wtorek, 23 października 2018

Przypominajka przed "Miastem ślepców" José Saramago


Październikowa klubikowa lektura już puka do naszych drzwi niczym ślepiec proszący do przygarnięcie i odrobinę uwagi. A zatem w najbliższy piątek otwieramy drzwi na oścież w lokalu tym co zwykle. Wszystkie obecne pary oczy zwrócone będą na książkę portugalskiego noblisty José Saramago. Potrawy, miejmy nadzieję, będą nieco bardziej wyszukane niż te opisane w lekturze wieczoru – proszę się inspirować kuchnią portugalską.
See you ;-)

poniedziałek, 1 października 2018

"Myszy i ludzie" Johna Steinbecka


Myszy i ludzie - Steinbeck John Protokół po "Myszach i ludziach" Johna Steinbecka

Ladies and gentlemen!

W ubiegły piątek miało miejsce pierwsze w tym roku jesienne Spotkanie Pod Pretekstem Książki.

1. Również po raz pierwszy uczestnicy spotkania obradowali w gościnnym, ciepłym, przytulnym, wypełnionym artystyczną atmosferą lokalu Państwa Poldów. Pierwszy raz, i jesteśmy pewni, że nie ostatni, w spotkaniu wzięła udział osobista siostra Poldzi, czyli Hutniczka z Młyna lub Młynarka z Huty, czy jakoś tak. Pierwszy raz na spotkaniu była także młodsza, śliczna latorośl Państwa Poldów (książkowy Lennie miałby używanie, widząc jej piękne, długie włosy), która wprawdzie nie brała głosu w dyskusji, ale kulinarnie uświetniła jej przebieg. Pan Pold, dosiadający swój powleczony końską skórą fotel w kształcie szezlongu (lub szezlong w kształcie fotela), najpierw wyraził swe wątpliwości, czy podczas tych naszych klubikowych spotkań stałe grono w ogóle rozmawia o książkach, potem krótko przedstawił opinię na temat twórczości Steinbecka, a następnie zajął się degustacją wyśmienitych potraw serowych, zaSERwowanych tego wieczoru. Uczestnicy spotkania mieli również okazję poznać w przelocie nastolatka Państwa Poldów, sławnego psa Poldka oraz ich młodą, aczkolwiek już wysterylizowaną kotkę (Poldzia nie chciała zostać babcią w tak młodym wieku).

2. Pretekstem do spotkania były „Myszy i ludzie” Johna Steinbecka. Lektura niewielka objętościowo, jednak bogata w treść i wątki do dyskusji. Wszyscy uczestnicy spotkania stwierdzili, że to smutna książka. Wszyscy (oprócz Stefy) ją przeczytali, a niektórzy (Pan Pold) zapoznał się dodatkowo z „Gronami gniewu”, za które Steinbeck dostał Nobla. Wszystkimi wstrząsnęła ostatnia scena książki, w której George zabija swojego niepełnosprawnego przyjaciela Lenniego, co mama Poldzi i Hutniczki zaocznie podsumowała: „…tak go humanitarnie zabił”. Nie mniejsze wrażenie zrobił opis „sądu” nad starym, schorowanym psem, którego pozwolił uśmiercić jego bardzo z nim związany właściciel. Książka zmusza do refleksji nad tym, do czego zobowiązuje przyjaźń, nad tym, do czego prowadzi życie marzeniami w sytuacji, gdy te marzenia mają realną szansę przeistoczyć się w rzeczywistość. O książce mówiono w kontekście samotności (Struna i Królowa przytoczyły odpowiednie fragmenty). Zwrócono uwagę na to, jak bardzo człowiek potrzebuje drugiego człowieka do szczęścia. „Myszy i ludzie” na pewno na długo pozostaną w pamięci tych, którzy je przeczytali.

3. Dość wnikliwie omówiono przypadłość Lenniego – wielkoluda mocarza czującego nieodparty pociąg do wszystkiego co miękkie, ciepłe, włochate, puszyste. Stefa wyjawiła, że, podobnie jak Lenny, ma na swoim koncie jednego zwierzaka, który był skonał na skutek jej nadmiernego głaskania, tulenia i ściskania. Nie ukrywajmy tego: we wczesnym dzieciństwie Stefa zamiętosiła na śmierć kota Elwiska.

