sobota, 17 stycznia 2015

"Dom sióstr" Charlotte Link

Protokół po "Domu sióstr" Charlotte Link



Drogie Ladies, Drodzy Herren!

1. W ubiegły piątek pięć sióstr prawdziwych, rzeczywistych (nie było ani jednej jedynaczki) oraz spokrewnionych intelektualnie i duchowo w nastrojach różnorodnych, ale zdecydowanie pozytywnych (zwłaszcza pod koniec spotkania), zebrało się, aby jeść, pić, mówić i słuchać. Czyli to, co zawsze. I jak zawsze było serdecznie, relaksująco, obficie - naprawdę friendly atmosphere.

2. „Dom sióstr” - podobał się. Za sprawą głównej bohaterki, Frances Gray, przypominała nam się omawiana niedawno „Księgę Diny”- i w tej, i w tamtej książce dominującą, bardzo przemawiającą do czytelnika jest postać silnej kobiety, która dzielnie pokonuje przeciwności losu, stawia czoła wyzwaniom, podejmuje trudy. To model kobiety, która, czasem na swoje nieszczęście, jest inteligentna, myśląca, chłonąca świat całą sobą, chcąca się rozwijać, co zmuszą ją niejednokrotnie do podejmowania decyzji i dokonywania wyborów trudnych, bezkompromisowych i niestandardowych. Takie silne bohaterki są godne podziwu, ale generalnie mają w życiu przejebane (excuse le mot, ale niektóre sytuacje wymagają dosadnego określenia).

3. Książka wieczoru zainspirowała uczestniczki spotkania do rozmowy na temat młodości i starzenia się (po raz kolejny wróciłyśmy do jednej z naszych poprzednich klubikowych lektur, do „Portretu Doriana Graya” – na tę okoliczność Struna odświeżyła pamięć zebranych stosownym cytacikiem i wyznała, że podczas Świąt zapoznała się z ekranizacją „Portretu…”). Tę część dyskusji można podsumować stwierdzeniem, że nie rozpaczamy z powodu upływającego czasu, nie pragniemy być za wszelka cenę wiecznie młode i piękne (bo i tak jesteśmy). Potrafimy dostrzec zalety wieku dojrzałego i za Frances Gray możemy powiedzieć, że „wraz z wiekiem rośnie poczucie, że pozostało niewiele czasu. Ale rośnie także determinacja, aby nie robić już tego, czego się naprawdę nie chce”. Czyli luz-blus, chill out, take it easy, don’t worry be happy, lay back. Z powodu nadchodzących bardziej i mniej okrągłych rocznic urodzin poszczególnych uczestniczek rozważano odczucia wiążące się z osiągnięciem określonego wieku. Te nieco starsze dzieliły się swoim doświadczeniem ze tymi młodszymi. Chociaż tak naprawdę to i tak nie ma to żadnego znaczenia- w środku wszystkie mamy 24, no dobra, niech będzie - 26 lat maks.

4. Zwrócono uwagę, że w “Domu sióstr” znalazła się niebanalna definicja staropanieństwa oraz podany został ciekawy powód do niewychodzenia za mąż - zainteresowanych odsyłamy do lektury.


5. Do dawno nie uzupełnianego wokabularzyka wpisujemy użyte w książce wieczoru w różnych odmianach co najmniej ośmiokrotnie słowo „zdeprymowany”. Tytułowy dom często był nazywany domiszczem (nawet program Word podkreśla ten niecodzienny wyraz). Znaleziono również ciekawe sformułowanie: „To były fidrygałki”. Wypłynął wniosek, aby „Dom sióstr” przeczytać w oryginale, gdyż może się okazać, że wymowa i nastrój tej książki są zupełnie inne od tych zawartych w przekładzie polskim.

6. Po raz kolejny podjęto temat zalet i wad czytania książek w formie elektronicznej. Gazela, która przy okazji „Domu sióstr”, po raz pierwszy miała okazję skorzystać z Kindla, była zachwycona. Wyraziła opinię, że gdyby dostała do ręki tę książkę w wersji papierowej, to na pewno nie podjęłaby się przeczytania tych ponad 600 stron. A tak, nie dość, że połknęła „Dom sióstr” na czas, to jeszcze zaczęła czytać następną, zawartą na czytniku lekturę. 


