sobota, 19 stycznia 2013

"Mama Muminków" Boel Westin

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..." Mamy Muminków" Boel Westin



Hyvaa paivaa (znaczy: Dzień dobry!)
Pierwsze w tym roku Spotkanie Pod Pretekstem Książki za nami. Za oknem było biało, mroźnie i muminkowo. Wewnątrz było przytulnie, nastrojowo, ciepło, a w tle muzyka skandynawskich twórców.

1. Na stole też było BIAŁO. Biały był barszcz z białą kiełbasą i jajem. Biały był zapiekany kalafior w sosie beszamelowym z mozzarellą. Białe były cebulki marynowane i popcorn. Biała była sałatka selerowo-pietruszkowo-jabłkowa. Natalia, indagowana o rodzaj śledzi (marynowane czy solone) podanych w śmietanie, zaczęła gubić się w zeznaniach i w końcu przyznała, że rzeczona przekąska nie wyszła spod jej ręki, ale zza lady sklepu rybnego. Godną zapamiętania przegryzką imprezową były kanapeczki Wasa (knäckebröd) z pastą kawiorową i białym serkiem koperkowym. Okazało się, że mamy w naszym gronie sporo wielbicielek białej czekolady. A ta krakowska handmade była wyjątkowa, luksusowa i przepyszna. Były i białe kuleczki Rafaello i Lindt. Wykonawczyni wykwintnego torciku bezowo-cytrynowego donosi, że został on pochłonięty prawie w całości tego wieczora (ku wielkiej uciesze skromnej kuchareczki). Nawet mięsno-, kwaśno- i pikantnolubna Koralina skosztowała i pochwaliła ów torcik. Oto linka do przepisu: http://www.mojewypieki.com/przepis/cytrynowy-tort-bezowy
Był też szwedzki Glück Apple – bardzo smaczny; u nas podany na zimno.

2. W zawodach w spożywaniu Finlandii w płynie zwyciężyła Koralina (oklaski!), która jednakże była wielce zmartwiona dnia następnego brakiem zgonu totalnego czy choćby lekkiego kaca. Powtarzam: była tym faktem ZMARTWIONA! Wydziwia! Jak nic wydziwia, nie uważacie? Przecież wszystko przed nami. Może następnym razem urżniemy się do tego stopnia, że Koralina będzie na czworakach wychodzić ze spotkania – a wtedy już będzie to sztuką nie lada, wszak przenosimy się na trzecie piętro.

3. W nasze skromne książkowe progi zawitała przedstawicielka odległej Wielkopolski, Beata, która, gdyby nie dzielące nas na co dzień setki kilometrów, chętnie stałaby się regularną uczestniczką naszych comiesięcznych dyskusji literackich. Niemniej jednak Beata złożyła u mnie wniosek, aby kwietniowe spotkanie odbyło się nie jak zwykle w piątek, ale wyjątkowo w sobotę (20 kwietnia), aby i ona mogła w nim po raz kolejny uczestniczyć. Polanna podpisała się pod tym wnioskiem obiema rękoma (choć podpis wykonany lewą ręką jest nieco nieczytelny).

4. Ciekawym elementem toczących się rozmów była dyskusja na temat różnic między wibratorem a sztucznym penisem. Jak do tego wszystkiego miała się gumowa owca – do tej pory nie wiem.

5. W czasie spotkania miała miejsce mini telekonferencja z naszą filią w Warszawie, która duchem, za pomocą omawianej lektury, przeniosła się do Indii. My, w nastrojach skandynawskich, odczuwałyśmy ciepłe fluidy płynące do nas ze stolicy. To było miłe! I w dalszym ciągu przyglądamy się rozwojowi naszej „firmy-córki”.

