środa, 15 kwietnia 2015

Przypominajka przez "Modlitwą za Owena" Johna Irvinga



Haaajjj ewryłan!
Mimo tego że prawdopodobnie po raz pierwszy w historii Spotkań Pod Pretekstem Książki żadna z uczestniczek nie przeczyta do końca uzgodnionej lektury, posiedzenie klubiku książkowego odbędzie się w wyznaczonym terminie, w stałym miejscu. Porozmawiamy o tym, dlaczego nie udało nam się przeczytać „Modlitwy za Owena”.
Siju on frajdej araund 16.30.
Olłejs jors,
k.

poniedziałek, 23 marca 2015

"Radość życia" Emil Zola

RADOŚĆ ŻYCIA  Protokół po "Radości życia" Emila Zoli



Bonjour Mesdames et Messieurs!

1. “Radość życia” Emila Zoli była głównym pretekstem do spotkania się w marcowe piątkowe popołudnie.
Livre de la soirée to wbrew tytułowi smutna lektura. Wzruszyła nas do łez historia głównej bohaterki Pauliny, która poświęciła innym wszystko, co miała, która została wykorzystana do cna przez osoby jej najbliższe, która w działaniu, pomaganiu innym odnajdywała sens życia. Przy okazji omawiania losów Pauliny przypomniała nam się inna bohaterka naszych spotkań książkowych, Kazia z „Wrzosu”. 

2. Błyskawica uczciwie przyznała się, że „Radości życia” nie przeczytała, bo pochłonięta była dobrze nam znaną lekturą. Błyskawica zapoznała się z wszystkimi trzema tomami opowieści z liczbą 50 w tytule, a w czasie czytania pochyliła się nad osobowością i psychiką Christiana Greya. Tym samym na nasze Spotkanie powrócił Monsieur Grey.

3. Koralina zgłębiła temat występujących licznie w książce chorób –zafascynowana dną moczanową, podagrą, ciężkim porodem będącym udziałem Luizetki, ewentualną niepełnosprawnością Pawełka, dołożyła barwną historię czyjejś tam bździągwy wyrosłej na czyimś tam uchu. Stwierdzono, że Zola posiadał niespotykaną wiedzę na temat psychiki dojrzewających dziewcząt i dorosłych kobiet. Struna skwitowała to: typowy dziewiętnastowieczny naturalizm i realizm w literaturze.

4. Livres zostały w dużej ilości przyniesione i ochoczo rozdane przez Strunę, która w ilości hurtowej wygrała je w czytelniczym konkursie internetowym. Każda uczestniczka spotkania otrzymała po dwie wybrane przez siebie ze stosiku książki (znamienne, że Koralina od razu rzuciła się na „Harpię”). Merci beaucoup, Struna!

5. Sensacją wieczoru było pojawienie się na spotkaniu mężczyzny, który deklaruje udział we wszystkich kolejnych zebraniach naszego klubiku książkowego. Pan Rex to bardzo odważny facet, który, choć sam mało czyta, nie bał się stawić czoła klubikowemu gronu czytających kobiet. Czytające kobiety z radością (życia) przyjęły na swoje łono Pana Rexa, który bardzo roztropnie w ramach wkupnego przyniósł butelkę wybornego wina francuskiego oraz czerwoną różę celem wprowadzenia romantycznego paryskiego nastroju.

6. Printemps, która rozpoczęła się o godzinie 23:45, została z radością (życia) przywitana poprzez wychylenie toastu. Poziom optymizmu wzrósł zauważalnie i nie miało to nic wspólnego z ilością wypitego wina (przemilczana zostanie liczba skonsumowanych butelek wina, gdyż jest to informacja zawstydzająca i od razu stawiająca pytanie „Dlaczego tak mało?”, na które wolimy nie udzielać w tym momencie odpowiedzi). Cieszono się wizją długich słonecznych dni i mnogości kwitnących kwiatów. A w nawiązaniu do mającego miejsce 13 godzin wcześniej częściowego zaćmienia Słońca wysłuchano zbiorowo utworu „Black Hole Sun” grupy Soundgarden.  

7. Toast został również wzniesiony za obchodzącego 49. anniversaire Jerrego Cantrella- muzyka Alice In Chains (wspomina się o tym na wyraźne życzenie Struny). 