7. Dyskutowano problemy gastryczne nękające uczestniczki w niedalekiej przeszłości, co z kolei skierowało rozmowę na temat sedesów, walorów klap samozamykających się, sposobów korzystania z toalety w miejscach publicznych i we własnych domach, różnych metod oddawania moczu przez mężczyzn i kobiety.
 
8. W trybie charakterystycznym dla interesujących spotkań, rozmowa płynnie przeniosła się na tematy judaistyczne. Struna ma bardzo ciekawe plany rozwojowo-edukacyjne z tym związane i została zobowiązana do podzielenia się zdobytą w swoim czasie wiedzą z pozostałymi uczestniczkami. Temat Żydów polskich był kontynuowany w kontekście lokalnym – przytaczałyśmy zasłyszane czy przeczytane informacje na temat miejsc i sytuacji związanych z Żydami mieszkającymi kiedyś w naszym miasteczku.


9. Mowa też była o księżach, spowiedzi, mszach, wizycie duszpasterskie zwanej kolędą, indywidualnych poszukiwaniach w sferze duchowej. Każda z uczestniczek miała tu coś do powiedzenia, jednak Gazela i Poldzia, choć różniące się w swoich poglądach i praktykach, były ekspertkami w tym zakresie (choć Gazela troszkę bardziej).

10. I znowu bardzo płynnie uczestniczki z tematu Kościoła, poprzez nauki przedmałżeńskie i wychowanie do życia w rodzinie przeszły do spraw związanych z edukacją seksualną, a także relacji między dziadkami, babciami i ciociami a najmłodszym pokoleniem w rodzinie. Różnie to bywa. Ale nasze dzieci bezapelacyjnie są cudowne, mądre, myślące, dobrze rokujące na przyszłość i we love them to bits. Przy okazji omawiania sytuacji rodzinnych Poldzia przyznała się do defraudacji pewnej sumy pieniędzy, którą to sumę jej młodsza progenitura dostała w prezencie z okazji swojej pierwszej komunii świętej. Otóż Poldzia, zabierając dziecku tuż po komunii pieniądze, w niedługim czasie potajemnie wydała je na podróż do Włoch – i to nie z rodziną, ale wraz ze swoimi koleżankami lub/i siostrami. Shame! Shame on you, dear Poldzia!

11. Rozmawiano na temat planów książkowych, wyzwań czytelniczych, lektur z ostatnich tygodni. Królowa wygrzebała z zakamarków swej pamięci znamienne wspomnienia z czasów, kiedy to dziecięciem będąc, pod wpływem znajdującej się tuż pod jej mieszkaniem filii biblioteki publicznej, stworzyła ze swojego skromnego wtedy księgozbioru „Bibljotekę prywatną” (pisownia oryginalna) z pieczęciami, numerami książek i prawdziwymi kartami bibliotecznymi.


12. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć dyskusji na tematy damsko-męskie. Zdano relację z swoich ostatnich doświadczeń w tym zakresie (choć wszystkie uczestniczki chciałyby wreszcie podsumować ten fragment rozmowy innymi słowami, ale niestety, no nie dało się – jeśli chodzi o facetów, to można tylko powiedzieć: żenła!). Wspomniano też ciepło Polannę, która aktualnie zajęta jest troszczeniem się o wizytujące ją hiszpańskie Ciacho, a także Koralinę, której nieobecność w wiadomym kąciku sofy była wyraźnie odczuwalna.
 
