wtorek, 20 sierpnia 2024

"Wyspa" Victorii Hislop


Protokół po "Wyspie" Victorii Hislop

Kalimera!

Jesień za pasem, ale w Grecji można jeszcze mocno wygrzać kości w słońcu (w kontekście książki wieczoru sformułowanie to nabiera podwójnego znaczenia). Uczestniczki udały się tam dzięki „Wyspie”, która okazała się dwojakim pretekstem: do spotkania w ramach klubiku i do sięgnięcia po kolejny tytuł poszerzający wiedzę na temat kawałka nie tak odległej greckiej historii. Polecona przez Stefę jako lektura uzupełniająca „Spinalonga. Wyspa trędowatych” Małgorzaty Gołoty chyba nawet bardziej zaciekawiła Uczestniczki niż „Wyspa”. Ale bez „Wyspy” Stefa nie trafiłaby na książkę Gołoty.

Powieść Victorii Hislop jest przede wszystkim wymyśloną historią o miłości „na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, póki śmierć ich nie rozłączy”. Autorka korzysta z przysługującego jej prawa do wykorzystywania tylko niektórych wątków historycznych czy opisywania wydarzeń, które w rzeczywistości nie miały miejsca. Gołota natomiast w swoim reportażu trzymała się faktów. Stefa bardzo skutecznie zachęciła pozostałe Uczestniczki do sięgnięcia po „Spinalongę”, która, bogata w (niestety czarno-białe) zdjęcia, pomogła wyobrazić sobie sceny opisane w „Wyspie”. Struna zrobiła własne rozeznanie na temat wciąż występującego w niektórych miejscach na świecie trądu oraz przywołała jedną z omawianych pięć lat temu klubikowych książek – bohaterka „Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli” również chorowała na trąd.

W tym roku nikt z grona Uczestniczek na urlop do Grecji się nie wybrał, za to Kicia niańczy swoją dwumiesięczną już „pamiątkę” w ubiegłorocznej wyprawy na Rodos. Powiew śródziemnomorskich upałów przywiozła ze sobą z dalekiej Hiszpanii dawno niewidziana na klubiku Polanna. Zebrani z dużym zainteresowaniem wysłuchali jej opowieści o życiu codziennym na Półwyspie Iberyjskim, o pracy z hiszpańskimi więźniami (takimi zwykłymi więźniami, nie tymi uwięzionymi z powodu trądu czy innej choroby). Polanna wspominała swój regularny udział w spotkaniach książkowych przed jej wyjazdem do Hiszpanii, dopytywała o nieobecne Uczestniczki starsze i młodsze stażem.

Przy dźwiękach wakacyjnych (składanka Various Artist „MOM: Music for Our Mother Ocean”) raczono się potrawami kuchni greckiej. Struna zrobiła egzotyczne arbuzowe carpaccio z oliwkami i serem feta. Zaserwowała też grzanki z kalmarami w intensywnym sosie pomidorowym. Stefa przygotowała sałatkę z greckimi tatzikami. Grillowana pita smakowicie współgrała z podaną przez Królową sałatką grecką. Były również wakacyjne żelki w kształcie lodów, orzeźwiający deser składający się z jogurtu greckiego i śliwkowego dżemu oraz wciąż pachnące latem pomidorki koktajlowe. Do picia podano domowe wino z jasnych winogron, wodę z miętą i cytryną oraz herbatę z Krety. Przy omawianiu Grecji nie mogło również zabraknąć oranżady Helleny prosto z naszej polskiej Hellady, czy Opatówka.

Rozmawiano jak zwykle o sprawach różnych i różniastych. O urlopowych atrakcjach mijającego lata. O pracy. O toksycznych relacjach. O przygotowaniach do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. O pełnym doznań przedzieraniu się „Chłopów”. O rosnącej potrzebie wpisania na listę książkowych pretekstów kolejnych tytułów z klasyki literatury polskiej. O książkach czytanych równolegle do ustalonych pretekstach klubikowych.

Wrześniowe spotkanie będzie poświęcone Władysławowi Reymontowi i jego największemu dziełu, „Chłopom”, za które 100 lat temu otrzymał Nobla. Rozmowom towarzyszyć będzie kuchnia z Lipiec. A za pięć miesięcy świętować będziemy sto pięćdziesiąty pretekst książkowy!

Efcharisto poli!

k.













wtorek, 13 sierpnia 2024

Przypominajka przed "Wyspą" Victorii Hislop

Lato jest, słońce jest, ciepło jest. Pyszne pomidory i oliwki - będą. A zatem śmiało można przenieść się do Grecji: za sprawą książki "Wyspa" w najbliższy piątek udamy się na Kretę i Spinalongę. 

poniedziałek, 15 lipca 2024

"Akuszerki" Sabiny Jakubowskiej


Protokół po "Akuszerkach" Sabiny Jakubowskiej

Kiciątko się urodziło! Nie mogło być piękniejszego wydarzenia ilustrującego „Akuszerki”!

1. Alerty RCB, burzowe chmury i duchota sprawiły, że od wczesnych godzin popołudniowych Uczestniczki z niepokojem spoglądały na niebo i w różne pogodynkowe aplikacje mobilne. Podjęto jednak odważną decyzję i na działce u rodziców Struny w deszczu spadających z drzewa papierówek (z niemałym wysiłkiem) rozpalono tradycyjnie ognisko. Niestety, przetaczające się po okolicy burze sprawiły, że Kicia została uziemiona ze swoim dziecięciem w domu, bo maluszek non stop szukał ukojenia „u mamy na bufecie”.  

2. Małopolska, wieś Jadowniki koło Brzeska, jakieś 100-150 lat temu; wydarzenia historyczne, które tak naprawdę były tłem, działy się gdzieś za oknem, przetaczały się przez Polskę, podczas gdy na pierwszym planie było życie w całej swojej palecie barw: narodziny, choroby, głód, śmierć, tęsknota, cierpienie, strach, ale i miłość, radość, pomoc bliźnim, odwaga. Sabina Jakubowska z wątków autentycznych i przez siebie wymyślonych wspaniale utkała powieść, która angażuje od pierwszej strony. Powieść zainspirowaną losami jej babci, akuszerki.

3. Strunie w trakcie czytania rzuciło się w oczy podobieństwo „Akuszerek” do omawianych w maju „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak. Nic dziwnego, bo oba tytuły opisują głównie życie kobiet wiejskich w XIX i w pierwszej połowie XX wieku. „Chłopki” to jednak literatura faktu, a w „Akuszerkach” pełno jest emocji, no i mężczyźni częściej są pokazani od tej pozytywnej strony, jako kochający i szanujący swoje żony, potrafiący ugotować i zająć się dziećmi. Pod tym względem Uczestniczkom spodobał się stworzony przez Jakubowską Wawrzon, w którym Stefa nawet się przez chwilę zakochała. Wiele, bardzo wiele w „Akuszerkach” jest fragmentów, które na długo zostaną Uczestniczkom w pamięci.

4. Przywołano postaci z rodzinnych historii, które, zgodnie z ówczesną praktyką, urodziły się w domu. Mama Królowej czy tata Struny przyszli na świat w asyście akuszerek właśnie. Wciąż zaskakująco dużo osób z najbliższego grona tak urodzonych, co świadczy o tym, że porody w szpitalu pod opieką lekarza są względnie nowym wynalazkiem. Teraz dzieci rodzą się w czystych, sterylnych niemal szpitalach, mają zapewnioną najlepszą opiekę medyczną, zwiększającą przeżywalność dzieci i matek podczas porodu. Kiedyś narodziny były naprawdę namacalną, integralną częścią życia, matki nie znikały z domu na kilka dni, żeby wrócić już z niemowlęciem. Dzieci rodziły się w izbach, w których byli inni domownicy, w cieple pieca, na którym gotował się rosół, choć jednocześnie poród otoczony był tajemnicą, nabożnością wobec Życia i Śmierci. Dziś dziecko można zobaczyć już w łonie matki, zmierzyć je, zważyć, ocenić genetycznie. Przy okazji wspomniano ubiegłoroczne wakacyjne spotkanie książkowe na działce, w czasie którego skakano przez ognisko, co, jak przypomniała Struna, w pradawnych czasach miało przywoływać moce płodności. Mistrzynią w skokach przez ogień była wtedy Kicia, a medalem zwycięstwa jest kwilące dziś u jej piersi dzieciątko.

