No i urodziło się Kiciątko! O tym pięknym wydarzeniu w najbliższy piątek opowie Kicia, co zapewne zostanie zestawione z tym, jak to przyjmowano dzieci na świat 100, 150 lat temu w małopolskich wsiach.
wtorek, 9 lipca 2024
poniedziałek, 10 czerwca 2024
"Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Protokół po "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Są protokoły i protokoły.
1. To jest protokół po intensywnej w czytaniu powieści
Zyty Rudzkiej. Piękny język, niepowtarzalny, ostrzyżony z niepotrzebnych słów
jak fryzura spod wprawnej ręki fryzjerskiej. Rudzka strzyże zdania. Bo tak trzeba.
Taki język to droga do nagród, a nagrody już przyznane i przez Rudzką odebrane.
2. Stefa poleciła to spotkanie z „weryzmem”, a
pozostałe Uczestniczki poszły na to spotkanie jak do salonu fryzjerskiego z
dobrą reputacją, polecanego sobie pocztą pantoflową. Stefa poleciła, a
pozostałe, które przeczytały, zachwyciły się i polecają następnym. Podczas
spotkania Stefa zaprezentowała autoaudiobook – przeczytała blisko trzy strony,
żeby tym, co przeczytały, przypomnieć, a te, co nie przeczytały, zachęcić. Przeczytała
o pierwszym zbliżeniu Wery i Dżokeja. Niektóre fragmenty („w progu stanął,
wystrój pochwalił (…) masz rączkę do dekoracji…”) jak ulał pasowały do
wstępnych minut w nowym lokalu Poldzi, która została gospodynią czerwcowego
spotkania. Uczestniczki zgodnie pochwaliły i wystrój, i dekoracje, i
fenomenalny widok zaokienny.
3. Na piętrowym stoliczku w nie-fryzjerskim salonie
znalazły się potrawy z kuchni fryzjerskiej: wykonany przez Strunę deser włoski, czyli tiramisu z
ciastkami-jeżykami (ciastka jeżyki w wersji solo również były), zrobione przez
Kicię zakręcone w loki tortille, drożdżowy warkocz upleciony przez Stefę, żelki
(żel do włosów jest potrzebny, wiadomo), przypominające kołki do trwałej
ondulacji ptysiowe pałeczki, przygotowana przez Królową „ruda szatynka z łupieżem”,
czyli razowe spaghetti z czerwonym pesto posypane tartym grana padano. Poldzia
zrobiła sałatkę z makaronem przypominającym poskręcane włosy oraz tartę z
posiekanym w kłaczki porem. Pyszności te zajadano przy dźwiękach z musicalu „Hair”.
4. Z uwagi na zbliżające się rozwiązanie Kici
pozaksiążkowe tematy rozmów dotyczyły przygotowania do porodu, porodów,
doświadczeń poporodowych, opieki nad noworodkiem oraz dzieci własnych i obcych.
Zapewniona o wsparciu duchowym Kicia została zobowiązana do w miarę szybkiego
powiadomienia Uczestniczek o przyjściu na świat Kiciątka. Ustalono, że kolejne
spotkanie (12 lipca) odbędzie się w stałym lokalu książkowym lub na działce u
Struny (w zależności od warunków pogodowych). Książką omawianą będą „Akuszerki”.
Kicia dostała zakaz czytania tej książki do momentu zakończenia wieku rozrodczego,
ale być może, posługując się własnym świeżym doświadczeniem, zechce rzucić współczesne
światło na temat poruszony przez Sabinę Jakubowską. Obowiązywać będzie kuchnia
poporodowa – taka dla położnic i matek karmiących.
5. Rudzka pisze: „Ten świat jest zagadany. Pierdolą o
wszystkim, a coraz gorzej. Zaraza, wojna, inne końce świata”. Uczestniczki
dyskutują bardziej o nadziei, radości, nowym życiu i nowych dzieciach. Ale
rzeczywiście, nie ma co gadać (i pisać) po próżnicy.
Widzimy się w lipcu.
k.
wtorek, 4 czerwca 2024
Przypominajka przed "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Ha, ha, ha! Hi, hi, hi! He, he, he! Zobaczymy, jak i czy w ogóle będziemy się śmiać, omawiając książkę Zyty Rudzkiej. Spotykamy się w najbliższy piątek. Przekąszać będziemy dania z kuchni fryzjerskiej.