13. Gastronomicznie tematem przewodnim był karnawał i wielokolorowość. Rzucała się w oczy feeria barw na stole, przepych i obfitość. Struna przygotowała małe dzieła sztuki: pomidorowo-mozarellowo-oliwkowe bałwanki oraz pomidorkowo-oliwkowe biedroneczki na krakersach (u nas na sucharach Bieszczadzkich). Struna ufundowała także składniki na zielono-żółtą sałatkę owocową, która okazała się potrzebnym zastrzykiem witaminowym w tym zimowym, ponurym czasie. Królowa przygotowała finezyjne kanapeczki, talerz z serami oraz tartę budyniową z jabłkowymi różyczkami obficie posypanymi cukrem pudrem (co kojarzyło się i z karnawałem, i z zamiecią śnieżną odgrywającą niebagatelną rolę w „Domu sióstr”). Błyskawica przyniosła zrobione misternie przez jej mamę, doskonale faworki, zwane też chrustem - oczywiście i one były posypane cukrem pudrem. Poldzia przytachała wieeelki talerz, na którym precyzyjnie ułożone spoczywały małe arcydzieła stworzone przez jej szanownego małżonka – panierowane kawałki szynki w miodzie (i jeszcze jednej tajemniczej substancji, której Poldzia nie zdradziła) przekładane plastrami ananasa. Potrawa ta, o chińskiej proweniencji, urzekła nas swoim oryginalnym smakiem. Oko cieszyły również kolorowe żelki owocowe. Wypito hektolitry herbaty Lady Grey – a jakże by inaczej!
     
14. Uczestniczki spotkania podejrzewają, że małżonek Poldzi, Pan Pold, stosując zasadę „przez żołądek do” ...grona tworzącego Spotkania Pod Pretekstem Książki, chce dostąpić zaszczytu i pojawić się na którymś z naszych kolejnych spotkań (podobno już sobie ostrzy ząbki na dyskusje o „Beksińskich. Portrecie podwójnym”). Zaleca się, aby Pan Pold wystosował podanie z własnym zdjęciem, zawierające prośbę o wyrażenie zgody na jego obecność na spotkaniu książkowym oraz dołączył do niego jako łapówkę coś równie smakowitego, jak owa szynka w miodzie. Podanie jego, w zależności od zdjęcia oraz od przygotowanej i przesłanej za pośrednictwem Poldzi łapówki, zostanie rozpatrzone w ciągu dwóch miesięcy od daty wpływu.

15. Aby uczcić zauważalny w ciągu kilku miesięcy spadek w ilości spożywanego na naszych spotkaniach alkoholu per capita, Gazela przyniosła aż dwie butelki zawierające napoje wyskokowe, które uszczupliły jej poweselną kolekcję (co na to współwłaściciel owej kolekcji, Pan Gazel?). Jedna butelka zawierała płyn o nazwie i smaku blackberry, który doskonale wchodził w przełyk i dalej. Na etykiecie na butelce drobnym drukiem było napisane „Kosher for Passover”, co wspaniale połączyło się z jednym z omawianych tego wieczora tematów. Druga butelka przyniesiona przez Gazelę pozostała w stanie dziewiczym i nienaruszona będzie czekać na otwarcie podczas przyszłego spotkania. A za miesiąc… Będzie się działo! Trzecie urodziny naszego klubiku książkowego! Szampan już się chłodzi!

16. W oczekiwaniu na następne spotkanie, które odbędzie się 20 lutego, uprasza się o przeczytanie „Greka Zorby”. Kuchnia – wiadomo jaka. Ouzo już jest.

No to see you soon,

always yours,

the notetaker,

która pisząc niniejszy protokół, dojadała resztki wczorajszej uczty i dopijała pozostałości w różnych butelkach, co sprawiło, że jest obecnie nieco tipsy.

PS. Królowa prosi o rozsądek i wstrzemięźliwość (wiecie, o czym mowa!) w czasie kolejnego spotkania i przypomina, że fakt, iż udostępnia klubikowi książkowemu na obrady lokal, nie czyni z niej osoby w żaden sposób uprzywilejowanej, gdyż wszystkie uczestniczki spotkań są równorzędnymi gospodyniami tychże spotkań.


 

wtorek, 13 stycznia 2015

Przypominajka przed "Domem sióstr" Charlotte Link

Siostry w czytaniu!
W najbliższy piątek w nastrojach karnawałowych, kolorowych, radosnych i wcale nie śnieżno-zadymkowych spotykamy się, aby nacieszyć się własnym towarzystwem, aby rozmawiać (m.in. o książce Charlotte Link), aby dzielić się ze sobą czasem, myślami, ciszą i emocjami.
Można przynieść płyty z muzyką taneczną- jak karnawał, to karnawał!
Lokal otwarty już od mniej więcej godziny 16.00.
See you!

niedziela, 21 grudnia 2014

"Wielkie nadzieje" Charles Dickens

Wielkie nadzieje - Charles DickensProtokół po "Wielkich nadziejach" Karola Dickensa



Good evening, Ladies and Gentlemen!