8. Discussion prowadzono także na tematy związane z KGB, torturami i psychiką oprawcy (to pod wpływem niedawno przeczytanej przez Błyskawicę książki). Omawiano współczesne trendy w chirurgii plastycznej miejsc intymnych (nie jesteśmy zainteresowane poddaniem się zabiegom w tym zakresie). Z nutką nostalgii wspominano nasze młodzieńcze fascynacje Johnnym Deppem w jego różnych wcieleniach filmowych.

9.  Powrócił temat grupowego wytatuowania sobie czegoś, co stanowić będzie znak rozpoznawczy wszystkich uczestniczek naszych spotkań książkowych. Padła propozycja, aby tatuaż nasz składał się z serca uplecionego z róż, w środku którego znajdzie się napis „Totus Tuus”. 

10. W czasie opuszczania lokalu Struna miała problem z nałożeniem butów – mamy nadzieję, że był to skutek spożycia wina, a nie objaw puchliny wodnej, na którą była zeszła z tego świata pani Chanteau.
11. Cuisine francaise w naszym wydaniu była wyśmienita! Koralina debiutowała w roli autorki rewelacyjnej tarty pieczarkowo-orzechowo-camembertowej. Struna przyrządziła przepyszny une omlette. Błyskawica przyniosła (jeszcze ciepłe) doskonałe tulipany z ciasta francuskiego z nadzieniem mięsnym. Królowa upiekła tarte tatin.  Oddając hołd panu Chanteau, Koralina przygotowała bagietkowe kanapeczki z pasztetem na cześć pasztetu, od którego ten schorowany człowiek dostał potężnego ataku poGaRDy. Oczy i podniebienia cieszył talerz pełen różnorodnych serów pleśniowych i nie tylko. Były też francuskie rogaliki z czekoladą, jednak ze względu na ograniczoną ilość miejsca w żołądkach, zapakowano je Panu Rexowi do pracy z poleceniem, aby konsumując je, ciepło o nas pomyślał.

12. Le livre prochain to „Modlitwa za Owena”. Spotykamy się 17 kwietnia. Kuchnia amerykańska.

Merci za wszystko!
Au revoir!
Votre k.



wtorek, 17 marca 2015

Przypominajka przed "Radością życia" Emila Zoli



Mes amies!
Vendredi nous nous recontrerons pour discuter des livres particulierement de “La joie de vivre” par Emile Zola.
A bientot!
Votre pour toujours
k.

PS. Przepraszam romanistów i frankofili za ewentualne potknięcia językowe oraz brak kreseczek i daszków nad niektórymi literami.

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Grek Zorba" Nikos Kazantzakis

Grek Zorba - Kazantzakis Nikos  Protokół po "Greku Zorbie" Nikosa Kazantzakisa



Kalimera! Kalimera!
Ach, co to był za wieczór! Co to było za spotkanie! Bardzo radośnie, bardzo wspominkowo, lecz również z optymistycznym spojrzeniem w przyszłość uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki hucznie świętowały trzecią rocznicę powołania do życia ich prywatnego dyskusyjnego klubiku książkowego.

1. Lekturą wieczoru był „Grek Zorba”. Większości uczestniczek się podobał. Niejednokrotnie przytaczano fragmenty książki, które wspierały naszą opinię, że Zorba to wzór do naśladowania dla wielu mężczyzn. Urzekło nas jego uwielbienie do kobiet, jego ubóstwianie kobiecości, jego misja w zaspokajaniu wszystkich kobiecych potrzeb. Jak to określiła Polanna, Zorba to ekspansywny zbawiciel kobiet, który nie był ostatnim ch*jem. Koralina jak zwykle celnie spuentowała dyskusje na temat książki wieczoru: zmarły pierworodny syn Zorby oraz ten, który urodził się pod koniec jego życia stanowili elementy łączące w kole życia Zorby; jego historia ma kompozycję klamrową.

2. Na fali greckiego uniesienia odtańczono zbiorowo (oprócz Koraliny pełniącej rolę obserwatorki) taniec Greka Zorby, który początkowo był dość chaotyczny (taniec, nie Zorba), jednakże z każdym sekundą nabierał prędkości i precyzji w stawianych krokach. Naszym tańcem zachwycony był przede wszystkim klubikowy bookdog, który ochoczo dołączył do pląsającego grona.

