Być czy mieć? Żyć w mieście czy w dzikiej głuszy?
Samotnie czy wśród ludzi? Bać się przyrody czy być częścią niej? Zostawić
przeszłość za sobą czy utrzymywać kontakty i relacje? Jeść apetyczne ananasy
czy awangardowe antrykoty? Pić alkohol czy nie pić? Jak daleko trzeba zajść,
żeby znaleźć samego siebie? Na te i inne pytanie spróbujemy znaleźć odpowiedź w
najbliższy piątek. Obecność obowiązkowa!
wtorek, 17 października 2017
sobota, 23 września 2017
"Moje córki krowy" Kinga Dębska
Protokół po "Moich córkach krowach" Kingi Dębskiej
Witamy Czytających ten protokół!
„Moje córki krowy” – to nie była śmieszna książka.
Nawet lekko zabawna nie była. I gdyby nie to, że na poprzednim spotkaniu
nastąpiła nadinterpretacja słów wypowiedzianych na temat tej książki przez
Poldzię, byłaby ona (Poldzia, nie książka) oskarżona o wprowadzenie w błąd,
wypaczone spojrzenie na rzeczywistość, brak empatii i wisielczy humor. Bo to było tak:
1. Poldzia 3 tygodnie temuuu podobno nie gwarantowała,
że będziemy się śmiać do rozpuku, czytając „Moje córki krowy”, ale powiedziała,
że ją śmieszyła ta książka, a przynajmniej śmieszyły ją w niej tragikomiczne
dialogi. Gdy została wyjaśniona kwestia tego, co powiedziała Poldzia, czego nie
powiedziała i co zrozumiały pozostałe uczestniczki spotkania, zaczęto rozmawiać
na temat książki pióra Kingi Dębskiej. I cóż: to smuuutna książka. O chorobach,
umieraniu, zakręconych relacjach rodzinnych. O przemijaniu, o tym, że trzeba
carpe diem, bo życie jest tylko chwilką, czyli o oczywistych oczywistościach.
Ta książka to również skarga i zażalenie na polską służbę zdrowia i pean na
cześć niezbadanych jeszcze, niesamowitych możliwości ludzkiego móóózgu. Autorka
tak przekonywująco opisała ułomności NFZu, a frustracja bohaterek książki na
panujące w szpitalach procedury jest tak autentyczna, że wydaje się wielce
prawdopodobne, że Kinga Dębska w dużej mierze sama przechodziła przez to, co
przypisała tytułowym córkom –Marcie i Kasi. Książka nie jest zbytnio głęboka,
ale za to jakby napisana obrazami gotowymi do przeniesienia ich na ekran filmowy
(i tak też się stało- książka została zekranizowana).
2. Czekając na Poldzię, Struna, Błyskawica oraz Królowa
rozpoczęły spotkanie od dyskusji na temat literatury dziecięcej. Zrobiono
przegląd najnowszych nabytków książkowych Małego Lorda, który tak żywo
zainteresowany był tym tematem, że aż mu ślinka pociekła na widok książeczek o
pieskach. W dalszej części wieczoru Mały Lord brał udział w rozmowach na tematy
różniaste, odpowiednio do sytuacji komentując wszystko zwięzłym, ale jakże na
miejscu pełnym emocji „muuu” (względnie „maaa” lub „yyy”).
3. Gdy Poldzia dołączyła do wcześniej zebranych, od
razu razem ze Struną zaczęła doić wino. Jak zwykle wraz ze wzrostem ilości
wypijanego wina rosła również jej gadatliwość, ale malał sens i gubił się wątek
przewodni poruszanych zagadnień. W ostatnim etapie spotkania Poldzia wychlała
również resztkę wina, nie wiadomo kiedy otwartego, ale nawet zapach stęchlizny
wydobywający się z butelki oraz wizja konania w męczarniach z powodu skrętu
kiszek dnia następnego nie przeszkodziły Poldzi opróżnić butelki do dna.
4. W związku z tym, że „Moje córki krowy” nie były tą
zapowiadaną przez Poldzię bardzo śmieszną książką, w dalszym ciągu czekamy na
jej propozycję naprawdę zabawnej lektury.