W trzeci piątek miesiąca spowite w grudniowy mrok zebrały się różne Miss, Mrs oraz Ms, aby nacieszyć się swoim towarzystwem oraz podyskutować o “Wielkich nadziejach” Dickensa.

1. „Great expectations” – tak jest po angielsku. Polskie tłumaczenie tytułu, „Wielkie nadzieje”, jest nieco nieprecyzyjne i chyba bardziej pasuje tutaj ten drugi, rzadziej spotykany w obiegu, czyli „Wielkie oczekiwania”. Książka bardzo nam się podobała. Spodziewałyśmy się trudnej do przełknięcia kobyły, niestrawnego języka czy treści nie trafiającej w nasze gusta literackie. A tu surprise! Dickens pisze z dużym poczuciem humoru, z sarkazmem kreśli sylwetki poszczególnych postaci, wykazuje się niebywałą wrażliwością na los dziecka krzywdzonego. Dużo rozmawiałyśmy o dojrzewaniu głównego bohatera, Pipa, o jego samoświadomości, o różnorodnych emocjach, które nim targały. Analizowałyśmy też inne, wielce interesujące osoby występujące w książce: wychowywaną na „zimną sukę” Estellę, Miss Havisham, której tragedia miłosna doprowadziła ją do ewidentnej choroby psychicznej (w książce jest więcej zwariowanych kobiet: siostra Pipa czy rodząca kolejne dzieci pani Pocket), wyrozumiałą Biddy, prostego i szczerego szwagra Pipa, Joego, prowadzącego podwójne życie Wemmicka czy zdradzającego objawy zaburzeń kompulsywno-obsesyjnych Jaggersa. „Wielkie nadzieje” są na tyle dobre, że skutecznie zachęcają do sięgnięcia po inne powieści Dickensa, co niniejszym zamierzamy uczynić, jednak już we własnym zakresie.

2. Discussions. Na fali analizy charakterologicznej bohaterów książki-pretekstu poddałyśmy również pod dyskusję cechy osobowościowe różnych postaci współczesnych z kręgów bliższych i dalszych, znajomych, lokalnych celebrytów i lanserów.

3. Ho, ho, ho! Święta za pasem, muzyka z dzwoneczkami, gorączka, szaleństwo w sklepach, dodatkowe działania, jęzor wywieszony, głowa pełna spraw do załatwienia, rzeczy do zrobienia. Na szczęście przy naszym stoliczku jest czas na złapanie oddechu, na ciszę, na rozmowy bez pośpiechu, na refleksje, na śmiech. To lubimy. To nam dodaje sił. To nam pozwala przetrwać wiele trudnych momentów. A propos X-mas Koralina staje się ekspertką w sprawach home decorations - w jej głowie już od jakiegoś czasu rodzą się różne pomysły na bożonarodzeniową aranżację przestrzeni pod antresolą w lokalu naszym klubikowym. However, ze względu na ograniczenia finansowe, brak na podorędziu żywych zwierząt innych niż pies oraz nieobecność odpowiedniego kandydata do roli Józefa z przykrością informujemy, że wizje Koraliny, roztaczane z takim rozmachem, w tym roku nie zostaną zrealizowane.

4. Health. Królowa zaniemogła w sposób przewlekły. Lista jej kontuzjowanych części ciała jest długa, a informacje, które usłyszała od rehabilitanta i po raz kolejny zrelacjonowała uczestniczkom spotkania, były mrożące krew w żyłach. Ale będzie żyć i będzie nadal biegać, zatem zasadnym wydaje się znalezienie odpowiedzi na pytanie, gdzie zawiśnie specjalna gablota na jej rosnącą kolekcję trofeów sportowych.

5. Polish. Podano kilka kazusów, które poruszyły do głębi nasze czułe na poprawność językową wnętrza. Włos się na głowie jeży w sytuacjach, gdy nasi zwierzchnicy, współpracownicy czy znajomi roszczą sobie prawo do bycia językoznawcami i wyroczniami polonistycznymi, robiąc jednocześnie kosmiczne błędy. W odróżnieniu od nich my jesteśmy świadome, że nie znamy wszystkich zasad poprawnej polszczyzny, dlatego też często sięgamy do słowników. Jesteśmy Polkami i podejmowanie starań, aby mówić i pisać poprawnie po polsku, jest wyrazem naszego patriotyzmu. Poza tym pisanie bez błędów choćby SMS-ów jest formą szacunku wobec drugiej osoby. (To był punkt w ramach kącika dydaktyczno-moralizatorskiego).

