznego chłopczyka, zatem spokojnie może go przyprowadzić na spotkanie - wprawdzie nic nie będzie rozumiał z naszej dyskusji, ale znajdziemy mu jakieś zajęcie (mycie garów, wieczorny spacer z Gruditą, obieranie 20 kg ziemniaków, wybieranie ziaren grochu z popiołu, przetłumaczenie „Pana Tadeusza” z polskiego na hiszpański).

9. W związku z planowaną na ten wieczór kuchnią peruwiańsko-grillową Koralinita i Królowita podjęły liczne kroki, aby zdobyć świnki morskie, które miały zostać upieczone i podane zebranym (w Peru jest to podobno wielki przysmak). Ustaliłyśmy już miejsce zdobycia przewidzianych do spożycia świnek (sklep zoologiczny), jednakże przeszkodą nie do pokonania okazał się brak osoby, która by dla nas te świnki zabiła, wypatroszyła i przygotowała do pieczenia. Dlatego też zamiast świnek na stole pojawiły się inne peruwiańskie pyszności zawierające typowe dla Ameryki Południowej składniki:
    -Strunita przygotowała sałatkę z awokado, kukurydzę w kolbach oraz swój grillowy numer popisowy, czyli szaszłyczki z pieczonym boczkiem i śliwką suszoną;
    -nie mogło zabraknąć również grillowej wizytówki Koralinity, czyli ziemniaczków zapiekanych z boczusiem i cebulką;
   -przyrządzono też faszerowane papryczki (które podobno wywołały dnia następnego dolegliwości żołądkowe u en’ca minnity, jednakże z racji tego, że nikt inny nie zgłaszał uwag w tej dziedzinie, zwalniamy papryczki i osobę je przygotowującą z odpowiedzialności za ewentualną niestrawność en’ca minnity);
     -z powodu braku dostępu do zwyczajowo żutych w Ameryce Południowej liści koki pito coca-colę oraz zjedzono ciasto koka-kola, które miało taki kolor jak uda Chilijeczki. Miałyśmy wprawdzie ochotę wykonać telefon do przyjaciela, żeby zamówić u niego 2 gramy czystej kolumbijskiej koki, a potem wciągnąć po kresce, jednak stwierdziłyśmy, że wino działa na nas dużo lepiej, niż najczystsza kokaina;
     -w kwestii wina było dwojako: białe francuskie oraz czerwone chilijskie, ale efekt przyniosły jeden – błogość, ekstaza kubków smakowych i rozkoszny stan upojenia. Statystyka: po butelce wina „na głowę”!- drogie Niegrzeczne Dziewczynki, wracamy do formy!
     -przy podawaniu tarty limonkowej Strunita wykazała się po raz kolejny błyskotliwością i kreatywnością - szybko poinformowała nas, że stolicą Peru jest Lima, więc tarta limonkowa jak najbardziej wpisuje się w nasze peruwiańskie menu;
     -po raz kolejny jadłyśmy nasz ulubiony karmelowy ser brunost. I cóż, że ze... z Norwegii! Mamy tam stałego dostawcę, więc korzystamy z jego sympatii dla nas.

10. Zrobiono również rewizję naszych planów czytelniczych na najbliższe miesiące. Otóż postanowiono, że w sierpniu dyskutować będziemy „Niebezpieczne związki” oraz niebezpieczne związki (kuchnia barokowa, czyli złota i różowa, z naciskiem na różową…. chyba że kogoś stać na złotą). We wrześniu porozmawiamy o „Elizabeth i jej ogrodzie”, a w październiku weźmiemy na warsztat coś Ignacego Karpowicza (prawdopodobnie „Ości”).

11. Ku rozczarowaniu wszystkich po zakończeniu spotkania okazało się, że brama do ogródków działkowych jest… otwarta!!! A już rozdzielone zostały role przy przenoszeniu Grudity ponad bramą. A już planowałyśmy, jak przerzucimy rower, na którym przyjechała Koralinita. A już się cieszyłyśmy na dźwięk pustych butelek po winie, które miały z brzękiem upaść po drugiej stronie bramy. Niestety, trzeba było przejść normalnie, przez otwartą na oścież bramkę. Jedynie Strunita zachowała się w sposób tradycyjny i bez obciachu, z największą łatwością przelazła górą przez bramę.