5. Bardzo dużo rozmawiano o progeniturze własnej.
Najpierw o owockach, warzywkach, zupkach w słoiczku i kaszkach (Mały Lord).
Potem rozmawiano o dzieciach w przededniu dojrzewania (Struniątko przejawiające
typowe dla uczniów w jego wieku zabarwione dekadentyzmem znudzenie szkołą).
Potem o młodszej młodzieży (Poldziątka) i o starszej młodzieży (dzieci
Błyskawicy). Żeby nie być w tyle za potomkami swymi zebrani wymieniali się
aktualnymi, zasłyszanymi od swoich dzieci wyrażeniami slangowymi. Uaktualniono
również wiedzę na temat najmodniejszych fryzur preferowanych przez progeniturę:
na jutubera Dealera, na Lewandowskiego, na samuuuraja czy na Piasta Kołodzieja
(na szczęście Mały Lord jest jeszcze zbyt mały, aby protestować wobec
zrobionego mu przez mamuuusię uczesania).
6. Ciekawym tematem okazała się sprawa bród, a
dokładniej zarostu na brodach – tu wypowiedziała się specjalistka Poldzia,
która obszernie opisała brodę Pana Polda oraz swój skromny jeszcze, ale jednak
obiecujący zarost na brodzie. Gdyby Poldzia chciała zmienić pracę, wróżymy jej
karierę we freak show. Choć wygląda na to, że Poldzia nie będzie mogła zarabiać
na swojej rosnącej brodzie, gdyż zamierza zaszyć się w pustelni w pobliskich
górach, by tam stanowić ciekawostkę dla zbłąkanych turystów.
7. Błyskawica poruszyła bardzo ważny temat – widoczny w
„Moich córkach…”, ale nie wybijający się na pierwszy plan. Otóż rozmawiano o
roli kobiety jako piastunki ogniska domowego. Dom, w którym brakuje kobiety,
matki, jest często domem zimnym, pustym, smuuutnym. To zwykle matki robią
gołąbki, pieką smakowite, pachnące ciasta, sprawiają, że dzieci, mimo
wyfruwania z gniazdka, chcą wracać do domuuu, by poczuć stabilność i
bezpieczeństwo. To ważne zadanie wykonywane przez obecne na spotkaniu Matki
Polki nie przeszkadza im realizować się, podejmować indywidualne wyzwania –
przykładem niech będą znakomite biegaczki Błyskawica i Poldzia, które znoszą do
domu kolejne elementy „złomuuu”, czyli medale (Królowa obecnie jedynie może
powspominać, jak to kiedyś szybko i daleko biegała).
8. Jedynym muuuzycznym nawiązaniem do książki wieczoru
był Neil Young & Crazy Horse (bo od konia w miarę blisko do krowy). Za to
Królowa opowiedziała stary, ale jakże pasujący do lektury dowcip:
-Dlaczego „zespół napięcia przedmiesiączkowego”
nazywa się „zespołem napięcia przedmiesiączkowego”?
-Bo nazwa „choroba wściekłych krów” jest już zajęta.
9. Ku zaskoczeniu wszystkich w krowim menu towarzyszącym
lekturze nie było ani jednej potrawy zawierającej wołowinę czy cielęcinę. Były
natomiast: cukierki-krówki, ciasto „Krówka”, ciasteczka z Milki w kształcie
krów, babka z ajerkoniakiem i krówkami. Nabiał reprezentowany był przez serowe
kulki opiekane oraz zupę serową z roladą biszkoptową, a także pomidorki
koktajlowe nadziewane wędzonym serem białym. Najbardziej wymyślne danie
przygotowała jednak Struna: tortilla (bo krowie placki) ze szpinakiem (bo
trawa, którą jedzą krowy), z serem korycińskim (bo z pełnego mleka) i z
kukurydzą (bo pasza), której towarzyszył dip na bazie śmietany i muuusztardy.
Wszystko było jak zwykle wyśmienite.
