Mam nadzieję, że pamiętacie o kolejnym spotkaniu pod pretekstem książki - piątek ok. 16.30.
Mam nadzieję, że "Great Expectations" przeczytane.
Mam nadzieję, że przedświąteczna gorączka Was jeszcze nie ogarnęła.
Mam wielką nadzieję, że spotkamy się w komplecie i że jak zwykle spędzimy razem miły wieczór.
See you on Friday.
k.
wtorek, 16 grudnia 2014
poniedziałek, 24 listopada 2014
"Sońka" Ignacy Karpowicz
Protokół po "Sońce" Ignacego Karpowicza
1. „Sońkę” dobrze się czyta w
listopadzie. Bo opowieść o Sońce jest smutna. Ładnie napisana. I choć takich
Soniek jest pewnie w historii Polski więcej, to ta opowiedziana przez Karpowicza
jest na swój sposób wyjątkowa: trochę bajkowa, zapętlona w czasie i przestrzeni,
uwięziona mieczy życiem i śmiercią. Ciekawy w książce był motyw przenikania się
losów Sońki i Ignacego/Igora – ich wzajemne młodnienie i starzenie się. Nieco
dekoncentrujący i troszkę psujący całość był wątek żydowski w samej końcówce – nie
do końca potrafiłyśmy zrozumieć, czemu miał służyć. Dość szczegółowo omówiona
została urojona, wyobrażona miłość Sońki do Niemca Joachima. Polanna zgłosili
wniosek, aby w najbliższym czasie, w związku z obecną porą roku, nie czytać już
książek smutnych i dołujących.
2. Skoro już wywołali Polannę do
tablicy, to trza odnotować, że Polanna wrócili ze swoich zagranicznych wojaży
zrelaksowana, wypoczęta, wręcz troszku rozleniwiona. W swej świadomości nadal
Polanna przebywają w ciepłym klimacie śródziemnomorskim, na błyszczącej w
słońcu plaży. Polanna przejawiali również pewne objawy rozwydrzenia – nie udzielając
się dotychczas zbytnio w sferze przygotowywania potraw na spotkania,
zachciewajkowo dyktowała motywy przewodnie kulinarne obecne na kolejnych
posiedzeniach naszego klubiku. Kaprysy jej nie zostaną spełnione, jednak
dostarczone przez nią śliweczki w alkoholu znów chętne spożyjemy.
3. Wbrew powszechnie panującej w
pewnych środowiskach opinii, że podczas naszych spotkań my tylko jemy i
pijemy i ewentualnie od czasu do czasu
coś tam o jakiejś książce powiemy, obwieszcza się wszem i wobec, że my na
spotkaniach książkowych rozmawiamy bardzo dużo o bardzo wielu różnych
książkach. A ponieważ jest sprawą oczywistą, że nic tak nie umila rozmów o
literaturze jak dobre wino i wyszukane, współgrające z lekturą potrawy wprawiające
nasze podniebienia w smakowy orgazm, no to trudno- musimy jeść i pić. Zbliżające
się spotkanie z autorem książki „Przyjdzie Mordor i nas zje” stało się pretekstem
do rozmów o paru polskich pisarzach współczesnych, nowościach wydawniczych, a
także elektronicznych czytnikach książek – dzielono się wrażeniami z obcowania
z e-bookami.
4. Ponieważ nie na książkach świat się
kończy, dyskutowano również o muzyce na żywo (Struna chodzą na koncerty takich niszowych
zespołów, że to aż zastanawia, skąd ona o nich wie) i z płyt (w trakcie obrad
dźwiękowo towarzyszyli nam m.in. Kapela ze Wsi Warszawa oraz podlaska Nathalie
and The Loners).
