Lato jest, słońce jest, ciepło jest. Pyszne pomidory i oliwki - będą. A zatem śmiało można przenieść się do Grecji: za sprawą książki "Wyspa" w najbliższy piątek udamy się na Kretę i Spinalongę.
wtorek, 13 sierpnia 2024
poniedziałek, 15 lipca 2024
"Akuszerki" Sabiny Jakubowskiej
Protokół po "Akuszerkach" Sabiny Jakubowskiej
Kiciątko
się urodziło! Nie mogło być piękniejszego wydarzenia ilustrującego „Akuszerki”!
1. Alerty RCB,
burzowe chmury i duchota sprawiły, że od wczesnych godzin popołudniowych
Uczestniczki z niepokojem spoglądały na niebo i w różne pogodynkowe aplikacje
mobilne. Podjęto jednak odważną decyzję i na działce u rodziców Struny w
deszczu spadających z drzewa papierówek (z niemałym wysiłkiem) rozpalono
tradycyjnie ognisko. Niestety, przetaczające się po okolicy burze sprawiły, że Kicia
została uziemiona ze swoim dziecięciem w domu, bo maluszek non stop szukał
ukojenia „u mamy na bufecie”.
2. Małopolska,
wieś Jadowniki koło Brzeska, jakieś 100-150 lat temu; wydarzenia historyczne,
które tak naprawdę były tłem, działy się gdzieś za oknem, przetaczały się przez
Polskę, podczas gdy na pierwszym planie było życie w całej swojej palecie barw:
narodziny, choroby, głód, śmierć, tęsknota, cierpienie, strach, ale i miłość, radość,
pomoc bliźnim, odwaga. Sabina Jakubowska z wątków autentycznych i przez siebie
wymyślonych wspaniale utkała powieść, która angażuje od pierwszej strony.
Powieść zainspirowaną losami jej babci, akuszerki.
3. Strunie w
trakcie czytania rzuciło się w oczy podobieństwo „Akuszerek” do omawianych w
maju „Chłopek” Joanny Kuciel-Frydryszak. Nic dziwnego, bo oba tytuły opisują głównie
życie kobiet wiejskich w XIX i w pierwszej połowie XX wieku. „Chłopki” to
jednak literatura faktu, a w „Akuszerkach” pełno jest emocji, no i mężczyźni częściej
są pokazani od tej pozytywnej strony, jako kochający i szanujący swoje żony,
potrafiący ugotować i zająć się dziećmi. Pod tym względem Uczestniczkom
spodobał się stworzony przez Jakubowską Wawrzon, w którym Stefa nawet się przez
chwilę zakochała. Wiele, bardzo wiele w „Akuszerkach” jest fragmentów, które na
długo zostaną Uczestniczkom w pamięci.
4. Przywołano
postaci z rodzinnych historii, które, zgodnie z ówczesną praktyką, urodziły się
w domu. Mama Królowej czy tata Struny przyszli na świat w asyście akuszerek
właśnie. Wciąż zaskakująco dużo osób z najbliższego grona tak urodzonych, co
świadczy o tym, że porody w szpitalu pod opieką lekarza są względnie nowym
wynalazkiem. Teraz dzieci rodzą się w czystych, sterylnych niemal szpitalach, mają
zapewnioną najlepszą opiekę medyczną, zwiększającą przeżywalność dzieci i matek
podczas porodu. Kiedyś narodziny były naprawdę namacalną, integralną częścią
życia, matki nie znikały z domu na kilka dni, żeby wrócić już z niemowlęciem. Dzieci
rodziły się w izbach, w których byli inni domownicy, w cieple pieca, na którym
gotował się rosół, choć jednocześnie poród otoczony był tajemnicą, nabożnością
wobec Życia i Śmierci. Dziś dziecko można zobaczyć już w łonie matki, zmierzyć
je, zważyć, ocenić genetycznie. Przy okazji wspomniano ubiegłoroczne wakacyjne spotkanie
książkowe na działce, w czasie którego skakano przez ognisko, co, jak przypomniała
Struna, w pradawnych czasach miało przywoływać moce płodności. Mistrzynią w
skokach przez ogień była wtedy Kicia, a medalem zwycięstwa jest kwilące dziś u
jej piersi dzieciątko.