5. W związku z przypadającymi w dzień spotkania urodzinami Stefy, a także niedawnymi urodzinami Struny, Poldzi i zbliżającymi się urodzinami Kici, podano torcik sernikowy w kolorze baby pink. Stefę odpytano o jej marzenia i życzenia względem przyszłości. Wraz z torcikiem skonsumowano inne potrawy łączące się z książką lub dozwolone dla kobiet w połogu i matek karmiących. Były więc wafelki Familijne, deser grysikowy z wiśniami, mini sucharki, koreczki, sałatka z grillowaną gruszką (wybitnie kobiecy kształt) i innymi warzywami będącymi źródłem wielu witamin i minerałów (sałatka została podana na talerzu w muszle po również urodzonej w domu cioci-babci Struny), szarlotka i ptysiowe tampony oraz sałatka ziemniaczana. W roli podpłomyków wystąpiła pinsa z serem, pomidorami i kiełbasą przypieczona na ognisku. Nie zabrakło wódki – w wersji minimalistycznej, jako nadzienie czekoladek dla dorosłych.

6. Rozmawiano o tegorocznych minionych już i przyszłych wyjazdach urlopowych. Przytoczono kilka turystycznych anegdot. Podzielono się doświadczeniami w posługiwaniu się językami obcymi za granicą. Wygląda na to, że w tym roku do Grecji nikt nie wyjeżdża, jednak Uczestniczki w wyobraźni za pośrednictwem „Wyspy” Victorii Hislop przeniosą się na Kretę i leżącą nieopodal Spinalongę. Kuchnia oczywiście grecka. Przed spotkaniem 16 sierpnia uprasza się o rozgrzanie nóg - do odtańczenia Greka Zorby.

7. Klamrą zamykającą lipcowe spotkanie książkowe było tradycyjne przejście górą przez ogrodzenie (mimo otwartej bramy) w wykonaniu Struny.

A po pobliskiej łące majestatycznie przechadzał się bocian.

k.

 









wtorek, 9 lipca 2024

Przypominajka przed "Akuszerkami" Sabiny Jakubowskiej

 No i urodziło się Kiciątko! O tym pięknym wydarzeniu w najbliższy piątek opowie Kicia, co zapewne zostanie zestawione z tym, jak to przyjmowano dzieci na świat 100, 150 lat temu w małopolskich wsiach. 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

"Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej


Protokół po "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej

Są protokoły i protokoły.

1. To jest protokół po intensywnej w czytaniu powieści Zyty Rudzkiej. Piękny język, niepowtarzalny, ostrzyżony z niepotrzebnych słów jak fryzura spod wprawnej ręki fryzjerskiej. Rudzka strzyże zdania. Bo tak trzeba. Taki język to droga do nagród, a nagrody już przyznane i przez Rudzką odebrane.

2. Stefa poleciła to spotkanie z „weryzmem”, a pozostałe Uczestniczki poszły na to spotkanie jak do salonu fryzjerskiego z dobrą reputacją, polecanego sobie pocztą pantoflową. Stefa poleciła, a pozostałe, które przeczytały, zachwyciły się i polecają następnym. Podczas spotkania Stefa zaprezentowała autoaudiobook – przeczytała blisko trzy strony, żeby tym, co przeczytały, przypomnieć, a te, co nie przeczytały, zachęcić. Przeczytała o pierwszym zbliżeniu Wery i Dżokeja. Niektóre fragmenty („w progu stanął, wystrój pochwalił (…) masz rączkę do dekoracji…”) jak ulał pasowały do wstępnych minut w nowym lokalu Poldzi, która została gospodynią czerwcowego spotkania. Uczestniczki zgodnie pochwaliły i wystrój, i dekoracje, i fenomenalny widok zaokienny.