6. No i bohaterka wieczoru: Tove Jansson i jej biografia pióra Boel Westin „Mama Muminków”. Niektóre z uczestniczek nad wyraz dogłębnie przygotowały się do dyskusji (dodatkowo przeczytana autobiografia Tove pt. „Córka rzeźbiarza” czy co najmniej jeden tom z serii o Muminkach). A niektóre z uczestniczek w ogóle nie przeczytały zadanej lektury. Więc nam się pięknie zrównoważyło wszystko. Sporo rozmawiałyśmy o potrzebie Tove do bycia wolną, jej pracowitości, relacjach z innymi, talencie pisarskim i rysunkowym, związkach z kobietami i mężczyznami. Parę razy zostało powiedziane, że Tove była brzydulą, na którą pozytywnie pod tym względem wpłynęła starość. Choć trzeba też dodać, że sama biografia nie jest najlepiej napisana i na pewno nie przejdzie do historii jako wybitny przykład tego gatunku literackiego. Podsumowując: Tove pasowałaby do naszego towarzystwa. A jej twórczość jest bardzo bogata i wielowarstwowa i definitywnie warta dalszego odkrywania, powracania do niej, odświeżania sobie i to bez względu na wiek. Lektura wieczoru pobudziła nasze podróżnicze marzenia. Była mowa o poszczególnych krajach Północy. Przodowniczką w tej tematyce była Struna, która wprawiała nas w podziw m.in. swoją znajomością licznych słówek fińskich (a może szwedzkich?). Mówiłyśmy i o Skandynawach, którzy zostali porównani do naszych polskich, przaśnych chłopców z gębami jak pyry.

7. Był też i Christian Grey, ale wypadł niespodziewanie blado. Nie spasowała nam druga część opowieści o Panu Szarym. Są wątpliwości, czy którakolwiek z nas przeczyta tom trzeci. Trzeba zatem przyznać, że ten pierwszy raz z Greyem był jednak najlepszy.

8. Nasze płodne umysły wyprodukowały pomysł pokazania światu naszych spotkań w formie bloga. Z powodu braku jednomyślności temat ten zostanie podjęty na kolejnym spotkaniu…

9. …które odbędzie się 15.02.2013 r. i będzie reklamowane jako „Niepowtarzalne 3-w-1”:
a) rocznicowe Spotkanie Pod Pretekstem Książki
b) parapetówka
c) druga osiemnastka jednej z uczestniczek spotkań.
W związku z tym padła propozycja, aby na ten wieczór uczestniczki przyszły ze swoimi mężami, chłopakami, narzeczonymi, partnerami, konkubentami czy innymi facetami, których mają na podorędziu. Pomimo, że pojawiły się już pewne deklaracje w tej sprawie (jeden głos na „Nie”), temat jest otwarty i pozostali panowie (oprócz tego, który kryje się pod powyższym „Nie”) będą mile widziani na lutowym spotkaniu.

10. Czytamy kryminał, klasykę kryminału wręcz: Agatha Christie „10 małych Murzynków / Indian / Żołnierzyków” (i oto pierwsza zagadka do rozwiązania: czy było ich łącznie trzydziestu?). Co będziemy pić i jeść? Chyba jest oczywistym, że będzie to wieczorek w stylu staroangielskim (picie herbaty z mlekiem z filiżanek z małym palcem odchylonym w bok i te sprawy).W kwestii poczęstunku uprasza się o zaniechanie przynoszenia potraw zawierających arszenik, strychninę, cyjanek, belladonnę, wawrzynek wilczełyko czy choćby piołun czy dziegć. Nie przynoście też śliwek i kwaśnego mleka, bo tą kombinacją też można wykończyć człowieka.

 No to Nahdaan pian! (znaczy: do zobaczenia wkrótce!)

PS. Trochę prywaty: Ad punkt 9, podpunkt b) to wykorzystując fakt, że jesteście kobietami IT inteligentnymi (a przynajmniej macie koło siebie faceta, który jest biegły w kompach), chciałabym prosić, aby do parapetówkowej wycieraczki, o której była mowa na spotkaniu, każda z Was przyniosła mi w prezencie stworzoną przez siebie płytę CD, zawierającą składankę utworów do tańczenia. Pogrzebcie w swoich muzycznych zbiorach, w pamięci, we wspomnieniach (do płyty może być dołączony opis dotyczący genezy wyboru takich a nie innych utworów) i wybierzcie te, przy których można będzie się trochę pogibać. Bo teraz będziemy mieć warunki lokalowe do tańczenia. A żeby nie zatrudniać DJ-a czy żeby nie tracić czasu na szukanie poszczególnych tanecznych kawałków na płytach, taka gotowa płyta składankowa będzie bardzo praktyczna. A, to ma być muzyka dla nas, więc zostańmy w klimatach ogólnorockowych, bez zapuszczania się w rejony techno, elektro czy disco.

