niedziela, 3 maja 2015

"Pachnidło" Patrick Süskind

  Protokół (nie pośmiertny) po "Pachnidle" Patricka Süskinda


Witajcie!

Majowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki miało charakter dość niecodzienny – szanowne grono spotkało się w Święto Pracy! O pracy też była mowa, a jakże! A zwłaszcza o jej poszukiwaniu.


1.Zapachy wiosny w rozkwicie, przygotowanych potraw, wina, nas, psa i wszystkiego innego, co się wokół znajduje, towarzyszyły gronu zebranemu, aby dzielić się wrażeniami po przeczytaniu książki lub/i obejrzeniu filmu pt. „Pachnidło”.

2. Królowa, po raz pierwszy w wieloletniej historii Spotkań, nie skończyła czytać zadanej lektury – bez bicia przyznała się do tego karygodnego zaniedbania i uroczyście obiecała jak najszybciej dokończyć rozpoczętą książkę. Polanna natomiast z przyjemnością przeczytała całość i z chęcią rozwodziła się nad poszczególnymi fragmentami „Pachnidła”. Strunie zapadł w pamięć fragment, w którym mowa o formule na perfumy: cztery piąte alkoholu i jedna piąta tajemnicy. Zacytowawszy tę recepturę, utopiła biały fiołek w kieliszku rudej przepalanki przyniesionej przez Błyskawicę i z brawurą wypiła powstałą miksturę. Grono chóralnie zachwycało się misternością, finezją, obrazowością, szczegółowością i wyrafinowaniem Suskinda, który opisywał wonie Paryża, wyposażenie pracowni perfumiarza Baldiniego, zapachy wytwarzane przez rośliny, zwierzęta i ludzi. Próbowano zdiagnozować Jana Baptystę Grenouille – zastanawiano się, czy był psychopatą, czy socjopatą, czy jeszcze kimś innym. Skonstatowano również, że dziwnym trafem większość bohaterów ostatnio czytanych przez nas książek, to ludzie chorzy, zaburzeni czy po prostu ześwirowani. Czy to coś mówi o naszym gronie? Czy nasze grono powinno się już zacząć tym martwić?

3. Podczas rozmów o perfumach współczesnych Koralina olfaktorycznie zapoznawała się z zapachami noszonymi przez siedzącą obok niej Polannę.

4. W czasie całego spotkania wielokrotnie poruszano tematy makabryczne, straszne, tajemnicze, mrożące krew w żyłach. Głównym dyskutantem był Pan Rex, który z upodobaniem patrzył na nasze przerażone twarze, gdy mowa była o jadzie trupim (ten aspekt rozmowy szczególnie poruszył Polannę), larwach, przełamaniu pośmiertnym (Królowa do tej pory nie może załapać, po co się je wykonuje), rodzajach pochówków (większość z nas chce być poddana kremacji), rozwoju technologicznym w inwigilowaniu obywateli czy teoriach spiskowych w kontekście sytuacji politycznej w Polsce i na świecie.

5. Koralina podzieliła się nami swoimi najskrytszymi marzeniami: myśli o podjęciu pracy jako preparator (gdy jednak zaczęto snuć wizje dotyczące prób preparacji psa książkowego Grudy w laboratoryjnie sterylnej kuchni Koraliny, pojawił się uzasadniony protest i oburzenie właścicielki Grudy i innych biesiadników). Ale tak naprawdę największą radość i spełnienie zawodowe przyniosłoby jej prowadzenie kiosku Ruchu – mogłaby sobie wtedy siedzieć i cały dzień czytać różne ciekawe czasopisma i książki. Życzymy Koralinie powodzenie w realizacji swoich planów zawodowych.

6. Pierwszy toast wieczoru wzniesiono za Błyskawicę, która niedawno przebiegła swój pierwszy maraton- niezmiernie cieszymy się jej osiągnięciem i jesteśmy z niej dumni. Przy okazji wszystkim niebiegającym uczestnikom spotkania przypomniano, że każdy maraton liczy zawsze 42 kilometry i 195 metrów.

7. Polanna, którą nazywamy już Hiszpanną, barwnie opowiedziała (oraz zilustrowała odpowiednim filmikiem) o swojej wielkanocnej wizycie u jej osobistego Spaniarda. Polanna-Hiszpanna wzięła udział w tradycyjnej hiszpańskiej procesji z okazji Semana Santa, w której maszerowała w stroju przywodzącym na myśl Klu-Klux-Klan. Grono sporo dowiedziało się również na temat obrzędów weselnych w Hiszpanii – wielce interesujące.

