środa, 25 maja 2022

"Chrobot" Tomasza Michniewicza


 Protokół po "Chrobocie" Tomasza Michniewicza

Saluton!*

W ogóle to Kicia myślała, że omawiany będzie „Nowy wspaniały świat” (tak to jest, kiedy się czyta co drugie zdanie i słucha brzuchem zamiast uchem) i w związku z tym przyniosła potrawę futurystyczną, ale prędko dorobiła do niej nową bajkę i ciecierzyca  la soma sprytnie wpisała się w gastronomiczną cześć wieczoru poświęconemu „Chrobotowi” Tomasza Michniewicza.

1. Prawie cały czas słuchano muzyki z Zimbabwe. Według Juanity z Kolumbii „słuchanie muzyki jest jak czytanie książki. Wpływa na ciebie, oddaje nastrój, kształtuje myśli, przynosi obrazy. Muzyk zasiewa w tobie ziarno swoich emocji, które może potem kiełkować”. Emocje - książka wieczoru wzbudziła ich sporo, więcej, niż można by się spodziewać. Najbardziej rozemocjonowana była Królowa, która przez 2 tygodnie „trawiła” zapiski Michniewicza z rozmów przeprowadzonych z przedstawicielami siedmiu, bardzo różnych od siebie, krajów. Pierwsze wrażenia Królowej to bezsilność, bezradność, wstyd z powodu bycia mieszkanką bogatego kraju, bycia częścią Świata Zachodniego, z powodu posiadania więcej, niż milionom ludzi potrzeba do życia. Po jakimś czasie nieoczekiwanie pojawiła się złość na autora „Chrobotu”, że napisał książkę, która wpędza czytelnika w poczucie winy, że celowo pokazał mieszkańców Europy i USA jako uprzywilejowanych, w lepszej pozycji. Michniewicz wprost pisze, że każdy z nas, czytelników w węższym ujęciu, ludzi Zachodu w szerszym, przyczynia się do katastrofalnej sytuacji w krajach Trzeciego Świata. Ale są tu jeszcze dwie kwestie. Pierwsza, Michniewicz nie pisze o wysokiej cenie, którą Europejczycy czy Amerykanie płacą za bycie mieszkańcem kraju bogatego. A to są choroby cywilizacyjne, stres, zawały wywołane pogonią za pieniądzem (pogonią niejako mu narzuconą), samotność, choroby psychiczne z depresją na czele, zatracenie umiejętności przeżycia w zetknięciu z prawdziwą naturą – obowiązkowy udział w peletonie, w którym być może wielu nie chciało startować. Druga, „Chrobot”, z pozoru reportaż obiektywnie pokazujący różne oblicza współczesnego życia na świecie, jest jednak nacechowany perspektywą europejską – opis sytuacji w Ugandzie, Zimbabwe, Kolumbii czy Indiach narzuca ocenę zachodnią, wzbudza współczucie wobec osób żyjących za kilka dolarów miesięcznie, nie mających dostępu do edukacji czy śpiących na glinianej podłodze w namiocie z kartonów czy szmat. A jak tę książkę odebraliby mieszkańcy tych krajów? Czy oni również myśleliby o życiu w swoim kraju ze współczuciem? A może z poczuciem winy, że, choć biednie, i tak mają lepiej niż ludzie z Japonii, Finlandii czy USA?

2. W czasie rozmowy pojawiły się pytania o to, co można zrobić, czy ma się wpływ na los dziecka w Indiach czy Ugandzie? Padło pytanie, czy w jakiś sposób „Chrobot” zmienił życie jego autora? Stefę najbardziej zainteresował wątek modeli wychowania  - w każdym zakątku świata perspektywa na dziecko, na zapewnienie mu warunków rozwoju i przygotowanie do życia, jest inna. Stefa nie oceniała, gdzie dzieciom jest lepiej, ale spostrzegła, że coś, co w Polsce byłoby uznane za niewydolność wychowawczą czy zbytnie narażanie dziecka na niebezpieczeństwo, gdzie indziej jest normą i najwłaściwszym przygotowaniem do życia. Strunę najbardziej ujęła historia japońskiej nauczycielki. Początkowo niektórym przeszkadzała formuła książki: historie o kolejnych bohaterach wymieszane, poprzeplatane, utrudniające szybkie zorientowanie się w akcji. Ale z biegiem czytania wszystko zaczęło się składać w jeden obraz.

