sobota, 26 października 2019

"Sprawa Hoffmanowej" Katarzyny Zyskowskiej

Protokół po "Sprawie Hoffmanowej" Katarzyny Zyskowskiej


Pochwolony!
Na październikowym spotkaniu umówiono poleconą przez Stefę książkę nieznanej nam wcześniej pisarki – „Sprawę Hoffmanowej” Katarzyny Zyskowskiej. Jednak zanim się to stało, szampanem wzniesiono toast za naszą najnowszą Noblistkę – Olgę Tokarczuk. Przy okazji zrewidowano jej dorobek literacki i uznano, że trzeba będzie kiedyś jeszcze omówić na klubiku którąś z jej książek (może niekoniecznie „Księgi Jakubowe”. Toast wzniesiony był także za Małego Lorda, który w ostatnim czasie poczynił duże postępy rozwojowe, a ze swoją rodzicielką zrobił wręcz milowe kroki na drodze ku samodzielności.

1. Generalnie oceniono „Sprawę...” pozytywnie, choć najwięcej krytycznych uwag na jej temat miała Struna. Ta oparta na autentycznych wydarzeniach powieść została pochwalona przede wszystkim za ciekawie prowadzoną narrację. Autorka wykonała potężną pracę, aby uautentycznić przedstawione przez nią Zakopane z lat 30-tych XX wieku jako miejsce rozpusty, artystycznych spotkań i inspiracji, kontrowersji z przemykającym jak zjawa w mroku Witkacym. Ogromnie zaskakujące rozwiązanie zagadki Miry Mey nie przypadło do gustu Strunie (stwierdziła, że wątek relacji Miry i Jula zakończył się w stylu serialu brazylijskiego), ale doceniono kunszt pisarki w takiej konstrukcji, że po ujawnieniu rozwiązania wszystkie elementy powieści ułożyły się w całość jak kawałki puzzli. Ostatni rozdział książki, niby oderwany od historii, która się wydarzyła na Lodowej Przełęczy w 1933 roku (a tak naprawdę w 1925), niedopowiedziany, wprawia jednak czytelnika w osłupienie, zostawia go z niemym protestem na ustach: „Ale jak to? To nie mogło się tak skończyć!”.

2. Rozmowa o książce Zyskowskiej przywołała inne tytuły. Na przykład „Sprawę Gorgonowej” Łazarewicza, w której, podobnie, opisana jest potężna moc mediów (w latach 30-tych głównie prasy) i opinii publicznej, na podstawie pomówień i poszlak wydającej wyrok, piętnującej, oskarżającej i nieodwracalnie niszczącej komuż życie. Być może Zyskowska, poprzez nadanie tytułu swojej książce również zaczynającego się od „sprawa”, świadomie nawiązała do głośnej historii Rity Gorgonowej. Hoffmanowa skojarzyła nam się również z bohaterką powieści Hannah Kent „Skazana”. Struna znalazła ciekawą kontranalogię do omawianego miesiąc temu „Purezento”: u Bator jest o tym, że można skleić połamaną na kawałki duszę, a Zyskowska twierdzi wręcz przeciwnie –nie da się poskładać „do kupy” tego, co rozbite, roztrzaskane.

3. Tajemniczość historii opisanej przez Zyskowską została podkreślona przez zdarzenie, które było udziałem Stefy. Otóż jakiś czas temu, będąc w jednym z antykwariatów łódzkich, zupełnie przypadkiem znalazła maleńką, stareńką (z ’56 roku) książkę „Tragedie tatrzańskie”. W spisie treści nie było o dramacie Kaszniców (pierwowzorze Hoffmanów) na Lodowej Przełęczy. Okazało się jednak, że prawdziwe wydarzenia, które Zyskowska przerobiła na potrzeby swojej powieści, miały miejsce na Zamarłej Turni, o czym w antykwarycznym znalezisku Stefa już przeczytała.

4. Książka wieczoru sprowokowała rozmowy o zaburzeniach psychicznych, samookaleczeniach, zwłaszcza w kontekście współczesnej młodzieży. Dyskutowano też o polskim systemie edukacji i dzieciach oczywiście- własnych i cudzych. Błyskawica zrelacjonowała ostatnie poczynania swoich dorosłych już pociech.

5. Ścieżkę dźwiękową spotkania stanowiły: płyta „Na siedem” Zakopower, „Noc w wielkim mieście” Jazz Bandu Młynarski-Masecki i „Trzeszcząca płyta” Kaczkowskiego- dwie ostatnie wspaniale nawiązujące do muzycznej strony Zakopanego sprzed prawie stu lat.