środa, 15 maja 2024
"Chłopki. Opowieść o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
Protokół po "Chłopkach. Opowieści o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
No i wyszła z butów słoma.
1. Joanna Kuciel-Frydryszak napisała książkę zmuszającą
do autorefleksji i do głębszego pogrzebania w rodzinnych historiach, do
sprawdzenia, co ukryte zostało w korzeniach drzew genealogicznych i do zmierzenia
się z czasem niewygodnymi szczegółami z życia babć i prababć, ale także
dziadków i pradziadków. „Chłopki” dobrze się czyta, czuć, że autorka sięgnęła
po ten temat również (a może przede wszystkim) ze względów osobistych. Zawarte
w książce teorie poparła bogatym materiałem źródłowym. Szeroko ujęła temat życia
kobiet na wsi, choć na pewno niektóre obszary można by opisać bardziej
szczegółowo czy dodać do układanki obrazującej los chłopek i chłopów jeszcze
inne elementy. „Chłopki” to wieś sprzed stu, stu pięćdziesięciu lat. Od tego
czasu wiele się zmieniło, wiejski lud nie cierpi głodu, wiejskie dzieci nie
chodzą boso i mogą uczyć się w szkole tak długo, jak tylko chcą. Obecnie
mieszkanki wsi, na równi z miastowymi, korzystają z wygód i wynalazków
technicznych znacząco ułatwiających im życie. Ale w sferze społecznej,
psychicznej zmiany się dzieją bardzo powoli. Na wsiach opinia publiczna („co ludzie powiedzą”) nadal ma ogromne znaczenie, słowo księdza z ambony ciągle
ma wielką moc, a praca kobiet cały czas jest postrzegana przez mężczyzn jako
mniej ważna albo zupełnie nieważna. A kobiety nadal od rana do nocy się
krzątają, nie usiedzą, zawsze sobie znajdą coś do roboty, nie uznają siedzenia
po próżnicy.
2. Temat spotkania otworzył Pana Rexa, który przywołał
wiele historii ze swojego dzieciństwa na wsi. Pozostałe Uczestniczki spotkania,
choć wychowane prawie od początku w mieście, również miały wiele do powiedzenia
o swoich relacjach z pozostałą częścią rodziny mieszkającą na wsi i o zawiłych
losach przodków, a przede wszystkim dzielnych wiejskich przodkiń, które z godną
podziwu determinacją, siłą i odwagą pokonywały życiowe przeszkody. W
przytaczanych anegdotach rodzinnych poszukiwano wyjaśnienia własnych zachowań.
To budujące, gdy sobie człowiek uświadomi, że szkoły rodzenia to współczesny
wynalazek, tylko częściowo zastępujący wiedzę i doświadczenia o ciąży,
porodzie, połogu przekazywane w kobiecych genach z pokolenia na pokolenie.
Drugą stronę medalu stanowią wszelkiego rodzaju przesądy i zabobony, których
trudno się pozbyć nawet w obecnie naukowo rozpracowanym życiu, oraz „hamujące
drogowskazy”, wymagające niejednokrotnie interwencji terapeuty. Dyskusji
towarzyszyła stosowna scenografia i oprawa muzyczna: Struna przyniosła chustkę
na głowę noszoną przez jej babcię Helcię, na stole pojawiły się irysy z
wielskiego ogródka, w tle brzmiały dźwięki z kilku płyt Kapeli Ze Wsi Warszawa.
Objętościowo sporą częścią scenografii była coraz bardziej kuleczkowata,
przygotowująca się do wydania na świat maluszka, Kicia - stanowiła ona
wspaniałą ilustrację do omówionych bardzo wstępnie, zaplanowanych na lipiec
„Akuszerek”.
3. Kuchnia chłopska, choć kiedyś monotonna i uboga
odżywczo, przeżywa swój renesans, uzyskała nowoczesny, atrakcyjny dla
współczesnych, sznyt. Były zatem odsmażane na patelni ziemniaki z dymką
(cebulka z własnej grządki). Było ciasto drożdżowe z serem, babka ucierana i
piernik. Były drożdżowe racuchy posypane cukrem pudrem. Były placuszki
ziemniaczane z sosem jogurtowym. Pojawiła się również podana na liściu młodej
kapusty wegetariańska „łazania”, czyli makaron łazanki z warzywami. Była także
wielkomiejska tarta z mascarpone i truskawkami i kruche ciasteczka w kształcie
serduszek. Pito głównie herbatę owocową.