PS2. Coraz dłuższe wychodzą mi te protokoły. Jeśli powinnam powrócić do wcześniejszej lapidarności, to proszę mnie przywołać do porządku. 

wtorek, 15 stycznia 2013

Przypominajka przed biografią Tove Jansson



Cześć!
Przypominam, że w najbliższy piątek tj. 18 stycznia o godz. 17:30 spotykamy się pod pretekstem biografii Tove Jansson i jej twórczości. Spotkanie będzie miało miejsce po raz ostatni w lokalu 1/1. Od lutego nasz czytelniczy klubik będzie miał nową siedzibę.
Będziemy mieć gościa: tym razem odwiedzi nas reprezentanta Wielkopolski, od dawna kibicująca naszym spotkaniom Beata (znana już Gazeli). Beata przybędzie z nartami na ramieniu, bo obecnie szusuje na stokach Pilska.
W ramach przygotowanie do muminkowego wieczoru załączam linkę do wakacyjnego domu na wyspie Tove Jansson: można zobaczyć, co Tove widziała przez okno i jak jej domek wyglądał wewnątrz. Nie wiem, jaka będzie Wasza reakcja, ale ten filmik zrobił na mnie duże wrażenie, gdy widziałam go po raz pierwszy.

Kulinarnie będzie BIAŁO (śnieg, Skandynawia, Muminki, zima…). Organizacyjnie tak z grubsza od strony gastronomicznej nasze spotkanie będzie wyglądało tak: Natalia przyniesie śledzia w śmietanie. Polanna – wyjątkową białą czekoladę. Beata – rafaello. Struna – gluck jabłkowy, czyli grog i pieczywo wasa. Koralina przyniesie napój wyskokowy o nazwie Finlandia. Moja Mama zrobi barszcz biały z białą kiełbasą. Ja przygotuję kalafior zapiekany w beszamelu i deser bezowy. Dla Gazeli też mamy dyspozycje, jeśli będzie szukała pomysłu na to, co przynieść.
I jeszcze jedno: zastanówcie się nad propozycjami lektury na luty. Koralina sugerowała ostatnio, żebyśmy się wzięły za jakiś dobry kryminał (powieść detektywistyczną?, thriller?). Rzućcie jakimiś pomysłami, tytułami, autorami.
To do zobaczenia w piątek. K.

sobota, 15 grudnia 2012

"Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafona

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem..." Cienia wiatru" Carlosa Ruiza Zafona


