niedziela, 19 września 2021

"Zapiski starego świntucha" Charlesa Bukowskiego

Protokół po "Zapiskach starego świntucha" Charlesa Bukowskiego

Takiej książki na klubiku jeszcze nie było!

rozmowy o facetach, o ich dziwnej, jakże odmiennej od kobiecej, konstrukcji umysłowej niejednokrotnie pojawiały się w ramach Spotkań już wcześniej, ale „Zapiski starego świntucha” były pretekstem do werbalizacji tych przemyśleń dosadnie po raz kolejny.

Pan Rex strategicznie już w pierwszych minutach spotkania udał się cichcem z butelką piwa pod pachą w ustronne miejsce z wielkim telewizorem, aby obejrzeć półfinałowy MECZ siatkówki Polska-Słowenia (nasi niestety przegrali).

Poldzia zaczęła dyskusję od wyznania, że tak naprawdę nie wie, o czym książka wieczoru była. no i wtedy się zaczęło! pozostałe Uczestniczki poczęły wyjaśniać, co pisarz Bukowski miał na myśli. autor, mający za sobą traumatyczne dzieciństwo w patologicznej rodzinie, ofiara przemocy ze strony rodziców, opisuje swoje dorosłe życie kręcące się wokół alkoholu, seksu, pijackich sesji, przypadkowych zajęć zarobkowych. tytułowy Stary Świntuch to degenerat, alkoholik, nierób, nieudacznik w relacjach z innymi. coś, co odróżnia go od innych ludzi z tak zwanego marginesu społecznego, to większa niż u pozostałych wrażliwość i umiejętności pisarskie. ta kombinacja stała się powodem chyba największej FRUSTRACJI Bukowskiego: jego poczucia niespełnienia, niedocenienia jako pisarza i poety.

w „Zapiskach…” pojawia się kilka zabawnych fragmentów (Struna stwierdziła: „Bukowski jest DOWCIPNY”), jest parę ujmujących poetycko opisów. ale są też słowotoki alkoholika, użalanie się nad sobą, odrażające opisy orgii z udziałem prostytutek, mężczyźni wykorzystujący do masturbacji słuchawki telefoniczne z wymontowanym mikrofonem czy wazony (plus mięso mielone i kilka surowych jajek). WAZON w swoim właściwym zastosowaniu z aksamitami pojawił się na stole. „Zapiski…” to historie-migawki, obrazki z życia pijaka, któremu zbyt często urywa się film.

książka wieczoru sprowokowała zebrane Uczestniczki do rozmów o relacjach kobieta-mężczyzna, o miłości kobieta-kobieta, o zależności rodzice-dorosłe dzieci. podniesiono temat uczenia progenitury samodzielności aż do stopnia wyrobienia w nich poczucia SAMOWYSTARCZALNOŚCI, blokującej nawiązywanie relacji partnerskich z innymi. Stefa parę razy wyraziła opinię na temat przyczyn częstego braku wzajemnego zrozumienia między kobietami i mężczyznami. według niej kobiety są 3 kroki do przodu, dlatego potrafią dostrzec konsekwencje podejmowanych działań, więc nie robią głupot.

Bukowski chyba byłby zadowolony, gdyby wiedział, że muzyczną ilustracją do jego „Zapisków…” były amerykańskie formacje Porno For Pyros, Red Hot Chili Peppers (z płytą „Blood Sugar Sex Magic”) oraz Jane’s Addiction (okładka płyty przedstawiająca trzy postaci w negliżu została pruderyjnie usunięta sprzed oczu Małego Lorda).

salwy śmiechu i masę dwuznacznych komentarzy wzbudziła towarzysząca rozmowom kuchnia fallusowa, tudzież falliczna, a zwłaszcza przygotowane przez Poldzię PENIPTYSIE, czyli eklerki w kształcie penisów z kremowym wnętrzem. Kicia przyniosła PAŁY w asortymencie: kukurydziane, w czekoladzie, z sezamem i tymiankowe, symbolizujące united colors of Benetton. za sprawą Królowej pojawili się też NUDYŚCI na chorwackiej plaży, czyli ćevapčići wegańskie z dipami. Struna podała KOLBY na ciepło oraz RURY z nadzieniem w wersji vege i mięsnej. Stefa upiekła PARÓWKI w cieście. wielka zapiekana faszerowana CUKINIA odpowiednio uformowana w jedyny właściwy kształt i zaserwowana z sosem śmietanowym wyszła spod rąk Kici. w miseczkach były też fistaszki (nawiązujące do określenia „jaja jak fistaszki”), chrupki, podłużna słomka ptysiowa z cukrem i wafelki. wprawdzie nie falliczne w kształcie, ale pasujące nazwą do pozostałych potraw, były też ciastka DO MACICY, czyli malinowe herbatniki. wszystko zapito dwiema butelkami wina: chorwackiego i greckiego. maleńkich żółwików-magnesików, które ze swoich wojaży zagranicznych dla Uczestniczek przywiozła Kicia, na szczęście nie zjedzono.