6. Food. Zainspirowane kolorem sukni Estelli na okładce książki uczestniczki spotkania przygotowały oraz spożyły czarne jedzenie: czarne żelki Frugo, czarne oliwki, ciasto murzynek, makowiec, barwione sepią czarne pierożki tortellini z nadzieniem łososiowym (Strunie i Koralinie nie przypadły do gustu), sopa negra, czyli czarna polewka po kostarykańsku, czarna, gorzka czekolada oraz czarny makaron tagiatelle, który Struna podała z sosem pomidorowo-tuńczykowo-czarnooliwkowym. Jedynym elementem przełamującym kolorystyczną monotonię produktów spożywczych na stole były, wprowadzające akcent świąteczny, mandarynki i precelki, zaspakajające potrzeby podniebienia słono- i pikantnolubnej Koraliny.

7. Drinks. Jola (znana też jako Błyskawica) po raz pierwszy skosztowała cydru - smakował jej. Struna przodowała w ilości spożytego alkoholu - w jednym kieliszku miała cydr, w drugim KaDARKę (zbieżność z motywem przewodnim kulinarnym nie jest przypadkowa). Ponadto wypito dzbanek czarnej kawy zbożowej Anatol i aż cztery czajniczki czarnej herbaty Earl Grey.

8. Books. Przygotowano wstępną listę książkowych pretekstów na najbliższe 12 miesięcy. Wygląda na to, że:
-w styczniu porozmawiamy o „Domie sióstr” Charlotte Link,
-na lutowe spotkanie czytamy „Greka Zorbę” Nikosa Kazantzakisa (bo kuchni greckiej jeszcze u nas na spotkaniu nie było),
-na przednówku, w chwilach, kiedy będziemy już wycieńczone przedłużającą się zimą, zaaplikujemy sobie „Radość życia” Emila Zoli,
-w kwietniu będzie „Modlitwa za Owena” Johna Irwinga (święta Wielkanocne wypadają w tym roku w kwietniu właśnie),
-w maju pełno jest w przyrodzie pachnącego kwiecia, zatem decyzja o wspólnym czytaniu „Pachnidła” Patricka Suskinda jest jak najbardziej uzasadniona,
-Sandor Marai i jego „Żar” na czerwiec to wybór chyba zrozumiały dla wszystkich,
-w lipcu przeczytamy którąś z książek mistrzyni reportażu Małgorzaty Szejnert,
-sierpień poświęcimy Ernestowi Hemingwayowi – prawdopodobnie porozmawiamy o książce „Komu bije dzwon”, choć brany pod uwagę jest również „Stary człowiek i morze”,
-wrzesień idealnie nadaje się do tego, żeby dyskutować o „Beksińskich. Portrecie podwójnym” Magdaleny Grzebałkowiskiej,
-w październiku robi się słotno i mrocznie, więc poczytamy „Zmory” Emila Zegadłowicza,
-w listopadzie jest jeszcze mroczniej, jeszcze paskudniej, jeszcze bardziej dołująco, więc pretekstem do spotkania będzie „Frankenstein” Mary Shelley,
-a z okazji przypadającego 4 grudnia Dnia Górnika, czyli Barbórki, bierzemy na warsztat książkę Kazimierza Kutza „Piąta strona świata”.
Oczywiście w razie potrzeby, ochoty czy konieczności zmienimy to i owo, ale to wyjdzie w praniu.

Kolejne nasze spotkanie odbędzie się 16 stycznia, a kulinarnie idziemy w karnawał, kolor i potrawowy kicz.

