wtorek, 21 marca 2023

"Dworska tancerka" Shin Kyung-Sook

 Protokół po "Dworskiej tancerce" Shin Kyung-Sook

Bon jour!

Cokolwiek przeczytane jest po Tokurczuk, wydaje się słabe i marnej jakości literackiej.

1. Tak też było i w przypadku marcowego pretekstu do spotkania, czyli „Dworskiej tancerki”. To przedstawicielka mało znanej literatury koreańskiej… i właściwie tyle, co można powiedzieć o powieści Shin Kyung-Sook. „Dworska tancerka” jest płaska, nie wciąga, nie zachwyca opisami emocji (ok, rozumiemy, że w kultura azjatycka nie powala głębią opisów uczuć), akcja jest prawie żadna, a coś, co wydawać się mogło największym atutem, czyli koreańska tradycja i historia, zostały przedstawione tak powierzchownie, że czytelnik, zamiast przeniesienia się na koreański dwór, by ujrzeć oczami wyobraźni zachwycający taniec wilgi, czyta o widzach spektaklu płaczących ze wzruszenia. „Dworska tancerka” okazuje się być koreańskim czytadłem, aspirującym do miana wizytówki literackiej Korei. Rzecz jasna porusza los dwórki Seo, uprzedmiotowionej, ubezwłasnowolnionej, wykluczonej podwójnie – najpierw będąc zbyt egzotyczną dla paryżan, potem zbyt europejską dla swoich rodaków. Jednak to za mało, żeby z nią współodczuwać czy żeby zachwycić się powieścią.

2. Największą korzyścią płynącą z ustanowienia „Dworskiej tancerki” pretekstem do spotkania było równoczesne wyznaczenie kuchni koreańskiej gastronomicznym tłem dyskusji. Struna przygotowała bibimbap wegetariański, czyli ryż z warzywami, sezamem i kotlecikami bobowymi z sałatką z rzodkwi białej. Kicia przyniosła zrobiony przez siebie makaron ramen w sosie dandan z papryką goczugaru – potrawa ta, bardzo pikantna, nawiązywała bezpośrednio do licznych fragmentów z książki wieczoru, w których opisane były pot, spocone czoła czy krople potu spływające po czyichś skroniach. Królowa zaserwowała kimchijeon z dipem na bazie sosu sojowego – placuszki z domową kapustą kiszoną zamiast kapusty kimchi musiały zostać podane na kawałkach chrześcijańskiego opłatka, gdyż inaczej nie dało się włożyć ich do jamy ustnej bez ryzyka upaprania się. Królowa i Mały Lord upiekli kokosowe mochi. Uzyskały one aprobatę pierwszego degustatora, czyli bookdoga Azoriusza, który był wpadł do lokalu klubikowego przed wszystkimi i jednym kłapnięciem paszczy zmiótł połowę kwadracików mochi znajdujących się na talerzu. Na obrzeżach stołu pojawiły się jeszcze inne nawiązania do kuchni azjatyckiej: ryż (dmuchany) i pałeczki (kukurydziane w czekoladzie oraz paluszki).

3. Trudno było dobrać muzykę do rozmów o „Dworskiej tancerce”, ponieważ w lokalu klubikowym nie znaleziono płyt z K-popem. Dlatego wykonano muzyczny ukłon w stronę kalendarza, wskazującego dzień św. Patryka – wysłuchano płyty z kompilacją irlandzkich piosenek i pieśni. Potem DJ-em został Mały Lord, który przy wyborze kolejnych albumów kierował się wyglądem okładki (szczególnie dużo czasu poświęcił na analizę płyt zespołu Tool, które wraz z Kicią podziwiali pod kątem nowatorskich rozwiązań graficznych).