3. Sporo czasu poświęcono przywoływaniu książek, które w ciągu minionych trzech lat były pretekstami do naszych spotkań- ich motywów, postaci, emocji towarzyszących nam podczas dyskusji, gości uczestniczących w obradach, dań i trunków przygotowanych specjalnie na okazję spotkania. Było co wspominać. Z nostalgią wróciłyśmy pamięcią do czasów, kiedy wino lało się strumieniami Ale my nie powiedziałyśmy jeszcze ostatniego słowa w tym temacie- lubimy nowe wyzwania, więc może już niedługo pobijemy własny rekord w ilości spożytego wina wynoszący w tej chwili butelkę na głowę.

4. Kielichy mniejsze i większe wznoszone były co i rusz i z okrzykiem „Oo-pa!” uczestniczki spotkania spełniały kolejne toasty: rocznicowe, urodzinowe czy jako przejaw radości z faktu, że Struna wygrała 26 książek i ma zamiar się nimi z nami podzielić. Polanna szczególnie ochoczo wlewała w siebie alkohol, co, jak można się było spodziewać, przypłaciła bólem głowy i ogólnie podłym samopoczuciem następnego poranka.

5. Wspaniałym prezentem rocznicowym dla uczestniczek spotkania była wiadomość, że jedna ze spokrewnionych z nami bystra 7-latka wstąpiła w Anglii do tamtejszego szkolnego klubu książkowego - jesteśmy z niej takie dumne!

6. By zadość uczynić tradycji odsłuchano kilkakrotnie kubikowy hymn tj. utwor Kings Of Leon „Sex on Fire”. To znowuż sprowokowało Strunę i Królową do podjęcia wędrówki w czasie- najpierw wspominano koncerty ubiegłoroczne, potem planowano wydarzenia muzyczne w najbliższych miesiącach. Struna wraz z Królową, jako przodowniczki w dziedzinie szaleństw kontrolowanych, wybiegły w przyszłość i poza kontynent  i wstępnie zaplanowały podróż przez Stany Zjednoczone w stylu Thelmy i Louise (jednakże bez fatalnego zakończenia, które było ich udziałem) ze startem w Seattle.

7. Sporo czasu poświęcono kinematografii. Najpierw pokrótce omówiono ekranizację jednej z naszych lektur nadobowiązkowych tj. „Pięćdziesięciu twarzy Greya”- podobno w naszych polskich serialach typu „Na Wspólnej” jest więcej erotyki niż w tym osławionym pornogniocie. Do kina na „Greya” się nie wybieramy. W kontekście rychłej gali rozdania Oskarów przeprowadzono szczegółową analizę nominowanej „Idy” oraz innych polskich filmów poruszających tematykę Żydów w Polsce- dyskusja była pogłębiona wieloma przykładami oraz wielce pouczająca.

8. Łzy radości wywołał temat uniwersalnych imion. Uczestniczki spotkania pomagały Polannie wybrać imię dla dziecka, którego wprawdzie się jeszcze nie spodziewa, jednak jest to kwestią czasu. Najpoważniejszą propozycją był Jesus (czyt. Hesus), który wspaniale będzie się wpisywać się w wypowiedzi przyszłej babci i matki owego dziecka (babcia powie: „Moim wnukiem jest Jesus” – i skierowanie do psychiatryka w sekundzie gotowe, matka powie: „Jestem matką Jesusa”- reakcja „O, matko boska!”).

9. Greckie potrawy, spożywane w lutym, podziałały na uczestniczki spotkania niczym balsam łagodzący ich zimowe depresje i szarości. Błyskawica przyniosła wyśmienitą rybę po grecku. Struna przygotowała tartę ze szpinakiem, fetą i oliwkami, która od razu zniknęła w naszych żołądkach. Podano bułeczki z nadzieniem z suszonych pomidorów, ciasto wytrawne ze szpinakiem i fetą oraz tzatziki. Do ciągłego podgryzania służyły przyniesione przez Koralinę oliwki z czosnkiem, a także ser kozi. Ze słodkości zajadano chałwę i sezamki oraz suszone figi nasączone białym winem z serkiem mascarpone i cynamonem  pyszny, prosty deser. Polanna pojechała po bandzie i serek mascarpone dodawała do wszystkiego, co było na stole.

10. Alkohole pito różnorodne. Było prawdziwe wino greckie oraz prawdziwe śródziemnomorskie. Dokończono (11-letniego już) Macallana. Kosztowano prawdziwe greckie Ouzo. Mimo tego sporego wachlarza trunków, nikt pawia nie puścił.