4. Z historii pobocznych przytoczono kilka związanych ze
zwierzętami. Stefa opowiedziała o tym, jak uratowała sikorkę zaplątaną w siatkę
ogrodniczą. Struna powiedziała, jak podwiozła na rowerze zmęczonego motyla.
Królowa mówiła o dwukrotnym ratowaniu życia jaszczurek przyniesionych do domu
przez bookcata Czikitę. Kicia i Poldzia podzieliły się historiami o ratowaniu
owadów: pająka i bliżej niezidentyfikowanego robaczka. Poldzia przyniosła
zebranym pamiątki ze swoich podróży.
5. Następne spotkanie zaplanowane zostało na 7 czerwca.
Omawiając „Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyty Rudzkiej, zajadać się będzie
potrawy z kuchni fryzjerskiej.
Nasze Babcie, Prababcie, Ciocie-babcie – mamy to po
nich. Cześć ich pamięci!
k.
wtorek, 7 maja 2024
Przypominajka przed "Chłopkami. Opowieścią o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
Tych, którzy mają korzenie chłopskie, małomiasteczkowe lub wielkomiejskie, zapraszamy do pogrzebania w przeszłości, w swoich rodowodach i zrobienia autoanalizy zachowań obecnych w kontekście dziedziczenia cech rodzinnych.
Widzimy się w najbliższy piątek. Obowiązywać będzie
kuchnia chłopek.
czwartek, 25 kwietnia 2024
"Mój mały zwierzaku" Marieke Lukasa Rijnevelda
Protokół po "Moim małym zwierzaku" Marieke Lukasa Rijnevelda
Uczestniczki kwietniowego Spotkania Pod Pretekstem nie
spodziewały się, że będą omawiać tak trudną, ciężką, straszną, a jednocześnie
tak świetnie napisaną i tak głęboką, poruszającą książkę.
1. Weterynarz, specjalista od zwierząt, mąż i ojciec,
osacza 14-letnią córkę swojego klienta – osacza ją jak zwierzę, wabi, oswaja,
kusi, podchodzi, zastawia zasadzki, cierpliwie czeka, aż ofiara pojawi się na
celowniku, sama wpadnie w zastawione wnyki. No i bezbronne, niewinne, cielaczek,
zagubione zwierzątko finalnie kończy w łapach myśliwego. Nastolatka
przeżywająca trudy dorastania, a dodatkowo obciążona odejściem matki i
odrzucona przez ojca, to łakomy kąsek dla dorosłego, który tak naprawdę nigdy
nie dorósł, bo mu na to nie pozwolono. A w tle żona weterynarza, nauczycielka,
udająca, że nie widzi zachowania swojego męża, tuszuje sprawę, a w końcu całą
winę zrzuca na dziewczynkę – ofiarę tej sytuacji. Pewne sceny, pewne wątki,
zostaną z czytelnikiem na długo. A „Smells Like Teen Spirit” Nirvany już nigdy
nie będzie brzmiał tak samo.
2. Marieke Lukas Rijneveld – rocznik ’91, młody
niderlandzki pisarz, który stworzył zachwycająco straszny obraz umysłu pedofila
i jego nastoletniej ofiary. Marieke – to imię żeńskie, Lukas – męskie. Z tyłu
okładki książki spogląda ze zdjęcia twórca „Zwierzaka” – chłopak z długimi
włosami o dziewczęcych rysach twarzy. Nastoletnia bohaterka książki przeżywała podobne
rozdwojenie płci. Obie główne postacie są opisane z taką wnikliwością, głębią i
znajomością złożoności tematu, że trzeba zapytać, czy aby na pewno ta powieść
jest w całości tworem wyobraźni autora. Wygląda
na zbyt dobrze napisana, żeby była fikcją. Ale może jednak lepiej jest myśleć,
że dogłębne potraktowanie tematu lepiej wynika z zasłyszanych opowieści,
przestudiowanej literatury psychologicznej czy zmysłu obserwacji niż z własnego
doświadczenia. Kicia stwierdziła, że to najobrzydliwsza książka, jaką
kiedykolwiek przeczytała. A Stefa dodała, że „Mój mały zwierzaku” jest jak zło,
przed którym się ucieka: zasłania się oczy rękami, żeby nie widzieć, żeby się
nie bać, ale to zło kusi, więc patrzy się dalej przez szparę między palcami.