¡Hola! ¡Hola! ¡Hola!
Za oknem było szaro, buro, trędowato, no i mgliście… W nocy nadeszła odwilż… Cienie drzew delikatnie głaskały chodniki… Było nostalgicznie, tajemniczo…
…ale to tylko za oknem! Bo przy naszym stoliku było gorąco, radośnie i głośno. Dzięki Carlosowi Ruizowi Zafonowi miałyśmy bardzo OBFITY wieczór- obfity pod względem liczby uczestniczek, kulturalnym, dyskusyjnym i kulinarnym. Oto kilka refleksji z kolejnego Spotkania Pod Pretekstem Książki, które, jak wiele innych rzeczy w naszym życiu, przeszło już do przeszłości, do świata cieni.
1.         Po kilkumiesięcznych oczekiwaniach wreszcie przybyła na nasze spotkanie Karolina z Podkowy Leśnej (PL). Czapki z głów za podjęcie trudu pokonania ponad 350km, aby dotrzeć do nas, posiedzieć z nami i pogadać. Z otrzymanej od niej opinii zwrotnej wynika, że warto było podjąć ten wysiłek. Gracias! I czekamy na dalsze wiadomości w związku z zapowiadanym wydawnictwem…
2.          Po miesiącach nieobecności wróciła na nasze stęsknione łono córka marnotrawna, Gazela. Uczciwie przyznała, że dyskutowanej książki nie przeczytała, ale jest usprawiedliwiona: pięknie zdała wszystkie egzaminy, przynosząc tym samym chlubę naszemu klubikowi. Kolejną okazją do świętowania było uzyskanie przez Natalię tytułu „Bizneswoman”. Jednakże tej przedsiębiorczej kobiecie nie wystarczyło nasze towarzystwo, bo wzięła i się zmyła dość wcześnie, aby uczcić swój sukces w innym gronie. Niemniej jednak tym obu naszym chicas gratulujemy.
3.         A teraz Pretekst, czyli „Cień wiatru”. Fajnie się czyta, po jakichś stu pierwszych stronach zaczyna wciągać. Niestety, dużo traci podczas powtórnego czytania. Cmentarz Zapomnianych Książek na wszystkich zrobił niesamowite wrażenie. Deszczowa Barcelona zaskakuje. Fermin jest najbardziej barwną postacią tej książki. Generalnie chyba oceniamy skierowując kciuki w górę.
4.         Na wniosek Struny do działu „Słówko/wyrażenie z lektury, które przenosimy do codziennego wokabularzyka” wpisujemy porównanie, że jakiś facet zna się na kobietach jak na „brabanckich koronkach” (cytuję z pamięci, więc może być jakaś nieścisłość).
5.         Przygody jednej z postaci drugoplanowej „Cienia wiatru”, zegarmistrza, sprowokowały długą i ożywioną dyskusję na temat homoseksualistów, gejów, pedałów i ciot, której w pewnym momencie towarzyszyła, jak najbardziej à propos, ścieżka dźwiękowa (sic!). Jednym z wysuniętych wniosków był apel, aby, w ramach praktyk równościowych, nie mówić, że tylko dziewczyny się puszczają, a faceci to na przykład zaliczają panienki itd. Mężczyźni też się puszczają, i to na prawo, na lewo, w przód i w tył (w tył!). Z innych poruszanych tematów, które spowodowały wypieki na twarzach zgromadzonych chicas, był Kościół i kościół. Dyskusja była burzliwa, ale na fenomenalnym poziomie, przy poszanowaniu odmiennych opinii dyskutantek.
6.         Znany nam już dobrze Christian Grey musi mieć australijskie korzenie, bo jako ten bumerang po raz kolejny wrócił na nasze spotkanie. Jednak nie wzbudzał już takich emocji jak kiedyś. Nie było też ekstatycznych deklaracji odnośnie chęci przeczytania pozostałych części. Ania ma drugi tom, to przeczyta i nam streści –czekamy, choć bez przygryzania dolnej wargi. Ale Gazela i Karolina PL, słuchając pozostałych, chyba nabrały ochoty na osobiste poznanie Christiana- życzymy miłej lektury, ten pierwszy raz z Greyem jest rozkoszny!
7.         Oprócz strawy duchowej, była strawa dla ciała. ¡Dios mío! Ależ było obżarstwo! Stół się uginał od tych wszystkich pyszności. Ekspertka Polanna Xavierowa wystawiła pozytywną ocenę efektom naszych eksperymentów z kuchnią hiszpańską (nawet tortilla, która okazała się totalną, choć smaczną, porażką, zdobyła jej uznanie). Nie będę wypisywać tego, co znalazło się w naszych żołądkach, bo miejsca by brakło. Za przygotowanie, zakupienie i przyniesienie jedzenia: ¡muchas gracias! W załączniku do protokołu przesyłam, na prośbę uczestniczek spotkania, przepisy na leche frita, tartę migdałową de Santiago i patatas bravas.
8.         Jeśli chodzi o picie, to, o cudzie!, nie było dnia następnego żadnych dolegliwości, żadnego kaca, czy choćby lekko pogorszonego samopoczucia. Wręcz przeciwnie: zauważono lecznicze właściwości wina, które skutecznie uzdrawiało przeziębione ciało czy obolałą duszę. Wino lało się strumieniami (dla porządku: 6 flaszek poooszszszło). I w związku z tym, w trosce o nasze portfele, pojawia się pytanie: czy ktoś wie, jak zdobyć kartę stałego klienta do hurtowni monopolowej? Bo jakby nam się udało zaoszczędzić trochę pieniędzy na alkoholu, to można by je wydać na zakup większej ilości… książek oczywiście.
9.         Struna obdarowała nas aniołkami (piękne nawiązanie do zbliżających się świąt i innej książki Zafona „Gra anioła”)- wisząc na domowych choinkach, będą naszym znakiem rozpoznawczym. ¡Muchas gracias!, Struna. Przy okazji pojawił się też pomysł, aby spotkać się jeszcze przed świętami w naszym czytającym gronie, na jakąś wigilijkę (przy wypowiadaniu tego słowa należy przyłożyć ukośnie prawą dłoń do boku szyi po prawej stronie). Pomysł został rozwinięty dnia następnego i postanowiono, że w sobotę 22 grudnia, w godzinach wczesno popołudniowych udamy się do Lanckorony do kawiarnio-galerii „Arka”, aby tam, przy kawie i herbacie nacieszyć się swoim towarzystwem i złapać oddech przed bożonarodzeniowym szaleństwem. Szczegóły zostaną ustalone w trakcie nadchodzącego tygodnia.
10.     I ostatni temat: lektura na styczeń. Otóż w drodze dyskusji uzgodniono, że spotykamy się 18 stycznia i porozmawiamy o Tove Jansson. Powiedzmy, że oficjalnym pretekstem będzie jej  biografia „Tove Jansson. Mama Muminków” autorstwa Boel Westin. Jednakże biorąc pod uwagę ewentualne trudności w zdobyciu tej książki (choć ja już mam, więc będę mogła pożyczyć), można przeczytać jej powieść „Lato” (mam po angielsku, chętnie udostępnię) czy autobiograficzną „Córkę rzeźbiarza”. Choć jeśli któraś z nas kocha Muminki, zna ich wszystkie przygody, była zakochana we Włóczykiju, to może przedstawić czytającemu gronu tę stronę Tove. Generalnie rzecz ujmując, następne spotkanie będzie nosić tytuł jak z teleturnieju „Wielka Gra”: „Tove Jansson- życie i twórczość”. W kwestii kulinarnej: możemy podjąć temat kuchni fińskiej (narodowość Tove), szwedzkiej (w tym języku pisała) lub skandynawskiej ogólnie. Ale możemy też, w ramach eksperymentu, wprowadzić małą odmianę: Skandynawia kojarzy się z bielą, więc możemy sobie zrobić biały wieczór. Białe pieczywo, biała czekolada, biały barszcz, kokos, marcepan, biały ser, beszamel, kalafior… - lista może być długa, jest pole do popisu. I dobra wiadomość dla tych, które ucieszyły się na myśl, że będzie Finlandia (ta do picia): jest przecież przeźroczysta, więc jak najbardziej może się wpisać w nasz biały wieczorek. Muminki też są białe. Pomyślcie nad tym, dajcie znać, co uważacie, potwierdzimy ostatecznie w e-mailu przypominajkowym w styczniu.
Adios, drogie chicas. ¡ Muchas gracias! jeszcze raz. To był piękny wieczór!
Darz book, pod choinką zwłaszcza.
I Wesołych Świąt!
Wasza Królowa.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Przypominajka przed "Cieniem wiatru"