5. W związku
z przypadającymi w dzień spotkania urodzinami Stefy, a także niedawnymi urodzinami
Struny, Poldzi i zbliżającymi się urodzinami Kici, podano torcik sernikowy w
kolorze baby pink. Stefę odpytano o jej marzenia i życzenia względem przyszłości.
Wraz z torcikiem skonsumowano inne potrawy łączące się z książką lub dozwolone
dla kobiet w połogu i matek karmiących. Były więc wafelki Familijne, deser
grysikowy z wiśniami, mini sucharki, koreczki, sałatka z grillowaną gruszką (wybitnie
kobiecy kształt) i innymi warzywami będącymi źródłem wielu witamin i minerałów (sałatka
została podana na talerzu w muszle po również urodzonej w domu cioci-babci
Struny), szarlotka i ptysiowe tampony oraz sałatka ziemniaczana. W roli
podpłomyków wystąpiła pinsa z serem, pomidorami i kiełbasą przypieczona na
ognisku. Nie zabrakło wódki – w wersji minimalistycznej, jako nadzienie
czekoladek dla dorosłych.
6. Rozmawiano
o tegorocznych minionych już i przyszłych wyjazdach urlopowych. Przytoczono
kilka turystycznych anegdot. Podzielono się doświadczeniami w posługiwaniu się
językami obcymi za granicą. Wygląda na to, że w tym roku do Grecji nikt nie
wyjeżdża, jednak Uczestniczki w wyobraźni za pośrednictwem „Wyspy” Victorii
Hislop przeniosą się na Kretę i leżącą nieopodal Spinalongę. Kuchnia oczywiście
grecka. Przed spotkaniem 16 sierpnia uprasza się o rozgrzanie nóg - do
odtańczenia Greka Zorby.
7. Klamrą
zamykającą lipcowe spotkanie książkowe było tradycyjne przejście górą przez
ogrodzenie (mimo otwartej bramy) w wykonaniu Struny.
A po pobliskiej łące majestatycznie
przechadzał się bocian.
k.
wtorek, 9 lipca 2024
Przypominajka przed "Akuszerkami" Sabiny Jakubowskiej
No i urodziło się Kiciątko! O tym pięknym wydarzeniu w najbliższy piątek opowie Kicia, co zapewne zostanie zestawione z tym, jak to przyjmowano dzieci na świat 100, 150 lat temu w małopolskich wsiach.
poniedziałek, 10 czerwca 2024
"Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Protokół po "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Są protokoły i protokoły.
1. To jest protokół po intensywnej w czytaniu powieści
Zyty Rudzkiej. Piękny język, niepowtarzalny, ostrzyżony z niepotrzebnych słów
jak fryzura spod wprawnej ręki fryzjerskiej. Rudzka strzyże zdania. Bo tak trzeba.
Taki język to droga do nagród, a nagrody już przyznane i przez Rudzką odebrane.
2. Stefa poleciła to spotkanie z „weryzmem”, a
pozostałe Uczestniczki poszły na to spotkanie jak do salonu fryzjerskiego z
dobrą reputacją, polecanego sobie pocztą pantoflową. Stefa poleciła, a
pozostałe, które przeczytały, zachwyciły się i polecają następnym. Podczas
spotkania Stefa zaprezentowała autoaudiobook – przeczytała blisko trzy strony,
żeby tym, co przeczytały, przypomnieć, a te, co nie przeczytały, zachęcić. Przeczytała
o pierwszym zbliżeniu Wery i Dżokeja. Niektóre fragmenty („w progu stanął,
wystrój pochwalił (…) masz rączkę do dekoracji…”) jak ulał pasowały do
wstępnych minut w nowym lokalu Poldzi, która została gospodynią czerwcowego
spotkania. Uczestniczki zgodnie pochwaliły i wystrój, i dekoracje, i
fenomenalny widok zaokienny.