4. Przy okazji planowania kolejnego spotkania wywiązała się dyskusja na temat objętości wybranych na ten rok książkowych pretekstów, tempa czytania oraz innych zajęć dodatkowych zakłócających proces czytania. Ostatecznie ustalono, że wyzwanie w postaci opasłych „Nocy i dni” zostanie podjęte i omówione 21 kwietnia. Kicia natomiast, po zdaniu relacji ze swoich tygodniowych aktywności pozazawodowych, zwolniona została z obowiązku przebrnięcia przez Dąbrowską. Za to, w związku z trwającym Rokiem Szymborskiej, delegowana została do zapoznania się z co najmniej jednym wierszem noblistki i zreferowania jego treści pozostałym. Jednocześnie przypomina się Kici i wszystkim innym uczestniczkom i uczestnikom, że przeczytanie wyznaczonego pretekstu książkowego nie jest warunkiem koniecznym do udziału w spotkaniu jemu poświęconemu. Co więcej, niezapoznanie się z książką wieczoru ma też plus: podobnie jak Kicia, można zachęcić innych do większej aktywności fizycznej. To po prostu kwestia zarządzania czasem własnym i najlepszego wykorzystywania każdej godziny życia. Doba trwa tylko 24 godziny, więc albo się poprzez czytanie dba o mięśnie mózgowe, albo się poprzez uprawianie jogi dba o kręgosłup, albo się poprzez szydełkowanie dba… właściwie to szydełkowania powinno się zaprzestać, bo na żadne partie mięśni to korzystnie nie wpływa, a zdecydowanie może pogorszyć wzrok i rzeczony kręgosłup. Każdy niech sobie decyduje, na co przeznacza pozostałe mu minuty życia. Zachęca się jednak do czynnego udziału w kolejnym spotkaniu książkowym – po przeczytaniu całych „Nocy i dni”, po przeczytaniu fragmentarycznym lub nawet po ich nietknięciu. Uczestniczki, które doświadczą wyrzutów sumienia z powodu nieprzeczytanej książki wieczoru, niech pomyślą sobie o Panu Rexie, który książki nie trzymał w ręku od czasów wczesnoszkolnych, co nie przeszkadza mu brać aktywny udział w spotkaniu, a czasami nawet zabierać głos na temat omawianej książki! Aby uczcić umiłowanie Niechciców do ziemi, aby docenić ich ciężką pracę włożoną w obrabianiem pól, a jednocześnie żeby nawiązać do Szymborskiej pochodzącej z Krakowa, gdzie wychodzi się „na pole”, na kolejnym spotkaniu zapoznamy się z kuchnią polną.

5. Po raz kolejny sporo czasu poświęcono na dyskusję o schodzącym na psy polskim systemie edukacji. Przysłuchujący się rozmowie Mały Lord, rysujący w skupieniu dzbanek z herbatą i regał z książkami, zdawał się nie widzieć tych kilkunastu lat nauki w szkole przed nim jako potencjalnego ryzyka bycia osobowościowo zmiażdżonym, zrównanym do jednego poziomu, stłamszonym i z podciętymi skrzydłami.

6. W ramach aneksu do jubileuszowego spotkania sprzed miesiąca zrobiono przegląd rodzajów wypitych dotychczas alkoholi – kolekcja jest dość pokaźna. Jednocześnie zapowiedziano już, że przy okazji omawiania „Jak się starzeć bez godności” prosecco poleje się szerokim strumieniem.

Widzimy się wiosną!

k.








wtorek, 14 marca 2023

Przypominajka przed "Dworską tancerką" Shin Kyung-Sook

 Tanecznym krokiem chętni i chętne do podjęcia rozmów o literaturze koreańskiej niech zmierzają do lokalu klubowego. Pląsy zaczynamy w piątek ok. 17.00.

niedziela, 19 lutego 2023

"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk

 Protokół po "Księgach Jakubowych" Olgi Tokarczuk

Oto i protokół.

Choć „jest w byciu obcym coś pociągającego, w czym można się rozsmakować, co wydaje się jak słodycz”, w szabat na wyjątkowym, jubileuszowym spotkaniu książkowym spotkali się starzy, dobrzy znajomi.

11. Spotkania Pod Pretekstem Książki mają już 11 lat! To 127 zebrań kubikowych. Z okazji rocznicy zebranym wręczono listę dotychczasowych pretekstów, która była jednocześnie testem okulistycznym, ponieważ weryfikowała, czy dana osoba powinna zaopatrzyć się w okulary do czytania tekstu małą czcionką. Do listy dołączone były szydełkowe zakładki do książek. Wypito szampana, zjedzono okolicznościowy torcik, będący jednocześnie tortem urodzinowym Królowej. Jak zwykle razem z życzeniami jeszcze wielu kolejnych spotkań wypowiedzianymi przez wszystkich do wszystkich, Królowa również przyjęła ze wzruszeniem życzenia, prezenty, kwiaty, uściski i uśmiechy.