4. Ścieżką dźwiękową do spotkania były pocharkiwania psa Poldka, domagającego się tym samym od zebranych kontynuacji pieszczot. Ilustracją do książkowego wątku o Lenniem był Poldek rozwalony na fotelu z łapkami do góry i głową swobodnie zwisającą poniżej poziomu ciałka, drapany, głaskany, miziany, przytulany, rozmiękczany głównie przez Hutniczkę.

5. Sporą część wieczoru poświęcono rozmowom o wyjazdach, wczasach, urlopach i wojażach – o przygodach medycznych, które się w czasie nich wydarzyły, o obejrzanych miejscach, poznanych ludziach, o egzotycznych pysznościach, o sposobach podróżowania, o luksusach, o różnicach między wczasami all inclusive a samodzielnie zorganizowanymi od A do Z wyprawami krajoznawczymi, o podróżowaniu z małymi dziećmi i nieparzyście w towarzystwie pary. Królowa wręczyła stałym uczestniczkom spotkania (podobno) ręcznie malowane maleńkie miseczki.

6. Błyskawica nie pochwaliła się nawet, ale wszyscy o tym wiedzą, że we wrześniu po raz kolejny stanęła na podium – bardzo szybko biega, ta nasza Błyskawica. Jej sukcesów biegowych nie omówiono, za to z zainteresowaniem przyjęto kilka informacji na temat pięknej córki Błyskawicy, którą kilka miesięcy temu stałe uczestniczki spotkań miały okazję poznać i od tego czasu traktują ją niemal jak własną córkę.

7. Z tematów dodatkowych, wzbudzających wiele emocji, omówione zostały: matki Polki (które heroicznie przy więcej niż jednym dziecku umiejętnie żonglują obowiązkami w domu i w pracy, nie przejmują się konsystencją kupek czy kolejnymi wysypkami u dzieci), globus w gardle Stefy, stosunek mieszkańców polskiej wsi do psów i kotów (niejednokrotnie barbarzyństwo) i stosunek tychże mieszkańców do osób, którym los psich i kocich czworonogów nie jest obojętny (w najłagodniejszej wersji stukanie się w czoło), zbliżające się wybory samorządowe, pierwsze doświadczenia przedszkolne (tak, tak, małe Gazelątko jest już przedszkolakiem!).

8. Tytułowe myszy zaprowadziły nas kulinarnie do sera. SERwowane potrawy były pyszne i wbrew pozorom wymyślne. Młoda Poldówna przygotowała wyśmienitą tartę serową Filadelfia. Struna przyniosła tortille (nawiązanie do innej powieści Steinbecka „Tortilla flat”) z serem, grillowanym bakłażanem, fetą, serem żółtym, cieciorką, guacamole i pomidorami. Błyskawica zrobiła serową roladę na ostro. Poldzia własnoręcznie zakupiła sernik. Hutniczka na wykałaczki misternie nanizała różne produkt spożywcze, w efekcie czego oczy i podniebienia zebranych cieszyły 4 rodzaje koreczków z serem w roli głównej (z uwagi na obecność rodzynków jeden rodzaj koreczków został nazwany „bobki preriowe” / „bobki królicze”, co było kulinarnym ukłonem w stronę Lenniego). Po raz kolejny na stole klubikowym pojawił się ser koryciński (poprzednio był przy okazji omawiania „Białowieży szeptem”) – tym razem z czarnuszką i z orzechami. Stefa podzieliła się przywiezionymi z bałkańskich wojaży figami, a Królowa podała aż cztery rodzaje tureckich serów. Jedzono również paluszki serowe oraz serowe nachos i ser camembert. Wszystkie te smakowitości popijano winem maryjnym / mszalnym długo dojrzewającym (jak sery).

9. Kolejne spotkanie książkowe odbędzie się 26 października, a omówione zostanie „Miasto ślepców” José Saramago. Obowiązywać będzie kuchnia portugalska.