3. Na piętrowym stoliczku w nie-fryzjerskim salonie
znalazły się potrawy z kuchni fryzjerskiej: wykonany przez Strunę deser włoski, czyli tiramisu z
ciastkami-jeżykami (ciastka jeżyki w wersji solo również były), zrobione przez
Kicię zakręcone w loki tortille, drożdżowy warkocz upleciony przez Stefę, żelki
(żel do włosów jest potrzebny, wiadomo), przypominające kołki do trwałej
ondulacji ptysiowe pałeczki, przygotowana przez Królową „ruda szatynka z łupieżem”,
czyli razowe spaghetti z czerwonym pesto posypane tartym grana padano. Poldzia
zrobiła sałatkę z makaronem przypominającym poskręcane włosy oraz tartę z
posiekanym w kłaczki porem. Pyszności te zajadano przy dźwiękach z musicalu „Hair”.
4. Z uwagi na zbliżające się rozwiązanie Kici
pozaksiążkowe tematy rozmów dotyczyły przygotowania do porodu, porodów,
doświadczeń poporodowych, opieki nad noworodkiem oraz dzieci własnych i obcych.
Zapewniona o wsparciu duchowym Kicia została zobowiązana do w miarę szybkiego
powiadomienia Uczestniczek o przyjściu na świat Kiciątka. Ustalono, że kolejne
spotkanie (12 lipca) odbędzie się w stałym lokalu książkowym lub na działce u
Struny (w zależności od warunków pogodowych). Książką omawianą będą „Akuszerki”.
Kicia dostała zakaz czytania tej książki do momentu zakończenia wieku rozrodczego,
ale być może, posługując się własnym świeżym doświadczeniem, zechce rzucić współczesne
światło na temat poruszony przez Sabinę Jakubowską. Obowiązywać będzie kuchnia
poporodowa – taka dla położnic i matek karmiących.
5. Rudzka pisze: „Ten świat jest zagadany. Pierdolą o
wszystkim, a coraz gorzej. Zaraza, wojna, inne końce świata”. Uczestniczki
dyskutują bardziej o nadziei, radości, nowym życiu i nowych dzieciach. Ale
rzeczywiście, nie ma co gadać (i pisać) po próżnicy.
Widzimy się w lipcu.
k.
wtorek, 4 czerwca 2024
Przypominajka przed "Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej
Ha, ha, ha! Hi, hi, hi! He, he, he! Zobaczymy, jak i czy w ogóle będziemy się śmiać, omawiając książkę Zyty Rudzkiej. Spotykamy się w najbliższy piątek. Przekąszać będziemy dania z kuchni fryzjerskiej.
środa, 15 maja 2024
"Chłopki. Opowieść o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
Protokół po "Chłopkach. Opowieści o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
No i wyszła z butów słoma.
1. Joanna Kuciel-Frydryszak napisała książkę zmuszającą
do autorefleksji i do głębszego pogrzebania w rodzinnych historiach, do
sprawdzenia, co ukryte zostało w korzeniach drzew genealogicznych i do zmierzenia
się z czasem niewygodnymi szczegółami z życia babć i prababć, ale także
dziadków i pradziadków. „Chłopki” dobrze się czyta, czuć, że autorka sięgnęła
po ten temat również (a może przede wszystkim) ze względów osobistych. Zawarte
w książce teorie poparła bogatym materiałem źródłowym. Szeroko ujęła temat życia
kobiet na wsi, choć na pewno niektóre obszary można by opisać bardziej
szczegółowo czy dodać do układanki obrazującej los chłopek i chłopów jeszcze
inne elementy. „Chłopki” to wieś sprzed stu, stu pięćdziesięciu lat. Od tego
czasu wiele się zmieniło, wiejski lud nie cierpi głodu, wiejskie dzieci nie
chodzą boso i mogą uczyć się w szkole tak długo, jak tylko chcą. Obecnie
mieszkanki wsi, na równi z miastowymi, korzystają z wygód i wynalazków
technicznych znacząco ułatwiających im życie. Ale w sferze społecznej,
psychicznej zmiany się dzieją bardzo powoli. Na wsiach opinia publiczna („co ludzie powiedzą”) nadal ma ogromne znaczenie, słowo księdza z ambony ciągle
ma wielką moc, a praca kobiet cały czas jest postrzegana przez mężczyzn jako
mniej ważna albo zupełnie nieważna. A kobiety nadal od rana do nocy się
krzątają, nie usiedzą, zawsze sobie znajdą coś do roboty, nie uznają siedzenia
po próżnicy.