10. Wyjątkowym gościem na spotkaniu było prawie dwuletnie wnuczę Błyskawicy, który zrazu nieśmiałe, szybko poczuło się jak w domu i bez oporu bawiło się z Małym Lordem czy pokazywało autka kolejnym ciociom.

9. Wydaje się, że temat przewodni, czyli „Księgi Jakubowe”, został ledwie poruszony. Ten przebogaty zbiór wątków, postaci, opowieści z pewnością będzie wracał na kolejnych spotkaniach książkowych, bo nie sposób w jeden wieczór omówić monumentalnego dzieła Olgi Tokarczuk. „Księgi” trzeba czytać bez pośpiechu, smakować każde słowo, każde zdanie. Trzeba podziwiać warsztat literacki Noblistki. Trzeba docenić ogrom pracy przez nią wykonanej, żeby, niczym z pojedynczych nitek, utkać barwną tkaninę, od której nie można oderwać wzroku. I choć do „Ksiąg Jakubowych” chyba wszystkie Uczestniczki podchodziły na początku jak do jeża, te, które je przeczytały, wyraziły swój zachwyt, mówiąc zgodnie: majstersztyk. Literatura najwyższego gatunku. Męczyła trochę mnogość osób, nazwisk, ale skromne notatki podczas lektury wystarczyły, żeby nie zginąć w gąszczu wątków.

8. „Księgi Jakubowe” zaczyna się jak snuta w zimowy wieczór przy blasku świecy opowieść o wymyślonych, bajkowych, obdarzonych magicznymi mocami postaciach, a pod koniec przypomina reporterską relację, opisującą konkretne wydarzenia i losy konkretnych ludzi - przejście między jednym a drugim gatunkiem literackim jest płynne, prawie niezauważalne.  „To jest powieść, droga pani. Literatura. (…) Literatura to szczególny rodzaj wiedzy, to (…) doskonałość form nieprecyzyjnych”.

7. „Księgi Jakubowe” to trochę również alternatywna historia Jezusa i początków chrześcijaństwa. Być może jakiś jeden z pozoru nieważny moment w historii ludzkości sprawił, że sekta Jezusa z Nazaretu w ciągu dwóch tysięcy lat przerodziła się w jedną z trzech największych religii świata, a współwyznawcy Jakuba Franka prawie zniknęli w otchłani czasu.

6. Tło muzyczne do rozmów stanowiły dwie płyty Oli Bilińskiej „Berjozkele. Kołysanki jidysz” i „Libelid. Pieśni miłosne jidysz”, a także płyta z 15. Festiwalu Kultury Żydowskie „Zichrojnes (Wspomnienia)” oraz album „Uwodzenie” Kapeli Ze Wsi Warszawa z elementami muzyki żydowskiej.

5. Imponująco przedstawiała się gastronomiczna warstwa spotkania, która, choć niekoszerna, pieściła podniebienia bogactwem smaków. Na stole pojawiły się dwie chałki: zwykła i heretycka (bo pleciona z trzech, a nie pięciu pasemek ciasta) oraz bajgle. Były żydowskie placki ziemniaczane, czyli latkes (przygotowane przez Strunę). Błyskawica przyniosła sałatkę śledziową z cieciorką. Królowa i Mały Lord zrobili wegetariański, mocno doprawiony czulent. Stefa upiekła lekach, tradycyjny miodownik żydowski. Kicia, czy to z okazji Dnia Kota, czy z powodu długiej nieobecności, nadrobiła zaległości klubikowe w sferze potraw i przyniosła: daktyle z sosem chałwowym, domowy nalewko-grzaniec oraz sałatkę „Podróż przez 7 granic”, wymagającą szczegółowego objaśnienia. Otóż sałatka Kici zaczęła swą podróż w Salonikach (feta), przez całą Grecję (suszone pomidory) prowadziła do Izraela (sok z granatu) i Włoch (uprażony orzech włoski), żeby przez kolejne europejskie kraje po długiej wędrówce dotrzeć do Polski (buraczki czerwone, por).

4. Z racji swoich zainteresowań głównie zawodowych Struna była niekwestionowanym autorytetem w kwestii żydowskiej. Chętnie dzieliła się z zebranymi swoją wiedzą, wyjaśniała niuanse tradycji żydowskiej niczym rabini tłumaczą Torę. „Księgi Jakubowe”, opisujące wędrującą po Europie żydowską sektę, każą się zastanowić, czy przypadkiem, gdy pogrzebać w genealogii Uczestników Spotkań, nie mają oni wśród swoich przodków również i Żydów.

