poniedziałek, 15 maja 2023

"1984" George'a Orwella


 Protokół po "1984" George'a Orwella

Towarzysze i Towarzyszki!

Starszy Brat widzi, że czytacie niniejszy protokół!

Starszy Brat, znany też polskim czytelniczkom i czytelnikom jako Wielki Brat, zagościł na majowym spotkaniu książkowym. Niniejszym:

1. Starszy Brat i Partia, na własne życzenie członków Partii, poprzez powszechnie używane media społecznościowe, mają nieustanny wgląd najbardziej intymne sfery życia owych członków. Należy dodać, że dzieje się tak za całkowitą akceptacją członków Partii i proli, a wręcz jako rezultat ich pragnienia bycia oglądanym, podglądanym i podziwianym. Permanentna inwigilacja występuje na życzenie osób inwigilowanych. A współczesna polityka czerpie garściami ze stalinowskiej dyktatury i innych reżimów znanych z przeszłości.

2. „1984” to nie tylko opis państwa totalitarnego, wzorowanego na stalinizmie. To też odkrywanie zaszyfrowanych w tekście przez Orwella tajemnic, zagadek i niuansów, stwarzających całkiem nową przestrzeń do niestandardowej interpretacji powieści. Dzięki Dorocie Konowrockiej-Sawie, jednej z grona dotychczasowych tłumaczy na język polski „Roku 1984”, zebrani ze zdziwieniem dowiedzieli się, że omawiana powieść Orwella pełna jest paradoksów i niuansów, wymagających powtórnego przeczytania, żeby je wyłapać i zrozumieć w nowym kontekście. Zapętlony czas, remisowa „przegrana” dwuznacznego Winstona Smitha, totalitaryzm w wersji zachodnioeuropejskiej lub urojenia pijanego szaleńca, opis reżimu będącego ukłonem w stronę „Boskiej komedii” Dantego.

3. Znaleziono nawiązania do książek omawianych w ramach wcześniejszych spotkań tj.: „Opowieści podręcznej”, „Nowy wspaniały świat” czy „Powrót z gwiazd”. Brak głodu świata, brak potrzeby posiadania i rozszerzania zainteresowań, brak umiejętności samodzielnego myślenia – to cechy charakterystyczne współczesnych mas, którymi łatwo się rządzi.

4. Podczas spotkania, zamiast Ginu Zwycięstwa, pito dość mocne różowe wino oraz bezalkoholowy szampan Picollo. W klubikowej stołówce rozkoszowano się potrawami na „O” jak Orwell. Zjedzono: O-tosty aka. Oto-tosty z ciemnego żytniego pieczywa, Orzechowe mufiny Ora-z/z rabarbarem, Orange pancakes, czyli mininaleśniczki z dżemem pomarańczowym, ciasto z Okrągłymi borówkami i ciasto tiramisu z Okrągłymi biszkoptami, Oliwkowe patyczki z Orientalną przystawką zrobioną z Okrągłej soczewicy, wzorcowo wywarzone smakowo Orzechowe-love, Ogórki kiszone, Oliwki nadziewane, Obwarzanek, Oponkę, Okrągłą cukinię z grilla, Orzechową tartę z nutellą, herbatniki w kształcie zwierzątek zOO i ciasteczka Oreo.  Konsumpcji towarzyszyły dźwięki emitowane przez płytę CD z utworami muzycznymi brytyjskich zespołów rockowych.

5. Omówiono sprawy bieżące: troski rodzicielskie, choroby zakaźne, matury i konieczność brania korepetycji, kłopotliwi sąsiedzi, wyprawy bieszczadzkie, przyszłe zamierzenia edukacyjne progenitury.

6. W ramach przygotowania do kolejnego zebrania w ramach klubu książkowego, które odbędzie się 16 czerwca, omówiono pokrótce życiorys Janiny Barbary Górkiewiczowej i wyrażono pragnienie obejrzenia artefaktów z nią związanych, zebranych w nie tak odległej izbie pamięci. Dysputom o „Najmłodszym” towarzyszyć będą potrawy swojskie, lokalne, wiejskie.

Cześć pamięci Orwella.

k.



















środa, 10 maja 2023

Przypominajka przez "1984" George'a Orwella

 Baczność! Komunikat specjalny!