(wykrzyknik do góry nogami- a raczej kropką- ma tu być) hola!
Za oknem zimno, ciemno, trędowato, ale nam to niestraszne, bo w najbliższy piątek rozgrzejemy ciała i dusze: za sprawą „Cienia wiatru” Zafona udajemy się do Barcelony. Kolejne Spotkanie Pod Pretekstem Książki będzie też okazją podjęcia hiszpańskiego wyzwania kulinarnego: Natalia zadeklarowała przyniesienie pomarańcz i/lub wina, Koralina przyjdzie z migdałami i oliwkami. Ja też mam kilka pomysłów. Pamiętajcie, że mimo wszystko jest adwent, więc nie powinnyśmy się obżerać przed świętami, ale jeśli pozostałe osoby mają ochotę wnieść wkład w spotkanie w postaci czegoś do jedzenia lub picia, to proszę bardzo.
Mam nadzieję, że znowu, po dłuuugiej przerwie, zaszczyci nas swoją obecnością Gazela (teraz Pani Kurator na 5!). No i wreszcie odwiedzi nas przedstawicielka czytającego Mazowsza - Karolina z Podkowy L. Do piątku: oficjalnie do 17:30, ale można się schodzić już od 16:00.
Hasta ahora (do zobaczenia wkrótce). Królowa