11. Kolejne spotkanie będzie miało miejsce 20 marca. Pochylimy się nad „Radością życia” Emila Zoli. Kuchnia francuska.
A zatem do zobaczenia!

Wasza k.

(odchodzi krokiem bocznym posuwistym z rękami nieco uniesionymi, nucąc: „Tam, ta-tam, ta-ta-ta-tam-…. Ta-da-da-da-da-da-da-da… Ooo-pa!)


wtorek, 17 lutego 2015

Przypominajka przed "Grekiem Zorbą" Nikosa Kazantzakisa



Kalimera!
W najbliższą sobotę 21 lutego od godziny 17.00 będą miały miejsce obrady na temat „Greka Zorby”. W trakcie wieczoru hucznie uczczona również zostanie trzecia rocznica powstania klubiku czytelniczego, który znany jest jako Spotkania Pod Pretekstem Książki.
Osoby zainteresowane udziałem w obradach proszone są o stawienie się w wyznaczonym terminie w wiadomym lokalu oraz psychiczne nastawienie się na pląsy przy dźwiękach greckiej muzyki.
Do zobaczenia!

sobota, 17 stycznia 2015

"Dom sióstr" Charlotte Link

Protokół po "Domu sióstr" Charlotte Link



Drogie Ladies, Drodzy Herren!

1. W ubiegły piątek pięć sióstr prawdziwych, rzeczywistych (nie było ani jednej jedynaczki) oraz spokrewnionych intelektualnie i duchowo w nastrojach różnorodnych, ale zdecydowanie pozytywnych (zwłaszcza pod koniec spotkania), zebrało się, aby jeść, pić, mówić i słuchać. Czyli to, co zawsze. I jak zawsze było serdecznie, relaksująco, obficie - naprawdę friendly atmosphere.

2. „Dom sióstr” - podobał się. Za sprawą głównej bohaterki, Frances Gray, przypominała nam się omawiana niedawno „Księgę Diny”- i w tej, i w tamtej książce dominującą, bardzo przemawiającą do czytelnika jest postać silnej kobiety, która dzielnie pokonuje przeciwności losu, stawia czoła wyzwaniom, podejmuje trudy. To model kobiety, która, czasem na swoje nieszczęście, jest inteligentna, myśląca, chłonąca świat całą sobą, chcąca się rozwijać, co zmuszą ją niejednokrotnie do podejmowania decyzji i dokonywania wyborów trudnych, bezkompromisowych i niestandardowych. Takie silne bohaterki są godne podziwu, ale generalnie mają w życiu przejebane (excuse le mot, ale niektóre sytuacje wymagają dosadnego określenia).

3. Książka wieczoru zainspirowała uczestniczki spotkania do rozmowy na temat młodości i starzenia się (po raz kolejny wróciłyśmy do jednej z naszych poprzednich klubikowych lektur, do „Portretu Doriana Graya” – na tę okoliczność Struna odświeżyła pamięć zebranych stosownym cytacikiem i wyznała, że podczas Świąt zapoznała się z ekranizacją „Portretu…”). Tę część dyskusji można podsumować stwierdzeniem, że nie rozpaczamy z powodu upływającego czasu, nie pragniemy być za wszelka cenę wiecznie młode i piękne (bo i tak jesteśmy). Potrafimy dostrzec zalety wieku dojrzałego i za Frances Gray możemy powiedzieć, że „wraz z wiekiem rośnie poczucie, że pozostało niewiele czasu. Ale rośnie także determinacja, aby nie robić już tego, czego się naprawdę nie chce”. Czyli luz-blus, chill out, take it easy, don’t worry be happy, lay back. Z powodu nadchodzących bardziej i mniej okrągłych rocznic urodzin poszczególnych uczestniczek rozważano odczucia wiążące się z osiągnięciem określonego wieku. Te nieco starsze dzieliły się swoim doświadczeniem ze tymi młodszymi. Chociaż tak naprawdę to i tak nie ma to żadnego znaczenia- w środku wszystkie mamy 24, no dobra, niech będzie - 26 lat maks.

4. Zwrócono uwagę, że w “Domu sióstr” znalazła się niebanalna definicja staropanieństwa oraz podany został ciekawy powód do niewychodzenia za mąż - zainteresowanych odsyłamy do lektury.