Wszystkie Starsze Siostry (te młodsze też) otrzymują polecenie udania się do lokalu klubikowego w piąty dzień roboczy bieżącego tygodnia, aby z zapałem w słowach wyważonych i zgodnych z zasadami nowomowy zdać kolektywowi relację z lektury "Roku 1984". Uprasza się o uprzednie przygotowanie do zebrania i dogłębną rewizję treści i opinii własnych, które będą zaprezentowane ogółowi, gdyż nie przewiduje się nagrywania, tłumaczenia symultanicznego, audiodeskrypcji czy stenotypii wygłaszanych poglądów.

 Partia (Kobiet) rządzi, Partia radzi, Partia nigdy cię nie zdradzi!

piątek, 5 maja 2023

"Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej


Protokół po "Nocach i dniach" Marii Dąbrowskiej

Dzień dobry! Dobry wieczór!

Drzewa znowu zielenieją, bociany wróciły i w pośpiechu reperują swoje gniazda przed pojawieniem się piskląt, ziemia powoli nagrzewa się od słońca, ogródki wzywają swoich właścicieli do wzięcia w dłonie szpadli i kopaczek, a spotkanie książkowe, jak co miesiąc, było pełne dyskusji na mniej i bardziej ważne tematy.

1. „Noce i dnie”, mimo blisko dwóch tysięcy (w zależności od wydania) stron, urzekły te Uczestniczki, które dobrnęły do końca. Najbardziej zaskakująca była aktualność powieści – relacje w małżeństwie, wychowywanie nieraz krnąbrnych (niczym brat Struny) dzieci, ich choroby i edukacja, zachłanni Kościół i księża, a przede wszystkim sinusoida życia, radości na zmianę z troskami, powodzenia przeplatające się z porażkami. Takie życie - i za czasów Niechciców, i dzisiaj.

2. Dąbrowska napisała książkę o zwykłych ludziach, albo o zwykłych bohaterach – bohaterach dnia codziennego, którzy nie tworzą rewolucji i wojen, ale w pocie czoła obrabiają ziemię, w zgodzie z naturą orzą, sieją, żniwują, którzy pomagają innym i wespół z nimi w pokorze przeżywają każdy kolejny dzień.

3. Struna zadała zebranym krótkie pytanie: „Czy macie swojego Toliboskiego?”. No i okazało się, że i owszem, każda miała swojego Toliboskiego, jednak po krótkiej reminiscencji młodości Uczestniczki doszły do wniosku, że Toliboski był, ale dobrze, że to nie on został wybranym na męża. Bo z Toliboskimi chyba już tak jest, że kocha się ich za to, jakimi się stają w wyobrażeniach.

4. Wymieniono co ciekawsze fragmenty książki wieczoru: Koło Kobiet, „latająca biblioteka”, zwodzenie i uwodzenie, bunt uczennic wobec przymusowej spowiedzi, chwile romansowe Barbary i Bogumiła, pies Azorek z czworaków (odpowiedniego opisu Struna szukała przez pół wieczoru, aż w końcu znalazła i uroczyście odczytała bookdogowi Azoriuszowi i pozostałm zebranym). „Noce i dnie” są tak wielowątkowe, że pewnie nie raz będą wracały na spotkania książkowe.   

5. Jedynym małym minusem książki była jej długość, choć i to mogło być zaletą, bo jeszcze bardziej odzwierciedlało prawdziwe życie – zamykając to w trzystu stronach powieści, Dąbrowska straciłaby możliwość pokazania tego dziania się, nieuchronnego następowania jednych zdarzeń po drugich, nie w okamgnieniu, lecz rozciągniętych w czasie narodzin, chorób, miłości, dorastania, dojrzewania, umierania, żałoby. Życia.

6. Podczas spotkania było trochę jak w Serbinowie: sąsiad Czesiu pomykał niespiesznie traktorkiem na swoje liczne pola i poletka, Pan Rex niczym Bogumił krzątał się po ogrodzie, przekopywał ziemię, a nawet, chcąc przypodobać się swojej małżonce, zainstalował na pergoli girlandę świetlną, która po zapadnięciu zmroku stanowiła nastrojową iluminację. Mały Lord zajęty swoimi dziecięcymi sprawami: rozwiązywał dinołamigłówki, tworzył kropkowane obrazki, rozegrał z mamą mecz piłkarzykami, przygotowywał się do imprezki z babcią i hodował już w sobie dziesiątki krostek ospowych, które tuż po spotkaniu zaczęły z niego wychodzić. A bociany śmigały tam i z powrotem nad dachem klubikowego lokalu tak nisko, że niemal można było dostrzec kolor ich oczu.