3. Rozmawiano nieco o polskim kościele katolickim, ale w tym temacie, oprócz tego, co jest powszechnie znane, czyli że schodzi na psy, nowości nie ma. Choć pamiętać należy, że od zarania człowiek miał potrzebę duchowości, kontaktu ze sferami niewidzialnymi, zrozumienia niezrozumiałego i wyjaśnienia sobie nieszczęść i cierpienia, i obecnie wiele osób nadal realizuje te potrzebę w kościele.

2. Troszkę ponarzekano: na zawodowe niepowodzenia, trudności i załamania oraz na obecnych wokół ludzi o cechach psychopatycznych. Jednak więcej było rozmów o treści jeśli nie optymistycznej, to przynajmniej budującej i dającej nadzieję na lepsze. Dyskutowano o licznych, niestety, akcjach charytatywnych, mających na celu zbiórkę kosmicznych kwot na leczenia maleńkich dzieci. O relacjach matka-córka i różnych na nie perspektywach. O tym, co miało i ma wpływ na to, jacy jesteśmy obecnie. O tym, że człowiek się zmienia. Dużą część wieczoru poświęcono omówieniu tematu związanego z mięśniami dna miednicy, konsekwencjami ich zaniedbania, konieczności poprawienia ich stanu i podwijaniu ogonka. Ekspertką w tym zakresie była Stefa. Dobrze, że Mały Lord, zmęczony wizytą małego Błyskawiątka, zasnął u mamy na kolanach, bo słuchając szczegółów o tych mięśniach, jeśli nie poczułby się zgorszony, to na pewno zacząłby zadawać swoim rodzicielom dodatkowe pytania szczegółowe.

1. W marcu spotkamy się w Dzień św. Patryka. Jednak omówimy książkę nie z Zielonej Wyspy, a z dalekiej Korei, czyli „Dworską tancerkę” Shin Kyung-Sook.

Niech Book będzie z Wami.

Szalom!

k.












wtorek, 14 lutego 2023

Przypominajka przed "Księgami Jakubowymi" Olgi Tokarczuk

 Niech zaczną swą wędrówkę do źródeł poznania i boskiego oświecenia ci, którzy pojęli tajemnicę czytania ze zrozumieniem, ci, którzy umiłowali bliźnich w lekturze, ci, którzy osądami swymi o przeczytanych pismach zechcą się podzielić. Niech stawią się w piątek w miejscu tajemnym. Niech biorą, jedzą i piją. Niech radują się wespół w Panu, że to już 11 zim gromadzi się kongregacja.

wtorek, 24 stycznia 2023

"Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku" Zbigniewa Rokity


 Protokół po "Kajś. Opowieści o Górnym Śląsku" Zbigniewa Rokity

Witejcie!

W gronie zdziesiątkowanym przez choroby własne lub latorośli oraz chwilowe zawirowania życiowe omówiono książkę o Górnym Śląsku.

„Kajś” to lektura ważna, ponieważ opowiada o ludziach „zza miedzy”, a właściwie o zawiłej, niejednoznacznej historii tych, którzy na Śląsku mieszkali od zawsze albo pojawili się tam w wyniku historycznej zawieruchy co i rusz przechodzącej przez Europę.

Omawiając „Kajś” sformułowano tezę, że Śląsk to stan umysłu.

Jaka jest różnica miedzy Śląskiem a Zagłębiem? Skąd od czasu ten szum medialny wokół Ślązaków, mówiących o swojej odrębności, domagających się takich czy innych praw i przywilejów? Czy każdy dziadek każdego Ślązaka był w Wermachcie? Jeśli ktoś wcześniej zadawał sobie te czy podobne pytania, to w książce Zbigniewa Rokity „Kajś” znajdzie na nie odpowiedź.