3. Dużo rozmawiano o naszych czasach, czyli współczesności, o konsumpcjonizmie, o materializmie, o dominacji pieniądza, o polityce opartej na wyzysku najbiedniejszych, o współczesnym nieustannym zaspakajaniu przerośniętych, wmówionych potrzeb. Zastanawiano się, co robimy lub co możemy zrobić, żeby wyjść ze spirali kupowania, używania (nie zużywania), wyrzucania, i znowu kupowania w ilości większej, niż naprawdę potrzeba. Wysnuto wnioski, że świata nie zmienimy, ale takie książki jak „Chrobot” pomagają w budowaniu świadomości, w autorefleksji na temat tego, że, być może w sposób niezależny od nas, jednak uczestniczymy w procesie bogacenia się bogatych i biednienia biednych. I nie o zrównanie tych nierówności tu chodzi, ale o świadomość ich istnienia. W „Chrobocie” jest napisane: „Jedni potrzebują, inni chcą pomóc, ale ktoś po prostu zarabia na tym pieniądze”.

4. Z dalekich krajów przeniesiono się na rodzime podwórko. Mówiono małych i dużych troskach domowych, o tym, że młodsze Poldziątko właśnie wkracza w dorosłość, o pociesznym wnuczęciu Błyskawicy. Stefa zaczęła interesujący temat: obserwując jedną ze scenek rodzajowych z udziałem swoich rodziców, zadała sobie pytanie, co ma po mamie. Odpowiedź na to pytanie znalazła, ale może warto na kolejnym klubiku poprosić pozostałe Uczestniczki o udzielenie informacji, co mają po swoich mamach.

5. Nie zabrakło tematów mniej poważnych. Poldzia opowiedziała o tym, w jak niedoskonałym stanie dostarczyła Poldziątku urodzinowy tort. Ważną rolę w jej zabawnych opowieściach udział wzięły również parówki. Błyskawica i Poldzia zdały relację z pewnego wyjazdu do SPA, w którym skorzystały z pakietu relaksacyjnego dla par.

6. Na osobny akapit zasługuje informacja o likwidacji sklepu, w którym wszystkie Uczestniczki zaopatrywały się w rewelacyjne majtki (jedne z nich, czerwone, były w przeszłości prezentem ofiarowanym przez Poldzię pozostałym Uczestniczkom). Zazdrośnie patrzono na te, które wcześniej zapobiegawczo zdążyły się w owym sklepie zaopatrzyć w odpowiednią ilość bielizny.

7. Jedzono potrawy z krajów opisanych w „Chrobocie”. Kicia naprędce przypisała huxleyowską somę z młodą kapustą do Indii, wszak ciecierzyca w kuchni hinduskiej jest powszechna. Zaserwowane przez nią danie wyróżniało się olbrzymią oryginalnością i po degustacji stwierdzono, że może zostać podane powtórnie na kolejnym spotkaniu książkowym. Struna oddała kulinarny hołd Kanae Takasaki z Tokio – przygotowała pyszne okonomi yaki. Stefa przyrządziła rybę po japońsku, aka po holendersku, aka po portugalsku (pomieszanie krajów jak w „Chrobocie”). Królowa zrobiła afrykańską pożywną zupę fistaszkową i amerykańskie strasznie słodkie i strasznie tłuste (2,5 kostki masła!) nanaimo bars, czyli czekoladowe batoniki domowe. Błyskawica przyniosła lody. A Poldzia, z racji tego, że książki nie przeczytała, przyniosła zupę „nic”, która wniosła wakacyjną świeżość i owocową lekkość. O dziwno na stole nie pojawił się rolex, czyli znany w Afryce płaski omlet z warzywami zwijany w rulonik – rolled eggs.

8. Wstępnie rozmawiano o konieczności ustalenia formuły wspólnego klubikowego świętowania urodzin. Dyskusję postanowiono kontynuować w mediach społecznościowych z udziałem wszystkich jubilatek czerwcowo-lipcowo-sierpniowych. Padło również hasło miejsca kolejnych spotkań. Przypomina się, że w tej kwestii nikt monopolu nie ma, więc spotkać można się u tego, kto wyrazi chęć goszczenia u siebie rozgadanej i często rozchichotanej, a bywa, że i pod wpływem alkoholu, grupki pań w średnim wieku.