7. Na stole pojawiły się smakołyki nawiązujące do pola i pracy na roli. Kuchnię polną reprezentowały przede wszystkim ziemniaki: pieczone w mundurkach z trzema rodzajami farszu (gzik, czyli twarożek ze szczypiorkiem, tuńczyk z majonezem i kukurydzą, pasta jajeczna) oraz w postaci chipsów (truflowych i musztardowo-miodowych) przyniesionych przez Kicię, do których dorzuciła wegetariańskie „ziemniaczki” marchewkowo-groszkowo-kukurydziane i kozi ser. Struna ugotowała wiosenną zupę z zielonych warzyw. Stefa upiekła babeczki w kształcie polnych kopców kreta. Były też wyjęte ze słoików dary lasów i ogrodów: marynowane grzybki a la Barbara i pomidorki koktajlowe. Pito lekkie wino agrestowe. Wysłuchano kilku płyt Kapeli Ze Wsi Warszawa.

8. Długi czas rozmawiano o polityce lokalnej, o zaprzepaszczanym tu i teraz wybitnym dorobku Emila Zegadłowicza – jego twórczości, jego zbiorach sztuki, jego pracy literackiej propagującej ludową kulturę beskidzką. Barbarzyństwo dzieje się na naszych oczach.

9. Stefa zdała relację z wyprawy w Bieszczady – jej opowieści były na tyle sugestywne, że wszystkim zebranym aż się zachciało uciec w dzicz i pobiegać nago po lesie, przytulając się do drzew od czasu do czasu. Nie wiadomo, czy Kicia będzie po bieszczadzkich lasach hasać, ale rychło wybiera się tam ze swoim Bogumiłem, czyli Panem Kiciem.

10. Kolejne spotkanie książkowe odbędzie się 12 maja 1984. To znaczy 12 maja 2023, a omawiamy będzie „1984” Orwella. Kuchnia na „O” jak Orwell.

Cieszmy się wiosną! Cieszmy się życiem!

k.










środa, 26 kwietnia 2023

Przypominajka przed "Dniami i nocami" Marii Dąbrowskiej

 Jeszcze tylko dwa dni i dwie noce dzielą nas od kwietniowego spotkania książkowego.

Na klubik w piątek zapraszamy tych, którzy z dziełem Marii Dąbrowskiej zapoznali się w całości, tych, którzy przeczytali tylko część, tych, którzy książki nie przeczytali, i tych, którzy nawet nie mają zamiaru jej przeczytać

wtorek, 21 marca 2023

"Dworska tancerka" Shin Kyung-Sook

 Protokół po "Dworskiej tancerce" Shin Kyung-Sook

Bon jour!

Cokolwiek przeczytane jest po Tokurczuk, wydaje się słabe i marnej jakości literackiej.

1. Tak też było i w przypadku marcowego pretekstu do spotkania, czyli „Dworskiej tancerki”. To przedstawicielka mało znanej literatury koreańskiej… i właściwie tyle, co można powiedzieć o powieści Shin Kyung-Sook. „Dworska tancerka” jest płaska, nie wciąga, nie zachwyca opisami emocji (ok, rozumiemy, że w kultura azjatycka nie powala głębią opisów uczuć), akcja jest prawie żadna, a coś, co wydawać się mogło największym atutem, czyli koreańska tradycja i historia, zostały przedstawione tak powierzchownie, że czytelnik, zamiast przeniesienia się na koreański dwór, by ujrzeć oczami wyobraźni zachwycający taniec wilgi, czyta o widzach spektaklu płaczących ze wzruszenia. „Dworska tancerka” okazuje się być koreańskim czytadłem, aspirującym do miana wizytówki literackiej Korei. Rzecz jasna porusza los dwórki Seo, uprzedmiotowionej, ubezwłasnowolnionej, wykluczonej podwójnie – najpierw będąc zbyt egzotyczną dla paryżan, potem zbyt europejską dla swoich rodaków. Jednak to za mało, żeby z nią współodczuwać czy żeby zachwycić się powieścią.