12. Drogie dziewczynki! Widzimy się 22 sierpnia w starym, ale jakże odmienionym lokalu. Staramy się nie wplątywać w zbyt wiele niebezpiecznych związków. Zakładamy na siebie bieliznę barokową. Urlopujemy się. Odpoczywamy. Przeżywamy każdy dzień jakby miał on być ostatni. I czytamy, czytamy, czytamy.

Mamy nadzieję, że pierwsze zdanie z lipcowej lektury tj. „To było bajeczne lato” (na co zwróciła uwagę Strunita) stanie się prawdą i za miesiąc, u schyłku wakacji, lub na wrześniowym spotkaniu będziemy mogły wszystkie powiedzieć, że tegoroczne lato było dla nas rzeczywiście bajeczne.
Adios oraz à bientôt!
k.



Aneks do protokołu:

Na wniosek Strunity protokolantka dodaje następujące informacje, które dopełnią obraz tego bajecznego wieczoru:
1.  Polannita, po tym jak Strunita i en' ca minnita zużyły w czasie rozpalania grilla wszystkie dostępne zapałki, przyniosła niezbędne akcesoria piromańskie, stając się tym samym Wieczorową Niegrzeczną Dziewczynką z Zapałkami.
2.  En' ca minnita była westalką – tu zupełnie nie wiem, o co chodzi, ale skoro Strunita twierdzi, że en’ ca minnita była tą westalką, to pewnie nią była. Protokolantka, z powodu głębokiej zadumy nad omawianą książką, nie zauważyła u żadnej z uczestniczek spotkania nic westalskiego.
3.  Pomimo braku kraciastej koszuli, wydatnego brzucha i bujnego zarostu na brodzie Strunita była naszym osobistym Drwalem z Seattle. Bookclub dog Grudita pomagał jej w utrzymywaniu ognia poprzez rozgryzanie większych szczapek drewna na mniejsze kawałeczki. Strunicie wyjątkowo do twarzy było z metrową siekierą – jej wrogowie, drżyjcie! Ona umie się nią sprawnie posługiwać!

Protokolantka przeprasza za braki w protokole, które wystąpiły. Protokolantka jednakże przy całej swojej doskonałości i spostrzegawczości jest tylko człowiekiem, którego od czasu do czasu nawiedza chwilowa niedyspozycja, nieuwaga czy rozkojarzenie. Na szczęście pozostałe uczestniczki spotkania czuwają. A wszystkie Niegrzeczne Dziewczynki doskonale się uzupełniają.

Teraz to już chyba naprawdę wszystko.
Do napisania w sierpniu!
k.
 

wtorek, 15 lipca 2014

Przypominajka przed "Szelmostwami niegrzecznej dziewczynki"



Mis Amigos! Mes Amis!
Jedną nogą w Ameryce Południowej- w Peru, a jedną w Europie - we Francji. Jedną nogą przerzuconą przez bramę w ogródkach działkowych, a drugą już poza nimi. W jednej ręce peruwiańskie przysmaki, a w drugiej kiełbaski z grilla. W jednej ręce woda, a w drugiej południowoamerykańskie wino. Jedną półkulą mózgu przy sprawach wzniosłych, literackich i intelektualnych, a druga półkulą przy troskach codziennych i przyziemnych.
W takim oto rozdwojeniu, w swoistej „arahji” spotkamy się w najbliższy piątek ok. godz. 17.00, aby rozmawiać na temat „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki” Maria Vargasa Llosy. Zdania na temat książki na pewno będą podzielone.
Wygląda na to, że na miejsce schadzki, tj. na działkę rodziców Struny, przybędą same niegrzeczne dziewczynki.
Para el próximo viernes! à vendredi prochain!

niedziela, 22 czerwca 2014

"Maria Skłodowska-Curie i jej córki" Shelley Emling


  Protokół po "Marii Skłodowskiej-Curie i jej córkach" Shelley Emling





 Raport ze szczegółowej analizy wydarzeń mających miejsce podczas najkrótszej nocy w roku.