9. W dzień zakończenia roku szkolnego Uczestniczki znowu się zbiorą, żeby omówić „Nowy wspaniały świat” Huxleya. Obowiązywać będzie kuchnia nowa, poprawiająca nastrój.

10. Podczas rozmów Uczestniczek Mały Lord siedział sobie na podłodze, bawił się klockami, układał puzzle, od czasu do czasu spróbował czegoś z klubikowego stołu. Dziecko – spokojne, bezpieczne, radosne. Otoczone kochającymi Rodzicami, Ciociami, bookdogami i bookkotem. Dziecko mające więcej niż jedną parę butów i więcej niż jedną książkę. Być może nie będzie nadużyciem porównanie Spotkań Pod Pretekstem Książki do ugandyjskiej wioski Marggie, w której „wszyscy sobie zawsze pomagali. Razem mają akurat tyle, żeby sobie jakoś poradzić (…). W takich wioskach dorastasz wiedząc, że nie żyjesz sam, a wśród innych. Trzeba być razem, bo warunki ciężkie, nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Bez innych może sobie w ogóle nie poradzisz. Gdy się dzieje źle, ta świadomość przynosi dużą ulgę. Nie musisz być przez cały czas samowystarczalny, zawsze masz na kogoś liczyć”.

Życząc sobie znalezienia fińskiego poczucia stanu sielunrauha, żegnamy się do następnego spotkania za miesiąc.

k.

*Saluton! (esperanto) – Cześć!






środa, 18 maja 2022

Przypominajka przed "Chrobotem" Tomasza Michniewicza

 Zapraszamy do dyskusji o książce, która wywołuje emocje. Jakie to są emocje? Z jak wielu różnych stron można na książkę spojrzeć? Co chciał przekazać jej autor? Czy „Chrobot” zmienia coś w życiu czytelnika?

Widzimy się w najbliższy piątek!

czwartek, 28 kwietnia 2022

"Wędrowny zakład fotograficzny" Agnieszki Pajączkowskiej


Protokół po "Wędrownym zakładzie fotograficznym" Agnieszki Pajączkowskiej

Cześć!

Ze sporym poślizgiem czasowym wjeżdżamy na scenę z protokołem.

1. Zacząć należy od tego, że Uczestniczki zostały dowiezione na spotkanie Wesołym Książkobusem, który, zbierając je kolejno z wyznaczonych miejsc przystankowych, objechał pół miasta i zaliczył co znaczniejsze korki. Rozmowy na temat „Wędrownego zakładu fotograficznego” zaczęły się już w trakcie tej fascynującej podróży.

2. W dużym skrócie książka się podobała. A w szczegółach: autorka opisała swoje obserwacje poczynione w czasie kliku wakacyjnych wypraw starym busikiem wzdłuż wschodniej granicy Polski. Te obserwacje przypominają zapiski z dziennika albo zdjęcia – fragmenty opowieści, niepełne historie, migawki, luźne wątki, które jednak, jak kawałki puzzli, układają się w obraz. Te „zdjęcia z podróży”, podobnie jak w przypadku prawdziwych fotografii, są przedstawione czytelnikowi do przyjrzenia się i własnej interpretacji. Tutaj nikt nikomu nie sugeruje, jacy generalnie są ludzie mieszkający tuż przy granicy z Białorusią czy Ukrainą. Czytelnik sam sobie musi połączyć te kawałki opowieści, żeby zrozumieć (albo choć próbować zrozumieć), co to jest ta Polska Wschodnia i dlaczego jest taka, jaka jest. Jednak według niektórych Uczestniczek brakuje głównej historii, a książka jest zbyt wielowątkowa.

3. Podczas lektury zwrócono uwagę na opisaną przez Pajączkowską gościnność swoich rozmówców. Daje się wyczuć, że ludzie mieszkający w regionach wschodnich jakoś bardziej żyją w zgodzie z naturą. Jednocześnie z tych „obrazków z podróży” wyłania się obraz biedy, tymczasowości i ciągłego strachu przed koniecznością ucieczki z tym, co można zapakować do torby w ciągu 15 minut.