5. Jedna z uczestniczek spotkania,
znana do tej pory jako Monika z Bewerlyhils, zostali przechrzczeni i od tej
pory będą tu występowali jako Poldzia. Wrócono też wspomnieniami do zarania działalności
blogerskiej uczestniczek spotkań i genezy stworzonego na jej potrzeby
pseudonimu Struny. „Sońka” stała się okazją do wygrzebania ze swoich rodzinnych
historii elementów wschodnich: Polanna z rozrzewnieniem wspominali potrawy z
dzieciństwa spędzonego w Jarosławiu, Struna zabrzmieli nutą spod Grodna,
Królowa opowiedzieli anegdotkę o pradziadku spode Lwowa.
6. Królowa upraszają, żeby zaprzestać
wynoszenia z lokalu na swej odzieży drogocennej sierści bookclub doga Grudzi,
gdyż, zainspirowana opowieścią en’ca minne w czasie jej wizytacji w sierpniu,
postanowili zrobić długi, miękki szal z psiej sierści w kolorze rudym
podpalanym –na zimę będzie jak znalazł.
7. Zwyczajowo poruszono tematy
towarzyskie: międzypłciowe, międzypartyjne (pokłosie ostatnich wyborów
samorządowych) oraz lokalne celebryckie (będące w ścisłym związku ze
zmieniającą się sceną polityczną w naszym grajdołku). Przy okazji Królowa
użalali się nad sobą z powodu obecnie niezmiernie ograniczającej jej życie
towarzyskie opryszczki, która oszpeca ją znacznie w obszarze ust, uniemożliwia całowanie
oraz jest objawem jej chwilowego (oby) spadku odporności i formy.
8. Jedli: pierekaczewnik na słodko z
serem białym (Poldzia), bigos według receptury grodzieńskiej z bułką orkiszową
(Struna przy okazji wyjaśnili, że podczas wojny, gdy brakowało pszenicy i żyta,
jedzono orkisz właśnie), podlaską zapiekankę z kaszy gryczanej z twarogiem i pieczone
ziemniaki z farszem (Królowa). W nawiązaniu do obecnego w ostatnim rozdziale „Sońki”
elementu żydowskiego spałaszowali gwiazdę drożdżową z nutellą.
Jedli i pili: śliwki w nalewce i
nalewkę ze śliwkami.
Pili: wino gruzińskie oraz wino nie gruzińskie.
Wynik spożycia rozczarowywująco słaby, jednakże przyczyną tego faktu jest to,
że, choć wydawać się to może niewiarygodne, Królowa nie spożyli ani kropelki
alkoholu przez cały wieczór.
9. Następne spotkanie odbędzie się 19
grudnia i poświęcone zostanie „Wielkim nadziejom” Dickensa. Motyw przewodni
kulinarny: czerń. Z racji tego być może pojawi się na stole czarna polewka,
jednak nie będziemy zwracać uwagi na jej ukryty przekaz. A na styczeń szykujemy
„Dom sióstr” Charlotte Link.
Boh z wami.
środa, 19 listopada 2014
Przypominajka przed "Sońką" Ignacego Karpowicza
"Sońkę" przeczytali? Zdanie na jej temat sobie wyrobili?
Nastawieni są na spędzenie kilku godzin w małej wspólnocie czytających kobiet?
No to przyjdą na spotkanie w sobotę. Tak kole pół po
czwartej.
Z Bookiem.
k.
wtorek, 14 października 2014
"Księga Diny" Herbjørg Wassmo
Protokół po "Księdze Diny" Herbjørg Wassmo
A jesień była piękna tego roku….
Ciepło, gorąco nawet. Kolorowe liście klonu w roli obrusa,
winobluszcz i liście sumaka jako sezonowa dekoracja wnętrza. Krwawy Księżyc.
W tych okolicznościach przyrody sześcioosobowa drużyna plus
pies dyskutowała długo w noc.