rozochocone spożytym alkoholem Uczestniczki entuzjastycznie zareagowały na przyjście pod koniec zebrania klubikowego prawdziwego MĘŻCZYZNY Z JAJAMI - Pan Rex, obmacawszy wpierw okoliczne kury, przyniósł blisko setkę jaj. dilerka jaj poszła szybko i sprawnie – wszystkie znalazły swoje nowe lodówki.

ustalono termin następnego spotkania: 29 października. mimo delikatnych protestów uznano, że wreszcie trzeba przełknąć tę żabę zwaną Cortazarem. jest dość czasu, żeby zapoznać się z „Grą w klasy” nawet w tej wersji dłuższej. wyzwaniem kulinarnym będą potrawy zagadkowe, nieoczywiste, których spożycie będzie się wiązać z tajemniczym wnętrzem. podczas jedzenia zagramy w „pokaż, kotku, co masz w środku”.

a komu mało Bukowskiego, to polecamy zapoznanie się z jego poezją w wersji oralnej ;)

https://www.youtube.com/watch?v=paqtUQF1U0k

trzymajcie się zdrowo, dbajcie o siebie! do zobaczenia na kolejnym Spotkaniu Pod Pretekstem Książki!

Polannę mocno ściskamy!

k.

PS. dopiero po opuszczeniu lokalu klubikowego przez przybyłe Uczestniczki Pan Rex odważył się skosztować zaserwowane potrawy fallusowe. wszystko zachwalał, jednak na samym końcu z pewnymi oporami spróbował peniptysie – przed zjedzeniem przełamał je na dwie części, bo w całości przez gardło by mu nie przeszły.














środa, 15 września 2021

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

"Ostatnia arystokratka" Evžena Bočka


Protokół po "Ostatniej arystokratce" Evžena Bočka

Hi-hi-hi-historyczny moment to był!

Podczas sierpniowego Spotkania Pod Pretekstem Książki, w pałacowych ogrodach Rodziców Struny, podobnie jak na zamku w Kostce - bez prądu, omówiono najśmieszniejszą dotychczas książkę w dziejach Spotkań.

1. Skład obecnych nie był wprawdzie pełny, więc powyższa teza być może będzie musiała zostać zweryfikowana za miesiąc. Na zmianę osądu może mieć wpływ nieobecna Poldzia i jej zdania wszyscy uczestniczący w spotkaniu są ciekawi, ponieważ Poldzia często ma odmienną niż większość opinię na temat czytanej książki. Stefa już wcześniej polecała tę zabawną lekturę. Te uczestniczki, które w miniony piątek rozmawiały o pierwszym tomie z serii o arystokratce Marii Kostce, przerzucały się najzabawniejszymi scenkami z życia mieszkańców zamku w Kostce. Doceniono dosadne określenia i porównania, komizm sytuacyjny, obrazowy opis wydarzeń, wartką akcję, celne pointy. No i jeszcze główni bohaterowie: wyraziści, ekspresyjni, jedyni w swoim rodzaju, każdy inny, ale wszyscy tworzący doskonały zespół. Królowa zapoznała się z tomem drugim serii – jest równie komiczny jak pierwszy, a może nawet i bardziej.

2. Rozmowom o „Arystokratce” towarzyszyły chodzące w te i nazad w tle muflony, czyli owce w sporym stadku. Muflony zostały obfotografowane, w stronę muflonów wysłano liczne „ojej, jakie słodkie”, „o-o-o, patrz, jak ten malusi wskoczył na górkę i bryka” i „ach, jakie piękne”. Przez chwilę Kicia liczyła przechodzące muflony, kiedy jednak zaczęła ją ogarniać drzymota, zaprzestała.