10. Na zakończenie cytat z „Myszy i ludzi”: „Książki są psa warte. Człowiek musi mieć kogoś bliskiego. Dostaje fioła, jak nikogo nie ma”.
My mamy książki, mamy psy, a co najważniejsze, mamy siebie nawzajem i naszych najbliższych. Fioł nam nie grozi.

Do zobaczenia w październiku!
k.

środa, 26 września 2018

Przypominajka przed "Myszami i ludźmi" Johna Steinbecka

Hello!
To nic, że jesień i wrzesień, skoro zbliża się kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki. Tym razem porozmawiamy o "Myszach i ludziach" Johna Steinbecka, o marzeniach i złudzeniach, planach na bliższą i dalszą przyszłość, a także o przyjaźni i samotności. We wrześniu gościć nas będzie Poldzia, która zaprasza w swe gościnne progi w piątek od godz. 18.00.
Do zobaczenia :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

"Dom dusz" Isabel Allende

Dom duchów - Allende Isabel Protokół po "Domie dusz" Isabel Allende


Hola!
W okrojonym na skutek wakacyjnych wojaży składzie sierpniowe spotkanie książkowe poświęcone było „Domowi dusz” / „Domowi duchów” Isabel Allende.

1. Opisy burzliwych losów wielopokoleniowej rodziny podczas burzliwych momentów historii (prawdopodobnie) chilijskiej, zostały pokrótce omówione w burzliwych okolicznościach przyrody, panujących na działce Rodziców Struny. Lekturze poświęcono mniej czasu, niż na to zasługiwała. Opinie na jej temat były krótkie i zgodne: podobała się. Mimo sporej objętości czyta się ją szybko, choć płynność w podążaniu za akcją utrudniała wieloosobowa narracja. Z potwierdzonego źródła wiadomo, że nieobecne Gazela i Stefa książkę również przeczytały i mają o niej pochlebne zdanie.

2. Żeby napisać coś więcej o tej zasługującej na głębszą analizę i refleksję najbardziej znanej powieście Allende, przytoczmy fragment, który zapadał w pamięć uczestniczkom spotkania: „Piszę (…), bo pamięć jest ulotna, a żyje się bardzo krótko i wszystko dzieje się tak szybko, iż nie potrafimy dostrzec związku między wydarzeniami i ocenić konsekwencji czynów, wierzymy w fikcję czasu, w teraźniejszość, przeszłość i przyszłość, ale być może wszystko dzieje się jednocześnie”.

3. Wakacyjne obrady wielbicielek książek pod jabłonką na działce Rodziców Struny upłynęły w dużej mierze na przenoszeniu stołu i ławek z miejsca na miejsce i osłanianiu tego co na stole parasolkami. Czynność ta była wynikiem działalności frontu atmosferycznego, który w postaci burz i deszczu przetaczał się z jednego krańca Polski na drugi, a nad miejscem spotkania krążył, grzmiał, dął wiatrem, choć, na szczęście, w efekcie jego aktywności nie doszło nawet do ugaszenia ogniska.

4. Ze smutkiem (Struna) odniesiono się do mającego się zacząć wkrótce nowego roku szkolnego. Ścieżką dźwiękową do spotkania były pogłosy oddalonego o kilka kilometrów koncertu muzyki reggae, którym lokalna młodzież żegnała lato. Poldzia z pewnym niepokojem wychwytywała uchem koncertowe dźwięki, gdyż jej latorośl uczestniczyła w tej imprezie.