10. W październiku spotykamy się w trzeci piątek miesiąca,
czyli dwudziestego. Omawiać będziemy książkę mającą ogromne znaczenie dla
powstania naszego klubiku książkowego (patrz komentarz Struny do wpisu w
zakładce „Jak to się wszystko zaczęło”) – „Wszystko za życie” Jona Krakauera.
Obowiązywać będzie kuchnia na A jak Alaska, czyli mogą być andruty, arbuzy,
arachidowe orzeszki, alkohol, a wołowina też przejdzie.
No to komuuu w drogę, temuuu czas.
k.
wtorek, 19 września 2017
Przypominajka przed "Moimi córkami krowami" Kingi Dębskiej
I Ty muuusisz być na najbliższym spotkaniu
książkowym! Bo będziemy słuchać muuuzyki, jeść krówki oraz rozmawiać o swoich
siostrach, mamuuusiach i tatusiach. Zresztą, jak zwykle będzie mnóóóstwo
ciekawych tematów do omóóówienia. Widzimy się w piątek, piątuuunio. Można się
schodzić od 17.00.
sobota, 2 września 2017
"Wielki las" Zbigniew Nienacki
Protokół po "Wielkim lesie" Zbigniewa Nienackiego
Darz bór!
Sierpniowa lektura była omawiana w pierwszym dniu
września, który w tym roku nie był jednak rozpoczęciem nowego roku szkolnego,
dzięki czemu na spotkaniu książkowym dał się wciąż czuć wakacyjny duch. W
dodatku zebrano się na działce rodziców Struny. Tylko zmrok zapadł wcześniej,
niżby tego oczekiwano.
1. Zbigniew Nienacki – tak, tak, ten sam, który napisał
uwielbianą przez tłumy serię o przygodach Pana Samochodzika. W „Wielkim lesie” zaskoczył,
pokazał swoją drugą, nieznaną, przeznaczoną raczej dla dorosłego czytelnika twarz.
Błyskawica była po lekturze jego dwóch „pełnoletnich” książek i na podstawie
jej recenzji stwierdzono, że u Nienackiego występuje motyw kobiety zgwałconej,
którą opiekuje się stary mężczyzna.
2. Książka się podobała prawie wszystkim, Stefa sprawiała
wrażenie wręcz zachwyconej nią. Długo rozmawiano o instynktach, które rządzą
człowiekiem, o strachu, popędzie seksualnym. O seksie w ogóle sporo
dyskutowano: że seks rządzi światem, że przygodne kontakty seksualne wśród
znajomych zdarzają się może nawet częściej niż w książkach, że Nienacki opisał
kobiety jakby były przedmiotem w rękach mężczyzn (ciekawe, czy gdyby „Wielki
las” ukazał się dzisiaj, feministki podniosłyby larum, a stróże obyczajności
zakazaliby wydania książki z szokującą okładką z 1990 roku?). Tę część rozmowy
podsumowano stwierdzeniem: po co nam Grey, skoro mamy Nienackiego?
3. Niektóre fragmenty książki, zwłaszcza te dotyczące
Horsta Soboty i jego walki z lasem, który zabrał mu najbliższych, przypominały
Strunie serial „Twin Peaks”. Swoje skojarzenia Struna zilustrowała biorąc czule
w objęcia drewniany pieniek i chodząc z nim dookoła ogniska ze słowami „Ogniu,
krocz za mną”.
4. W książce niepotrzebny nieco, zagmatwany i jakiś
taki dziwny wydał nam się element szpiegowski i zagraniczna działalność
agenturalna Józwy Maryna – nie wiadomo co, kto i jak. Ale za to dość wnikliwie
rozpatrzono temat poszukiwania miłości doskonałej i czy to, co połączyło Józwę
i Weronikę, to była właśnie ta miłość czy wspólne im obojgu pragnienie
znalezienia takiej miłości – odpowiedzi na to pytanie w czasie spotkania nie
znaleziono.