4. Dyskusje towarzyszące dotyczyły chorób psychicznych dotykających jakby coraz większej ilości osób z coraz bliższego otoczenia. Mówiono o depresji i o starzeniu się. Mówiono o trwającej wojnie w Ukrainie i Ukraińcach, jak Polscy przed kilkudziesięciu laty, zmuszonych do zostawienia swoich domów, swojego kraju, bo ktoś postanowił zarobić na wojnie jeszcze trochę więcej -władzy, rozgłosu, pieniędzy. Mówiono o wojnie tak naprawdę trwającej cały czas, o wojnie tym bardziej bolącej, gdy rozgrywa się w którymś z afrykańskich krajów, o którym nawet nie wiadomo, gdzie na mapie dokładnie się znajduje. O wojnie za naszą granicą, u naszych sąsiadów, w Europie wie cały świat. O wojnie w krajach Trzeciego Świata się nie mówi.

5. Mały Lord pół wieczoru rysował auta we wszystkich kolorach tęczy. Wykorzystał do tego pachnące pisaki. Ta praca tak go zmęczyła, że zasnął zwinięty jak rogalik pod kocykiem w drugiej części spotkania.

6. Na wyobraźnię uczestniczek bardzo wpłynęła barwna opowieść Kici o tym, jak zanosiła kał do badania – chciała to zrobić dyskretnie, bo miała jednakże pewne opory w demonstrowaniu, że w torebce niesie swoje fekalia, ale odbiorczyni materiału do badania narobiła jej przy wszystkich obciachu, dopraszając się na korytarzu pełnym ludzi przekazania próbki.

7. „Wędrowny zakład fotograficzny” zainspirował Uczestniczki do przyniesienia jedzenia, które nadawałoby się na wycieczkę, czyli coś „na szybko”, coś gotowego, coś kupionego. Na stole pojawiły się zatem: sklepowe babeczki (nawiązanie do niedawnej Wielkanocy katolickiej i trwającej Wielkanocy prawosławnej) dostarczone przez Strunę oraz przygotowany przez nią wiosennie odświeżający chłodnik tatarski. Z „gotowców” były też chipsy, ciastka w kształcie opon autobusowych, chrupki reksie (nawiązujące do wiejskich Reksiów, Azorków i Burków) oraz rogaliki z marmoladą (które zwiodły prawie wszystkie Uczestniczki – smakowały jak domowe, a zostały zakupione w pobliskim GS-ie). Stefa zrobiła warstwową sałatkę „z puszki/puszczalską/puszczańską”, czyli taką, w skład której weszła między innymi fasola z puszki, a wiadomo, że w czasach młodości Uczestniczek zabieranie na wycieczki żywności w puszce (mielonka, paprykarz, pasztet) było standardem. Kicia i Królowa niezamierzenie zsynchronizowały swoje działania kuchenne – obie przygotowały tortille, w porcjach na jeden kąsek, znakomitych w podróży. Poldzia przyniosła wór pełen batoników – idealnie nadających się do uzupełnienia energii podczas wyczerpujących wędrówek, ale smakujących równie dobrze podczas leniwej konsumpcji w pozycji siedzącej na sofie. Do picia Stefa zaproponowała zieloną herbatę z truskawkową nutą, bo taka kompozycja smakowa kojarzy się z latem, wakacjami, zielenią.

8. Ilustracją muzyczną do spotkania ścieżka dźwiękowa do filmu „Into the Wild”, ze zdjęciem autobusu zagubionego wśród alaskańskich bezdroży na okładce. Słuchano też płyty „Wykorzenienie” zespołu Kapela Ze Wsi Warszawa.

9. Kolejne spotkanie będzie miało miejsce 20 maja. Kuchnią towarzyszącą będą potrawy z krajów, z których pochodzą bohaterowie książki Tomasza Michniewicza „Chrobot”.

Cieszmy się wiosną! Planujmy wakacyjne podróże!

k.









środa, 20 kwietnia 2022

Przypominajka przed "Wędrownym zakładem fotograficznym" Agnieszki Pajączkowskiej

 Wielkanoc za nami, więc pora zacząć wędrówkę literacką wzdłuż naszej wschodniej granicy. Książka Agnieszki Pajączkowskiej na pewno pomoże zrozumieć historię Polaków, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, Rosjan. Porozmawiamy o tym, jak to, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu, wpływa na codzienną współczesność. 