1. Pretekstem do spotkania była „Księga Diny” Herbjørg Wassmo.
Gruba książka, ale, jak zgodnie stwierdziłyśmy, bardzo wciągająca, dobrze
napisana. Wassmo bardzo obrazowo, „zmysłowo” opowiedziała historię tajemniczej,
dziwnej, niezależnej i ekscentrycznej Diny. Diny, która zabijała tych, których
kochała.
Dużo rozmawiałyśmy o Dinie, jaką była kobietą, co miało
wpływ na jej zachowanie, czy nie cierpiała na chorobę psychiczna, czy nie była
w jakiś sposób niepełnosprawna, czy wykorzystywała, czy była wykorzystywana.
Zastanawiałyśmy się, kto tak naprawdę był ojcem jej syna Beniamina. Analizowałyśmy
ciekawą relację istniejącą miedzy Diną a jej teściową. Grupowo zakochałyśmy się
w Tomaszu. Koralina dokonała porównania zakończenia książki i filmu nakręconego
na jej podstawie. „Księgę Diny” polecamy, choć jednym zapadnie ona w pamięć
bardziej i na dłużej, a u innych nie pozostawi znaczących śladów.
2. W naszym gronie powitałyśmy Jolę, która równocześnie
przynależy do sekcji biegaczej wyodrębnionej w naszym książkowym klubiku. Po
raz kolejny w nasze skromne progi zawitała wciąż pachnąca bieszczadzkim wiatrem
Karolina PL.
3. Po spotkaniu poziom kwasu omega 3 w naszych organizmach przekroczył
poziom normy o 600%. To za sprawą przygotowanych przez nas norweskich
przysmaków z rybą w roli głównej. Struna zaserwowała tartę z makrelą wędzoną i
pieczarkami. Koralina poczęstowała wszystkich wykwintnymi, perfekcyjnie
(wiadomo!) wykonanymi roladkami: łosoś z serkiem i dużą ilością czosnku
(wiadomo!) zawinięte w ciasto szpinakowe. W poręcznych aluminiowych
pakuneczkach Jola przyniosła dorsza zapiekanego z warzywami. Monika BH wywołała
zbiorowy opad szczęki u pozostałych uczestniczek swoją rybą w rybie, czyli
łososiem ukrytym w rybie uformowanej z wielką dbałością o szczegóły z ciasta drożdżowego.
Królowa była autorką krokiecików rybno-ziemniaczanych z sosem koperkowym,
tartinek ze szprotkami na pieczywie chrupkim oraz bułeczek skoleboller z
budyniem i kokosem. Nie mogło zabraknąć również naszego ulubionego sera
karmelowego Brunost, który dotarł do nas prosto z Norwegii (to bardzo ujmujące,
że mamy swoich wielbicieli dbających o to, żeby w naszej lodówce zawsze był
kawałek Brunosta).
4. Uszy pieściły dźwięki muzyki skandynawskiej- czasami
mrocznej i dołującej, czasami zabarwionej bitami perkusji elektrycznej.
5. Próbowano przy pomocy Internetu połączyć się wizualnie z
Polanną, która obecnie wygrzewa swoje piękne ciałko na ciepłych hiszpańskich
plażach. Niestety, na Skype coś poszło nie tak, więc nastąpiła jedynie wymiana
pozdrowień i serdeczności drogą pisemną przez Fejsa.
6. Podczas spotkania dość uaktywniła się frakcja psiar –prym
wiodła Monika BH opowiadająca historię życia swojego rodzinnego teriera. Temat
mundurków szkolnych również wzbudził wiele emocji –obecne w naszym gronie matki
i nauczycielki szczegółowo analizowały zasadność ubierania dziatwy szkolnej w
jednakowe stroje.
7. Ciągle stosunkowo nowa antresola uruchomiła naszą wyobraźnię
i sprowokowała nas do wykorzystania jej (antresoli, nie wyobraźni) podczas
zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Postanowiono, że dolna część
antresoli zostanie zaadaptowana na szopkę, w której ustawione zostaną figurki
naturalnej wielkości. Bookclub dog Gruda będzie pełniła rolę owieczki. Casting
na odtwórcę Józefa trwa. Przestrzeń pod antresolą w sezonie poświątecznym
będzie wykorzystana do zainstalowania w niej wygodnego hamaka.