2. Największą korzyścią płynącą z ustanowienia „Dworskiej tancerki” pretekstem do spotkania było równoczesne wyznaczenie kuchni koreańskiej gastronomicznym tłem dyskusji. Struna przygotowała bibimbap wegetariański, czyli ryż z warzywami, sezamem i kotlecikami bobowymi z sałatką z rzodkwi białej. Kicia przyniosła zrobiony przez siebie makaron ramen w sosie dandan z papryką goczugaru – potrawa ta, bardzo pikantna, nawiązywała bezpośrednio do licznych fragmentów z książki wieczoru, w których opisane były pot, spocone czoła czy krople potu spływające po czyichś skroniach. Królowa zaserwowała kimchijeon z dipem na bazie sosu sojowego – placuszki z domową kapustą kiszoną zamiast kapusty kimchi musiały zostać podane na kawałkach chrześcijańskiego opłatka, gdyż inaczej nie dało się włożyć ich do jamy ustnej bez ryzyka upaprania się. Królowa i Mały Lord upiekli kokosowe mochi. Uzyskały one aprobatę pierwszego degustatora, czyli bookdoga Azoriusza, który był wpadł do lokalu klubikowego przed wszystkimi i jednym kłapnięciem paszczy zmiótł połowę kwadracików mochi znajdujących się na talerzu. Na obrzeżach stołu pojawiły się jeszcze inne nawiązania do kuchni azjatyckiej: ryż (dmuchany) i pałeczki (kukurydziane w czekoladzie oraz paluszki).

3. Trudno było dobrać muzykę do rozmów o „Dworskiej tancerce”, ponieważ w lokalu klubikowym nie znaleziono płyt z K-popem. Dlatego wykonano muzyczny ukłon w stronę kalendarza, wskazującego dzień św. Patryka – wysłuchano płyty z kompilacją irlandzkich piosenek i pieśni. Potem DJ-em został Mały Lord, który przy wyborze kolejnych albumów kierował się wyglądem okładki (szczególnie dużo czasu poświęcił na analizę płyt zespołu Tool, które wraz z Kicią podziwiali pod kątem nowatorskich rozwiązań graficznych).

4. Przy okazji planowania kolejnego spotkania wywiązała się dyskusja na temat objętości wybranych na ten rok książkowych pretekstów, tempa czytania oraz innych zajęć dodatkowych zakłócających proces czytania. Ostatecznie ustalono, że wyzwanie w postaci opasłych „Nocy i dni” zostanie podjęte i omówione 21 kwietnia. Kicia natomiast, po zdaniu relacji ze swoich tygodniowych aktywności pozazawodowych, zwolniona została z obowiązku przebrnięcia przez Dąbrowską. Za to, w związku z trwającym Rokiem Szymborskiej, delegowana została do zapoznania się z co najmniej jednym wierszem noblistki i zreferowania jego treści pozostałym. Jednocześnie przypomina się Kici i wszystkim innym uczestniczkom i uczestnikom, że przeczytanie wyznaczonego pretekstu książkowego nie jest warunkiem koniecznym do udziału w spotkaniu jemu poświęconemu. Co więcej, niezapoznanie się z książką wieczoru ma też plus: podobnie jak Kicia, można zachęcić innych do większej aktywności fizycznej. To po prostu kwestia zarządzania czasem własnym i najlepszego wykorzystywania każdej godziny życia. Doba trwa tylko 24 godziny, więc albo się poprzez czytanie dba o mięśnie mózgowe, albo się poprzez uprawianie jogi dba o kręgosłup, albo się poprzez szydełkowanie dba… właściwie to szydełkowania powinno się zaprzestać, bo na żadne partie mięśni to korzystnie nie wpływa, a zdecydowanie może pogorszyć wzrok i rzeczony kręgosłup. Każdy niech sobie decyduje, na co przeznacza pozostałe mu minuty życia. Zachęca się jednak do czynnego udziału w kolejnym spotkaniu książkowym – po przeczytaniu całych „Nocy i dni”, po przeczytaniu fragmentarycznym lub nawet po ich nietknięciu. Uczestniczki, które doświadczą wyrzutów sumienia z powodu nieprzeczytanej książki wieczoru, niech pomyślą sobie o Panu Rexie, który książki nie trzymał w ręku od czasów wczesnoszkolnych, co nie przeszkadza mu brać aktywny udział w spotkaniu, a czasami nawet zabierać głos na temat omawianej książki! Aby uczcić umiłowanie Niechciców do ziemi, aby docenić ich ciężką pracę włożoną w obrabianiem pól, a jednocześnie żeby nawiązać do Szymborskiej pochodzącej z Krakowa, gdzie wychodzi się „na pole”, na kolejnym spotkaniu zapoznamy się z kuchnią polną.