Widzimy się w najbliższy piątek!

poniedziałek, 14 marca 2022

"Między ustami a brzegiem pucharu" Marii Rodziewiczówny

 


Protokół po "Między ustami a brzegiem pucharu" Marii Rodziewiczówny

Привіт!

Trudno się spędza czas w miłym, przyjaznym towarzystwie przy suto zastawionym stole, mając świadomość, że tysiące kobiet i dzieci w pośpiechu opuszczają swoje domy, żeby uciec przed wojną. Podjęto jednak decyzję, że w tych wyjątkowych czasach spotkać się nawet trzeba, żeby nie być samej / samemu z całą paletą emocji wywołanych wojną w Ukrainie.

1. Książkowy pretekst do spotkania wiąże się z obecną sytuacją – Maria Rodziewiczówna opisuje czasy, kiedy to Polacy żyli w kraju okupowanym przez zaborców, Wielkopolska zagarnięta była przez Niemców. Wymowa książki jest bardzo patriotyczna, autorka podkreśla narodowe cechy Polaków: waleczność, dzielność, honor, nienawiść do Szwabów. Oczywiście Polki są cnotliwe, pracowite, piękne, stanowcze i mają zdecydowanie bardziej poukładane w głowie niż ich niemieckie równolatki, którym tylko hulanki i romanse na myśli. „Między ustami a brzegiem pucharu” jest o tym, że polskość, jak ta oliwa w przysłowiu, na wierzch wypłynie, nawet jeśli jest początkowo całkowicie przytłumiona niemieckością.

2. Choć babce głównych bohaterów książki, Tekli Ostrowskiej, Niemcy kojarzyli się z wszystkim co najgorsze, to wypowiedź Schöneicha, towarzysza berlińskich hulanek Wentzla/Wacława, jest na tyle uniwersalna, że można ją tu przytoczyć bez posądzania o brak patriotyzmu: „Żyj, używaj, kochaj i bądź zdrów! (…) Bądźmy szczerzy! Dajmy każdemu żyć, jak chce, a kogo warto, kochajmy i ceńmy”.

3. Przy okazji tej lektury zastanawiano się na fenomenem języka Rodziewiczówny – „Między ustami…” nie ma nawet dwustu stron, a czyta się ją dość długo, wymaga skupienia i wcale nie chodzi tu tylko o zbyt dużą ilości słów archaicznych, odnoszących się do przedmiotów dziś nieobecnych, a będących w powszechnym użyciu 140 lat temu. Warto jednak zadać sobie trud i poznać bliżej powieści, które wyszły spod pióra (sic!) Rodziewiczówny.

4. Rozmowy zdominowane były przez tematy bieżące społeczno-polityczne. Wiele dyskutowano o strachu przed niepewną przyszłością, o strachu o swoich najbliższych (czytanie zbyt wielu książek o tematyce związanej z II wojną światową może nieść negatywne skutki w przewidywaniu możliwych scenariuszy), o wojnie dezinformacyjnej, o manipulowaniu informacjami. Mówiono o tym, jak różni są ludzie i jak ekstremalnie różnie mogą się zachować o tych samych okolicznościach w obliczu tych samych wyzwań – wszędzie są ludzie, którzy chcą skorzystać z nadarzającej się okazji, wszędzie są ludzie, którzy chcą zarobić na krzywdzie ludzkiej, na szczęcie wszędzie są też ludzie, którzy bez zastanowienia pomagają potrzebującym, u których odruch serca jest silniejszy niż racjonalne myślenie czy wyrachowanie.

5. Dzieci – o nich mówiono bardzo dużo. Te ukraińskie, które musiały zostawić swoje zabawki, łóżeczka i chomiki i uciekać w nieznane. Te nasze malutkie, które poznają świat: wylewają cały olej na podłogę i patrzą na reakcję mamy, czy dowiadują się, na czym polega układanie klocków. Te nasze małe, które wyczuwają powagę sytuacji i potrzebują zapewnienia, że są bezpieczne w swoich polskich domach. Te nasze nastoletnie, które przepoczwarzają się emocjonalnie. Te nasze własne starsze, już prawie dorosłe, które planują przyszłość, podejmują pierwsze samodzielne decyzje.