See you in 2015, a tymczasem merry Christmas!
Love,
always yours
notetaker

  



wtorek, 16 grudnia 2014

Przypominajka przed "Wielkimi nadziejami" Charlesa Dickensa

Mam nadzieję, że pamiętacie o kolejnym spotkaniu pod pretekstem książki - piątek ok. 16.30.
Mam nadzieję, że "Great Expectations" przeczytane.
Mam nadzieję, że przedświąteczna gorączka Was jeszcze nie ogarnęła.
Mam wielką nadzieję, że spotkamy się w komplecie i że jak zwykle spędzimy razem miły wieczór.
See you on Friday.
k.

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Sońka" Ignacy Karpowicz


Protokół po "Sońce" Ignacego Karpowicza

1. „Sońkę” dobrze się czyta w listopadzie. Bo opowieść o Sońce jest smutna. Ładnie napisana. I choć takich Soniek jest pewnie w historii Polski więcej, to ta opowiedziana przez Karpowicza jest na swój sposób wyjątkowa: trochę bajkowa, zapętlona w czasie i przestrzeni, uwięziona mieczy życiem i śmiercią. Ciekawy w książce był motyw przenikania się losów Sońki i Ignacego/Igora – ich wzajemne młodnienie i starzenie się. Nieco dekoncentrujący i troszkę psujący całość był wątek żydowski w samej końcówce – nie do końca potrafiłyśmy zrozumieć, czemu miał służyć. Dość szczegółowo omówiona została urojona, wyobrażona miłość Sońki do Niemca Joachima. Polanna zgłosili wniosek, aby w najbliższym czasie, w związku z obecną porą roku, nie czytać już książek smutnych i dołujących.  

2. Skoro już wywołali Polannę do tablicy, to trza odnotować, że Polanna wrócili ze swoich zagranicznych wojaży zrelaksowana, wypoczęta, wręcz troszku rozleniwiona. W swej świadomości nadal Polanna przebywają w ciepłym klimacie śródziemnomorskim, na błyszczącej w słońcu plaży. Polanna przejawiali również pewne objawy rozwydrzenia – nie udzielając się dotychczas zbytnio w sferze przygotowywania potraw na spotkania, zachciewajkowo dyktowała motywy przewodnie kulinarne obecne na kolejnych posiedzeniach naszego klubiku. Kaprysy jej nie zostaną spełnione, jednak dostarczone przez nią śliweczki w alkoholu znów chętne spożyjemy.  

3. Wbrew powszechnie panującej w pewnych środowiskach opinii, że podczas naszych spotkań my tylko jemy i pijemy  i ewentualnie od czasu do czasu coś tam o jakiejś książce powiemy, obwieszcza się wszem i wobec, że my na spotkaniach książkowych rozmawiamy bardzo dużo o bardzo wielu różnych książkach. A ponieważ jest sprawą oczywistą, że nic tak nie umila rozmów o literaturze jak dobre wino i wyszukane, współgrające z lekturą potrawy wprawiające nasze podniebienia w smakowy orgazm, no to trudno- musimy jeść i pić. Zbliżające się spotkanie z autorem książki „Przyjdzie Mordor i nas zje” stało się pretekstem do rozmów o paru polskich pisarzach współczesnych, nowościach wydawniczych, a także elektronicznych czytnikach książek – dzielono się wrażeniami z obcowania z e-bookami.
  
4. Ponieważ nie na książkach świat się kończy, dyskutowano również o muzyce na żywo (Struna chodzą na koncerty takich niszowych zespołów, że to aż zastanawia, skąd ona o nich wie) i z płyt (w trakcie obrad dźwiękowo towarzyszyli nam m.in. Kapela ze Wsi Warszawa oraz podlaska Nathalie and The Loners).

5. Jedna z uczestniczek spotkania, znana do tej pory jako Monika z Bewerlyhils, zostali przechrzczeni i od tej pory będą tu występowali jako Poldzia. Wrócono też wspomnieniami do zarania działalności blogerskiej uczestniczek spotkań i genezy stworzonego na jej potrzeby pseudonimu Struny. „Sońka” stała się okazją do wygrzebania ze swoich rodzinnych historii elementów wschodnich: Polanna z rozrzewnieniem wspominali potrawy z dzieciństwa spędzonego w Jarosławiu, Struna zabrzmieli nutą spod Grodna, Królowa opowiedzieli anegdotkę o pradziadku spode Lwowa.