Historia Śląska jest niezmiernie zawiła. Również dzieje współczesne są pełne paradoksów i trudnych tematów. Uczestniczki spotkania zgodnie stwierdziły, że TEN Śląsk stoi dziś w rozkroku, szuka swojej tożsamości. Autor w „Kajś” również szuka swoich korzeni i mierzy się z prawdą, dla wielu niewygodną i trudną, że nasi przodkowie niekoniecznie byli tacy, jakbyśmy chcieli. Znaleziono podobieństwo między Śląskiem a krajami skolonizowanymi przez mocarstwa, jak Wielka Brytania czy Francja, które przez lata wyzyskiwała kraje azjatyckie czy afrykańskie, drenując je z ich dóbr naturalnych, traktując jako swoją własność, a rdzennych mieszkańców maając za niewolników. Wydaje się, że Śląsk podobnie - jest takim „niechcianym dzieckiem”, które jednak można bez pardonu wyzyskać i wykorzystać – wcześniej przez robili to Niemcy, potem Polska. Śląsk to „ślepa kiszka Europy”, jak pisze Rokita. Wszystkie Uczestniczki spotkania zgodnie stwierdziły, że zakończenie „Kajś” jest bardzo zaskakujące.

Niezmiernie interesującym wątkiem uzupełniającym „Kajś” była opowieść Struny, ilustrowana przedwojennym zdjęciem z rodzinnego albumu, o cioci-babci Denisce, która przyjechała z rodzicami i rodzeństwem z Francji, osiadła w Zabrzu i do której w odwiedziny ze swoimi rodzicami jeździła w dzieciństwie Struna. Podróże do Cioci Deniski, w czasie których trzeba się było kilkukrotnie przesiadać między różnymi środkami lokomocji, kojarzą się Strunie również z bułką z pasztetem kupowaną na dworcu w Katowicach.

Stefa, dzięki książce Rokity, bardziej poznała region, o którym zaskakująco niewiele wiedziała, dotychczas podchodząc do tematu w stylu „Śląsk, wiadomo, to Śląsk”. Przy okazji Królowa poleciła Stefie „Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert, jako lekturę dodatkową do poszerzania wiedzy o Śląsku, bo to książka o katowickich Giszowcu i Nikiszowcu.

Górny Śląsk – tuż za płotem. Śląska gwara obecna jest w naszej codziennej mowie – teraz już z większą świadomością będziemy nazywać kogoś chacharem czy ciućmokiem. Bryle, kibel, hasiok, styknie, dziołcha, bajtel – te słowa niepostrzeżenie przeniknęły do gwary beskidzkiej i przez to śląsko godka jest obecna w naszej mowie codziennej, a Śląsk przez to nam bliższy.

Rozmowom o „Kajś” towarzyszyła, a jakże, kuchnia śląska. Struna zrobiła niewiarygodnie smaczne kluseczki z dziurką podane ze skwarkami i modrą kapustą, potwierdzając tym samym swoje mistrzostwo w obszarze gastronomii. Gdyby Struna myślała kiedyś o zmianie pracy, to pewnym jest, że karierę zrobią i do bogactwa ją doprowadzą utoczone przez jej sprawne dłonie kluseczki śląskie właśnie. Stefa zrobiła szałot śląski, czyli pożywną sałatkę ziemniaczaną. Królowa podała ciapkapustę, arcyproste połącznie ziemniaków z kiszoną kapustą. Ziemniaki pojawiły się w jeszcze jednej genialnie zaskakującej odsłonie – jako idealne do maszkiecenia kartofelki marcepanowe. Modro kapusta była też w postaci kiszonej.

W sferze muzycznej sięgnięto po płyty artysty z mysłowickimi korzeniami, czyli Artura Rojka i jego projektu pobocznego, czyli Lenny Valentino. Wysłuchano też płyty formacji U2, ponieważ pochodzi z Irlandii, a tam, podobnie jak na Śląsku, też są kopalnie.

Tematy nieksiążkowe poruszone podczas spotkania to między innymi rekomendowany przez Stefę podcast „O zmierzchu”, bałagan w przepisach dotyczących podatków, a także jeden ze skeczy w programie scenicznym Kabaretu Moralnego Niepokoju, obejrzanym niedawno na żywo przez Królową, o tym, jak to ostatni, niepozorny, niedopity łyczek herbaty w kubku może stać się awanturą małżeńską prowadzącą niemal do rozwodu. Stefa zadała zebranym ciekawie pytanie na temat przyjemności – co ją sprawia?, co ją wywołuje? Po omówieniu odpowiedzi wysnuto wniosek, że prawdziwa przyjemność to ta, która uruchamia nasze zmysły, która dzieje się przez naszą sensorykę.