3. Struna zadbała o szlachetne warunki dyskusji, wydobywając z czeluści działkowego pałacu szklany pantofelek (niestety, mimo przycięcia palców i pięt za pomocą pilnika do paznokci żadnej z uczestniczek nie udało się wcisnąć do niego swej nadobnej stópki), który posłużył za świecznik. Celem Struny było stworzenie wielkopańskiej atmosfery i spożycie kolacji przy świecach, a właściwie przy świecy antykoszmarowej jonizującej powietrze. Przy tak oprawionej kolacji nie zabrakło wytwornego, choć nie wytrawnego wina „Arabella”. Resztki wina na wynos do spożycia w odosobnieniu w swoim buduarze zabrała Błyskawica.

4. Z pałacowych kuchni przywędrowały odpowiednie dla najdelikatniejszych podniebień potrawy: prażone przez blisko 2 godziny nad wonnym ogniskiem ziemniaki z dodatkami (oczywiście z bo kiem i kiełbasą oraz wydzieloną w kociołku strefą vege, na którą jednak nie skusiła się vege-Kicia) oraz szaszłyki - znowu z bočkiem i wersji z tofu dla vege-lubnych wyszły spod ręki Pani cichej Struny. Cicha Błyskawica chciała przynieść śliwki wędzone w bočku, jednak ostatecznie boček został zastąpiony baleronem. Mięsnym daniom towarzyszyła ostro-słodka musztarda „Czeska”. Cicha Królowa przygotowała tartę pieczarkową z serkiem pleśniowym i orzechami włoskimi. Tarta w temat książki wpisywała się następująco: w „Arystokratce” piekli i jedli gęsiàgąskiàgrzybyàpieczarki. Była też mieszanka orzechów włoskich z rodzynkami. Orzechy w mieszance i orzechy na tarcie oczywiście nawiązywały do orzechówki w nadmiarze spożywanej przez panią Cichą. Kicia cicha przyniosła bramborvé lupínky oraz ser halloumi tego wieczoru pełniący rolę smaženýego sýra. Świniobicia podczas spotkania nie było. Za to konsumpcji przyglądały się dwa jeże, którym na drodze do miłości stanął stół biesiadny. Jeżobicia też nie było.

5. Omawiając przodków Marii Kostki – ostatniej arystokratki wspomniano Wacława zwanego Wielkim Świntuchem. Od tej postaci rozmowa płynnie przeszła do ustalania książkowego pretekstu na kolejne spotkanie, zaplanowane na 24 września. Otóż wydaje się być zrozumiałym, że za miesiąc omówione będą „Zapiski starego świntucha” Charlesa Bukowskiego. Dysputom towarzyszyć będzie kuchnia fallusowa lub falloidalna. „Gra w klasy” znowu musi poczekać na swój wieczór, co z pewnością dobrze jej zrobi, ponieważ omawiające ją Uczestniczki będą o kolejny miesiąc starsze i dojrzalsze.

6. Mały Lord obecny na spotkaniu przez jakąś godzinę nie wypowiedział się ani na temat „Ostatniej arystokratki”, ani arystokracji w ogóle. Opuszczając pałacowe ogrody ze swoim Lordem Fatherem, minę miał z lekka znudzoną. Pozostałe na spotkaniu aż do samego końca, czyli do momentu tradycyjnego przejścia Struny i Kici przez otwartą bramę, uczestniczki tkwiły w oszołomieniu wywołanym obcowaniem choć przez chwilę z prawdziwym Lordem i jego rodzicielem.

Uvidíme se v září!

k.








czwartek, 19 sierpnia 2021

Przypominajka przed "Ostatnią arystokratką" Evžena Bočka

Ha, ha, hi, hi – hejże hola!

Zapowiada się dużo śmiechu, a przynajmniej rozmowa o książce, która wzbudza dużo śmiechu.

Omówimy czeską „Ostatnią arystokratkę”, a raczyć się będziemy specjałami nawiązującymi do książki (ponoć boczek już się wędzi, a muflony marynują). Miejsce spotkania: działka Rodziców Struny. Najbliższy piątek od 17.00.

poniedziałek, 26 lipca 2021

"Powrót do Missing" Abrahama Verghese


Protokół po "Powrocie do Missing" Abrahama Verghese

Dzień dobry i dobry wieczór!

W lipcowo-działkowych okolicznościach przyrody miejsce miało kolejne spotkanie książkowe poświęcone grubaśnej „Powrót do Missing”. Jedyny dostępny egzemplarz krążył od kilku miesięcy między Uczestniczkami i książkę omówiono dopiero wtedy, gdy przeczytały ją wszystkie. Czekano zwłaszcza na Poldzię.

1. Ku zdziwieniu zebranych „Powrót do Missing” jednogłośnie oceniono pozytywnie. Wszystkim się podobał, choć każdej z Uczestniczek przypadł do gustu ze względu na inny aspekt. Doceniono wątek relacji rodzinnych oraz rzeczowe i wnikliwe, lecz nie nazbyt naukowe opisy medyczne. Spodobała się mieszanka indyjsko-etiopsko-amerykańska. Zastanawiano się nad fenomenem życia bliźniąt. Dostrzeżono pisarską umiejętność autora w stworzeniu fikcji literackiej sprawiającej wrażenie autobiografii.

2. Historia matki głównych bohaterów, bliźniaków, która była zakonnicą, zapoczątkowała dyskusję na temat Kościoła katolickiego w Polsce i negatywnego wpływu współczesnych księży na życie pojedynczych wiernych. Mówiono też o umieraniu, śmierci, starzeniu się. A przy okazji rozmów o starzeniu, próbowano opisać proces nabywania mądrości życiowej, dojrzałości, która pozwala spojrzeć z wyrozumiałością i dystansem na siebie sprzed lat i na swoje młodzieńcze błędy, wyciągając z nich cenne wnioski i lekcje.

3. Błyskawica pokazała zebranym zdjęcia swojego trzymiesięcznego wnuczęcia, który otrzymał zasłużone „ochy” i „achy”. Jednak po prawdzie więcej pień otrzymała fotografia nowego kociątka Poldzi, która dzieliła się z zebranymi problemami związanymi z próbą pogodzenia pod jednym dachem starego psa ze starym kotem i młodym kotem (uszczegóławiając: pies i młody kot trzymają sztamę przeciw dorosłemu kotu, bardzo zestresowanemu obecnością kociego dzieciątka).

4. Omówiono tematy medyczne (choroby, rekonwalescencje, badania, opuchlizny spowodowane ugryzieniami, szczepienia). Zdano sobie relację z poczynań progenitury (młodzież pracuje sezonowo, odpoczywa po egzaminach, nie chce chodzić do przedszkola). Nieśmiało rozmawiano o planach wakacyjnych wyjazdów, choć wiadomo, że wszelkie plany mogą szybko ulec zmianie, bo pandemia nie odpuszcza i wiele osób wieszczy, że wkrótce znowu nas wyzamykają.

5. Kuchnia działkowa nawiązywała do każdego z krajów występujących w książce wieczoru. Przybyła na rowerze Kicia przytargała na plecach lody (słony karmel i sernik nowojorski), ciasteczka z kawałkami czekolady oraz humus z precelkami (zaraz po spotkaniu Błyskawica poleciała do sklepu, żeby zakupić odpowiednią ilość tego przysmaku, bo tak jej spasował). Królowa przygotowała wakacyjny deser: domowej roboty gofry z bitą śmietaną i borówkami amerykańskimi. Stefa przyniosła alkoholową nowość, czyli mieniący się, przelewający niczym lawa szampan, a raczej wino lekko musujące z drobinkami złotego brokatu. Oprócz szampana Stefa podała też azifę, czyli etiopską sałatkę z zieloną soczewicą. Błyskawica zrobiła pikantny ryż z warzywami z imbirem i hinduską przyprawą. Poldzia przygotowała roladki „kolory Etiopii”, które były tak pyszne, że Uczestniczki pożarły je niemal z wbitymi w nie wykałaczkami (Poldzia dopilnowała, aby wykałaczki zostały wrzucone do ogniska w celu podtrzymania ognia). Struna ugotowała kapuściany tikil gomen, który należało zjeść z naleśnikami z czarnuszką a la indżera. Były też wafelki – suche i popękane niczym etiopska ziemia. Dla lipcowych jubilatek Królowa zrobiła czekoladowy torcik bezowy z malinami, który został zjedzony do ostatniego okruszka nawet przez osoby deklarujące, że nie lubią ciast bezowych.  

6. Kolejne spotkanie odbędzie się 20 sierpnia. Wtedy omówiona będzie „Ostatnia arystokratka”. Oprócz Królowej książkę tę przeczytała już Stefa i potwierdza zapowiedzi, że „Arystokratka” spodoba się pozostałym Uczestniczkom, bo jest naprawdę śmieszna. Kuchnia czeska.

7. Struna, by tradycji stało się zadość, po zakończeniu obrad klubikowych przeszła górą przez bramę działkową. Mimo że furtka była otwarta. 