5. Po raz kolejny sporo czasu poświęcono na dyskusję o schodzącym na psy polskim systemie edukacji. Przysłuchujący się rozmowie Mały Lord, rysujący w skupieniu dzbanek z herbatą i regał z książkami, zdawał się nie widzieć tych kilkunastu lat nauki w szkole przed nim jako potencjalnego ryzyka bycia osobowościowo zmiażdżonym, zrównanym do jednego poziomu, stłamszonym i z podciętymi skrzydłami.

6. W ramach aneksu do jubileuszowego spotkania sprzed miesiąca zrobiono przegląd rodzajów wypitych dotychczas alkoholi – kolekcja jest dość pokaźna. Jednocześnie zapowiedziano już, że przy okazji omawiania „Jak się starzeć bez godności” prosecco poleje się szerokim strumieniem.

Widzimy się wiosną!

k.








wtorek, 14 marca 2023

Przypominajka przed "Dworską tancerką" Shin Kyung-Sook

 Tanecznym krokiem chętni i chętne do podjęcia rozmów o literaturze koreańskiej niech zmierzają do lokalu klubowego. Pląsy zaczynamy w piątek ok. 17.00.

niedziela, 19 lutego 2023

"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk

 Protokół po "Księgach Jakubowych" Olgi Tokarczuk

Oto i protokół.

Choć „jest w byciu obcym coś pociągającego, w czym można się rozsmakować, co wydaje się jak słodycz”, w szabat na wyjątkowym, jubileuszowym spotkaniu książkowym spotkali się starzy, dobrzy znajomi.

11. Spotkania Pod Pretekstem Książki mają już 11 lat! To 127 zebrań kubikowych. Z okazji rocznicy zebranym wręczono listę dotychczasowych pretekstów, która była jednocześnie testem okulistycznym, ponieważ weryfikowała, czy dana osoba powinna zaopatrzyć się w okulary do czytania tekstu małą czcionką. Do listy dołączone były szydełkowe zakładki do książek. Wypito szampana, zjedzono okolicznościowy torcik, będący jednocześnie tortem urodzinowym Królowej. Jak zwykle razem z życzeniami jeszcze wielu kolejnych spotkań wypowiedzianymi przez wszystkich do wszystkich, Królowa również przyjęła ze wzruszeniem życzenia, prezenty, kwiaty, uściski i uśmiechy.

10. Wyjątkowym gościem na spotkaniu było prawie dwuletnie wnuczę Błyskawicy, który zrazu nieśmiałe, szybko poczuło się jak w domu i bez oporu bawiło się z Małym Lordem czy pokazywało autka kolejnym ciociom.

9. Wydaje się, że temat przewodni, czyli „Księgi Jakubowe”, został ledwie poruszony. Ten przebogaty zbiór wątków, postaci, opowieści z pewnością będzie wracał na kolejnych spotkaniach książkowych, bo nie sposób w jeden wieczór omówić monumentalnego dzieła Olgi Tokarczuk. „Księgi” trzeba czytać bez pośpiechu, smakować każde słowo, każde zdanie. Trzeba podziwiać warsztat literacki Noblistki. Trzeba docenić ogrom pracy przez nią wykonanej, żeby, niczym z pojedynczych nitek, utkać barwną tkaninę, od której nie można oderwać wzroku. I choć do „Ksiąg Jakubowych” chyba wszystkie Uczestniczki podchodziły na początku jak do jeża, te, które je przeczytały, wyraziły swój zachwyt, mówiąc zgodnie: majstersztyk. Literatura najwyższego gatunku. Męczyła trochę mnogość osób, nazwisk, ale skromne notatki podczas lektury wystarczyły, żeby nie zginąć w gąszczu wątków.

8. „Księgi Jakubowe” zaczyna się jak snuta w zimowy wieczór przy blasku świecy opowieść o wymyślonych, bajkowych, obdarzonych magicznymi mocami postaciach, a pod koniec przypomina reporterską relację, opisującą konkretne wydarzenia i losy konkretnych ludzi - przejście między jednym a drugim gatunkiem literackim jest płynne, prawie niezauważalne.  „To jest powieść, droga pani. Literatura. (…) Literatura to szczególny rodzaj wiedzy, to (…) doskonałość form nieprecyzyjnych”.

