poniedziałek, 21 stycznia 2019

"Pochłaniacz" Katarzyny Bondy

Protokół po "Pochłaniaczu" Katarzyny Bondy


Styczniowa książka geograficznie bardzo wpisała się w wydarzenia z ostatnich dni w Trójmieście oraz sprawiła, że pojawiły się zadziwiające, „wiedźmowate” zbiegi okoliczności, zwłaszcza w sferze kulinarnej (o czym poniżej).

1. W trakcie spotkania dano upust emocjom wywołanym dramatyczną śmiercią prezydenta Gdańska i politycznymi, społecznymi i indywidualnymi czynami nią spowodowanymi. Rozmawiano o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, o udziale w imprezach charytatywnych, o pomaganiu, o przekazywaniu 1% podatku. Dyskutowano też o różnych stanach emocjonalnych, które fluktuacyjnie pojawiają się w każdym małżeństwie czy związku partnerskim. Wiele czasu poświęcono też na omówienie stanu samotności w sensie fizycznym (ktoś jest sam, ale nie czuje się osamotniony, bo ma wokół siebie wiele bratnich dusz i przyjaciół, na których może liczyć) i w sensie psychicznym (ktoś ma rodzinę, ale w sytuacji kryzysowej jest zdany wyłącznie na siebie). Bonda ustami jednego ze stworzonych przez siebie bohaterów daje uczestniczkom spotkania dobrą radę, pasującą nie tylko do tematu poszukiwania drugiej połówki: „Nie ganiaj za ludźmi, nie muszą cię lubić. Ci, którzy pasują do ciebie, znajdą cię i zostaną. A wtedy nie udawaj nikogo i nie dopasowuj się. Staraj się tylko być, aż poczujesz spokój. Słabości są potrzebne, nie musisz się ich wstydzić”.

2. „Pochłaniacz” okazał się średnim kryminałem. Owszem, lektura pochłania czytelnika i niemal do ostatniej strony trzyma w zagadkowym poczuciu niepewności. Ale jest zbyt wielowątkowa, splątana, zagmatwana (co pewnie było celowym zabiegiem autorki). Szybko, fajnie się ją czyta. Z uwagi na to, że Błyskawicy zostało do przeczytania sto stron, a Poldzia przeczytała dopiero sto stron, rozmowa o książce musiała być ostrożna i wyważona, żeby nie zepsuć tym dwu uczestniczkom przyjemności w samodzielnym odkrywaniu rozwiązania tajemniczego morderstwa. Podsumowując: Struna nadal jest nieprzekonana do kryminałów (choć od teraz na swój ulubiony Sopot będzie patrzeć zupełnie innymi oczyma), Królowa (mimo dwukrotnej lektury „Pochłaniacza”) wciąż nie jest pewna, który z bliźniaków okazał się zabójcą (upsss, miejmy nadzieję, że Poldzia i Błyskawica nie zwróciły uwagi na to zdanie), a Gazela, która pomimo doskonałego przygotowania do spotkania (przeczytała książkę i przygotowała sałatkę rybną), nie dotarła na nie (chore Gazelątko), za to przysłała esemesa ze swoją opinią: „dupy nie urywa, kryminałem bym tego nie nazwała, raczej powieścią z wątkiem morderstwa w tle, napięcia zero :( :( , ale katować się, żeby ją przeczytać, wcale nie musiałam”.

3. Mimo niezbyt przychylnych recenzji, z książki udało się wyłuskać kilka ciekawych cytatów („Jedyny pewnik w naszym życiu to zmiana”), poszerzono wokabularzyk (sekwenator, czyli sztuczny nos) oraz przyswojono sobie określenie, które będzie za jakiś czas pasujące do wszystkich uczestniczek spotkania (matka głównej bohaterki była „w wieku jesiennej chryzantemy”). 

