Jeszcze tylko dwa dni i dwie noce dzielą nas od kwietniowego spotkania książkowego.
Na klubik w piątek zapraszamy tych, którzy z dziełem Marii Dąbrowskiej zapoznali się w całości, tych, którzy przeczytali tylko część, tych, którzy książki nie przeczytali, i tych, którzy nawet nie mają zamiaru jej przeczytaćśroda, 26 kwietnia 2023
wtorek, 21 marca 2023
"Dworska tancerka" Shin Kyung-Sook
Protokół po "Dworskiej tancerce" Shin Kyung-Sook
Bon jour!
Cokolwiek przeczytane jest po Tokurczuk, wydaje się
słabe i marnej jakości literackiej.
1. Tak też było i w przypadku marcowego pretekstu do
spotkania, czyli „Dworskiej tancerki”. To przedstawicielka mało znanej literatury
koreańskiej… i właściwie tyle, co można powiedzieć o powieści Shin Kyung-Sook. „Dworska
tancerka” jest płaska, nie wciąga, nie zachwyca opisami emocji (ok, rozumiemy,
że w kultura azjatycka nie powala głębią opisów uczuć), akcja jest prawie
żadna, a coś, co wydawać się mogło największym atutem, czyli koreańska tradycja
i historia, zostały przedstawione tak powierzchownie, że czytelnik, zamiast
przeniesienia się na koreański dwór, by ujrzeć oczami wyobraźni zachwycający
taniec wilgi, czyta o widzach spektaklu płaczących ze wzruszenia. „Dworska
tancerka” okazuje się być koreańskim czytadłem, aspirującym do miana wizytówki
literackiej Korei. Rzecz jasna porusza los dwórki Seo, uprzedmiotowionej,
ubezwłasnowolnionej, wykluczonej podwójnie – najpierw będąc zbyt egzotyczną dla
paryżan, potem zbyt europejską dla swoich rodaków. Jednak to za mało, żeby z
nią współodczuwać czy żeby zachwycić się powieścią.
2. Największą korzyścią płynącą z ustanowienia „Dworskiej
tancerki” pretekstem do spotkania było równoczesne wyznaczenie kuchni
koreańskiej gastronomicznym tłem dyskusji. Struna przygotowała bibimbap wegetariański,
czyli ryż z warzywami, sezamem i kotlecikami bobowymi z sałatką z rzodkwi białej.
Kicia przyniosła zrobiony przez siebie makaron ramen w sosie dandan z papryką
goczugaru – potrawa ta, bardzo pikantna, nawiązywała bezpośrednio do licznych fragmentów
z książki wieczoru, w których opisane były pot, spocone czoła czy krople potu spływające
po czyichś skroniach. Królowa zaserwowała kimchijeon z dipem na bazie sosu
sojowego – placuszki z domową kapustą kiszoną zamiast kapusty kimchi musiały
zostać podane na kawałkach chrześcijańskiego opłatka, gdyż inaczej nie dało się
włożyć ich do jamy ustnej bez ryzyka upaprania się. Królowa i Mały Lord upiekli
kokosowe mochi. Uzyskały one aprobatę pierwszego degustatora, czyli bookdoga
Azoriusza, który był wpadł do lokalu klubikowego przed wszystkimi i jednym
kłapnięciem paszczy zmiótł połowę kwadracików mochi znajdujących się na
talerzu. Na obrzeżach stołu pojawiły się jeszcze inne nawiązania do kuchni azjatyckiej:
ryż (dmuchany) i pałeczki (kukurydziane w czekoladzie oraz paluszki).
3. Trudno było dobrać muzykę do rozmów o „Dworskiej
tancerce”, ponieważ w lokalu klubikowym nie znaleziono płyt z K-popem. Dlatego wykonano
muzyczny ukłon w stronę kalendarza, wskazującego dzień św. Patryka – wysłuchano
płyty z kompilacją irlandzkich piosenek i pieśni. Potem DJ-em został Mały Lord,
który przy wyborze kolejnych albumów kierował się wyglądem okładki (szczególnie
dużo czasu poświęcił na analizę płyt zespołu Tool, które wraz z Kicią podziwiali
pod kątem nowatorskich rozwiązań graficznych).
4. Przy okazji planowania kolejnego spotkania wywiązała
się dyskusja na temat objętości wybranych na ten rok książkowych pretekstów,
tempa czytania oraz innych zajęć dodatkowych zakłócających proces czytania. Ostatecznie
ustalono, że wyzwanie w postaci opasłych „Nocy i dni” zostanie podjęte i omówione
21 kwietnia. Kicia natomiast, po zdaniu relacji ze swoich tygodniowych
aktywności pozazawodowych, zwolniona została z obowiązku przebrnięcia przez
Dąbrowską. Za to, w związku z trwającym Rokiem Szymborskiej, delegowana została
do zapoznania się z co najmniej jednym wierszem noblistki i zreferowania jego
treści pozostałym. Jednocześnie przypomina się Kici i wszystkim innym uczestniczkom
i uczestnikom, że przeczytanie wyznaczonego pretekstu książkowego nie jest
warunkiem koniecznym do udziału w spotkaniu jemu poświęconemu. Co więcej,
niezapoznanie się z książką wieczoru ma też plus: podobnie jak Kicia, można
zachęcić innych do większej aktywności fizycznej. To po prostu kwestia
zarządzania czasem własnym i najlepszego wykorzystywania każdej godziny życia.
Doba trwa tylko 24 godziny, więc albo się poprzez czytanie dba o mięśnie
mózgowe, albo się poprzez uprawianie jogi dba o kręgosłup, albo się poprzez
szydełkowanie dba… właściwie to szydełkowania powinno się zaprzestać, bo na
żadne partie mięśni to korzystnie nie wpływa, a zdecydowanie może pogorszyć
wzrok i rzeczony kręgosłup. Każdy niech sobie decyduje, na co przeznacza
pozostałe mu minuty życia. Zachęca się jednak do czynnego udziału w kolejnym
spotkaniu książkowym – po przeczytaniu całych „Nocy i dni”, po przeczytaniu fragmentarycznym
lub nawet po ich nietknięciu. Uczestniczki, które doświadczą wyrzutów sumienia
z powodu nieprzeczytanej książki wieczoru, niech pomyślą sobie o Panu Rexie,
który książki nie trzymał w ręku od czasów wczesnoszkolnych, co nie przeszkadza
mu brać aktywny udział w spotkaniu, a czasami nawet zabierać głos na temat
omawianej książki! Aby uczcić umiłowanie Niechciców do ziemi, aby docenić ich
ciężką pracę włożoną w obrabianiem pól, a jednocześnie żeby nawiązać do Szymborskiej
pochodzącej z Krakowa, gdzie wychodzi się „na pole”, na kolejnym spotkaniu
zapoznamy się z kuchnią polną.
5. Po raz kolejny sporo czasu poświęcono na dyskusję o
schodzącym na psy polskim systemie edukacji. Przysłuchujący się rozmowie Mały
Lord, rysujący w skupieniu dzbanek z herbatą i regał z książkami, zdawał się nie
widzieć tych kilkunastu lat nauki w szkole przed nim jako potencjalnego ryzyka
bycia osobowościowo zmiażdżonym, zrównanym do jednego poziomu, stłamszonym i z
podciętymi skrzydłami.
6. W ramach aneksu do jubileuszowego spotkania sprzed
miesiąca zrobiono przegląd rodzajów wypitych dotychczas alkoholi – kolekcja
jest dość pokaźna. Jednocześnie zapowiedziano już, że przy okazji omawiania „Jak
się starzeć bez godności” prosecco poleje się szerokim strumieniem.
Widzimy się wiosną!
k.
wtorek, 14 marca 2023
Przypominajka przed "Dworską tancerką" Shin Kyung-Sook
Tanecznym krokiem chętni i chętne do podjęcia rozmów o literaturze koreańskiej niech zmierzają do lokalu klubowego. Pląsy zaczynamy w piątek ok. 17.00.
niedziela, 19 lutego 2023
"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk
Protokół po "Księgach Jakubowych" Olgi Tokarczuk
Oto i protokół.
Choć „jest w byciu obcym coś pociągającego, w czym
można się rozsmakować, co wydaje się jak słodycz”, w szabat na wyjątkowym,
jubileuszowym spotkaniu książkowym spotkali się starzy, dobrzy znajomi.
11. Spotkania Pod Pretekstem Książki mają już 11 lat! To
127 zebrań kubikowych. Z okazji rocznicy zebranym wręczono listę
dotychczasowych pretekstów, która była jednocześnie testem okulistycznym,
ponieważ weryfikowała, czy dana osoba powinna zaopatrzyć się w okulary do
czytania tekstu małą czcionką. Do listy dołączone były szydełkowe zakładki do
książek. Wypito szampana, zjedzono okolicznościowy torcik, będący jednocześnie
tortem urodzinowym Królowej. Jak zwykle razem z życzeniami jeszcze wielu
kolejnych spotkań wypowiedzianymi przez wszystkich do wszystkich, Królowa
również przyjęła ze wzruszeniem życzenia, prezenty, kwiaty, uściski i uśmiechy.
10. Wyjątkowym gościem na spotkaniu było prawie dwuletnie
wnuczę Błyskawicy, który zrazu nieśmiałe, szybko poczuło się jak w domu i bez
oporu bawiło się z Małym Lordem czy pokazywało autka kolejnym ciociom.
9. Wydaje się, że temat przewodni, czyli „Księgi
Jakubowe”, został ledwie poruszony. Ten przebogaty zbiór wątków, postaci, opowieści
z pewnością będzie wracał na kolejnych spotkaniach książkowych, bo nie sposób w
jeden wieczór omówić monumentalnego dzieła Olgi Tokarczuk. „Księgi” trzeba
czytać bez pośpiechu, smakować każde słowo, każde zdanie. Trzeba podziwiać warsztat
literacki Noblistki. Trzeba docenić ogrom pracy przez nią wykonanej, żeby,
niczym z pojedynczych nitek, utkać barwną tkaninę, od której nie można oderwać
wzroku. I choć do „Ksiąg Jakubowych” chyba wszystkie Uczestniczki podchodziły
na początku jak do jeża, te, które je przeczytały, wyraziły swój zachwyt, mówiąc
zgodnie: majstersztyk. Literatura najwyższego gatunku. Męczyła trochę mnogość
osób, nazwisk, ale skromne notatki podczas lektury wystarczyły, żeby nie zginąć
w gąszczu wątków.
8. „Księgi Jakubowe” zaczyna się jak snuta w zimowy
wieczór przy blasku świecy opowieść o wymyślonych, bajkowych, obdarzonych
magicznymi mocami postaciach, a pod koniec przypomina reporterską relację,
opisującą konkretne wydarzenia i losy konkretnych ludzi - przejście między
jednym a drugim gatunkiem literackim jest płynne, prawie niezauważalne. „To jest powieść, droga pani. Literatura. (…)
Literatura to szczególny rodzaj wiedzy, to (…) doskonałość form nieprecyzyjnych”.
7. „Księgi Jakubowe” to trochę również alternatywna
historia Jezusa i początków chrześcijaństwa. Być może jakiś jeden z pozoru
nieważny moment w historii ludzkości sprawił, że sekta Jezusa z Nazaretu w
ciągu dwóch tysięcy lat przerodziła się w jedną z trzech największych religii
świata, a współwyznawcy Jakuba Franka prawie zniknęli w otchłani czasu.
6. Tło muzyczne do rozmów stanowiły dwie płyty Oli
Bilińskiej „Berjozkele. Kołysanki jidysz” i „Libelid. Pieśni miłosne jidysz”, a
także płyta z 15. Festiwalu Kultury Żydowskie „Zichrojnes (Wspomnienia)” oraz
album „Uwodzenie” Kapeli Ze Wsi Warszawa z elementami muzyki żydowskiej.
5. Imponująco przedstawiała się gastronomiczna warstwa
spotkania, która, choć niekoszerna, pieściła podniebienia bogactwem smaków. Na
stole pojawiły się dwie chałki: zwykła i heretycka (bo pleciona z trzech, a nie
pięciu pasemek ciasta) oraz bajgle. Były żydowskie placki ziemniaczane, czyli latkes
(przygotowane przez Strunę). Błyskawica przyniosła sałatkę śledziową z
cieciorką. Królowa i Mały Lord zrobili wegetariański, mocno doprawiony czulent.
Stefa upiekła lekach, tradycyjny miodownik żydowski. Kicia, czy to z okazji
Dnia Kota, czy z powodu długiej nieobecności, nadrobiła zaległości klubikowe w
sferze potraw i przyniosła: daktyle z sosem chałwowym, domowy nalewko-grzaniec
oraz sałatkę „Podróż przez 7 granic”, wymagającą szczegółowego objaśnienia.
Otóż sałatka Kici zaczęła swą podróż w Salonikach (feta), przez całą Grecję
(suszone pomidory) prowadziła do Izraela (sok z granatu) i Włoch (uprażony
orzech włoski), żeby przez kolejne europejskie kraje po długiej wędrówce
dotrzeć do Polski (buraczki czerwone, por).
4. Z racji swoich zainteresowań głównie zawodowych
Struna była niekwestionowanym autorytetem w kwestii żydowskiej. Chętnie
dzieliła się z zebranymi swoją wiedzą, wyjaśniała niuanse tradycji żydowskiej
niczym rabini tłumaczą Torę. „Księgi Jakubowe”, opisujące wędrującą po Europie żydowską
sektę, każą się zastanowić, czy przypadkiem, gdy pogrzebać w genealogii
Uczestników Spotkań, nie mają oni wśród swoich przodków również i Żydów.
3. Rozmawiano nieco o polskim kościele katolickim, ale
w tym temacie, oprócz tego, co jest powszechnie znane, czyli że schodzi na psy,
nowości nie ma. Choć pamiętać należy, że od zarania człowiek miał potrzebę
duchowości, kontaktu ze sferami niewidzialnymi, zrozumienia niezrozumiałego i wyjaśnienia
sobie nieszczęść i cierpienia, i obecnie wiele osób nadal realizuje te potrzebę
w kościele.
2. Troszkę ponarzekano: na zawodowe niepowodzenia,
trudności i załamania oraz na obecnych wokół ludzi o cechach psychopatycznych. Jednak
więcej było rozmów o treści jeśli nie optymistycznej, to przynajmniej budującej
i dającej nadzieję na lepsze. Dyskutowano o licznych, niestety, akcjach
charytatywnych, mających na celu zbiórkę kosmicznych kwot na leczenia maleńkich
dzieci. O relacjach matka-córka i różnych na nie perspektywach. O tym, co miało
i ma wpływ na to, jacy jesteśmy obecnie. O tym, że człowiek się zmienia. Dużą
część wieczoru poświęcono omówieniu tematu związanego z mięśniami dna miednicy,
konsekwencjami ich zaniedbania, konieczności poprawienia ich stanu i podwijaniu
ogonka. Ekspertką w tym zakresie była Stefa. Dobrze, że Mały Lord, zmęczony
wizytą małego Błyskawiątka, zasnął u mamy na kolanach, bo słuchając szczegółów
o tych mięśniach, jeśli nie poczułby się zgorszony, to na pewno zacząłby
zadawać swoim rodzicielom dodatkowe pytania szczegółowe.
1. W marcu spotkamy się w Dzień św. Patryka. Jednak
omówimy książkę nie z Zielonej Wyspy, a z dalekiej Korei, czyli „Dworską
tancerkę” Shin Kyung-Sook.
Niech Book będzie z Wami.
Szalom!
k.
wtorek, 14 lutego 2023
Przypominajka przed "Księgami Jakubowymi" Olgi Tokarczuk
Niech zaczną swą wędrówkę do źródeł poznania i boskiego oświecenia ci, którzy pojęli tajemnicę czytania ze zrozumieniem, ci, którzy umiłowali bliźnich w lekturze, ci, którzy osądami swymi o przeczytanych pismach zechcą się podzielić. Niech stawią się w piątek w miejscu tajemnym. Niech biorą, jedzą i piją. Niech radują się wespół w Panu, że to już 11 zim gromadzi się kongregacja.
wtorek, 24 stycznia 2023
"Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku" Zbigniewa Rokity
Protokół po "Kajś. Opowieści o Górnym Śląsku" Zbigniewa Rokity
Witejcie!
W gronie zdziesiątkowanym przez choroby własne lub
latorośli oraz chwilowe zawirowania życiowe omówiono książkę o Górnym Śląsku.
„Kajś” to lektura ważna, ponieważ opowiada o ludziach „zza
miedzy”, a właściwie o zawiłej, niejednoznacznej historii tych, którzy na Śląsku
mieszkali od zawsze albo pojawili się tam w wyniku historycznej zawieruchy co i
rusz przechodzącej przez Europę.
Omawiając „Kajś” sformułowano tezę, że Śląsk to stan
umysłu.
Jaka jest różnica miedzy Śląskiem a Zagłębiem? Skąd od
czasu ten szum medialny wokół Ślązaków, mówiących o swojej odrębności,
domagających się takich czy innych praw i przywilejów? Czy każdy dziadek
każdego Ślązaka był w Wermachcie? Jeśli ktoś wcześniej zadawał sobie te czy
podobne pytania, to w książce Zbigniewa Rokity „Kajś” znajdzie na nie
odpowiedź.
Historia Śląska jest niezmiernie zawiła. Również
dzieje współczesne są pełne paradoksów i trudnych tematów. Uczestniczki
spotkania zgodnie stwierdziły, że TEN Śląsk stoi dziś w rozkroku, szuka swojej
tożsamości. Autor w „Kajś” również szuka swoich korzeni i mierzy się z prawdą, dla
wielu niewygodną i trudną, że nasi przodkowie niekoniecznie byli tacy, jakbyśmy
chcieli. Znaleziono podobieństwo między Śląskiem a krajami skolonizowanymi przez
mocarstwa, jak Wielka Brytania czy Francja, które przez lata wyzyskiwała kraje
azjatyckie czy afrykańskie, drenując je z ich dóbr naturalnych, traktując jako
swoją własność, a rdzennych mieszkańców maając za niewolników. Wydaje się, że
Śląsk podobnie - jest takim „niechcianym dzieckiem”, które jednak można bez
pardonu wyzyskać i wykorzystać – wcześniej przez robili to Niemcy, potem
Polska. Śląsk to „ślepa kiszka Europy”, jak pisze Rokita. Wszystkie
Uczestniczki spotkania zgodnie stwierdziły, że zakończenie „Kajś” jest bardzo
zaskakujące.
Niezmiernie interesującym wątkiem uzupełniającym „Kajś”
była opowieść Struny, ilustrowana przedwojennym zdjęciem z rodzinnego albumu, o
cioci-babci Denisce, która przyjechała z rodzicami i rodzeństwem z Francji,
osiadła w Zabrzu i do której w odwiedziny ze swoimi rodzicami jeździła w
dzieciństwie Struna. Podróże do Cioci Deniski, w czasie których trzeba się było
kilkukrotnie przesiadać między różnymi środkami lokomocji, kojarzą się Strunie
również z bułką z pasztetem kupowaną na dworcu w Katowicach.
Stefa, dzięki książce Rokity, bardziej poznała region,
o którym zaskakująco niewiele wiedziała, dotychczas podchodząc do tematu w
stylu „Śląsk, wiadomo, to Śląsk”. Przy okazji Królowa poleciła Stefie „Czarny ogród”
Małgorzaty Szejnert, jako lekturę dodatkową do poszerzania wiedzy o Śląsku, bo
to książka o katowickich Giszowcu i Nikiszowcu.
Górny Śląsk – tuż za płotem. Śląska gwara obecna jest
w naszej codziennej mowie – teraz już z większą świadomością będziemy nazywać
kogoś chacharem czy ciućmokiem. Bryle, kibel, hasiok, styknie, dziołcha, bajtel
– te słowa niepostrzeżenie przeniknęły do gwary beskidzkiej i przez to śląsko
godka jest obecna w naszej mowie codziennej, a Śląsk przez to nam bliższy.
Rozmowom o „Kajś” towarzyszyła, a jakże, kuchnia śląska.
Struna zrobiła niewiarygodnie smaczne kluseczki z dziurką podane ze skwarkami i
modrą kapustą, potwierdzając tym samym swoje mistrzostwo w obszarze
gastronomii. Gdyby Struna myślała kiedyś o zmianie pracy, to pewnym jest, że
karierę zrobią i do bogactwa ją doprowadzą utoczone przez jej sprawne dłonie
kluseczki śląskie właśnie. Stefa zrobiła szałot śląski, czyli pożywną sałatkę
ziemniaczaną. Królowa podała ciapkapustę, arcyproste połącznie ziemniaków z
kiszoną kapustą. Ziemniaki pojawiły się w jeszcze jednej genialnie zaskakującej
odsłonie – jako idealne do maszkiecenia kartofelki marcepanowe. Modro kapusta
była też w postaci kiszonej.
W sferze muzycznej sięgnięto po płyty artysty z
mysłowickimi korzeniami, czyli Artura Rojka i jego projektu pobocznego, czyli
Lenny Valentino. Wysłuchano też płyty formacji U2, ponieważ pochodzi z Irlandii,
a tam, podobnie jak na Śląsku, też są kopalnie.
Tematy nieksiążkowe poruszone podczas spotkania to
między innymi rekomendowany przez Stefę podcast „O zmierzchu”, bałagan w
przepisach dotyczących podatków, a także jeden ze skeczy w programie scenicznym
Kabaretu Moralnego Niepokoju, obejrzanym niedawno na żywo przez Królową, o tym,
jak to ostatni, niepozorny, niedopity łyczek herbaty w kubku może stać się
awanturą małżeńską prowadzącą niemal do rozwodu. Stefa zadała zebranym ciekawie
pytanie na temat przyjemności – co ją sprawia?, co ją wywołuje? Po omówieniu
odpowiedzi wysnuto wniosek, że prawdziwa przyjemność to ta, która uruchamia
nasze zmysły, która dzieje się przez naszą sensorykę.
W trakcie rozmów Mały Lord ze Struną rozegrał partyjkę
gry planszowej „Jamniki” (Struna wygrała, co Mały Lord przyjął zadziwiająco spokojnie).
Para ta obejrzała wszystkie dotychczas wydane atlasy autorstwa Ewy i Pawła
Pawlaków, a szczególnie wnikliwie zapoznała się z „Małym atlasem motyli”, przy
którym Struna podzieliła się z zebranymi fragmentem swojej ogromnej wiedzy na
temat tych owadów.
Kolejne spotkanie klubiku książkowego odbędzie się w piątek
17 lutego, czyli tak, jak to się wszystko zaczęło 11 lat temu. Przy potrawach
kuchni żydowskiej omawiane będą „Księgi Jakubowe”.
Bydźcie zdrowi i adieu za miesiōnc.
k.
wtorek, 17 stycznia 2023
Przypominajka przed "Kajś" Zbigniewa Rokity
Witejcie!
W piōntek poôzprawiōmy ô ksiōnżce ô Ślōnsku.
Przijdźcie kole 17.00.
Zjymy coś dobrego, wypijymy, pośmiejemy sie.