8. Grono zostało poinformowane, że być może powstanie kolejna nasza filia – tym razem w Gorlicach. Trzymamy kciuki za Morcina - lidera tamtejszej tworzącej się grupki czytelniczej oraz zapewniamy o naszym wsparciu merytorycznym i duchowym dla rodzącego się w Beskidzie Niskim klubiku książkowego.

9. W czasie spożywania przygotowanych i przyniesionych potraw zamykano oczy, aby rozkoszować się nimi (potrawami, nie oczami) jeszcze pełniej – wyłączając wzrok, a skupiając się na doznaniach węchowych. Na stole było pachnąco, smacznie i rudo. Były precelki i krakersy. Były mandarynki. Były hiszpańskie omułki po śródziemnomorsku. Było spaghetti z czerwonym pesto z rozmachem przygotowane przez Strunę (kawałki makaronu znajdowane były w różnych fragmentach kuchni przez następną dobę). Było ciasto marchewkowe – debiut Błyskawicy w tym zakresie. Były chipsy i nachos z pomidorowo-paprykową salsą (przyrządzoną przez mamę Królowej). Był mazurek pomarańczowy, który swą strukturą powierzchniową przypominał burzę rudych włosów. Była marchewkowa zupa-krem (z mleczkiem kokosowym). Pito wspomnianą wcześniej przepalankę, ciemnorudą herbatę Lipton oraz napój pomarańczowy Mirinda. Trzy pierwsze wina również miały barwę rudawą.

10. Na przeczytanie kolejnej książki na Spotkanie mamy aż półtora miesiąca – widzimy się 12 czerwca, żeby porozmawiać o „Beksińskich. Portrecie podwójnym” Magdaleny Grzebałkowskiej. Kulinarnie oddamy hołd Zdzisławowi i Tomaszowi Beksińskim i przygotujemy potrawy, które by im na pewno smakowały – zapowiadamy kuchnię chińską.

Do zobaczenia w czerwcu!
Wasze
Ruda Gruda i k.





czwartek, 30 kwietnia 2015

Przypominajka przed "Pachnidłem" Patricka Süskinda



Wiosna przynosi upajające zapachy.
Przypominam, że w tej, jakże wonnej, atmosferze spotykamy się w piątek, w Święto Pracy, aby porozmawiać o „Pachnidle” Particka Süskinda.
Uwaga! Będziemy wąchać książki!
Kuchnia ruda.
Pa!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

"Modlitwa za Owena" John Irving



Modlitwa za Owena - John Irving Protokół po "Modlitwie za Owena" Johna Irvinga


LADIES AND GENTLEMEN!

1. UDAŁO SIĘ! DWIE UCZESTNICZKI SPOTKANIA POD PRETEKSTEM KSIĄŻKI NA CZAS DOTARŁY DO OSTATNIEJ STRONY „MODLITWY ZA OWENA” JOHNA IRVINGA. POZOSTALI UCZESTNICY UTKNĘLI NA RÓZNYCH ETAPACH (NAJCZĘŚCIEJ POCZĄTKOWYCH)  CZYTANIA, JEDNAK DEKLARUJĄ UKOŃCZENIE ZADANIA NIEBAWEM.

2. OMAWIANA KSIĄŻKA JEST BARDZO ZAKRĘCONA, PEŁNA SYMBOLI, ZNACZĄCYCH ELEMENTÓW, FRAGMENTÓW POROZRZUCANYCH NA PONAD 700 STRONACH, KTÓRE DOPIERO PO PRZECZYTANIU CAŁOŚCI, UKŁADAJĄ SIĘ JAK PUZZLE W CAŁOŚĆ.

3. GRONO OŚWIADCZYŁO, ŻE „MODLITWA ZA OWENA” NIE JEST LEKTURĄ, DO KTÓREJ TRZEBA, WYPADA LUB BĘDZIE SIĘ CHCIAŁO WRÓCIĆ, JEDNAK POSTAĆ TYTUŁOWA ORAZ WIELE NA POZÓR MARGINALNYCH OSÓB CZY SYTUACJI POZOSTANĄ NA DŁUGO W NASZEJ CZYTLENICZEJ PAMIĘCI: GŁOS OWENA, DŁONIE I RĘCE, PANCERNIK, MANEKIN, PIŁKA DO BASEBALLU, WSADY DO KOSZA, JASEŁKA, MAJTKI, CZERWONA SUKIENKA, PASTOR, HESTER, KUZYNI JOHNA, NARZĘDZIA W RĘKACH BOGA.