6. Na stole pojawiły się potrawy mniej lub bardziej związane z powieścią Rodziewiczówny. Struna przygotowała makaronowe muszle nadziewane szpinakiem z ricottą, którym towarzyszył sos pomidorowy – danie nazwała „Usta pełne frazesów, usta pełne kłamstw”. W plastikowych kielichach Poldzia przyniosła „Puchary rozkoszy” – tortille z apetycznym wnętrzem. Gazela zinterpretowała temat kulinarny po męsku – przyniosła pizzę, piwo i chipsy, wpisujące się w „pucharowe zwycięstwo meczowe”. W glinianych pucharkach, przypominających Graal, Królowa zaserwowała warzywa zapiekane pod kruszonką z przygotowanym przez Pana Rexa sosem czosnkowym. W prawdziwym pucharze sportowym znalazł się gin zamknięty w czekoladowych rogalikach. Puchar ów wraz z „ustnym” flakonikiem po perfumach tworzyły dosłowną ilustrację tytułu omawianej książki.

7. Dyskusjom towarzyszyły dźwięki z najnowszej płyty Eddiego Veddera (przywołano m.in. piosenkę „Invincible”, czyli „niezwyciężony”), zespołu Brad pt. „United we stand” oraz  składankę sprzed ponad 20 lat „No Boundaries: A Benefit For The Kosovar Refugees” – niestety, jakże teraz aktualną, zamiast „Kosovar” należy jedynie wpisać „Ukrainian”.

8. Kolejny klubik książkowy odbędzie się w pierwszy piątek po Wielkanocy i za sprawą relacji Agnieszki Pajączkowskiej z jej wakacyjnych podróży reporterskich znowu skierujemy wzrok na naszą wschodnią granicę. Choć, jak pisze Rodziewiczówna, „między ustami a brzegiem pucharu wiele jeszcze zdarzyć się może”, miejmy nadzieję, że o wojnie w Ukrainie będziemy mówić już w czasie przeszłym. Książce „Wędrowny zakład fotograficzny” towarzyszyć będzie, co oczywiste, kuchnia wędrowno-fotograficzna.

9. Niniejszy protokół kończymy słowami babki Tekli Ostrowskiej, która nad grobem porucznika pułku piechoty poznańskiej modli się słowami: „Boże, daj dzieciom waszym inną dolę! (…) Inną śmierć i inne bohaterstwo. Daj im, Boże, być wolnymi ludźmi. Jak ginąć, to nie marnieć”.

Uważajcie na siebie! Do zobaczenia w spokojnych oby już czasach.

Amen, Amen, Amen!

k.







środa, 9 marca 2022

Przypominajka przed "Między ustami a brzegiem pucharu" Marii Rodziewiczówny

 Pokój ludziom dobrej woli!

W tych trudnych, niepewnych czasach trzeba się spotkać, żeby pobyć razem, żeby nie dać się pożreć w samotności wojennym zmorom i lękom. Trzeba się spotkać, bo nie wiadomo, czy później będzie taka możliwość.  A zatem do zobaczenia w najbliższy piątek!

poniedziałek, 14 lutego 2022

"Wyznaję" Jaume Cabré


 

Protokół po "Wyznaję" Jaume Cabré

10 lat! 10 lat!! 10 lat!!!

To była wyjątkowa sobota! Zebrano się licznie, aby świętować dziesiątą rocznicę istnienia Spotkań Pod Pretekstem Książki. Było wzruszająco, było wspominkowo, było radośnie, było bardzo miło.

1. Pojawiły się prawie wszystkie mieszkające w najbliższej okolicy Uczestniczki. Nawet Gazeli udało się na chwilę dołączyć do świętującego grona. Chorej Błyskawicy przesłano pozdrowienia i zdjęcia z imprezy. Z Uczestniczkami z daleka połączono się myślami. W ostatniej części spotkania do roześmianego towarzystwa dołączył Pan Pold, który na trzeźwo delektował się zaserwowanymi pysznościami. Otworzono dwa szampany, stukano się kieliszkami, dziękowano sobie nawzajem za te wspólnie spędzone chwile i omówione książki. Królowej złożono urodzinowe życzenia i wręczono prezent. Młode płuca Małego Lorda, który nie zna życia pozaklubikowego, wykorzystano do zdmuchnięcia 10 świeczek na jubileuszowym torcie. Pod sufitem w rozgrzanym powietrzu drżała girlanda z balonikami. Zebranym wręczono rocznicowe prezenty: praktyczną zakładkę do książki z latarką oraz wyjątkową płytę z 10 klubikowymi piosenkami, której opis wymaga osobnego akapitu.