piątek, 16 listopada 2012

"Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen

Protokół po Spotkaniu Pod Pretekstem... "Pożegnania z Afryką" Karen Blixen



Dżambo, Białe Kobiety!
Ostatni piątek był bardzo gorący. A to za sprawą „Pożegnania z Afryką” Karen Blixen. I trochę dzięki Christianowi Greyowi o Pięćdziesięciu Twarzach.
1.         Uczestniczki spotkania podzieliły się na dwa obozy: te, którym „Pożegnanie” się podobało i te, którym się nie podobało. Jednakże różnica zdań w zupełności nie przeszkodziła nam w prowadzeniu ożywionej dyskusji na temat samej Blixen, Afryki współczesnej i tej sprzed stu lat, afrykańskich zwierząt, kuchni i muzyki (więcej o tym poniżej). „Pożegnanie” należy do klasyki literatury pięknej, więc choćby z tego powodu warto było po nie sięgnąć. Blixen pięknie opisała swoją miłość do Afryki. Jej uważne obserwacje pomagają zrozumieć inny sposób myślenia Czarnych. No i bez wątpienia była ona bardzo, bardzo dzielną kobietą. 
2.         Jeśli chodzi o drugą z omawianych tego wieczora lektur, to, co było małym zaskoczeniem, dyskusja odbyła się bez zbędnych emocji (a przynajmniej bez takich emocji, które pojawiały się zaraz po przeczytaniu „Greya” przez każdą z nas). Wśród wniosków był i ten, że książka ta wyzwala w czytających różne emocje i odczucia: dla jednej może to być książka o miłości, dla innej szokujący opis nieznanych dotąd łóżkowych uciech, jeszcze inna po lekturze inaczej teraz patrzy na mężczyzn w krawatach. Co ciekawe, „Grey” zainspirował część uczestniczek do internetowego pogłębienia tematu, zachęcił do wyjaśnienia niektórych pojęć z zakresu BDSM. Kto przeczyta dalsze przygody Christiana, Anastazji i świętego Barnaby? Polanna ma drugą część, będzie mogła pożyczyć w grudniu. 
3.         Po kilku godzinach degustacji z muzyką m.in. Thomasa Mapfuno w tle, większość z nas czuła się objedzona jak słoń. Ale przecież same pyszności były: północnoafrykańskie kamante (autorka: Struna), kanapeczki masło orzechowe + dżem pomarańczowy (autorka: Koralina), zapiekanka dynia + ziemniaki i inne korzenne oraz tarta mleczna (spod mojej ręki wyszło) –dwie ostatnie pozycje z kuchni południowoafrykańskiej. Były owoce egzotyczne świeże, suszone i w postaci soku. No i oczywiście wino z RPA, dużo wina z RPA. Wszystkim wielkie dzięki za przyniesione dary żywnościowe. 
4.         Na uwagę zasługuje pies Grudzia, która dzielnie spełniała rolę afrykańskiego zwierza: łasiła się całą swoją rudością do uczestniczek spotkania, wchodziła pod wszelkie chętne do głaskania ręce, w udany sposób udawała małe lwiątko (co ciekawe, to małe lwiątko wlazło wieczorem do łóżka dużej lwicy-Polannie i tak w objęciu zasypiały razem- cudny widok) czy cichutko pomrukiwała. Dzięki Grudzi byłyśmy bliżej natury. Wystarczyło zamknąć oczy i już można było się znaleźć na safari. Choć lekko tylko przymknięte oczy mogły też sprawić, że Struna w swojej pasiastej bluzeczce mogła ujść za rączą zeberkę –gdyby pod ręką znalazła się jakaś dubeltówka, zeberka zostałaby ubita przez przypadek. Ciekawe, jak smakuje zebra z grilla? Dobra, kanibalistyczne fantazje mnie ponoszą. 
5.         W grudniu w dalszym ciągu zostajemy w gorących klimatach: za sprawą Carlosa Ruiza Zafona udamy się do Hiszpanii. „Cień wiatru” jest propozycją Karoliny- naszej sympatyczki z Podkowy Leśnej, która, miejmy nadzieję, pokona polskie mrozy, śniegi i zamiecie i dotrze na nasze spotkanie 14 grudnia. Jak zwykle o 17:30. Gazela będzie już po egzaminach, więc i jej obecności bardzo wyczekujemy. Acha, ekspertką w tematyce iberystycznej będzie Polanna. Gastronomicznie: wino, tapas, migdały, pomarańcze.
6.         Z radością donosimy o powstaniu filii naszego klubiku książkowego. Otóż  en’ca minne pozazdrościła nam naszych spotkań i w Warszawie zorganizowała podobne. Gratulujemy, trzymamy kciuki i uważnie będziemy obserwować poczynania tej firmy-córki. Sprawia nam dużo satysfakcji fakt, że nasze zaangażowanie w comiesięczne spotkania pod pretekstem książki są tak inspirujące dla innych.  Za pośrednictwem Struny czekamy na jakieś rekomendacje książkowe.
Do zobaczenia za miesiąc. Miłego czasu w towarzystwie Zafona.
Pa i łaka łaka.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Przypominajka przed "Pożegnaniem z Afryką"



Dżambo, dziewczęta!

W najbliższy piątek wszystkie gazele, żyrafy, zeberki, tygrysice, lwice oraz hipcie spotykają się o 17:30 u wodopoju i u żłobu, żeby porozmawiać o „Pożegnaniu z Afryką”. Będzie gorąco! Tym bardziej, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” przeczytały dwie kolejne uczestniczki naszych spotkań, więc bez wątpienia będziemy dyskutować również o tej książce.
Do zobaczenia. K.