5. Również Mały Lord w swoisty dla siebie sposób (dużo
śliny oraz wyrażeń w stylu „aaaa” oraz „eeee” i „guuu”) zabrał głos w sprawie obrazu
opisanego przez Nienackiego, który zapadł w pamięć wszystkim czytającym. W „Wielkim
lesie” jest mianowicie wypowiedź jednej z kobiet karmiących piersią swoje
liczne potomstwo – karmi ona swe maleńkie dzieci tylko jedną piersią, drugą
zachowując dla męża. Mały Lord oświadczył, że on z nikim się nie dzieli i sam z
zapałem ssie obie piersi swojej mamusi. W czasie spotkania Mały Lord był bardzo
grzeczny (za co został pochwalony przez Poldzię), z zainteresowaniem patrzył na
drzewa, kwiaty oraz ognisko (widział je po raz pierwszy). Nadchodzącą powoli
burza ułatwiła mu także ucięcie sobie krótkiej drzemki w wózku pod jabłonką.
6. Opowiadano o minionych wakacjach, o nadrobionych
zaległościach w czytaniu, o wyjazdach i wyprawach tu i tam. Stefa (z nowym fryzem) zdała
szczegółową relację ze swojego pierwszego w życiu wypadu w Bieszczady, skąd
przywiozła piwo „Bies-czadzkie – piekielnie czarne” (degustacja została
przełożona na następne spotkanie). Poldzia podjęła nowe wyzwania w sferze
aktywności fizycznej – udoskonalenie pływania i joga. Błyskawica przeczytała „Wszystko
za Everest” i jest pod wrażeniem. Wakacje Struny zaczęły się i zakończyły
muzycznie. A Królowa (z zapalonymi oskrzelami) zastanawia się, jak szybko i skutecznie pozbyć się 10 kg
nadwagi (gdyby od tego zastanawiania się spalało się kalorie, Królowa już dziś byłaby
jak szczypiorek).
7. Kulinarnie było po mazursku („Wielki las” rozgrywa
się w Mordęgach na Mazurach). Błyskawica przygotowała cepeliny, czyli kartacze.
Królowa upiekła farszynki, czyli coś jakby ziemniaczane krokiety. Stefa zrobiła
kakol, czyli babkę ziemniaczaną. Struna zrobiła w kociołku nad ogniskiem nasze
swojskie prażonki oraz podała tartinki z poziomkami. Do lasu nawiązywały
przyniesione przez Poldzię ciastka z kremem –orzeszki. Naprędce wymyślono
historię o tym, że delicje były z wiśniami z sadu Horsta Soboty, a borówki
zapewne zostały nazbierane w mazurskich lasach.
8. Wrześniowa lektura omówiona zostanie we wrześniu
(22-go), a będą nią „Moje córki krowy” Kingi Dębskiej - Poldzia gwarantuje, że, czytając, będziemy
się śmiać do rozpuku. Obowiązywać będzie kuchnia krowia, czyli wołowina i
produkty mleczne. Z uwagi na to, że w listopadzie porozmawiamy o „Dzikich
łabędziach. Trzech córkach Chin” Jung Chang (zarekomendowana po raz drugi przez
naszą ulubioną podróżniczkę Beatę z Wielkopolski), które są opasłym tomiskiem,
zaleca się rychłe zdobycie i rozpoczęcie lektury.
9. Z serca gratulujemy szefowej naszej warszawskiej filii – en’ca
minnita została mamą! Życzymy zdrowia oraz rychłej radości ze wspólnego
odkrywania fascynującej literatury dziecięcej.
Niech bór będzie w Wami!
k.
wtorek, 29 sierpnia 2017
Przypominajka przed "Wielkim lasem" Zbigniewa Nienackiego
Darz book!
„Wielki las” Nienackiego - w najbliższy piątek na
działce u rodziców Struny lub w tym lokalu co zawsze (proszę czekać na sygnał w
tej sprawie). Będzie rozmowa o protestach w Puszczy Białowieskiej, o miłości „wielkiej,
czystej i prawdziwej”, o agentach, informatorach, szpiegach i szujach, o
erotycznym aspekcie karmienia piersią i o oswajaniu dzikich psów. Jeśli
spotkanie odbędzie się w lokalu, to posłuchamy również Boba Dylana. Kuchnia
mazurska.