4. Oprócz spożywania alkoholu (jak zwykle przodowała Poldzia, z niecierpliwością czekająca na powrót Królowej do picia, żeby móc jej oddać palmę pierwszeństwa w tej materii), jedzenia, głaskania dwóch policyjnych psów tropiąco-poszukiwawczych i jednego policyjnego kota węsząco-łaszącego, zabaw w „a-tu-tu”, czyli a kuku z Małym Lordem, rozmawiano też o zdrowiu, a właściwie jego braku. Bowiem uczestniczki spotkania coraz bardziej regularnie narzekają na samopoczucie i ciurkiem wymieniają swoje dolegliwości i niedomagania. Do „chorowitego” grona ze swoimi opowieściami dołączyła Królowa, która obrazowo opowiedziała o swoich nocnych krwotokach z nosa, ogólnym osłabieniu oraz niepokojąco niskim ciśnieniu tętniczym i latających przed oczami mroczkach (nie Mroczkach – bliźniakach z „M jak miłość”), co Poldzi natychmiast skojarzyło się z mroczkami będącymi wynikiem jakiegoś miłosnego uniesienia. Pan Rex, który dotarł do lokalu klubikowego w godzinach późnowieczornych, wyraził swe ogromne rozczarowanie faktem, że uczestniczki rozjechały się były do domów nie zaczekawszy na niego, jednak wytłumaczył sobie to tym, że uczestniczki się już ewidentnie starzeją, skoro muszą iść spać o tak wczesnej porze.

5. Spotkanie muzycznie nawiązywało do Trójmiasta (słuchano z płyt zespołu Kobiety), do treści książki (płyta formacji Tymon i Trupy) oraz do Seattle (album „The Full Sentence” zespołu Pigeonhead) – dużego formatu zdjęcie przedstawiające Kosmiczną Igłę jak zwykle wisiało nad głowami uczestniczek.
6. W temat książki wpisywał się fakt, że w gronie uczestniczek spotkania dominującym znakiem zodiaku były Bliźnięta. Niektóre uczestniczki miały też bliźniacze skarpetki w książki (na jedną parę składają się dwie różne skarpety książkowe, co jednak w zestawieniu z kolejną parą na stopach innej uczestniczki tworzy dwie bliźniacze pary skarpetkowe). Stefa i Błyskawica przygotowały bliźniacze wypieki: babka piaskowa z rodzynkami (przez co Błyskawica nawiązała do bursztynów zagrzebanych w piasku) oraz babka piaskowa kawowa (Stefa zdecydowała się na dodatek kawy, bo przecież kawa pochłania zapachy). Poldzia i Królowa bliźniaczo potraktowały łososia: Poldzia podała go na krążkach pumpernikla z serkiem i koperkiem, Królowa na placuszkach dyniowo-ziemniaczanych ze śmietaną i kiełkami rzodkiewki – efekt końcowy w przypadku obu potraw był zaskakująco podobny wizualnie. Królowa zaparzyła zieloną senchę truskawkową, a Stefa przyniosła nową paczuszkę dokładnie takiej samej herbaty. Z potraw nie bliźniaczych, a jedynakowych wręcz, była sałatka śledziowa przygotowana przez Strunę, podana z chrupkim pieczywem. Pochłonięto też intensywnie czekoladowe brownie z sosem malinowym, na które przepis Królowa wzięła z książki kulinarnej „Jedz zdrowiej”, co wspaniale usprawiedliwiało sięganie po każdy kolejny kawałek. Sos malinowy eksperymentalnie wylany przez Poldzię na babkę piaskową wyglądał jak gęsta krew na bladym ciele. 

7. W lutym omawiać będziemy „Annę Kareninę” Lwa Tołstoja. Spotkamy się 22 lutego. Obowiązywać będzie kuchnia miłosna, seksowna, afrodyzjakowa, ostra, pikantna – w zależności od tego, jak kojarzyć nam się będzie dyskutowana książka. Z uwagi na to, że będzie to spotkanie rocznicowe, przygotowany zostanie również torcik jubileuszowy, a uczestników spotkania uprasza się o przywdzianie bliźniaczych książkowych skarpet, które będziemy parować.