8. W ostatniej części spotkania dokonano przeglądu ofert
kawalerów i facetów z odzysku, którzy reklamują się w sieci jako chłopcy do wzięcia. Uczestniczki spotkania ustaliły, że oferenci
mogą człowieka zdołować maksymalnie swoim brakiem autorefleksji w zakresie
wizerunku własnego, swoim lenistwem, wycofaniem, rozdźwiękiem między
deklaracjami a czynami oraz ogólną ciapowatością czy wręcz dupowatością i
zeschizowaniem. Generalnie: załamka.
9. Następne spotkanie będzie w piątek 21 listopada. Przyjrzymy
się „Sońce” Ignacego Karpowicza. W międzyczasie zaczynamy czytać „Wielkie
nadzieje” Dickensa, bo to gruba książka, a mamy ją zaplanowaną do dyskusji na
grudzień. Osoby planujące uczestnictwo w spotkaniu listopadowym są proszone o
kontakt z protokolantką celem dogrania kwestii kulinarnych. Biorąc pod uwagę
czas akcji „Sońki” wstępnie ustalamy, że
będzie to „biedna kuchnia” polska.
Życząc miłej i radosnej jesieni słowa podziękowania za
kolejne cudowne spotkanie kieruje do Was
k.wtorek, 7 października 2014
Przypominajką przed „Księgą Diny” Herbjørg Wassmo
Hei!
Malin moroszek nie będzie. Ale będzie brunost.
Suszonych ryb też nie będzie. Ale będą ryby, rybki, rybeczki
w wielu innych postaciach i formach.
Zorzy polarnej nie będzie, ale będą ogniste kolory jesieni
na drzewach za oknem.
„Księgę Diny” podnosimy
z podłogi, gdzie służyła nam za bloczek do ćwiczenia jogi, lub z krzesła, na
którym pełniła funkcję poddupka dla 2-latka próbującego samodzielnie zjeść
obiad przy stole.
Z „Księgą…” pod pachą przybywamy tłumnie na kolejne
Spotkanie
Widzimy się (wyjątkowo) w sobotę.
Vi sees w lørdag!
sobota, 13 września 2014
"Elizabeth i jej ogród" Elizabeth von Arnim
Protokół po "Elizabeth i jej ogrodzie" Elizabeth von Arnim
Dzień guten Morgen, evening lub Nacht (w zależności od pory czytania niniejszego protokołu, narodowości czytającej/go lub jej/jego
preferencji geograficznych tudzież lingwistycznych)!
Wrześniowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki spędziłyśmy w
ogrodzie Elizabeth von Arnim, a było ono obfite w emocje i dyskusje w obszarach
wszelakich.
1. Pierwszym tematem była Gazela oraz jej sprawozdanie z
pierwszego miesiąca w nowym stanie cywilnym, a także ich (tj. Gazeli i
Gazelowego małżonka) wysiłki w budowaniu podstawowej komórki społecznej. Panu
Gazelowi dziękujemy za udzielenie zgody swojej dopiero co poślubionej żonie na
spędzenie piątkowego wieczoru w naszym towarzystwie. Oprócz weselnego wina
Gazela przyniosła własnoręcznie wykonane przekąski z wsadem frankfurterkowym,
które były więcej niż sehr gut.