6. Królowa upraszają, żeby zaprzestać wynoszenia z lokalu na swej odzieży drogocennej sierści bookclub doga Grudzi, gdyż, zainspirowana opowieścią en’ca minne w czasie jej wizytacji w sierpniu, postanowili zrobić długi, miękki szal z psiej sierści w kolorze rudym podpalanym –na zimę będzie jak znalazł.

7. Zwyczajowo poruszono tematy towarzyskie: międzypłciowe, międzypartyjne (pokłosie ostatnich wyborów samorządowych) oraz lokalne celebryckie (będące w ścisłym związku ze zmieniającą się sceną polityczną w naszym grajdołku). Przy okazji Królowa użalali się nad sobą z powodu obecnie niezmiernie ograniczającej jej życie towarzyskie opryszczki, która oszpeca ją znacznie w obszarze ust, uniemożliwia całowanie oraz jest objawem jej chwilowego (oby) spadku odporności i formy.

8. Jedli: pierekaczewnik na słodko z serem białym (Poldzia), bigos według receptury grodzieńskiej z bułką orkiszową (Struna przy okazji wyjaśnili, że podczas wojny, gdy brakowało pszenicy i żyta, jedzono orkisz właśnie), podlaską zapiekankę z kaszy gryczanej z twarogiem i pieczone ziemniaki z farszem (Królowa). W nawiązaniu do obecnego w ostatnim rozdziale „Sońki” elementu żydowskiego spałaszowali gwiazdę drożdżową z nutellą.
Jedli i pili: śliwki w nalewce i nalewkę ze śliwkami.
Pili: wino gruzińskie oraz wino nie gruzińskie. Wynik spożycia rozczarowywująco słaby, jednakże przyczyną tego faktu jest to, że, choć wydawać się to może niewiarygodne, Królowa nie spożyli ani kropelki alkoholu przez cały wieczór.

9. Następne spotkanie odbędzie się 19 grudnia i poświęcone zostanie „Wielkim nadziejom” Dickensa. Motyw przewodni kulinarny: czerń. Z racji tego być może pojawi się na stole czarna polewka, jednak nie będziemy zwracać uwagi na jej ukryty przekaz. A na styczeń szykujemy „Dom sióstr” Charlotte Link.

Boh z wami.
k.


środa, 19 listopada 2014

Przypominajka przed "Sońką" Ignacego Karpowicza



"Sońkę" przeczytali? Zdanie na jej temat sobie wyrobili? Nastawieni są na spędzenie kilku godzin w małej wspólnocie czytających kobiet?
No to przyjdą na spotkanie w sobotę. Tak kole pół po czwartej.
Z Bookiem.
k.

wtorek, 14 października 2014

"Księga Diny" Herbjørg Wassmo



   Protokół po "Księdze Diny" Herbjørg Wassmo

A jesień była piękna tego roku….
Ciepło, gorąco nawet. Kolorowe liście klonu w roli obrusa, winobluszcz i liście sumaka jako sezonowa dekoracja wnętrza. Krwawy Księżyc.
W tych okolicznościach przyrody sześcioosobowa drużyna plus pies dyskutowała długo w noc.

1. Pretekstem do spotkania była „Księga Diny” Herbjørg Wassmo. Gruba książka, ale, jak zgodnie stwierdziłyśmy, bardzo wciągająca, dobrze napisana. Wassmo bardzo obrazowo, „zmysłowo” opowiedziała historię tajemniczej, dziwnej, niezależnej i ekscentrycznej Diny. Diny, która zabijała tych, których kochała.
Dużo rozmawiałyśmy o Dinie, jaką była kobietą, co miało wpływ na jej zachowanie, czy nie cierpiała na chorobę psychiczna, czy nie była w jakiś sposób niepełnosprawna, czy wykorzystywała, czy była wykorzystywana. Zastanawiałyśmy się, kto tak naprawdę był ojcem jej syna Beniamina. Analizowałyśmy ciekawą relację istniejącą miedzy Diną a jej teściową. Grupowo zakochałyśmy się w Tomaszu. Koralina dokonała porównania zakończenia książki i filmu nakręconego na jej podstawie. „Księgę Diny” polecamy, choć jednym zapadnie ona w pamięć bardziej i na dłużej, a u innych nie pozostawi znaczących śladów.