5. Do dawno nie uzupełnianego wokabularzyka wpisujemy użyte w książce wieczoru w różnych odmianach co najmniej ośmiokrotnie słowo „zdeprymowany”. Tytułowy dom często był nazywany domiszczem (nawet program Word podkreśla ten niecodzienny wyraz). Znaleziono również ciekawe sformułowanie: „To były fidrygałki”. Wypłynął wniosek, aby „Dom sióstr” przeczytać w oryginale, gdyż może się okazać, że wymowa i nastrój tej książki są zupełnie inne od tych zawartych w przekładzie polskim.

6. Po raz kolejny podjęto temat zalet i wad czytania książek w formie elektronicznej. Gazela, która przy okazji „Domu sióstr”, po raz pierwszy miała okazję skorzystać z Kindla, była zachwycona. Wyraziła opinię, że gdyby dostała do ręki tę książkę w wersji papierowej, to na pewno nie podjęłaby się przeczytania tych ponad 600 stron. A tak, nie dość, że połknęła „Dom sióstr” na czas, to jeszcze zaczęła czytać następną, zawartą na czytniku lekturę. 


7. Dyskutowano problemy gastryczne nękające uczestniczki w niedalekiej przeszłości, co z kolei skierowało rozmowę na temat sedesów, walorów klap samozamykających się, sposobów korzystania z toalety w miejscach publicznych i we własnych domach, różnych metod oddawania moczu przez mężczyzn i kobiety.
 
8. W trybie charakterystycznym dla interesujących spotkań, rozmowa płynnie przeniosła się na tematy judaistyczne. Struna ma bardzo ciekawe plany rozwojowo-edukacyjne z tym związane i została zobowiązana do podzielenia się zdobytą w swoim czasie wiedzą z pozostałymi uczestniczkami. Temat Żydów polskich był kontynuowany w kontekście lokalnym – przytaczałyśmy zasłyszane czy przeczytane informacje na temat miejsc i sytuacji związanych z Żydami mieszkającymi kiedyś w naszym miasteczku.


9. Mowa też była o księżach, spowiedzi, mszach, wizycie duszpasterskie zwanej kolędą, indywidualnych poszukiwaniach w sferze duchowej. Każda z uczestniczek miała tu coś do powiedzenia, jednak Gazela i Poldzia, choć różniące się w swoich poglądach i praktykach, były ekspertkami w tym zakresie (choć Gazela troszkę bardziej).

10. I znowu bardzo płynnie uczestniczki z tematu Kościoła, poprzez nauki przedmałżeńskie i wychowanie do życia w rodzinie przeszły do spraw związanych z edukacją seksualną, a także relacji między dziadkami, babciami i ciociami a najmłodszym pokoleniem w rodzinie. Różnie to bywa. Ale nasze dzieci bezapelacyjnie są cudowne, mądre, myślące, dobrze rokujące na przyszłość i we love them to bits. Przy okazji omawiania sytuacji rodzinnych Poldzia przyznała się do defraudacji pewnej sumy pieniędzy, którą to sumę jej młodsza progenitura dostała w prezencie z okazji swojej pierwszej komunii świętej. Otóż Poldzia, zabierając dziecku tuż po komunii pieniądze, w niedługim czasie potajemnie wydała je na podróż do Włoch – i to nie z rodziną, ale wraz ze swoimi koleżankami lub/i siostrami. Shame! Shame on you, dear Poldzia!

11. Rozmawiano na temat planów książkowych, wyzwań czytelniczych, lektur z ostatnich tygodni. Królowa wygrzebała z zakamarków swej pamięci znamienne wspomnienia z czasów, kiedy to dziecięciem będąc, pod wpływem znajdującej się tuż pod jej mieszkaniem filii biblioteki publicznej, stworzyła ze swojego skromnego wtedy księgozbioru „Bibljotekę prywatną” (pisownia oryginalna) z pieczęciami, numerami książek i prawdziwymi kartami bibliotecznymi.


12. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć dyskusji na tematy damsko-męskie. Zdano relację z swoich ostatnich doświadczeń w tym zakresie (choć wszystkie uczestniczki chciałyby wreszcie podsumować ten fragment rozmowy innymi słowami, ale niestety, no nie dało się – jeśli chodzi o facetów, to można tylko powiedzieć: żenła!). Wspomniano też ciepło Polannę, która aktualnie zajęta jest troszczeniem się o wizytujące ją hiszpańskie Ciacho, a także Koralinę, której nieobecność w wiadomym kąciku sofy była wyraźnie odczuwalna.
 