1. Około godziny 16.38 rozpoczęło się kolejne Spotkanie Pod pretekstem Książki, którego bohaterką była niezłomna, dzielna, silna, mądra, utalentowana, pracowita, skrupulatna, a jednocześnie niebywale wrażliwa, ciepła i doświadczona przez los Maria Skłodowska-Curie, nasza rodaczka. Literackim źródłem wiedzy na jej temat była książka Shelley Emling „Maria Skłodowska-Curie i jej córki” oraz (nieoficjalnie) biografia Marii pióra jej córki, Ewy Curie. Z obu tych lektur wyłania się postać Kobiety godnej naśladowania, Kobiety, która w wielu kwestiach będzie od dziś naszym wzorem z Sevres, Kobiety wspaniałej.

2. Jeśli chodzi o wspomniane wyżej książki, zdecydowanie bardziej warty przeczytania jest tom autorstwa Ewy Curie. Bo Shelley Emling, jako Amerykanka, dość subiektywnie promuje w swojej pracy USA oraz swoich rodaków, którzy mieli jakąkolwiek styczność z Marią, co może nieco negatywnie wpłynąć na wyrobienie sobie własnej opinii o bohaterce.

3. Maria, na której cześć Struna i Polanna odśpiewały (z pewnymi lukami w tekście) hymn, była tytanem pracy. Dużo miejsca poświeciłyśmy na omówienie jej relacji z córkami i metod wychowawczych (podoba nam się to podejście). Doszłyśmy do wniosku, że Maria nie była zimnym naukowcem, lecz osobą bardzo wrażliwą (być może nawet nadwrażliwą, jak to określiła Struna), a przez to zamkniętą w sobie i czasami trudną w odbiorze przez innych.

4. Słowa Marii, które postaramy się zapamiętać na dłużej, brzmią: „Nikomu z nas życie, zdaje się, bardzo łatwo nie idzie, ale cóż robić, trzeba mieć odwagę i głównie wiarę w siebie, w to, że się jest do czegoś zdolnym i że do tego czegoś trzeba dojść. A czasem wszystko się pokieruje dobrze, wtedy kiedy najmniej się człowiek tego spodziewa”. Czyli generalnie jest ciężko, ale trudno- trzeba zacisnąć poślady i robić to, co trzeba, pracować bez przerwy, nad sobą też.

5. W trakcie całego wspólnie spędzonego czasu przeprowadzono kilka eksperymentów naukowych, z których jeden pozwolił nam na wysunięcie śmiałego wniosku. Otóż badano korelację pomiędzy czasem trwania spotkania a ilością wypitego alkoholu. Hipoteza brzmiała: „Ilość czasu wspólnie spędzonego w ramach Spotkania Pod Pretekstem Książki (w dalszej części badania zwanego SPPK) jest odwrotnie proporcjonalna do ilości spożytego alkoholu mierzonego w butelkach (na potrzeby badania określonej jako ALK). Podczas przeprowadzania owego doświadczenia Królowa wprowadziła dodatkową zmienną tj. ilość spożytej kawy mierzonej w filiżankach (określoną jako KOF), co było przełomowym momentem wieczoru. W wyniku tego odkrycia Królowa została przez Polannę nazwana „Marią”, co było niczym wręczenie jej medalu. Teza końcowa, którą należałoby potwierdzić podczas kolejnego spotkania, aby wykluczyć ryzyko błędu w pomiarach, jest następująca: „Ilość czasu spędzonego w ramach SPPK jest wprost proporcjonalna do ilości spożytej KOF i jednocześnie jest odwrotnie proporcjonalna do ilości spożytego ALK”. Wniosek wysunięto posługując się następującym wzorem:

√{ß x 29 SPPK + (4 x 7 ALK³) + Φ – (⅝ x 7 KOFµ) Ʊ : Ϣ SKKP} x ¢ + (Ω x 2 KOF) - ∏ (4 ALK ª x ƕ) - Ʃ = ∞  

6. W ramach przygotowania się do spotkania we wcześniejszym terminie przeprowadzono również proces poszukiwawczo-dedukcyjno-analityczny oparty na faktach historycznych. Otóż uczestniczki spotkania, chcąc oddać hołd Marii, postanowiły cofnąć się w czasie- wprawdzie nie do lat życia bohaterki wieczoru, ale do lat naszego dzieciństwa, które przypadły na schyłek PRL-u. Każda z uczestniczek spotkania przyniosła fotografie zrobione im przed rokiem 1989, a w kwestii kulinarnej przygotowano i spożywano potrawy rodem z czasów Komuny (szczegóły poniżej). Jeśli chodzi o zdjęcia, to hitem były:
-Koralina w dresie z kreszu w kolorach oczojebnych,
-Struna w dzianinowych spodniach-ogrodniczkach z geometrycznym wzorem op-art na nogawkach (jej młodszy brat donaszał po niej te spodenki, co na pewno było dla niego trudnym przeżyciem),
-kilkumiesięczna Polanna z puckami jak u chomika, odstającymi uszkami i prostymi (!) włoskami,
-Królowa z miną niepewną na kucyku na plaży w Międzyzdrojach.

7. Jedzenie, oprócz przyniesionych zdjęć, przeniosło nas w lata naszego dzieciństwa. Podano: smażoną mortadelę (zaserwowaną w wersji współczesnej, czyli jako hamburger), łazanki, blok czekoladowy, piszingera, miśki bezowe, cukierki krówki. Na stole królowały kanapki z: pasztetową, tuszonką wieprzową, paprykarzem szczecińskim, serkiem topionym oraz pastą jajeczną na wece. Na cześć Marii S-C, która podczas pierwszych lat swojej nauki na Sorbonie przymierała głodem, żywiąc się jedynie garścią wiśni i rzodkiewkami, ochoczo chrupano rzodkieweczki na kanapkach i solo. Struna, z racji swoich niedawnych urodzin, przyniosła jogurtowy tort truskawkowy z różą i kuleczkami radu na wierzchu w roli dekoracji. Pito koktajl truskawkowy, wodę z cytryną i melisą (to już nieco współczesny wynalazek) oraz herbatę. A ponieważ w czasach Komuny nikomu się nie przelewało, tym razem alkohol nie lał się strumieniami.

8. W debatach poświecono nieco uwagi zjawisku traumy spowodowanej byciem starszą siostrą, które dotyczy ¾ grona uczestniczek spotkania. Tego wieczora spontanicznie powstała Grupa Wsparcia Starszych Sióstr i przyniosła ona wyciszenie rozedrganym emocjom oraz ukoiła skołatane wspomnienia z dzieciństwa.

9. Powstała również Grupa Kolekcjonerek Szwów (prezeską została Królowa z łączną ilością 19 szwów na ciele) oraz Grupa Wsparcia Po Wycince (liderką grupy została Koralina, która w najdotkliwszy sposób przeżywa stratę swojego dotychczasowego znaku szczególnego – Koralino, łączymy się z Tobą w bólu).

10.  W dyskusji sporo miejsca poświecono wydarzeniom w życiu towarzyskim i zawodowym, przeżywanym obecnie przez uczestniczki spotkania troskom i zgryzotom codziennym oraz muzyce - koncertom niedawnym oraz tym z najbliższej przyszłości. Dziękujemy Strunie za godne reprezentowanie nas podczas występu naszych ulubieńców Kings Of Leon i odśpiewanie z braćmi Followillami muzycznego motywu wielu z poprzednich spotkań, czyli piosenki „Sex on Fire”.

11. Przykrym akcentem wieczoru był bookdog Gruda, która swoim psim smrodem, pochodzenia do tej pory nieustalonego, zbezcześciła atmosferę spotkania. Wstyd to ogromny dla właścicielki, ale pocieszmy się tym, że Maria S-C, jako wielbicielka natury, byłaby pełna zrozumienia dla atawistycznego zachowania Grudy.