4. NASZ BOOKDOG WDZIĘCZNIE ODGRYWAŁ ROLĘ TRZECIOPLANOWEGO BOHATERA „MODLITWY”, PSA PANA FISHA – SAGAMORE. PRZY OKAZJI OMAWIANIA KYNOLOGICZNYCH WĄTKÓW POJAWIAJĄCYCH SIĘ W KSIĄŻCE ZACYTOWANO (Z PAMIĘCI), ŻE „ZWŁOKI PSA SĄ BARDZO CENIONE PRZEZ OGRODNIKÓW”.

5. INNE TEMATY PORUSZONE PODCZAS KWIETNIOWEGO SPOTKANIA KSIĄŻKOWEGO DOTYCZYŁY M.IN. WIELKANOCNEJ TRADYCJI PIECZENIA MAZURKÓW (KTÓRA W NASZYM REJONIE JAKBY DOPIERO RACZKOWAŁA) CZY STANU SZKOLNICTWA W GMINIE I POWIECIE (NIEPOKOJĄCE WIEŚCI DO NAS DOCIERAJĄ).

6. GRUPOWO DOKONANO ROZKMINKI JĘZYKOZNAWCZEJ (W TYM CELU POSŁUŻONO SIĘ SŁOWNIKIEM JĘZYKA POLSKIEGO). OTÓŻ UPEWNIONO SIĘ, ŻE PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ SŁOWA „MAŁŻ” I „POR” SĄ RODZAJU MĘSKIEGO.

7. DO NASZEGO WOKABULARZYKA WPISUJEMY WYRAZ „PEOLAGENTNE”, CO ZNACZY INTELIGENTNE, ALE INACZEJ, NIE TAK DO KOŃCA. SŁOWO TO NIE ZOSTAŁO UŻYTE PRZEZ IRVINGA W JEGO POWIEŚCI, A PRZEZ POLDZIĘ LUB BŁYSKAWICĘ (PROTOKOLANTKA W ZWIĄZKU Z NASTĘPNYM PUNKTEM NINIEJSZEGO PROTOKOŁU NIE ZDOŁAŁA ZAKONOTOWAĆ DOKŁADNIE FAKTU, KTO JEST AUTOREM WSPOMNIANEGO OKREŚLENIA).

8. PITO WINO KALIFORNIJSKIE. JEDNO Z NICH NOSIŁO NAZWĘ, KTÓRA W SWOBODNYM TŁUMACZENIU BRZMI „DĘBOWY WIDOK” – FAKTYCZNIE, KAŻDY ŁYCZEK PACHNIAŁ DĘBEM. A „WIDOKI”, JAK TO OKREŚLIŁA BŁYSKAWICA, „BYŁY PÓŹNIEJ”.

9. W WYNIKU BLISKIEJ ZAŻYŁOŚCI MIĘDZY STRUNĄ A BOOKDOGIEM U TEJ PIERWSZEJ WYSTĄPIŁA EROZJA OKA SPOWODOWANA JEDNYM WŁOSKIEM Z SIERŚCI TEJ DRUGIEJ. STRUNA NIECO CIERPIAŁA, ŁZAWIŁA, ODCZUWAŁA DYSKOMFORT, JEDNAK DOKONAŁA ZABIEGU AMBULATORYJNEGO W ŁAZIENCE I WRÓCIŁA DO ŚWIATA DWUOCZNYCH (PRZY OKAZJI WSPOMNIANO NIEOBECNĄ KORALINĘ, KTÓRA POWAŻNIE ZANIEMOGŁA NA OKO).

10. CIEKAWIE UŁOŻYŁ SIĘ SOUNDTRACK DO NASZEGO SPOTKANIA. NAJPIERW ODSŁUCHANO ŚCIEŻKĘ DŹWIĘKOWĄ DO DOŚĆ ZAKRĘCONEGO FILMU „BIG FISH” TIMA BURTONA, KTÓRA ZAWIERAŁA UTWORY Z LAT 50-TYCH I 60-TYCH, PASUJĄCE KLIMATEM DO CZASU ROZGRYWANIA SIĘ „MODLITWY ZA OWENA”. ODTWORZONO TEŻ PŁYTĘ ZESPOŁU THE DOORS (BO KOJARZY SIĘ Z WOJNĄ Z WIETNAMIE, PSYCHODELIKAMI, PACYFISTAMI, CZYLI STAJĄ NAM PRZED OCZAMI HESTER I JOHN, KTÓREMU OWEN POMÓGŁ UNIKNĄĆ PÓJŚCIA NA WOJNĘ). STRUNA, SPECJALISTKA OD ZESPOŁU ALICE IN CHAINS, PRZYTOCZYŁA HISTORIĘ OJCA JERREGO CANTRELLA, KTÓRY SŁUŻYŁ W ARMII AMERYKAŃSKIEJ PODCZAS WOJNY W WIETNAMIE, A UTWÓR „ROOSTER” JEST DEDYKOWANY WŁAŚNIE JEMU – WYSŁUCHANO CAŁY ALBUM „DIRT”, NA KTÓRYM ZNAJDUJE SIĘ RZECZONY KAWAŁEK. DŹWIĘKOWO TOWARZYSZYLI NAM FRANK SINATRA (ULUBIONY PIOSENKARZ BABCI WHEELWRIGHT) ORAZ WSPOMNIANY W „MODLITWIE” KANADYJCZYK NEIL YOUNG. PODCZAS KONSUMPCJI DESERU LODOWEGO „PIECZONA ALASKA”, O KTÓREJ BĘDZIE W NASTĘPNYM PUNKCIE, DELEKTOWANO SIĘ UTWORAMI ŚCIEŻKI DŹWIĘKOWEJ DO FILMU „INTO THE WILD”, CZYLI „WSZYSTKO ZA ŻYCIE” (PRZY OKAZJI ZACYTOWANO STOSOWNY FRAGMENT FILMU: „YOU GOING TO ALASKA?! ALASKA, ALASKA?!?”).

11. KUCHNIA AMERYKAŃSKA W NASZYM WYDANIU BYŁA NADZWYCZAJ SMACZNA, CHOĆ PO RAZ PIERWSZY W HISTORII SPOTKAŃ POD PRETEKSTEM KSIĄŻKI NAWET NIE TKNIĘTO JEDNEJ Z ZAPLANOWANYCH POTRAW – WSZYSCY UCZESTNICY SPOTKANIA BYLI OBŻARCI JAK BĄKI I NAPRAWDĘ NIE DAŁO SIĘ WCISNĄĆ NAWET NAJMNIEJSZEGO HOTDOŻKA ZAPROPONOWANEGO PRZEZ STRUNĘ. WCHŁONIĘTO NATOMIAST INNE SPECJAŁY: PANKEJKI Z SYROPEM KLONOWYM (MADE BY BŁYSKAWICA), TORTILLĘ (JAKO JEJ AUTORKA STRUNA NAWIĄZAŁA TYM SAMYM DO POBYTU OWENA MEANY W ARIZONIE I KALIFORNII, CZYLI RZUT BERETEM OD OJCZYZNY TORTILLI), HAMBURGERY (SPONSORED BY PAN REX), ROZPŁYWAJĄCE SIĘ W USTACH CZEKOLADOWE BRAŁNIS (BAKED BY POLDZIA), ZDEFORMOWANE NIECO, LECZ SMAKOWITE KORNDOGI (DEBUT BY KRÓLOWA). OCHY I ACHY WZBUDZIŁA GÓRUJĄCA NAD RESZTĄ POTRAW LODOWA „PIECZONA ALASKA” Z BEZĄ (PREPARED BY KRÓLOWA NA SPECJALNE ZAMÓWIENIE STRUNY). BŁYSKAWICA PRZYNIOSŁA 5-LITROWE WIADRO POPKORNU. PODJADANO RÓWNIEŻ, A NAWET PRZYPIEKANO NA PODGRZEWACZU DO HERBATY, PIANKI MARSHMALLOWS. RZECZ JASNA NA STOLE NIE MOGŁO ZABRAKNĄĆ COCA-COLI.