A zatem do zobaczenia!
sobota, 15 lipca 2017
"Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski
Protokół po "Kukuczce. Opowieści o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego
Cześć!
Niemal do ostatniej chwili trwały konsultacje
dotycząca miejsca kolejnego spotkania (na działce rodziców Struny czy
tradycyjnie w lokalu klubikowym). Poranne deszcze, ciemne chmury przed
południem i spory spadek temperatury zdecydowały, że spotkanie związane z
książką o Jerzym Kukuczce odbyło się pod dachem, ale nastroje uczestników były
turystyczne i wakacyjne. Mały Lord z przyjemnością przyjął ochłodzenie w
pogodzie i zachwycał zebranych swoim wzorowym zachowaniem, głośnym gaworzeniem
i niemal perlistym śmiechem. Szczególnymi uczestniczkami spotkania były lipcowa
jubilatka Stefa oraz dawno niewidziana Gazela. Pan Rex siedział cichutko w
pokoju obok, smutny, że musi pójść do pracy na nocną zmianę, wobec czego ominą
go wszelkie przyjemności spotkania książkowego. Poldzia zaś rozpoczęła
spotkanie mówiąc, że tego wieczora wszyscy uczestnicy będą szczytować.
1. O książce Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego
dyskutowano sporo, ale tylko w początkowej fazie spotkania. Zgodnie
stwierdzono, że jest ona dość suchym przedstawieniem historii himalaisty, który
jako pierwszy Polak zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Brakowało nam opisów
emocji, które towarzyszyły lub mogły towarzyszyć Kukuczce w zdobywaniu
kolejnych szczytów. Pewnie dlatego, że autorzy książki nie znaleźli w
materiałach źródłowych zbyt wiele na ten temat – wygląda na to, że nawet dzienniki
z wypraw prowadzone przez Kukuczkę były dość suche, rzeczowe. Bo też dla
Kukuczki wspinanie się na góry było jak uprawianie dyscypliny sportowej, było
formą rywalizacji, było kolejnym męskim zadaniem do wykonania. Rozmawiano też o
żonie Kukuczki i innych żonach ludzi, którzy góry ukochali najbardziej na
świecie.
2. Biografia Jerzego Kukuczki była pretekstem do rozmów
o innych książkach o górach i ludziach, którzy po nich chodzą. Stefa i Struna
rekomendowały biografię Wandy Rutkiewicz. W ogóle Stefa jest obecnie lokalną
specjalistką w temacie książek o górach – w ostatnim czasie przeczytała ich aż
sześć, zatem nie dziwi, że biegle wymienia nazwy szczytów czy nazwiska mniej
znanych himalaistów i alpinistów.
3. Zarówno Strunie jak i Królowej zapadł w pamięć
fragment historii o Kukuczce mówiący o tym, że po zdobyciu ostatniego
ośmiotysięcznika czekający na niego w bazie towarzysze uczcili to przygotowując
14 klusek śląskich (Kukuczka pochodził z Katowic), w które wbite były
chorągiewki z nazwami wszystkich 14 szczytów. Struna zrobione przez siebie
papierowe proporczyki wbiła w minikanapki z pomidorami koktajlowymi i
mozzarellą. Królowa natomiast nazwami najwyższych szczytów udekorowała mufinki
z wypieczonymi większymi i mniejszymi wzniesieniami. Zjadając poszczególne
kanapeczki i babeczki wczuwano się w role zdobywców kolejnych szczytów.
