poniedziałek, 23 lutego 2015

"Grek Zorba" Nikos Kazantzakis

Grek Zorba - Kazantzakis Nikos  Protokół po "Greku Zorbie" Nikosa Kazantzakisa



Kalimera! Kalimera!
Ach, co to był za wieczór! Co to było za spotkanie! Bardzo radośnie, bardzo wspominkowo, lecz również z optymistycznym spojrzeniem w przyszłość uczestniczki Spotkań Pod Pretekstem Książki hucznie świętowały trzecią rocznicę powołania do życia ich prywatnego dyskusyjnego klubiku książkowego.

1. Lekturą wieczoru był „Grek Zorba”. Większości uczestniczek się podobał. Niejednokrotnie przytaczano fragmenty książki, które wspierały naszą opinię, że Zorba to wzór do naśladowania dla wielu mężczyzn. Urzekło nas jego uwielbienie do kobiet, jego ubóstwianie kobiecości, jego misja w zaspokajaniu wszystkich kobiecych potrzeb. Jak to określiła Polanna, Zorba to ekspansywny zbawiciel kobiet, który nie był ostatnim ch*jem. Koralina jak zwykle celnie spuentowała dyskusje na temat książki wieczoru: zmarły pierworodny syn Zorby oraz ten, który urodził się pod koniec jego życia stanowili elementy łączące w kole życia Zorby; jego historia ma kompozycję klamrową.

2. Na fali greckiego uniesienia odtańczono zbiorowo (oprócz Koraliny pełniącej rolę obserwatorki) taniec Greka Zorby, który początkowo był dość chaotyczny (taniec, nie Zorba), jednakże z każdym sekundą nabierał prędkości i precyzji w stawianych krokach. Naszym tańcem zachwycony był przede wszystkim klubikowy bookdog, który ochoczo dołączył do pląsającego grona.

3. Sporo czasu poświęcono przywoływaniu książek, które w ciągu minionych trzech lat były pretekstami do naszych spotkań- ich motywów, postaci, emocji towarzyszących nam podczas dyskusji, gości uczestniczących w obradach, dań i trunków przygotowanych specjalnie na okazję spotkania. Było co wspominać. Z nostalgią wróciłyśmy pamięcią do czasów, kiedy wino lało się strumieniami Ale my nie powiedziałyśmy jeszcze ostatniego słowa w tym temacie- lubimy nowe wyzwania, więc może już niedługo pobijemy własny rekord w ilości spożytego wina wynoszący w tej chwili butelkę na głowę.

4. Kielichy mniejsze i większe wznoszone były co i rusz i z okrzykiem „Oo-pa!” uczestniczki spotkania spełniały kolejne toasty: rocznicowe, urodzinowe czy jako przejaw radości z faktu, że Struna wygrała 26 książek i ma zamiar się nimi z nami podzielić. Polanna szczególnie ochoczo wlewała w siebie alkohol, co, jak można się było spodziewać, przypłaciła bólem głowy i ogólnie podłym samopoczuciem następnego poranka.

5. Wspaniałym prezentem rocznicowym dla uczestniczek spotkania była wiadomość, że jedna ze spokrewnionych z nami bystra 7-latka wstąpiła w Anglii do tamtejszego szkolnego klubu książkowego - jesteśmy z niej takie dumne!

6. By zadość uczynić tradycji odsłuchano kilkakrotnie kubikowy hymn tj. utwor Kings Of Leon „Sex on Fire”. To znowuż sprowokowało Strunę i Królową do podjęcia wędrówki w czasie- najpierw wspominano koncerty ubiegłoroczne, potem planowano wydarzenia muzyczne w najbliższych miesiącach. Struna wraz z Królową, jako przodowniczki w dziedzinie szaleństw kontrolowanych, wybiegły w przyszłość i poza kontynent  i wstępnie zaplanowały podróż przez Stany Zjednoczone w stylu Thelmy i Louise (jednakże bez fatalnego zakończenia, które było ich udziałem) ze startem w Seattle.

7. Sporo czasu poświęcono kinematografii. Najpierw pokrótce omówiono ekranizację jednej z naszych lektur nadobowiązkowych tj. „Pięćdziesięciu twarzy Greya”- podobno w naszych polskich serialach typu „Na Wspólnej” jest więcej erotyki niż w tym osławionym pornogniocie. Do kina na „Greya” się nie wybieramy. W kontekście rychłej gali rozdania Oskarów przeprowadzono szczegółową analizę nominowanej „Idy” oraz innych polskich filmów poruszających tematykę Żydów w Polsce- dyskusja była pogłębiona wieloma przykładami oraz wielce pouczająca.

8. Łzy radości wywołał temat uniwersalnych imion. Uczestniczki spotkania pomagały Polannie wybrać imię dla dziecka, którego wprawdzie się jeszcze nie spodziewa, jednak jest to kwestią czasu. Najpoważniejszą propozycją był Jesus (czyt. Hesus), który wspaniale będzie się wpisywać się w wypowiedzi przyszłej babci i matki owego dziecka (babcia powie: „Moim wnukiem jest Jesus” – i skierowanie do psychiatryka w sekundzie gotowe, matka powie: „Jestem matką Jesusa”- reakcja „O, matko boska!”).

9. Greckie potrawy, spożywane w lutym, podziałały na uczestniczki spotkania niczym balsam łagodzący ich zimowe depresje i szarości. Błyskawica przyniosła wyśmienitą rybę po grecku. Struna przygotowała tartę ze szpinakiem, fetą i oliwkami, która od razu zniknęła w naszych żołądkach. Podano bułeczki z nadzieniem z suszonych pomidorów, ciasto wytrawne ze szpinakiem i fetą oraz tzatziki. Do ciągłego podgryzania służyły przyniesione przez Koralinę oliwki z czosnkiem, a także ser kozi. Ze słodkości zajadano chałwę i sezamki oraz suszone figi nasączone białym winem z serkiem mascarpone i cynamonem  pyszny, prosty deser. Polanna pojechała po bandzie i serek mascarpone dodawała do wszystkiego, co było na stole.

10. Alkohole pito różnorodne. Było prawdziwe wino greckie oraz prawdziwe śródziemnomorskie. Dokończono (11-letniego już) Macallana. Kosztowano prawdziwe greckie Ouzo. Mimo tego sporego wachlarza trunków, nikt pawia nie puścił.

11. Kolejne spotkanie będzie miało miejsce 20 marca. Pochylimy się nad „Radością życia” Emila Zoli. Kuchnia francuska.
A zatem do zobaczenia!

Wasza k.

(odchodzi krokiem bocznym posuwistym z rękami nieco uniesionymi, nucąc: „Tam, ta-tam, ta-ta-ta-tam-…. Ta-da-da-da-da-da-da-da… Ooo-pa!)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz