poniedziałek, 10 lutego 2025

"Sydonia. Słowo się rzekło" Elżbiety Cherezińskiej


 Protokół po "Sydonii. Słowo się rzekło" Elżbiety Cherezińskiej

TRZYNAŚCIE LAT!!!

Grono czytających, samodzielnie myślących i lubiących się kobiet spotyka się, by podzielić się wrażeniami z lektury wybranej wcześniej książki, a przy okazji omówić wszelkie inne ważne dla nich tematy i zjeść coś pysznego, kulinarnie nawiązującego do książki wieczoru – oto recepta na trzynaście lat comiesięcznych spotkań pod pretekstem! To sprawdzony przepis na następne co najmniej 13 lat takich spotkań!

Jubileusz klubikowy jak zwykle powiązany został z kolejnymi urodzinami Królowej, która z roku na rok z coraz większym wzruszeniem przyjmuje życzenia, kwiaty, prezenty. W ramach rewanżu przygotowała dla uczestniczek quiz na 13-lecie klubiku. Mały Lord miał za zadanie podliczać przyznane za poprawne odpowiedzi punkty, ale Ciocia Stefa i Ciocia Kicia mu się myliły, punktacja pomieszała, łzy rozpaczy popłynęły po policzkach, więc finalnie największą ilość punktów otrzymał Mały Lord (za udział), a następnie ex aequo Struna, Stefa i Kicia (za poprawne odpowiedzi). Struna była na nieco uprzywilejowanej pozycji, ponieważ, jako współtwórczyni spotkań książkowych, uczestniczy w nich od samego początku, jednak i dla niej niektóre pytania okazały się wyzwaniem dla pamięci. Dla chcących sprawdzić swoje siły w zakresie wiedzy o trzynastu latach Spotkań Pod Pretekstem Książki na końcu niniejszego protokołu zamieszczono rzeczony quiz.

Lutowy pretekst literacki okazał się bardzo interesujący. Tytułowa Sydonia to postać historyczna, ale i dzisiaj mogłaby być postrzegana jako kobieta wyzwolona czy nawet wojująca feministka. Opowieść o Sydonii jest misternie utkana z udokumentowanych faktów, jednak Uczestniczki miały wątpliwość, czy można ją nazwać powieścią historyczną – na przeszkodzie stoi język współczesny, który w usta bohaterów książki włożyła jej autorka. Język zbyt współczesny jak na realia sprzed pięciuset lat to prawdopodobnie zabieg pisarski mający na celu ułatwienie dzisiejszym czytelnikom lektury. Struna podjęła rozważania, czy oprócz współczesnego języka, którym posługują się bohaterowie, Sydonia nie została obdarzona przez Cherezińską również współczesnym myśleniem, językiem myślenia. Tak czy inaczej, „Sydonię” dobrze się czyta, lektura wciąga (brawo za romansowy twist) i zachęca, przy okazji wyprawy do Szczecina, do obejrzenia oryginałów listów kreślonych ręką Sydonii von Bork.

Sydonia była od samego początku podejrzana: ruda, garbata, potrafiła czytać, pisać i odważnie wyrażać swoje samodzielne opinie, dobrze sobie w życiu sama radziła, interesowała się roślinami, brała częste kąpiele, lgnęły do niej psy, koty i inny zwierz. To wystarczyło, żeby kobiety i mężczyźni, których Sydonia się nie bała, traktowali ją jako zagrożenie dla swojej stanowisk i władzy i w efekcie oskarżyli o czary.

Spotkanie miało miejsce w nowym pomieszczeniu lokalu klubikowego, które nawiązywało do lasu. Mając przed oczami drzewa, dziwne kamienie, mech i paprocie, Uczestniczki prawie szeptem rozmawiały o nadal żywych przesądach, zabobonach czy niewytłumaczalnych rytuałach obecnych w codziennym życiu. Struna, wbrew swoim zwyczajom, bała się zapisać w literackim kajeciku niektóre fragmenty z „Sydonii”. Stefa zdradziła tajemny przepis swojej babci na roztwór pomagający na bóle głowy i inne dolegliwości oraz na zachowanie pięknej i młodej cery do późnych lat życia. Wspomniano znaczenie przywiązywania czerwonej tasiemki do dziecięcego wózka czy nawet na rączce tegoż dziecka. Przy okazji omawiania studniówkowych poczynań Struniątka przywołany został przesąd zabraniający ścinania włosów przed maturą. Prawie wszystkie Uczestniczki zdobiła współczesna kryza, czyli swetr z golfem, choć nie miały zamiaru ukrywać żadnych niedoskonałości swoich pleców, ponieważ takich nie posiadają.

Przy zmierzchowych dźwiękach The Twilight Singers rozmawiano o feminizmie, o byciu kobietą, o stereotypach dotyczących feministek, o wolności człowieczej i kobiecej i sposobach na jej realizację, o modelach szczęścia i byciu szczęśliwym wbrew przyjętym modelom. Ważną częścią dyskusji były rozważania o upływającym, a właściwie kurczącym się czasie i o trudnościach z akceptacją faktu, że wielu rzeczy już się nie zdąży zrobić, choćby się na głowie stawało.

Kuchnia magiczna, zaczarowana, czarodziejska reprezentowana była przede wszystkim przez urzekająco udekorowany tort jubileuszowy „Czarownica z Czarnego Lasu”. Towarzyszył mu dużo skromniejszy pieczony w kąpieli wodnej (Sydoni by się to spodobało) torcik serowy z „13” z cukrowych pereł. Kicia niedospana (ząbkowanie) pojawiła się z ciastem orzechowo-miodowym. Pomysłowa kulinarnie Stefa przyniosła ciasteczka kokosowe do złudzenia przypominające kryzy, a także własnoręcznie zrobione sakiewki (Sydonia nosiła w niej swoje pieniądze) naleśnikowe z niespodzianką jarzynową. Z okazji jubileuszu klubiku książkowego Mały Lord stworzył recepturę na sałatkę „jamnik”, a następnie samodzielnie ją przygotował ściśle według swojego przepisu (sałatka wyszła zaskakująco smaczna). Struna ugotowała polewkę z kaszą i grzybami, znakomicie współgrającą z wdrobionym weń chlebem słowiańskim. Królowa zrobiła sałatkę z ogórków kiszonych i kaparów z koperkiem oraz burbery (buraczkowe burgery), które zostały podane z sosikami będącymi „specjalnością zakładu” Pana Rexa. Do spożycia tych wszystkich potraw użyto serwisu rodowego Królowej – wyjątkowe okazje wymagają wyjątkowej oprawy. Domowym czerwonym winem winogronowym z piwniczki gospodarzy oraz różaną herbatą Earl Grey wzniesiono toast za dalsze lata spotkań książkowych. W tle muzycznym pojawił się również klubikowy hymn, czyli utwór „Sex on fire” formacji Kings of Leon.

Pretekstem do spotkania 7. marca będą „Przepiórki w płatkach róży” Laury Esquivel, a kulinarną inspiracją będzie Meksyk.

Z ukłonami, powinszowaniami i podziękowaniami,

k.

QUIZ NA TRZYNASTOLECIE!

/odpowiedzi het, het, na samym końcu/

1.      Od której książki wszystko się zaczęło – pretekst „0”?

2.      Do której książki serwowana była kuchnia portugalska?

3.      Która książka była setnym pretekstem?

4.      Która książka, jako pretekst równoległy, towarzyszyła „Białowieży szeptem”?

5.      Przy której książce jedzono potrawy fryzjerskie?

6.      Która książka przyszła natychmiast do głowy uczestniczkom w 2020 roku tuż po wybuchu pandemii?

7.      Wymień co najmniej 5 książek-cegieł (powyżej 600 stron) omawianych na klubiku.

8.      Od której książki dołączyła Stefa?

9.      Kiedy na talerzach pojawiły się potrawy cygańskie?

10.    Które trzy książkowe preteksty napisane były przez lokalnych pisarzy?

11.     Od ilu lat spotkania odbywają się w obecnym lokalu klubikowym?

12.    Jaka kuchnia towarzyszyła książce „1984” Orwella?

13.    Przy której książce pojawiły się peniptysie wykonane przez Poldzię?

14.    Która książka była raportem o współczesnych kobietach w Japonii?

15.    Wymień min. 3 książki, które były zabawne w opinii co najmniej 70% uczestniczek?

16.    Jaka kuchnia towarzyszyła książce „Żar”?

17.    Które trzy pisarki i dwóch pisarzy pojawili się na klubiku dwukrotnie?

18.    Które trzy książki Olgi Tokarczuk były pretekstem spotkania?

19.    W której książce wystąpił dzielny pies Trzyłapek?

20.    Jakie jest motto klubikowe?











 

QUIZ NA TRZYNASTOLECIE - ODPOWIEDZI

1.      ”Wszystko za życie”

2.      „Miasto ślepców”

3.      „Emancypantki”

4.      „Simona”

5.      „Ten się śmieje, kto ma zęby”

6.      „Miasto ślepców”

7.      „Zły”, „Łabędzie”, „Chłopi”, „Księgi Jakubowe”, Shantaram”, „Dzieci Północy”, „Czarodziejska góra”, „Noce i dnie”, „Powrót do Missing”, „Filary Ziemi”

8.      „Lalki w ogniu”

9.      „Ja nie jestem Miriam”

10.    „Zmory”, „Motory”, „Najmłodszy”

11.     9

12.    Kuchnia na „O”

13.    „Zapiski starego świntucha”

14.    „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”

15.    „Awaria małżeńska”, „Były sobie świnki trzy”, „Ostatnia artystokratka”, „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)”, „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z kartoflanych Obierek”

16.    Węgierska

17.    Joanna Bator „Ciemno, prawie noc” / „Purezento”, Magdalena Grzebałkowska ”Beksińscy” / „Jak się starzeć bez godności”, Elizabeth Gaskell „Panie z Cranford” / „Północ i Południe”, Emil Zegadłowicz „Zmory” / „Motory”, Jacek Hugo-Bader „Dzienniki kołymskie” / „Szamańska choroba”

18.    „Opowieści bizarne”, „Ostatnie historie”, „Księgi Jakubowe”

19.    „Smażone zielone pomidory”

20.    CARPE DIEM!

wtorek, 4 lutego 2025

Przypominajka przed "Sydonią. Słowo się rzekło" Elżbiety Cherezińskiej

 Z dworskim ukłonem serdecznie zapraszamy na lutowe spotkanie, które będzie wyjątkowe, magiczne, czarodziejsko zdumiewające, ponieważ oprócz dyskutowania na temat „Sydonii”, świętować będziemy trzynastą rocznicę powołania do życia tego jedynego w swoim rodzaju prywatnego klubiku książkowego. Widzimy się w piątek!

sobota, 25 stycznia 2025

"Zły" Leopolda Tyrmanda

 

Protokół po "Złym" Leopolda Tyrmanda

STO PIĘĆDZIESIĄT pretekstów książkowych!

A nawet więcej, no niektóre spotkania były poświęcone dwóm tytułom. Ten sto pięćdziesiąty to „Zły”, który okazał się bardzo dobrym pretekstem do spotkania.

1. I znowu grubaśna książka, w niektórych kręgach kultowa, ale wzbudzająca obawy: Uczestniczki podchodziły do niej jak do jeża. A „Zły” jest świetny! Zaskakuje, oczarowuje, zachwyca. „Zły” się w ogóle nie zestarzał, choć został napisany ponad 70 lat temu! „Zły” pobudza apetyt na inne książki Tyrmanda. Nikt wcześniej w Polsce nie napisał takiej książki: w środku propagandy opiewającej przodowników pracy, doskonałość ustroju i 200% normy, nagle pojawia się „Zły” – o bandytach, chuliganach, szemranych interesach, bijatykach, złodziejach, przestępstwach, działaniach na szkodę rosnącego w siłę PRL-u. Tyrmand zadedykował tę powieść Warszawie, swojemu rodzinnemu miastu. I tak naprawdę Warszawa jest główną bohaterką „Złego” – ze swoimi kamienicami, bramami, ulicami, straganami, targowiskami. Warszawa, która podnosi się z gruzów po wojnie, która musi odnaleźć swoją moralność i etykę zagubione, wywrócone do góry nogami podczas wojny. Uczestniczki zwróciły szczególną uwagę na fragment „Złego” mówiący o warszawiakach podnoszących to miasto z gruzów i ruin, którzy „powołali do życia, tchnąwszy w jej ceglane ciało własny oddech”. I Warszawa się odrodziła jak feniks z popiołów.

2. Przed spotkaniem Struna zagłębiła zagadnienie gwary warszawskiej, warszawskiego słownictwa, które rozeszło się po całej Polsce i jest czasami używane i dziś (cwaniak, gablota, miglanc, makówka, szmelc, taryfa, nygus). Królowa obejrzała wcześniej kilka filmików na YT o Tyrmandzie i o tym, jak we współczesnej Warszawie pielęgnuje się pamięć o pisarzu i „Złym”. Stefa wróciła pamięcią do obejrzanego kiedyś filmu nakręconego na podstawie Tyrmanda „Filip”. Królowa opowiedziała historię o pewnej znajomej rodzinie z Warszawy, ze Szmulek, której przodkowie w latach tuż powojennych jako prywatna inicjatywa zajmowali się produkowaniem drobnych przedmiotów z plastiku – skojarzenie ze Spółdzielnią Pracy „Woreczek” Filipa Merynosa, produkującą plastikowe kosmetyczki, samo się nasuwało.

3. Na początku styczniowego klubiku książkowego odczytano kartkę świąteczną w kopercie z hiszpańskim znaczkiem, czyli życzenia od Polanny. Przeczytano również mesendżerowe pozdrowienia od Kici i zachwycano się przesłanym przez nią zdjęciem, na którym Kiciątko czyta z mamusią książeczkę o bardzo głodnej gąsienicy. Struna opowiedziała o przygotowaniach swojego Struniątka do studniówki (do studniówki? kiedy to dziecko tak urosło???). Rozmawiano o Świętach, Sylwestrze, wyjazdach zimowych i planach na ferie. Królowa podzieliła się swoimi spostrzeżeniami po lekturze „Małej empirii” Katarzyny Sobczuk, co zapoczątkowało dyskusję nawet nie tyle o starości, ile o starzeniu się.

4. Przez cały wieczór uszy pieszczone były przez dźwięki i słowa z Warszawą związane, z płyt „Pamiętajmy o Osieckiej” i „Młynarski-Masecki Jazz Band”.  Z telefonu Stefa puściła jeden z utworów „Projektu Warszawiak”, arcyciekawego melanżu tradycyjnych stołecznych piosenek ulicznych z najnowszymi trendami muzycznymi.

5. Kuchnię warszawską reprezentowały: śledzik po warszawsku zakąszany słodką bułką (tą bułką do śledzia Struna zaproponowała małą kulinarną wycieczkę do Skandynawii) i ciasto „wuzetka” zamówione specjalnie na tę okazję przez Stefę. Królowa przeprowadziła niewielkie dochodzenie gastronomiczne i przygotowała występującą w „Złym” melbę - nie popularne dziś pod tą nazwą ciasto, ale deser składający się z brzoskwiń, bitej śmietany i sosu malinowego. Podała też przekąski prawdopodobnie obecne w menu większości barów w latach 50-tych: kaszankę z kiszoną kapustą i koreczki śledziowe. Stefa przyniosła herbatę „kozacką”, nawiązującą do znanego „nie masz cwaniaka (kozaka) nad warszawiaka”. Pan Rex z Małym Lordem podali upieczoną przez siebie chałkę (obecnie w internetach jest coś na rzeczy z chałką) z czekoladą, ale wypiek zawierał w sobie zakalec (przypuszczalnie składniki były zbyt zimne, a czekolada w zbyt dużych kawałkach), więc zebrani skosztowali tylko te wypieczone fragmenty zewnętrzne.  

6. W lutym Uczestniczki i Uczestniczy Spotkań Pod Pretekstem Książki świętować będą trzynastą rocznicę powstania tego prywatnego klubiku książkowego. Trzynaście lat! Celebracji towarzyszyć będzie „Sydonia” Elżbiety Cherezińskiej i kuchnia czarodziejska, zaczarowana, magiczna. Widzimy się 7 lutego. Będzie się działo!

k.





wtorek, 14 stycznia 2025

Przypominajka przed "Złym" Leopolda Tyrmanda

Boże Narodzenie i Sylwester dopiero co minęły, a tu już nadchodzą kolejne powody do świętowania: w styczniu sto pięćdziesiąty pretekst książkowy, a w lutym 13-lecie książkowych spotkań!

A zatem zapraszamy na omówienie "Złego" - czy to był dobry wybór na pretekst nr 150? Przekonamy się  w najbliższy piątek.

środa, 18 grudnia 2024

"Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec


Protokół po "Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec

Dzień dobry!

Ostatnie w 2024 roku spotkanie książkowe poświęcone było trącącej myszką, a właściwie już robakiem (bo zmarła w 1972), Magdalenie Samozwaniec.

„Na ustach grzechu. Powieść z życia wyższych sfer towarzyskich” wprowadziła klimat sprzed stu lat. Uczestniczki, damy pewnego wieku, po których znać było, że kiedyś były młode, (parafrazując Samozwaniec) doceniły błyskotliwość, inteligentne poczucie humoru i zabawę słowem (wyrazy współczucia i/lub podziw dla tłumaczy przekładających tę książkę na inne języki). Wielka szkoda, że dziś już mało kto pamięta tę pisarkę. Wszak odegrała znaczącą rolę w polskiej literaturze – przed nią chyba żadna z Polek nie pisała tak dowcipnie, żadna nie odważyła się na tak jawną drwinę z wielbionych dzieł. Kto wie, może reanimacja jej znanej ekscentrycznej bratanicy, Simony Kossak, i panująca obecnie „moda” na Simonę przywróci do życia i Magdalenę Samozwaniec. Choć sama zainteresowana być może powiedziałaby: „Zostaw umarłych, niech żyją w spokoju”. Warto zapoznać się z innymi jej utworami, bo i szybko się to czyta, i tanie to (egzemplarzy używanych na rynku jest całkiem sporo), i pośmiać się można. A Uczestniczki to nawet nabrały ochoty, żeby przeczytać wydrwiwaną przez Samozwaniec „Trędowatą”.

Z „Trzeszczącej płyty” Piotra Kaczkowskiego płynęły uwodzicielskie głosy Adama Astona i Stefana Witasa. Leciwa bookdog Grudosława drzemała i popierdywała z cicha przez sen, na meblach osiadały kolejne drobinki kurzu, zegar bezlitośnie odliczał minuty pozostałe do zakończenia kolejnego roku. Do całości brakowało tylko zapachu naftalinowych kulek, dźwięku papuci szurających po podłodze i broszki „z prawdziwą starą agatą”. Na szczęście powiew życia, młodości i optymizmu wniosła Kicia, która po półrocznej przerwie zawitała na klubik. Przyniosła prezenty, radość, opowieści znad łóżeczka, przewijaka i wózka, a także pokazała najnowsze zdjęcia swojego Kiciątka (rozkoszne dziecię!). Mały Lord doświadczał chwilowego spadku formy i braku energii, więc przyjął jedynie z cichą wdzięcznością otrzymane od Cioć podarki, zjadł kilka tościków i przez większość wieczoru przytulał się do swojej rodzicielki, starając się jednocześnie przekazać innym wirusa, który ewidentnie próbował rozgościć się w jego organizmie.

Początkowe trudności z przygotowaniem potraw retro okazały się ciekawym wyzwaniem, które przyniosło nieoczekiwane odkrycia kulinarne i internetowe. Okazuje się, że w sieci jest sporo stron poświęconych reaktywacji potraw zapomnianych, potraw z Międzywojnia czy z dawnych książek kucharskich. Korzystając z tych źródeł, Królowa przygotowała ryżowe kotleciki inspirowane przepisem Marii Disslowej z książki z 1930 roku „Jak gotować” oraz ciasteczka „sołtyski” z domowej roboty marmoladą z rajskich jabłuszek. Stefa zrobiła „zimne nóżki hrabiny”, czyli galaretę drobiową. Zakupiła też ciastka „markizy” z masą chałwową. Struna poszła w potrawy dawne, choć nie aż tak bardzo – przygotowała klasyczne zapieksy, czyli zapiekanki pieczarkowe. Kicia przyniosła ciasto z cukierni „Chwila rozkoszy” o francusko brzmiącej nazwie, której nikt nie potrafił poprawnie zapisać, ale było to jakoś tak: dąłas. Były też kawałki babki i świąteczne (niestare jeszcze) pierniki.

Kolejne spotkanie odbędzie się 17 stycznia. Sto pięćdziesiątym (!) pretekstem książkowym będzie „Zły” Leopolda Tyrmanda. Kuchnia – nie może być inaczej – warszawska. A wcześniej Uczestniczki wybiorą się poza protokołem do klimatycznego miasteczka, żeby zadośćuczynić tradycji i przy kawie lub herbacie rozgrzewającej podsumować kończący się rok i razem wejść w nowy.

Radosnego Bożego Narodzenia!

k.









wtorek, 10 grudnia 2024

Przypominajka przed "Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec

 Książka krótka, ale rozmowa na jej temat może być długa. Poza tym przed Świętami zawsze jest wiele tematów do omówienia. Spieszcie na ostatnie w tym roku spotkanie! Piątek, godziny popołudniowe.

czwartek, 28 listopada 2024

"Łabędzie" Jacka Dehnela

 

Protokół po "Łabędziach" Jacka Dehnela

{…} nieme powitanie {…}

W „Łabędziach” historia anegdotą, a anegdota opowieścią rodzinną pogania. Tomisko, (a właściwie dwa tomy) będące połączeniem fragmentu sagi rodzinnej Bobolich, przodków autora, i kryminału sądowego z czasów PRL.

1. Spotkanie zaczęło się od relacji z zainspirowanego Dehnelem małego śledztwa porcelanowego przeprowadzonego przez Strunę. Otóż, korzystając z dobrodziejstw Internetu, odszukała rodowód niektórych filiżanek, talerzyków i miseczek przywiezionych z Ziem Odzyskanych przez jej Ciocię, wracającą po wojnie z robót w Niemczech. Porcelana wyprodukowana głównie z Bawarii z interesującymi sygnaturkami, ze złoconymi rantami i delikatnymi wzorami florystycznymi przywołuje obecnie wspomnienia związane z nieżyjącą już Ciocią, intryguje co do ich niemieckich właścicieli i stanowi zestaw pomocniczy do pojenia jakiegoś spragnionego psa gości czy do nalania wody święconej na wizytę duszpasterską, zwaną kolędą.

2. Egzemplarz „Łabędzi” Królowej okazał się białym krukiem: okładka tomu pierwszego jest okładką tomu drugiego, a okładka tomu drugiego jest okładką tomu pierwszego, co przy ciekawej formule „dwa tomy w jednym na odwrót” potęguje wrażenie zawiłości. Bo „Łabędzie” są zawiłe, zagmatwane, poplątane. Stefa lekko wymiękła przy drugim tomie, w którym ilość postaci przyprawia o zawrót głowy. Uczestniczki zgodnie stwierdziły, że najlepiej się czytało tom pierwszy, o rodzinie Bobolich. Przy okazji Struna nieustannie polecała Stefie zapoznanie się z „Lalą”. Ale drugi tom również warty jest uwagi, ponieważ mało jest wydawnictw opisujących życie bogatych ludzi w powojennej Polsce.

3. Dehnel pięknie pisze, z polotem, sprawy trudne przedstawia w możliwie przystępny i interesujący dla czytelnika sposób. Jest szczery, pracowity, wnikliwy, ciekawy tego, dokąd zaprowadzi go ta historia. To mistrz puenty – te jego „kropki” na końcu rozdziałów czy akapitów, krótkie i trafne podsumowania sprawiają, że przeczytany właśnie fragment nagle dostrzega się w zupełnie innym świetle, z innej perspektywy.

4. Muzyczne tło było dość oczywiste: najpierw pani z łabędziem, czyli Bjork z płytą „Vespertine”, a potem dwa łabędzie na okładce, czyli „The Twilight Singers”. A następnie, zupełnie od czapy, System of a Down - wybrany przez Małego Lorda rzecz jasna.

5. Z pieleszy domowych wiadomość Uczestniczkom spotkania przysłała Kicia – szczęśliwa mama półrocznego już prawie bobasa. Z dołączonych zdjęć wynika, że Kicia w wersji mini jest pogodnym maluszkiem przejawiającym spore zainteresowanie literaturą dziecięcą.

6. Uczestniczki klubiku przez chwilę zamieniły się w słuchaczki pokazu recytatorskiego zaprezentowanego przez Małego Lorda. Audytorium wysłuchało „W aeroplanie” Juliana Tuwima i zgłosiło drobne uwagi natury ogólnej do recytacji.

7. Sporo rozmawiano o polskim systemie edukacji – temat rzeka. Wysnuto wniosek, że atmosfera pracy i nauczania w danej szkole zależy głównie od dyrektora. Jeśli wielmożnie panującemu dyrektorowi, mającemu poparcie u włodarza gminy, nie zależy ani na uczniach, ani na nauczycielach, ani na rodzicach, to jest to prosty przepis na patologię, stan wojenny między tymi trzema grupami i sytuację, w której wartościowi nauczyciele czym prędzej odchodzą z pracy w poczuciu rozgoryczenia lub strachu.

8. Arcyciekawie wyglądała oprawa kulinarna do „Łabędzi”. Na niemieckim porcelanowym talerzu Struna podała „paczuszki przemytnika”, czyli naleśniki nafaszerowane warzywami z makaronem. Dodatkiem do tej potrawy były wręczone każdej Uczestniczce torebeczki z ziołowym suszem (bez obaw: to legalnie przywieziony z Egiptu i przebadany przez Sanepid tymianek). Stefa zrobioną przez siebie sałatkę nazwała „łabędź za tatarakiem”, a będący jednym z głównych składników por robił waśnie za ten tatarak. Królowa zrobiła „łabędzi puch” w dwóch wersjach: wytrawnej, jako sałatka warstwowa z ziemniakami, jajkami i kurczakiem, oraz słodkiej, jako ciasto z budyniowym kremem i kokosową posypką. Były też „złote monety”, czyli słone chrupiące przekąski. Ozdobą klubikowego stołu był łabędź wycięty z jajka na twardo – pokraczny, koślawy, niezgrabny, ale jednak łabędź.

9. Sporą część spotkania przeznaczono na tworzenie listy pretekstów książkowych na kolejny rok z hakiem. Oto zaplanowane na 2025 lektury:

Styczeń: Leopold Tyrmand „Zły”

Luty: Elżbieta Cherezińska „Sydonia. Słowo się rzekło”

Marzec: Laura Esquivel „Przepiórki w płatkach róży”

Kwiecień: Andrzej Stasiuk „Kucając” lub/i „Życie to jednak strata jest” lub/i „Rzeka dzieciństwa”

Maj: Eleanor Catton „Wszystko, co lśni”

Czerwiec: Magdalena Grzebałkowska „Dezorientacje. Biografia Konopnickiej”

Lipiec: Tamta Melaszwili „Kos, kos, jeżyna”

Sierpień: Eliza Orzeszkowa „Nad Niemnem”

Wrzesień: Barbara Kingsolver „Demon Copperhead”

Październik: Eleanor Cleghorn „Wybrakowane. Jak leczono kobiety”

Listopad: John Ironmonger „Wieloryb i koniec świata”

Grudzień: Milan Kundera „Święto nieistotności”

I dalej…

Styczeń 2026: Nathan Hill „Wellness”

Luty: Henry James „Portret damy”

Marzec: Stefan Żeromski „Przedwiośnie”

Kwiecień: Joanna Ostrowska „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej”

Maj: Morris Meterlinck „Inteligencja kwiatów”

Czerwiec: Ann Patchett „Tom Lake”

10. A ostatni miesiąc kończącego się roku poświęcony będzie Magdalenie Samozwaniec (z tych Kossaków) i jej „Na ustach grzechu”. Przy potrawach w stylu retro w atmosferze przedświątecznej klubik odbędzie się 13 grudnia.

Do zobaczenia!

k.