2. Drugim tematem była książka wieczoru, czyli „Elizabeth i jej
ogród”. Lektura ta jest dość lekka, miejscami zabawna, zawiera kilka ciekawych
fragmentów, które zostały skrzętnie wynotowane przez Strunę i Królową, jednakże
z powodu tematu nr 3 (poniżej) nie było jakoś nastroju, aby urządzać pojedynki
na cytaty. Wielu z nas główna bohaterka nie przypadła do gustu z racji swojego
lenistwa, nieróbstwa, pasożytniczego trybu życia, który polegał tylko na
bywaniu, spełnianiu swoich zachcianek i kaprysów, balowaniu, wycieczkowaniu
się, odpoczywaniu oraz wydawaniu dyspozycji i rozkazów służbie. Choć z drugiej
strony niektóre uczestniczki poszperały w Internecie i znalazły więcej
informacji o autorce książki, która, jak się okazuje, była inteligentna,
niezależna w osądach, stanowcza i jak na ówczesne czasy dość wyzwolona. A
poglądy głoszone przez szowinistycznego niemieckiego męża Elizabeth można
określić zdaniem: „jak się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije”. Jak
doskonale wiemy, ponad sto lat po napisaniu „Elizabeth…” ciągle znaleźć można
wielu zacofanych bezmózgich tępaków i buców, którzy wyznają tę zasadę. Żenada.
3. Trzecim tematem było widoczne
na naszych twarzach i ogólnie w sylwetce zmęczenie wynikające z przepracowania,
zbliżającej się jesieni, a także trosk codziennych domowych. Zwłaszcza Struna
była jakaś taka nie nastrojona, nie napięta, nie naciągnięta, nie drżąca. Zmęczenie
to jednakże nie zdominowało naszego spotkania, w czasie którego było kilka
wielce radosnych momentów m.in. ucieszył nas podbój Warszawy dokonany przez Polannę
i jej sukces na gruncie zawodowym - na fali gratulacyjnej wychylono niejeden
puchar pełen wina za naszą zdolną, mądrą i pracowitą Polannę, z której jesteśmy
wszystkie takie dumne!
4. Czwartym tematem były książki, dziesiątki książek. Otóż
omówiono krążące obecnie po fejsie i ogólnie w Internecie „łańcuszki”
ulubionych książek czy podsumowania zawierające najważniejsze tytuły literatury
światowej. Posługując się jedną z takich list książek, które „trzeba przeczytać
przed śmiercią”, dokonano powrotu do czasów szkolnych i nieco późniejszych,
przypominając sobie wszystkie znaczące lektury oraz okoliczności zapoznania się
z nimi. W przeprowadzonym naprędce plebiscycie wyłoniono kilkanaście tytułów
książek, które chciałybyśmy przeczytać i przedyskutować w ramach naszych
kolejnych Spotkań –wygląda na to, że jeśli po drodze nie pojawi się jakaś „must
read” nowość, to wiemy już, jakie będą nasze książkowe preteksty w ciągu
najbliższych kilku lat! Ten fragment wieczoru należy zaliczyć do szczególnie
inspirujących literacko, gdyż w niewymuszony, a wynikający najzwyczajniej z
wewnętrznej potrzeby zapoznania się z klasyką, sposób motywuje do czytania and reading
und lesen. A jak mawiał Frank Zappa: „Tak wiele książek, tak mało czasu”.
5. Oprócz różnorodności w tematach rozmów, na stole także widać
było wielorakość: smaków i kolorów. Gastronomiczny misz-masz miał jednak swoje
uzasadnienie jednoznacznie wynikające z treści książki wieczoru. Była zatem
niemiecka Kartoffelsalat (Koralina). Były bułeczki drożdżowe z sauerkraut i
pieczarkami. Były czekoladki, waflowe rureczki oraz żelkowe misie zakupione w sklepie
należącym do niemieckiej sieci marketów. Wspomniane w punkcie pierwszym niniejszego
protokołu przekąski z frankfurterkami oraz Wurst dodany do przygotowanego przez
Strunę leczo były kolejnymi daniami nawiązującymi do Niemiec. Do „Elizabeth…”
odwoływała się też sałatka śledziowa (a śledź to był nasz, polski, bałtycki),
jak i kruche ciasteczka w kształcie różyczek. Polanna postawiła na stole
wykwintne śliwki w alkoholu, ale poczekamy z ich spożyciem (wypiciem?) do
listopada- wtedy będą nam lepiej smakowały.