12. NASTĘPNE SPOTKANIE KSIĄŻKOWE ODBĘDZIE SIĘ W PIERWSZY PIĄTEK MAJA, KTÓRY W TYM ROKU WYPADA PIERWSZEGO MAJA. ROZMAWIAĆ BĘDZIEMY O KSIĄŻCE PATRICKA SUSKINDA „PACHNIDŁO”. Z RACJI ZAMIŁOWANIA GŁÓWNEGO BOHATERA DO RUDYCH KOBIET, SERWOWAĆ BĘDZIEMY KUCHNIĘ RUDĄ – W MIARĘ MOŻLIWOŚCI NIE POMARAŃCZOWĄ, A RUDĄ WŁAŚNIE. POJAWIŁO SIĘ JUŻ KILKA CIEKAWYCH PROPOZYCJI DAŃ. IDĄC ZA CIOSEM USTALONO TERMIN JESZCZE KOLEJNEGO SPOTKANIA – 12 CZERWCA PODYSKUTUJEMY O BEKSIŃSKICH.

13. PAN REX POCZYNIŁ RANIĄCE NASZE SERCA PLANY WZGLĘDEM BOOKDOGA. OTÓŻ ZASUGEROWAŁ ON, ABY NASZ UKOCHANY BOOKDOG ZOSTAŁ PRZYRZĄDZONY I ZJEDZONY W TRZECH CZĘŚCIACH NA NASZYCH KSIĄŻKOWYCH SPOTKANIACH: BIEŻĄCYM –JAKO HOTDOG, NA NASTĘPNYM Z RACJI RUDEGO UMASZCZENIA, ORAZ NA SPOTKANIU CZERWCOWYM, KIEDY TO BĘDZIEMY SERWOWAĆ POTRAWY CHIŃSKIE. WSPANIAŁOMYŚLNIE WYBACZAMY PANU REXOWI TE GŁUPIE ŻARTY ZWIĄZANE Z NASZYM BOOKDOGIEM, GDYŻ BIEDACZEK MIAŁ KATAR, WIĘC, JAK PRAWIE KAŻDY PRZEZIĘBIONY MĘŻCZYZNA, BYŁ PRAWIE UMIERAJĄCY, STĄD JEGO BREDZENIE W MALIGNIE.  

KOŃCZĄC, YOUR NOTETAKER WYCIĄGA DO WAS SWE DŁONIE, KTÓRYMI DELIKATNIE PORUSZA W GEŚCIE POZDROWIENIA.
GOD BLESS YOU.
BOOK Z WAMI.
K.

PS. Z PRZYCZYN TECHNICZNO-ORGANIZACYJNYCH ILUSTRACJA FOTOGRAFICZNA ZOSTANIE DOŁĄCZONA DO NINIEJSZEGO PROTOKOŁU W NIECO POŹNIEJSZYM TERMINIE.

PS 2. PÓŹNIEJSZY TERMIN NASTAŁ - OTO ZDJĘCIA:


środa, 15 kwietnia 2015

Przypominajka przez "Modlitwą za Owena" Johna Irvinga



Haaajjj ewryłan!
Mimo tego że prawdopodobnie po raz pierwszy w historii Spotkań Pod Pretekstem Książki żadna z uczestniczek nie przeczyta do końca uzgodnionej lektury, posiedzenie klubiku książkowego odbędzie się w wyznaczonym terminie, w stałym miejscu. Porozmawiamy o tym, dlaczego nie udało nam się przeczytać „Modlitwy za Owena”.
Siju on frajdej araund 16.30.
Olłejs jors,
k.

poniedziałek, 23 marca 2015

"Radość życia" Emil Zola

RADOŚĆ ŻYCIA  Protokół po "Radości życia" Emila Zoli



Bonjour Mesdames et Messieurs!

1. “Radość życia” Emila Zoli była głównym pretekstem do spotkania się w marcowe piątkowe popołudnie.
Livre de la soirée to wbrew tytułowi smutna lektura. Wzruszyła nas do łez historia głównej bohaterki Pauliny, która poświęciła innym wszystko, co miała, która została wykorzystana do cna przez osoby jej najbliższe, która w działaniu, pomaganiu innym odnajdywała sens życia. Przy okazji omawiania losów Pauliny przypomniała nam się inna bohaterka naszych spotkań książkowych, Kazia z „Wrzosu”. 

2. Błyskawica uczciwie przyznała się, że „Radości życia” nie przeczytała, bo pochłonięta była dobrze nam znaną lekturą. Błyskawica zapoznała się z wszystkimi trzema tomami opowieści z liczbą 50 w tytule, a w czasie czytania pochyliła się nad osobowością i psychiką Christiana Greya. Tym samym na nasze Spotkanie powrócił Monsieur Grey.