13. Gastronomicznie tematem przewodnim był karnawał i wielokolorowość. Rzucała się w oczy feeria barw na stole, przepych i obfitość. Struna przygotowała małe dzieła sztuki: pomidorowo-mozarellowo-oliwkowe bałwanki oraz pomidorkowo-oliwkowe biedroneczki na krakersach (u nas na sucharach Bieszczadzkich). Struna ufundowała także składniki na zielono-żółtą sałatkę owocową, która okazała się potrzebnym zastrzykiem witaminowym w tym zimowym, ponurym czasie. Królowa przygotowała finezyjne kanapeczki, talerz z serami oraz tartę budyniową z jabłkowymi różyczkami obficie posypanymi cukrem pudrem (co kojarzyło się i z karnawałem, i z zamiecią śnieżną odgrywającą niebagatelną rolę w „Domu sióstr”). Błyskawica przyniosła zrobione misternie przez jej mamę, doskonale faworki, zwane też chrustem - oczywiście i one były posypane cukrem pudrem. Poldzia przytachała wieeelki talerz, na którym precyzyjnie ułożone spoczywały małe arcydzieła stworzone przez jej szanownego małżonka – panierowane kawałki szynki w miodzie (i jeszcze jednej tajemniczej substancji, której Poldzia nie zdradziła) przekładane plastrami ananasa. Potrawa ta, o chińskiej proweniencji, urzekła nas swoim oryginalnym smakiem. Oko cieszyły również kolorowe żelki owocowe. Wypito hektolitry herbaty Lady Grey – a jakże by inaczej!
     
14. Uczestniczki spotkania podejrzewają, że małżonek Poldzi, Pan Pold, stosując zasadę „przez żołądek do” ...grona tworzącego Spotkania Pod Pretekstem Książki, chce dostąpić zaszczytu i pojawić się na którymś z naszych kolejnych spotkań (podobno już sobie ostrzy ząbki na dyskusje o „Beksińskich. Portrecie podwójnym”). Zaleca się, aby Pan Pold wystosował podanie z własnym zdjęciem, zawierające prośbę o wyrażenie zgody na jego obecność na spotkaniu książkowym oraz dołączył do niego jako łapówkę coś równie smakowitego, jak owa szynka w miodzie. Podanie jego, w zależności od zdjęcia oraz od przygotowanej i przesłanej za pośrednictwem Poldzi łapówki, zostanie rozpatrzone w ciągu dwóch miesięcy od daty wpływu.

15. Aby uczcić zauważalny w ciągu kilku miesięcy spadek w ilości spożywanego na naszych spotkaniach alkoholu per capita, Gazela przyniosła aż dwie butelki zawierające napoje wyskokowe, które uszczupliły jej poweselną kolekcję (co na to współwłaściciel owej kolekcji, Pan Gazel?). Jedna butelka zawierała płyn o nazwie i smaku blackberry, który doskonale wchodził w przełyk i dalej. Na etykiecie na butelce drobnym drukiem było napisane „Kosher for Passover”, co wspaniale połączyło się z jednym z omawianych tego wieczora tematów. Druga butelka przyniesiona przez Gazelę pozostała w stanie dziewiczym i nienaruszona będzie czekać na otwarcie podczas przyszłego spotkania. A za miesiąc… Będzie się działo! Trzecie urodziny naszego klubiku książkowego! Szampan już się chłodzi!

16. W oczekiwaniu na następne spotkanie, które odbędzie się 20 lutego, uprasza się o przeczytanie „Greka Zorby”. Kuchnia – wiadomo jaka. Ouzo już jest.

No to see you soon,

always yours,

the notetaker,

która pisząc niniejszy protokół, dojadała resztki wczorajszej uczty i dopijała pozostałości w różnych butelkach, co sprawiło, że jest obecnie nieco tipsy.

PS. Królowa prosi o rozsądek i wstrzemięźliwość (wiecie, o czym mowa!) w czasie kolejnego spotkania i przypomina, że fakt, iż udostępnia klubikowi książkowemu na obrady lokal, nie czyni z niej osoby w żaden sposób uprzywilejowanej, gdyż wszystkie uczestniczki spotkań są równorzędnymi gospodyniami tychże spotkań.