8. Protokół ze styczniowego Spotkania Pod Pretekstem Książki niech zamknie fragment z „Pochłaniacza”, mogący być mottem na przyszłość czy pomostem łączącym z następnymi spotkaniami, książkami, wydarzeniami: „Kiedy człowiek już wie, czego chce, a czego nie, jest dobrze (…) Potem wystarczy tylko iść drogą. Nie należy liczyć kroków ani oglądać się za siebie. Zbędny bagaż porzucić w pobliskim rowie i o nim zapomnieć. W drodze nie wszystko jest potrzebne. Wszystko, co nieodzowne, pojawi się samo, bo na szlaku cuda są czymś powszednim, a napotkani ludzie to ci właściwi. Życie to oddech. Mamy ograniczoną pulę uderzeń serca. Niepotrzebnie marnujemy je na wahanie, strach czy złość. Zawsze będą tacy, którzy chcą nas ciągnąć, kusić, przekonywać, że wiedzą, co dla nas lepsze. A trzeba po prostu iść naprzód, znaleźć dla siebie czyste powietrze. Takie, którym chcemy oddychać”.

Widzimy się za miesiąc!
k.


wtorek, 15 stycznia 2019

Przypominajka przed "Pochłaniaczem" Katarzyny Bondy


W Trójmieście jesteśmy myślami już od kilku dni. A w najbliższy piątek będziemy tam dodatkowo w sensie literackim. Oprócz dyskusji na temat dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce w Gdańsku w ubiegłą niedzielę, porozmawiamy o też o kryminalnych i obyczajowych wątkach w „Pochłaniaczu” Katarzyny Bondy. Na stole planujemy mieć pochłaniające trójmiejskie potrawy.
Do zobaczenia!

czwartek, 27 grudnia 2018

"Wujaszek Wania", "Wiśniowy sad", "Trzy siostry" Antoniego Czechowa


Okładka książki Wujaszek Wania. Trzy siostry. Wiśniowy Sad Protokół po "Wujaszku Wani" / "Wiśniowym sadzie" / "Trzech siostrach" Antoniego Czechowa 


„Naprzód! Kroczmy niepowstrzymanie ku jasnej gwieździe, która płonie tam daleko! Naprzód! Naprzód! Razem, przyjaciele!”

W szalejącej dookoła wichurze przygotowań do Świąt, w pogoni za karpiami i w burzy porządków domowych w piątkowy wieczór uczestnicy Spotkania Pod Pretekstem Książki znaleźli ostoję i zasiedli w ciszy i spokoju, w radosnej atmosferze, aby porozmawiać o utworach Antoniego Czechowa i o życiu w ogóle.

1. Spotkanie rozpoczęto od wspólnego przeczytania kartki ze świątecznymi życzeniami, która przyszła od Polanny aż z dalekiej Espanii. Przy okazji powspominano czasy, gdy Polanna przyjeżdżała w piątkowe popołudnia do poprzedniego lokalu klubikowego na spotkanie połączone z noclegiem i śniadaniem.

2. Każda z uczestniczek spotkania przeczytała choćby jeden z wyznaczonych wcześniej utworów Czechowa: „Wujaszek Wania”, „Trzy siostry” lub „Wiśniowy sad”, a były i takie, które przeczytały wszystkie trzy dzieła. Uczestniczki zaopatrywały się w egzemplarze książek w lokalnej bibliotece. Pani bibliotekarka powiedziała, wręczając Czechowa kolejnej przybyłej tam uczestniczce, że chyba jest jakiś konkurs, bo ostatnio zauważyła spore zainteresowanie Czechowem. Sięgając do klasyki rosyjskiej, uczestniczki przyczyniły się do poprawienia statystyk bibliotecznych w zakresie książek, których obecnie już prawie nikt nie czyta i być może trzeba by je było wycofać z obiegu (egzemplarz wypożyczony przez Królową, wydany w 1979 roku, był nietknięty ręką ludzką, o czym świadczyły nierozcięte niektóre strony).