3. Koralina zgłębiła temat występujących licznie w książce chorób –zafascynowana dną moczanową, podagrą, ciężkim porodem będącym udziałem Luizetki, ewentualną niepełnosprawnością Pawełka, dołożyła barwną historię czyjejś tam bździągwy wyrosłej na czyimś tam uchu. Stwierdzono, że Zola posiadał niespotykaną wiedzę na temat psychiki dojrzewających dziewcząt i dorosłych kobiet. Struna skwitowała to: typowy dziewiętnastowieczny naturalizm i realizm w literaturze.

4. Livres zostały w dużej ilości przyniesione i ochoczo rozdane przez Strunę, która w ilości hurtowej wygrała je w czytelniczym konkursie internetowym. Każda uczestniczka spotkania otrzymała po dwie wybrane przez siebie ze stosiku książki (znamienne, że Koralina od razu rzuciła się na „Harpię”). Merci beaucoup, Struna!

5. Sensacją wieczoru było pojawienie się na spotkaniu mężczyzny, który deklaruje udział we wszystkich kolejnych zebraniach naszego klubiku książkowego. Pan Rex to bardzo odważny facet, który, choć sam mało czyta, nie bał się stawić czoła klubikowemu gronu czytających kobiet. Czytające kobiety z radością (życia) przyjęły na swoje łono Pana Rexa, który bardzo roztropnie w ramach wkupnego przyniósł butelkę wybornego wina francuskiego oraz czerwoną różę celem wprowadzenia romantycznego paryskiego nastroju.

6. Printemps, która rozpoczęła się o godzinie 23:45, została z radością (życia) przywitana poprzez wychylenie toastu. Poziom optymizmu wzrósł zauważalnie i nie miało to nic wspólnego z ilością wypitego wina (przemilczana zostanie liczba skonsumowanych butelek wina, gdyż jest to informacja zawstydzająca i od razu stawiająca pytanie „Dlaczego tak mało?”, na które wolimy nie udzielać w tym momencie odpowiedzi). Cieszono się wizją długich słonecznych dni i mnogości kwitnących kwiatów. A w nawiązaniu do mającego miejsce 13 godzin wcześniej częściowego zaćmienia Słońca wysłuchano zbiorowo utworu „Black Hole Sun” grupy Soundgarden.  

7. Toast został również wzniesiony za obchodzącego 49. anniversaire Jerrego Cantrella- muzyka Alice In Chains (wspomina się o tym na wyraźne życzenie Struny). 

8. Discussion prowadzono także na tematy związane z KGB, torturami i psychiką oprawcy (to pod wpływem niedawno przeczytanej przez Błyskawicę książki). Omawiano współczesne trendy w chirurgii plastycznej miejsc intymnych (nie jesteśmy zainteresowane poddaniem się zabiegom w tym zakresie). Z nutką nostalgii wspominano nasze młodzieńcze fascynacje Johnnym Deppem w jego różnych wcieleniach filmowych.

9.  Powrócił temat grupowego wytatuowania sobie czegoś, co stanowić będzie znak rozpoznawczy wszystkich uczestniczek naszych spotkań książkowych. Padła propozycja, aby tatuaż nasz składał się z serca uplecionego z róż, w środku którego znajdzie się napis „Totus Tuus”. 

10. W czasie opuszczania lokalu Struna miała problem z nałożeniem butów – mamy nadzieję, że był to skutek spożycia wina, a nie objaw puchliny wodnej, na którą była zeszła z tego świata pani Chanteau.
11. Cuisine francaise w naszym wydaniu była wyśmienita! Koralina debiutowała w roli autorki rewelacyjnej tarty pieczarkowo-orzechowo-camembertowej. Struna przyrządziła przepyszny une omlette. Błyskawica przyniosła (jeszcze ciepłe) doskonałe tulipany z ciasta francuskiego z nadzieniem mięsnym. Królowa upiekła tarte tatin.  Oddając hołd panu Chanteau, Koralina przygotowała bagietkowe kanapeczki z pasztetem na cześć pasztetu, od którego ten schorowany człowiek dostał potężnego ataku poGaRDy. Oczy i podniebienia cieszył talerz pełen różnorodnych serów pleśniowych i nie tylko. Były też francuskie rogaliki z czekoladą, jednak ze względu na ograniczoną ilość miejsca w żołądkach, zapakowano je Panu Rexowi do pracy z poleceniem, aby konsumując je, ciepło o nas pomyślał.

12. Le livre prochain to „Modlitwa za Owena”. Spotykamy się 17 kwietnia. Kuchnia amerykańska.

Merci za wszystko!
Au revoir!
Votre k.