12. Niekwestionowana atrakcją spotkania były latarki-czołówki, które kilka dni wcześniej zakupiono dla uczestniczek w ilości hurtowej. W czasie tej Nocy Kupały zostały one wykorzystane do poszukiwania kwiatu paproci. Próbowano też przy ich pomocy odszukać puszczone na wodę w przeszłości, zagubione wianki uczestniczek. Niestety, tym razem ekspedycja poszukiwawcza zakończyła się niepowodzeniem. Jednakże planujemy inną okazję do nocnego wykorzystania naszych czołówek już niebawem.

13. Kolejne spotkanie będzie miało, jak to zwykle u nas w lipcu, oblicze działkowo-piknikowe. Datę jeszcze potwierdzimy, ale będzie to 18 lub 19 lipca. Porozmawiamy o „Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki” Maria Vargasa Llosy. Kuchnia peruwiańsko-grillowa. Pamiętajcie o zabraniu czołówek, które przydadzą się podczas ponownego szczytowania przy przechodzeniu przez płot (Struna, upewnij się, że brama będzie zamknięta).

14. Mario Skłodowska-Curie, patronko nasza, oddajemy Ci cześć! Inspiruj nas do nieustannej pracy, do rozwijania naszych możliwości i talentów, do odważnego kroczenia przez życie, do dokonywania każdego dnia odkryć na miarę Nobla, do zdobywania i miłowania wiedzy, do ciągłego rozpalania w sobie ciekawości świata.

Raport szczegółowy ogłoszono dnia następnego po Nocy Kupały AD 2014.
Wnioski i uwagi do raportu proszę składać na drodze oficjalnej, zgodnie z procedurą kancelaryjną.

Wasza K.


wtorek, 17 czerwca 2014

Przypominajka przed "Marią Skłodowską-Curie i jej córkami"



Towarzyszki! Myślicielki! Badaczki materii wszelkiej!
Spotykamy się po raz kolejny- uwaga! – tym razem w sobotę, 21 czerwca o godzinie 17.00.
Bohaterką wieczoru będzie Maria Skłodowska-Curie.
Przeniesiemy się mentalnie do czasów Noblistki, ale przede wszystkim do czasów naszego wczesnego dzieciństwa.
Zadamy sobie kilka pytań dotyczących przeszłości Marii i naszej własnej – i będziemy czerpać przyjemność z poszukiwania odpowiedzi na pytania wszelkiej maści.
Kulinarnie: smaki PRL-u, które towarzyszyły nam od poczęcia do mniej więcej 1989 roku.
Przeprowadzimy eksperyment: zobaczymy, czy pod wpływem wspomnień zakrzykniemy zbiorowo „Komuno, wróć!”?
Pamiętajcie o przyniesieniu stosownych fotografii ilustrujących nasze początki na tym świecie.

Cześć pracy!

niedziela, 1 czerwca 2014

"Księżniczka z lodu" Camilla Läckberg


 http://martusiaiksiazki.blog.onet.pl/files/2013/02/Ksi_niczka_z_lodu.jpg

Protokół po "Księżniczce z lodu" Camilli Läckberg


Protokół z wizji lokalnej:


1. Dnia 30 maja bieżącego roku zespół dochodzeniowy w składzie: Struna, Koralina, Maka, Polanna oraz Królowa ustalił w miejscu zdarzenia, że podczas kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki nie doszło do żadnych czynów karalnych, nie używano słów niecenzuralnych (eee… przez 70% czasu spotkania) oraz nie znaleziono w wersalce żadnego denata (z uwagi na brak wersalki). W trupa też nikt się nie zalał.  Natomiast w wannie leżała po spotkaniu księżniczka, a właściwie Królowa, która w odróżnieniu od bohaterki książkowej nie była lodowata a ciepła, wręcz gorrrąca, nie miała ponacinanych nadgarstków, a jej usta nie były sinoniebieskie, ale krwistoczerwone, oszpecone jedynie plamką opryszczki (jej chwilowy znak szczególny).