3. Narracja to, zgodnie z określeniem Struny, „rzyganie
zdaniami”. Monolog, ciąg słów, który zdawał się nie mieć końca, dialogi
wplecione w długaśne zdania – wizualnie trudno się to ogarnia. Ale, co ciekawe,
dobrze się czyta. Dla czytelnika nie znającego języka angielskiego wyzwaniem
może być wyłapanie kontekstu we fragmentach, w których ten angielski jest użyty
- niestety, bez tłumaczenia; dla Holendrów angielski jest niemal drugim
językiem ojczystym, dla Polaków raczej nie. Mimo to wielkie chapeau bas dla tłumacza,
Jerzego Kocha za niebywały kunszt translatorki.
4. Muzycznie zaczęto od Nirvany, ma się rozumieć –
wybrzmiały płyty „Nevermind” i „In Utero”. Potem był jeszcze album sąsiadów
Holandii, czyli belgijskiej grupy Deus.
5. Tło gastronomiczne stanowiła kuchnia holenderska, ale
nie tylko. Były więc suszone penisy wydry, czyli pieczone wegetariańskie
paróweczki. Spod rąk Kici wyszły muffiny ze śliwkami (na szczęście bez pestek,
bo tak bezpośredniego nawiązania do książki chyba by nikt nie przełknął) i z serkiem
holenderskim. Struna miała przygotować szparagi pod sosem holenderskim, jednak
obawiała się porażki przy tym swoim „pierwszym razie” z sosem, więc ostatecznie
szparagi przykryte zostały zapieczonym kołdrą z sosu beszamelowego. Pojawiły
się herbatniki holenderskie. Królowa upiekła „materace”, czyli wypełnione
twarogiem z krowiego mleka ciastka. W nawiązaniu do popularnych w Niderlandach
wafelków stroopwaffels Stefa przyniosła piszingera z masą krówkową. Wszystkie
pyszności popito zieloną jak holenderskie pastwisko herbatą.
6. Dyskusję wieczorną przerwał Pan Rex oznajmiając
zebranym, że Kicia przyjechała pojazdem, na którym ktoś na brudnej masce
obraźliwie narysował męskie przyrodzenie symbolizujące potępienie za
nieprawidłowe parkowanie gdzieś na mieście. Kicia nie zdołała sobie przypomnieć
sytuacji, w której źle zaparkowała, więc zwaliła wszystko na chuliganów z
osiedla. Ten incydent nie wpłyną znacząco na ogólną atmosferę spotkania, które
w dużej mierze skoncentrowane było na 2-w-1 Kici i jej przygotowaniach do
rychłego podjęcia nowej roli życiowej – mamy. Zapowiada się, że będzie Kiciątko
płci męskiej – to dobra wiadomość w kontekście powszechnego stwierdzenia, że
chłopcy (a potem mężczyźni) mają w życiu lepiej.
7. Rozmawiano o planach wakacyjnych. Zaspojlerowano
trochę książkowy pretekst majowy i powiązano pochodzenie wiejskie z nadmiernym
gromadzeniem artykułów spożywczych przez część z Uczestniczek, przeciwstawiając
je równocześnie lodówkowej ascezie u Struny mającej miastowe korzenie rodzinne.
Rozmawiano o zadziwiającej więzi matka-syn, jej odmianach i różnych
konsekwencjach w życiu dorosłych już synów. Ilustracją do tej części dyskusji
był Mały Lord przytulający się na potęgę do swojej mamy, prowadzący rzeczową konwersację
z Ciociami, przysłuchujący się rozmowom i zabawiający się czołgami.
8. Kolejne spotkanie, zaplanowane na 10 maja, będzie
poświęcone „Chłopkom” Joanny Kuciel-Frydryszak, a towarzyszyć jej będzie
kuchnia chłopska, a raczej kuchnia chłopek.
Uważajcie na swoje nastoletnie dzieci.
Do zobaczenia za miesiąc!
k.
wtorek, 16 kwietnia 2024
Przypominajka przed "Moim małym zwierzakiem" Marieke Lucasa Rijnevelda
„Mój mały zwierzaku” – brzmi niewinnie, jak tytuł książeczki dla dzieci, na przykład takiej o próbie zaprzyjaźnienia się chłopca z kotkiem albo liskiem. Ale o czym naprawdę jest ta druga powieść bardzo młodego holenderskiego pisarza Marieke Lucasa Rijnevelda? O dziecku, owszem, ale na pewno nie dla dzieci.
Widzimy się w najbliższy piątek około 17.00.