5. W notatkach po poprzednim klubiku książkowym znaleziono informację, iż na spotkaniu w sierpniu Poldzia zamierza się upić. Jednakże wykonanie planu było połowiczne, gdyż jedną z dwóch przyniesionych butelek wina we wczesnej fazie wieczoru rozbił własnoręcznie Mały Lord - 0,75 litra białego wina wsiąkło w glebę. Poldzi nie było dane spożyć do końca nawet wina, które już miała w kubeczku – Mały Lord w ramach prewencji alkoholizmu wylał na siebie równie i to. Dzięki temu Poldzia nie zalała się w trupa i na drugi dzień nie miała kaca, nie bolała ją głowa i nie wymiotowała, za co powinna Małemu Lordowi podziękować. Jednak wstawiła się na tyle mocno, że po zapadnięciu wzroku zwinęła się w kłębuszek na starej wersalce w domku ogrodniczym i ucięła sobie drzemkę. Tuż przed zaśnięciem Poldzia zadała Królowej pytanie natury osobistej. Królowa na pytanie odpowiadała długo, wyciągając z zakamarków swej duszy przeróżne sekrety, tajemnice, przeżycia i traumy, lecz lekko zamroczona alkoholem Poldzia odpłynęła w objęcia Morfeusza i spała na tyle mocno, że nawet skierowane przez Królową w ciemność do Poldzi „Czy moja wypowiedź odpowiedziała na twoje pytanie?”, nie zdołało jej wybudzić. Królowa, tylko dzięki wsparciu Struny, nie załamała się zupełnie tym pozbawionym szacunku zachowaniem Poldzi.

6. Poldzi jej karygodna postawa została wspaniałomyślnie wybaczona, gdyż rekompensatę za nią stanowiła cenna porada behawioralna z obszaru zwierząt domowych. Królowa radziła się Poldzi w kwestii przełamywania antagonizmów na linii pies (bookdog Azoriusz) – kot (mała kotka). Przy okazji opowieści o zwierzęcych pupilach Poldzia zademonstrowała na Królowej, jak jej kotek budzi ją o piątej rano, żeby mu dała jeść (bliski kontakt nosek do noska). 

7. Omawiano wakacyjne podróże, wyprawy i małe wycieczki przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Polecano sobie wzajemnie destynacje i sprawdzone sposoby rezerwacji miejsc noclegowych. Ze zrozumieniem przyjęto nieobecność Gazeli i Stefy, które pakowały się na zagraniczne urlopy, oraz Błyskawicy, którą pochłonęły rodzinne zobowiązania. Struna opowiadała o swoich wojażach i planowanej wizycie w Afrykarium.

8. Kulinarnym tematem przewodnim był kraj pochodzenia Isabel Allende – Chile. Zjedzono ponoć bardzo tam popularne hot dog completos z awokado, cebulą, pomidorami (wersja „completo italiano”), do których dodano majonez („poco mayo por favor”) i musztardę. Do tytułu książki wieczoru nawiązywały zabawne chrupki w kształcie duszków (niestety, zasmakowały Małemu Lordowi). Struna przygotowała jak co roku wyśmienite prażonki. Zaserwowała też gomułki zakopiańskie, czyli oscypki zawinięte w plastry boczku z suszoną morelą lub daktylem – zależy, co jej tam wpadło w ręce. Oscypki zostały lekko podgrzane nad ogniem. Przed spożyciem Struna wyjaśniła, że pochodzą z górzystej części naszej ojczyzny, a przecież Chile to też górzysty kraj. Poldzia upiekła chlebek bananowy z mąką kokosową, lecz go nie przyniosła do degustacji, gdyż wyszedł twardy jak kamień. Poldzia prawdopodobnie pomyliła 300 g z 30 g albo sknociła coś innego. Wobec faktu, że w dniu spotkania mocno jajeczkowała, wszystko mogło jej się pokićkać.

9. Z uwagi na to, iż Królowa zaczęła „Żonę podróżnika w czasie” (zaplanowaną na wrzesień) i oceniła, że mimo pierwszego rozdziału niczym z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, po przeczytanych już kilkudziesięciu stronach książka ta zapowiada się na powieść dla dziewcząt. W związku z tym, aby uniknąć rozczarowania, lekturą na następny klubik książkowy będą „Myszy i ludzie” Johna Steinbecka, a jeśli w dalszym czytaniu „Żona…” okaże się ambitniejsza, zostanie omówiona w październiku. Kolejne spotkanie odbędzie się 28 września, a obowiązywać będzie kuchnia mysia, czyli coś, co jedzą myszy, czyli ser, czyli kuchnia serowa. Uprasza się o nieuwzględnianie w menu sera pleśniowego.

10. Na zakończenie spotkania Struna opuściła strefę ogródków działkowych sposobem górnym, czyli przechodząc przez bramę (mimo otwartej furtki) – tym samym tradycji klubikowej stało się zadość.

Adios, amigos!
k.