2. Rysopis osób wchodzących w skład zespołu dochodzeniowego bez zmian. Ich zachowanie tego wieczora nie wzbudzało podejrzeń (może jedynie Struna chwilami wyłączała się z debaty, by ukryć się mentalnie w swoim własnym świecie wewnętrznym).

3. W konkursie na najbardziej spostrzegawczą uczestniczkę spotkania zwyciężyła Koralina, która wprawdzie dopiero po kilkunastu minutach, jednak jako pierwsza zauważyła nowy kolor ścian w lokalu. Zgodzono się, że zmiana kolorystyczna wnętrza jest bardzo korzystna, a ściany zostały wymalowane w sposób profesjonalny.

4. Zespół dochodzeniowy w sposób organoleptyczny dokonał szczegółowej analizy serwowanych tego wieczora potraw. Motywem przewodnim była kuchnia skandynawska. Podano:
-białą zupę z serkami topionymi, mięsem oraz świeżo ugotowanymi ziemniaczkami- przygotowaną przez tę, która do pomocy w gotowaniu potraw na nasze spotkania wykorzystuje czasem swoją mamę;
-sałatkę ziemniaczaną z rzodkiewką i dużą ilością pieprzu- ten pieprz jednoznacznie wskazuje na autorkę sałatki;
-pastę „Mieszanka starego lubieżnika”, którą rozsmarowano na ciemnym pieczywie zastępującym pumpernikiel – pastę przyniosła miłośniczka dań o niecodziennych nazwach;
-śledzie po skandynawsku (z miodem, musztardą i koperkiem) – przyrządzone przez uczestniczkę mieszkającą najbliżej rzeczki (w której niestety śledzi znaleźć nie można, co dowodzi, że owa uczestniczka śledzie na spotkanie kupiła w rybnym);
-norweski ser brunost- ulubiony przez nas wszystkie, a z heroiczną postawą przetrzymywany od Wielkanocy w lodówce przez uczestniczkę, która go przyniosła. Gratulujemy uczestniczce, która wykazując się wielką siłą charakteru przy każdorazowym otwieraniu lodówki, odwracała głowę w bok, żeby uniknąć kuszących sygnałów wysyłanych w jej kierunku przez brunosta. Jednocześnie dziękujemy, że uczestniczka zechciała się podzielić z nami tym serem, zamiast pożreć go solo w skrytości.
-na deser było ciasto Rabarberkaka oraz zjadane w ilościach hurtowych na posterunku policji we Fjällbace bułeczko-rogaliki cynamonowe – upieczone przez tę, która w domu nie miała wymaganego w przepisie kardamonu, ale dostała go od tej, która śledzi nie łowiła w lokalnej rzeczce;
-na stole pojawił się również popcorn, który nawiązywać miał do szwedzkiej śnieżnej bieli;
-w treści żołądkowej uczestniczek spotkania znalazły się także płyny: cydr, wino białe i różowe oraz herbata. Na życzenie Polanny po długiej nieobecności na stole stanął również 10-letni Macallan.

5. Z oburzeniem przyjęto fakt, że jeden ze stałych czytelników naszego bloga skrytykował treść kilku ostatnich protokołów, uznając je za nudniejsze, mniej zabawne niż te wcześniejsze. I to mimo tego, że ów czytelnik otrzymał osobiste pozdrowienia, które zawarte zostały w poprzednim protokole- taka niewdzięczność! Jednak zespół dochodzeniowy błyskawicznie ustalił dane personalne tego krytykanta wraz z jego adresem zamieszkania, zatem w najbliższym czasie zapadnie wyrok i krytykant zostanie przykładnie ukarany. Krytykant powinien brać wzór z hiszpańskiego wielbiciela naszych spotkań, który przysyła nam za pośrednictwem Polanny sms-y zawierające ikonki książek, jedzenia, wina i wielu, wielu serduszek. Saludamos a Xavi!