2. Struna stwierdziła, że czytająca drużyna na 10-lecie powinna wydać swoją płytę „Ten”, czyli „10”. Zaprojektowała obwolutę, na której znalazły się okładki 10 książek omawianych jako pierwsze w każdym roku z ostatnich 10 lat. No i wybrała 10 utworów, które w następujący sposób wiążą się ze Spotkaniami Pod Pretekstem Książki:

1.      "Sex on Fire" Kings of Leon - hymn klubikowy. 2. "Sines" Nathalie & The Loners - nawiązanie do lektury "Jak pokochać centra handlowe" Natalii Fiedorczuk- laureatki "Paszportu Polityki 2016. 3."Falling Slowly" Glen Hansard & Marketa Irglova - wspomnienie wieczoru filmowego z "Once" u Gazeli i koncertu Glena Hansarda w Krakowie. 4. "Grek Zorba" Alexis Zorbas - na pamiątkę omawianego "Greka Zorby" Nikosa Kazantzakisa w 3. rocznicę istnienia klubu. 5. "Julian" Nickel & Rose – 5. rocznica Spotkań Pod Pretekstem i koncert w Lanckoronie amerykańskiego duetu. 6."Moon River" Audrey Hepburn - muzyczna pamiątka po zbiorze opowiadań Trumana Capote'a pt. "Śniadanie u Tiffanny'ego". 7. "Joga" Björk - wspomnienie osadzonej w Islandii akcji książki "Skazana" Hannah Kent oraz dla klubowych wielbicielek jogi i samej Björk. 8." Alive" Pearl Jam - wersja z koncertu w Krakowie 2018 r., zespół, którego utwory towarzyszą nam wciąż i nadal podczas Spotkań i na którego koncerty jeździmy grupowo nawet na drugi koniec Polski, a niektórzy aż za granicę. 9. "Playground Live" Air - ścieżka dźwiękowa do lektury "Przekleństw niewinności"  Jeffrey'a Eugenidesa w 2021 r. 10. "Hard Sun" Eddiego Veddera z płyty do filmu "Into the Wild"/"Wszystko za życie" na podstawie książki pod tym samym tytułem Jona Krakauera  - bo od niej w 2012 roku, "tu, w tym mieście, Wadowicach, wszystko się zaczęło".

     3. Wspaniale prezentował się stół, na którym pojawiły się takie oto smakołyki, nawiązujące do omawianej książki lub do minionych 10 lat spotkań książkowych: Kicia zrobiła sałatkę Głos Dekady à la Cesar, ilustrującą transformację kurczaka w ciągu ostatniego dziesięciolecia – z mięsnych fragmentów do wegetariańskich kawałków. Kicia przyniosła również vegekabanosy – cieniutkie niczym skrzypcowe struny. Również Królowa odniosła się do strun: przygotowała „gniazdka” z makaronu spaghetti ze szpinakiem i zapieczonym serem. Do „gniazdek” Pan Rex zrobił sos czosnkowy. Poldzia przyrządziła warstwową sałatkę wyglądającą jak korona królowej. Upieczone przez Stefę muffinki z borówkami i białą czekoladą zostały zaliczone do kategorii „Wyznaję, że… testuję piekarnik”. Struna przyniosła talerz tapas: plastry hiszpańskiej szynki nawiniętej na kawałki gruszki, zapiekanki, trójkąty tortilli. Mama Królowej upiekła ucierane ciasto maślankowe z kruszonką. Przywołując potrawy pojawiające się u zarania książkowych spotkań, Królowa zrobiła owoce pod kruszonką. Na cześć Pana Rexa w miseczce znalazły się chrupki Reksie. Były też czekoladowe grzybki onegdaj przedstawione towarzystwu przez Poldzię. W kwestii trunków, oprócz wspomnianego już szampana, powiedzieć trzeba o 4 butelkach spożytego wina (dominowały Winnice Zamojskie) – nie była to wprawdzie rekordowa ilość spożytego na klubiku alkoholu, ale zbliżyła się do tej liczby ustanowionej jakieś 8-9 lat temu. Przy okazji wspomniano rodzaje degustowanych w przeszłości napojów wyskokowych i efekty przez nie spowodowane.