2. Temat spotkania otworzył Pana Rexa, który przywołał
wiele historii ze swojego dzieciństwa na wsi. Pozostałe Uczestniczki spotkania,
choć wychowane prawie od początku w mieście, również miały wiele do powiedzenia
o swoich relacjach z pozostałą częścią rodziny mieszkającą na wsi i o zawiłych
losach przodków, a przede wszystkim dzielnych wiejskich przodkiń, które z godną
podziwu determinacją, siłą i odwagą pokonywały życiowe przeszkody. W
przytaczanych anegdotach rodzinnych poszukiwano wyjaśnienia własnych zachowań.
To budujące, gdy sobie człowiek uświadomi, że szkoły rodzenia to współczesny
wynalazek, tylko częściowo zastępujący wiedzę i doświadczenia o ciąży,
porodzie, połogu przekazywane w kobiecych genach z pokolenia na pokolenie.
Drugą stronę medalu stanowią wszelkiego rodzaju przesądy i zabobony, których
trudno się pozbyć nawet w obecnie naukowo rozpracowanym życiu, oraz „hamujące
drogowskazy”, wymagające niejednokrotnie interwencji terapeuty. Dyskusji
towarzyszyła stosowna scenografia i oprawa muzyczna: Struna przyniosła chustkę
na głowę noszoną przez jej babcię Helcię, na stole pojawiły się irysy z
wielskiego ogródka, w tle brzmiały dźwięki z kilku płyt Kapeli Ze Wsi Warszawa.
Objętościowo sporą częścią scenografii była coraz bardziej kuleczkowata,
przygotowująca się do wydania na świat maluszka, Kicia - stanowiła ona
wspaniałą ilustrację do omówionych bardzo wstępnie, zaplanowanych na lipiec
„Akuszerek”.
3. Kuchnia chłopska, choć kiedyś monotonna i uboga
odżywczo, przeżywa swój renesans, uzyskała nowoczesny, atrakcyjny dla
współczesnych, sznyt. Były zatem odsmażane na patelni ziemniaki z dymką
(cebulka z własnej grządki). Było ciasto drożdżowe z serem, babka ucierana i
piernik. Były drożdżowe racuchy posypane cukrem pudrem. Były placuszki
ziemniaczane z sosem jogurtowym. Pojawiła się również podana na liściu młodej
kapusty wegetariańska „łazania”, czyli makaron łazanki z warzywami. Była także
wielkomiejska tarta z mascarpone i truskawkami i kruche ciasteczka w kształcie
serduszek. Pito głównie herbatę owocową.
4. Z historii pobocznych przytoczono kilka związanych ze
zwierzętami. Stefa opowiedziała o tym, jak uratowała sikorkę zaplątaną w siatkę
ogrodniczą. Struna powiedziała, jak podwiozła na rowerze zmęczonego motyla.
Królowa mówiła o dwukrotnym ratowaniu życia jaszczurek przyniesionych do domu
przez bookcata Czikitę. Kicia i Poldzia podzieliły się historiami o ratowaniu
owadów: pająka i bliżej niezidentyfikowanego robaczka. Poldzia przyniosła
zebranym pamiątki ze swoich podróży.
5. Następne spotkanie zaplanowane zostało na 7 czerwca.
Omawiając „Ten się śmieje, kto ma zęby” Zyty Rudzkiej, zajadać się będzie
potrawy z kuchni fryzjerskiej.
Nasze Babcie, Prababcie, Ciocie-babcie – mamy to po
nich. Cześć ich pamięci!
k.
wtorek, 7 maja 2024
Przypominajka przed "Chłopkami. Opowieścią o naszych babkach" Joanny Kuciel-Frydryszak
Tych, którzy mają korzenie chłopskie, małomiasteczkowe lub wielkomiejskie, zapraszamy do pogrzebania w przeszłości, w swoich rodowodach i zrobienia autoanalizy zachowań obecnych w kontekście dziedziczenia cech rodzinnych.
Widzimy się w najbliższy piątek. Obowiązywać będzie
kuchnia chłopek.