6. Struna zajęła się odświeżeniem oraz uzupełnieniem naszego spotkaniowego wokabularzyka. Czynność ta spowodowała zbiorową, pełną śmiechu retrospekcję w kwestii dotychczasowych spotkań.

7. Polanna wygłosiła referat na temat popuszczania moczu i roli zwieraczy u kobiet. Była to pierwsza część wystąpienia, które zostało przyjęte z ogromnym zainteresowaniem. Na następnym spotkaniu czekamy na część drugą dotyczącą profilaktyki starczego lub wysiłkowego popuszczania moczu oraz będziemy zbiorowo wypróbowywać ćwiczenia, które, mamy nadzieję, zaprezentuje nam Polanna.

8. Wznosząc w górę kieliszki z płynami i mówiąc chóralnie szwedzkie „skål” uczczono sukcesy i osiągnięcia na drodze kariery zawodowej, na ścieżce sportowej oraz w sferze działalności pozarządowej poszczególnych uczestniczek.

9. Główna bohaterka „Księżniczki z lodu”, Erika, wzbudziła sympatię całego zespołu dochodzeniowego swoimi ciągłymi próbami w walce z nadwagą i podejmowaniem nowych wyzwań „od poniedziałku”. Bierzemy sobie do serca poradę Eriki: „Zresztą trzeba sobie jasno powiedzieć, że jeśli się chce olśnić mężczyznę sztuką kulinarną, niezbędne do tego jest i masło, i śmietana”.

10. Podczas omawiania lektury Koralina przedstawiła skróconą biografię Camilli Läckberg, Maka dokonała porównania wersji książkowej „Księżniczki…” z jej ekranizacją, a Królowa podzieliła się kilkoma refleksjami po przeczytaniu paru kolejnych tomów cyklu z Fjällbacki, jednak bez zdradzania najistotniejszych szczegółów.

11. Zespół dochodzeniowy pochylił się również nad propozycją, którą otrzymaliśmy e-mailowo od agentki literackiej pisarza Tomaszewskiego, aby na jednym z naszych spotkań w przyszłości omówić proponowaną w e-mailu książkę. Bardzo nas uradowała ta oferta, która dowodzi, że nasz blog jest czytany (liczby też to potwierdzają). Proponowaną książką zajmiemy się w najbliższym czasie.

12. Shelley Emling „Maria Skłodowska-Curie i jej córki”- to będzie nasz czerwcowy książkowy pretekst do spotkania się. Zobaczymy się w dniu, który jest wynikiem następującego równania: [(721 + 319) + (986 x 0,5)] : 73 = X (wiadomo, że każdy szanujący się detektyw musi nieustannie ćwiczyć swoje szare komórki)

13. Jakie będzie tło historyczne kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki (nie, nie będą to czasy Marii Skłodowskiej-Curie)? Kto odśpiewa hymn na część dzielnej Marii? Co będziemy jadły? Co będziemy wspominały? Z czego prawdopodobnie będziemy się śmiały? My to już wiemy. A czytelnicy bloga muszą sami znaleźć odpowiedzi na te pytania lub cierpliwie czekać na kolejny protokół.  

Z miejsca zdarzenia dla uczestniczek spotkania oraz czytelników niniejszego bloga
- protokolantka K.

A oto nasz szwedzki stół ( ha! nawet dwa stoły i na dodatek z Ikei ;))



wtorek, 27 maja 2014

Przypominajka przed "Księżniczką z lodu"



Po niespodziewanie długiej przerwie (ale wszystko jest pod kontrolą) w najbliższy piątek tj. 30 maja odbędzie się kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki. Przychodzimy z:
-przeczytaną „Księżniczką z lodu” Camilli Lȁckberg,
-głowami pełnymi refleksji na temat tej lektury,
-pustymi żołądkami gotowymi na przyjęcie strawy o proweniencji skandynawskiej,
-sercami otwartymi na wzajemne miłe towarzystwo i przepływającą między uczestniczkami spotkania energię.
Do piątku!