W trakcie rozmów Mały Lord ze Struną rozegrał partyjkę gry planszowej „Jamniki” (Struna wygrała, co Mały Lord przyjął zadziwiająco spokojnie). Para ta obejrzała wszystkie dotychczas wydane atlasy autorstwa Ewy i Pawła Pawlaków, a szczególnie wnikliwie zapoznała się z „Małym atlasem motyli”, przy którym Struna podzieliła się z zebranymi fragmentem swojej ogromnej wiedzy na temat tych owadów.

Kolejne spotkanie klubiku książkowego odbędzie się w piątek 17 lutego, czyli tak, jak to się wszystko zaczęło 11 lat temu. Przy potrawach kuchni żydowskiej omawiane będą „Księgi Jakubowe”.

Bydźcie zdrowi i adieu za miesiōnc.

k.






wtorek, 17 stycznia 2023

Przypominajka przed "Kajś" Zbigniewa Rokity

 

Witejcie!

W piōntek poôzprawiōmy ô ksiōnżce ô Ślōnsku.

Przijdźcie kole 17.00.

Zjymy coś dobrego, wypijymy, pośmiejemy sie.

środa, 14 grudnia 2022

"Powrót z gwiazd" Stanisława Lema


Protokół po "Powrocie z gwiazd" Stanisława Lema

Dzyń-dzyń-dzyń-dzyń!

Z nieba spadały śniegowe gwiazdki, słychać było przelatujące w oddali rakiety kosmiczne (a może były to odjeżdżające na Biegun Północny sanie Świętego Mikołaja?), a w lokalu klubikowym ozdobionym świecącymi gwiazdami okiennymi, w którym zebrały się same czytające Gwiazdy, iskrzyło od pozytywnych emocji.

1. Z dużą aprobatą mówiono o jednej z powieści fantastycznych Stanisława Lema, o „Powrocie z gwiazd”. Królowa, świeżo po lekturze biografii Lema pióra Wojciecha Orlińskiego „Lem. Życie nie z tej ziemi”, podzieliła się zdobytymi informacjami na temat okoliczności powstania „Powrotu…” oraz wątków z życia Lema zawartych w książkowym pretekście spotkania. Lem – geniusz w wielu dziedzinach, w tak wielu i w tak różnych, że nie został w całości doceniony. Wizjoner, który niestety w wielu przypadkach, jak się to dziś okazuje, miał rację - pewnie jeszcze nie raz trzeba będzie przyznać, że Lem to czy tamto przewidział już dawno temu. Lem, co nieewidentne, niczym nowoczesny pedagog, podkreślający znaczenie odpowiedzialnego wychowania dzieci i konieczność posiadania ku temu odpowiednich kwalifikacji. W „Powrocie z gwiazd” człowiek z przeszłości to ten poszukujący, eksplorujący, zdobywający, nawet jeśli odbywa się to wielkim kosztem. A człowiek z przyszłości to człowiek stabilny, zrównoważony, spokojny, łagodny. Niestety, z wielu książek Lema, z „Powrotu…” również, wyłania się dość smutna refleksja, że człowiek wyrusza na podbój kosmosu, podczas gdy na Ziemi jest jeszcze tyle do zrobienia. No i ta, że cokolwiek wspaniałego człowiek nie wymyśli, wcześniej i później i tak obróci się to przeciw ludzkości.

2. Tło dźwiękowe do spotkania zostało STARannie dobrane. Na pierwszy ogień poszedł David Bowie z ostatnim w swoim dorobku artystycznym albumem „BlackSTAR”. Pojawił się też zespół Ścianka z płytą „Niezwyciężony. Muzyka do słuchowiska według powieści Stanisława Lema o tym samym tytule”. Była formacja STARsailor z płytą „Silence is easy”. Wybrzmiała również muzyka z kraju, który ma najwięcej gwiazdek na swojej fladze, czyli ścieżka dźwiękowa z filmu „Flag day”.

3. Kuchnia gwiezdna była nieziemsko smaczna. Kulinarny temat przewodni potraktowano bardzo kreatywnie. Struna ugotowała pożywną, rozgrzewającą zupę dyniową z kukurydzą, soczewicą i imbirem z dodatkiem gwiazdkowego makaronu i grzanek w kształcie gwiazdek, które Struna własnoręcznie wycinała. Całość dopełniła smuga śmietany na powierzchni zupy, odgrywająca rolę Drogi Mlecznej. Stefa upiekła gwiazdę à la pizza lub pizzę à la gwiazda – tak czy inaczej, smakowała wybornie. Królowa, odziana w bluzę w gwiazdy, przygotowała gwiezdne przekąski z kapuściano-grzybowym farszem. Był też popcorn marki Star. Były nadziewane pierniczki-gwiazdki, rogalikowe księżyce, piernikowe śnieżynki. Były mini gwiazdki czekoladowe.