3. Zauważono, że w omawianych dramatach (choć jeden z nich, „Wiśniowy sad”, został określony przez autora jako komedia), pojawiają się elementy wspólne: postać starej służącej/niani lub służącego/lokaja, postać starej panny, postać rozrzutna czy postać depresyjna. Istotnym elementem były wypowiedzi na temat małżeństwa jako swego rodzaju kontraktu czy wyrażone przez pewne osoby burżuazyjne tęskne pragnienia podjęcia pracy, oddania się działaniu dla dobra innych, które to twierdzenia pozostały na zawsze jedynie w fazie deklaracji. 

4. Królowa, mimo że czasem zasypiała podczas lektury, dostrzegła rzadko dziś doceniany i praktykowany kunszt pisarski polegający na minimalistycznym użyciu słów w didaskaliach. To wielka umiejętność tak skonstruować utwór, żeby za pomocą samych tylko dialogów zbudować postaci, nadać im cechy charakterystyczne, opowiedzieć całą historię, co więcej – zrobić to w tak jednoznaczny sposób, żeby aktorzy wcielające się w poszczególne postaci na scenie, wiedzieli, jak mają zagrać, żeby to było zgodne z zamysłem pisarza, a jednocześnie, jak skonstruować dramat, żeby odtwórcy ról mieli możliwość ich indywidualnej interpretacji. Rodzaj literacki, jakim jest dramat, na pewno jest dziś dość zapomniany przez czytelników i źle kojarzony, do czego z pewnością przyczynił się system oświaty. Uczestniczki spotkania były zadowolone, że po raz kolejny sięgnięto po klasykę literatury.
5. W utworach Czechowa znaleziono kilka cennych uwag i życiowych obserwacji. Na przykład to, że „jak się nie ma prawdziwego życia, żyje się mirażami” („WW”). Albo że „jeżeli dziewczyna kogo kocha, oznacza to, że jest niemoralna” (Ws”). Jest też informacja, że „in vino veritas”, czyli w winie prawda („3s”), co potwierdzić może szczególnie Poldzia, a także, że „mens sana in corpore sano”, co znaczy w zdrowym ciele zdrowy duch („3s”). Natomiast Tuzenbach w rozmowie z Wierszyninem („3s”) pyta: „A może na odwrót, może nasze życie będzie uchodzić za wzniosłe i górne, i ludzie będą je wspominali z szacunkiem”, czego byśmy sobie życzyli. A jedna z trzech sióstr, Irina, mówi: „Trzeba pracować, tylko pracować. Nam jest dlatego źle i dlatego widzimy wszystko w czarnych kolorach, że nie znamy pracy”, co potwierdza naszą opinię, że praca jest potrzebna dla dobrego zdrowia psychicznego i że praca to błogosławieństwo.

6. A propos zdrowia. Poldzia w czasie spotkania była cała okablowana, tj. podłączona do urządzenia monitorującego podstawowe funkcje życiowe. Z uwagi na fakt, że Poldzia spożyła znaczną ilość alkoholu oraz nie przejawiała jakichkolwiek niepokojących zachowań świadczących o problemach zdrowotnych, nasuwa się pytanie, czy wystające jej spod bluzki kable nie były przypadkiem częścią sprzętu do podsłuchu, dzięki któremu Pan Pold na bieżąco mógł kontrolować przebieg spotkania oraz tematykę rozmów. Dowodem na potwierdzenie tej tezy może być również to, że Poldzia wyjątkowo miło wypowiadała się na temat małżonka swego (może z wyjątkiem wspomnienia pewnego nietrafionego prezentu bieliźnianego otrzymanego od niego) i z czułością opisywała ich wspólną wyprawę na SOR, gdzie ranny podczas spaceru z psem Pan Pold został pozszywany i zaopiekowany.