4. Kuchnia turystyczna reprezentowana była także przez
przygotowany przez Stefę bób prażony (bo zdrowy i dający moc do pokonywania
trudów wędrówki) i przyrządzona przez Królową sałatka z kuskusa (bo kuskus to
świetny wynalazek dla turystów: można go zalać kupionym w schronisku czy
ugotowanym na ognisku wrzątkiem, dodać do niego pesto z suszonych pomidorów i
kawałki żółtego sera - et voila – szybkie i pożywne danie gotowe). Błyskawica
przyniosła niezbędną podczas każdej wyprawy czekoladę oraz przywiezione z
Tajlandii przez jej wiecznie podróżującą koleżankę Izę pyszne ciasteczka z
nadzieniem ananasowym. Gazela przytachała torbę pełną świeżych owoców, a
Poldzia kilogramowe pudło Wesołych Grzybków (to w nawiązaniu do tak zwanej turystyki
grzybiarskiej lub do przypadkowego zbierania grzybów podczas przemierzania leśnych
ścieżek). Grzybki Poldzi miały właściwości uzależniające (kto je skosztował, nie
mógł się powstrzymać od ich dalszego chrupania) oraz halucynogenne (Błyskawica
na swoim płaskim jak deska brzuchu zaczęła widzieć fałdy tłuszczu). Struna
zaserwowała lody o nazwie kojarzącej się z drapaczami chmur w NY. Do spożycia
planowany był również liofilizowany posiłek żołnierski (pikantne pierożki
Rigatoni), jednak uczestniczki spotkania, z obawy przed świeceniem w
ciemnościach spowodowanym znaczną ilością „E” w składzie, odmówiły podjęcia próby
organoleptycznej tegoż posiłku. Kulinarnym hitem wieczoru okazał się gulasz
angielski w puszce, zawierający aż 71% mięsa, który swym zapachem skusił
wszystkich obecnych na spotkaniu.
5. Konsumpcja konserwowego gulaszu przywołała u
niektórych wspomnienia z dzieciństwa. To z kolei spowodowało rozmowy o
fetyszach wieku dziecięcego – ujawniono między innymi zamiłowanie do wąchania
krzeseł, stóp czy też spijania z kieliszków po wyjściu gości. W kontekście
dzieci rozmawiano także o najmodniejszych kolorach fryzur nastoletnich
latorośli, podobieństwach do rodziców i pleśniawkach niemowlęcych.
6. Dla wszystkich śledzących losy przykrywki do
naczynia żaroodpornego Struny mamy dobrą wiadomość: po wielu miesiącach przedmiot
ów nareszcie odnalazł swoją drogę do domu. A z innych tematów powracających:
znowu pojawiła się „pustka” Poldzi. Tym razem w kontekście opowieści o
pustelniku Janie, który w Beskidzie Małym z puszek zbudował sobie arkę.
7. Z uwagi na to, że Jerzy Kukuczka czytał wiersze
Edwarda Stachury, tłem muzycznym wieczoru były piosenki Starego Dobrego
Małżeństwa. Słuchano też grupy Byle Do Góry (Królowa jest w posiadaniu płyty
podpisanej przez dwóch głównych muzyków formacji) oraz zespołu Ścianka (album
„Białe wakacje”). Jako łącznik muzyczny między spotkaniem bieżącym oraz
spotkaniem islandzkim czerwcowym pojawił się zespół Sigur Rós z utworem
„Isjaki”, to znaczy „góra lodowa”.
8. Sporym trudem było ustalenie pasującego wszystkim
terminu kolejnego spotkania. Najprawdopodobniej odbędzie się ono 25 sierpnia.
Gdyby jednak okazało się, że tego dnia Struna nie może się stawić, spotkamy się
4 sierpnia. Lekturą-pretekstem będzie „Wielki las” Zbigniewa Nienackiego.
Kuchnia mazurska.
Życzymy wszystkim udanego wakacyjnego wypoczynku nad
morzem, nad jeziorem czy w górach. Zwłaszcza w górach! I nie zapominajcie uśmiechnąć
się do turystów mijanych na szlakach.
wtorek, 11 lipca 2017
Przypominajka przed "Kukuczką. Opowieścią o najsłynniejszym polskim himalaiście" Dariusza Kortki i Marcina Pietraszewskiego
Pogoda w tym tygodniu zmienia się tak szybko jak w
górach. Dlatego na czwartek (!!!), oprócz uporządkowania sobie przemyśleń
dotyczących książki o Jerzym Kukuczce, należy: przypomnieć sobie zasady
zachowania się podczas burzy, przygotować strój wygodny, stosowny do zdobywania
szczytu bramy, oraz zaopatrzyć się w utensylia potrzebne do otwarcia konserw
turystycznych i spożycia innych potraw wysokogórskich.
Do zo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)