6. Trochę przyszłościowo rozmawiano o „Motorach”, które są w czytaniu przed klubikiem w listopadzie. Stefa powiedziała, że dała Zegadłowiczowi szansę i przeczytała pierwsze 30 stron. Ale więcej czytać nie będzie, bo to jest książka właściwie tylko i wyłącznie o dupie. Przy okazji przywołano wspomnienia rodziców, którzy w czasach swej młodości pożyczali sobie pod ławką trudno dostępne egzemplarze „Motorów” (czasem okazywało się, że kilku kartek z najbardziej pikantnymi opisami w tych egzemplarzach brakowało) lub na maszynie do pisania kopiowali niektóre fragmenty.

7. Uczestniczki spotkania zaczęły robić mentalną listę książek, które można by omówić w przyszłym roku. Nominowane do tytułu „książkowej bohaterki/książkowego bohatera wieczoru klubikowego” są między innymi: „Gra w klasy” Cortazara lub coś Jorge Luisa Borgesa, “Czarodziejska góra”, biografia Olgi Boznańskiej czy “Ostatnie historie” Tokarczuk. Jak widać, to dopiero skromny początek propozycji czytelniczych, więc należy gromadzić ciekawe tytuły, żeby móc z czego wybierać przy tworzeniu listy. Przy okazji Królowa nie polecała niedawno przeczytanej biografii Jana Brzechwy, ale przytoczyła kilka zabawnych fragmentów z pseudoanalizy jego wierszy dla dzieci.

8. “Sprawie Hoffmanowej” towarzyszyła kuchnia zakopiańska, tatrzańska, która wypadła bardzo fajnie: były moskale z masełkiem, oscypki i korbacze, kanapki z jajeczną pastą oscypkową, kwaśnica na wędzonych żeberkach i chleb górski posmarowany osełką górską, podany z boczkiem bacy i serowymi warkoczami (własnoręcznie uplecionymi z korbaczy przez Strunę, która tym samym chciała nawiązać do warkoczy Miry Mey z czasów jej niewinności). Pito herbatkę z owoców lasu. Na deser było podane na sposób góralski w wykrochmalonej serwecie ciasto drożdżowe ze śliwkami i jabłkami. Wszystko było pycha!

9. Następne spotkanie odbędzie się 22 listopada. Mimo zniechęcenia Stefy, spróbujemy zmierzyć się z “Motorami” Zegadłowicza. Obowiązywać będzie kuchnia motorowa (okrągła jak koło motoru? Jedzona w czasie jazdy motorem? Przydrożna, czyli coś, co można zjeść na trasie? Uprasza się o samodzielną interpretację tematu przewodniego gastronomicznego).


Uważajcie, idąc w góry, a zwłaszcza w Tatry, bo “rację mają ci, którzy twierdzą, że w górach tkwi jakaś niepojęta, magnetyczna moc. One przyciągają do siebie i przytępiają rozsądek”.

Bezpiecznych powrotów ze szlaku.
k.




wtorek, 22 października 2019

Przypominajka przed "Sprawą Hoffmanowej" Katarzyny Zyskowskiej


Heeeej!
W piątecek, tyn, co bedzie, pogodomy se ło nosych pieknych górach, Totrach, i ło tych, co po tych górach chodzili i chodzo. Pogodomy ło ceprach, ło roznych bezeceństwach co sie w Zakopanem prowie sto lat tymu wyprawiały i ło innych sprowach duzej wagi.
Do zobacyska! Heeeeej!

poniedziałek, 30 września 2019

"Purezento" Joanny Bator

  Protokół po "Purezento" Joanny Bator


ハロ
W jesiennych już okolicznościach przyrody Uczestniczki i Uczestnicy spotkania książkowego zebrali się, aby podzielić się wrażeniami z przeczytania „Purezento” i z innych wydarzeń z ostatnich kilku tygodni.