7. Stefa przywołała temat niepokojącego zjawiska, które zatacza coraz szersze kręgi już nie tylko w Afryce, na Wschodzie czy w Polsce B, ale i w, wydawać by się mogło, wyższych sferach: analfabetyzm, a właściwie wtórny analfabetyzm połączony z rozpowszechniającym się brakiem zainteresowania rozwojem własnym i poszerzaniem wiedzy. Uczestnicy spotkania ubolewali nad tym, w jak wielu domach nie ma ani jednej książki, jak wielu ludzi nie czyta, nie interesuje się niczym innym niż oglądanie telewizji, a w niej seriali paradokumentalnych i szołów z udziałem celebrytów. W obszarze tematów pesymistycznych znalazł się również wątek bestialstwa ludzi wobec zwierząt, głównie psów i kotów. Obecni na spotkaniu Grudosława i Azoriusz oraz lekko niepełnosprawna, dopiero co wysterylizowana kicia w ciszy wysłuchali kilku przerażających przykładów nieludzkiego zachowania osobników, którzy znajdują przyjemność w katowaniu psów i ewidentnie są psychopatami. Azoriusz był tak poruszony tym, co usłyszał, że musiał ukoić nerwy pod uspokajającą ręką Poldzi.

8. W ferworze przedświątecznych przygotowań znaleziono czas, żeby upichcić coś z kuchni rosyjskiej. Błyskawica ugotowała soljankę. Struna zrobiła sałatkę Mimoza z łososiem, do której zjedzenia namawiała wszystkich przez cały wieczór (niech żałują ci, którzy tego nie uczynili, bo sałatka była przednia).  Również Stefa przyniosła sałatkę – warstwową Szubę ze śledziem. Królowa upiekła rosyjskie pączuszki orzechowe i podała minikrokieciki ruskie. Poldzia poszła na łatwiznę i kupiła kokosowe kulki Rafaello, które rzekomo nawiązywać miały do śnieżnych kul, a te do obfitych opadów śniegu na Syberii. Jedzono też pierniczki oraz czekoladki dostępne w szerokim asortymencie.

9. Ku zaskoczeniu wszystkich udało się dość sprawnie stworzyć listę książek proponowanych do omówienia na kolejne spotkania aż do lutego 2020! W przerwie zabawy w „a kuku” ze Struną Mały Lord wcielił się w rolę Koszałka Opałka i w zeszycie protokolanckim swoim zamaszystym pismem w języku tylko sobie znanym spisywał poszczególne tytuły. Stworzona wspólnie lista będzie jak zwykle podlegać modyfikacjom, ale póki co przedstawia się następująco:
-luty - Lew Tołstoj „Anna Karenina”
-marzec - Anna Kowalczyk „Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich”
-kwiecień – Ryszard Kapuściński „Cesarz”
-maj – Gabriel Garcia Marquez „Sto lat samotności”
-czerwiec – Morris Heather „Tatuażysta z Auschwitz”
-lipiec – Paula Hawkins „Dziewczyna z pociągu”
-sierpień – Zadie Smith „Białe zęby”
-wrzesień – Gregory David Roberts „Shantaram”
-październik – Robert Galbraight „Wołanie kukułki”
-listopad – biografia Juliana Tuwima lub Jana Brzechwy
-grudzień – Emil Zegadłowicz „Motory”
-styczeń 2020 – Mariusz Szczygieł „Nie ma”
-luty 2020 –Tomasz Mann „Czarodziejska góra”

10. A w 2019 roku styczniowe spotkanie poświęcone będzie kryminałowi – bierzemy na warsztat pierwszą część tetralogii o Saszy Załuskiej, czyli „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy. Obowiązywać będzie powietrzna kuchnia z Pomorza.

11. Za opóźnienie w dostarczeniu protokołu spowodowane zaangażowaniem protokolantki w liczne przedświąteczne obowiązki domowe, a w dalszej kolejności spędzaniem czasu wolnego z rodziną, uprzejmie prosi się o wybaczenie.

„Do widzyska” oraz „Sadź las!” („WW”)
k.