4. Dużo rozmawiano o STARości. O jej przejawach i dokuczliwościach. Stefa podzieliła się z zebranymi bardzo optymistyczną wizją przyszłości, w której Uczestniczki za kilkanaście lat nadal się będą spotykać, jednak nie tylko na klubiku książkowym, ale też na zajęciach z jogi, przy okazji wspólnych wycieczek czy w związku z inną działalnością pobudzającą ciało i umysł. Przy okazji: uprasza się, aby wszystkie Uczestniczki, które wymagają już uzbrojenia oczu, pamiętały o przyniesieniu na następne spotkanie okulary dostosowane do ich wady wzroku, bo być może oprócz rozmawiania będzie też trzeba coś przeczytać.

5. Wrócił temat zapoczątkowany przez Stefę na poprzednim spotkaniu: nadwrażliwość, nadwydajność umysłowa. Niby fajnie, że nadrozwinięty mózg może tak dużo, że osoba nadwydajna przepełniona jest pomysłami, energią i jednocześnie empatią, jednak galopujące tabuny myśli mogą się wymknąć spod kontroli i zdominować życie nadwrażliwca. Dyskutowano o sposobach radzenia sobie z tą zaletą, która bywa uciążliwa i dla jej posiadaczy, i dla osób z najbliższego otoczenia.

6. Stefa zdała relację z finiszu zbiórki darów dla jednego ze schroniska dla zwierząt. Uczestniczki Spotkań finansowo wsparły akcję, a Stefa dograła szczegóły zakupu karmy i lekarstw dla zwierzaków. Wynegocjowała też gratisowe próbki produktów, z których skorzysta bookcat Czikita oraz koty od sąsiadów przychodzące w odwiedziny do bookcata. Na cześć nieobecnej Kici, pokonanej przez pracę zawodową, Mały Lord i Królowa odegrali partyjkę gry „Kotki”. Połączono się myślami z chorą Błyskawicą. Omówiono stan zaawansowania w procesie przygotowania do Świąt. Wstępnie ustalono termin tradycyjnej już okołobożonarodzeniowej wyprawy do niedalekiego miasteczka artystycznego.

7. Sporą część zebrania poświęcono planowaniu pretekstów książkowych na kolejne kilkanaście spotkań. Ustalono, co następuje:

Styczeń 2023 – „Kajś” Zbigniew Rokita

Luty – „Księgi Jakubowe” Olga Tokarczuk

Marzec – „Dworska tancerka” Shin Kyung-Sooh

Kwiecień – „Noce i dnie” Maria Dąbrowska

Maj – „Rok 1984” George Orwell

Czerwiec – „Najmłodszy” I tom z cyklu „Spłowiałe lata” Janina Barbara Górkiewiczowa

Lipiec – „Lata” Annie Ernaux

Sierpień – „Dzieci północy” Salman Rushdie

Wrzesień – „Szamańska choroba” Jacek Hugo-Bader

Październik – „Witkiewicz, ojciec Witkacego” Natalii Budzyńskiej lub „Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny” Małgorzata Czyńska

Listopad –  „Skarby świata całego” Bohumil Hrabal

Grudzień – „Osobliwy dom pani Peregrine” Ransom Riggs

Styczeń 2024 – „Jak się starzeć bez godności” Magdalena Grzebałkowska i Ewa Winnicka

Luty – „Filary Ziemi” Ken Follett

Sporo wartościowych lektur musi zaczekać na miano pretekstu spotkania w następnych latach. Podczas uzgadniania listy po raz kolejny wygłoszono refleksję, że jest jeszcze tyle już napisanych książek wartych przeczytania, a przecież wciąż pojawią się nowe. To trudna sztuka wybrać te, na które nie będzie szkoda ograniczonego czasu, którym się dysponuje.

Dwudziestego stycznia spotkamy się, żeby omówić rzecz o Górnym Śląsku, czyli „Kajś” Zbigniewa Rokity. Kuchnia, wiadomo, śląska.

Opalamy rakiety i zaczynamy odliczanie do Gwiazdki.

Radosnych Świąt życzymy!

K.