3. Na piętrowym stoliczku w nie-fryzjerskim salonie znalazły się potrawy z kuchni fryzjerskiej: wykonany przez Strunę deser włoski, czyli tiramisu z ciastkami-jeżykami (ciastka jeżyki w wersji solo również były), zrobione przez Kicię zakręcone w loki tortille, drożdżowy warkocz upleciony przez Stefę, żelki (żel do włosów jest potrzebny, wiadomo), przypominające kołki do trwałej ondulacji ptysiowe pałeczki, przygotowana przez Królową „ruda szatynka z łupieżem”, czyli razowe spaghetti z czerwonym pesto posypane tartym grana padano. Poldzia zrobiła sałatkę z makaronem przypominającym poskręcane włosy oraz tartę z posiekanym w kłaczki porem. Pyszności te zajadano przy dźwiękach z musicalu „Hair”.

4. Z uwagi na zbliżające się rozwiązanie Kici pozaksiążkowe tematy rozmów dotyczyły przygotowania do porodu, porodów, doświadczeń poporodowych, opieki nad noworodkiem oraz dzieci własnych i obcych. Zapewniona o wsparciu duchowym Kicia została zobowiązana do w miarę szybkiego powiadomienia Uczestniczek o przyjściu na świat Kiciątka. Ustalono, że kolejne spotkanie (12 lipca) odbędzie się w stałym lokalu książkowym lub na działce u Struny (w zależności od warunków pogodowych). Książką omawianą będą „Akuszerki”. Kicia dostała zakaz czytania tej książki do momentu zakończenia wieku rozrodczego, ale być może, posługując się własnym świeżym doświadczeniem, zechce rzucić współczesne światło na temat poruszony przez Sabinę Jakubowską. Obowiązywać będzie kuchnia poporodowa – taka dla położnic i matek karmiących.

5. Rudzka pisze: „Ten świat jest zagadany. Pierdolą o wszystkim, a coraz gorzej. Zaraza, wojna, inne końce świata”. Uczestniczki dyskutują bardziej o nadziei, radości, nowym życiu i nowych dzieciach. Ale rzeczywiście, nie ma co gadać (i pisać) po próżnicy.

Widzimy się w lipcu.

k.








wtorek, 4 czerwca 2024

Przypominajka przed "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej

 Ha, ha, ha! Hi, hi, hi! He, he, he! Zobaczymy, jak i czy w ogóle będziemy się śmiać, omawiając książkę Zyty Rudzkiej. Spotykamy się w najbliższy piątek. Przekąszać będziemy dania z kuchni fryzjerskiej.

środa, 15 maja 2024

"Chłopki. Opowieść o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak



Protokół po "Chłopkach. Opowieści o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak

No i wyszła z butów słoma.

1. Joanna Kuciel-Frydryszak napisała książkę zmuszającą do autorefleksji i do głębszego pogrzebania w rodzinnych historiach, do sprawdzenia, co ukryte zostało w korzeniach drzew genealogicznych i do zmierzenia się z czasem niewygodnymi szczegółami z życia babć i prababć, ale także dziadków i pradziadków. „Chłopki” dobrze się czyta, czuć, że autorka sięgnęła po ten temat również (a może przede wszystkim) ze względów osobistych. Zawarte w książce teorie poparła bogatym materiałem źródłowym. Szeroko ujęła temat życia kobiet na wsi, choć na pewno niektóre obszary można by opisać bardziej szczegółowo czy dodać do układanki obrazującej los chłopek i chłopów jeszcze inne elementy. „Chłopki” to wieś sprzed stu, stu pięćdziesięciu lat. Od tego czasu wiele się zmieniło, wiejski lud nie cierpi głodu, wiejskie dzieci nie chodzą boso i mogą uczyć się w szkole tak długo, jak tylko chcą. Obecnie mieszkanki wsi, na równi z miastowymi, korzystają z wygód i wynalazków technicznych znacząco ułatwiających im życie. Ale w sferze społecznej, psychicznej zmiany się dzieją bardzo powoli. Na wsiach opinia publiczna („co ludzie powiedzą”) nadal ma ogromne znaczenie, słowo księdza z ambony ciągle ma wielką moc, a praca kobiet cały czas jest postrzegana przez mężczyzn jako mniej ważna albo zupełnie nieważna. A kobiety nadal od rana do nocy się krzątają, nie usiedzą, zawsze sobie znajdą coś do roboty, nie uznają siedzenia po próżnicy.