2. W naszym gronie powitałyśmy Jolę, która równocześnie przynależy do sekcji biegaczej wyodrębnionej w naszym książkowym klubiku. Po raz kolejny w nasze skromne progi zawitała wciąż pachnąca bieszczadzkim wiatrem Karolina PL.

3. Po spotkaniu poziom kwasu omega 3 w naszych organizmach przekroczył poziom normy o 600%. To za sprawą przygotowanych przez nas norweskich przysmaków z rybą w roli głównej. Struna zaserwowała tartę z makrelą wędzoną i pieczarkami. Koralina poczęstowała wszystkich wykwintnymi, perfekcyjnie (wiadomo!) wykonanymi roladkami: łosoś z serkiem i dużą ilością czosnku (wiadomo!) zawinięte w ciasto szpinakowe. W poręcznych aluminiowych pakuneczkach Jola przyniosła dorsza zapiekanego z warzywami. Monika BH wywołała zbiorowy opad szczęki u pozostałych uczestniczek swoją rybą w rybie, czyli łososiem ukrytym w rybie uformowanej z wielką dbałością o szczegóły z ciasta drożdżowego. Królowa była autorką krokiecików rybno-ziemniaczanych z sosem koperkowym, tartinek ze szprotkami na pieczywie chrupkim oraz bułeczek skoleboller z budyniem i kokosem. Nie mogło zabraknąć również naszego ulubionego sera karmelowego Brunost, który dotarł do nas prosto z Norwegii (to bardzo ujmujące, że mamy swoich wielbicieli dbających o to, żeby w naszej lodówce zawsze był kawałek Brunosta).

4. Uszy pieściły dźwięki muzyki skandynawskiej- czasami mrocznej i dołującej, czasami zabarwionej bitami perkusji elektrycznej.

5. Próbowano przy pomocy Internetu połączyć się wizualnie z Polanną, która obecnie wygrzewa swoje piękne ciałko na ciepłych hiszpańskich plażach. Niestety, na Skype coś poszło nie tak, więc nastąpiła jedynie wymiana pozdrowień i serdeczności drogą pisemną przez Fejsa.
       
6. Podczas spotkania dość uaktywniła się frakcja psiar –prym wiodła Monika BH opowiadająca historię życia swojego rodzinnego teriera. Temat mundurków szkolnych również wzbudził wiele emocji –obecne w naszym gronie matki i nauczycielki szczegółowo analizowały zasadność ubierania dziatwy szkolnej w jednakowe stroje.

7. Ciągle stosunkowo nowa antresola uruchomiła naszą wyobraźnię i sprowokowała nas do wykorzystania jej (antresoli, nie wyobraźni) podczas zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Postanowiono, że dolna część antresoli zostanie zaadaptowana na szopkę, w której ustawione zostaną figurki naturalnej wielkości. Bookclub dog Gruda będzie pełniła rolę owieczki. Casting na odtwórcę Józefa trwa. Przestrzeń pod antresolą w sezonie poświątecznym będzie wykorzystana do zainstalowania w niej wygodnego hamaka.

8. W ostatniej części spotkania dokonano przeglądu ofert kawalerów i facetów z odzysku, którzy reklamują się w sieci jako chłopcy do wzięcia. Uczestniczki spotkania ustaliły, że oferenci mogą człowieka zdołować maksymalnie swoim brakiem autorefleksji w zakresie wizerunku własnego, swoim lenistwem, wycofaniem, rozdźwiękiem między deklaracjami a czynami oraz ogólną ciapowatością czy wręcz dupowatością i zeschizowaniem. Generalnie: załamka.

9. Następne spotkanie będzie w piątek 21 listopada. Przyjrzymy się „Sońce” Ignacego Karpowicza. W międzyczasie zaczynamy czytać „Wielkie nadzieje” Dickensa, bo to gruba książka, a mamy ją zaplanowaną do dyskusji na grudzień. Osoby planujące uczestnictwo w spotkaniu listopadowym są proszone o kontakt z protokolantką celem dogrania kwestii kulinarnych. Biorąc pod uwagę czas akcji „Sońki” wstępnie  ustalamy, że będzie to „biedna kuchnia” polska.

Życząc miłej i radosnej jesieni słowa podziękowania za kolejne cudowne spotkanie kieruje do Was
k.