7. „Księgi Jakubowe” to trochę również alternatywna historia Jezusa i początków chrześcijaństwa. Być może jakiś jeden z pozoru nieważny moment w historii ludzkości sprawił, że sekta Jezusa z Nazaretu w ciągu dwóch tysięcy lat przerodziła się w jedną z trzech największych religii świata, a współwyznawcy Jakuba Franka prawie zniknęli w otchłani czasu.

6. Tło muzyczne do rozmów stanowiły dwie płyty Oli Bilińskiej „Berjozkele. Kołysanki jidysz” i „Libelid. Pieśni miłosne jidysz”, a także płyta z 15. Festiwalu Kultury Żydowskie „Zichrojnes (Wspomnienia)” oraz album „Uwodzenie” Kapeli Ze Wsi Warszawa z elementami muzyki żydowskiej.

5. Imponująco przedstawiała się gastronomiczna warstwa spotkania, która, choć niekoszerna, pieściła podniebienia bogactwem smaków. Na stole pojawiły się dwie chałki: zwykła i heretycka (bo pleciona z trzech, a nie pięciu pasemek ciasta) oraz bajgle. Były żydowskie placki ziemniaczane, czyli latkes (przygotowane przez Strunę). Błyskawica przyniosła sałatkę śledziową z cieciorką. Królowa i Mały Lord zrobili wegetariański, mocno doprawiony czulent. Stefa upiekła lekach, tradycyjny miodownik żydowski. Kicia, czy to z okazji Dnia Kota, czy z powodu długiej nieobecności, nadrobiła zaległości klubikowe w sferze potraw i przyniosła: daktyle z sosem chałwowym, domowy nalewko-grzaniec oraz sałatkę „Podróż przez 7 granic”, wymagającą szczegółowego objaśnienia. Otóż sałatka Kici zaczęła swą podróż w Salonikach (feta), przez całą Grecję (suszone pomidory) prowadziła do Izraela (sok z granatu) i Włoch (uprażony orzech włoski), żeby przez kolejne europejskie kraje po długiej wędrówce dotrzeć do Polski (buraczki czerwone, por).

4. Z racji swoich zainteresowań głównie zawodowych Struna była niekwestionowanym autorytetem w kwestii żydowskiej. Chętnie dzieliła się z zebranymi swoją wiedzą, wyjaśniała niuanse tradycji żydowskiej niczym rabini tłumaczą Torę. „Księgi Jakubowe”, opisujące wędrującą po Europie żydowską sektę, każą się zastanowić, czy przypadkiem, gdy pogrzebać w genealogii Uczestników Spotkań, nie mają oni wśród swoich przodków również i Żydów.

3. Rozmawiano nieco o polskim kościele katolickim, ale w tym temacie, oprócz tego, co jest powszechnie znane, czyli że schodzi na psy, nowości nie ma. Choć pamiętać należy, że od zarania człowiek miał potrzebę duchowości, kontaktu ze sferami niewidzialnymi, zrozumienia niezrozumiałego i wyjaśnienia sobie nieszczęść i cierpienia, i obecnie wiele osób nadal realizuje te potrzebę w kościele.

2. Troszkę ponarzekano: na zawodowe niepowodzenia, trudności i załamania oraz na obecnych wokół ludzi o cechach psychopatycznych. Jednak więcej było rozmów o treści jeśli nie optymistycznej, to przynajmniej budującej i dającej nadzieję na lepsze. Dyskutowano o licznych, niestety, akcjach charytatywnych, mających na celu zbiórkę kosmicznych kwot na leczenia maleńkich dzieci. O relacjach matka-córka i różnych na nie perspektywach. O tym, co miało i ma wpływ na to, jacy jesteśmy obecnie. O tym, że człowiek się zmienia. Dużą część wieczoru poświęcono omówieniu tematu związanego z mięśniami dna miednicy, konsekwencjami ich zaniedbania, konieczności poprawienia ich stanu i podwijaniu ogonka. Ekspertką w tym zakresie była Stefa. Dobrze, że Mały Lord, zmęczony wizytą małego Błyskawiątka, zasnął u mamy na kolanach, bo słuchając szczegółów o tych mięśniach, jeśli nie poczułby się zgorszony, to na pewno zacząłby zadawać swoim rodzicielom dodatkowe pytania szczegółowe.

1. W marcu spotkamy się w Dzień św. Patryka. Jednak omówimy książkę nie z Zielonej Wyspy, a z dalekiej Korei, czyli „Dworską tancerkę” Shin Kyung-Sook.

Niech Book będzie z Wami.

Szalom!

k.