2. Temat spotkania otworzył Pana Rexa, który przywołał wiele historii ze swojego dzieciństwa na wsi. Pozostałe Uczestniczki spotkania, choć wychowane prawie od początku w mieście, również miały wiele do powiedzenia o swoich relacjach z pozostałą częścią rodziny mieszkającą na wsi i o zawiłych losach przodków, a przede wszystkim dzielnych wiejskich przodkiń, które z godną podziwu determinacją, siłą i odwagą pokonywały życiowe przeszkody. W przytaczanych anegdotach rodzinnych poszukiwano wyjaśnienia własnych zachowań. To budujące, gdy sobie człowiek uświadomi, że szkoły rodzenia to współczesny wynalazek, tylko częściowo zastępujący wiedzę i doświadczenia o ciąży, porodzie, połogu przekazywane w kobiecych genach z pokolenia na pokolenie. Drugą stronę medalu stanowią wszelkiego rodzaju przesądy i zabobony, których trudno się pozbyć nawet w obecnie naukowo rozpracowanym życiu, oraz „hamujące drogowskazy”, wymagające niejednokrotnie interwencji terapeuty. Dyskusji towarzyszyła stosowna scenografia i oprawa muzyczna: Struna przyniosła chustkę na głowę noszoną przez jej babcię Helcię, na stole pojawiły się irysy z wielskiego ogródka, w tle brzmiały dźwięki z kilku płyt Kapeli Ze Wsi Warszawa. Objętościowo sporą częścią scenografii była coraz bardziej kuleczkowata, przygotowująca się do wydania na świat maluszka, Kicia - stanowiła ona wspaniałą ilustrację do omówionych bardzo wstępnie, zaplanowanych na lipiec „Akuszerek”.

3. Kuchnia chłopska, choć kiedyś monotonna i uboga odżywczo, przeżywa swój renesans, uzyskała nowoczesny, atrakcyjny dla współczesnych, sznyt. Były zatem odsmażane na patelni ziemniaki z dymką (cebulka z własnej grządki). Było ciasto drożdżowe z serem, babka ucierana i piernik. Były drożdżowe racuchy posypane cukrem pudrem. Były placuszki ziemniaczane z sosem jogurtowym. Pojawiła się również podana na liściu młodej kapusty wegetariańska „łazania”, czyli makaron łazanki z warzywami. Była także wielkomiejska tarta z mascarpone i truskawkami i kruche ciasteczka w kształcie serduszek. Pito głównie herbatę owocową.

4. Z historii pobocznych przytoczono kilka związanych ze zwierzętami. Stefa opowiedziała o tym, jak uratowała sikorkę zaplątaną w siatkę ogrodniczą. Struna powiedziała, jak podwiozła na rowerze zmęczonego motyla. Królowa mówiła o dwukrotnym ratowaniu życia jaszczurek przyniesionych do domu przez bookcata Czikitę. Kicia i Poldzia podzieliły się historiami o ratowaniu owadów: pająka i bliżej niezidentyfikowanego robaczka. Poldzia przyniosła zebranym pamiątki ze swoich podróży.

5. Następne spotkanie zaplanowane zostało na 7 czerwca. Omawiając „Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyty Rudzkiej, zajadać się będzie potrawy z kuchni fryzjerskiej.

Nasze Babcie, Prababcie, Ciocie-babcie – mamy to po nich. Cześć ich pamięci!

k.