A zatem do zobaczenia – być może znowu na działce rodziców Struny. Jeśli jednak nie tam, to wracamy do lokalu klubikowego.

k.











wtorek, 13 lipca 2021

Przypominajka przed "Powrót do Missing" Abrahama Verghese

 Lato, lato, lato… i kolejne spotkanie książkowe! Już w najbliższy piątek w działkowych okolicznościach przyrody omówimy „Podróż do Missing”. Można się schodzić od 17.00.

czwartek, 17 czerwca 2021

"Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" Karoliny Bednarz


Protokół po "Kwiatach w pudełku. Japonii oczami kobiet" Karoliny Bednarz

Konnichi wa!

Z małym poślizgiem przedstawiamy zapiski z klubiku poświęconego książce o Japonii i Japonkach napisanej przez Polkę.

1. „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet” to przejmujący obraz Kraju Kwitnącej Wiśni, który piórem Karoliny Bednarz zostaje odczarowany, zdemaskowany, pokazany od niestereotypowej strony. Jednak pojawia się jednocześnie pytanie, na ile Europejka potrafi obiektywnie opowiedzieć o Dalekim Wschodzie, na ile normy społeczne, w których wychowana została autorka, wpływają na jej postrzeganie Japonii. Zastanawiano się, czy tematy pojęte w książce, bardziej czy mnie świadomie, nie są dobrane w taki sposób, żeby udowodnić tezę autorki, że bycie kobietą w Japonii jest dużo gorsze niż bycie kobietą w Europie. W ogóle rozważano, czy reporter piszący o kraju odległym kulturowo i społecznie od kraju jego pochodzenia, potrafi uniknąć subiektywizmu, czy możliwe jest napisanie przez niego książki nie sugerującej czytelnikowi opinii o danym miejscu. No i wysnuto wniosek, że, choć jest to trudne, to jednak możliwe, czego przykładem jest literatura Kapuścińskiego. Może Kapuściński nie był obiektywny, może pomijał pewne fakty, które burzyłyby jego zamiar przedstawienia kraju w określony sposób, jednak robił to na tyle umiejętnie, że czytelnik nie ma wrażenia, że autor ukrył przed nim „drugą stronę medalu”. A w przypadku „Kwiatów w pudełku” takie odczucia, choć bardzo delikatne, pojawiają się.

2. Karolinie Bednarz na pewno udało się natomiast zebrać w „Kwiatach…” bardzo wiele „obrazków” z Japonii. Ich mnogość pomaga zrozumieć złożoność tematu, wielowymiarowość kraju, który często postrzegany jest jedynie przez pryzmat samurajów, kobiet z wachlarzami w kimonach, zaawansowanej technologii i szybkich pociągów z kwitnącymi sadami czy górą Fuji w tle. W „Kwiatach…” znaleziono wiele przerażających opisów, których nikt by się po Japonii nie spodziewał – wypaczony system edukacji, przepracowanie i przemęczenie, represyjne normy społeczne, nieludzkie oczekiwania wobec dziewczynek i kobiet, zaburzenia i choroby psychiczne, samobójstwa, przemoc domowa i w pracy, wykorzystywanie psychiczne i fizyczne, zdrady i związki pozamałżeńskie, wyczerpująca opieka nad starszymi rodzicami i teściami, „przeziębienie serca”, czyli depresja, pornografia dziecięca i molestowanie w publicznych środkach transportu, kastowość, uprzedzenia, zachłanność, za którą płaci się zdrowiem i życiem, obłuda, dyskryminacja systemowa, seksualna i ekonomiczna. Współczujemy japońskim kobietom, współczujemy japońskim dziewczynkom, współczujemy japońskim dzieciom, współczujemy Japończykom, którzy mimo tego, że mają piękne i silne przodkinie, zapętlili się jakoś w tej chorej, męskiej, trudnej współczesności.

3. Jeden z fragmentów przytoczonych zaraz na początku dyskusji był taki: „Niezamężna kobiety po trzydziestce to przegrane psy”. He, he, he. Było też o tym, że „Japończycy uwielbiają zasady”, a „stres to u Japończyka stan naturalny”.

4. W czasie tradycyjnych dyskusji o sprawach medycznych było też po japońsku (obecna u niektórych Uczestniczek choroba Hashimoto). Zdano relację ze stopnia zaangażowania w program szczepienia przeciw Covid-19 (wszyscy pełnoletni Uczestnicy albo już zaszczepieni, albo po pierwszej dawce i w oczekiwaniu na drugą).