      4. A „Wyznaję”? Na pewno jest warte przeczytania, być może nawet dwukrotnie. Ta wielowątkowa, wielowymiarowa książka może być zaczątkiem wielu dyskusji na tematy bardziej i mniej filozoficzne, życiowe, historyczne, moralne. Adrian Ardèvol, główny bohater, wzbudza podziw swoją erudycją, wiedzą, intelektem. Ale czytelnik może też go żałować, bo został okradziony z miłości do Sary, ze skrzypiec, w wieku dziecięcym z możliwości dokonania jakiegokolwiek wyboru, a na końcu książki okazuje się że również z własnej biografii. Adrian sprawia wrażenie zagubionego, bezradnego, oderwanego od zwykłego, codziennego życia, co zmusza do zastanowienia się, czy to było jego cechą wrodzoną, czy może wynikiem braku miłości, niekochania przez rodziców. Bo dla swoich rodziców Adrian był narzędziem do kontynuacji historii Viala – skrzypiec, które w 1764 roku wyszły z rąk Laurentiusa Storioniego Cremonensisa. Dla ojca skrzypce były ważniejsze niż Adrian. Książka Cabré pokazuje jak w życiu, niczym poszczególne nitki w ściennej makatce, ludzkie losy splatają się ze sobą w czasie i przestrzeni. „Wyznaję” zmusza do poszukania w sobie odpowiedzi na ważne pytania.

      5. Rocznicowa atmosfera, wspólna 10-letnia przeszłość nie tylko książkowa otworzyły Uczestniczki bardziej niż zwykle – co i rusz pojawiał się wstęp do wypowiedzi „wyznaję…” lub „confiteor”. W czasie spotkania Struna na głos przeczytała pytania zadane w przypominajce. Odpowiedzi Uczestniczek był głębokie i szczere. Przedstawiano punkty widzenia, dopytywano o szczegóły, wyjaśniano, z szacunkiem słuchano nawzajem swoich wypowiedzi. Pan Pold również został odpytany, jednak udzielając odpowiedzi między jednym kęsem sałatki Korona Królowej a drugim kęsem makaronowych gniazdek z sosem czosnkowym spłycił nieco istotę tematu. Natomiast po spotkaniu Pan Rex się pożalił, że on w ogóle nie został poproszony o podzielenie się swoimi przemyśleniami, a, jak zapewniał, były one głębokie.

      6. Rozmowy jak zwykle dotyczyły najróżniejszych tematów. Dzieci, zdrowie, próby radzenia sobie z zimowym deficytem światła słonecznego (Kicia), walentynki (Pan Pold przeczytał okolicznościowy dowcip), rajtki (zgodnie z obietnicą Królowa opowiedziała o rajtkach na klubiku filmowym u Gazeli), absurdalnie często zmieniające się przepisy (Stefa), dramatyczne losy sąsiedzkie (Struna), pragnienia i plany wyjazdowe urlopowe (wszyscy). Pod koniec spotkania Poldzia starała się wmówić pozostałym, że w ramach jednego z wcześniejszych klubików omawiana była książka „Dzieci Palermo” i nie dała się przekonać, że jej opinia mogła zostać „przetworzona” przez wypity alkohol albo może dyskutowała tę książkę w ramach jakiegoś innego, konkurencyjnego klubiku. W końcu, po uruchomieniu kilku wyszukiwarek internetowych, po zadaniu całego szeregu pytań dodatkowych, okazało się, że „Dzieci Palermo” nie były dotychczas podjęte na żadnym klubiku książkowym, ponieważ nie chodziło o „Dzieci Palermo”, ani o „Dzieci z Palermo”, ani o „Dzieci z Panamy”. Poldzia po prostu przeczytała „Głosy Pamano” Jaume Cabré i wszystko jej się pokićkało.

      7. Kolejnym pretekstem książkowym będzie powieść Marii Rodziewiczówny „Między ustami a brzegiem pucharu”. Spotkanie odbędzie się 11 marca, a obowiązywać będzie kuchnia pucharowa i kuchnia płynna.

      Dziękujemy za te wspaniałe 10 lat! I mamy nadzieję na ciąg dalszy.

Niech Book będzie z Wami!

Carpe diem!

Filum scripsit de „Decem” music.

            Regina me fecit.