1. Książka Joanny Bator podobała się, choć patrząc na ilość czasu poświęconą dyskusji na jej temat, nie była aż tak porywająca czy kontrowersyjna. Czytało się ją dobrze i, co może trochę dziwne, była łatwiejsza w odbiorze niż sierpniowa lektura Sukegawy czy powieści Murakamiego. Łatwiej było zrozumieć „co autor miał na myśli”. Polski rodowód autorki stanowił przewagę w ukazaniu istoty japońskości zawartej w książce. Japończycy piszą o doznaniach, polscy pisarze piszą o emocjach. „Purezento” jest nie tylko dla osób w kryzysie, w rozpaczy, na życiowym zakręcie czy podnoszących się po emocjonalnym upadku. To również przesłanie czy apel o zwolnienie, o robienie nawet najprostszej rzeczy z uwagą i z namaszczeniem, o życie tu i teraz, o angażowanie się każdą czynność na 200%. Powieść Bator wpisuje się w modne ostatnio slowlife czy mindfullness. 

2. Kulinarnym wyznacznikiem był tytuł omawianej w sierpniu książki Sukegawy, czyli czerwona fasola i wiśnia. Struna przygotował sałatkę „Umami” według wymyślonej przez siebie receptury: mix sałat z czerwonymi buraczkami, oliwkami, serem lazur i oczywiście wiśniami. Sałatka ta była jedyną wytrawną pozycją w menu. Stefa upiekła kruche ciasto z wiśniami pod bezową kołderką. Poldzia przyniosła ciasto z czerwonej fasoli. Królowa zrobiła babeczki z wiśniowym dżemem, wiśniami mocno alkoholizowanymi i bitą śmietaną z serkiem mascarpone. Pojawiły się też na stole quasi dorayaki, czyli oryginalnie ponoć nieziemsko słodkie japońskie placuszki z farszem z czerwonej fasoli, wokół których kręciła się akcja „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli”. W klubikowej wersji dorayaki składały się z placuszków (zamiast jednego będącego połączeniem dwóch sklejonych ze sobą) i fasolowego farszu podanego w miseczce obok placuszków, gdyż farsz klubikowy był zbyt płynny i nijak nie dał się zamknąć w placuszkach. No i dorayaki zrobione na potrzeby Spotkania zostały wykonane przy użyciu ok. 1/8 zalecanego w przepisie cukru, choć i tak były dość słodkie. Konsumpcji i rozmowom towarzyszyła muzyka Johna Lennona z płyty „Imagine”. Niestety, nie wysłuchano żadnego utworu Neneh Cherry.

3. W trakcie spotkania omawiano najnowsze nabytki książkowe. Komentowano też nowe kłafiury Stefy i  Królowej, a przy okazji skomentowano usługi świadczone przez lokalnych fryzjerów i cenniki tychże usług. Rozmawiano o inauguracji kolejnego roku szkolnego przez progeniturę Uczestniczek i o kupowaniu torebek (chwilowa refleksja, że może kolejna torebka jest niepotrzebnym zbytkiem, że po co komu następna torebka, została zagłuszona szybko stwierdzeniem, a właściwie filozofią życiową jednej z cioć Królowej, że przecież „torebek i butów nigdy za wiele”). Uczestniczki obgryzając paznokcie ze zdenerwowania kibicowały Poldzi na finiszu aukcji internetowej, w której Poldzia chciała wylicytować dla siebie emaliowany talerz (Poldzia talerza nie zdobyła, zasady aukcji w ostatniej chwili zostały nieco nagięte przez administratorkę, więc finisz pozostawił za sobą lekki smrodek i nutę rozczarowania wśród Uczestniczek).

4. Oprócz spraw przyziemnych dyskutowano również tematy duchowe. Stefa podzieliła się refleksją na temat potrzeby zwolnienia w życiu, zatrzymania się na chwilę, złapania oddechu. Do niej dołączyły głosy dotyczące uciekającego z zawrotną szybkością czasu (przy okazji Królowa przytoczyła wyniki niedawno przeprowadzonych badań naukowych potwierdzających, że czas szybciej upływa osobom optymistycznie nastawionym do życia, natomiast pesymistom czas się dłuży). Wrócono na chwilę do książki o kobietach tj. „Brakująca połowa dziejów” i do wątku traktowania kobiet przez współczesny Kościół polski. Wygłoszono sprzeciw wobec dobrze widocznego (zwłaszcza w obecnych okolicznościach politycznych) zjawiska wyznawania Kościoła, a nie Boga.

5. Zaplanowano też wstępnie lektury na trzy kolejne miesiące: w październiku (25.10) omówimy „Sprawę Hoffmanowej” Katarzyny Zyskowskiej (obowiązywać będzie kuchnia zakopiańska, tatrzańska), w listopadzie „Motory” Emila Zegadłowicza, a w grudniu „Shantaram”.

Z jesiennym pozdrowieniem,
k.