5. Struna z wypiekami na twarzy zdała relację ze swojego pierwszego razu, kiedy to założyła czerwone majtki sprezentowane przez Poldzię. Struna przywdziała majty z okazji egzaminów swojego nastoletniego Struniątka, żeby w ten sposób zapewnić mu pomyślność i szczęście.

6. Wspomniane Struna i Poldzia miały jeszcze jeden swój moment, kiedy to w związku z ich czerwcowymi jubileuszami urodzin pojawił się na stole okolicznościowy torcik. Paniom odśpiewano „Sto lat!”, dwie płonące świece (po jednej dla każdej z nich) zdmuchnął Mały Lord, który następnie rozdawał wszystkim zebranym talerzyki z kawałkiem tortu, przy okazji obficie na nie kichając. Torcik w składzie zawierał wiśnie, a jego dekoracją był płaski czerwony marcepanowy placek, co w połączeniu z białym kremowym tłem ładnie współgrało, tworząc japońską flagę.

7. Oprócz wiśniowego tortu z flagą były jeszcze „japońskie kamienie”, czyli wiśnie w czekoladzie, oraz arbuzy i truskawki (które miały zostać nadziane na patyczki, żeby stworzyć owocowe szaszłyki, bo słowo „szaszłyk” brzmi jakoś takoś po japońsku, ale ostatecznie podane zostały osobno). Kicia przygotowała springrollsy, które zaserwowała z sosem sojowym. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w skład owych springrollsów weszły: pasta miso, wodorosty wakame, papier ryżowy i jeszcze inne ingrediencje. Co ciekawe, Kicia twierdziła, że miała upiec japoński makowiec, ale nie znalazła w domu mielonego maku, za to po otwarciu kuchennych szafek okazało się, że uginają się pod składnikami egzotycznymi, z których przygotowanie azjatyckich pyszności jest bułką z masłem. Struna przyniosła zrobione przez siebie finezyjne tamagoyaki, czyli roladki omletowe z sosem sojowym. Struna mocno gestykulując bardzo obrazowo tłumaczyła sposób przyrządzania japońskich omletów, co, mimo jej zapewnień, nie wydaje się łatwe. Wspominając niebiańskie sushi, będące dziełem rąk Struny, przygotowane z okazji omawiania „Kroniki ptaka nakręcacza”, Poldzia zaproponowała klubikowe warsztaty robienia sushi – być może wydarzy się to już przy kolejnym spotkaniu. Stefa przyniosła bardzo smaczną sałatkę à la sushi – w kolorach sushi, z ryżem i tuńczykiem. Królowa przygotowała ciekawe danie z gryczanym makaronem soba, prażonym sezamem, młodym marynowanym imbirem i sosem sojowym. Z racji tego, że w Japonii jedzą psy (a może to w Chinach jedzą?), na stole pojawił się prażony pies Reksio… w formie chrupek.

8. Obradom muzycznie miała towarzyszyć muzyka z płyty Björk, na okładce której wokalistka wygląda jak gejsza. Jednak album ten został na półce w domu Struny, więc do odtwarzacza włożono inne płyty z dorobku Björk.

9. Długo rozmawiano o nowościach wydawniczych, o książkach ostatnio przeczytanych, niedawno zakupionych i planowanych do zakupu. Stefa otworzyła wirtualny koszyk zakupowy w księgarni, do którego można składać zamówienia. Królowa na tyle skutecznie zarekomendowała pierwszy tom z serii o czeskich właścicielach zamku Kostka, że Evžen Boček ze swoją „Ostatnią arystokratką” wdarł się od razu na szczyt listy książkowych pretekstów spotkań – wygląda na to, że wszyscy Uczestnicy zaśmiewać się będą przy czytaniu i omawianiu „Arystokratki” już w sierpniu.

10. A wcześniej, 16 lipca pretekstem do spotkania będzie „Powrót do Missing”, który przeczytać ma jeszcze jedynie Kicia i Poldzia. Podzię uprasza się o zapoznanie się z całą lekturą przed kolejnym klubikiem, gdyż jej profesjonalna opinia na tematy poruszone w książce będzie kluczowa w całe dyskusji. Tło kulinarne stanowić będzie kuchnia hindusko-etiopsko-amerykańska, a jeśli spotkamy się u Poldzi, to dodatkowo japońska (warsztaty sushi).

Życząc obfitych plonów pomidorowych (których sadzonki hurtowo dystrybuowano na koniec spotkania), żegnamy się głębokim ukłonem.

Do zobaczenia!

k.