6. Róże były na okładce książki, w formie ciasteczek, a przede wszystkim
w wazonie. Subtelne, bladoróżowe, powoli otwierające swe główki w cieple
naszych oddechów, zachwycające świeżością. Same sprawiłyśmy sobie tak cudny
prezent, gdyż w pełni, bez specjalnego uzasadnienia zasługujemy na to, żeby
otaczać się zachwycającymi kwiatami, ot, po prostu dlatego, że jesteśmy
kobietami, i to w dodatku wrażliwymi na piękno.
7. Również w obszarze muzyki przeniesiono się do ogrodu - dwukrotnie wysłuchano utworu „W moim ogrodzie”
Daabu, odtworzono jedną z płyt zespołu Soundgarden. A przez resztę czasu tło
dźwiękowe tworzyły piosenki angielskie z repertuaru m.in. Coldplay i Starsailor.
8. W związku ze zbliżającymi się jesiennymi chłodnymi
wieczorami i nocami uznano, że dobrym pomysłem będzie zaopatrzenie się w
poduszki elektryczne rozgrzewające (najlepiej energooszczędne, user friendly,
wymiary powierzchni grzewczej ok. 180
cm x 50
cm x 25
cm, przystojne, nie za stare, łatwe w użytkowaniu lub z dołączoną instrukcją
obsługi). Osoby będące w posiadaniu informacji o miejscu, w którym można nabyć
wspomniane poduszki, proszone są o bezpośredni kontakt z administratorami tej
strony.
9. Na wniosek Karoliny PL następne spotkanie odbędzie się w
sobotę 11 października. Za sprawą „Księgi Diny” Wassmo Herbjørg przeniesiemy
się do Norwegii. Brunost już jest, łosie i łososie zapewne też wkrótce się pojawią.
Poszukamy jeszcze jakichś innych specjałów kuchni norweskiej.
10. And last but not least. Niech Państwo Gazelowie, a zwłaszcza
nasza osobista, wyhodowana na naszej własnej piersi Gazela, przyjmą od
wszystkich mniej lub bardziej regularnych uczestniczek spotkań książkowych
życzenia tego, aby w zgodzie, miłości (M-I-Ł-O-Ś-C-I) i obopólnym szczęściu
przeżyli każdy dzień z tych wielu, które przed nimi. Mamy też cichą nadzieję,
że Gazela nie zapomni o nas i że będzie na bieżąco czytać uzgodnione książki,
doskonalić się w sztuce gotowania, której efekty chcemy degustować na
spotkaniach i że będzie dzielić się z nami swoimi ogólnymi refleksjami na temat
bycia żoną. Niech Gazela pamięta, że w naszym gronie wciąż mamy stare panny,
które jak kania dżdżu łakną wiedzy i porad w zakresie pakowania się w związki
małżeńskie.
To tyle na dziś.
Niniejszym kolejne spotkanie książkowe przechodzi do
blogowych annałów.
Danke oraz thank you za ten przemiły wspólny wieczór.
k.
wtorek, 9 września 2014
Przypominajka przed "Elizabeth i jej ogrodem" Elizabeth von Arnim
Przypominam, że w najbliższy Friday spotykamy się przy
wurstach, sourkrautach i kartoflach.
Będziemy mieć róż na twarzy, róże w wazonie i rose w
kieliszkach.
Podyskutujemy o książkach oraz o ogrodnikach, ogrodniczkach,
ogródkach i ogrodach wszelakich. A także o tym, jak się nie dać jesiennej
melancholii.
See you @ 16.30.
To będzie guten Abend!
Subskrybuj:
Posty (Atom)